01/11/2011

Życie przed życiem

Co jakiś czas robię porządek w książkach. Postanowiłam pozbyć się z domu tych książek, do których nie zaglądałam od lat. Część sprzedałam w antykwariacie, część oddałam do biblioteki i znajomym. Ale ciągle mam tych książek za dużo.


Pierwszą książką, która wpadła mi w ręce była książka „Życie przed życiem” Raymonda A.Moody i Paula Perry. Książka jest wydana w 1992 roku, tytuł angielski Coming Back.





Nie pamiętałam o czym była, więc zaczęłam ją czytać. Autor był psychoterapeutą i wykorzystywał hipnozę do nauki relaksu, pokonywania bólu i lęku. Po wydaniu książki "Życie po życiu" Moody dostawał bardzo dużo listów w sprawie śmierci klinicznej. W listach były też relacje ludzi opisujących wspomnienia z poprzednich wcieleń. Autor do tych rewelacji podchodził sceptycznie, aż sam poddał się hipnozie i doświadczył regresji w przeszłe życie. Wtedy zajął się badaniem tego zjawiska w college'u w Carrollton, w Zachodniej Georgii, gdzie wykładał psychologię. Książka jest opisem kilkudziesięciu przypadków regresji hipnotycznej.


Terapeuci wykorzystujący regresję nie zawsze wierzą w poprzednie wcielenia, wierzą natomiast w samo doświadczenie. Przeżywanie poprzednich żyć pomaga w uporządkowaniu obecnego życia, wyjaśnia fobie, lęki, problemy, choroby. Co ciekawe, hipnozą regresywną skutecznie leczy się astmę, depresję, choroby skóry, żylaki, nadciśnienie i dolegliwości gastryczno-jelitowe. To było 19 lat temu! Czy teraz tak się leczy te choroby?


Rozbawiło mnie stwierdzenie: „Dopiero od niedawna dopuszcza się możliwość, że choroba może być wywołana przez umysł... Wiemy, że umysł może wpływać w pewnym stopniu na procesy chemiczne zachodzące w naszym ciele, co da się już sprawdzić naukowo”. I autor przytacza tu różne badania naukowe różnych szacownych uniwersytetów np. Harvarda.


Terapia regresji szybko dociera do sedna emocji, a po seansie stan fizyczny i psychiczny pacjenta poprawia się, więc powinna być powszechnie stosowana.


Fascynująca podróż w nieznane. Autor co kilka stron mówi, że jego badania nie wskazują na zjawisko reinkarnacji, i ja się z nim zgadzam. To, że ludzie przeżywają „poprzednie wcielenia” jest wg mnie pracą nieużywanej części naszego mózgu. Prawie zawsze przeżywane sceny mają związek z aktualnymi problemami. Daną sytuację można przeżyć jako uczestnik lub świadek. No i jeszcze to, że raz jesteśmy kobietą a raz mężczyzną. Nigdy nie wracamy do życia jako ta sama osoba! Mamy inną podświadomość i nadświadomość.


Nie przeczytałam jeszcze całej książeczki. Doszłam do szklanej kuli, która może posłużyć jako ekran, na którym widzimy te "przeszłe wcielenia". Ale o tym kiedy indziej. :)

29/10/2011

Struś pędziwiatr

Ostatnio w gronie znajomych dyskutowaliśmy o dziwnych czasach, w których żyjemy. Jacy to wyjątkowi są ludzie, którzy wiedzą więcej niż inni. Wiedzą o spiskach, które szykuje kierownictwo świata, znają ich plany. Dlatego są lepsi niż ci co oglądają tv, łykają papkę, emocjonują się politycznymi gierkami i są „owcami idącymi na rzeź”. Kłóciłam się z nimi, bo przecież nie każdy musi wiedzieć co się dzieje za kulisami. Wiele ludzi ciężko pracuje i naprawdę nie ma na nic więcej czasu. Nie uważam, że tacy ludzie są przegrani i gorsi. Jedni zdobywają wiedzę szybko, a inni latami. I tak jest dobrze, bo każdy ma swoje przeznaczenie i coś do zrobienia na ziemi. Nie ma wybranych i wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Wszyscy, albo nikt.


Po tym spotkaniu miałam sen. Biegłam gdzieś bardzo szybko i na ramionach miałam swoich rodziców. Nie czułam ich ciężaru, to wyglądało tak, jakby nie mieli fizycznych ciał tylko dusze. Dwie dusze na moich ramionach ;) Pędziłam naprawdę szybko, jak struś, ale nie byłam zziajana tylko szczęśliwa.



I wtedy pomyślałam, że tak będzie. Gdy świat będzie się kończył, to wszyscy będziemy sobie pomagali, żeby każdy zdążył wsiąść do pociągu do nieba. Zawsze w trudnych chwilach przypomina się ludziom ich człowieczeństwo i solidarność, więc nie wierzę w apokaliptyczne przepowiednie. Bo one mają powodować w nas strach. A we mnie już tego uczucia nie ma.




27/10/2011

Kolejna dusza odeszła

Kolejna dusza wróciła do Źródła.


Pisałam chyba o tej pani. Wykryto u niej raka i ucięli pierś, nie zbadali wycinka, tylko przepisali chemię, a potem tabletki. Trwało to ponad 3 lata. Ostatnio źle się poczuła i w 3 dniu pobytu w szpitalu umarła. Okazało się, że od 3 lat miała wodę w płucach. Dlatego męczyła się wchodząc po schodach, a ona myślała, że to od palenia. Jej leczenie było skandaliczne, na lepsze nie było jej stać.


Była rencistką, a nie miała jeszcze 60 lat. Większość kasy wydawała na leki, potem media, czynsz z opóźnieniem, a reszta szła na papierosy i na końcu na jedzenie. W czasie choroby nie zmieniła nic w swoim trybie życia, a przecież nie chciała jeszcze umierać. Syn wyjechał do Anglii, ale ona nie chciała go wymeldować. Płaciłaby mniej czynszu, ale miała nadzieję, że syn kiedyś wróci. Bez sensu. Syn nie przyjechał na pogrzeb i nie chciał starać się o mieszkanie, ani nie chciał żadnych rzeczy. Przecież 5 lat temu wyjechał i co innego ma w głowie.


Trzeba wykasować jej numer telefonu, bo przecież nie będzie potrzebny.


Człowiek obcy nawiązuje jakąś więź z ludźmi, którzy przychodzą raz w miesiącu płacić czynsz. Dużo o nich wie, a oni czasem rozmawiają tylko ze mną, bo nie mają nikogo komu na nich zależy.


Dla jednych śmierć rodzi problemy, dla innych jest wybawieniem z kłopotów.


Samo życie.


Zapaliłam specjalnie dla niej białą świecę.









20/10/2011

Nie zgadzam się na morderstwo

Ponownie nie zgadzam się na zabijanie ludzi. Morderstwa przywódców państw na Bliskim Wschodzie na oczach całego świata nie mogą być bezkarne. Świat na to patrzy miesiącami i nie potępia. Dlaczego patrzymy na bezsensowną śmierć 20 tys. ludzi? Kto następny stoi na drodze do położenia łapy na bogactwach naturalnych tych państw? Syria czy Iran.


Przeczytałam dziś ciekawy art. nt „szokujących kulisów upadku dyktatora”. http://tiny.pl/h15vk


Mnie nie zszokował, raczej potwierdził podejrzenia.


Artykuł o tym za ile został sprzedany Gaddafi i kto maczał w tym brudne palce. Lista jest długa: Francja, Anglia, USA, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, inne państwa NATO łącznie z Polską, która dostarczała broń. Obu stronom.


Dziel i rządź.


Wypowiedzi naszych władz są żenujące i odcinam się od nich stanowczo. Oni nie mówią w moim imieniu, ja nie mam krwi na rękach. Bez udowodnienia winy to zawsze będzie morderstwo, wystarczy tylko określić kogoś terrorystą, przestepcą, pedofilem itd. Schemat jest ten sam. A potem zaszczuć. I to na oczach wszystkich. A za kulisami zgarniać kasę. Ciekawe jak długo będą się nią cieszyć? Na nieszczęściu nie zbuduje się szczęścia.


Czy Polacy zapomnieli ilu ich pracowało w Libii i co to był za kraj, zanim ktoś zechciał go ograbić.




Zawsze będę przeciwko przemocy i potępiam morderców.


Nie zmieni tego liczba mordów i stek inwektyw.


Takie coś nie powszednieje.


Wszyscy jesteśmy ludźmi.


Nie dajmy się napuścić na siebie.


 

18/10/2011

Derby

Dziwny termin na mecz. W dzień roboczy nie powinno się urządzać takich imprez, bo dezorganizuje to życie w mieście. Gdy jechałam do pracy widziałam grupki 20-30 młodzieży eskortowane przez pojazdy policyjne. Jeśli grupa ubrana jest w czerwone kurtki lub czerwone czapki lub czerwone szaliki to trzeba ją eskortować podczas przemarszów. Większość to młodzież szkolna. Coraz młodsi zostają czynnymi kibicami.


O 15 kibice zgromadzili się na Placu Wolności, a o 16 przemaszerowali Piotrkowską w stronę Piłsudskiego i na stadion. Robiło to wrażenie. Nie widziałam od czasu stanu wojennego tylu policjantów. Policjanci jechali w sukach i innych pojazdach, a w patrolach pieszych widziałam dużo policjantek. Każdy się zastanawiał, dlaczego tyle policjantek ma pilnować kibiców. Oczywiście nad "zagrożonym" terenem latał helikopter.. Mecz zaczął się o 18.30. Całe szczęście, że zdążyłam przed końcem meczu do domu. Po drodze widziałam kilka wypadków, bo wszyscy byli podminowani.


Z powodu miejsca zamieszkania muszę kibicować Widzewowi. Tak to już jest. A z miejsca urodzenia jestem kibicem Ruchu Chorzów. Dobrze, że te kluby się lubią, bo byłoby to dość dziwne. Kilka lat temu byłam u klienta, który mieszkał obok stadionu, w sobotnie popołudnie, akurat jak był mecz i słyszałam jak kibice śpiewali, skandowali i wykrzykiwali różne hasła. Wrażenie było niesamowite. To niewiarygodna energia, aż się popłakałam ;)


Oczywiście mam stosowne szaliki. Ale ich nie używam ;)




Po meczu policja była potrzebna bo były jakieś bójki i przepychanki. Czy kogoś interesuje wynik? Chyba nie.

15/10/2011

4 smoki, ale jaja

Jak przewidywałam pojawiły się kolejne smoki. Teraz są 4 smoki ze złotymi jajami i halabardami. Wybitnie polskie symbole.



Smoki wyglądają jakby syczały i odstraszały i groziły. Jak to możliwe, żeby w środku miasta była taka dekoracja? Dlaczego to finansuje miasto? Od lat miasto wydaje pieniądze na dziwne i nieprzydatne rzeczy. Jak np. fontanna w kształcie waginy za 30 parę milionów zł.


We mnie ten widok wzbudza niesmak, a nawet obrzydzenie. Zawsze przechodzę na druga stronę, chyba żeby nic na mnie nie spadło :(


Czy to się komuś podoba?

07/10/2011

Wolność jest ułudą

Żyję w kraju, w którym wolność to nie puste słowo. Od ponad 200 lat naród polski z czymś walczył o wolność. Zabory, wojny, komunizm. Dlaczego wolność jest dla nas taka ważna?


Czy teraz czujemy się wolni? Ja nie, bo ciągle ktoś na mnie naciska, żebym była taka a nie inna, żebym zrobiła coś, albo za kimś się opowiedziała.




Niby mamy wolność wyznania, a jednak są naciski na ludzi o odmiennych wierzeniach. Tolerancja tak, ale święta religijne obchodzimy wszyscy. Bo to kraj KK. Ale widok krzyży kłuje w oczy, wszyscy pamiętamy przepychanki rok temu.


Niby mamy wolność słowa, a jednak kibice mogą powiedzieć, że to fikcja. Nie wolno mówić co się myśli, jeśli może to urazić władzę. Zupełnie jak w czasach komuny. Za niepoprawnie polityczne słowa można pójść do więzienia.


Wolność wyboru też jest fikcją. Po raz kolejny kandydaci do koryta starają się wmówić wyborcom wszystko. A my udajemy, że im wierzymy. Ja z tym skończyłam.


Wszystko jest już ustalone. To co jest w tv to teatr. Wiadomo kto wygra. Teraz to walka o to, żeby tylko pójść głosować. Nie mamy wyboru, trzeba iść głosować, a na kogo – to nieważne. Gdy w sprawozdaniu z ostatnich wyborów nie było w mojej komisji głosów nieważnych, to spadła mi opaska z oczu. Przecież ja oddałam taki głos, a nikt go nie policzył. Od lat w komisji są te same osoby, a przecież rządy się zmieniają.


Teraz mam wybór: nie idę na wybory i już nigdy nie pójdę. I czuję się z tym świetnie. Uważam, że rząd po prostu jest niepotrzebny. Robią więcej złego niż dobrego. Nie dam sobie wmówić, że ode mnie coś zależy, bo to kłamstwo i szantaż. Oni potrzebują, żeby ludzie poszli, bo to uzasadnia ich byt. Gdyby nikt nie poszedł na wybory, to wtedy mieliby problem. Nie dam sobą więcej manipulować. Za długo czekałam, żeby coś się zmieniło. Nie dam swojej energii Służącym Sobie. Wszyscy muszą odejść i zająć się pracą.


Zamierzam żyć uważniej i dokonywać wyborów własnych, a nie narzuconych przez media, polityków, władzę, rodzinę i kogokolwiek.


Moim świadomym wyborem jest brak reklam na tym blogu. Tu nigdy ich nie będzie. Gdy się pojawią, tzn. że nie ja go już prowadzę. Nigdy nie obejrzę filmu Polańskiego, bo nie został ukarany za swoje czyny. Degeneracja. Nie znajdziecie mnie też na facebooku, ponieważ nie podoba mi się kradzież pomysłów. Takie portale mają też inną stronę, o której nikt się nie domyśla, a więc to nie dla mnie. To są moje świadome wybory i mało mnie obchodzi zdanie innych. Tylko tyle mogę zrobić. I aż tyle. Mogę też myśleć co chcę. Jeszcze.







06/10/2011

Smoki z jajami

Wracałam wczoraj z pracy i moim oczom ukazał się dziwny widok. Jest taka kamienica na Piotrkowskiej 86, zw. Kamienicą pod Gutenbergiem. Od lat jest tam znana księgarnia. Zbudował ją w 1897 roku Jan Petersilge, drukarz, który zaczął wydawać pierwszą lokalną gazetę w jęz. polskim i niemieckim. Kamienica została odnowiona i wyglądała ładnie. Ale umieszczono na niej dwa smoki z halabardami, które siedzą na złotych jajach. Nie można tego inaczej nazwać. Nie wiem co to ma wspólnego z naszym miastem, czy były tu jakieś smoki? I te jaja, złote?! Czy to pomniki ku czci???





A tak wygląda "to" z bliska.



źródło: gazeta.pl


Przed remontem kamienica nie miała smoków. Odfrunęły w poszukiwaniu jaj ;)



źródło: K.Firkowski


Poszperałam i znalazłam taką fotografię. Są tam 4 smoki, a więc jeszcze brakuje 2 do kompletu. Na remont poszły pieniądze miastowe, bo chyba nie ma spadkobierów. Nie przypadkowo odnowiono właśnie tę kamienicę, bo ma tam swoją siedzibę Administracja Nieruchomości Centrum I.





źródło: wikimedia


Dziwacznie wyglądają te smoki.


Albo to są jakieś jaja ;) ale złote ;)

03/10/2011

Statki kosmiczne

Dzisiaj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że nad nami krąży pełno statków kosmicznych, a my tego nie widzimy.



źródło: Louise Ungro


Ludzie chodzą po ulicach, czasami patrzą w niebo i nie zauważają różnych dziwnych pojazdów latających. A te pojazdy krążą nad nami i obserwują nas. Tak jak nadzorcy, którzy pilnują swojego stada, albo strażnicy pilnujący więźniów. Jesteśmy jak zahipnotyzowani. Mamy coś przed nosem, a nie widzimy. Dostajemy różne wskazówki, ale udajemy, że to wymysł oszołomów, którzy wszędzie wietrzą spiski.



źródło: Mt.Rainier


Wszyscy śpimy. Czasami ktoś coś zauważy, zrobi fotkę i wtedy widzą też inni. Ale potem znów zapadamy w sen.


Król jest nagi.

01/10/2011

Wybaczanie

W zasadzie każdą wolną chwilę wypełnia mi oddychanie i wybaczanie. Najbliższa rodzina już została „przerobiona”. Nie mam do nich o nic żalu. Wszystko zostało wybaczone.


Dlatego szukam dalej wśród osób, które kiedyś spotkałam, a nie zachowałam się dobrze. Bardzo pomocne w tym są fotografie. Przeglądając album natknęłam się ostatnio na zdjęcie chłopaka, który był mną bardzo zainteresowany. Przypominałam sobie różne sytuacje i moje zachowanie. Starałam się je zmienić, a przynajmniej jakoś usprawiedliwić. Bo było tak, że on zupełnie nie był w moim typie. Z mojej strony nie było żadnego zainteresowania jego osobą. Traktowałam go per noga. Natykałam się na niego na różnych spotkaniach towarzyskich, wykładach, imprezach itp. Zawsze go wyśmiewałam, poniżałam, umniejszałam jego wartość, drwiłam z jego uniżoności, odrzucałam jego miłość. Byłam naprawdę podłą osobą. Jego zainteresowanie odbierałam jako atak na mnie. Udawałam, że nie wiem o co mu chodzi, myślałam, że wtedy da mi spokój i się odkocha. Trwało to dość długo, aż w końcu nasze drogi się rozeszły. Wtedy nie myślałam, że robię coś złego. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Aż do teraz. Poczułam, że należy tą relację naprawić i uzdrowić. Bardzo się starałam. Wyobrażałam sobie jego postać przede mną i prosiłam o wybaczenie. Czasami rozgrzeszenie przychodzi szybko, ale teraz nie było łatwo. Pracowałam nad tą relacją dwa tygodnie. Aż w sobotę na ulicy zobaczyłam go. Nawet mnie nie zauważył, albo nie poznał. I wtedy poczułam, że coś puszcza, a w moim sercu poczułam błogość. Czyli miałam wtedy rację, że nie pasujemy do siebie, nie bylibyśmy razem do końca życia. Musiała to być tylko chemia i żadnych prawdziwych uczuć. Jak nie ma miłości to nie warto utrzymywać takiej znajomości. Ale nie musiałam się zachowywać w podły sposób.


Wybaczanie jest dla mnie ważne. Nie jest przyjemne przypominanie sobie ludzi, których źle traktowałam i prosić ich o wybaczenie. Łatwiej jest samemu wybaczać. I nie trzeba do tego konfrontacji. To tylko praca nad sobą.


A to uczucie błogości w sercu jest bezcenne.


Wtedy wiadomo, że wszystko dobrze poszło i relacja została uzdrowiona. Chyba dlatego to robię, dla TEGO uczucia.







25/09/2011

Stłuczka

Myśli przyciągają zdarzenia. P. zastanawiał się nad sprzedażą auta przed wyjazdem. Ciągle brak czasu na zgłoszenie go do sprzedaży. Potem pomyślał, że może mieć wypadek i wtedy auto pójdzie do kasacji i nie będzie problemu.


Gdy w czwartek P. wracał autem do domu wjechał w niego facet, który wyjeżdżał z parkingu. Oba samochody zostały trochę uszkodzone, bo prędkość była niewielka. Wezwałam policję, bo nie wiedzieliśmy czyja to wina. Po 23 minutach pojawiła się policja, ukarała mandatem kierowcę Renaulta, dostał też punkty karne. Gdy czekaliśmy na policję to modliłam się, żeby zdarzenie było dla dobra P. I tak się stało, ale szkoda mi było tamtego kierowcy. Był to emeryt, który następnego dnia miał jechać z żoną do Wilna. Był w szoku. On nawet nie hamował, bo nie spodziewał się tej stłuczki. Może dobrze, że to się tak skończyło. To znak, żeby nigdzie nie jechał. P. powiedział, że uratował facetowi życie. Dziwne.


      


Tak to już jest, że trzeba uważać na to co się dzieje wokół i wyciągać wnioski. I zwolnić.          

22/09/2011

Starcy i dzieci

Rozczula mnie widok starych ludzi. Dzisiaj na przystanku widziałam taką zasuszoną małą kobietkę po 80-tce. Ubrana na czarno, z chustką na głowie, siwe włosy, a w ręku torba-siatka z materiału. Stare kobiety nie mają torebek. Stała, a ja na nią patrzyłam i pomyślałam, że ja też kiedyś taka będę. A ona kiedyś była taka jak ja. Też chodziła do szkoły, miała koleżanki, chodziła na randki, miała dzieci, chodziła do pracy, kochała i bawiła się. Tak jak wszyscy. Czas biegnie nieubłaganie. Jedni żyją normalnie i nie zwracają na upływający czas uwagę. Inni naciągają swoje twarze i wyglądają jak zombi, bo nie chcą wyglądać staro. Teraz stary człowiek nie jest darzony szacunkiem, a przecież on dużo przeżył i jest kopalnią doświadczeń. Starzy ludzie przeszkadzają, bo chcą siedzieć w autobusie, wolno chodzą, przeszkadzają też politykom, bo chcą chodzić do lekarza za darmo, długo żyją i długo biorą emerytury czy renty.


Moja kuzynka jak wychodziła za mąż to nie zaprosiła babci, bo powiedziała, że nie lubi starych ludzi. Na moim weselu babcia była i naprawdę nikomu nie przeszkadzała. A ja się cieszyłam, że mam babcię, bo zawsze wiedziałam, że korzenie są ważne w życiu człowieka.


Ostatnio dostałam od kuzyna, który robi drzewo genealogiczne, zdjęcie mojej mamy z moimi dziadkami.



Na fotografii jest mój dziadek, moja babcia, w środku stoi moja mama, a na ręku babci jest moja matka chrzestna. Z tych osób żyje tylko moja mama, która miała wtedy 6-7 lat. Mieli plany, marzenia, a teraz nie żyją i tylko my o nich pamiętamy. Babci takiej młodej nie pamiętam. Zupełnie inaczej wyglądają moje konflikty z mamą, nie obwiniam jej już za nic, wybaczyłam jej już wszystko zło, którego doświadczyłam i cieszę się, że ciągle jest na tym świecie.


A z dziećmi to mam fajne doświadczenia. Mały człowieczek to cud. Doceniam je, bo kiedyś będą tworzyć moją rzeczywistość. Każde dziecko, które spotykam na ulicy, gdy na mnie spojrzy to się uśmiecha, a niektóre przestają płakać na mój widok. Wydaje mi się, że to dlatego, że ja im patrzę w oczy i bezgranicznie je kocham. A one to wyczuwają.


Nie mogę pojąć, jak można krzywdzić takie małe istotki.


 


Suplement z 24.09.2011


Zadzwoniła moja mama, która jest jeszcze na letnisku i powiedziała, że otrzymała sms, ale nie wie od kogo, bo nie podpisany. Treść mniej więcej taka: Mamo proszę doładuj mi telefon na numer ..., dzwonię z telefonu koleżanki. Mama myślała, że to od mojej siostry, bo tylko ona ma na kartę. Ja mam abonament i zawsze się podpisuję. Kazałam jej wykasować ten sms, bo to ewidentne oszustwo.


Znowu ktoś w Plusie sprzedał bazę danych. :(



21/09/2011

Jest nas 7 mld

Tydzień temu wiele agencji podało, że na świecie żyje 7 mld ludzi, w każdym razie na pewno będzie nas tyle do końca 2011 roku.


Od 1999 roku przybyło 1 miliard ludzi, to tylko 12 lat. 49% ludzi żyje w Afryce, a rasy białej jest tylko 12%.


Jak się ma to do teorii depopulacji? Nijak. Świat wygląda tak, jakby wszystkie dusze chciały żyć właśnie w tych czasach, jakby chciały być świadkami tego co nadchodzi. Dlatego jest taki tłok na świecie.


Bo nie chodzi o to, żeby nas było coraz mniej tylko coraz więcej. Czuję się tak, jakby ludzie byli hodowani po coś. A właściwie wiem po co. Po naszą manę. Dla niewtajemniczonych powiem, że mana to specyficzna energia życia wytwarzana przez człowieka m.in. z powietrza i pożywienia. Jesteśmy stadem baranów lub owiec, jak kto chce. I nie mamy bladego pojęcia do czego służy nasza mana, którą tracimy. A tracimy ją każdego dnia, zmuszani niejako do tego przez złe myśli, zazdrość, mściwość, obwinianie, pielęgnowanie urazy, nienawiść, pogardę i podsycany nieustannie przez wszystkie media - strach.




Unikam większych zgromadzeń, bo wiem, że wytwarzana wtedy energia nie idzie ku dobremu. Ktoś się o to stara i nad tym czuwa. Natomiast moja przyjaciółka uwielbia chodzić do kościoła albo na wielkie spędy ludzi. Wtedy może ciągnąć tyle energii ile się da. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nawet żartuje, że jest wampirem energetycznym. Lubimy się też często spotykać i pozwalam jej „ciągnąć” moją manę. Dla mnie to nie problem wyrównać potencjał energetyczny, a ona jest przecież moją przyjaciółką. Kiedyś sprawdzałam wahadełkiem moją energetykę. W skali 1-100% normalnie wahadło pokazało 30% naładowania maną. Po wykonaniu 8 pełnych oddechów, moja mana wzrosła do 80%. Ładuję się codziennie więc many mam pod dostatkiem. Jest to też praktyczne, bo wtedy moje modlitwy, nawet tylko pomyślane, spełniane są natychmiast.


Gdy przestałam medytować zrobiłam się bardziej czujna i chronię jak się da swoją energetykę. Nie będzie się ktoś mną żywił bez mojej zgody. Nikt nie namówi mnie na wysyłanie swojej energii matce ziemi, albo do niezidentyfikowanych istot w kosmosie, albo do budowniczych piramid, albo do fioletowego płomienia, albo do mistrzów wniebowziętych, albo do jeszcze czegoś.


Sorry Gregory, nie ze mną te numery :)




02/09/2011

Zagięcia czasu


Miękkie zegary (Cieknące zegary) Salvadore Dali


Dziwne rzeczy się dzieją. Od 3 tygodni gubią mi się dni. Po raz pierwszy w środę byłam pewna, że jest sobota. To było tak realne, że upewniałam się na wszystkich dostępnych mi zegarach. Pomyślałam, że komputer się popsuł, albo wyczerpała się bateria. To nie było tylko przekonanie. Ja wykonałam wiele rzeczy zaplanowanych na środę czwartek, piątek. Następnego tygodnia już się nie upierałam przy sobocie w środę, ale to uczucie nie minęło. W tą środę nie sprawdzałam już daty w komputerze. Udaję, że wszystko gra.


Jestem leniwa, więc muszę mieć perfekcyjnie zaplanowane dni, żeby ze wszystkim zdążyć. Daty w księgowości są bardzo ważne i danego dnia muszą wyjść wszystkie deklaracje klientów. Mam taką pracę, że jak mam dużo do wykonania to pracuję całe dnie i czasami do 2-3 w nocy, a jak nie mam nic pilnego to śpię do 10, czytam książki, siedzę w necie.


Niedawno obliczyłam, że 100 faktur księguję w godzinę. Ostatnio miałam klienta, który mi dał 800 faktur do zaksięgowania. Jakim cudem skończyłam po 5 godzinach? Czas mi się rozciąga?


Wszyscy wiedzą, że czas jest funkcją liniową. Przynajmniej na tym świecie. Jest teraźniejszość i mam wybór czy umyję zęby czy pójdę do sklepu. Jest też przeszłość, którą nie mogę zmienić, bo nie mogę zmienić tego co zjadłam wczoraj na obiad. Jednak z przeszłością można pracować. Gdy nie marnuję już czasu na medytacje to wykorzystuję go na pracę nad swoimi wspomnieniami i uczuciami. Biorę album ze zdjęciami i oglądam i przypominam sobie sytuacje i osoby z mojego życia. I w jakiś sposób uzdrawiam, bo lepiej się czuję. Ta praca daje zadziwiające rezultaty. Zmieniają mi się wartości życiowe i światopogląd. Np. oglądam zdjęcie mojego syna na działce u moich rodziców. Przypomniałam sobie, że czasami nie odwiedzałam go w weekendy, bo miałam dużo pracy. Robiłam wtedy różne analizy ekonomiczne, biznes plany, wyjeżdżałam w delegacje itp. Ale nie mogę sobie przypomnieć co dokładnie robiłam takiego super ważnego. Wniosek: jeśli musisz zostać w pracy kosztem rodziny, to nie rób tego. Czas spędzony z rodziną nigdy nie wróci, nie pomogą prezenty (wtedy miałam czyste sumienie). I oczywiście proszę teraz mojego syna, żeby mi wybaczył, że go zostawiałam. Takie uzdrawianie przeszłości wpływa na przyszłość. Jeżeli nie czuję do nikogo żalu, złości, to nasze kontakty się poprawiają. Życie przyszłością, czyli ciągłe planowanie, życie marzeniami jest niedobre, bo nie ma nas ani tutaj w teraźniejszości, ani w przyszłości, bo jeszcze nie nadeszła.


Moje problemy z czasem polegają raczej na jego rozciąganiu niż gubieniu. To raczej nie jest normą.


Ostatnio trafiłam na ciekawy art. w newsweeku (synchronizacja - już przestało mnie to dziwić). Link: Iluzje czasu


Wg autorki: „Im jesteśmy starsi, czas wydaje się płynąć szybciej.” Robiono nawet badania, z których wysnuto wniosek, że musimy mieć w ciele jakiś centralny czasomierz, którym można manipulować. Nawet Einstein wiedział, że czas jest względny. Polecam przeczytać cały art., choć przedstawia stereotypy.


I ciągle nie wiem, dlaczego mój czas czasami rozciąga się i zamiast 8 godzin mija 5. Dali chyba coś o tym wiedział.




Sen z wężem

Dzisiejszy sen wytrącił mnie z równowagi. Śniło mi się, że obudziłam się i wstałam z łóżka. Nie było to znane mi moje spanie, bo pościel była biała, a ja mam tylko kolorową. Obok było drugie łóżko i ktoś na nim spał. Gdy spojrzałam na zmierzwioną kołdrę to pojawił się wąż, który wypełzł z pościeli. Brrr. Miał jakieś 1,5 metra, był cienki, czarny i co 1,5 cm miał pomarańczową obrączkę. Niedobrze mi się zrobiło, gdy pomyślałam, że gdy spałam to ten wąż po mnie pełzał! Szukałam takiego, ale nie znalazłam. Ten jest podobny wielkością, ale nie ma wąskich obrączek.



Zamknęłam drzwi do tej sypialni i zadzwoniłam po pomoc. Przyjechał facet z długim kijem z pętlą na końcu. Skojarzyło mi się to narzędzie z polowaniem na krokodyle. Zapowiedziałam facetowi, że musi mi pokazać tego węża w tej pętli, inaczej nie uwierzę, że go tam już nie ma. I obudziłam się, pamiętając wszystko ze szczegółami. To było bardzo realistyczne i takie kolorowe.


Ubawiłam się czytając tłumaczenia takiego snu. Najlepsze było porównanie węża do budzącej się kundalini. Trochę mała ta kundalini.;)


A potem zadzwoniła jedna z moich przyjaciółek, z którą ostatnio nie mogę się dogadać. Ona za wszystko co zdarza się w jej życiu obwinia innych. Wszystkich dookoła ocenia wg własnej miary. Mówi często, że ludzie są nieszczęśliwi, ale wszystko mierzy własną miarą. Ostatnio nawet mówiła, że ona nie rozumie co ja do niej mówię. Chyba pora, żeby nasze drogi się rozeszły. I sen rozwiązany - nieszczery przyjaciel.


Czy ja dzisiaj zasnę?

31/08/2011

Tajemniczy milioner

Obejrzałam niedawno na kanale BBC reportaż o milionerach, którzy rozdają swoje pieniądze. Stąd tytuł notki. Polecam obejrzeć (są powtórki), bo jest to przykład Nowych Wspaniałych Obywateli.

Bohaterka pierwszego odcinka była Dawn Gibbins, która dorobiła się na podłogach, sprzedała swój biznes i postanowiła jakoś spożytkować swoje pieniądze. W tym celu przez tydzień mieszkała w ubogiej dzielnicy Bristolu, żyła z zasiłku i szukała ludzi, którzy potrzebują pomocy. Pracowała jako wolontariuszka w jadłodajni, była w domu samotnych matek i wydawała jedzenie prostytutkom. Oczywiście nikt nie wiedział, że jest bogata, a kamery tłumaczyła tym, że nagrywa program o biednych. Jej rodzina „pozwoliła” jej wydać 40 tys. funtów, a ona na koniec rozdała 250 tys. funtów tym fundacjom.

W drugim odcinku bohaterem był irańczyk Jahan Abedi, który dorobił się na nieruchomościach. Pojechał do Leicester i pomagał organizacjom pomagającym uchodźcom. Na koniec rozdał 40 tys. funtów.

Program podobał mi się, bo sprawdza się zasada, że im więcej się ma, to trzeba dużo oddać, żeby przeżyć. Bogacze dobrze o tym wiedzą i dlatego udzielają się w dobroczynności. Ten program opowiada o czym innym. Pokazuje bogaczy trochę od innej strony. Widzimy w nich ludzi. Ich osobowość jest nieprzeciętna i wiadomo dlaczego osiągnęli sukces. Są pogodni, otwarci, stosują feng shui. Poznali ludzi, którym dali pieniądze, a wcześniej tylko wypisywali czeki.

Pani Dawn po ujawnieniu się mówiła, że osiągnęła sukces w biznesie i teraz chce się podzielić nadwyżką pieniędzy. Natomiast Pan Jahan mówił, że jest milionerem, a rozdał tylko 40 tys. ;) Ale gdy w wynajętym domu zastał niewyobrażalny brud, to założył rękawice i posprzątał. Dziwne dla niego było utrzymanie się za kwotę mniejszą niż daje napiwki.

Być może jest to trochę reżyserowane. Ale jest przepływ pieniądza do ludzi, którzy ich bardzo potrzebują. Niestety w Afryce tak się nie da.





14/08/2011

Wysokie obcasy

Ponieważ mój kręgosłup jest nadal zdrowy w tym roku kupiłam sobie letnie buty na koturnie. A co. Miałam w perspektywie chodzenie w balerinach do końca życia. Tak powiedziała mi lekarka. A tu proszę, mija 1,5 roku odkąd uzdrowiłam swój kręgosłup lecząc przyczynę a nie skutek. Już w kwietniu kupiłam te koturny. Mają 10 cm i są mega wygodne.



Chodzę w nich codziennie kilka godzin i nic mnie nie boli. Życie jest piękne.


Dlaczego tym butom poświęcam notkę? Bo inaczej się czuję chodząc z głową w chmurach, bliżej nieba i Boga. 10 cm więcej wzrostu zmienia perspektywę. Gdy kilka lat chodziłam na płaskim obcasie to moje myśli były bardziej przyziemne. Ważne było zaspokojenie podstawowych potrzeb. Teraz jest inaczej. Potrzeby podstawowe są zaspokojone więc przyszła pora na coś więcej. Co ciekawe, pieniędzy jest też więcej. To tak jakby Bóg dawał więcej tym co są bliżej Niego, realnie. Trzeba tylko uważać, żeby nie wywyższać się, bo wtedy można spaść na ziemię. Fajnie jest spoglądać na ludzi z wysoka.


Oglądam sporadycznie program w tv o żonach Beverly Hills. Taki reality show o bardzo bogatych kobietach. Wszystkie one chodzą na wysokich obcasach, są bardzo szczupłe i mają długie włosy. Jest to pewna wskazówka, jak wyglądać, żeby mieć więcej.


A projektanci lansują modę na płaskie buty. W sklepach jest zatrzęsienie klapek dla młodzieży. Bo młodzi mają myśleć o jedzeniu i zaspokajaniu podstawowych potrzeb. Ktoś przecież musi pracować.


Dziwią mnie płaskie japonki, bo przecież gejsze chodziły na bardzo wysokich koturnach i miały wszystkiego więcej niż zwykłe kobiety.





07/08/2011

Kosmiczne szkodzenie

W piątek gdy czekałam na klienta, włączyłam tv i trafiłam na program interaktywny, który mną wstrząsnął. Pani z tv odcinała ludziom dzwoniącym do niej przeszłość i wypełniała ich światłem. Nie mogłam przejść obok tego obojętnie, bo ludzie nie wiedzą co ich teraz czeka.


Sama kończyłam roczną szkołę "wróżek" i przez 3 lata zajmowałam się wróżeniem, więc trochę się na tym znam.


Po pierwsze - nie wolno odcinać przeszłości. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są ze sobą połączone i odcinając przeszłość zamykamy sobie przyszłość. A więc czekają nas choroby i śmierć, nas albo naszych dzieci, wnuków, które mogą się wcale nie urodzić.


Żeby uzdrowić przeszłość należy jeszcze raz ją przeżyć i zaakceptować wszystko co się wydarzyło jako dane od Losu czy Boga. Przy okazji należy wybaczyć naszym krzywdzicielom, bo oni są tylko narzędziami.


Po drugie - wypełnianie światłem wcale nie jest dobre. To jest zapraszanie do swego ciała i domu Niosącego światło. Zamiast światła polecam poszukanie w sobie miłości i wypełnienie się nią. Jest to trudne, ale możliwe. Najważniejsza jest miłość do Boga - Stwórcy, bo to On jest naszym Źródłem. Dalej miłość do rodziny, przyjaciół i wrogów. Jasne, że światło umie rozproszyć mrok, ale jest puste, niczego w naszym życiu nie zmieni, więc jest zbędne.


Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego duchowni i zakonnicy umieją tak pięknie mówić i pisać o miłości. Zrozumiałam, że oni mówią o miłości do Boga, a jest to miłość najważniejsza dla każdego człowieka.


Po trzecie - pozwolenie. Za każdym razem pani z tv upewnia się, że dzwoniący wyraża zgodę na gmeranie w przeszłości i chce odciąć swoją przeszłość. Czyli na własne życzenie pozbawia się życia. Ludzie tak nie akceptują swojego życia, że godzą się na wszystko. A przecież nikt nie jest w stanie za nas wziąć odpowiedzialności. Ciągle czytam, że coraz więcej osób jest opętanych, choruje na choroby psychiczne itp. To się nie bierze znikąd.


Smutne, że duże stacje tv wykorzystują zniechęcenie ludzi materialnym życiem i proponują zamiast rozwoju duchowego - rozpad osobowości. To nie jest zabawa.


W sobotę znowu obejrzałam kilka minut tego programu i dowiedziałam się, że kolejna pani tym razem uzdrawiała ludziom karmę. Na świecie jest tylko kilka osób, które to potrafią, a pani z tv do nich nie należy. Nad karmą należy pracować samemu, nikt tego za nas nie zrobi, najwyżej odsunie w czasie konsekwencje. Wiem, że zło czynione ludziom wraca jak kula śniegowa.


Po ukończeniu szkoły wróżek ciągle jeździłam na różne kursy doszkalające i "rozwijające" moją duchowość. Wracałam z nich dokształcona, ale też rozbita, przekonana o marności mojego materialnego życia. Żeby się lepiej poczuć jechałam na kolejny kurs. Aż w końcu zrozumiałam, że to nie ma sensu. Ważne jest życie tu i teraz w materialnym świecie, ale w równowadze. Gdybym miała medytować i żyć "duchowo" to urodziłabym się w Indiach jako mnich. Ważne jest dobrze wykonywać swoją pracę, kochać Boga i ludzi, nie szkodzić nikomu i nie oceniać innych. Każdy ma swoją drogę i musi sam ją przejść z boską pomocą. Inni ludzie będą albo pomagać albo szkodzić (jak panie z tv). A ja będę uświadamiać ludzi, że ich wartość jest ważna dla świata i trzeba się chronić przed manipulacją. Czasami wystarczy tylko pomyśleć, bo wszystkie odpowiedzi są w nas.


Wszystkim czytającym notkę przesyłam bezwarunkową miłość, bo tylko to się w życiu liczy.


czarodziejka

31/07/2011

Trudne wybory

Ostatnio musiałam dokonać wyboru między jedną bliską mi osobą, a drugą również mi bliską. Musiałam i opowiedziałam się po jednej stronie. Na dzień dzisiejszy niemożliwe jest pogodzenie interesów tych dwóch osób, a wybór oznacza urwanie kontaktór z jedną stroną. Zrobiło mi się bardzo smutno. Gdy "wypięłam się" na drugą osobę to zaczęłam płakać.


płacz


Płakałam z żalu, chyba jednak nad sobą. Urwanie kontaktu było dla mnie nie do zniesienia. I wtedy pomyślałam, że wszystko co się dzieje jest dla mojego dobra, nad wszystkim czuwa Bóg, a więc tak ma być. Może będzie dobra dla wszystkich stron taka czasowa rozłąka. I natychmiast przestałam płakać i lżej zrobiło mi się na duszy. Jeśli dokonałam złego wyboru to nastąpi taki splot okoliczności, żeby naprawić moją decyzję. A więc nie ma co płakać, trzeba przyjąć rzeczywistość taką jaka jest i żyć dalej.


Naprawdę jest mi lżej i z optymizmem patrzę w przyszłość.

16/07/2011

Starzy ludzie

Wracałam do domu i przechodziłam obok śmietnika.



 


Zauważyłam grzebiącą w śmieciach staruszkę. Widziałam już wielokrotnie więc to prawie znajoma. Ostatnio coraz więcej ludzi chodzi po osiedlach i wyciąga różne rzeczy ze śmietników. Wyjęłam z portfela 5 zł i dałam jej mówiąc, żeby sobie kupiła bułkę i żeby poszła do domu, a nie grzebała w śmieciach. A ona popatrzyła na monetę i chciała mi ją oddać. Myślałam, że może za mało, a ona mi mówi, że ona ma pieniądze. Zdziwiłam się, bo przecież gdybym ja w jej wieku miała pieniądze to nie chodziłabym po śmierdzących śmietnikach i to bez względu na pogodę. Powiedziałam jej, żeby mi nie oddawała i poszłam do domu. A ona popatrzyła na monetę, schowała ją i poszła dalej, do kolejnych śmietników.


W domu przyszło mi na myśl, że ona może należeć do tych osób, które zbierają to co się może kiedyś przydać i zagracają swoje mieszkania. Ze szkodą dla innych lokatorów. A ja jej jeszcze dałam jałmużnę. Bezsens. Źle się z tym czułam. Przecież są też ludzie naprawdę potrzebujący, a ja tego nie umiałam rozpoznać.


Synchronizacja. Wczoraj taki dostałam tekst manny:


"Choćbym wynałożył na żywność ubogich całą majętność moją ... a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. 1 Kor 13:3"


I opis: pieniądze nie są jedyną rzeczą, której ludzie potrzebują, niektórzy nie potrzebują pieniędzy, lecz miłości i sympatii. I tu był klucz do mojego złego samopoczucia. Nie było w moim sercu miłości do tej pani, a moja jałmużna miała mi zapewnić tylko czyste sumienie. Ta pani może jest sama na świecie, nie ma z kim pogadać, czegoś jej brakuje i dlatego chodzi i czegoś szuka. Na pewno nie pieniędzy. Ona by była szczęśliwsza gdybym chwilę z nią pogadała, a ja ją chyba obraziłam, dając jej marną monetę. Dzisiaj też ją widziałam, ale już szła dalej, więc mnie nie widziała. Może uda mi się naprawić mój błąd. Dzięki Boże za wskazówkę.


A niektórym starym ludziom niczego nie brakuje ;)


stare toczące kamienie