29/10/2012

Karmienie raka

Człowiek chory na raka inaczej się odżywia niż zdrowy. Jedzenie może wzmocnić organizm albo osłabić. Wiadomo, że mięso trawi się długo i jego resztki zalegają jelita, ale mój ojciec jest szczupły i je mięso, a nawet robi sam pyszną kiełbasę. Według niektórych badaczy słodycze i cukier "karmi" raka. Wiec nie powinno się go jeść będąc chorym. Bez przesady. Wszystko z umiarem jest dozwolone. Kiedyś ludzie nie chorowali na raki, a odżywiali się gorzej, wg obecnych dietetyków, niż kiedyś.

Mój ojciec przy pierwszym raku nerki nie zmienił nic w swoim jadłospisie. Przestał tylko jeść pasztetową, bo go mocno postraszyłam. Wtedy zaczął ćwiczyć specjalne ćwiczenia z książki Tombaka. Ćwiczy do dziś, bo weszło mu to w nawyk. Gdy miał raka prostaty, to zaczął wyciskać sok z granatów i pić. Teraz granaty są najtańsze, bo kosztują 99 groszy za mały owoc. Ponieważ na ocalałej nerce pojawiły się małe torbiele (szybko), to znowu pije ten sok.

 


Oprócz tego zaczął jeść pestki moreli, 2 jądra dziennie. Mnie też bardzo smakują. Jako dziecko jadłam wszystkie owoce z pestkami. Gdy mnie mama postraszyła, że wyrośnie mi drzewo w żołądku, to przestałam.


Jeszcze zainteresował się papryczkami chili, bo zawierają kapsaicynę. Jest to substancja, która "szuka" w organizmie komórki rakowe i znalazłszy je, zabija mitochondria, które są odpowiedzialne za podział i rozrost komórek. Kapsaicyna niszczy każdy rodzaj nowotworu, bez względu na to, jaką część ciała zaatakował.



Jedzenie tych cudownych rzeczy moim zdaniem, nie wyleczy nikogo z raka. Sok z granatów wzmacia system odpornościowy i człowiek szybko dochodzi do siebie po interwencji chirurgicznej. To mogę zagwarantować. Czy sławni ludzie nie wiedzieli o tych cudownych preparatach? Oczywiście, że wiedzieli, bo teraz każdy chory na jakąkolwiek chorobę, zanim pójdzie do lekarza, zagląda do internetu. Nikt nie robi z tego żadnej tajemnicy. A jednak były minister zdrowia umarł, zmarł też odżywiający się hiper zdrowo S.Jobs.

Rak odejdzie na zawsze, gdy chory zmieni swoje postępowanie, myśli, traktowanie siebie i innych. Pycha i pogarda zabija, i żadna B17 nie pomoże. Aroganci gryzą ziemię.

Leku na raka nigdy nie będzie. Nie będzie cudownej tabletki, po zażyciu której rak zniknie. I dalej będziemy złymi ludźmi. I znowu zachorujemy i znowu weźmiemy cudowną tabletkę. I tak w kółko. Nic z tego. Chcesz być zdrowy to musisz się wysilić i najpierw zrozumieć, dlaczego zachorowałeś. A potem codziennie się zmieniać, pilnować swe myśli i słowa, nie ranić siebie i innych. Wtedy będą efekty. Nie ma mowy o żadnej walce. Coś o tym wiem, bo obserwuję to na co dzień. Trudno jest pouczać bliskich, łatwiej jest z obcymi. Do mojego ojca też zaczyna docierać, że tylko sam może sobie pomóc,  bo naprawdę zmienia swój stosunek do mamy. Myślę, że jeszcze długo pożyje. Bez raka.

27/10/2012

Cudowność

Gdy mam wszystkiego za dużo (pracy, telefonów, bałaganu, chorób, miernoty wokół itd.) to muszę się zresetować. Najlepiej wyjechać na parę godzin gdzieś niedaleko. Pojechałam do koleżanki, pół godziny drogi od miasta. Telefon traci zasięg (to play) i nikt nie zadzwoni ;) Można odpocząć.


Zapowiadali śnieg, a tu niespodzianka. Było piękne słoneczko choć zimno.


To zupełnie inny świat. Na spacerze zachwyca wszytko, nawet jabłonka bez liści.



Natura powoli zasypia, szykuje się do zimy. A człowieka przestaje boleć głowa i nic nie jest ważne.



Przeniosłyśmy się w przeszłość, znalazłyśmy stare zdjęcia, gdy byłyśmy piękne i młode ;) Jak szybko człowiek zapomina co robił i jaki był. Odświeżyłyśmy nieco pamięć. Dobrze, że nasze dzieci tego nie zobaczą ;) Oto próbka.



Na obozie w Mostkach nad jeziorem Orzysz. Ćwiczyliśmy jogę. Fotograf robił dziwne zdjęcia ;)



A tu Rowy na wydmach. Trzeba było chłonąć energię morza. Cudownie było.


Potem były fotografie z naszych i znajomych ślubów. Niektórzy się rozwiedli, inni umarli, a dzieci się "pożeniły". Samo życie.


Nie mogłam przejść obojętnie obok winogron. Jak to cudownie wyjść na taras i jeść je prosto z winorośli.



Z części winogron wycisnęłam sok (co za smak), a reszta zostanie zużyta na nalewkę. Cudownie.



W takich dniach człowiek docenia życie i piękno przyrody. Wszystko przestaje być ważne, codzienność wydaje się taka błaha.


Dobrze wiedzieć, że są takie miejsca, gdzie czas płynie inaczej. I są w zasięgu ręki. Wystarczy tylko kilka godzin, a człowiek inaczej patrzy na świat.


Życie jest cudowne:)


 




24/10/2012

Starzy rodzice

Moją sąsiadkę z piętra zabrano dzisiaj do szpitala. Ambulans wezwał przyjaciel, a prowadziła ją pod rękę sąsiadka. Dzieci i wnuki nie miały czasu. Czasu nie mają zmarli, a oni przecież żyją.


Dożyć 80 lat i być zdanym na obcych. Ta pani już nie ma siły, całe życie pomagała dzieciom. Ostatnio nawet wnuki z prawnukami przyszły na obiad. Czy ona ma siłę gotować? To obchodzi tylko sąsiadkę, mnie i przyjaciela, który za własne pieniądze wynajął ambulans, żeby jakoś dojechać do szpitala.


Jeszcze niedawno ta starsza pani handlowała ciuchami szytymi przez jej dzieci. Sama wnosiła ciężkie torby do mieszkania, a potem codziennie chodziła na rynek i to sprzedawała. Bo dzieciom jest ciężko. Dzieciom w  biznesie się nie wiedzie, to trzeba pomagać. Kosztem własnego zdrowia.


Tak jest, jak niczego się nie domaga od dzieci tylko się daje, daje, daje. Nie umiała wychować dzieci, które też będą stare, a może nie dożyją starości.


Brak szacunku do rodziców mści się w życiu. Interesy nie idą dobrze, dzieci chorują, mają wypadki. Rodzice to ludzie, dzięki którym jesteśmy na tym świecie. Odrobina szacunku się należy, jeśli już nie znamy przykazania, żeby czcić ojca i matkę. W Stanach wiedzą to doskonale i aż do przesady hołubią rodziców i dziadków. Taki dziwny kraj.



Ta mała dziewczynka to moja mama, teraz lat 77. Zdjęcie zrobione tuż przed początkiem wojny w Chorzowie.


W mojej rodzinie jak ktoś choruje to wszyscy się mobilizują. Ustalamy kto kiedy może przyjść, co kupić, co ugotować. Chory w szpitalu prawie nie jest sam. To jest u nas normalne. Mój ojciec gdy był w szpitalu mówił, żeby nie przychodzić z dzieckiem, bo to nieciekawy widok. Oczywiście zawsze chodziłam z synem, a ojciec bardzo się cieszył. Nie uważam, żeby dzieci chronić przed śmiercią i chorobą, bo to przecież część życia. One wiele rozumieją. Niektóre dzieci nie chcą rozumieć i na starość będą same. Zawsze jest czas na zmianę, tylko trzeba chcieć.


Kochani czytelnicy, czy macie fotki swoich rodziców i dziadków?

08/10/2012

Dobre życie

Niedawno obejrzałam film o Mary Kay Ash z brawurową rolą Shirley McLane. Mary Kay to milionerka, która zajmowała się upiększaniem kobiet i stworzyła firmę kosmetyczną. Niewątpliwie osiągnęła sukces. Wyznawała taką hierarchię wartości:


BÓG


RODZINA


KARIERA


Właśnie w takiej kolejności. Takie wartości zapewniają ludziom zdrowie, sukces i szczęście.


Bóg jest najważniejszy. To siła wyższa, która ma wpływ na nasze życie. Widziałam tyle nieprawdopodobnych zdarzeń, że tylko Stwórca mógł tego dokonać.


Amerykanie mówią "God Bless America" i ciągle są najlepsi na świecie. W Stanach jest chyba najwięcej kościołów na świecie. Tam kościół może założyć każdy. Nikt nikogo nie szykanuje za jego wyznanie. Oni wszyscy modlą się do siły wyższej, tylko inaczej ją nazywają.


Otrzymanie Oscara jest to dla niektórych wielkie osiągnięcie. Chyba każdy choć raz widział ich rozdanie. Co zawsze rzuca się w oczy to podziękowania. Wielu zawsze na 1 miejscu dziękuje Bogu, potem rodzicom, a potem reżyserom itd. Niektórzy się śmieją z tego, ale ci zawsze będą siedzieć na widowni ;) Scena i zaszczyty są dla tych, którzy mają Boga w sercu. W ubiegłą niedzielę widziałam program na MTV – Najlepsi Tancerze Ameryki. Zwyciężył zespół Electrolytes, a jeden z nich powiedział: Bóg jest dobry.


http://www.mtv.pl/shows/najlepsi-tancerze-ameryki-7/episodes/najlepsi-tancerze-ameryki-sezon-7-odcinek-10/video/najlepsi-tancerze-ameryki-7-odc-10-4-4-833504/


Kto ma Boga w sercu ten zwycięża.


Na drugim miejscu jest rodzina. Nie znam nikogo, kto miałby szczęśliwe dzieciństwo. Ale rodzice na swój sposób kochają swoje dzieci. Bez rodziców nie byłoby nas na tym świecie. Więc codziennie powinniśmy im dziękować za to że są. Gdy 12 lat temu zaczęłam wybaczać mojemu tacie, że robił wszystko, żeby złamać mój charakter, nie wiedziałam ile bólu doświadczyłam. Rodzice myślą, że wiedzą lepiej co jest dobre dla dzieci. Gdy napotykają opór to biją i wyzywają. Taka ich rola. Gdybym nie była bita, to może byłabym innym człowiekiem. Dzięki temu ja nie biłam. Są inne metody wychowawcze. Po co zadawać kochanej osobie cierpienie. Wybaczanie jest dobre. Teraz nic mnie nie boli, siniaki się zagoiły, a po co pielęgnować w sobie urazy. Z tego tylko choroby. Człowiek skłócony z rodzicami jest jak ten balonik i fruwa po świecie, nigdzie nie może zagrzać miejsca. Ciągle ucieka. Roślina bez korzeni długo nie pożyje. Czy warto tak żyć?


Dopiero na 3 miejscu powinna być kariera. Nie rozumiem kobiet, które nie poświęcają swoim dzieciom najważniejszych miesięcy życia i idą do pracy. Ich relacje są patologiczne, a ich dzieci po latach im o tym powiedzą i będą miały szczęście jak zostanie im to wybaczone. Kariera stawiana na 1 miejscu nie trwa długo. Nic bez miłości nie trwa długo. A w ich domach i rodzinach tej miłości nie ma.


Większość najbogatszych ludzi na świecie wyznaje taką właśnie hierarchię wartości. Nie każdy się tym chwali, ale każdy może ją stosować, a życie się odmieni na lepsze. :)


 




04/10/2012

Myśl prawdziwa

Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie.


 


Źródło: Zbigniew Herbert „Krytyka” 1981, nr 8, s. 39.



Ciężko jest tak żyć, ale innej drogi nie ma.


Gdy robisz to co chcą inni - cofasz się i oddalasz od Źródła.


Nie chcę być śmieciem.


Nie lajkuję ;)




30/09/2012

Archanioł Michael

Imię Michael (Michał) oznacza w języku hebrajskim "Podobnego Bogu", "Któż jak Bóg".

Michael w najstarszych księgach apokryficznych występuje jako druga osoba po Bogu, nazywany księciem aniołów, jednym z najpotężniejszych duchów, obdarzony zaufaniem i kluczami do Raju, anioł sprawiedliwości, ładu, łaski, miłosierdzia, zmiłowania Bożego. Stary Testament nazywa Michaela Archanioła jednym z najpotężniejszych duchów niebieskich, Wodzem Izraela, który towarzyszy i wspiera owy lud. W Nowym Testamencie w liście św. Judy Tadeusza o Michaelu Archaniele mówi się jako walczącym z Szatanem o ciało Mojżesza, św. Jan w swojej Apokalipsie opisał go jako pogromcę Smoka. Jest anielskim księciem, wymienianym z imienia zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie i znanym również w tradycjach pozachrześcijańskich w trzech wielkich religiach świata - judaizmie, chrześcijaństwie i islamie - zajmuje miejsce opiekuna wiernych. Chaldejczycy przyznawali mu moc niemal boską, Egipcjanie uczynili go patronem Nilu, Celtowie czcili go na długo przed chrystianizacją. Św. Michał Archanioł jest patronem Cesarstwa Rzymskiego, Anglii, Austrii, Francji, Hiszpanii, Niemiec, Węgier. To w Anglii jest chyba najwięcej posążków smoków na wielu budynkach.


Nie wiem dlaczego w tekstach religijnych Smoka utożsamia się z Szatanem. Przez to zaciemnia się to przesłanie. Smok to smok, postać zwierzęcopodobna, ale inna od wszystkich zwierząt, żyje w świecie widzialnym, ale sam jest niewidzialny. To właśnie Archanioł Michael przeniósł w świat natury Smoka, ponieważ uważał, że nie jest on godzien pozostawania w świecie duchowym. Kiedy Smok został strącony w dół, z nieba na Ziemię, to nie miał dla siebie miejsca. Potem jednak urządził sobie miejsce w człowieku, bo człowiek ma zwierzęcą naturę. Obecnie walka Archanioła Michaela polega na walce wyższej natury człowieka z jego niższą naturą.

Archanioł Michael jest człowiekowi bardzo potrzebny, właśnie w tych czasach. Smok w człowieku działa w instynktach, pożądaniu, zachciankach, pragnieniach. Siła Smoka ściąga człowieka w dół, zanika człowieczeństwo. Człowiek już nie "rządzi" sobą. Tylko ten, który pokona Smoka z pomocą Archanioła Michaela, może wznieść się na wyższy poziom duchowości, poczuć swoją wewnętrzną siłę. A tu niespodzianka. Człowiek sam budzi tę siłę śpiącą u podstawy kręgosłupa. Nie walczy, tylko sam się oddaje i jeszcze się z tego cieszy, ślepy czy co. W zamian dostaje różne "moce", zupełnie niepotrzebne w fizycznym świecie. Te moce w końcu zabiją tych ludzi, gdy nie ma w nich pokory i miłości do drugiego człowieka. Są tylko słowa, słowa, a ich czyny mówią co innego. Udają nauczycieli, bo dostali wiedzę, ale wykorzystują ją dla własnego dobra. Po co nam 7 miliardów jasnowidzów? Zero pracy nad sobą, tylko wór nagród?! Chaos.

Po to właśnie ustanowiono to święto w dniu 29 września, na początku jesieni. Według wierzeń w tym dniu przebywa on szczególnie blisko Ziemi. Natura w tym czasie przygotowuje się do zimy, jej duchowość chroni się w ziemi, żeby na wiosnę wejść w nowe rośliny. Człowiek powinien teraz skupić się na swojej duchowości, tym co jest wewnątrz worka kości ze skóry ;)  Bez sensu dodano do tego święta jeszcze Archanioła Gabriela i Rafała, choć wcześniej ich święto było obchodzone w marcu i październiku. Znowu zaciemnienie ;)

Archanioł Michael pojawia się w życiu człowieka, aby przypomnieć mu o jego wewnętrznym świetle, odwadze i ogromnych możliwościach działania. Wierzyć, nie wierzyć. W trudnych chwilach warto wezwać Archanioła Michaela jego imieniem. Na pewno rozjaśni się wokół i będzie wiadomo co robić.

To jest ten czas.

17/09/2012

Powrót do zdrowia Taty

Dopiero teraz mój ojciec zrozumiał dlaczego zachorował. Nasza ostatnia rozmowa musiała nim wstrząsnąć, bo zaczął nad sobą pracować. Zmiana zachowania jest zauważalna. Mama zadzwoniła i powiedziała, że w końcu coś do niego dotarło. Zupełnie się zmienił, aż jej brakuje tamtego czepliwego męża. Ile można chodzić po lekarzach, w końcu nie będą mieli już co wycinać. Dorosły człowiek powinien tak umieć się zachowywać, żeby nie ranić innych ludzi. Wystarczy chcieć. Charakter człowieka kształtuje się do śmierci. Najgorzej mówić, że "taki już jestem, taki mam charakter" jak się jest chorym na raka.


Jestem spokojna, że mu się uda zmienić i nie kupuję czarnej sukienki.





Jan Kochanowski - Na zdrowie


Ślachetne zdrowie, 


Nikt się nie dowie, 


Jako smakujesz, 


Aż się zepsujesz. 


Tam człowiek prawie 


Widzi na jawie 


I sam to powie, 


Że nic nad zdrowie 


Ani lepszego, 


Ani droższego;


Bo dobre mienie, 


Perły, kamienie, 


Także wiek młody 


I dar urody, 


Mieśca wysokie, 


Władze szerokie 


Dobre są, ale - 


Gdy zdrowie w cale. 


Gdzie nie masz siły, 


I świat niemiły. 


Klinocie drogi, 


Mój dom ubogi 


Oddany tobie 


Ulubuj sobie!





źródło: www.zazzle.co.uk

11/09/2012

Zupa Hipokratesa

Dawno temu czytałam o tej zupie. Jest ona zalecana w terapii Gersona dla chorujących na raka, a także w różnych dietach. Kilka dni temu ją ugotowałam, żeby zobaczyć czy warta jest polecenia.


Składniki:


1 średni seler,


2 pietruszki,


mały por,


2 cebule,


kilka ząbków czosnku,


70 dag pomidorów,


50 dag ziemniaków,


pół pęczka natki pietruszki.


Nie ma tu żadnych przypraw. Nie ma też marchewki i buraka, moich ulubionych warzyw (jest cebula ;).


Warzywa umyć, nie obierać, pokroić w dużą kostkę. Zalać wodą i gotować na małym ogniu 2,5 do 3 godzin.


Warto dać mało wody (max 1,5 litra), żeby warzywa gotowały się we własnym sosie. Po 2 godzinach gotowania trzeba mieszać czasami, bo przywiera do dna garnka. Zapach podczas gotowania jest pyszny :} Chyba przez dużą ilość selera. Do zwykłej zupy jarzynowej daję tylko kawałek.


Po prawie 3 godzinach zmiksowałam blenderem. Można też przetrzeć. Zupa przestała wyglądać apetycznie.



Najlepiej smakuje gorąca, tuż po ugotowaniu. To co zostało schowałam do lodówki. Taka ilość zupy starcza na 3-4 talerze. Nie można przechowywać dłużej niż 2 dni.


Przecierane zupy są podobno lepiej przyswajane przez organizm. Gdy ktoś jest chory to jest ważne.


Ja jestem zdrowa, więc już więcej jej nie ugotuję. Lubię widzieć co jem i natkę lubię surową. Gotować zupę prawie 3 godziny może ktoś kto siedzi w domu i ma dużo czasu. Np. chory. Zupa jest smaczna, ale jest tyle innych smaków do spróbowania. Nie będę się ograniczać.


Ciekawe czy jadł ją Hipokrates. Nazwisko przyciąga uwagę.


Mój ojciec chyba się na nią nie skusi.

10/09/2012

Choroba Taty c.d.

Po operacji mój Tata co miesiąc dwa chodzi na kontrolę do lekarza. Ostatnio rodzice przyjechali do mnie i nie mogłam poznać mojego ojca. Cokolwiek moja mama zaczynała mówić, on jej przerywał, wydziwiał, czepiał się każdego zdania. Wszystko było na nie. Mama opowiadała mi, że nawet na ulicy krzyczał na nią, np. Za blisko stanęła krawężnika, gdy się odsunęła, nadepnęła osobę stojącą za nią i wszystko to jej wina. W markecie było jeszcze gorzej. Ciągle wykrzykiwał, ze nie będzie kupował co mama chce itd. Okazało się, że wyniki prześwietlenia były niejednoznaczne. Lekarz postawił znak zapytania, bo pojawiło się jakieś zgrubienie. Człowiek niepewny ze strachu atakuje innych, słabszych.


Nie wytrzymałam i powiedziałam, że dlatego ma te wszystkie raki, bo źle traktuje mamę, a kiedyś nas wszystkich. Może po kolei sobie je  wycinać, a choroba i tak wróci, bo się nie zmienia. Nie owijałam w bawełnę, bo naprawdę mam już tego dość. A ojciec na to, że my też zachorujemy na raka. Roześmiałyśmy się, bo to naprawdę było śmieszne. My nie zachorujemy na raka, bo nie pielęgnujemy w sobie urazy do nikogo. Prędzej na inną chorobę, ale na raka na pewno nie.


Na drugi dzień poszli do innego lekarza. Ale on kazał czekać, bo jedzie na wakacje i teraz nie ma czasu tym się zająć, czyli znowu wycinać. Lekarze osłabiają moją wiarę w drugiego człowieka.


Potem zadzwoniła moja mama i podziękowała mi, że naskoczyłam na ojca. Mówi, że on jest dobrym człowiekiem, ale czasami zachowuje się jakby w niego szatan wstąpił. Dokładnie tak to opisała. I ostatnio już jej brakuje sił.


Potem ja zadzwoniłam do ojca. Trochę mu przeszło, więc normalnie rozmawiał. Trochę przemyślał swoje zachowanie.


Weszłam na jego ambicję i powiedziałam, ze jest przecież inteligentny i powinien domyślać się, dlaczego zachorował na raka nerki a potem na raka prostaty. To nie od cieków wodnych, bo razem z mamą śpią w jednym łóżku, więc mama też by na coś zachorowała. Jedzą to samo, więc to nie od jedzenia pojawił się rak. Przyczyną jest jego zachowanie. Przecież przeczytał wiele książek, a nic do niego nie trafia. A on na to, że ma taki charakter. Przecież ja o tym wiem, ale nad swoim zachowaniem można panować. Nie każdy choleryk choruje. Czasami można wstrzymać się od powiedzenia czegoś, albo się roześmiać. Inaczej zachoruje na kolejnego raka i nikt mu już nie pomoże. Wybór należy do niego.


Nie będę się już wtrącała, jak chce umrzeć to nikt na to nie poradzi. Nie moja sprawa, przecież każdy kiedyś umrze. Tylko on nie musi jeszcze teraz odchodzić.


Myślę, że coś do niego naprawdę dotarło. Czas pokaże.

25/08/2012

O zaświatach

Ciekawiło mnie gdzie podziewa się świadomość podczas snu, wskutek narkozy, upicia się, podczas haju narkotykowego, itp.

Przeczytałam ostatnio książkę Rudolfa Steinera "Tajemne czytanie i tajemne słyszenie". Wcześniej czytałam Kronikę Akaszy, ale nie za bardzo ją zrozumiałam. Właśnie Steiner pisze o tym, że nie wystarczy przeczytać książki o tematyce duchowej, bo się ich nie zrozumie. W człowieku musi nastąpić przemiana, zmienić się sposób w jaki myśli, czuje i odczuwa. Łatwo odrzucić coś co się nie rozumie. Znałam też jego projekty architektoniczne, uprawy biodynamiczne, szkołę waldorfską i eurytmie leczniczą.


W książce przedstawione są 4 wykłady wygłoszone w październiku 1914 r. w Dornach. Tłumaczenie jest znakomite, a czytając miałam wrażenie, że jestem na tych wykładach.

Wszystko co wiemy o świecie duchowym pochodzi z tego właśnie świata. Świat duchowy jest tu i teraz i nakłada się na świat fizyczny. Większość ludzi tego nie dostrzega, bo za słabo wibrują i nie widzą subtelnych światów. Nie widzą, to nie znaczy, że ich nie ma. I właśnie do świata duchowego podczas snu przenosi się świadomość. Połączenie jest tak mocne, że czasem przed snem się wzdrygujemy. A to dusza myślała, że może już ruszyć w podróż, ale ciało jeszcze nie zasnęło.

Gdy w 2000 roku rozpadło się moje życie osobiste, potem zawodowe, potem straciłam mieszkanie i straciłam sens życia, to jak przeszły mi myśli samobójcze (nie miałam pomysłu jak sobie to życie odebrać) postanowiłam dowiedzieć się, dlaczego mnie to spotkało. I poszłam do szkoły wróżek. Przez rok uczyłam się wszystkich technik wróżenia, przewidywania przyszłości, praw rządzących światem itp. Fascynująca wiedza, oparta na tym, że wszystko jest ze sobą powiązane. Zastanowiło mnie, że o numerologii nie uczymy się w szkole, a o innych prawach odkrytych przez Pitagorasa tak. Przecież to on powiedział, że światem rządzą liczby. Jednak ta wiedza jest zakryta dla przeciętnego człowieka. A tak ułatwia życie, wiemy z jakim zadaniem przyszliśmy na świat, jak dobierać się w pary itd. Po każdym rozłożeniu kart mieliśmy zapisać rozkład i jak klient wyjdzie, jeszcze raz go przeanalizować. I wtedy okazywało się, że mówiłam co innego niż było zapisane w kartach. Po 2 latach przestałam dotykać kart, bo nie znałam źródła wiedzy, która pojawiała się we mnie. Nie chciałam zadawać się z istotami z astralu i być manipulowana. Życie toczyło się dalej. Nie nastąpiło opętanie jak to opisują byłe wróżki. A to dlatego, że pracowałam nad sobą. Chciałam być dobrym człowiekiem. Proces wybaczania sobie i ludziom, których skrzywdziłam trwał ok. 2 lat. Zło dopada tylko te osoby, które w sercu nie mają miłości, a strach, pychę i pogardę dla drugiego człowieka. Po przeczytaniu wwym książki dowiedziałam się, że to świat duchowy mówił do mnie. Ego rośnie, człowiek staje się pyszny, wydaje mu się, że ma władzę, jest prawie Bogiem. A ja nie chciałam tej władzy, bo przez pół życia manipulowałam ludźmi, bo wydawało mi się, że wiem co jest dla nich dobre. Tak nie było.

Dla każdego świat duchowy jest fascynujący. Ale to dlatego, że nigdy tam nie byli. Jest zupełnie inaczej niż na filmie Zaklinacz dusz. Istoty duszne nie stoją przed tobą i nie mówią do ciebie. Jeśli spotykasz jakąś duszę i chcesz się dowiedzieć co ma ci do powiedzenia, to musisz stać się nią i ona wtedy przez ciebie przemawia. Tak też opisuje kontakty z duszami Pan Jackowski. Musisz być czujny, żeby nie dać się zawładnąć. W zaświatach są dusze między śmiercią a ponownym narodzeniem, są też inne istoty świetliste, które przepełnia bezwarunkowa miłość, że nie chce się opuszczać tamtego świata. I właśnie ze świata duchowego dostawałam informacje, których nie widziałam w kartach.

Każdy może zajrzeć do tego świata, tylko najpierw musi opuścić ciało fizyczne, odrzucić całą materię i egoizm, osiągnąć spokój duszy i czekać w oddaniu, bo to świat duchowy pozwala ci wniknąć do niego. Jeśli ktoś o brudnej duszy chce wniknąć świadomie do świata duchowego, to spotyka nieciekawych osobników, albo widzi coś co oczekuje, a nie jest to prawdą. Mnie było łatwiej, bo niczego nie miałam, straciłam wszystko co kochałam, a duszę miałam poranioną. Niczego nie oczekiwałam, chciałam tylko znaleźć odpowiedzi.

Zastanawiało mnie dlaczego tak wielu ludzi chce się dostać do świata duchowego na skróty. Wystarczy upić się lub zażyć narkotyki. I już jesteśmy w innym świecie. Wszystko płynie i wszystko jest możliwe. Dlatego artyści ćpają, bo mają wtedy szybki dostęp do innego wymiaru. Nawet tego nie ukrywają, jak choćby Beyonce czy Robert Plant. Jest wiele książek opisujących te techniki, ale nikt tym biednym ludziom nie mówi, że najpierw powinni się wznieść, nie interesować się sobą tylko wszystkim jestestwem, przyrodą, światem zwierząt i minerałów i przede wszystkim nie krzywdzić nikogo. Na tym polega rozwój duszy. Nie przychodzi to od razu, ale droga jest fascynująca. Dystansu do świata nabrałam też przez "wychodzenie" z siebie, stawanie z boku i przyglądanie się sobie i sytuacjom. Gdy wskutek modlitw Huny dostałam mieszkanie, to naprawdę nie przeżywałam tego, tylko patrzyłam jak to wszystko się samo dzieje, jak ludzie robią wszystko za mnie. Nowy dom naprawdę "spadł" mi z nieba. Steiner też o tym wspomina.

Dziwne, że to co ja przeżywałam opisał prawie 100 lat temu Steiner. Nic się nie zmienia. Zaświaty ciągle są. Wszyscy tam trafimy po śmierci, więc nie pociąga mnie ciagłe tam zaglądanie. Jednak kontakt jest. Gdy moja mama prosi mnie, żebym zajrzała w karty i coś sprawdziła z przyszłości to ja bez kart wiem jak potoczy się czyjś los. Nie ma potrzeby wyjaśniania tego, bo kto mi uwierzy. Jestem przecież realistką i księgową.

Kontakt z zaświatami uświadamia, że wszystko co posiadamy jest ulotne. Zostaje nam tylko to kim jesteśmy w duszy. Dusza jest wieczna.

 

19/08/2012

Chleb nasz powszedni

Ta malutka książka przyszła do mnie w pierwszy dzień ramadanu. A dziś jest jego koniec;)



Wszystko co dotyczy zdrowia i pomyślności człowieka jest tematem moich zainteresowań. A ta książka właśnie o tym opowiada. Metody leczenia sufich wywodzą się z Koranu. Nie znałam wcześniej Koranu i zapewne nie będę go czytać, ale zdziwiło mnie to, że tak wiele miejsca poświęcono na doskonalenie ciała, umysłu i duszy. Jest tam pełno wskazówek jak postępować, aby być zdrowym. Są też przepisy na mieszanki ziołowe na różne dolegliwości, co i jak jeść, żeby być zdrowym. Opisuje też autor etapy rozwoju duszy, cztery esencje ciała, ćwiczenia sprzyjające zdrowiu.


Siedliskiem mocy duszy jest serce. Wg sufich serce to nie tylko pompa, ale magazyn boskich przymiotów (jest ich 99) i siedzibą mocy, wprowadzanej do organizmu z każdym oddechem. Polecam film 6 sekund i 6 sekund serca.



Post to najlepsze lekarstwo, jest najstarsza formą naturalnego leczenia. Jest całą masa postów, w tym najważniejszy – 30 dniowy ramadan, czyli od świtu do zachodu słońca nie wolno nic pić i jeść, można się modlić w zasadzie nic nie robić. Muszę spróbować postu co drugi dzień. Podobno daje dużo korzyści. Jeden dzień jedzenia, jeden postu itd. Ciekawe.


Oddech jest bardzo ważny. Bóg stworzył człowieka i tchnął w niego życie. Oddech pochodzi od Boga, to świetlista substancja, promień jasności, to siła życiowa samego Boga. Nie mylić z tlenem i powietrzem.


Dowiedziałam się, że kolendra jest najważniejsza i jest dobra na wszystko, likwiduje wzdęcia, gasi gorączkę, wysusza nadmiar wilgoci, ułatwia menstruację, chroni przed siwieniem...


Najciekawsze dla mnie było o chlebie.


Chleb – najlepszy jest z gruboziarnistej mąki, wypiekany w otwartym kamiennym piecu. Nie należy jeść ciepłego chleba, ponieważ powoduje silne pragnienie. Czerstwe pieczywo blokuje jelita. Chleb zawierający otręby jest lekkostrawny i bardzo pożywny. Czym świeższy chleb, tym łatwiejsze trawienie i większe wartości odżywcze. Prorok miał powiedzieć: "Nie krójcie chleba nożem. Oddajcie mu hołd łamiąc go rękami, gdyż wywyższony został przez Boga". Ciekawe, że w chrześcijaństwie też jest mowa o "łamaniu" chleba. Sprawdziłam różnicę w smaku chleba krojonego nożem i łamanego. Może to sugestia, ale on inaczej smakuje. Ludzie jedzą coraz mniej chleba, może właśnie dlatego, że jest krojony i jest martwy, nie ma wartości odżywczych.


Ważna jest celebracja posików. Jeśli cebula i ziemniaki nie rosną w pobliżu to należy z nich zrezygnować. Prorok uważał, że nie ma takiej choroby, na którą nie byłoby lekarstwa i że żołądek jest domem choroby. A najważniejsza jest modlitwa.


Bardzo ciekawa książka. Polecam każdemu kto ma otwarty umysł i chce być zdrowy. Nigdy dość wskazówek.




11/08/2012

8 aksamitnych ruchów

W końcu przyszła pora na ćwiczenia Qi Gong (czi kung). Są bardzo proste, a ich skuteczność wysoka. Qi Gong to starożytna wschodnia metoda pomnażania i równoważenia energii życiowej w drodze ćwiczeń. Wszystkie chińskie sztuki walki wywodzą się z tych ćwiczeń.

Zadziwiło mnie, że w ciągu 6 minut zmienia się nastrój i samopoczucie. Kto ma depresję ten powinien to ćwiczyć.

Korzyści codziennych ćwiczeń:


  • wzmocnienie całego organizmu


  • poprawa postawy i gibkości ciała


  • efektywne oddychanie


  • podniesienie energii i sił życiowych


  • pobudzenie układu odpornościowego


  • zmniejszenie stresu


  • poprawa krążenia krwi i pracy serca


  • poprawa trawienia


  • rozwinięcie koncentracji, samoświadomości.

Ćwiczenia są bardzo łatwe.

Ruch 1 – podtrzymywanie niebios obiema dłońmi



Ruch 2 – naciąganie łuku




Czyżby najszybszy człowiek świata też ćwiczy Qi Gong? Nie dziwi mnie to. Inteligentni ludzie, którzy chcą osiągnąć sukces wykorzystają wszystko, żeby go osiągnąć. Ten akurat ruch zwiększa pojemność i elastyczność płuc, stymuluje serce i poprawia krążenie, wzmacnia mięśnie ud, rąk, ramion.

 
Ruch 3 – podnoszenie rąk




Ruch 4 – obroty głowy i spoglądanie za siebie



Ruch 5 - wychylanie tułowia i wyciąganie szyi






Ruch 6 – dotykanie palców stóp i wyginanie pleców



Ruch 7 – zadawanie ciosów



Ruch 8 – unoszenie pięt dla obrony przed chorobami.




Korzystałam z książki jak poniżej. Jest tam dokładny opis każdego ćwiczenia, na co działa i jakie przynosi korzyści.

 
Na początku trzeba opanować wszystkie ruchy, a potem ćwiczyć codziennie. Jestem leniwa, więc ćwiczę kiedy mam czas, ale codziennie. Ćwiczę dopiero od 2 tygodni i czuję się dobrze.



09/08/2012

Zachwyt

Ciężko znaleźć odpowiednie słowo, żeby opisać uczucie szczęścia i błogostanu, które mnie przepełnia w kontakcie z naturą. Wyjechałam na kilka dni do rodziców, którzy spędzają miesiące letnie na leśnej 1000 metrowej działce. Wystarczyło wyjechać 30 km od miasta i już jest się w innym świecie. Nie odpoczywałam, bo nie czuję się zmęczona, chciałam się tylko zresetować i pożyć trochę inaczej. Wybrałam spędzenie czasu z rodzicami, żeby nie mieć kiedyś poczucia winy. Gdy odeszła babcia mojego męża długo nie mogłam sobie wybaczyć jak ją traktowałam. Nie traktowałam jej źle, ale gdy przychodziła miałam dla niej mało czasu, czasem chciałam żeby sobie już poszła, a ona miała tylko nas. Chyba jeszcze jest we mnie ślad poczucia winy i czasem chce mi się płakać. Czasu nie wrócę.


Nie chcę tego przeżyć jeszcze raz gdy odejdą moi rodzice, dlatego często do nich dzwonię i spędziłam tylko z nimi kilka ostatnich dni. Zdziwiłam się, że moja mama codziennie jeszcze w łóżku ćwiczy "karaluszka" – ćwiczenia propagowane przez Tombaka. Wszystko co jej drukuję na temat zdrowia z internetu czyta i stosuje. Moi rodzice będą jeszcze długo żyli :)


W lesie czas płynie inaczej. Obserwowanie przyrody zawsze upewnia mnie, że Bóg istnieje. Natura jest świetnie zaplanowana, wszystko ma swoje miejsce. Bez przerwy coś się dzieje, wszystkie zwierzątka pracują. W nocy jest naprawdę ciemno, człowiek inaczej się ubiera, chodzi na boso i czuje jak pachnie ziemia. Można się zmęczyć samym patrzeniem jak natura nieustannie pracuje. Po cichu.


Pająki są wszędzie.





Pająki codziennie tkają sieć i nie odpoczywają co 6 dni.


 


Pszczoły pracują bezustannie.


 


Sezon na poziomki dawno minął. Będzie jeszcze jedna :)


Oczywiście była okazja do treningu. Nikt nie lubi sąsiadów moich rodziców, bo wycinają drzewa na swojej działce i potem mokre palą w ognisku. Dym i smród jest drażniący i cała okolica wysyła do nich złe myśli. A oni nic sobie z tego nie robią. Kiedyś ktoś zwrócił im uwagę to powiedzieli, że im wolno. To są ludzie "ęą" jak ich nazywam, lepsi od innych, pracownicy naukowi jakiejś uczelni. Moja mama powiedziała do mnie "zrób coś". Nie miałam pomysłu co mam zrobić i wtedy przypomniała mi się technika serca, ostatnio przeze mnie sprawdzana. Zamknęłam oczy i zaczęłam mówić w myślach "kocham cię, kocham cię ..." Nie znam tych ludzi, więc nie mogłam ich sobie wyobrazić. Po 30 powtórzeniach otworzyłam oczy, żeby zobaczyć czy coś się dzieje. Śmierdzący dym z ogniska przestał wiać na naszą działkę i skierował się w inną stronę. Nie o to mi chodziło, bo nie chcę szkodzić innym. Więc zaczęłam jeszcze gorliwiej "kocham cię, wybacz mi, przykro mi". Gdy znowu otworzyłam oczy (szybko się nudzę i oczekuję natychmiast efektów) to dym szedł prosto do nieba. Wtedy pomyślałam, że dobrze by było sprowadzić deszcz, żeby zagasił to ognisko. To była tylko myśl, jak chwila słabości ;) Po 2-3 minutach ognisko zagasło, bez deszczu :) Problem rozwiązany. Tylko co będzie jak mnie nie będzie, a im zostało jeszcze dużo drzew.


Swoją drogą ich życie nie układa się różowo. Ich córka jest już po rozwodzie, a nie ma jeszcze 30 lat, a ich syn nie może mieć dzieci, więc ci "źli" ludzie nie mają wnuków. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że ich działania na szkodę sąsiadów mogą mieć wpływ na ich życie. Ale to ludzie "ęą", oni są niereformowalni i mają to na co zasłużyli. Polecam tę technikę, jest lepsza niż lustra, bo nikomu nie szkodzi.


Bardzo dobrze zrobiło mi odcięcie od internetu i telefonu.

02/08/2012

Uzdrawianie relacji

Jest wiele metod uzdrawiania relacji między ludźmi. Na kursach z psychologii podawano, że jeśli masz problem z szefem, to wyobraź go sobie siedzącego na sedesie. Zobaczysz, że jest też człowiekiem, wygląda śmiesznie, więc przestaniesz się go bać. Niestety ta metoda dla mnie była niedobra, bo moja etyka nie pozwala mi na ośmieszanie ludzi.


Ostatnio kupowałam książki przez internet. Żeby nie płacić nic za przesyłkę trzeba było kupić książki powyżej jakiejś kwoty i właśnie o takiej "zapchaj dziurę" książce chcę dziś napisać.


Nie ma przypadków i nic nie trafia do nas bez celu.


Książka "W czym Huna może pomóc" Barbel i Manfred Mohr pomaga kształtować rzeczywistość za pomocą starej hawajskiej techniki Ho'oponopono (coś wyprostować, coś naprawić, droga do doskonałości). Wszystko jest jednością, my powołujemy rzeczy do życia. Każdy problem pochodzi od nas, a jego rozwiązanie tkwi w naszym wnętrzu. Porządkując swoje wnętrze powodujemy, że świat zewnętrzny uporządkuje się samodzielnie. Wszystko jest przenikającą wszystko energią. Sprawy zaczynają się układać we właściwym kierunku. Oczekuję najlepszego. Takie są założenia.



Mount Everest Celia Chang


A teraz technika:


Gdy masz z kimś problem: z szefem, sąsiadką, rodzicem, to zadaj sobie pytanie: Jeżeli bym postępował tak jak (ta osoba) to dlaczego bym tak postępował, gdybym tak postępował, co bym wtedy czuł. W jaki sposób przyciągnąłem daną sytuację do swego życia. Teraz czekamy aż pojawi się jakieś uczucie, od naszej podświadomości dostajemy wiele odpowiedzi. I wtedy mówimy (może być w myślach, jeśli robimy to np. w autobusie): kocham cię, wybaczam, przykro mi. Powtarzamy to bardzo dużo razy, aż poczujemy, że zmienia się nasz stosunek do tej osoby lub sytuacji.


W książce jest opisanych wiele przypadków, które są rozwiązywane na wykładach, na których jest 200-500 osób. Wtedy tych odpowiedzi jest wiele.


Jest też opisana technika serca, którą sama nieświadomie stosuję od roku. Jak masz jakiś problem to przyjmij to do serca i powiedz: kocham ten problem, daję mu całą moją miłość, dziękuję tej części mnie, która spowodowała ten problem, kocham to, kocham tamto. Mogę nieraz tak gadać pół dnia, im częściej się to robi tym lepiej. Wypróbowałam wczoraj tę technikę u lekarza. Ktoś mnie prosił o lek sterydowy na skórę, a sam nie ma ubezpieczenia. Więc poszłąm do mojej przychodni i czekając przed drzwiami powtarzałam w myślach kocham cię, przykro mi, kocham cię. Chyba ze sto razy, bo czekałam 10 minut. Nie miałam pojęcia jak zagadać, żeby lekarz dał mi receptę na ten lek. Gdy weszłam i poprosiłam o receptę, to lekarz tylko spytał po co mi to, a ja, że potrzebuję. Tylko spojrzał i wypisał. Nie widział żadnych zmian na skórze, ale ja powiedziałam to takim tonem, że zrobił to co chciałam. Tę metodę stosuję też jak mam iść na pocztę. Nie wiem kto będzie mnie obsługiwał, ale załatwienie spraw przebiega szybko (a jest to najgorsza poczta w okolicy). Jak o tym nie pamiętam, to prostą sprawę załatwiam najmniej pół godziny.


W książce opisane są też inne metody, ale ich nie zdążyłam sprawdzić. Nie mogę dać fotki książki, bo już powędrowała do mojej przyjaciółki. Ona ma problem z teściową, z córką, z mężem i z sobą, więc jej była ta książka bardziej potrzebna.


Na rozpoczęciu olimpiady symbolicznie pokazano, że wszyscy ludzie niby są rozdzieleni, a jednak są razem. To był pomysł ze zniczem.


Czy wszyscy już to wiedzą?



 

01/08/2012

Robin Gibb - rak okrężnicy

Robin Gibb był jednym z braci, którzy od 1958 r. tworzyli zespół Bee Gees. Każdy chyba widział "Gorączkę sobotniej nocy" - to ich muzyka.



źródło: Robin Gibb, left, with his brothers Barry, centre, and Maurice, in 1979. Photograph: AP


Ignorował objawy choroby przez 3 miesiące. Uważał, że ma zgagę lub skurcz żołądka. Gdy poszedł w końcu do lekarza, ten powiedział mu, że ma nowotwór i godzinę życia. Potraktował Robina jak zwykłego człowieka, a to przecież niedopuszczalne. Rak był ogromny, więc został szybko usunięty. Pomyślał, że jak czegoś nie ma to choroba znika. Owszem objaw znika, ale nie przyczyna.


U niego choroba najpierw zaatakowała jelita, czyli nie pozbywał się z życia tego co zbędne. Zapalenie okrężnicy informuje o zbyt wymagających rodzicach, poczuciu przygnębienia i klęski, silna potrzeba uczucia. To był klucz do źródeł jego choroby. O rodzicach nic nie wiem, ale zespół tworzyli bracia, więc całą rodzina musiała być zaangażowana. (Podobnie było u Jacksonów). Był przygnębiony po niespodziewanej śmierci 2 braci. Nie umiał się z tym pogodzić. Szkoda mu było pieniędzy na terapię, nie miał też przyjaciół, z którymi mógłby o tym pogadać i wyrzucić z siebie żal. W wywiadach mówił: "Nigdy nie otrząsnąłem się po śmierci brata."


Zbagatelizował sygnały z ciała więc choroba rozwijała się dalej i zaatakowała wątrobę – złość, gniew, wściekłość. A wystarczyło trochę nad sobą popracować, znaleźć w sobie trochę miłości i zmienić w sobie te negatywne cechy. Ale po co, skoro sam mówił: "Czasem myślę, że wszystkie te nieszczęścia, które dotknęły moją rodzinę, to swojego rodzaju karmiczna zapłata za naszą fortunę. Andy odszedł tak młodo, a mój brat bliźniak zmarł z dnia na dzień. Uważam, że wszystkie gwiazdy płacą tę cenę. Ja płacę swoim zdrowiem. Większość nie ma życia osobistego, rodzin i tak naprawdę nie jest szczęśliwa. Wszystko dla sławy i sukcesu. Uważam, że jestem chory, bo stałem się sławny." Co za arogancja. On nie widzi w sobie nic złego, tylko szukał na zewnątrz, a przecież to on hodował raka. Potem była radioterapia, która zawsze uzłośliwia raka. Nie znam nikogo, kto by to przeżył.


Potem było już tylko gorzej, bo jego przekonania się nie zmieniły. Mówił: "Choroba i śmierć moich braci uświadomiły mi, że z każdego dnia trzeba czerpać garściami i robić to, na co ma się ochotę".


I robił. Silną potrzebę uczucia zaspokoiła młoda gosposia, z którą przez 5 lat miał romans. W 2009 r. urodziła mu córkę. Żona o wszystkim wiedziała, ale stwierdziła, że rozwód się nie opłaca, bo Robin i tak umrze. Żyli sobie razem w trójkącie, krzywdząc się nawzajem. Dla pieniędzy. Więcej Tu  Nie mogło się to dobrze skończyć.



Żadna choroba nie bierze się znikąd. Ciało nie choruje samo z siebie. To nie kara, tylko konsekwencja postępowania, myślenia i przekonań. Zbierasz to co posiejesz.


Sławni i bogaci tworzą w mediach nierealny świat. Dopiero jak umierają, to wychodzą na jaw różne brzydkie rzeczy i okazuje się, że są oni takimi samymi ludźmi jak wszyscy. Od czasu do czasu bywają muzykami, aktorami, artystami. Biedni ludzie bez przyjaciół. Tak są zaślepieni swoją wielkością, że nie dopuszczają do siebie myśli, ze też umrą.


Mam nadzieję, że ludzie analizując te przypadki chorób wyciągną wnioski i zaczną się uzdrawiać, a nie walczyć. Bo każda walka jest przegrana. A każdą chorobę można wyleczyć, tylko trzeba chcieć i mieć w sobie trochę pokory.

30/07/2012

Farrah Fawcett - rak odbytu

Wiele osób pamięta przepiękną aktorkę, która grała w Aniołkach Charliego w latach 80 tych. Gdy w 2006 zachorowała na raka zainteresowałam się jej przypadkiem. Starałam się zrozumieć dlaczego taka piękna kobieta zachorowała na tak straszny rodzaj raka.

 


Wg literatury, czyli doświadczeń, przyczyną tego raka jest niemożność uwolnienia się od tego co jest już niepotrzebne, żal za tym co było, który zżera od środka, ale też głęboko skrywana tajemnica.

Na początku wszystko do niej pasowało. Była w toksycznym związku z Ryanem O'Nealem, bliskim przyjacielem jej byłego męża Lee Majorsa. Tego związku nie akceptowała jego córka Tatuum. O chorych relacjach w tej rodzinie, molestowaniu, narkotykach i in. można przeczytać w autobiografii strzeszczonej pod tym linkiem (dla osób o mocnych nerwach):

http://film.wp.pl/idGallery,9464,idPhoto,302583,galeria.html

Co prawda po 18 latach się rozstali, ale w niej nie było zgody na to. Po nim nie ułożyła sobie życia. Gdy ujawniła swoją chorobę Ryan do niej wrócił i wspierał ją. Więc pomyślałam, że ona mu wybaczyła, więc powinna wyzdrowieć. Zawsze jest tak, że jak ustali się przyczynę choroby i ją przepracuje to choroba znika na zawsze. A u niej nic takiego się nie stało. Dziwne.

Jak to jest, że znani i bogaci myślą, że są odporni na choroby ludzkości, że im nic nie może się stać. Ich pieniądze im nie pomogą, a wręcz przyciągają kłopoty i oszustów. A już upublicznienie ich walki z chorobą, pisanie książek czy filmowanie, tylko przyśpiesza ich odejście z tego świata. Nie ma w nich pokory. Pod koniec jej choroby był taki moment, że nawet chcieli się pobrać z Ryanem, ale już nie zdążyli. I wtedy okazało się, że ona mu nigdy nie wybaczyła, bo w testamencie nie zostawiła mu nic. Szok, dla niego i dla mnie. Szkoda, że nikt jej nie powiedział, że pielęgnowanie uraz przybliża do śmierci.

On też jest niezłe ziółko. Chorował na białaczkę, ale nie zmądrzał, więc choruje teraz na raka prostaty. Myślę, że mężczyźni będą coraz częściej chorować na tego raka, bo źle traktują kobiety. Tak jak mój tata, niby kocha a poucza, jemu wydaje się, że wie lepiej co jest dla mojej mamy dobre. Czasami nie wytrzymuję i mówię wprost, dlaczego choruje i dlaczego zbliża się do śmierci. Na jakiś czas pomaga i jest lepiej. Ale czy można zmienić swój charakter jeśli się samemu tego nie chce, a robi się to ze strachu? Jedyny plus to strach przed chemia, bo wiadomo, że po tym to już na pewno do piachu.

Na tym świecie jest tak, że jedni umrą na raka, a inni we własnym łóżku. Każdy przecież musi w jakiś sposób odejść z tego świata.

Śmierć jest sprawiedliwa, dosięgnie każdego, bez względu kim jest i ile ma.

 

25/07/2012

Złota myśl = moja myśl

Ostatnio dużo czytam i natykam się na różne wypowiedzi, które spokojnie mogłyby być moimi. A nie są ;)


 Dlatego też, żeby mi nie zaginęły tworzę nową kategorię wpisów. Będą to wypowiedzi różnych ludzi, które są wg mnie mądre, prawdziwe, pouczające, inspirujące, ważne.


 


Kto patrzy tylko na zewnątrz, śni,


Kto zwraca się swojemu wnętrzu, budzi się.


 


Carl Gustav Jung



 


 

21/07/2012

Energia podąża za uwagą

A uwaga podąża za energią.


Takie jest prawo uniwersalne.


Gdy rok czy 2 lata temu byłam świadkiem wypadku, to byłam zdziwiona rekcją ludzi. Chłopak biegł do autobusu i została przez niego przejechany. Wyglądał masakrycznie, pełno krwi i pękniętych kości. Zanim się to wydarzyło widziałam ok. 10 osób. Po wypadku pojawiło się ok. 200 osób znikąd. Uwaga ludzi poszła tam gdzie się coś działo.


Energia podąża za uwagą. O tym wiedzą zwłaszcza ludzie z tv. Dla nich najważniejsze jest, żeby o nich mówić, nie ważne dobrze czy źle. Ważne, żeby było zainteresowanie, karmią się energią ludzi. To wszyscy wiedzą. Każda miernota pokazana w tv jest zasilana uwagą/energią. Na krótko staje się znana i popularna, ale ponieważ jest miernotą to szybko znika. Chyba, że znowu zrobi coś nietypowego wtedy powraca na ekran. Jest to trochę niebezpieczne dla tej osoby, bo uzależnia się od energii zewnętrznej. Dlatego też niedobrze jest mówić np. o swej chorobie, bo ludzie nieświadomie zasilają ją energią i chorzy umierają. Zainteresowanie nieraz szkodzi zamiast pomagać.


Wszystko jest energią, wiedzą już to fizycy.



Ostatnio ta energia się zagęszcza. Akcja reakcja. Gdy niedawno pisałam o srokach, ten sam temat był w tv o srokach w .Krakowie. Gdy pisałam na jednym forum o Napoleonie, to na zupełnie innej stronie pojawił się art o tym samym. Po moim wpisie o halo Słońca, pojawiły się teksty o tym zjawisku w sieci. Nie ma takiej możliwości, żeby czytać wszystko. Więc to chyba ja przyciągam/zauważam akurat to co mnie interesuje. Ostatnio zastanawiałam się nad nauką języka chińskiego. I w programie lokalnym usłyszałam, że nauka tego języka latem jest hitem. Gdy na studiach oblałam pierwsze dwa egzaminy, to chciałam zrezygnować. Tylko zastanawiałam się dlaczego oblałam, skoro gorsi ode mnie zdali. I przypomniałam sobie, że przed egzaminem myślałam o tym, czego nie umiałam z myślą, żeby mnie tego nie pytali. Wchodziłam i dostałam właśnie te zagadnienia. Na poprawki poszłam nie ucząc się tylko myślałam przed wejściem o tym co umiałam najlepiej. I zdałam :)


Od zawsze mam dziwną przypadłość. Gdy wchodzę do pustego sklepu, za mną po 1-2 minutach pojawiają się ludzie. Wiele razy słyszałam, że powinnam dany sklep częściej odwiedzać, bo przyciągam klientów. Już o tym pisałam, że w jakiś sposób przyciągam obcych ludzi, nieświadomie. Gdy w pustym tramwaju ludzie siadają obok mnie to mnie śmieszy. Ale to chyba normalne, bo ludzie zachowują się jak stado, garną się do siebie. Od roku robię testy. Gdy usiadłam w parku na ławce, to po 2 minutach przysiadły się 2 inne osoby. Było tyle pustych ławek, a oni właśnie przysiedli się do mnie. Nie rozmawiałam z nimi tylko sobie poszłam. Gdy weszłam do pustej restauracji, to za mną przyszło kilka osób. Gdy stanęłam przed pustą witryną na głównej ulicy i rozmawiałam przez telefon, to obok mnie stanęły 2 osoby i patrzyły przez szybę na puste pomieszczenie. Naprawdę nie miały powodu stanąć obok mnie bo nic tam nie było. Tak się dzieje wszędzie, gdy wchodzę do pustych sklepów, biur itp. To po chwili robi się tam tłoczno. Od miesiąca miałam ochotę kupić sobie torebkę na lato, w kolorze szarym, niebieskim albo białym i żeby mieściła teczkę A4. Ciągle brak czasu i po drodze do i z pracy nic nie wpadło mi w oko. Najlepsze, że 2 stare torebki uległy zniszczeniu, w jednej zepsuło się zapięcie, a w drugiej pasek. Naprawdę potrzebowałam nową. Poszłam do pawilonu i zobaczyłam nowy sklep z butami i torebkami. Nie wchodzę do takich sklepów, bo tam jakościowo sa mierne towary. Ale weszłam i zaczęłam oglądać jedną torebkę. Sprzedawczyni przyniosła mi folder A4, żeby sprawdzić jej wielkość. Zadzwonił telefon i wyszłam ze sklepu. Stałam przed sklepem i gadałam. Do sklepu weszło 8 kobiet. Gdy skończyłam rozmawiać ponownie weszłam i nie mogłam się dopchać do torebki, którą oglądałam. Gdy powiedziałam do sprzedawczyni, ze przed chwilą było pusto, a teraz nie mogę się zastanowić co kupić, to stwierdziła, że chyba ja przyciągam ludzi. Rozśmieszyło mnie to, bo o tym wiem. Kupiłam w końcu białą torebkę, która jakby mnie wybrała i robiła wszystko, żebym poszła do tego sklepu i ją stamtąd zabrała. To brzmi śmiesznie, ale tak jest (nie piszę tu o wszystkich zdarzeniach).


Nie potrafię w dalszym ciągu tego wytłumaczyć, chociaż już ustaliłam:




  • nie jest to moja własna energia - charyzma, bo ci co skupiają się koło mnie nie są mną zainteresowani,




  • jest we mnie jakaś energia, bo elektryzuje klamki, baterie itp. nawet jak nie ma co mnie elektryzować.




  • mogę działać jak magnes, moje pole/aura się poszerza więc "zagarniam" ludzi, którzy do mnie pasują energetycznie,




  • działam jak czarna dziura, jestem wirem, który przyciąga ludzi nie zdających sobie z tego sprawy, po prostu są w pobliżu.







demotywatory.pl


Ciekawe jest to, że to przyciąganie działa tylko wtedy, gdy jest wywołane nieświadomie. Gdy zaczynam to zauważać to wszystko wraca do normy.


Dalej poszukuję odpowiedzi na to zjawisko, a znając działanie energii, na pewno to wyjaśnię. Dlaczego bez powodu wokół mnie robi się tłoczno? A może trafię na innych, którzy mają to samo i już znaleźli odpowiedź.





med-frequencies

06/07/2012

Sen i halo słońca

Dziwny sen miałam. Jak zwykle poszłam do hipermarketu po różne produkty spożywcze. Spotkałam siebie. Nie wiem kim byłam we śnie, ale ta napotkana "ja" powiedziała mi, że w tym sklepie nie ma jedzenia. Widziałam, że było. W każdym razie było to co ja i inni nazywamy jedzeniem. Posłuchałam jej-siebie i wyszłam, nic nie kupiłam. I spotkałam wróbelki, które przeniosły się z parku i z okolic mego bloku do marketu.


Teraz się zastanawiam, czy aby na pewno jedzenie jest nam potrzebne do życia. Przynajmniej dla mnie chyba przyszedł czas, żeby z tym skończyć;) Łatwo mi przychodzi niejedzenie, tylko po jakimś czasie nachodzą mnie obawy o zdrowie. Przecież jedzenie może sprzyjać zachorowaniom, ale też może wspomagać wyzdrowienie z choroby. Może niepotrzebnie się niepokoję.


Wczoraj obserwowałam kolejne ciekawe zjawisko: halo słońca. Aż dziwne, że wyszła mi fotka, bo nie wykadrowałam dobrze. Po kilku godzinach była burza.



Stare przysłowie mówi: "Halo wokół słońca lub księżyca, w lecie deszcz, w zimie śnieżyca." I to się sprawdziło.




29/06/2012

Tęcza

Ostatnio prawie codziennie widuję tęczę. To oczywiste, gdy pada a potem wychodzi słońce.


Raz tęcza może być mostem do lepszego świata,



a innym razem tęcza może być bramą



Bardzo dobrze widoczny był półokręg wewnętrzny, który był mocno fioletowy. Nie wyszło to dobrze na zdjęciach, bo natura najlepsza jest w realu.


Natura poradzi sobie z ingerencją człowieka, a człowiek sam ze sobą nie. W moim parku zauważyłam, że rośliny świetnie rosną wokół linii wysokiego napięcia.



Rośliny robią wszystko, żeby zneutralizować ich negatywny wpływ. Czyli nie walka, a przystosowanie.


Gdzie podziały się wróbelki???


Jeszcze w zeszłym roku przylatywały na mój balkon, a w tym roku nie widziałam ani jednego. Są tylko gołębie i sroki, które skrzeczą od samego rana. Podejrzewam, że to one wykosiły te maleńkie ptaszki.


Wszyscy przejmują się pszczołami, a nie zauważyli braku wróbelków w wielkim mieście.