Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystko. Pokaż wszystkie posty

31/05/2020

Łazienka

Planujemy zrobić remont w łazience rodziców. To ważne miejsce dla taty odkąd wrócił ze szpitala. Człowiek stary i chory raczej nie potrzebuje wanny, tylko prysznic. W wannie może zasnąć i się podtopić. Zużycie wody nie jest problemem kiedy człowiek kąpie się raz na jakiś czas. W łazience jest ciemno i wszystko jest zniszczone. Konieczna jest zmiana. Będzie trudno, bo jest tam tylko wanna, sedes i kosz na brudne ubrania. Na więcej nie ma miejsca, choć na półkach jest pełno różnych zbędnych rzeczy.

Moja podświadomość już wiedziała o zbliżających się problemach skoro 13 dni przed zawałem taty miałam sen-z-lazienka.

Dawno temu gdy ojciec wyjechał w 3 dniowa delegację to tapetowałyśmy w trójkę przedpokój. Wyszedł okropnie tandetnie, bo miałyśmy złych doradców. Tata musiał potem poprawiać. Był zły, ale krótko. Skoro 3 kobiety wzięły się za zmianę to musiała być konieczna. I znowu planujemy zrobić coś bez jego wiedzy. Za 4 tygodnie tata idzie na 3-4 tygodniową stacjonarną rehabilitację, więc będzie okazja na remont. Niestety trudno znaleźć kogoś rzetelnego, kto wykona zlecenie w miesiąc.

W 50 letnich blokach nie ma możliwości zmiany rozkładu mieszkania.

Trzeba ulepszyć to co się ma.

Mieszkanie ma wspierać mieszkańców, zapewnić dobrobyt i zdrowie. Dobrze jest znać zasady feng shui, energia powinna płynąć niezauważalnie jak wiatr i woda.

Najkorzystniejsza lokalizacja łazienki to z daleka od drzwi wejściowych, nie w środku, nie w strefie bogactwa i nie na wprost wejścia. Dlaczego w budownictwie powojennym wszystkie bloki z dużej płyty budowane były w ten sam sposób? Łazienka jest blisko wejścia. I to tak umiejscowionym, że drzwi do niej muszą być zamknięte, żeby wejść lub wyjść z domu. Wielu architektów też nie ma pojęcia o FS, bo znam 20 letnie domy rodzinne z łazienką blisko wejścia.

A co mamy w amerykańskich filmach? Gdy ktoś chce skorzystać z łazienki to gospodarze wysyłają gościa „korytarzem do końca i po lewo”, albo do „łazienki na piętrze i w prawo”. Zawsze w filmach łazienka jest daleko. Nie ma możliwości, że gdy ktoś przychodzi do domu to np. pani domu bierze prysznic. W Rosji jest jeszcze gorzej, bo tam dużo jest mieszkań ze wspólną łazienką (i kuchnią) dla całego piętra. To już w akademikach każdy ma własną łazienkę i wspólną kuchnię (nie zawsze).

Czyżby taka architektura mieszkań dla mas była celowym zabiegiem? Kto to wie. Ale nic straconego. Trzeba się przyjrzeć pomieszczeniu, wybrać kolory, dobrze oświetlić, a Wiatr i Woda będzie płynąć dla naszego zdrowia i szczęścia.

Łazienka zwykle nie jest pierwszym pomieszczeniem, które remontujemy wprowadzając się do używanego lokalu. W moim ostatnim mieszkaniu właśnie od łazienki zaczęłam remont mieszkania. Gdy masz ograniczoną ilość pieniędzy to robisz wszystko w kolejności ważności. Najpierw wymieniłam drzwi wejściowe, bo otwierały się same, na kopa. To było pilne, bo trzeba było też z domu wychodzić;) Łazienka po melinie była straszna. Zwymiotowałam gdy musiałam pierwszy raz z niej skorzystać. Remont trwał 24 dni, a wykonywała go 1 osoba.

Jeśli zaczynasz remont od łazienki to masz intuicję, jak ja :)

W łazience jest dużo wody, a woda jest równa bogactwu. A więc gdy najpierw odpowiednio zadbasz o łazienkę to wzrosną zasoby finansowe twojej rodziny. Tak było w moim przypadku. Wydałam wszystko na ten remont, a potem w cudowny sposób kasa płynęła i remontowałam po kolei wszystko, mieszkając w różnych pokojach.

Jeśli łazienkę traktujesz z pobłażaniem to właśnie to zaniedbane pomieszczenie może być przyczyną kłopotów finansowych i zdrowotnych.

Najlepszy kierunek dla łazienki to północ (woda). U rodziców to jest wschód, a u mnie zachód. Dlatego u rodziców powiesimy lustro na południowej ścianie, żeby pozytywna energia odbijała się do wnętrza. Wystarczy jedno lustro okrągłe. Nadmiar luster (zwłaszcza w częściach) może blokować energię.


W łazience powinno być widno. Nie ma problemu gdy jest okno albo lepiej świetliki. A gdy tego nie ma to musi być dobre oświetlenie. Ani zbyt jasne - rażące, ani zbyt ciemne – depresyjne.

Główną funkcją łazienki jest mycie i wydalanie. Więc musi być czysta. Łazienka jest metaforą tego, jak dbasz o siebie w kategoriach czystości i jak jawisz się światu.

Na półkach i toaletce nie powinno być nic czego nie potrzebujesz. Nie mogą tam stać kremy, perfumy, odżywki i żele pod prysznicem. W środowisku wilgotnym ich użyteczność będzie krótka. U mnie nie ma z tym problemu, wszystko mam pochowane, oprócz kwiatka sztucznego, szczoteczek do zębów i mydeł w płynie.

Kolory.

Są ważne. Za dużo barw wywołuje poczucie chaosu i braku higieny. Najlepsze kolory to biały i odcienie miodu, beżu, a także kolory ziemi: żółty, brązowy, które minimalizują negatywną energię. Można użyć imitację marmuru, bo to dodaje łagodność i poczucie luksusu.

Łazienka rodziców jest w nijakim kolorze z zielonymi płytkami. Moja łazienka jest w odcieniach niebieskiego, od jasnego do ciemnego. Niebieski był mi wtedy potrzebny do relaksu. Wiadomo, że kolor ten redukuje poziom stresu, obniża ciśnienie krwi, a zielony uspokaja wzrok. Niebieski i zielony zapobiegają też zapychaniu się rur. To fakt.

Ziemia dominuje nad wodą, więc pozostawi bogactwo w twojej rodzinie.

Lustrzane kafelki to też woda. Jednak za dużo kafelków daje ograniczenie bogactwa, czyli pieniądze są chomikowane, a nie puszczane w ruch.

Najgorszy kolor to czerwony. Niby rano cię otrzeźwi, ale kąpiel przed snem może cię za bardzo pobudzić.

Drzwi do łazienki powinny być zawsze zamknięte. Deska klozetowa również, żeby energia nie spłynęła do kanału, a z nią twoje pieniądze. Ciekawe gdy komukolwiek o tym powiedziałam to już nigdy o tym nie zapomniał. Nie lubię słuchać narzekań, że ktoś ma za mało kasy, albo, że pieniądze się go nie trzymają. Zamknij deskę i nie płacz.

Zakrywamy też wszystkie rury, im mniej je widać tym lepiej.

Dbaj, żeby woda nie kapała – marnowanie pieniędzy na głupoty. Trzeba regularnie wietrzyć otwierając okno (jak masz) i uruchamiając wentylator.

Można wstawić też pachnącą dekorację, jak świece zapachowe i olejki eteryczne.

W łazience ma być czysto, schludnie i ładnie. Nawet jak jest bardzo mała.

I tak będzie u rodziców. Ciekawe czy to możliwe na niecałych 4 m².


Często na filmach w łazienkach są dwie umywalki, czy dwie muszle sedesowe.

Jeśli masz duży dom i dużo pieniędzy to lepiej mieć kilka łazienek i łazienkę dla gości (sedes i umywalka). Nadmiar wody może pochłonąć twoje finansowe i duchowe zasoby. Powinno się spowalniać energię, a nie pozwalać, żeby wlatywała i wylatywała bez ograniczeń.

Młodzi Bieberowie oglądają stary dom-Madonny, który ma 400 m² i 14 łazienek. Madonna mieszkała w nim tylko 10 lat. Ciekawe czy sprzątnęła choć jedną łazienkę. Nie zazdroszczę. Lubię to co mam.



18/05/2019

Lekkość dobro bytu

Lepiej być wesołym niż smutnym. 
Dlatego prezentuję obrazki ku pokrzepieniu serc. Artystka uważa, że szczęście nie zależy od wyglądu człowieka. Natomiast fit guru wręcz przeciwnie, namawiają do katowania swego ciała w imię zdrowia, cokolwiek to znaczy.
Zwróciłam uwagę na te obrazki, bo są zabawne. Autorka jest Sarah-Jane Szikora, artystka z UK, żyjąca. Stworzyła ona świat szczęśliwych i zabawnych kobiet, które odżywiają się ciastkami, tortami, lizakami, babeczkami i wszystkimi słodyczami świata. One cieszą się życiem, nie zważając na swój wygląd. Czy one się tak postrzegają czy widz?
To pierwszy obrazek, który zwrócił moją uwagę.


Zabawnie przedstawiona rodzinka. Rodowód. Piękne.


Trzeba dbać o jedzonko ;) 


Szczęśliwa kobieta leży i pachnie w piankach.


Szczęśliwa osoba nie pasuje do ram, które narzucają inne kobiety.


Jestem lekka jak piórko, aż się unoszę.


 Panowie mają własne zdanie. Widzą sercem, gdy oczy zakryte albo jest ciemno ;)


Trzeba się postarać, żeby dobrze wyglądać w słodkich sukienkach.


Dla szczęśliwej kobiety wszystko jest możliwe.


Czy na pewno te kobiety są grube? Przecież głowy mają normalne, ale malutkie w stosunku do reszty ciała. Może postrzegają siebie jako tęgie, a rzeczywistość jest inna. Artystka sama miała problemy z odżywianiem i ten temat jest jej bliski. Ma już swój własny styl. Nikogo nie kopiuje, jest oryginalna i interesująca.

Jestem przekonana, że każdemu te obrazki poprawią nastrój. Nie słuchaj, gdy ktoś ci mówi, jak masz wyglądać. Nie miej kompleksów.

Obejrzyj więcej obrazków na stronie artystki i opowiedz własną historię.


Jest też na FB, ale mnie tam nie ma ;)))
 
Lubię obrazki. Artyści mają tę łatwość, że nie muszą dużo gadać, wszystko wiadomo. Każdy ma własną interpretację i mózg się rozwija gdy zajęty jest myśleniem.

Muszę się zastanowić, który obrazek powiesiłabym w kuchni ;)

Na dobry weekend. 

Uśmiechnij się 💋


06/02/2019

Rok świnki

Właśnie mija pierwszy dzień nowego roku chińskiego. Dzień był piękny, słoneczny. Pierwszy raz od miesiąca było widno. Napłynęło coś nowego. To się dzisiaj czuło.



Rok 2019 jest rokiem ziemnej świni. A więc będzie to rok świntuszenia albo robienia świństw, do wyboru. To będzie rok folgowania sobie na wszelkich polach. Ludzie będą jeść jak świnie, czyli do oporu. Jak już zaczną to nie będą chcieli przestać. Jak Jack Nicholson ostatnio zagryza_hamburgera_frytkami. Umiar to będzie rzadko używane słowo.


Żywiołem roku jest ziemia, ale jin, miękka, kobieca, łagodna. Świnka lubi przecież wytarzać się w błotku. Jeśli będą katastrofy związane z ziemią to raczej z winy człowieka i wody. Możliwe błędy w wykonaniu budowli, które mogą się zawalić. Może zapaść się ziemia podmyta przez podziemne wody. Mogą zejść lawiny błotne. Trzęsienia ziemi raczej rzadkie. Kierowcy niech uważają na mokrej nawierzchni, niech poskromią brawurę. 60 lat temu w roku ziemnej świni było trzęsienie ziemi w Yellowstone i przerwanie zapory we Francji – Zapora_Malpasset - dzieło człowieka.


Żywioł ziemi odpowiedzialny jest za śledzionę, żołądek i trzustkę. Kto ma z tym kłopoty powinien uważać i nie folgować sobie, bo może mieć problemy. A może upublicznione zostaną leki na choroby tych narządów. Będą nowe metody naprawiania tych organów. Najważniejsza jest śledziona, bo ona jest barometrem sił witalnych. Dbajmy o siebie. Jak zaczniecie imprezować to nastawcie budzik kiedy przestać. Będzie trudno. Nie pobłażaj sobie. Nie warto, bo warto długo żyć.


Świnki są też trochę leniwe. Jakże by inaczej. Skoro się najemy to trzeba pospać i odpocząć. Kto by myślał o ciężkiej pracy. Będzie dużo pijaństwa, narkotyków i dopalaczy. Dobra zabawa musi być „doprawiona”. O konsekwencjach się nie myśli.


Brawura nie będzie wskazana. Nie podejmuj pochopnych działań. Firmy oszustów będą kwitły. Uważaj na piękne słówka, bo możesz potem słono płacić za coś czego nie chcesz. Nie można się tłumaczyć omamieniem. Kredyty niewskazane, pieniądze się rozejdą, będziesz chciał jeszcze więcej.


Jak jest dobra zabawa to jest fajnie. Potem się budzimy i już tak fajnie nie jest. Łatwo o huśtawki nastrojów. Osoby depresyjne mogą postanowić wyzdrowieć i zobaczą światełko w tunelu. Poprawi się im nastrój, jeśli będą chciały. Nic nie trwa wiecznie, każda choroba może minąć.


W roku świni zawsze były aktywne ruchy niepodległościowe. W 1959 utworzono KOR. To czas rewolucji kubańskiej i powstania tybetańskiego, ale też narodziny lalki Barbie. Teraz Żółte kamizelki mogą odnieść sukces, jak zdobędą finansowanie. Wiele może się zmienić na świecie.


To w 1959 r. wprowadzono „bezmięsny poniedziałek”, bo były trudności z zaopatrzeniem. Mięso podrożało o 25%. Powołano wtedy inspektorów, którzy mieli tropić nadużycia w branży mięsnej. Do dzisiaj wiele polskich sklepów jest zamkniętych w tym dniu. Przynajmniej w mojej okolicy.


Poprzedni rok ziemnej świni na fotkach (pierwsze selfie?) można zobaczyć np. tu histografy ;)


Dobrego roku :)




02/02/2019

Coś nowego czerwonego

Jeśli czegoś bardzo chcesz, o czymś marzysz od lat to przestań o tym myśleć, bo tego nie dostaniesz. Gdy trzymasz Los w uścisku to nic dobrego się nie wydarzy. Zapomnij na chwilę (dłuższą) o swoich pragnieniach i zajmij się czymś innym. Żeby „nie myśleć o niebieskim”.


Zajmij się sprzątaniem, bo nadchodzi Nowy Rok Chiński (Księżycowy). Będzie to w drugi nów w tym roku, czyli we wtorek 5 lutego. Jest to najważniejsze święto w Chinach kultywowane od stuleci, a może dłużej. Kto handluje z Chinami wie, że teraz niczego od nich nie kupi (od 26 stycznia do 11 lutego). To święto jest dla nich ważne, a najważniejsza w życiu jest rodzina.


A więc odłóż na chwile swoje marzenia i zaczaruj swój los.


Trzeba dla niego zrobić miejsce, które ma być czyste.


Stare odchodzi, nowe u progu.


Zacznij sprzątać od góry do dołu. Czyli przejrzyj strychy (ja nie mam), szafki, a na końcu podłogi. Staraj się pozbyć jak najwięcej rzeczy, a na pewno śmieci. Są ludzie, którzy dadzą drugie życie twoim rzeczom, bo tobie już nie będą potrzebne. Ty robisz miejsce na nowe.


Dobrze jest posprzątać swoje miejsce pracy, pogodzić się z pracownikami, szefami.


Sprzątanie i wyrzucanie jest ważne, bo w pierwszych 3 dniach nowego roku tego się nie robi. We wtorek otwiera się szeroko drzwi, żeby nowa energia weszła i przez 3 dni się zadomowiła. Nie przepędzajmy jej ;)


Dobrze jest też spłacić wszystkie długi, żeby nie wchodzić w nowe z ciężarem. To trudne i często niemożliwe dla kogoś kto żyje od jednego kredytu do drugiego.


W dniach przed nowym rokiem powinno się pójść do fryzjera (ja byłam), ładnie ostrzyc.


Konieczne jest też w tych dniach kupno czegoś nowego z ubrania, można też kupić skarpetki czy buty i najlepiej z kolorem czerwonym.



Czerwień uważana jest za pomyślny kolor przyciągający dobrą energię. Czerwień symbolizuje ogień i dodaje energii w zastałym świecie. Marzysz o czymś, a energia czerwieni doda energii do ich spełnienia. O czerwonym pisałam tu Czerwony. 


Kupiłam sobie podkoszulki i zamierzam się ubrać w nowy rok. Buszowałyśmy dzisiaj po sklepach, ale trudno jest kupić coś ładnego, bo materiały są kiepskiej jakości. Czerwony jest takim kolorem, że nie każdy jest w stanie go nosić, jakby go parzył. Koleżanka jest właśnie taka i wymyśliła, że kupi sobie czerwoną wstążkę. Dla niej wystarczy. Może. Ona nie lubi zmian.


Dobrze jest kupić dzieciom coś czerwonego, bo przecież przyszłość dzieci jest dla nas ważna. Niech im się szczęści.


Dom i miejsce pracy powinno się udekorować świeżymi kwiatami i symbolami.


Można na kartkach napisać dobre słowa jak „szczęście”, „wspaniałe zdrowie”, „świetna praca”, pomyślność” i co tam w duszy gra. Mamy małe żółte karteczki i możemy je przyklejać w różne miejsca, żeby patrząc na dobre słowa, emanować dobrocią. Dobre przyciąga dobre.


Z symbolami chińskimi radzę uważać, jak nie znamy języka. Mogą nie przemawiać do nas tak jak do Chińczyków. Pomyłka w rysunku może wypaczyć znaczenie i przynieść coś przeciwnego do tego co sobie życzymy.


Ten czas powinniśmy spędzić z rodziną i świętować i ucztować. Błogosławić wszystko i dziękować za to co się ma.


A więc zajmij się porządkowaniem własnej przestrzeni i przygotuj się na dobre.


Idzie wiosna :)




14/01/2019

Chleb żytni

Ostatni chleb jaki upiekłam to chleb cynamonowy. Zrobiłam to w zeszłym roku i od tamtej pory nic nie piekłam. Bo chleb był ohydny, obrzydliwy, suchy, niesmaczny, z niczym nie smakował, nawet z samym masłem. Gdy zostawiłam ten chleb dla ptaków, nikt go nie ruszył. Ani ptaki, ani żadne zwierzęta. Ten chleb był dla nich niewidzialny, jak coś nie do jedzenia. Gdy śnieg wszystko zasypał to powinny się na niego rzucić. Lubię słodkie pieczywo, jak chałka, rogale czy żulik, ale ten twór był do niczego.


Miałam takie obrzydzenie, że myślałam o rezygnacji z pieczenia i przeproszenia się z piekarnią. Odkąd piekę w automacie nie kupiłam nic w piekarni. Nie ciągnie mnie. Mam chleb, który smakuje, nie wzdyma, jest treściwy, czasem wystarczy jedna kanapka z dodatkami, żeby się najeść.


Gdy tak się zastanowiłam jaki chleb z piekarni najbardziej mi smakował to chleb żytni na zakwasie.


Więc postanowiłam go zrobić. A co. Nie sądziłam, że jestem do tego zdolna, bo jestem leniwa.


Zaczęłam od robienia zakwasu tuż po nowiu 6 stycznia.



Dzień 1 (6.01) godz. 9 - 2 szklanki mąki żytniej i 1 szklanka wody ciepłej przegotowanej. Użyłam szklanej salaterki, żeby łatwiej się mieszało.


Dzień 2 godz. 9 – zakwas urósł do brzegów salaterki. Czyli ożył :)


Do pół szklanki zakwasu z poprzedniego dnia dodałam 1 szklankę mąki i 1/2 szkl. wody. Kapnęłam się, że wzięłam mąkę żytnią 720 zamiast razowej. Ale nie zmieniałam.


Dzień 3 godz. 9 – to samo co dnia poprzedniego. Zakwas zaczął pachnieć, miał pełno bąbelków.


Potem o godz. 21 znowu to samo.


Dzień 4 godz. 9 i godz. 21 – brałam pół szklanki zakwasu, pół szklanki wody i szklankę mąki.


To samo przez kolejne dni do 11 stycznia godz. 21.


Zakwas stał się aksamitny, żył i pachniał. Postanowiłam upiec już chleb. Ja wiem, że to młody zakwas, ale nie mogłam się doczekać.


Wzięłam 250 g zakwasu (wyszło mi 9 łyżek), 250 g mąki żytniej 2000 i 400 ml wody. Zamieszałam i zostawiłam w dużej misce pod ściereczką na noc przy kaloryferze.


Rano o 9 zaczyn urósł. Dodałam 250 g mąki żytniej 720, 50 ml wody, 2 płaskie łyżeczki soli i zamieszałam. Ciasta było dużo więc wzięłam keksówkę 35 cm. Wlałam ciasto, przykryłam ściereczką i poszłam do sklepu. Budzik nastawiłam na 2 godziny. Gdy budzik zadzwonił byłam w sklepie. Zanim wróciłam do domu minęło 3 godziny. Trudno. Ciasto wyrosło do brzegów keksówki. Włożyłam do piekarnika na 2 półkę, góra dół, na 200 stopni. Chleb miał się piec 1,15 godz., ale po godzinie wyjęłam, bo zaczął się przypalać. Najwyżej się nie dopiecze w środku. Potem chlebek stygł 2 godziny, aż przekroiłam. Pachniał zakwasem, był wilgotny. Nie było zakalca, ani niedopieczenia. Nie da się go pokroić w cienkie kromki, bo skórka jest przypieczona. Nóż po każdej kromce trzeba myć, bo się okleja. Smak jest świetny. Kto by pomyślał, że jestem zdolna upiec chleb i się uda. Dopuszczałam wszystkie możliwości, ale nie skupiałam się na zakalcu, tylko na żyjącym zakwasie. Prawie zaczęłam mówić do niego ;) Po chlebie cynamonowym wszystko będzie lepsze.



Zakwas dokarmiam teraz codziennie o 21 2 łyżkami mąki i 4 łyżkami wody. Przełożyłam do słoika, ale nie rośnie tak dobrze jak w salaterce. Będę piekła kolejne chleby na tym zakwasie, aż go zabraknie. Następny zakwas zrobię prawidłowo z mąki 2000 razowej.


Automat na razie odstawiam, aż zatęsknię, albo zabraknie mi czasu. Strachu nie ma, bo moi domownicy zjedzą zakalcowate ciasta i gumowe kluski. Dlatego wypiek się udał, z maleńkimi przypiekami.


Myślałam, że pieczenie chleba będzie bardziej pracochłonne, a tu wystarczy 3 składniki krótko mieszać łyżką i odstawiać. Nie trzeba przesiewać mąki. Wszystko samo się robi. Budzik ci mówi kiedy masz się ruszyć.


Piekarnia to miejsce, którego w najbliższym i dalszym czasie nie odwiedzę.


Pierwszy chleb w tym roku z piekarnika i taki jadalny sukces :)




05/01/2019

13 Kame

Leniwy słoneczny dzień.

Ludzie, żeby nie mieć długów, spłacają swoje zobowiązania przed końcem roku. Taki zabobon, bo robią w nowym roku nowe długi. Tym sposobem 2 stycznia pierwsza operacja na moim koncie to wpływ od klienta, który wysłał przelew 31 grudnia. On w starym roku nie miał zaległości, a ja nowy rok zaczęłam od wzrostu środków ;)

Przeczytałam wszystkie zaległe gazety i dodatki tematyczne do nich. Dużo ich było, ale dałam radę. Zrobiłam paczkę i wyniosłam do puszki, na makulaturę. Wyniosłam też dużo niepotrzebnych rzeczy, nie tylko śmieci. Dla jednych coś odchodzi, inni zyskują. Są takie dni, że musisz się czegoś pozbyć na zawsze z domu.

Od jednego kubka odpadł mi uchwyt.


Skończyłam pić herbatkę miętową i uchwyt został mi w ręku. Stało się to w idealnym momencie, nie poparzyłam się i nie rozlałam herbaty. Mam dużo kubków, ale postanowiłam dać mu drugie życie. Będzie służył jako pojemnik na pisaki. Ucho przykleiłam, żeby wyglądał porządnie, ale są odpryski lakieru. Jak uchwyt nie odpadnie to kubek pobędzie ze mną jeszcze trochę. Potem go wyrzucę, albo potłukę jako drenaż do doniczek. Inny kubek zostanie ulubionym :)

Od kilku dni nie ma przelotów ptaków na wschód. Aż do wczoraj. Moja uwagę zwrócił jazgot za oknem. Ptaki usadawiały się na okolicznych drzewach i latały z jednego na drugie. Po stronie zachodniej drzewa były puste, a po wschodniej przepełnione. Dziwny widok, jakby na coś czekały.

Przecież kruki i wrony nie lecą w długą podróż i nie sejmikują.


Ciekawe, bo dzisiaj ich nie ma. Odeszły. Cisza.

Pod koniec dnia zajrzałam do kalendarza, żeby sprawdzić co to był za dzień. To Dziewiątka, dzień kończenia, odchodzenia. 5+01+2019=18=9.

Potem jeszcze zajrzałam do kalendarza majańskiego, pierwszy raz w tym roku.

Wg Tzolkin to 13 Kame – śmierć i transformacja. tzolkin-online

Dobrze, że umarł kubek do picia i przetransformował w kubek na pisaki. To dzień porządków i robienia miejsca na nowe. Strata niewielka. Wydarzyło się coś nieoczekiwanego i niekorzystnego (mam dużo kubków;))

Niedawno przyjechała karetka do bloku obok. Może nikt nie skończył życia. Jutro będzie lepiej.

Wg długiej rachuby to dzień 13.0.6.2.6=18=9 (nie zawsze się zgadza)

Wszystko się zgadza. To nie magia, to obserwacja. Kiedyś ludzie obserwowali wszystko wokół, zapisywali lub zapamiętywali. Jeśli spotkało cię jakiegoś pięknego dnia coś wyjątkowo dobrego to zapamiętaj go, sprawdź jego numer i energię. Będziesz wiedział, kiedy nastąpi kolejny dobry dzień.

Rano ojciec z synem toczyli kule śniegowe i ulepili bałwanka. Teraz temperatura na plusie, więc jego żywot będzie krótki. Czy jutro jeszcze będzie?

Energia Kame trwa od świtu do świtu. Wszystko co jest zapisane w starych księgach ma służyć człowiekowi i mu pomagać i wspierać. Doceń to.

Jutro ok. 2:30 będzie nów, a więc czas na nowe. Stare skończyło się dzisiaj, a jutro będzie tylko lepiej. Jutro wymyśl sobie jakiś cel, zapisz i realizuj. To idealny dzień na nowe, jeśli wcześniej zrobiłeś na to miejsce.

A więc do jutra :)


02/01/2019

Hałas

Niedługo znikną wszystkie tradycje, na nasze własne życzenie.

Kocham fajerwerki, podobnie jak Chińczycy, to nie tajemnica.

W tym roku było ich zdecydowanie mniej, choć jak zwykle było pięknie.


Fajerwerki odpalane są na skwerach i w parkach, z dala od bloków i balkonów. Zawsze tak było, bo ludzie zdają sobie sprawę z zachowania bezpieczeństwa.

Ta tradycja nigdy nie powinna zniknąć, bo ma głębokie uzasadnienie ;)

Hałasem żegnamy stary rok i witamy nowy. Musi być mocne zaznaczenie, że nadszedł nowy czas.

Wymiatamy wszystko z czego nie jesteśmy zadowoleni i co ma odejść jak najszybciej, żeby zrobić miejsce nowemu szczęściu. Petardy mają wygonić zło z naszych domów, serc i przestrzeni. Tak będą robić w lutym Chińczycy, w ich nowy rok – Świnki w żywiole Ziemi.

Hałasuje się też na polowaniach, żeby wypłoszyć zwierzynę i móc ją zabić.

W Szwecji tłucze się szklane naczynia na progach mieszkań swoich znajomych. Im więcej zbitych naczyń tym więcej szczęścia. Pamiętam jak byłam mała i pojechaliśmy do Chorzowa na wesele wujka to pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy to było właśnie tłuczenie naczyń na klatce schodowej przed drzwiami gdzie mieszkała panna młoda. Często ktoś tam coś tłukł, aż do ślubu, a moja przyszła ciotka musiała to ciągle zamiatać, a wujek wyrzucał. Ciekawe czy ten zwyczaj jeszcze się praktykuje. Związek był trudny, ale trwa nadal.

A fajerwerki oprócz robienia dobrze, czyli hałasu są jeszcze pięknie kolorowe. Nigdy nie wiesz jakie kolory rozświetlą niebo. Najlepsze w tym roku były fajerwerki, które wystrzeliwały wysoko, a potem opadały złotym deszczem. Wyglądało to jak deszcz pieniędzy.

Jestem zakatarzona, więc nie wychodziłam w nowy rok. Nie piłam. Fotki zrobiłam przez szybę. Miałam dzisiaj gości, którzy z troski przyszli dzisiaj mnie zobaczyć i przejrzeć lodówkę ;)))

Pierwszy film jaki zobaczyłam w tym roku to Aquaman. Ta seria robi się coraz gorsza. Film bez pomysłu. Tytułowy nowy bohater raz wszedł do wody, a potem walczył jak inni. Nie wiem jak człowiek gadający z wodą (podobno, bo niczego nie pokazali, poza tatuażami na napakowanym ciele Momoa) ma coś wnosić do grupy herosów ratujących ludzkość. W filmie było ciekawe jedno zdanie. Bruce Wayne, czyli Batman został zapytany jaki ma talent, odpowiedź: jestem bogaty. Pozamiatane :)


Wchodzę w 8 rok osobisty, więc wyłapuję wszystko co związane jest z kasą. Tak będzie do grudnia. :)






01/01/2019

Psy grające w pokera

Po świętach na moim piętrze pojawił się nowy pies. Sąsiad 75+ wychodził z nim na spacer. Potem pies grzecznie czekał na klatce, aż pan wytrze mu łapy i umyje w misce.

W pierwszej chwili pomyślałam, że dostał psa pod choinkę, lub od Mikołaja, od Gwiazdora, od Aniołka, czy z nieba lub od rodziny. Każdy mierzy wg siebie. Ja nigdy bym psa nie kupiła, więc pomyślałam o prezencie. Potem dałam sobie drugą szansę i pomyślałam, że prawdopodobnie ktoś z rodziny zostawił mu swojego psa, bo wyjeżdżał gdzieś daleko.

I to chyba prawda, bo pies był duży, łagodny, dobrze ułożony, grzeczny, cichy.

Nie znam się na rasach, ale przypominał mi psa z mojej nowej tapety na kompie. Coś jakby spaniel, ale inny ;)

Tuż przed świętami zmieniłam tapetę na jeden z obrazów z serii Dogs Playing Poker. Fajny zbieg okoliczności. Czyżby psy chciały się pokazać w realu?



"Przyjaciel w potrzebie” namalowany na początku XX wieku.

Akurat ten obraz podoba mi się najbardziej z 16 w serii. Może przez tą godzinę 1:11. Lubię drugi plan i szczegóły. A może przez oszukującego buldoga w grze klasycznego pięciokartowego dobieranego pokera.

Autorem obrazów jest Cassius Marcellus Coolidge , malarz amator.

Pan Cash, Kash lub Kash Koolidge (jak się często podpisywał dla efektu komicznego, w końcu był Ósemką = 18.09.1844=35) zaczynał od pracy w aptece. Potem założył bank, a później gazetę. To były ciekawe czasy ;) Człowiek mógł robić wszystko, żeby znaleźć swoje powołanie. Potem tworzył kreskówki dla lokalnej gazety, potem malował na płótnie karykaturalne ciała i dokładał twarze prawdziwych ludzi. Obecnie można sobie zrobić fotki, wkładając głowę w dziurę deski, na której namalowana jest jakaś śmieszna postać.

Gdy Pan Cash miał 59 lat (1903 r.) podpisał umowę z agencją reklamową Brown&Bigelow na stworzenie reklamy cygar. Miał namalować 16 olejnych obrazów psów w sytuacjach ludzkich, taka personifikcja. Sądzę, że to pan Cash wpadł na ten pomysł, bo miał poczucie humoru. Namalował psy grające w karty, w bilard, czytające gazety i oczywiście palące cygara. Firma cygarowa wysyłała towar razem z kopią jakiegoś obrazu w formie prezentu. Te kopie można było sobie oprawić i powiesić na ścianie. Firma reklamowa skopiowała setki tysięcy obrazów, jako plakaty, do kalendarzy i druków. Seria Psy grające w pokera są jednym z najczęściej kopiowanych obrazów wszech czasów. Na pewno są też puzzle.

Ciekawe, że obrazy te są utożsamiane ze złym gustem i kiczem. Nie wiadomo gdzie je sklasyfikować, jako pop czy surrealizm. Zmysł obserwacji pana Casha jest urzekający. Pies to przecież przyjaciel człowieka, który jest traktowany jako członek rodziny, ale jest trzymany na smyczy, a psy muszą chodzić przy nodze. Ludzie śpią w jednym łóżku z psami, dają im swoje jedzenie, a to doprowadza do ich wczesnej śmierci. Ludzie mówią do psów jak do dzieci, czy kumpli, a nie słyszą, że psy chciałyby zaznać wolności i pójść sobie na wagary. Psy nie rozumieją, że muszą mieszkać z człowiekiem w ciasnych, przegrzanych mieszkaniach. Takie przedmiotowe traktowanie sugeruje też ich „adopcja”. Co za głupek wpadł na taki zwrot. Chyba z pogardy dla dzieci. Ciekawe jak daleko to pójdzie, czy można pocałować i przytulić pszczołę, którą „adoptujesz”? Zastanów się nad tym, czasem pomyśl, wiem, to boli.

Pan Cash zmarł w wieku 89 lat, przeszedł do historii.

A który obraz podoba się tobie?

Na aukcjach obrazy uzyskały ponad pół miliona dolców (w 2005 za 594 tys. za 2 obrazy i w 2015 r. za 658 tys.). A przecież to sztuka niska, wg krytyków. W czasach idealnych fotek z fotoszopa mam czasem chęć zejść na ziemię i pozachwycać się kiczem. Dla jaj ;)))

Jakiś czas temu oglądałam kilka odcinków serialu Sztuka i zbrodnia, czy coś koło tego. Pouczający. Pokazano tam jak amerykańscy żołnierze na Bliskim Wschodzie kradną i wywożą zabytki. Jak domy aukcyjne manipulują cenami, rozsiewają plotki i ustawiają licytacje. Za duży szmal sprzedają chłam. Co tam, przecież na biednego nie trafiło, niech płacą za nic. W Polsce też były takie aukcje gdzie sprzedawano obrazek w internecie, ludzie płacili, a nawet nie mieli niczego w domu.

Szkoda, że w sztukę inwestują tylko bogacze i nie ma jak zobaczyć wielu arcydzieł na żywo. Żeby jeszcze oni je oglądali w swoich rezydencjach, a nie trzymali w klimatyzowanych sejfach.

Idę oglądać fajerwerki. Sąsiedzi nie zawiedli ;)


31/12/2018

Pomiędzy

Mamy teraz czas pomiędzy świętami a nowym rokiem.




Święta już się skończyły. Było goszczenie się, jedzenie, picie, rozmawianie. Było miło. Wszystko było pyszne. Ciekawe, że wszystkie wyroby własne miały idealny smak, czy to kiełbasa, czy piernik, czy barszczyk. Nie zawsze tak jest, bo ludzie przekombinowują i dodają coś czego nie powinni. To było niezwykłe. Gotowanie z miłością zawsze się sprawdza.


Zastanawiałam się, które życzenia się spełnią, a które nie. Czy słowa są ważne? Jasne, że tak, ale ważniejsza jest intencja. Czyli coś nieuchwytnego, ale dla każdego zrozumiałego. Jak trzymanie dłoni osoby chorej.


W pierwszy dzień świąt po obiedzie powiedziałam do ojca, że nie mogę się doczekać nowego roku. A on zapytał dlaczego? No właśnie. Proste pytanie, a odpowiedzi dobrej nie ma. Mam w sobie jakąś radość, ekscytację, oczekiwanie najlepszego itd. Okoliczności przyrody tego nie zwiastują. Mamy deszcze i pochmurne niebo. Czy to się zmieni 1 stycznia? A przecież nie chodzi o pogodę. Jak jest słonecznie to wszyscy są bardziej optymistycznie nastawieni do życia. Tu chodzi o coś innego. Ale nie wiem o co. Ale radość jest i związana jest z nowym rokiem.


Pożyjemy, zobaczymy.


 


 



24/12/2018

Twórczość

Wczoraj byli znajomi, więc nie było kiedy coś napisać. Życie toczy się wokół zbliżających się świąt, a internet jest tylko dodatkiem do niego. Dlaczego wielu osobom to święto przeszkadza? Narzekanie stało się modne. A potem ludzie się dziwią, że im się nie wiedzie tak jakby chcieli.


Wczoraj też ambulans zabrał samotnego sąsiada. Facet jest nałogowym alkoholikiem. Często pije kilka dni, potem lekarze go ratują, bo upadnie i się skaleczy. Wybrał świetny czas na szpital. Przynajmniej nie będzie sam, jak odzyska przytomność.


Mam nowy kominek. Ładnie pachnie ;)



Jest na wosk, który się rozpuszcza i pachnie. Dostałam też kilka zapachów. Na razie zapach zen najbardziej mi odpowiada. Palę codziennie, bo to przecież światło jest teraz najważniejsze.


Dzisiaj dzień na luzie, wszystko się gotuje, samo, ale trzeba być w domu, żeby pilnować.


Prezenty wymagają kartek, żeby było wiadomo dla kogo. Zawsze robię karteczki i maluję choinki, bombki, gałęzie. Prezenty są kupione, ale lubię zrobić coś własnoręcznie. To taka chwila uwagi dla konkretnej osoby. Zawsze tak robiłam i będę.


Tyle lat żyję, a dopiero niedawno dowiedziałam się o trójkątnych ołówkach i kredkach. Były kredki sześciokątne i okrągłe. Teraz są takie:



Świetnie się układają w palcach. Taka prosta rzecz, a jaka świetna. Gumka na końcu jest okrągła, ale nigdy jej nie używam.


Kartki szybko namalowałam. Postanowiłam zrobić obrazek, który kiedyś znalazłam w sieci. Z pozoru prosty, a okazał się pracochłonny.


Każdy twórca potrzebuje dużo czasu na dzieło, cokolwiek robi. Trzeba w życiu zachować równowagę i robić różne rzeczy.


Zaczęłam od drabiny, która jest kluczowym elementem. Najpierw szczebelki przymocowywałam nitkami. Ale ciągle mi się rozjeżdżały. Więc skorzystałam z pistoletu na klej. Poszło zdecydowanie szybciej. Wybitnie wygląda jak ręczna robota.



Mam też główną część obrazka, wokół której wszystko się dzieje. Mogłabym to wydrukować, ale nie byłoby takiego efektu. I radości z twórczości lub odtwórczości.



Jak skończę to pokażę oryginał i mój twór. Kiedykolwiek to będzie. Może jeszcze w tym roku ;)


Taksówka na jutro zamówiona.


Zaczniemy świętować i się gościć :)


Wesołego świętowania wszystkim co lubią świętować :)


 


 


 

22/12/2018

Zakupy

Co można napisać jak się nic nie dzieje. Idą święta więc każdy sprząta, robi zakupy prezentów i jedzenia, gotuje.


Moje dzisiejsze zakupy były w równowadze. Kupiłam pyszne ogórki kiszone z wodą, bo miałam własny pojemnik. Kupiłam też kapustę kiszoną, choć wyglądała dziwnie. Była blada, błyszcząca i nie wyglądała na ukiszoną jakimkolwiek sposobem. W domu sprawdziłam smak. Nie nadaje się do niczego, nawet groch tego nie zamaskuje. Ktoś ją siekał w niszczarce, miała niewielkie kawałki. Do wyrzucenia. Obie rzeczy kupiłam u jednego sprzedawcy. Jeden do zera. Jutro kupię kolejną kapustę gdzie indziej.


Miałam kupić mięso do upieczenia, ale się rozmyśliłam. Pierwszy raz byłam w takim sklepie. Nikt mnie nie znał, ale panią przede mną już tak. Okazało się, że znajoma klientka dawno nie robiła zakupów. Na pytanie dlaczego odpowiedziała, że żywiła się sztucznie. Każdy pomyślał o jakiejś sondzie albo czymś gorszym, a pani powiedziała, że jadła sajgonki i takie tam. Ciekawe, bo sama kupiła mięso mielone dla syna, który lubił i miał przyjść. A w sajgonkach to nie ma mielonego mięsa? To wszystko jest sztuczne. Potem zobaczyłam filet z piersi kurczaka na wadze. Miał prawie kg. To ile kg miał cały kurczak? Kiedyś filet miał pół kg, a teraz sprzedają nam potwory giganty. Normalny kurczak tyle nie waży, nawet nastrzykany wodą.


Jak mi przejdzie obrzydzenie to może jeszcze coś kupię.



Ptaki dzisiaj leciały tuż przed 15. Było ich zdecydowanie mniej. Nie sposób przegapić ich przelotu, bo skrzeczą i robią hałas. Gdy tak się zastanawiałam znowu, gdzie one lecą to kilkanaście się zatrzymało i usiadło na drzewie. Siedziały tak do zmroku, czyli do prawie 16.


Ptaki lecą z zachodu na wschód, czyli zostawiają dobrobyt i lecą do biedy. Co im każe to robić. One coś czują, ale nie wiadomo co.


A potem powaliła mnie ta reklama. Jak można podarować komuś radość? I z czego, z cukru, z popsutych zębów. Radość się czuje albo nie. Nie można sobie jej kupić. Reklama do niczego, nie zachęca, odstręcza.



Dzisiaj rozmawiałam z kilkoma osobami, ale one nie lubią świąt. Nikt na nie nie czeka. Po co? Dzieci wszystko mają, więc jest problem z prezentami. Trzeba siedzieć z rodziną przy stole i gadać o niczym lub wszystkim. Jakie to męczące ;( A kiedyś czekało się na święta. W świecie, w którym o wszystko było trudno, dzieci czekały na czekolady, pomarańcze, czapki i szaliki, może książki i zabawki. Jadło się orzechy na bieżąco łupane, piło kompot z suszu, jadło się mnóstwo słodyczy, które były ukrywane.


Teraz wiadomo, że nie ma Mikołaja, to wymysł tego co sprzedaje radość. Choinki to wymysł germański, a tradycja wcale nie wiekowa. No i z czego tu się cieszyć?


Cieszyć to się trzeba z tego, że siedzimy wszyscy przy jednym stole, żyjemy, jesteśmy zdrowi. Telefony nie dzwonią więc można spokojnie porozmawiać z rodziną. Bo to święta rodzinne. Jedzenie jest drugorzędne, bo jest pretekstem do spotkania. Od dobrobytu ludziom się w głowach poprzewracało – tak mówiła moja babcia dawno temu. Zawsze wyjeżdżałam w góry na narty w drugi dzień świąt. Był taki pociąg do Zakopanego o 21. Wracaliśmy w Nowy rok. Wszyscy byli szczęśliwi.


Czas szybko ucieka, ludzie odchodzą. Jak będą wyglądały święta w rodzinach zmarłych górników? Coś o tym wiem, bo mój wujek zmarł 24 grudnia. Wszystko staje się nieważne.


I minął pierwszy dzień zimy. Najkrótszy dzień w roku, zwany przesileniem zimowym. W większości kultur ten dzień był okazją do świętowania narodzin Słońca.


Jutro dzień będzie dłuższy. Słońca będzie coraz więcej i będzie rozjaśniało mroki.


A swoją drogą to dlaczego moje fotki są takie niewyraźne, a fotki z Marsa są idealne? Do rozważenia.


We wrześniu ;)


 

21/12/2018

Wypieki

Dzień na luzie. Odebrałam długi, za wyjątkiem jednego. Jestem na czysto, sama nie mam długów wobec nikogo. Miałam dziwną sytuację z bankiem, w którym kiedyś miałam rachunek. Napisałam do nich mejla, żeby mi nie przysyłali regulaminów i żadnych informacji, bo nie mam u nich konta. Rzecznik odpisała, że korespondencję wysyłają tylko do aktywnych kont. No to ja jej, że od 2011 nie mam u nich konta. A ona znowu swoje. Ale za kilka dni przyszło pismo, że bank wypowiada mi rachunek i prosi o numer nowego konta, żeby mi zwrócić 60 parę złotych. No to ja im, że umowę to ja rozwiązałam i zrobiłam im ksero mojego wypowiedzenia i pokwitowanie odbioru 80 parę złotych, które zostały po rozliczeniu. Takie rzeczy trzymam wiecznie, właśnie dla takich sytuacji.


Zapytałam bank skąd wykreował mi pieniądze, zupełnie nienależne mi. Zero odzewu. Ludzie popełniają błędy, byle nie często. Każdy błąd można naprawić. Po co dopisywać historię do nieważnych rzeczy.


Upiekłam kolejny chleb, z cynamonem.



Dziwny przepis. Trzeba wsypać cukier i sól, a soli nie było w przepisie. Pisze o półtorej łyżeczce drożdży instant, a to jest jedno opakowanie 8g, nie ma tego na wagę. Pisze o 1 łyżce oliwy, ale o 15 g cukru. Przecież to 1 łyżka. Po co tak gmatwać. Wszystkie przepisy na chleb są dla pszennej mąki 650, a w moich sklepach jest mąka chlebowa 750. Może dlatego mi nie rosną chlebki. Ten dzisiejszy też mi nie urósł. Pachnie cynamonem choć to tylko 1 łyżeczka.


Kocham cynamon bardziej niż imbir czy kardamon.


Od nadmiaru czasu upiekłam też batony.



Wyszło na 1/3 blaszki, bo mam 25x36, a powinna być 22x22.


Chciałam zrobić grubsze. To wszystko zależy co się doda. Nieraz robię cienkie jak sezamki. I nie daję już moich ulubionych orzechów włoskich. W ogóle ich nie czuć, lepiej dać laskowe. Czasem kroję wąskie paski, a dzisiaj w dużą kostkę.


Ciekawe ile utyję przed świętami.


O 15:13 znowu zobaczyłam chmarę ptaków, leciały do 15:15 na wschód, nisko, pod chmurami. Może ktoś im tam zostawił pyszne jedzonko?


I tak minął sierpień ;)



Jeszcze tylko 4 dni i z pisania dziennika wrócę do prowadzenia pamiętnika. :)


 

20/12/2018

Pomarańczowy świat

Dzisiejszy dzień miałam spędzić wyłącznie przy biurku. Terminy! Ile można.


Więc postanowiłam sprawdzić czy to ja kreuję swoją rzeczywistość czy wszystko samo się toczy. Znałam wynik, ale co szkoda sprawdzić. Zainspirował mnie księżyc.


Położyłam się spać o godz. 0:22. Niebo było zachmurzone. No tak, ciekawe gdzie jest księżyc? I wyszedł na kilka sekund na zachodnim niebie, akurat w mojej sypialni. Jakby chciał powiedzieć mi dobranoc.



Ze słońcem ten numer wychodzi mi za każdym razem gdy mówię dzień dobry. Mam wyjątkową łatwość we wpływaniu na pogodę. Jak mi zależy, przecież nie cały czas, bo szkoda na to tracić energię.


Dzisiaj miałam nigdzie nie wychodzić, więc postanowiłam pomalować swój świat nie na pomarańczowo, ale na żółto. Wystarczy, że wyjrzę przez okno, na pewno podjedzie jakiś dostawca, bo oni mają żółte samochody. Mam cytryny i żółte doniczki, więc wystarczy. W VII tomie Transerfingu jest VI rozdział właśnie pod takim tytułem. Dla odmiany nie chciałam koloru orange ale inny, ciepły, niech będzie żółty.


No i się zaczęło.


Rano umyłam włosy i sięgnęłam po nową odżywkę, opakowanie pomarańczowe. Potem wyjęłam rurkę do picia. Mam w szafce całe opakowanie i na ślepo wyciągam jak potrzebuję. Lubie pić wodę z miodem i cytryną przez rurkę. Jaki miała kolor – pomarańczowy. Czyżby to przypadek? Nie, bo nie ma przypadków. Wyjęłam wszystkie i sprawdziłam. Wzięłam ostatnią rurkę pomarańczową. Zostały czerwone i inne.



Jakie jest prawdopodobieństwo, że wyciągnę właśnie jedyną pomarańczową? 1:50. Tyle było.


Musiałam niestety wyjść z domu na godzinę. Była 10, więc ludzi mało. Od razu zauważyłam pana w pomarańczowej kurtce, zrobiłam fotkę, ale skasowałam, bo mi się dziwnie przyglądał. Potem musiałam szybko reagować, bo pomarańczowe rzeczy szybko się przemieszczały. Fotki są poruszone. Wszystko było pomarańczowe. Żółtych rzeczy było kilka. Gdybym była dłużej na ulicy, to może by się coś zmieniło.



W krótkim czasie mój świat stał się pomarańczowy, zamiast żółtego. Nie nadążałam tego rejestrować.


Żółty też się pojawił, ale nie dominował. A dzień był pochmurny.



To jak w powiedzeniu: nie patrz na niebieski. Musisz zobaczyć ten kolor, żeby go unikać ;)


Koordynacja zamiaru działa, i to jak. Każdy może spróbować.


Można pomalować swój świat na jaki kolor zechcesz, ale musisz naprawdę chcieć.


Czy ja powiedziałam nie pomarańczowy? A może zapomniałam o „nie”.


Świat pesymisty zanurza się w mroku. Gdy człowiekowi jest źle to zmierza w otchłań. Depresja.


Inni chcą nam narzucić wygląd świata, ciągle informując nas o wojnach, przestępstwach, o nadlatującej komecie, która nas zniszczy, o 3 WŚ. Nie reaguj. Zmień swój świat jak chcesz. Niech ci to wejdzie w nawyk. Sam zobaczysz jak wszystko się zmieni. Nie musisz ciężko pracować by pomalować swój świat. Ty koordynujesz, ty masz wpływ. Cokolwiek zrobisz zawsze jest dobre, tak przyjmij i bądź konsekwentny. Świat nabierze innych barw, które pamiętasz z dobrych momentów życia.


Z tego bierze się deja vu - „jakby powracało coś radosnego i świeżego, zapomnianego gdzieś w dzieciństwie”. (s.194). Deja vu nie można kontrolować ani zaplanować. A świat można.


Będzie dobrze :) W lipcu ;)


 

19/12/2018

Szóstka

Dostałam pyszną przekąskę. Miała czekać do świąt, ale nie mogłam się powstrzymać. Pomysłowy deser. Żeby to zjeść trzeba puknąć w stół, a wtedy kula rozkłada się jak owoc pomarańczy. Jakie to dobre, i ten smak pomarańczy. Jak zobaczysz w sklepie kupuj w ciemno, chyba, że nie lubisz słodyczy, albo jesteś chory, czyli na diecie. Potem możesz pościć.


Po takim zastrzyku cukru postanowiłam zrobić ciastka z płatków owsianych, orzechów i suszonych owoców. Gdy już wszystko miałam zmieszane (prócz mleka) zorientowałam się, że nie mam papieru do pieczenia. Papier jest konieczny, bo nie da się odkleić gotowych ciastek od formy. Wszystko się pokruszy. Więc musiałam specjalnie iść do sklepu tylko po papier.


Akurat dostałam mejla o paczce. Co za zbieg okoliczności ;) Załatwię 2 sprawy za jednym zamachem.

Przed paczkomatem była kolejka! Byłam szósta. Pierwszy raz stałam w kolejce po paczkę ;) Ludzie odbierali paczki małe i duże. Moja paczka była mała, a zostawiono ją w górnej dużej skrytce. Usiłowałam ją wyjąć, ale byłam za niska. Miły pan zapytał czy mi pomóc. Oczywiście, a raczej mnie uratować, nigdy bym jej nie wyjęła, bo paczka dotykała zewnętrznej ściany, była bardzo daleko. Musiałabym mieć drabinę. Ciekawe czy można zamknąć skrytkę bez odbierania paczki, pójść po krzesło i znowu otworzyć skrytkę. Dobrze, że była kolejka, przede mną i za mną. 6-1-6

Przesyłka dotarła w 28 godzin, a jest szczyt dostaw. Prenumeraty ciągle nie ma. Muszę wymyślić co z tym zrobić. Niech złodziej się nią udławi.

Miałam paczkę, kupiłam papier. Nie upiekłam ciastek, bo przyszedł znajomy i trochę pogadaliśmy. On wyjątkowo przeczytał w tym roku 6 książek, a ja wyjątkowo nie przeczytałam żadnej w całości. Czytam ciągle fragmenty książek o przyczynach chorób, piszę mejle z informacjami. A potem nie mam żadnej informacji zwrotnej. Czy ja nie marnuję czasu? Ale czytanie dla czytania jest bez sensu.

Spotkałam dzisiaj Ukraińców na schodach, Rano powiedzieli „dzień dobry” bardzo ładnie bez akcentu. A wieczorem ukłonili się przed klatką „dobry wieczór” z lekkim akcentem. Co za zmiana, umieją mówić i są kulturalni.

Jutro będę pakować prezenty i piec ciastka, które dojrzewają w misce;) Chyba, że znowu ktoś mnie odciągnie od planów. Lubię jak ktoś moje plany rujnuje.

Urobiona byłam, czy taki będzie czerwiec? Szósty miesiąc.




17/12/2018

Deja vu

Napisałam zaległy list do Mikołaja. Na pewno zdąży z prezentami, bo na liście były tylko 2 pozycje ;)


Potem było dziwnie. Dzień wyglądał jakby wyjęty ze snu, albo z filmu, albo z przeszłości. Trudno to wyjaśnić. Pasuje tu określenie deja vu – czyli już widziane.

Reszta się nie zgadza. Deja vu to przebłysk w ułamku sekundy, a u mnie cały dzień toczył się jakby był powielony. To już się kiedyś wydarzyło, dawno lub nie. Sen to w końcu lot duszy poprzez przestrzeń wariantów, w której są scenariusze wszystkich możliwych zdarzeń. Takie rzeczy zdarzają się zwykle gdy stoimy przed jakąś decyzją. Musiałam zobaczyć sceny z jednego dnia i je odgrywałam, nieświadomie. Gdy już coś zrobiłam to łapałam się na tym, że już to było. Jakby świat się zaciął i nadszedł dla mnie dzień świstaka.

Za wyjątkiem rozmowy z przyjaciółką. Rozmawiałyśmy o jej sprawach. Poczułam, że już kiedyś to było. I faktycznie, ciągle rozmawiamy na ten sam temat, więc to nie deja vu ;)

Cokolwiek robiłam działo się jakby we śnie, jakbym odgrywała jakiś scenariusz z góry wiadomy.

Nawet gra na kompie. W wolnej chwili.


Jakie jest prawdopodobieństwo, że dwa razy wychodzi ci serce? Zerowe. To stara gra Dune II. Nie ma takiej możliwości, bo za każdym razem inaczej zbiera się przyprawę.

A może to norma, bo przed świętami wykonuje się podobne rzeczy każdego przedświątecznego dnia.

Muszę to przemyśleć. Nic ważnego się nie działo, więc po co ta powtórka? Na pewno wrócę do tego tematu, jak to rozgryzę.

Minął dziwny dzień, czyli kwiecień.

16/12/2018

Wash and go

Na początek podlewanie, bo sobota to dzień podlewania roślin. Od lat nic się nie zmienia. Znam kilka osób, które robią to dokładnie tego samego dnia co ja. Pozdrawiam osoby, które mają sztuczne rośliny ;) Suche rośliny to umieranie i śmierć, lepiej nie mieć tego w domu.


Dzisiaj od rana zajęta byłam pracą. I dobrze, bo zarobiłam na waciki ;)


Potem były zakupy. Ludzi sporo. Przy wagach zwykle spotykam ludzi, którzy sobie nie radzą. Dzisiaj przy wadze stał starszy pan z siatką winogron. Podeszłam i zapytałam czego potrzebuje, bo obsługa była zajęta czym innym. Pan szukał znaczka. Pokazałam, a on dalej stoi. Więc położyłam jego winogrona na wagę i nacisnęłam obrazek. Powiedziałam panu, że winogrona kosztują 11,99 za kg, a on ma 70 dkg. Pan stwierdził, że dobrze i zabrał siatkę. Chciał odejść, a przy kasie miałby problem. Urwałam kod z ceną i nakleiłam mu na siatkę. Zważyłam swoje cytryny i mandarynki i poszłam. Ludzie słabo odnajdują się w dzisiejszej technice. Gdyby mieli smartfony to mieliby promocje, a tak to nie wiedzą o niczym.


Jak łatwo jest robić dobre uczynki. To nic nie kosztuje, a kolejny czarny punkt na mojej mapie życia został wymazany.


Reszta dnia upłynęła mi na praniu.



We wrześniu stara pralka stanęła, bęben się nie obracał. Wytrzymałam 3 miesiące i prałam ręcznie. Natomiast pościel czekała na nową pralkę. Gdy zapasy były na ukończeniu trzeba było kupić nową. Szału nie ma. Pralka ma niby 1000 obrotów, a wiruje jakby miała 800, czyli tyle ile poprzednia. Pokazuje czas prania, to jedyny plus. A jak kończy się pranie to trzeba czekać. Nie da się jej otworzyć od razu, trzeba czekać aż pralka łaskawie pozwoli.


Ciekawe, że to właśnie pralka jest najważniejszym wynalazkiem człowieka, podobno. OK, pralka oszczędza czas, ale tylko po to, żeby kobiety więcej robiły w domu zanim pójdą do pracy, a potem na zakupy, a potem coś ugotują, odkurzą dom ... Wash and go.


Pralka pierze ja se leżę - powie tylko facet. Kobieta w tym czasie musi zrobić wiele innych rzeczy.


Moja pralka stoi w łazience. I tak ma być. Łazienka symbolizuje zdolności integracyjne z innymi ludźmi. Jeśli człowiek często się myje to nie potrzebuje kontaktów z innymi. Dzieci nie lubią się myć, bo mają dużą potrzebę bliskości z drugim człowiekiem i nie znoszą być same. Kochankom Napoleona nie wolno się było myć przed jego przyjazdem, żeby poczuł prawdziwy ich zapach.


Na filmach po seksie pary zaraz idą pod prysznic, żeby zmyć z siebie zapach partnera. A przecież nie doszło do gwałtu. Chyba robią to po to, żeby iść z kolejnym do łóżka. Gdy seks jest udany to nikomu nie przyjdzie do głowy zmyć z siebie zapachy. Marzymy tylko o tym, żeby się wtulić w siebie i zasnąć. Rano możemy z siebie zmyć wszystko, żeby w pracy nikt się nie domyślił ;)


Jeśli w łazience nie ma pralki, to oznacza, że w tym domu panuje formalizm i nie można wpaść z niezapowiedzianą wizytą. Tak jest u moich znajomych. Oni mają pralkę w kuchni. Kuchnia symbolizuje przyjemności. Postawienie tam pralki oznacza wypranie z wszelkich brudów, wszystkiego – czyli brak przyjemności. (Twoje mieszkanie, a twój charakter – Józef Onoszko). Czy pranie brudów należy do przyjemności czy konieczności?


Do mnie ludzie często przychodzą i dzwonią z klatki z pytaniem o numer mieszkania ;) Jestem zawsze przygotowana na gości.


Cudownie jest spać w świeżo wypranej pościeli i w wywietrzonej sypialni.


Za oknem biało, spadł pierwszy śnieg. Tylko po co komu w mieście śnieg? Pa.


I tak minął marzec. ;)


 

14/12/2018

Łucja

Dziwaczne jest świętowanie rozpoczęcia wojny, czy to 1 września czy 13 grudnia. Nie świętuje się takich rzeczy, bo to złe. Po co świętować rozpoczęcie zła, co się upamiętnia i gloryfikuje? Zło.





Takie świętowanie zasila zło, oprawcy mają się dobrze, żyją w luksusach, nigdy nie zapłacili za zło, które czynili. Po co dawać im energię do długiego bezkarnego życia.


Za każdą decyzją urzędów stoją ludzie. Na Radę Państwa, która powołała wronę składają się ludzie – marionetki. Myślą, że są bezkarni, a tak nie jest. Wykonywanie złych poleceń jest złe i bezcelowe jest zasłanianie się urzędem.


Oczywiście ta suka karma ich nie dopadnie, bo do tego potrzeba uczuć. Ludzie myślą, że złych ludzi w końcu spotka sprawiedliwość, a to się nie stanie nigdy samo.


Źli ludzie nie mają uczuć. Nie mają poczucia, że zrobili coś źle. Ale każdemu na czymś zależy. Nie wychodząc z domu można sprawić, że zapłacą wysoką cenę za swoje złe uczynki.


Tę metodę testuję od dawna, z sukcesami. Wystarczy pomyśleć i chcieć, żeby oprawcy poczuli to samo co torturowani, bici i zabijani ludzie. A najlepiej, żeby tacy ludzie nie mieli następców.


Jest wyraźna niesprawiedliwość i brak równowagi. Żeby to zniwelować trzeba chcieć to zmienić. Zwykli ludzie mają najlepszą broń – własne myśli i uwagę. Nie zasilaj zła, nie upamiętniaj, nie pal świec w oknach, bo to nie światło wolności, nie tego dnia.


A wystarczy pomyśleć i wysłać w przestrzeń dobre myśli. Nie wiem dlaczego to działa, być może jeśli zły człowiek poczuje coś na własnej skórze to coś tam dotrze.


Mam wypaczone poczucie sprawiedliwości, byłabym dobrym sędzią. Boli mnie krzywda bezbronnych, niezaradnych ludzi, bo to nie ich wina, że tacy są.


Każdy kto dostał kasę za tajne więzienia poczuje to co torturowani ludzie. Ból i bezradność. Za grzechy ojców płacą dzieci i wnuki, ale nie brudną forsą. Natura lubi równowagę.


Gdyby dużo ludzi myślało w ten sposób świat byłby lepszy, bo zostałby oczyszczony.


Dobrze, że twarz stanu wojennego umarła i nie ma pochodów pod jego dom. Ile tam było życiodajnej energii, dlatego oprawca długo żył w spokoju. Miał poczucie ważności. Nie zasilać nieświadomie zła.


Dlatego nie świętuj początku żadnej wojny. Przecież nie zgadzasz się na bezsensowne zabijanie.


Dzisiaj można było świętować imieniny Łucji. Nieważne, że nie znasz nikogo takiego.


Ten dzień był przez wieki znaczący, bo rozpoczynał 12 dni do Wigilii.


Święta Łucja głosi, jaką pogodę styczeń przynosi.


Kolejne dni obrazują jakie będą kolejne miesiące, dla każdego inne. Obserwuj uważnie co się wydarzy każdego dnia, a potem możesz udawać jasnowidza. Nie tylko pogoda jest ważna, bo tą człowiek już zmienił. Ważne jest wszystko. Zapisuj, a potem sprawdzaj.


Świętuj swoje życie.


Jutro zobaczysz co cię czeka w lutym ...





 

01/12/2018

Kolejny zwykły dzień

Rano wyszłam do fryzjera. Była godzina 10:35, a ja widzę przed sobą Księżyc. Przetarłam oczy, nie spałam.


Po lewej było Słońce, a na południu Księżyc. Jak to jest możliwe, że nasz satelita jest widoczny jako rogal? Co go zasłania? Coś musi być z odległościami, a ja nie mogę tego pojąć.

Na klatce minęłam się z Ukrainkami. Nie kłaniają się, w soboty piją przed klatką. Nie mówią po polsku. Po co one tu przyjechały?

Powietrze było OK, można wyjść z rodziną na spacer, tak zachęcano.

Nieustannie EC puszcza w niebo dużo pyłów. To jedyny truciciel w okolicy, nie ma tu domów jednorodzinnych i kamienic.


Wieczorem już jest ostrzeżenie – Bywało lepiej – CAQI 61.

W autobusie znowu Ukraińcy. Czy to jakaś ich miejscówka?

O 15:40 usłyszałam szum i skrzek. Zobaczyłam ogromne chmary ptaków, które leciały jak szalone na wschód. Czuć było ich strach.


Zdążyłam zrobić kilka ujęć, ale nie dojrzałam co to były za ptaki. Na oko było ich ponad 200, więc to chyba gołębie, bo ich jest najwięcej. 4G działa. Ptaki są wolne, mogą lecieć gdzie chcą.

Na środkowym zdjęciu jest samolot Tokyo-Paris.

Nareszcie zima. Najwyższa pora.Zdecydowanie wolę słoneczny dzień, nawet zimny.

Pod dom przyjechały 3 karetki, ludzie chyba gorzej się czują.

Kolor na włosach wyszedł świetny i strzyżenie twarzowe. Zawsze tak jest jak Księżyc jest korzystny (np. w Pannie, ubywający). Sprawdziłam. Miałam rację. To był też dobry dzień na depilację, którą zrobiłam rano ;) Po południu zrobiłam też pranie ręczne, bo pralkę przywiozą mi w poniedziałek. To też dobry dzień na to.

Dzień przeżyłam w rytmie natury, nieświadomie.

Zwykły dzień.




27/11/2018

Chmury

Wczoraj zadzwoniła koleżanka, żeby mnie poinformować, że niebo jest od kilku dni zachmurzone. Miałam tyle zajęć, że nie patrzyłam w niebo. Oczywiście, jak nie widać słoneczka to ludziom wiedzie się gorzej. A na pewno mają gorszy nastrój. Jak też tak masz to zadzwoń do przyjaciela, bo razem można coś wymyślić. Krótka albo długa rozmowa powoduje, że nastrój się poprawia, zaczynasz widzieć światełko w tunelu pod chmurami. Druga, bliska ale obca osoba widzi sprawy inaczej, ma dystans. Potem jest lepiej.


Mój przykład jest niezgodny z podręcznikami z cyklu Jak być szczęśliwym. Wszystkie moje koleżanki zaliczają się do wampirów energetycznych. Gdy się zdzwaniamy albo spotykamy to ciągną ode mnie energię, a mi niczego nie ubywa, a nawet lepiej się czuję. Powinnam unikać takie osoby, a ja robię jak mi się podoba i jestem szczęśliwa. Bo nie ma nic lepszego niż podniesienie na duchu zdołowanej osoby. Uczucie jest boskie, czujesz, że żyjesz.


Te poradniki o szczęściu są jakieś dziwne. Dowiedziałam się z jakiejś strony niby zdrowotnej, że trzeba jeść algi, żeby być szczęśliwym. Skąd oni biorą takie bzdety. Na myśl o algach i innych glutach robi mi się niedobrze. A co ma wspólnego jedzenie ze szczęściem? Są osoby, które mówią, że jakieś jedzenie jest lepsze niż seks. Współczuję. Widać nie trafiły na dobrego partnera i nie miały dobrego seksu.


Po rozmowie spojrzałam w niebo, chmury były, ale się rozstąpiły i ujrzałam księżyc tuż po pełni. Była godzina 20:15.



Każdy na świat patrzy inaczej. Patrzymy na to samo, ale widzimy co innego. A właściwie to skupiamy się na tym co uzasadnia nasze samopoczucie. Nawet chmury mogą się rozstąpić. Na życzenie.


Dzisiaj musiałam pojechać do mojej starej pracy po zaświadczenie. 13 lat temu jeździłam tam jednym tramwajem i trwało to 39, a czasem nawet 28 minut. Dzisiaj wg rozkładu podróż miała trwać 59 minut z 2 przesiadkami. Musiałam przejechać kilka przystanków tramwajem z niemieckich śmietników z początku ubiegłego wieku. Okropne. Dzisiaj do klimy wlali jakiś zapach, nie czuć było capem, ale kwiatki nie są OK. Spotkałam znajomego i podziwiałam filmik naćpanego małolata, który wyrwał sobie jelita, które rozlały się na asfalcie. Szukał wiewiórki i ją znalazł, uspokoił się. Takie osoby się odtruwa, a potem one wracają. I tak upływa ich życie. Aż pomoc nie dotrze na czas.


Potem musiałam jeszcze jechać na spotkanie. W 1/3 trasy niespodzianka, awaria.



Właściwie to już norma w tym mieście odkąd ruchem sterują komputery, nie mylić z AI. Wszystkie tramwaje stanęły i to w takim miejscu, że nie ma alternatywy. Kiedyś była, ale nastąpiła zmiana na gorsze, żeby ludziom popsuć humor. Ale nie mnie, dowiedziałam się od młodziutkiej motorniczej, że tramwaje będą stały 40 minut. Wiedziałam, że nie zdążę. Nic to zaczęłam iść we właściwym kierunku. Nie przeszłam nawet jednego przystanku i tramwaje ruszyły. Może stały 40 minut i postanowiły ruszyć. Spóźniłam się 3 minuty. Gdy spotka mnie coś niespodziewanego, to nie szaleję, akceptuję, szukam wyjścia z trudnej sytuacji i wszystko układa się na moją korzyść. Bez nacisku na świat, bez marudzenia, ale też bez oczekiwania.


Moja kamera w domu działa w 4G. Gdy wychodzę to ją włączam. Gdyby był jakiś ruch to się nagrywa na kartę i dostaję film i sygnał na telefon. Drzwi się same nie otwierają, zapałka stoi. Mam spokój.


A już niedługo będzie 5G, tylko u nas. Nie ma powodu do dumy. Nic dziwnego, skoro moim miastem rządzą osoby z wyrokami za oszustwa. Oszukują nas nadal w majestacie prawa. W styczniu ogłoszono, że to właśnie w moim mieście mieszkańcy dostąpią zaszczytu bycia świnkami do eksperymentów. Będzie głośno, ale nikt nie będzie tego łączył z 5G. Wielkie anteny instalowano już 2 lata temu. Nikt nie informował po co to. Teraz już wiemy. System komunikacyjny jest sterowany przez komputery, dlatego podróżuje się długo i w strasznych warunkach. Tablice świetlne nie działają gdy pada deszcz, gdy świeci słońce za mocno, gdy jest mgła, albo nie i koniec. Człowiek czyni zło człowiekowi. Niedawno obejrzałam jeden odcinek 9-1-1 o karmie. Nie oglądam takich seriali, ale ten odcinek mnie zainteresował. Scenariusz surrealistyczny, np. koleś rzucał czymś w tygrysa w zoo, a ten przeskoczył ogrodzenie i zagryzł dowcipnisia. Dowiedziałam się, że karma to suka. Może i działa, ale nie oczekujmy sprawiedliwości dla tych co sprzedają nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Skoro karma to suka, to zapłata będzie, ale zapłacą wnuki. Wtedy bardziej będzie bolało.


W sobotę zaatakował mnie gołąb. Przechodziłam obok piekarni w zadaszonej hali. Gołąb uciekając trzepnął mnie we włosy. Niedługo ptaki uciekną, albo zdechną od promieniowania.


Ludziom też odbija. Poszli karnie na wybory i wybrali osobę karaną. Nie wierzę. Przecież to wszystko jedno kto będzie wydawał bez opamiętania moje pieniądze, ale ludzie lubią przestępców.


Patrzą i nie widzą. Widzą co chcą.


A samoloty latają bez opamiętania i chmurzą nasze niebo.