30/05/2012

Zawsze Słońce, czasem deszcz

Zamawianie niewidzialnego parasola gdy pada deszcz idzie mi coraz szybciej. Nieczęsto mi się to zdarza, bo przecież jak pada to mam parasolkę. Ale nieraz nie mam. Gdy wychodziłam do pracy świeciło słońce i było ciepło. Nie oglądam tv więc nie wiem jakie są prognozy. Gdy wychodziłam z pracy zaczął padać deszcz. Nie miałam parasola. Wyobraziłam sobie parasol nade mną i nie zmokłam. To jest niewiarygodnie łatwe. Wystarczy poprosić i już. Zdążyłam wsiąść do tramwaju jak lunęło. Gdy wysiadałam znowu nie zmokłam, bo przecież miałam ten "parasol". Padało jakby obok.


Przypomniałam sobie, że od kilku dni nie zamawiałam rano wiatru, bo było ładnie. Ale zawsze mogę poprosić, żeby wyszło Słońce. I wyszło. Zza chmur, wiatru nie było. Potem pojawiła się tęcza, jak zwykle po takim deszczu. Aż chciało się klaskać nad tym cudem natury. Szkoda, że ludzie tego nie doceniają, tylko podziwiają dziwadła w tv.





Coraz bardziej upewniam się, że Słońce to nie jest zwykła kula ognia, planeta czy inne ciało niebieskie. Nasi przodkowie byli mądrzejsi, bo to wiedzieli. Symbole Słońca są wszędzie wyryte lub namalowane na najstarszych znaleziskach. Wydaje mi się, że Słońce to rozumna, duchowa istota. Mam jakąś dziwną więź ze Słoneczkiem, odkąd przez 366 dni świeciło dla mnie. Kiedyś myślałam, że nić aka łączy istoty po uprzednim dotknięciu. Teraz myślę, że wystarczy wyobrazić sobie tę nić i umacniać ją. W końcu mieszkamy w układzie słonecznym.


Nie zmokłam, ale nogi i tak musiałam umyć, bo jeszcze nie wiem jak ominąć mokre chodniki ;)))




24/05/2012

Figi

Uzupełniałam dzisiaj zapasy suszonych owoców na rynku. I pomyślałam, że kupię coś na co mam naprawdę ochotę, a właściwie nie ja tylko mój organizm. Ze zdziwieniem poprosiłam o figi, choć nie wyglądały najlepiej. Kupiłam 10 sztuk, czyli 21 dag.



Nie mogłam się powstrzymać i po drodze zjadłam dwie. Były pyszne, słodkie, miękkie, cudne. Ostatni raz figi jadłam chyba z 15 lat temu. Nie wiem dlaczego ich nie kupowałam.


Gdy wróciłam do domu natychmiast usiadłam do kompa, żeby sprawdzić co one takiego mają.


Oto co znalazłam.


Zalety fig:




  • posiadają dużo wapnia, zalecane dzieciom i kobietom podczas menopauzy,




  • dzięki niskiej zawartości fosforu ułatwiają utrzymanie prawidłowej równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie,




  • zawierają sporo potasu więc dobrze wpływają na serce i układ krwionośny,




  • zawierają znaczne ilości witaminy K, która trzeba uzupełniać po zażywaniu antybiotyków,




  • mają dużo błonnika, likwidują zaparcia, pomocne w leczeniu raka jelita grubego,




  • maja dużo magnezu więc wspomagają układ nerwowy,




  • mają duże ilości żelaza więc chronią przed anemią i osłabieniem,




  • nalewki są pomocne na ból gardła i duszności spowodowane astmą,




  • zawierają fitosterole więc mają zdolność obniżania syntezy cholesterolu,




Czegoś mi brakuje, ale nie chce mi się sprawdzać tego u lekarza. Szkoda czasu. Trzeba zacząć ufać sobie, wtedy człowiek będzie zdrowy. Przez ten remont kuchni jem byle co, byle gdzie, byle jak. Jeszcze tylko 2 dni i będę miała piękną kuchnię. I wtedy zaszaleję. Mam już szampana w lodówce ;)


A tu ciekawostki:


"Figowiec jest pierwszą rośliną, o jakiej wspomina Biblia – po tym, jak Adam i Ewa zjedli zakazany owoc i ujrzeli swą nagość, właśnie z gałązek figowca zrobili przepaski na biodra. W wielu kulturach figowiec i jego owoc są symbolami płodności i inicjacji. Dawano je do jedzenia egipskim kapłanom podczas ceremonii wyświęcenia, żywili się nimi pustelnicy. W Afryce Północnej do dzisiaj rolnicy przed rozpoczęciem orki składają na skałach figi, jako dar dla Boga.


Z kolei starożytni Grecy i Rzymianie uważali figi za wyjątkowo odżywcze i pokrzepiające. Młodych ludzi czynić miały silnymi i wytrzymałymi, a starszym pozwalały dłużej zachować młody wygląd i zdrowie. Z tego powodu stanowiły podstawę, jadłospisu atletów przygotowujących się do Igrzysk Olimpijskich oraz były pierwszym olimpijskim "medalem" dla zwycięzców." źródło:http://www.skworcu.com.pl/135,pl_figi-suszone-200g.html







21/05/2012

Kocham ...

Gdy jakiś czas temu postanowiłam otworzyć swoje serce i odczuwać miłość do wszystkiego stworzenia na ziemi nie myślałam, że tak łatwo i szybko to się stanie. Wystarczyło tylko postanowienie i dobre uczucia same się obudziły.


Kocham Stwórcę


Jest to największa moja miłość obecnie. Czuję głęboką, szczerą, czystą miłość do Boga, który mnie stworzył, wszystko zaplanował i pozwala mi żyć tu na tym świecie i doświadczać różnorodnych rzeczy. I teraz często czuję tą Siłę Sprawczą, tylko czasami dziwię się, że inni tego nie czują. Wystarczy chcieć i pewnego dnia się obudzić i już na zawsze jest się dzieckiem Boga. Tego prawdziwego, a nie tego znanego z Biblii, czy lekcji religii.


Ten mój jest bezgranicznie dobry, wszystkowiedzący, współczujący.


Kocham Siebie


Była to kiedyś miłość trudna. Próby samobójcze miały mnie wyzwolić z problemów tego życia. Dziękuję za to że były, bo teraz wiem, że to nie ja decyduję o swoim losie. Wtedy Los ingerował w mój wybór, który teraz wydaje mi się śmieszny. Wtedy taki nie był, bo wydawało mi się, że świat się zawalił i nie ma wyjścia.


Zrozumiałam, że w życiu konieczna jest równowaga między życiem duchowym i fizycznym. Urodziłam się w wielkim mieście i w tym kraju i to jest dla mnie dobre. Tu powinnam się realizować. Naprawdę czuję się w idealnym czasie i miejscu. Nie mam poczucia, że urodziłam się za wcześnie lub za późno. Jestem IDEALNIE W CZASIE I PRZESTRZENI. I to zasługa mojego Stwórcy, który zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim sercu. Moja Miłość jest bezgraniczna i pewna.


Uważam siebie za szczęściarę. Mam co jeść, dach nad głową, żyjących rodziców, dobrą rodzinę i przyjaciół, więc czego chcieć więcej. Nie myślę, że inni mają gorzej, tylko inaczej, co innego przerabiają na swej ścieżce życia.


Kocham Rodzinę


Jest to miłość zdrowa, nie zaborcza. Każdy ma wolność wyboru, do niczego nikogo nie zmuszam. Oczywiście, że było trudno do tego dojść. Ale to jedyne wyjście. Gdy czekałam na syna, aż wróci z imprezy czy meczu, a on nie wracał, to wydzwaniałam, denerwowałam się. I on mi wtedy powiedział, że uważa na siebie i że nie przeżyję życia za niego. Ile można się nauczyć od dzieci :) Wtedy odpuściłam. I tylko czasami modliłam się: Boże proszę czuwaj nad moim synem. A potem oglądałam w prasie na 1 stronie jego zdjęcia jak "wracał" z meczu. Każdy idzie swoją ścieżką, ma swój własny Los. Ja mogę tylko czuwać doradzać, ale nie wymuszać. Mam szczęście, że on jest moim synem, bo jest wyjątkowy. Jest to możliwe jeśli kochasz bezwarunkowo.


Z ojcem też miałam problem i to chyba od dzieciństwa. Zawsze dyrygował całą rodziną, a ja się nie dawałam, bo mam podobny charakter do niego. Była ciągła walka, bicie i wyzwiska. Wybaczyłam mu, że dla niego byłam głąbem i gadziną. Próbowałam zrozumieć go, bo przecież urodził się w czasie wojny, babcia pracowała, a dzieci chowała ulica, bez miłości. Więc skąd ma wiedzieć jak kochać. Kilka lat temu powiedział, że nigdy już nie wejdzie do mego domu. Powód był błahy, bo kwestionowałam wysokość, na której miała zawisnąć półka. Teraz to brzmi śmiesznie, ale wtedy nikomu nie było do śmiechu. Ja udawałam, że nic się nie stało, chodziłam do rodziców, składałam życzenia itp. Przez dwa lata faktycznie nie wchodził do mojego domu, czasami czekał na schodach na mamę. Aż kiedyś po prostu wszedł i już tak zostało. Nie było sensu udowadniać swojej racji, szkoda życia. Mogłabym napisać grubą księgę jak uzdrawiałam nasze relacje. Ale warto było.


Kocham Przyjaciół i Znajomych


Podobne przyciąga podobne – tak się mówi i to prawda. Kiedyś miałam dużo przyjaciół, tak mi się wydawało. Jednak w życiu jest dużo różnych sytuacji i okazało się, że przyjaciele odeszli, gdy nie mogłam im już w żaden sposób pomóc. Mam teraz jedną przyjaciółkę i dużo znajomych i to naprawdę mi wystarcza.


Kocham Maxa F.Longa i Williama H.Batesa


Kocham ich miłością platoniczną, bo obaj nie żyją. Ich wkład w mój wzrost jest dla mnie ważny. Dlatego zawsze ciepło o nich myślę, błogosławię ich i życzę ich rodzinom i potomkom wszystkiego najlepszego.


Gdyby nie praca pana Longa nigdy nie dowiedziałabym się o Hunie. Nie miałabym świetnego kontaktu z Ku i Long. Otworzył mi oczy na istotę ludzką i dzięki niemu wiem, że nigdy nie jestem sama. Zawsze mam z kim pogadać i się przytulić.


Dra Batesa pokochałam za jego drogę pod prąd. Nikt mi nie mówił, że z wiekiem pogarsza się wzrok. Uświadomiła mi to koleżanka, bo podobno wszyscy w pewnym wieku noszą okulary. A ja nie i musiałam dowiedzieć się co ja robię, że nie pogarsza mi się wzrok. I trafiłam na tego geniusza, który uważał, że ludzie nie muszą, a nawet nie powinni nosić okularów. Napiszę kiedyś o tym człowieku, bo mu się to ode mnie należy.


Kocham polityków


Naprawdę dziękuję Bogu, że są i postępują tak jak postępują. Wiem, że ja taką nie chce być i jestem wdzięczna, że to nie moi rodzice ani znajomi, że nie mam z nimi nic wspólnego.


Patrzę na nich jak na ludzi, którzy mają swoje rodziny.



Np. z dłoni premiera widać, że dzieciństwo to miał straszne, nakazowo-zakazowe, ciągle się czegoś bał. Łamano jego wolę, nie miał poczucia bezpieczeństwa. Taką ma drogę życia. O każdym można coś powiedzieć, ale nie żeby usprawiedliwiać tylko zobaczyć w nim człowieka. Bo przecież człowiekiem jest przez całe życie, a premierem tylko chwilę. Zupełnie nie widzę różnicy między politykami różnych partii. Im wszystkim chodzi o kasę i władzę, nie ma różnic. Wiedza jest na dłoni ;) Podłe postępowanie polityków wynika często z trudnego dzieciństwa. W dorosłym życiu odbijają to sobie. W gruncie rzeczy to nieszczęśliwi ludzi.


Nikt nie jest w stanie wzbudzić we mnie nienawiść, bo w moim sercu nie ma po prostu na to miejsca. Jest w 100% wypełnione miłością.


Kocham rośliny i zwierzęta


Chyba dzięki roślinom pokochałam Stwórcę. Drzewa i kwiaty są tak doskonale wymyślone i zaprojektowane, że żaden człowiek by tego lepiej nie zrobił. Zawsze fascynuje mnie skąd nasionko wie jak ma rosnąć, skąd wie gdzie jest światło, przecież nic nie widzi. A potem wyciąga "szyję" do światła. Ostatnio zasiałam pietruszkę, żeby mieć świeżą natkę i mogę patrzeć jak ona rośnie i podziwiać. Wystarczy tylko trochę wody.


Co zasiejesz to zbierzesz.


Zasiałam pietruszkę i wyrosła pietruszka:)



Ze zwierzętami jest trochę inaczej. Nie popieram trzymania ich w domach, w schroniskach, ogrodach zoo itp. Dla mnie to niewola i więzienie. Gdyby właściciele usłyszeli co "mówią" ich pieski i kotki ;))) Zresztą maniacy od zwierząt są dziwni i omijam ich z daleka, nie pasujemy energetycznie do siebie. Ale darzę ich miłością uniwersalną.


Kocham Świat


Naprawdę czuję, że ten świat jest piękny. Tyle nam daje, że tylko brać i się cieszyć. Codziennie budzę się rano i dziękuję Bogu, że mam kolejny cudny dzień, że będzie słoneczko, że wszystko co mnie dzisiaj spotka jest dla mojego dobra. Naprawdę tak jest. Każda "porażka" po czasie okazuje się naszym zbawieniem i pomaga nam wzrastać. Każde spotkanie z innym człowiekiem pomaga nam. Wieczorem błogosławię dzień, który minął. Taki rachunek sumienia, czy aby źle o kimś nie pomyślałam, czy wszystko robiłam z miłością. Jeśli nie (a to często) to przeżywam jeszcze raz trudną sytuację i staram się zrozumieć drugą stronę, dlaczego postąpiła tak a nie inaczej. Wtedy zasypiam "czysta". Nie potrzebuję do tego żadnej religii, tylko utwierdzam się w niezachwianej wierze w Boga.


Czasami jest fajnie. Nie słucham prognoz pogody, bo się nie spełniają. Zamiast wydawać kasę na instytuty powinni kupić szklaną kulę, na jedno wyjdzie. Gdy wychodzę z domu z przeświadczeniem, że będzie ładnie, to moja pewność jest taka, że jak nawet będzie padało a ja nie mam parasola, to idąc w deszczu nie zmoknę. Pisałam już o tym chyba 2 lata temu. Widok jest niebywały, tak jakby ktoś nade mną zatrzymywał deszcz. Jeśli już jest nieładnie, to krótko, bo mi się lepiej żyje jak jest widno i ciepło. Ciągle nad tym pracuję.


W końcu mój świat jest taki, jak go sobie wymyślam – IKE.




13/05/2012

Rak prostaty - mój tata c.d.

W notce o raku nerki pisałam, że choroba zniknęła – do czasu. Uciekła przed nożem i się przyczaiła. Przez 6 lat wszystko było w porządku, rodzina zdała egzamin z miłości. Widocznie było zbyt dobrze, bo mój tata znowu zaczął dyrygować moją mamą i nami. Wszystko mu przeszkadzało (niezadowolenie!), wszystko było zrobione nie po jego myśli. Oczywiście on to robił z miłości, tylko to było jego zdanie. Moja mama nic się nie odzywała, tylko robiła co on chciał. Usiłowałam jakoś go nakierować na właściwą drogę, ale on był mądrzejszy. Na koniec lata 2010 wszyscy dowiedzieliśmy się, że ma raka prostaty. Nie znam szczegółów, ale miał go na pewno. Objaw, który można było zauważyć to częstomocz. Przez kilka lat pracował na tę chorobę. Klasyczny książkowy przykład. Rak nerki niczego go nie nauczył, więc ma kolejnego.



Moi rodzice chyba w Jastrzębiej Górze. Kochający się od zawsze.Tata jeszcze nie wiedział, że za 5o lat będzie miał raka.


Mieliśmy już doświadczenie, więc nie było pytań w stylu: dlaczego mnie to spotkało? Jest choroba, to trzeba ją zaakceptować i się z nią zmierzyć. Nie było żadnej walki czy wojny. Znalazłam w necie ciekawą kurację sokiem z granatów, wydrukowałam i dałam mamie. Sok z granatów ma działanie przeciwutleniające i badany był na wielu uniwersytetach, gdzie potwierdzono jego skuteczność też w leczeniu arteriosklerozy. Dałam rodzicom też karty do Makro i Selgrosu, żeby kupowali taniej te owoce. Przez całą jesień rodzice kupowali całe skrzynki. Właściwie odżywiał się tak samo, ale zakazałam im jeść pasztetową. Mieli takie przyzwyczajenie, ale teraz w tym produkcie jest tyle soli, że nie powinno się tego jeść. Ziół żadnych nie pił, tylko codziennie ten sok i to nierozcieńczony. Przez ok. pół roku do operacji. Raz mama kupiła gotowy w kartonie, ale nie było porównania z prawdziwym, za słodki i dziwny. Siostra kupiła im wyciskarkę do cytrusów, nic drogiego.


Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie wyleczy raka, ale na pewno wspomoże. Bo trzeba działać szeroko. Ojciec robił badania i nowotwór się zatrzymał, ale on chciał go chirurgicznie go usunąć. Może nie miał cierpliwości, nie mnie to osądzać. Wtedy dowiedzieliśmy się, że poprzedni ordynator łapownik umarł. A nowy ordynator nie bierze łapówek, ani żaden lekarz na tym oddziale. Naprawdę świetny lekarz, udzielał wyczerpujących informacji o stanie guza, o operacji i ewentualnych powikłaniach. Z takim podejściem długo pożyje. :)


Mama prosiła mnie, żebym zobaczyła w kartach czy tata przeżyje operację. Nie musiałam, wystarczyło popatrzeć na aurę – jeśli umrze to na pewno nie teraz. Lepiej to sprawdzić na początku choroby, bo nieraz jest tak, że ludzie przecież na coś muszą umrzeć i taki rak im pomoże w odejściu z tego świata. Ojciec musiałby się bardzo starać, żeby umrzeć, ale machina została wprawiona w ruch. Dałam mamie do przeczytania kolejną książkę, żeby też pracowała, ale wiem, że ojciec też ją czytał, ale czy zrozumiał.



Nie prosiła mnie o modlitwę więc się nie modliłam za niego. Zaprzestałam modlitw w intencji różnych osób bez ich wiedzy, bo zmieniał się przez to mój los (karma). Nie moją sprawą jest cudze życie, choć mnie może się wydawać, że mogę pomóc. To mi się tylko wydaje, a ludzie wcale nie chcą pomocy. Idą własną drogą.


Mama, siostra i ja miałyśmy grafik kto kiedy będzie w szpitalu, żeby nie chodzić razem, tylko żeby zawsze ktoś u niego był. Termin operacji został dobrze wybrany (nie nów i pełnia;)), kwiecień 2011 r. Wszystko się udało. Był jeszcze w szpitalu z 10 dni, żeby wszystko się podgoiło. Ordynator przyprowadzał studentów i mówił, że goi się lepiej jak u młodego mężczyzny. A jak miało być? Skoro tyle miał w sobie tego soku z granatów. ;) Oczywiście nikt nawet nie pomyślał o chemii. W leczeniu raka ważny jest system odpornościowy i ułatwienie ciału samoleczenia. Można organizm tylko wspomagać i nie przeszkadzać.


Prostata związana jest z męskością. Facet uświadamia sobie, że czas upływa i nie jest w stanie dłużej robić tego co by chciał. Trzeba przestać odgrywać rolę maczo i zacząć być sobą. Nie poddawać się presji seksualnej, zaakceptować poczucie starzenia się, siwe włosy. Ostatnio się wkurzył, że do mnie szedł 15 minut przez park, a kiedyś 8. Ciężko jest akceptować upływający czas. Łatwo powiedzieć, trudniej zastosować i powiedzieć to ojcu. Obcemu zawsze łatwiej. Mój ojciec to babski król, on jeden i 3 kobiety w domu. Jak pracował to był szefem kobiet. Dobrze się dogaduje z kobietami. Więc taka choroba to dla niego wyzwanie.


Próbowałam delikatnie mu to przekazać, ale chyba nie zrozumiał.


Potem pojechali jak zwykle na działkę, choć nosił ze sobą worek na rurce. Nieciekawy widok, ale my wszyscy to zaakceptowaliśmy i nie patrzyliśmy się specjalnie, żeby się nie krępował. Proces zdrowienia był błyskawiczny, ale soku już nie pił. Dałam im jeszcze art. o pestkach moreli, ale mama stwierdziła, że niepotrzebny. Za to korzysta ze wskazówek ojca Grande Majewskiego, też w necie jest sporo na ten temat. Trochę inaczej gotuje. Więcej teraz kaszy, fasoli, kminku, kapusty, cebuli i sami robią kefir. Pychota. Mam to skopiowane w pdf i ciągle rozdaję znajomym, co chcą, a nie umieją znaleźć w necie. A czy stosują to już nie wiem.


Latem pojechaliśmy do nich w odwiedziny. Mało mnie szlag nie trafił, jak usłyszałam, że mama dała niewłaściwe szklanki na stół i stół ma stać gdzie indziej, i mamy inaczej siedzieć przy stole. Powiedziałam mu, żeby tak mamą nie pomiatał. A on na to, że on tylko żartuje, ale powinno być tak zrobione jak on chce. Wtedy mu powiedziałam, że przez to zachorował 2 razy i niedługo może znowu mieć raka. Nie wolno ludźmi pomiatać, bo to nie miłość. Gdy znowu mi coś odpowiedział usprawiedliwiając się, to mu powiedziałam, że ja nie choruję a on tak. Zamknął się i nie zauważyłam, żeby wrócił do starych praktyk. Naprawdę z bliskimi to jest ciężko, obcemu można wygarnąć prosto z mostu, co robi źle i jak ma nad sobą pracować. Nie po to kilka lat uzdrawiałam nasze relacje, żeby teraz sobie przeszedł na drugą stronę.


Właśnie minął rok od operacji i wszystko się unormowało. Teraz gdy zauważę, że ma ochotę kogoś poniżyć lub kimś dyrygować, to natychmiast zareaguję i nie będę miła. Mam dość powtarzania tej samej lekcji. Trzeba się uczyć na błędach, a nie ciągle je popełniać.

12/05/2012

Diety = choroby

W kartach Illuminati jest kilka związanych z dietą. Karty te trafnie opisują naszą rzeczywistość i wiele można się z nich dowiedzieć i nauczyć.


 


Cokolwiek piszę na tym blogu, wynika z moich własnych obserwacji.


I dlatego uważam, że stosując jakąkolwiek dietę organizm w końcu się zbuntuje i ciało zachoruje. A dlatego, że ciało to doskonała maszyna. Od urodzenia wie jak funkcjonować, jak kichać, płakać, ziewać, połykać itd. Każdy człowiek wie jakie ma potrzeby, co i kiedy powinien jeść. Dlaczego później tego nie robi?


Powinniśmy uczyć się od małych dzieci. Dziecko zje tyle ile mu się chce, żeby funkcjonować, rosnąć. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby syn zjadł całą butelkę mleka, choć przyznaję usiłowałam mu wmusić więcej niż chciał. Rodzice sami psują dzieci, używając jedzenia jako kary albo nagrody. Krzywdzą w ten sposób swoje dzieci. Uczą związku jedzenia z emocjami. Jak ci smutno to chodź na lody! Jak bywałam chora to mama zawsze kusiła mnie jakimiś słodkościami, a ja podczas choroby zupełnie nie miałam apetytu na nic. Gdy dziecko się skaleczy, to mamusia da na pocieszenie cukierka.


Złe nawyki żywieniowe (jak to brzmi?) kształtują też televizja i dietetycy. Są nawet 5 letnie studia na temat różnorodnych diet. Ci ludzie później mówią ci co powinieneś jeść a co nie. Zabijają twój instynkt. Powinieneś sam odkryć jaką jesteś osobą i co ci służy. Możesz jeść tylko śniadanie, albo tylko kolację, albo co 2 godziny coś. Gdy poprzedniego dnia byłeś na bankiecie, to na pewno do kolacji następnego dnia nie będziesz głodny. Nie wmuszaj śniadania, bo na pewno nie wyjdzie ci to na zdrowie, gdy jeszcze nie wszystko strawione. W tv w każdym programie porannym są ludzie, którzy coś gotują. Wygląda to ładnie, ale jak gasną światła to wszystko ląduje w śmieciach. Kiedyś spróbowałam co upichciła była misska w markecie i mi wystarczyło. Kolejność posiłków tez jest szkodliwa. Urodziłam się na Śląsku i w mojej rodzinie słodkości zawsze się je na początku każdej imprezy. A w restauracjach je się przystawkę, potem danie główne i deser. Dziwne. I szkodliwe.


Gdy ktoś ci mówi: "trzeba jeść 5 posiłków dziennie", "najważniejsze jest śniadanie", "nie jedz po 18", "przez żołądek do serca" – to UCIEKAJ. Ta osoba nie chce twojego dobra. Ona chce tobą manipulować. Masz jeść jeszcze więcej konserwantów, polepszaczy, barwników, a najlepiej przez cały dzień nie wychodź z kuchni.


Książki kucharskie przynoszą milionowe dochody. A jeszcze większe dochody przynosi leczenie grubasów, zmniejszanie żołądka, suplementy i odtłuszczone produkty, które są w 100% sztuczne. Najpierw kusić śmieciowym jedzeniem, a potem z tego leczyć.


 


To ogromny biznes. On przynosi komuś kasę, a tobie chorobę. Przestań słuchać tęgich kucharek z tv. One dopiero zajadają emocje. Ich powiększone wątroby widać najpierw. I to powinno wysłać do ciebie czerwony sygnał. Teraz jest zdrowa żywność w sklepach eko, natura, green. To w reszcie sklepów jedzenie jest trujące?! Przed euro całe polskie jedzenie było zdrowe i dostępne. A teraz jak chcesz zdrowo zjeść to idź do eko sklepu. Sprytne. Lubię owoc pod nazwą marchewka.;)


Liczy się tylko kasa. Nie bez powodu wszystkie eko są zielone. Zielony kolor to pieniądze. A na zdrowym żarciu można duuużo zarobić. Jak starasz się o pracę to na rozmowę nie zakładaj nic zielonego. Od razu widać, że zależy ci tylko na kasie :)



Ostatnio modny jest wegetarianizm, weganizm, frutarianizm. Niby takie zdrowe, a coraz więcej ludzi tak się odżywiających umiera. Bo to nie w jedzeniu jest przyczyna. Wystarczył rzut oka na piramidę i ilości posiłków.


 


W ciągu doby nie potrafię zjeść kilkanaście razy kanapki lub coś tam. Próbowałam jeść tylko surowiznę i ciągle było mi zimno. Gdy jadłam sałaty i owoce, to ciągle burczało mi w brzuchu. Ile trzeba zjeść zielska, żeby napełnić żołądek? Z ta wodą to też ściema. Człowiek, który mało się rusza, leży na kanapie nie potrzebuje tyle wody, bo to obciąża nerki.


 


Ja wiem, że chodzi tu o nie zabijanie braci mniejszych. Ale to przecież ingerencja w potrzeby ciała. Dlaczego to świadomość ma o tym decydować co potrzebuje ciało? Wegetarianie często gardzą ludźmi, którzy lubią jeść białko zwierzęce. I te negatywne emocje niszczą ich ciała. Nie pomoże im nic, trawa tu nie pomoże. Niektórzy kucharze gotują mięso, ale informują, że z ekologicznych hodowli. Hipokryzja. Każda śmierć pachnie tak samo. Przecież jagniątko nie idzie z kwiatami i ze śpiewem na rzeź. Każde zwierzę czuje zbliżającą się śmierć, nawet jak znienacka je zabijesz.


Żeby rozregulować organizm człowieka trzeba skierować jego uwagę na potrzebę jedzenia. Zrobić z tej potrzeby pierwszorzędną. Bo przecież bez jedzenia człowiek umiera. To kłamstwo. Są ludzie, i jest ich coraz więcej, którzy nie jedzą i świetnie się mają. Nie trzeba nawet mieszkać w Indiach i być joginem. Zresztą teraz już medytacje już nie działają tak jak kiedyś. Polecam obejrzeć film.



Myślałam, że przecież w Afryce tyle ludzi ginie z głodu. Co powoduje, że jedni mogą żyć bez jedzenia, a inni nie. Myślałam, że jest to świadomość. Wystarczy, że ktoś świadomie postanowi nie jeść i już. Może tak. Tylko moje doświadczenia są inne.


Moja mama zawsze mi powtarza, że moja siostra uratowała mi życie. Gdy przestałam jeść mleko matki, to za nic nie chciałam jeść mleka zwykłego. Mama chodziła ze mną do lekarzy, którzy przepisywali mi bardzo drogie leki na apetyt. Robili mi badania, które wykazywały, że jestem zdrowa. To dlaczego nie jem? W końcu trafiliśmy do lekarza, który kazał mamie nic nie robić. Przecież świadomie się nie zagłodzę. Mam na to dokumenty, książeczki zdrowia z wpisami. Moja siostra urodziła się 18 miesięcy po mnie. I wtedy gdy mama robiła jej butelkę to ja zaczęłam też jeść. Może nikt mi nie powiedział, że powinno się jeść i dopiero musiałam zobaczyć inne dziecko pijące mleko z butelki. Po latach mogę powiedzieć, że ja przecież oddychałam, więc czerpałam pożywienie z powietrza, czyli żywiłam się czystą maną. Miałam gdzieś kalorie i wytyczne. Może źródło tej "umiejętności" jest w genach, albo mam tak zaprogramowane komórki, że mogę nie jeść i żyć. I chyba to jest bliższe prawdy.


To doświadczenie z dzieciństwa zaważyło na całe dorosłe życie. Bardzo łatwo przychodzi mi niejedzenie. Waga waha się wtedy -2 kg. Wystarczy, że pooddycham sobie świadomie kilka minut i czuję się najedzona. Tylko co ja zjadłam? Powietrze? A ile to kalorii?


Ciężko jest wrócić do słuchania swego ciała. Na stronie inedii wyczytałam kiedyś, że jak poczujesz głód to zastanów się na co masz ochotę, co byś zjadł. I ja czekałam 2 dni i na nic nie miałam ochoty. Zaczęłam w końcu jeść cokolwiek, bo przecież mogłam umrzeć (chyba). Kobiety mają łatwiej, bo mogą przypomnieć sobie okres ciąży i zachcianki. W 8 miesiącu jadłam codziennie po 2 pączki, nie mogłam się opanować. Wszyscy mówili, że to niedobrze dla dziecka, a ja miałam wyrzuty sumienia, że szkodzę nie tylko sobie, ale i dziecku. Kiedyś zjadłam 2 łyżki musztardy za cały dzień. To były czasy. Moje ciało i ciało maleńkiego dziecka we mnie dyktowało co mam jeść. Gdy urodziłam, to położna powiedziała, że mam rajdowca. Gdy się zdziwiłam, to powiedziała, że dawno nie widziała tak doskonałej krwi u dziecka.


Jeśli chcesz być zdrowy to ważny jest UMIAR i RÓWNOWAGA. Jedz naprawdę mało, bo statystyki mówią, że ludzie z niedoborami kalorii żyją dłużej. Należy też zachować równowagę. Jeśli przyjdzie ci ochota na smażoną wątróbkę to ją zjedz. Będziesz zdrowy. Najgorzej to odmawiać sobie gdy ciało woła ;) Słuchaj ciała, a nie grubasów w tv.


Chcesz być zdrowy, to zapomnij słowo "dieta".


Przypomnij sobie co do ciebie mówi twoje ciało.

06/05/2012

Choroby nerek

Zanim pojawi się rak, najpierw jest choroba. Nie przegap tego sygnału. Masz czas, żeby zmienić swój los.


Nie ma przypadków. To że zachorowałeś na raka, to sobie na to "zasłużyłeś". Każdy chciałby mieć gotowy lek na raka. Czegoś takiego nie ma i nie będzie. To ogłupianie ludzi. Szukanie leku na raka naprawdę nie ma sensu. Lek jest tam gdzie choroba – wewnątrz człowieka, a właściwie w jego psychice, myślach. Natura jest mądra. Nie można latami bezkarnie robić czegoś niewłaściwego.


Większość nowotworów daje wcześniej sygnały. Jeśli je zignorujemy to po jakimś czasie mamy raka.


Choroby nerek – niezadowolenie i krytyka innych


Jeśli bezustannie jesteś niezadowolony z siebie, z męża, dziecka, pracowników, szefów itd. to po jakimś czasie zaczniesz chorować na nerki. Jeśli nadal krytykujesz innych, usiłujesz ich zmienić, bo ty wiesz lepiej, to zwykła choroba zmieni się w raka. Bo nie posłuchałeś pierwszego sygnału. Pracuj nad tym. Gdy pojawi się myśl, żeby komuś dopiec to weź głęboki oddech i powiedz coś miłego. Każdego dnia znajdź coś pozytywnego, niezadowolenie niszczy, zjada cię od środka. I tak postępował mój ojciec. Bezustannie krytykował mamę, mnie, moją siostrę i kto się nawinął. Taki miał sposób bycia. Jego znajomi umarli na chemię, a nie na raka, więc mój ojciec nie poddał się chemii i jeszcze żyje.


Z książek Tombaka zapamiętałam jedną rzecz, choć teraz nie ze wszystkim się zgadzam. On dzieli ludzi na leniwych i pracowitych. Leniwi czekają na pomoc innych: lekarzy, bioterapeutów, oddają to co mają najcenniejsze – swoje zdrowie - w ręce obcych ludzi. Pracowici chcą pomóc sobie sami, chcą poznać prawdziwe przyczyny swej choroby. Jak nie wiedzą jak, to szukają. Szukają drogi do zdrowia, a nie czekają na cudowną tabletkę. Po latach wiem, że nie tylko odżywianie i sposób życia powoduje choroby. To naczynia połączone, więc leczenie też musi być kompleksowe. Tak leczą w Chinach.



Lekarze wiedzą, że chemia i naświetlania są nieskuteczne. Przykładem był Religa, który nie poddał się temu sposobowi leczenia. Tylko zapomniał, że choroba hodowana latami nie zniknie sama. Trzeba nad tym pracować.


Niektórzy myślą, że ich "to" nie spotka. Dlatego tak często na raka chorują artyści i politycy. Oni myślą, że są wyjątkowi. Brak im pokory. Dlatego nic nie robią i umierają.


Ostatnio możemy przekonać się, że sama dieta nie pomaga w zdrowiu. Umarł Steve Jobs choć być wegetarianinem, a nawet frutarianinem (stąd jego firma Apple). Zmarł wczoraj weganin Adam Yauch, założyciel Beasty Boys. Na raka zmarł też Oshawa, twórca makrobiotyki. Jedzenie "zdrowe" nie uchroni cię przed rakiem.


Każdy idzie własną drogą, nie ma dwóch takich samych przypadków, są podobne. Nie każdemu można pomóc. Każdy z nas kiedyś umrze, jedni na jakąś chorobę inni w wypadkach. To nieuniknione. Zawsze będzie dla nas za wcześnie, bo tyle mamy planów. Dlatego warto żyć dniem dzisiejszym, a plany są po to, żeby je zmieniać i nie przywiązywać się do nich. Nie można pomóc ludziom, którzy o to nie proszą.


Bardziej wierzę ludziom, którzy wyzdrowieli i napisali o tym książkę, niż lekarzom, którzy nie mają sukcesów.


Moja ulubiona zasada Huny: PONO - skuteczność jest miarą prawdy. Jak coś nie działa to po co to stosować.


 Życzę Zdrowia Wszystkim Myślącym Ludziom :)


 




05/05/2012

Rak nerki - mój tata

Ok 12 lat temu mój tata zachorował na raka nerki. Oczywiście nie nagle. Od kilku lat bolał go "żołądek", był senny, nie miał na nic siły. Chodził do lekarki, ale ona przepisywała mu coraz to droższe leki, które nie pomagały. Pił duże ilości wód mineralnych Jana i Zubera, bo to podobno miało mu pomóc. Ohyda. Powiedziałam mu, żeby zmienił lekarza, bo się przekręci. Zrobił to i został wysłany na badania. I prawie natychmiast po odbiorze wyników dostał skierowanie do szpitala.



mój tata w wojsku, kiedy mnie nie było na świecie i jeszcze nie wiedział na co zachoruje za 40 lat


Wtedy zaczęłam się interesować chorobami, dlaczego jedni chorują, a inni nie, od czego to zależy. Dlaczego jedni zdrowieją, a inni nie. A najbardziej interesowałam się tzw. "cudami", jak to określali lekarze. Już wtedy wiedziałam, że są 3 metody leczenia raka:




  1. chirurgia




  2. chemioterapia




  3. rentgenoterapia.




Wiedziałam też, że te metody leczą skutki a nie przyczynę. Wtedy znałam tylko Tombaka, więc moi rodzice przeczytali 3 jego książki. Ojciec pił różne mieszanki ziół, które przygotowywała mu mama, jadł potłuczone skorupki jajka, wykonywał proste ćwiczenia, które opisywał Tombak. Cała rodzina go wspierała. Dobrze, że nie zadawał głupich pytań w stylu: dlaczego mnie to spotkało? Miał raka i zaakceptował to, ale oczywiście się na niego nie godził. Zaczął myśleć jak żyć. Najgorzej rokują ci, którzy rozpaczają, nienawidzą tej choroby, albo udają, że jest niegroźna i ją bagatelizują. Jak masz katar to nie ubolewasz, że zachorowałeś tylko ciepło się ubierasz, leżysz w domu, albo łykasz tabletki lub coś tam wkraplasz do nosa.


O chemii nie było mowy, bo nieskuteczna. Wszyscy znajomi, którzy chorowali na raka, zmarli po chemii. Dziwna metoda jak dla mnie. Jak można ludziom wstrzykiwać truciznę i oczekiwać, że nie umrą. To makabryczny żart, który powinien być zakazany.


Ojciec bał się o swoje życie i dlatego zgodził się na usunięcie nerki, bo już nie pracowała. Organizm powoli był zatruwany. Nie przeszkadzało mu, że matka lekarza umarła na raka nerki. W jaki sposób ten lekarz miał wyleczyć mego ojca z raka skoro nie pomógł swojej matce? (ten ordynator zmarł kilka lat temu na raka nerki!) Dlaczego nikogo to nie dziwiło? Ale to nie ja byłam chora. Operacja się odbyła, oczywiście po wręczeniu dużej łapówki. W takiej sytuacji nikt się nie targuje, tylko płaci.


Dość szybko po operacji ojciec wyjechał do lasu na działkę i dalej stosował różne receptury z książek Tombaka. Kontakt z naturą, spokój, zdrowe żywienie zrobiło swoje.


A ja zaczęłam zastanawiać się dlaczego on zachorował akurat na tego raka. Powiedziałam mu, że jak przeszedł na emeryturę to jakby przeżył rozczarowanie. Całe życie pracował na kierowniczym stanowisku, był niezastąpiony. Mówiłam mu, że jego życie straciło sens, bo już teraz nie musi rano wstawać do pracy, nie musi się z nikim spierać, za nikogo odpowiadać. To takie zagubienie i szukanie nowego sensu życia. Oczywiście mówił, że wcale tak się nie czuje. To po co jeszcze przez pół roku jeździł do starej pracy? Myślał, że jeszcze go potrzebują? Na jego miejsce przyszedł inny człowiek. Nie jest głupi, więc zaczął nad tym myśleć i szybko znalazł sobie nowe zajęcia. Odpuścił i pogodził się z upływającym czasem. Choroba minęła, wszystko wróciło do normy.


Do czasu.


 




03/05/2012

Deep agent

Fascynująca karciana gra Illuminati ciągle mnie zadziwia. Można powiedzieć, że bardzo przypomina życie i wygląda na to, że nasze życie to gra przez kogoś zaplanowana i realizowana.


Znalazłam ciekawą kartę.



Przypomniało mi się, że wiele razy widziałam ludzi, którzy układali palce rąk w ten właśnie sposób. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać wszystko jak leci. Mam czas, bo za tydzień przychodzą panowie remontować mi kuchnię. Więc oglądam wszystko po kolei, zmieniając kanały i wynoszę z kuchni wszystko do pokojów i na balkon.


Nie zdawałam sobie sprawy ilu prezenterów i dziennikarzy lubi obnosić się z tym gestem. Najwięcej w tvn, ale też pan z galileo ostatnio wziął się za reklamę atomówki. Znani i lubiani są wykorzystywani do przekonywania ludzi do różnych rzeczy. Skoro kogoś lubisz i wydaje ci się, że go znasz, to po jakimś czasie może ci sprzedać trefny produkt, a ty go kupisz.


Czy to rzeczywiście agenci? Czy ich zmanipulowano, żeby manipulowali ludźmi? Wszystko jest możliwe na tym świecie. Nie ma nic zakrytego, wszystko jest jawne, tylko trzeba umieć patrzeć i wyciągać własne wnioski.


Kiedyś czytałam wiele blogów, odwiedzałam wiele stron. Ale po jakimś czasie z ciekawej strony robi się mierna. Ja wiem, że ludzie się zmieniają, ale zupełnie zmieniać poglądy, nawoływać do dziwnych rzeczy to już mi się nie podoba. Na początku przyciągają wielu ludzi, by potem robić wodę z mózgu. Nic nie jest dane raz na zawsze.


To tak jak z fałszywymi nauczycielami. Najpierw słuchasz ich nauk, myślisz jaki to mądry człowiek, a potem dowiadujesz się, że to kłamca i oszust, który poza kilkoma w kółko powtarzanymi zdaniami nie ma nic do powiedzenia.



źródło: demotywatory.pl

29/04/2012

Choroba palców stóp

Od dawna fascynują mnie choroby, a najbardziej łatwy i szybki sposób ich uleczenia. Bez leków i medyków.

Opiszę co spotkało moją mamę.

Miesiąc temu zaczęły ją boleć palce u lewej stopy. Były bolesne przy dotyku i miała problem z założeniem buta. Po 2 dniach wzięła maść propolisową i posmarowała bolące palce. Na drugi dzień palce spuchły, że nie dało się założyć buta, a chodzenie było niemożliwe. okazało się, że maść była dwa lata przeterminowana i stąd chyba taka reakcja. Przez kolejne dwa dni piła wapno. Ale było coraz gorzej. Po tygodniu wybrała się do lekarza, który przepisał jej środek przeciwbólowy i jakiś antybiotyk. Poszła do apteki, wykupiła leki i przyszła do mnie. Zapytała co piszą w moich książkach na te temat. Z ciekawości, bo przecież ma tabletki.

Zajrzałam do jednej i powiedziałam jej, że ból palców u nóg to niewielkie trudności dotyczące przyszłości, z którymi nie można sobie poradzić. Zawsze gdy ktoś narzeka na nogi to robię się czujna, bo to źle wróży, jak się nic nie robi.

Powiedziałam jej, że czegoś się boi, ale nie są to wielkie rzeczy, raczej błahostki, ale uciążliwe. Żeby się wyleczyć powinna się zastanowić co to może być i zaakceptować je jako coś normalnego. Nie wszystko wychodzi w życiu tak jakbyśmy chcieli. Każdy ciągle doświadcza czegoś nowego i ciągle się uczy. Nie mamy wpływu na wszystko i należy się z tym pogodzić i zaakceptować to.

Powiedziała, że chyba się domyśla o co chodzi, ale mi nie powie. Rozumiem ją, bo nie o wszystkim mówi się dzieciom i rodzicom.

Poszła do domu. A na drugi dzień zadzwoniła i powiedziała, że zastanawiała się nad tym, poszła późno spać. A rano nic ją nie bolało, opuchlizna znikła, a nie zdążyła wziąć tabletek. Na wszelki wypadek weźmie antybiotyk, bo przecież niemożliwe, żeby przeszło na zawsze. Ta niepewność jest zrozumiała. Trzeba wielu uzdrowień, żeby nie tylko uwierzyć, ale zdobyć pewność, że najlepszymi lekarzami jesteśmy my sami. Bo tylko nam zależy na tym, żeby wyzdrowieć.

Teraz może założyć obcisłe buty, choćby takie jakie założyła Sarah Jessica Parker w 2010 r. ;)))

autor: S.Lovekin/Getty Images

Nie w stylu mojej mamy, ale ładne ;)

Minął miesiąc, a po chorobie nie ma śladu. Boli tylko wątroba od antybiotyku. Ale organizm sobie z tym poradzi, tylko potrzeba czasu. Wykupione leki trzeba połknąć, bo przecież nie mogły się "zmarnować".

19/04/2012

Marzenie trudne do spełnienia

W grudniu, jak co roku, wypowiadam życzenie. które ma się spełniać codziennie. Dwa lata temu było: codziennie widzieć słoneczko. Do kwietnia codziennie choć na chwilę słońce świeciło dla mnie. Inni tego nie widzieli, a ja tak. Taka manipulacja pogodą :)


W tym roku miało być wietrznie, po to, żebym widziała niebieskie niebo. Gdy są chmury to wypowiadam jeszcze raz życzenie:


Wietrze wiej, chmury rozwiej.



źródło: Wind - Colin Stasiuk


I często chmury znikają. Ale nie zawsze. Zastanawiałam się dlaczego nieraz muszę czekać na bezchmurne niebo 2 dni. To nie do pomyślenia. ;)


Kilka dni temu moja mama usłyszała jak wzywam wiatr i powiedziała, że ona właśnie chce coś odwrotnego. Moi rodzice mają antenę satelitarną i jak wieje wiatr, to mają zły odbiór tv i ktoś musi ponownie ustawić antenę. Moja siostra też nie lubi wiatru, bo ma dom wolnostojący i jak wieje to może porwać dach.


Tak więc moje życzenie ma trudności w spełnieniu się codziennie. Choć w tym roku jest więcej wietrznych dni.


Muszę pomyśleć jak zmodyfikować moje życzenie, bo naprawdę mam dość tego kożucha, nie widać słońca ani niebieskiego nieba. Może skierować uwagę na samoloty, które zostawiają "pianę".


I tak to jest. Marzenia spełniają się szybko jeśli nie są przeciwko innym ludziom. Gdy ludzie marzą o przeciwnych rzeczach to marzenia się nie spełniają. Jeden modli się o wodę, bo mu roślinki ładnie rosną. a inny boi się powodzi i mamy konflikt interesów.


A może zostawić w spokoju pogodę. Pomyślę nad tym.


13/04/2012

Ból kolana

Na początku lutego br. Zaczęło boleć mnie prawe kolano. Gdy chodziłam po prostym, nie było problemu. Jednak, żeby zejść po schodach musiałam się nieźle starać, żeby z nich nie spaść. Schodziłam jak małe dziecko po jednym stopniu z dostawianiem nogi. Wchodzenie to też był koszmar. Z zewnątrz kolana niczym się nie różniły, a jednak prawe bolało jak cholera. Po 3 dniach już tak bolało, że zaczęłam szukać pomocy. Do lekarza nie poszłam, bo niepotrzebne mi było zwolnienie, a po poprzedniej wizycie i perspektywie dożywotniej choroby kręgosłupa, nie miałam zaufania do umiejętności lekarza. Dostałabym tabletki przeciwbólowe, a choroba rozwijałaby się dalej.


Oczyma wyobraźni widziałam siebie z laseczką, albo na wózku. Więc musiałam działać szybko. Zajrzałam do kilku moich książek i znalazłam przyczynę.


Ból kolana = nie chcę się przed czymś ugiąć.


Kolana symbolizują dumę i "ego", schorzenia - niezdolność do ugięcia się, lęk, nieelastyczność, nieustępliwość. Czyli jest coś do czego nie chcę się przystosować i czemuś się poddać. Cała ja ;)


Teraz najważniejsze: trzeba znaleźć coś takiego w życiu co by do tego pasowało. Pierwsza myśl: mnie to nie dotyczy, nie ma niczego takiego w moim życiu. Tak mam zawsze. Gdy się poważniej zastanowiłam to znalazłam.


U jednego klienta miałam kontrolę i nie zgadzałam się z jej wynikami. Kontrola zaczęła się przed świętami, a zakończyła w połowie stycznia. Czułam, że ja mam rację, ale mój klient powiedział, ze on się na wszystko zgadza i nie chce problemów. Ja jednak jestem mądrzejsza i napisałam odwołanie. Dziwiłam się, ze ludzie sami z siebie dążą do gnojenia innych, zasłaniają się durnymi przepisami, nie rozumiałam celu ich postępowania. Nie chciałam odpuścić. I wtedy pomyślałam, że cmentarze są pełne ludzi, którzy mieli rację i nie chcieli odpuścić. A potem znalazłam to zdjęcie ze zbiorów dra Malczewskiego z Raciborza.


 


I postanowiłam wyzdrowieć.


Zaczęłam mówić do swojej podświadomości, że ja już nie upieram się, odpuszczam, nie będę się odwoływać, kary nie było, więc może było łatwiej. To pracownik urzędu musi żyć ze świadomością swojego postępowania, ale przecież mnie to nic nie obchodzi. To jego życie. A moje zdrowie sama niszczę. Wymyślałam różne usprawiedliwienia, dlaczego zmieniam swoje myślenie. Cel miałam jeden – wyzdrowieć. Przez kilka dni w każdej wolnej chwili, przekonywałam siebie – podświadomość (KU), że poddaję się i wszystko dzieje się dla mojego dobra. Urabiałam moje ego, że ja już jestem elastyczna i trzymanie swoich poglądów niczego dobrego nie przynosi. Naprawdę robiłam to szczerze i w to uwierzyłam. Po 3 dniach ból zniknął, niespodziewanie. I bezpowrotnie.


Kolejna choroba wyleczona u źródła. Minęły już 2 miesiące i kolano jest w porządku. Nawet zaczęły śmieszyć mnie reklamy jakichś środków na stawy, na kręgosłup itp. Ludzie myślą, że jak będą je brać to choroba zniknie. Tak, zniknie w jednym miejscu, żeby pojawić się w innym. Przyczyna każdej choroby jest w głowie i tam najpierw trzeba szukać.


Nie dziwi mnie teraz jak widzę starszych ludzi z laskami. Gdyby odpuścili swoje przekonania, przyzwyczajenia z lat młodości, laski poszłyby w kąt. A tak będą cierpieć do śmierci, bo tabletki i maście nic im nie pomogą. Nawet nie wiedzą, że uleczenie jest blisko, bo w nich samych. Wystarczy tylko zmienić swoje myślenie.


Czasami mam wrażenie, że ludzie lubią chorować, że jest im to do czegoś potrzebne. Gdy ktoś choruje na raka i mówi, że walczy i nienawidzi swojej choroby, to wiem, że umrze. Bo nie chce wyzdrowieć, on chce walczyć. A ciało karmi nienawiścią, zamiast miłością.


To Miłość uzdrawia.

22/03/2012

Człowieczeństwo

Ostatnio zastanawiałam się nad tym co znaczy człowieczeństwo, co to znaczy być ludzkim i jakie są najbardziej charakterystyczne cechy ludzkiej natury? Dla istoty obcej, która nagle pojawi się w naszym świecie, cechą ludzi, która najbardziej rzuca się w oczy jest samozagłada.


Bycie ludzkim to zniszczyć, upokorzyć i zabić drugiego człowieka. I to wszystko zgodnie z prawem ludzkim, nie boskim, uniwersalnym. Zaczyna się od zabijania życia w łonie matki, pospolity mord nazywa się aborcją. Potem maleńkie dzieci są pozbawiane opieki matek, bo one chcą się realizować i robić karierę. Czasami dzieci się bije, gwałci i morduje, a potem udaje, że nic się nie stało. Starsze można porwać i zdeprawować, a potem zabić. Bezkarnie można zabijać na wojenkach. Wmawia się nam, że żołnierze jadą z misją pokojową, a tak naprawdę jadą zabijać dla kasy i jeszcze się przy tym dobrze bawią. Celują w tym żołnierzyki amerykańskie, o czym dowiadujemy się ze zdjęć i filmów, które nagrywają dla potomnych. Starych ludzi też łatwo można się pozbyć stosując ukrytą eutanazję. Ludzką cechą jest też pozwalanie, aby inny człowiek wegetował bez środków do życia, zabierając mu większość z tego co zarobił. Wystarczy tylko stworzyć stosowne przepisy i już.

Ten obraz jest dobrze widoczny dla kogoś z zewnątrz, takiego ufoludka. My żyjąc w tym świecie powoli się uodparniamy na zło i często zła nawet nie widzimy, a nawet się na nie godzimy w imię świętego spokoju. Nie jest dobrze.

Człowiek ma wyjątkową umiejętność ożywiania materii. Jadąc do pracy mijam wiele starych domów, starych rozpadających się fabryk. Pamiętam jak pracowali w nich ludzie i jak tętniły życiem. A teraz w ciągu kilku lat rozpadają się, bo nie ma w nich ludzi, jest tylko kurz i postępująca ruina.

Czy człowiek zapomniał, że ma serce, a może zapomniał do czego to serce służy.

 


Tylko energia miłości może nas uratować. Ciągle mamy czas, żeby się zmienić, nie jest za późno. Wystarczy tylko chcieć.

Czy jeszcze można powiedzieć: Człowiek to brzmi dumnie. A z czego tu być dumnym. Gdy kobiety udają mężczyzn, a faceci zakładają peruki, robią sobie makijaż i chodzą w szpilkach. To oni teraz tworzą prawo dla wszystkich. Ze związku 2 facetów dzieci nie będzie, czy o to nam chodzi? Dlatego jest tak jak jest. Aż ktoś powie DOŚĆ, aż wszyscy powiemy DOŚĆ.

Ludzieee! Bądźmy ludźmi.

17/01/2012

Noś długie włosy

Jednym z pierwszych filmów, jakie obejrzałam na YT w tym roku był wykład A.Głoba na temat łysienia. Jego ojciec mawiał: mądre włosy opuszczają głupią głowę. ;) Włosy używane jako antena nie wypadną, a jeśli się ich nie używa to są niepotrzebne i wypadną. Zaleca wcieranie miodu i masaże.
Odebrałam ten temat jako żart, jednak po namyśle stwierdziłam, że coś w tym jest.
Nowonarodzonym dzieciom nie obcina się włosów przez rok, bo wtedy lepiej się chowają, nie chorują i są bystre. Nie wiem czy ktoś w to wierzy, ale ja tak robiłam i znajome też. Tak na wszelki wypadek.
Uważa się, że włosy są przedłużeniem systemu nerwowego i pełnią rolę wyrafinowanych czujników lub anten, które transmitują olbrzymią ilość ważnych informacji do rdzenia kręgowego, układu limbicznego i kory mózgowej. Włosy emitują też energię elektromagnetyczną z mózgu do świata, a można to zobaczyć na fotografiach Kirliana.
Wszyscy starożytni wojownicy nosili długie gęste włosy i faktycznie mieli zadziwiające umiejętności. Czy to byli Indianie, Samuraje czy Wikingowie.



Kobiecie długie włosy niosą honor i może się nimi okryć. Gdy w życiu kobiety dzieje się wielka zmiana to obcina włosy, na znak odcięcia się od przeszłości. Wtedy antenki nie działaja, bo potrzebne jest wyciszenie. Dlatego mnisi tybetańscy to łyse pały, nic ich nie rozprasza w modlitwach. Tylko czy te modlitwy gdzieś docierają? Ludzie bez włosów mają osłabione związki z innymi ludźmi (to fakt znany mi z mojego życia) i są sfrustrowani. Dla faceta łysinka to obraza, wstydzi się tego, zaczesuje, to stres.
W wojsku amerykańskim robiono testy sprawnościowe poborowych. Dopóki mieli własne włosy to byli świetni, a już po ogoleniu głów ich umiejętności znikały. Ale nie chodzi przecież, żeby żołnierze myśleli samodzielnie. Oni mają wykonywać rozkazy.





Informatycy i bystrzy studenci też mają długie włosy. A naukowcy to już obowiązkowo.



Z wiekiem włosów ubywa, bo nie chcemy używać antenek, nic nam się nie chce, więc są niepotrzebne.

Dalila obcięła Samsonowi włosy i ten stracił swą moc i zginął.


Mam długie włosy, bo lepiej się czuję. Czasami je przycinam i nie zauważam różnicy. Na pewno nie spróbuję obciąć się na łyso. Kocham te moje antenki.

Może nie wszystko to prawda, ale coś w tym jest.



Na koniec filmik.





13/01/2012

Ręka rękę myje

Coraz dziwniejszy jest świat w którym żyjemy. Wiadomo, że każda decyzja powoduje pewne konsekwencje. Jeśli dzieje się to na szczeblu urzędowym to konsekwencje dotyczą wielu ludzi.
Jak donoszą mendia od poniedziałku ruszają kontrole skarbowe w miejscowościach wypoczynkowych. Będą kontrolować wystawianie paragonów z kas fiskalnych. Jakie to ważne dla życia ludzi.
O kasach fiskalnych można wiele pisać, a warto by sprawdzić firmy produkujące te nikomu niepotrzebne dziwa. Coraz więcej podmiotów musi od pierwszego dnia działalności stosować kasę, a wielu tego nie robi. W maleńkich kioskach, gdzie sprzedają papierosy kas nie ma, bo sprzedawców, często emerytów, na to nie stać. Urząd może zwrócić 700 zł wydatku za kasę, ale taki człowiek musi prowadzić firmę minimum przez 3 lata. Inaczej będzie musiał oddać tę ulgę. A gdy nie da rady przeżyć roku?
Na początku przegląd kasy trzeba było robić 2 razy do roku. Kosztowało to 50 zł netto. Potem ktoś podjął decyzję, żeby przeglądy były raz do roku. To kosztowało już 100 zł netto. W zeszłym roku wprowadzono przepis, że nie trzeba drukować osobnej rolki dla urzędników. To kasowcy wymyślili szerokie paragony i płaci się za rolkę takiego papieru tyle co za dwie poprzednie. Na ryneczku gdzie robię zakupy był jeden sprzedawca warzyw, który miał kasę. Wytrzymał tydzień, a teraz się nie wychyla i nic nie drukuje. Po 3-4 latach zapełnia się pamięć i trzeba ją wymienić, albo kupić nową kasę. Za to już nikt nic nie odda. Ten biznes się świetnie kręci. Ciekawe do czego jeszcze namówią rządzących. Kogo będą usiłowali zniszczyć, za wyjatkiem świętych krów.
Druk deklaracji podatkowych to też niezły biznes. Większość ma już naście wersji. Za każdą wersję druku trzeba było zapłacić za projekt, a potem za wydruk milionów sztuk. Stare druki szły na przemiał. Pamiętam akcję (świetnie sterowaną) usunięcia z deklaracji daty urodzenia, bo jest pesel. Słusznie. "Wymyślono" odpowiednie deklaracje, po to by po roku wróciła i data ur. i pesel. Teraz deklaracje są dostępne w internecie. Ale są też spryciarze co sprzedają druki za sms lub jakieś abonamenty. Bezpłatne deklaracje, które można sobie wydrukować, albo wypełnić i wydrukować są na stronie e-deklaracje.gov.pl. Nowe druki na 2012 r. pojawiły się dopiero  10 stycznia, ta robota jest coraz trudniejsza. Ciekawa jest informacja PIT-11, którą każdy pracujący dostanie od swojego pracodawcy. Wersja 18 jest ważna od 2011-01-01 do 2011-12-31, a wersja 19 od 2011-01-01 ?!:) zamiast od 2012-01-01. Nic wielkiego, ale skoro tam jest niechlujstwo to nie dziwmy się niczemu.
O kontrolach utrudniających pracę już wiele napisano. Inspekcje pracy sprawdzają akta osobowe, w których musi być odpowiednia ilość oświadczeń i zbędnych papierków, sprawdzają też godziny pracy, umowy, bo to oni powiedzą ci jaką umowę wolno ci zawrzeć z pracownikiem i za ile. Teraz trzeba produkować aneksy, bo zmieniło się najniższe wynagrodzenie. Co z tego, że w kodeksie pracy w art. 18 napisano, że ważniejsze są postanowienia prawa pracy jeśli są korzystniejsze niż umowa. Więc jeśli w umowie wynagrodzenie ustalono na minimalne to oczywiste jest, że nie może być inne. Pracownicy nawet nie chcą podpisywać takich aneksów, bo im to wisi. Muszą dostać minimalne i już. Takie jest prawo i koniec. A urzędnicy wystawiają mandaty za brak takiego aneksu. Kuriozum. W małych firmach trzeba zaprosić jakiegoś bhpowca, który przyniesie ponad 20 oświadczeń i zapełni akta. Dostanie za to kilka tysięcy zł i nie da rachunku. Kiedyś spotkałam takiego bhpowca w zusie czy w pipie jak zamawiał kontrolę w "swoim" zakładzie, a potem "uprzedził" o kontroli przedsiębiorcę, bo ma takie znajomości. Ważne, żeby biznes się kręcił. Dlatego wypadki są i będą, bo nie zależą od ilości papierów. Każdy pracownik przecież podpisze, że był przeszkolony ze wszystkiego. Dla "świętego spokoju" wszyscy się na to godzą, bo jak podskoczysz to dopiero zacznie się jazda. Na rynku farmaceutycznym to dopiero się dzieje. Znajomi korzystają, a reszta niech płaci.
Każdy na swoim podwórku obserwuje takie rzeczy, widzi i nic nie robi, albo jeszcze w tym uczestniczy.
Powstał system wzajemnych powiązań i bezsensownych działań zwanych pracą. A oni nic nie wytwarzają.

Kto przetnie tę pajęczynę wzajemnych powiązań?

Czy to będzie koniec starego świata?

Czy wszystko zniknie i będzie normalnie, prościej?

Jeśli tak to nie mogę się już doczekać.

A może są też ludzie, którzy nie nakręcają tej sieci?

12/01/2012

Kaszel, katar i poduszki

Mamy fajną pogodę, a wiele osób choruje. Może to przez brak mrozu i brak słońca. Dlatego chciałabym podać niezawodny sposób na niechorowanie.


Gdy poczujemy, że czujemy się źle, łamie nas w kościach, mamy dreszcze itp, to zróbmy sobie gorącą herbatę owocową (malinową, z róży, czarnej porzeczki), wypijmy i idźmy do łóżka. Obojętnie która to będzie godzina. Należy spać do oporu, nawet 12 godzin. Ważne jest, żeby zareagować jak najszybciej. Gwarantuję, że przeziębienie odejdzie. Nie należy brać żadnych tabletek. Osłabiony organizm nie ma siły zwalczać infekcji i na dodatek wypełniaczy w tabletkach. Człowiek jest tak skonstruowany, że sam sobie poradzi, tylko nie przeszkadzajmy mu.


Często dzieci nie chorują, ale mają katar i kaszel, trudno im spać, budzą się w nocy, a potem dostają wysokiej temperatury i choroba rozwija się. Gdy pojawia się katar to należy zebrać wszystkie poduszki jakie są w domu i położyć dziecko spać na wysokości. Głowa musi być wysoko, minimum 45 stopni wyżej niż reszta ciała. Spać należy prawie na siedząco. Gdy leżymy płasko to wydzielina z nosa zalewa nam gardło i utrudnia oddychanie. To samo dotyczy kaszlu, bo wydzielina z oskrzeli i płuc zamiast zejść niżej to idzie do gardła. W ten sposób pomagamy nie tylko dzieciom, ale też dorosłym. jest to sposób naszych babć, ale także pielęgniarek ze szpitali chorób płuc. Tak się też pomaga w zapaleniu płuc. 



źródło: dom.forto.pl


Życzę zdrowia :)

07/01/2012

Sens życia

Gdy mam za dużo wolnego czasu, albo sytuacja życiowa jest napięta, gdy stoję na rozdrożu, gdy młodzi ludzie umierają, to zadaję sobie pytanie o sens życia. Przed snem intensywnie o tym myślałam i oczekiwałam odpowiedzi od wszechświata. Dostałam odpowiedź, ale od mojej babci, którą ledwie pamiętam, bo zmarła dawno. Przyszła do mnie we śnie. Ale chyba mi się nie śniła, tylko miała do mnie dostęp, bezpośrednio do mojego jestestwa. Jakkolwiek to brzmi taka jest prawda.

Wiedziałam, że to moja babcia, choć wyglądała inaczej, piękniej i młodziej. Była taka promienista i zadowolona, wyrozumiała i dobra, miła i wybaczająca. Mogę wymienić jeszcze milion takich cech, które od niej biły. Powiedziała: doświadczaj, a właściwie to słowo pojawiło się w mojej głowie.

Gdy miałam wątpliwości o co chodzi, to ich nie wypowiadałam tylko myślałam o nich i w moim umyśle pojawiały się odpowiedzi zanim pomyślałam o co chcę zapytać. Coś jak telepatia, tylko szybsza i globalna. Nie do pojęcia, a co dopiero do wytłumaczenia. Ogromna ilość słów, czy wyjaśnień wkładała w moją głowę w ułamku sekundy. Taki transfer danych hiperszybkiego kompa.

O czymś takim marzę, ale na jawie. Móc porozumieć się ze wszystkimi istotami, ale nie poprzez naukę różnych języków. Nie wypowiedziałam jeszcze tego marzenia, a tu dostałam tego próbkę.

W skrócie powiem co zostało mi włożone do głowy, ale może wszystkiego nie pamiętam, więc będę edytować ten post, jak mi się coś jeszcze przypomni.

To są odpowiedzi na moje pytania i wątpliwości, które pojawiały się w trakcie „przekazu”.

Żyj i doświadczaj znaczy tyle, żeby jak najwięcej rzeczy doświadczać, w każdej sekundzie życia, bo życie na tej planecie jest takie krótkie, jestem szczęściarą, że tego doświadczam w tym fizycznym ciele i w tym miejscu i czasie. Doceń to. Nieważny jest rozwój duchowy, bo to nic nie znaczy, równowaga jest najważniejsza. Musisz wiedzieć jak to jest robić dobre uczynki i złe uczynki. Twój wybór i ocena, nikt cię nie ocenia, to ty oceniasz kiedy się lepiej czujesz. Czy zabijanie jest przyjemne, co czujesz wtedy, co inni o tobie wtedy myślą, jak cię oceniają, czy musisz poddawać się ocenie.

Czy twoja dusza rośnie czy się kurczy ze strachu. Co powiedzą inni nie jest ważne, inni są po to, żeby cię spychać z drogi, jak nic nie robisz tylko idziesz z prądem życia. Wybieraj, a każdy twój wybór jest dobry, cokolwiek zrobisz. Tylko rób. Chcesz być „dobra” to bądź, chcesz krzywdzić ludzi to rób to. Sama się ocenisz. Jak będziesz robiła pierdoły, to zostaniesz sprowadzona na właściwy tor. Użyj wiedzy. Wszystko jest zaplanowane, jeśli myślisz, że możesz robić co chcesz to się mylisz. Dostajesz znaki, że nie jesteś sama i jest plan, i to dla każdego. Nie przesadzaj w niczym – równowaga. Kochaj i bądź kochana, bo to ci bardziej pasuje. Wiesz już to :) Nic na siłę, wbrew sobie. Nie kombinuj, nie usprawiedliwiaj siebie i innych. Wiesz już dużo, wszystko co ci jest potrzebne.

Jest to może dość chaotyczne, bo nie piszę o swoich pytaniach i o tym co mnie spotkało w życiu, a na to dostawałam odpowiedzi. Jest to bardzo osobiste, więc nie mogę jeszcze tego pojaśnić. Znam wiele osób, które „rozwijając się duchowo” zaniedbują rodzinę, pracę, wydają majątek na podróż do Indii, a to nie jest dobre. Tak przeczuwałam. Równowaga, nie krzywdź siebie i innych. Albo krzywdź, aż zrozumiesz co masz robić i co jest dobre dla ciebie.
Po tym spotkaniu czuję się raczej jak zepchnięta z drogi, ale jeszcze nie trafiłam na właściwy tor. Zmienia to moje poglądy na wiele spraw.

Mam żyć więc muszę to przetrawić.


01/01/2012

Przyzwyczajenia, nawyki

Cudowne słoneczko i bezchmurne niebo powitało mnie dzisiaj rano. OK, nie było rano, było południe gdy się obudziłam, ale to bardzo miły początek nowego roku.


Przez cały ubiegły rok szlifowałam swoją osobowość przez zmianę swoich nawyków. Nałóg miałam tylko jeden, ale go zlikwidowałam już dawno. Gdy dowiedziałam się od M.F.Longa, że za nałogi odpowiada Niższe Ja (podświadomość, Ku) to postanowiłam zlikwidować nałóg palenia. Przecież nie będę zależna od NJ. W końcu kto tu rządzi. Umówiłam się z Ku, że na jakiś czas przestaniemy palić. Ustaliłam dzień i wypaliłam wszystkie papierosy w domu. Ponieważ nie podałam terminu niepalenia, trwa to już 12 lat.


Teraz przyszedł czas na testowanie mojego NJ w innych nawykach. Edukacja NJ polega na pokazaniu: kto rządzi. Nie mogę nic narzucić, mogę tylko codziennie robić to co w moim (ŚJ) mniemaniu jest dobre. Zaczęłam od każdej czynności, którą codziennie wykonuję i za każdym razem robię ją inaczej.


Np. zakładam najpierw raz lewy but, następnego dnia zakładam prawy, a jeszcze innego dnia oba buty naraz. To loteria. Inne czynności, jak czesanie, mycie zębów, zamykanie drzwi itp. - robię w różny sposób każdego dnia. Do pracy mogę jechać jednym tramwajem, ale teraz wsiadam w to co pierwsze przyjedzie i się przesiadam. Z klatki mojego bloku powinnam skręcić w prawo, ale czasami skręcam w lewo. Nadrabiam ok. 100 m, ale to Ja decyduję.


Jedzenie Z jedzeniem jest trochę trudniej, bo mam ulubione potrawy, więc postanowiłam zaprzestać ich jedzenia, na jakiś czas. Ciężko było z kawą, bo każdy dzień zaczynam od gorącej kawy.




Ale czego się nie robi w celach wychowawczych ;) Dziwne. Jak ustaliłam, że przez 3 dni nie będę piła kawy, to nawet nie miałam takiej zachcianki i nie miałam z czym walczyć. Były już dni bez jedzenia chleba, bez jedzenia zupy, bez jedzenia czegokolwiek.Okazało się, że nie mam z tym żadnych problemów.


Oddychanie Oddychanie jest czynnością automatyczną i kontrolowane przez podświadomość. Nie sprawia mi żadnej trudności jakakolwiek technika oddychania. Gdy ładuję się maną (energią, siłą życiową), to cała uwaga Ku jest skierowana na moje życzenia. Teraz postanowiłam zwolnić oddech maksymalnie jak się da. Gdy kiedyś ćwiczyłam jogę to wykonywałm 4 oddechy na minutę. Teraz z łatwością wykonuję 3 oddechy na minutę, w rytmie: 5 sek. wdech, 5 sek. zatrzymanie, 5 sek. wydech i 5 sek. bezdech. To jest takie łatwe, jak się tylko człowiek na tym skupi. Próbowałam też przestać oddychać, ale udało mi się bez wysiłku zatrzymać oddech na 2,5 minuty


TV i internet To jest najłatwiejsze. Mogę teraz nie oglądać tv przez kilka dni i nie czuję się, że czegoś mi brak. Nawet nie czytam programu i może ominęło mnie coś ciekawego. Po kilku dniach abstynencji inaczej patrzę na programy, a wielu już nie oglądam, bo to strata czasu. Teraz na tv przeznaczam ok. 2 godz. tygodniowo, a czasami nawet mniej.


Z internetem jest trochę gorzej. Do poczty musiałam zajrzeć 1 raz dziennie, bo to związane jest z moją pracą. Klienci przyzwyczaili się zatrudniać i zwalniać pracowników mejlami. A obowiązują terminy. Przez miesiąc nie zaglądałam też na ulubione strony, fora czy blogi. Nawet na swój. Po przerwie inaczej się patrzy na wiele spraw.


Mruganie Mrugać oczami trzeba, a więc nie jest to nawyk, który trzeba zmieniać. Ale tak dla sprawdzenia siebie mogę bez żadnego wysiłku nie mrugać przez 2,35 do 3 minut. Nie próbowałam dłużej, bo po co ;)


Są też przyzwyczajenia pożyteczne. Zawsze mam w torebce okulary przeciwsłoneczne. Gdy kiedyś ich nie założyłam to wpadł mi paproch do oka, oko spuchło, pojechałam na pogotowie, brałam krople, płukanki, maście itp. Więc z tego nawyku nie zrezygnowałam. I ciągle kupuję nowe tanie okulary, żeby zawsze mieć zapas. Codziennie też robię choć jeden dobry uczynek. Gdy na kilka dni przestałam: nie podniosłam papierka, nie ustąpiłam miejsca w autobusie, nie pomogłam nikomu itd., to źle się z tym czułam, bardzo źle.




Takie likwidowanie przyzwyczajeń i nawyków wzmaga czujność i uważność. Każdą czynność, którą robię staram się wykonywać inaczej, więc siłą rzeczy muszę być skupiona. Przy okazji wychowywania Ku wzmacniam też zasadę PONO – każdą rzecz można zrobić w inny sposób, bo skuteczność jest miarą prawdy. I za to kocham Hunę.


Robię tak od roku i wcale nie mam dość. Więc w tym roku nadal będę nieprzewidywalna. To dobra zabawa.


Trening czyni mistrza.

31/12/2011

Pogarda

Gdy już mi się wydaje, że mało mam złych cech, to wtedy okazuje się, że to tylko moja pycha tak uważa. Ciągle muszę nad sobą pracować.

Gdy ostatnio powiedziałam słowo: pogarda, to pojawił się obraz meneli, żuli itp. ludzi. Zdziwiłam się, bo myślałam, że oni są mi obojętni. Jednak pogardzałam nimi i zastanawiałam się nad tym, dlaczego tak myślę. Zaczęłam ich spotykać na każdym kroku, bo zwykle tak jest, że jak nad czymś pracuję to wszechświat mi w tej pracy pomaga.


Wszędzie ich było pełno: w śmietniku, w autobusie, w parku, przed sklepem. Patrzyłam na tych ludzi i nie akceptowałam ich. Odkryłam, że moja pogarda dla tych ludzi wiązała się z ocenianiem ich. A jakie ja mam prawo oceniać tych ludzi? Niepotrzebnie się nad nimi użalam, współczuję im, chcę im pomóc itp. A oni tego nie chcą, im jest dobrze. Są tacy bo chcą być tacy. Prawie zaczęłam do nich czuć miłość i wtedy spotkałam takiego menela (bez złośliwości) w autobusie. Siedział naprzeciwko mnie, z całym dobytkiem w 3 reklamówkach i śmierdział tak, że nie mogłam oddychać. Zagadał do mnie, pytał kiedy ma wysiąść, żeby dojechać do konkretnego przystanku. Ponieważ zaczęłam już odczuwać miłość do tego typu ludzi, to gadałam z nim tak jak się rozmawia z przygodnymi ludźmi. Nie był pijany, tylko brudny i nieogolony. Gdy wysiadał to rozejrzał się wokół i zapytał: CO TU TAK ŚMIERDZI? Mało nie spadłam z fotela. Zdałam sobie sprawę, że on nie czuł, że to on tak śmierdzi. Gdy wysiadł to zaczęłam się śmiać i pogarda zniknęła.

Każdy człowiek ma prawo żyć tak jak mu się podoba. Każdy może być tym kim chce być, jeśli nie wiąże się to z krzywdzeniem innych. A menele nikogo nie krzywdzą, żyją z dnia na dzień, bezstresowo, jedzą kiedy chcą i co chcą, albo co mają, śpią gdziekolwiek i kiedy chcą. Nie zasługują na pogardę. Przynajmniej nie moją.

Ciagle się uczę.



28/12/2011

Lek czy trucizna

W tygodniu przedświątecznym gdy wracałam wieczorem do domu to bardzo zmarzłam. Lekko się ubrałam, bo nie przewidziałam, że może zrobić się zimno i to czekanie na autobus mnie wyziębiło. Na drugi dzień poczułam się chora, przeziębiona. Miałam 38 stopni gorączki i katar. W sklepie gdy kupowałam herbaty na święta to przy okazji kupiłam gripex control. Za 12 tabletek zapłaciłam 7 zł. Chciałam szybko wyzdrowieć. Po 3 tabletkach gorączka spadła, ale zaczęłam kaszleć. I wtedy postanowiłam „prześledzić” moją tabletkę. Zamknęłam oczy i połknęłam jedną. „Widziałam” jak przechodzi przez przełyk do żołądka, jak się w nim rozpuszcza i razem z krwią przez naczynia krwionośne rozchodzi się po całym ciele. Wchodzi do każdej komórki za pomocą płynów tkankowych. Cżęść poszła do płuc i coś białego oblepiło mi oskrzeliki. I tak odkryłam dlaczego zaczęłam kaszleć, prawie się dusiłam od tego szlamu. I wtedy przeczytałam ulotkę. Trochę późno, ale przecież ten lek jest dość znany i wydawało mi się, że bezpieczny. Pierwszy składnik to paracetamol, a więc substancja lecznicza, która miała mi pomóc. Dalej na liście była kofeina. Dziwne, bo przecież lekarstwa powinno się popijać wodą a nie kawą. Dalej było kilka dziwnych nazw, wśród których znalazłam TALK!? Niebywałe co dodaje się jako wypełniacz do tabletek. Ten talk zapchał mi oskrzela i prawie się udusiłam.


Sprawdziłam na sobie powiedzenie, JEDNO LECZY, RESZTĘ KALECZY. Moja tabletka wyleczyła mnie z gorączki i kataru, ale prawie zmusiła mnie do leczenia płuc i łykania dalszych tabletek. Układ zamknięty. Wszyscy są zadowoleni, za wyjątkiem pacjentów.


A poprawa nastąpiła po zjedzeniu zwykłego czosnku. Zrobiłam sobie kanapkę, pokroiłam drobno 3 ząbki czosnku, na to masło, a na to posiekana natka pietruszki. Po 2 godzinach mogłam normalnie oddychać. Gdy śledziłam jak działa czosnek w moim organiźmie, to zobaczyłam jak te olejki eteryczne przeczyszczają moje żyły i rozpuszczają wszystko co przeszkadza w transporcie w układzie krwionośnym. Na rozpuszczenie talku jeszcze potrzeba trochę czasu.




Omijam apteki, ale nie przewidziałam, że leki są dostępne teraz wszędzie i kuszą. Wizyta u lekarza domowego też nic nie pomaga, bo on każe kupić leki podobne do gripexu, ferwexu itp. A ulotki drukowane są coraz mniejszymi literkami, bo przecież trzeba upchnąć kilkanaście składników w jednej tabletce. Czasami piszą o substancjach dodatkowych, ale nie ma ich wyszczególnienia. Na pudełku też mało co jest napisane. Dopiero jak kupisz to w środku znajdziesz metrową ulotkę i szczegóły. To chyba kofeina w moich tabletkach pobudziła mnie do działania.:)


Ostatnie tabletki rozpuściłam w zlewie. Nie wyleczy, nie otruje, a zaszkodzi.


 










24/12/2011

Dobrych Świąt

Dobrych Świąt,


Miłości i Pomyślności,


Światełka w Mrocznym Tunelu Życia,


Cudownych Dni w Nowym Roku


i Mnożenia Dobra Każdego Dnia


dla Wszystkich Ludzi na Ziemi


ode mnie :)