11/08/2012

8 aksamitnych ruchów

W końcu przyszła pora na ćwiczenia Qi Gong (czi kung). Są bardzo proste, a ich skuteczność wysoka. Qi Gong to starożytna wschodnia metoda pomnażania i równoważenia energii życiowej w drodze ćwiczeń. Wszystkie chińskie sztuki walki wywodzą się z tych ćwiczeń.

Zadziwiło mnie, że w ciągu 6 minut zmienia się nastrój i samopoczucie. Kto ma depresję ten powinien to ćwiczyć.

Korzyści codziennych ćwiczeń:


  • wzmocnienie całego organizmu


  • poprawa postawy i gibkości ciała


  • efektywne oddychanie


  • podniesienie energii i sił życiowych


  • pobudzenie układu odpornościowego


  • zmniejszenie stresu


  • poprawa krążenia krwi i pracy serca


  • poprawa trawienia


  • rozwinięcie koncentracji, samoświadomości.

Ćwiczenia są bardzo łatwe.

Ruch 1 – podtrzymywanie niebios obiema dłońmi



Ruch 2 – naciąganie łuku




Czyżby najszybszy człowiek świata też ćwiczy Qi Gong? Nie dziwi mnie to. Inteligentni ludzie, którzy chcą osiągnąć sukces wykorzystają wszystko, żeby go osiągnąć. Ten akurat ruch zwiększa pojemność i elastyczność płuc, stymuluje serce i poprawia krążenie, wzmacnia mięśnie ud, rąk, ramion.

 
Ruch 3 – podnoszenie rąk




Ruch 4 – obroty głowy i spoglądanie za siebie



Ruch 5 - wychylanie tułowia i wyciąganie szyi






Ruch 6 – dotykanie palców stóp i wyginanie pleców



Ruch 7 – zadawanie ciosów



Ruch 8 – unoszenie pięt dla obrony przed chorobami.




Korzystałam z książki jak poniżej. Jest tam dokładny opis każdego ćwiczenia, na co działa i jakie przynosi korzyści.

 
Na początku trzeba opanować wszystkie ruchy, a potem ćwiczyć codziennie. Jestem leniwa, więc ćwiczę kiedy mam czas, ale codziennie. Ćwiczę dopiero od 2 tygodni i czuję się dobrze.



09/08/2012

Zachwyt

Ciężko znaleźć odpowiednie słowo, żeby opisać uczucie szczęścia i błogostanu, które mnie przepełnia w kontakcie z naturą. Wyjechałam na kilka dni do rodziców, którzy spędzają miesiące letnie na leśnej 1000 metrowej działce. Wystarczyło wyjechać 30 km od miasta i już jest się w innym świecie. Nie odpoczywałam, bo nie czuję się zmęczona, chciałam się tylko zresetować i pożyć trochę inaczej. Wybrałam spędzenie czasu z rodzicami, żeby nie mieć kiedyś poczucia winy. Gdy odeszła babcia mojego męża długo nie mogłam sobie wybaczyć jak ją traktowałam. Nie traktowałam jej źle, ale gdy przychodziła miałam dla niej mało czasu, czasem chciałam żeby sobie już poszła, a ona miała tylko nas. Chyba jeszcze jest we mnie ślad poczucia winy i czasem chce mi się płakać. Czasu nie wrócę.


Nie chcę tego przeżyć jeszcze raz gdy odejdą moi rodzice, dlatego często do nich dzwonię i spędziłam tylko z nimi kilka ostatnich dni. Zdziwiłam się, że moja mama codziennie jeszcze w łóżku ćwiczy "karaluszka" – ćwiczenia propagowane przez Tombaka. Wszystko co jej drukuję na temat zdrowia z internetu czyta i stosuje. Moi rodzice będą jeszcze długo żyli :)


W lesie czas płynie inaczej. Obserwowanie przyrody zawsze upewnia mnie, że Bóg istnieje. Natura jest świetnie zaplanowana, wszystko ma swoje miejsce. Bez przerwy coś się dzieje, wszystkie zwierzątka pracują. W nocy jest naprawdę ciemno, człowiek inaczej się ubiera, chodzi na boso i czuje jak pachnie ziemia. Można się zmęczyć samym patrzeniem jak natura nieustannie pracuje. Po cichu.


Pająki są wszędzie.





Pająki codziennie tkają sieć i nie odpoczywają co 6 dni.


 


Pszczoły pracują bezustannie.


 


Sezon na poziomki dawno minął. Będzie jeszcze jedna :)


Oczywiście była okazja do treningu. Nikt nie lubi sąsiadów moich rodziców, bo wycinają drzewa na swojej działce i potem mokre palą w ognisku. Dym i smród jest drażniący i cała okolica wysyła do nich złe myśli. A oni nic sobie z tego nie robią. Kiedyś ktoś zwrócił im uwagę to powiedzieli, że im wolno. To są ludzie "ęą" jak ich nazywam, lepsi od innych, pracownicy naukowi jakiejś uczelni. Moja mama powiedziała do mnie "zrób coś". Nie miałam pomysłu co mam zrobić i wtedy przypomniała mi się technika serca, ostatnio przeze mnie sprawdzana. Zamknęłam oczy i zaczęłam mówić w myślach "kocham cię, kocham cię ..." Nie znam tych ludzi, więc nie mogłam ich sobie wyobrazić. Po 30 powtórzeniach otworzyłam oczy, żeby zobaczyć czy coś się dzieje. Śmierdzący dym z ogniska przestał wiać na naszą działkę i skierował się w inną stronę. Nie o to mi chodziło, bo nie chcę szkodzić innym. Więc zaczęłam jeszcze gorliwiej "kocham cię, wybacz mi, przykro mi". Gdy znowu otworzyłam oczy (szybko się nudzę i oczekuję natychmiast efektów) to dym szedł prosto do nieba. Wtedy pomyślałam, że dobrze by było sprowadzić deszcz, żeby zagasił to ognisko. To była tylko myśl, jak chwila słabości ;) Po 2-3 minutach ognisko zagasło, bez deszczu :) Problem rozwiązany. Tylko co będzie jak mnie nie będzie, a im zostało jeszcze dużo drzew.


Swoją drogą ich życie nie układa się różowo. Ich córka jest już po rozwodzie, a nie ma jeszcze 30 lat, a ich syn nie może mieć dzieci, więc ci "źli" ludzie nie mają wnuków. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że ich działania na szkodę sąsiadów mogą mieć wpływ na ich życie. Ale to ludzie "ęą", oni są niereformowalni i mają to na co zasłużyli. Polecam tę technikę, jest lepsza niż lustra, bo nikomu nie szkodzi.


Bardzo dobrze zrobiło mi odcięcie od internetu i telefonu.

02/08/2012

Uzdrawianie relacji

Jest wiele metod uzdrawiania relacji między ludźmi. Na kursach z psychologii podawano, że jeśli masz problem z szefem, to wyobraź go sobie siedzącego na sedesie. Zobaczysz, że jest też człowiekiem, wygląda śmiesznie, więc przestaniesz się go bać. Niestety ta metoda dla mnie była niedobra, bo moja etyka nie pozwala mi na ośmieszanie ludzi.


Ostatnio kupowałam książki przez internet. Żeby nie płacić nic za przesyłkę trzeba było kupić książki powyżej jakiejś kwoty i właśnie o takiej "zapchaj dziurę" książce chcę dziś napisać.


Nie ma przypadków i nic nie trafia do nas bez celu.


Książka "W czym Huna może pomóc" Barbel i Manfred Mohr pomaga kształtować rzeczywistość za pomocą starej hawajskiej techniki Ho'oponopono (coś wyprostować, coś naprawić, droga do doskonałości). Wszystko jest jednością, my powołujemy rzeczy do życia. Każdy problem pochodzi od nas, a jego rozwiązanie tkwi w naszym wnętrzu. Porządkując swoje wnętrze powodujemy, że świat zewnętrzny uporządkuje się samodzielnie. Wszystko jest przenikającą wszystko energią. Sprawy zaczynają się układać we właściwym kierunku. Oczekuję najlepszego. Takie są założenia.



Mount Everest Celia Chang


A teraz technika:


Gdy masz z kimś problem: z szefem, sąsiadką, rodzicem, to zadaj sobie pytanie: Jeżeli bym postępował tak jak (ta osoba) to dlaczego bym tak postępował, gdybym tak postępował, co bym wtedy czuł. W jaki sposób przyciągnąłem daną sytuację do swego życia. Teraz czekamy aż pojawi się jakieś uczucie, od naszej podświadomości dostajemy wiele odpowiedzi. I wtedy mówimy (może być w myślach, jeśli robimy to np. w autobusie): kocham cię, wybaczam, przykro mi. Powtarzamy to bardzo dużo razy, aż poczujemy, że zmienia się nasz stosunek do tej osoby lub sytuacji.


W książce jest opisanych wiele przypadków, które są rozwiązywane na wykładach, na których jest 200-500 osób. Wtedy tych odpowiedzi jest wiele.


Jest też opisana technika serca, którą sama nieświadomie stosuję od roku. Jak masz jakiś problem to przyjmij to do serca i powiedz: kocham ten problem, daję mu całą moją miłość, dziękuję tej części mnie, która spowodowała ten problem, kocham to, kocham tamto. Mogę nieraz tak gadać pół dnia, im częściej się to robi tym lepiej. Wypróbowałam wczoraj tę technikę u lekarza. Ktoś mnie prosił o lek sterydowy na skórę, a sam nie ma ubezpieczenia. Więc poszłąm do mojej przychodni i czekając przed drzwiami powtarzałam w myślach kocham cię, przykro mi, kocham cię. Chyba ze sto razy, bo czekałam 10 minut. Nie miałam pojęcia jak zagadać, żeby lekarz dał mi receptę na ten lek. Gdy weszłam i poprosiłam o receptę, to lekarz tylko spytał po co mi to, a ja, że potrzebuję. Tylko spojrzał i wypisał. Nie widział żadnych zmian na skórze, ale ja powiedziałam to takim tonem, że zrobił to co chciałam. Tę metodę stosuję też jak mam iść na pocztę. Nie wiem kto będzie mnie obsługiwał, ale załatwienie spraw przebiega szybko (a jest to najgorsza poczta w okolicy). Jak o tym nie pamiętam, to prostą sprawę załatwiam najmniej pół godziny.


W książce opisane są też inne metody, ale ich nie zdążyłam sprawdzić. Nie mogę dać fotki książki, bo już powędrowała do mojej przyjaciółki. Ona ma problem z teściową, z córką, z mężem i z sobą, więc jej była ta książka bardziej potrzebna.


Na rozpoczęciu olimpiady symbolicznie pokazano, że wszyscy ludzie niby są rozdzieleni, a jednak są razem. To był pomysł ze zniczem.


Czy wszyscy już to wiedzą?



 

01/08/2012

Robin Gibb - rak okrężnicy

Robin Gibb był jednym z braci, którzy od 1958 r. tworzyli zespół Bee Gees. Każdy chyba widział "Gorączkę sobotniej nocy" - to ich muzyka.



źródło: Robin Gibb, left, with his brothers Barry, centre, and Maurice, in 1979. Photograph: AP


Ignorował objawy choroby przez 3 miesiące. Uważał, że ma zgagę lub skurcz żołądka. Gdy poszedł w końcu do lekarza, ten powiedział mu, że ma nowotwór i godzinę życia. Potraktował Robina jak zwykłego człowieka, a to przecież niedopuszczalne. Rak był ogromny, więc został szybko usunięty. Pomyślał, że jak czegoś nie ma to choroba znika. Owszem objaw znika, ale nie przyczyna.


U niego choroba najpierw zaatakowała jelita, czyli nie pozbywał się z życia tego co zbędne. Zapalenie okrężnicy informuje o zbyt wymagających rodzicach, poczuciu przygnębienia i klęski, silna potrzeba uczucia. To był klucz do źródeł jego choroby. O rodzicach nic nie wiem, ale zespół tworzyli bracia, więc całą rodzina musiała być zaangażowana. (Podobnie było u Jacksonów). Był przygnębiony po niespodziewanej śmierci 2 braci. Nie umiał się z tym pogodzić. Szkoda mu było pieniędzy na terapię, nie miał też przyjaciół, z którymi mógłby o tym pogadać i wyrzucić z siebie żal. W wywiadach mówił: "Nigdy nie otrząsnąłem się po śmierci brata."


Zbagatelizował sygnały z ciała więc choroba rozwijała się dalej i zaatakowała wątrobę – złość, gniew, wściekłość. A wystarczyło trochę nad sobą popracować, znaleźć w sobie trochę miłości i zmienić w sobie te negatywne cechy. Ale po co, skoro sam mówił: "Czasem myślę, że wszystkie te nieszczęścia, które dotknęły moją rodzinę, to swojego rodzaju karmiczna zapłata za naszą fortunę. Andy odszedł tak młodo, a mój brat bliźniak zmarł z dnia na dzień. Uważam, że wszystkie gwiazdy płacą tę cenę. Ja płacę swoim zdrowiem. Większość nie ma życia osobistego, rodzin i tak naprawdę nie jest szczęśliwa. Wszystko dla sławy i sukcesu. Uważam, że jestem chory, bo stałem się sławny." Co za arogancja. On nie widzi w sobie nic złego, tylko szukał na zewnątrz, a przecież to on hodował raka. Potem była radioterapia, która zawsze uzłośliwia raka. Nie znam nikogo, kto by to przeżył.


Potem było już tylko gorzej, bo jego przekonania się nie zmieniły. Mówił: "Choroba i śmierć moich braci uświadomiły mi, że z każdego dnia trzeba czerpać garściami i robić to, na co ma się ochotę".


I robił. Silną potrzebę uczucia zaspokoiła młoda gosposia, z którą przez 5 lat miał romans. W 2009 r. urodziła mu córkę. Żona o wszystkim wiedziała, ale stwierdziła, że rozwód się nie opłaca, bo Robin i tak umrze. Żyli sobie razem w trójkącie, krzywdząc się nawzajem. Dla pieniędzy. Więcej Tu  Nie mogło się to dobrze skończyć.



Żadna choroba nie bierze się znikąd. Ciało nie choruje samo z siebie. To nie kara, tylko konsekwencja postępowania, myślenia i przekonań. Zbierasz to co posiejesz.


Sławni i bogaci tworzą w mediach nierealny świat. Dopiero jak umierają, to wychodzą na jaw różne brzydkie rzeczy i okazuje się, że są oni takimi samymi ludźmi jak wszyscy. Od czasu do czasu bywają muzykami, aktorami, artystami. Biedni ludzie bez przyjaciół. Tak są zaślepieni swoją wielkością, że nie dopuszczają do siebie myśli, ze też umrą.


Mam nadzieję, że ludzie analizując te przypadki chorób wyciągną wnioski i zaczną się uzdrawiać, a nie walczyć. Bo każda walka jest przegrana. A każdą chorobę można wyleczyć, tylko trzeba chcieć i mieć w sobie trochę pokory.

30/07/2012

Farrah Fawcett - rak odbytu

Wiele osób pamięta przepiękną aktorkę, która grała w Aniołkach Charliego w latach 80 tych. Gdy w 2006 zachorowała na raka zainteresowałam się jej przypadkiem. Starałam się zrozumieć dlaczego taka piękna kobieta zachorowała na tak straszny rodzaj raka.

 


Wg literatury, czyli doświadczeń, przyczyną tego raka jest niemożność uwolnienia się od tego co jest już niepotrzebne, żal za tym co było, który zżera od środka, ale też głęboko skrywana tajemnica.

Na początku wszystko do niej pasowało. Była w toksycznym związku z Ryanem O'Nealem, bliskim przyjacielem jej byłego męża Lee Majorsa. Tego związku nie akceptowała jego córka Tatuum. O chorych relacjach w tej rodzinie, molestowaniu, narkotykach i in. można przeczytać w autobiografii strzeszczonej pod tym linkiem (dla osób o mocnych nerwach):

http://film.wp.pl/idGallery,9464,idPhoto,302583,galeria.html

Co prawda po 18 latach się rozstali, ale w niej nie było zgody na to. Po nim nie ułożyła sobie życia. Gdy ujawniła swoją chorobę Ryan do niej wrócił i wspierał ją. Więc pomyślałam, że ona mu wybaczyła, więc powinna wyzdrowieć. Zawsze jest tak, że jak ustali się przyczynę choroby i ją przepracuje to choroba znika na zawsze. A u niej nic takiego się nie stało. Dziwne.

Jak to jest, że znani i bogaci myślą, że są odporni na choroby ludzkości, że im nic nie może się stać. Ich pieniądze im nie pomogą, a wręcz przyciągają kłopoty i oszustów. A już upublicznienie ich walki z chorobą, pisanie książek czy filmowanie, tylko przyśpiesza ich odejście z tego świata. Nie ma w nich pokory. Pod koniec jej choroby był taki moment, że nawet chcieli się pobrać z Ryanem, ale już nie zdążyli. I wtedy okazało się, że ona mu nigdy nie wybaczyła, bo w testamencie nie zostawiła mu nic. Szok, dla niego i dla mnie. Szkoda, że nikt jej nie powiedział, że pielęgnowanie uraz przybliża do śmierci.

On też jest niezłe ziółko. Chorował na białaczkę, ale nie zmądrzał, więc choruje teraz na raka prostaty. Myślę, że mężczyźni będą coraz częściej chorować na tego raka, bo źle traktują kobiety. Tak jak mój tata, niby kocha a poucza, jemu wydaje się, że wie lepiej co jest dla mojej mamy dobre. Czasami nie wytrzymuję i mówię wprost, dlaczego choruje i dlaczego zbliża się do śmierci. Na jakiś czas pomaga i jest lepiej. Ale czy można zmienić swój charakter jeśli się samemu tego nie chce, a robi się to ze strachu? Jedyny plus to strach przed chemia, bo wiadomo, że po tym to już na pewno do piachu.

Na tym świecie jest tak, że jedni umrą na raka, a inni we własnym łóżku. Każdy przecież musi w jakiś sposób odejść z tego świata.

Śmierć jest sprawiedliwa, dosięgnie każdego, bez względu kim jest i ile ma.

 

25/07/2012

Złota myśl = moja myśl

Ostatnio dużo czytam i natykam się na różne wypowiedzi, które spokojnie mogłyby być moimi. A nie są ;)


 Dlatego też, żeby mi nie zaginęły tworzę nową kategorię wpisów. Będą to wypowiedzi różnych ludzi, które są wg mnie mądre, prawdziwe, pouczające, inspirujące, ważne.


 


Kto patrzy tylko na zewnątrz, śni,


Kto zwraca się swojemu wnętrzu, budzi się.


 


Carl Gustav Jung



 


 

21/07/2012

Energia podąża za uwagą

A uwaga podąża za energią.


Takie jest prawo uniwersalne.


Gdy rok czy 2 lata temu byłam świadkiem wypadku, to byłam zdziwiona rekcją ludzi. Chłopak biegł do autobusu i została przez niego przejechany. Wyglądał masakrycznie, pełno krwi i pękniętych kości. Zanim się to wydarzyło widziałam ok. 10 osób. Po wypadku pojawiło się ok. 200 osób znikąd. Uwaga ludzi poszła tam gdzie się coś działo.


Energia podąża za uwagą. O tym wiedzą zwłaszcza ludzie z tv. Dla nich najważniejsze jest, żeby o nich mówić, nie ważne dobrze czy źle. Ważne, żeby było zainteresowanie, karmią się energią ludzi. To wszyscy wiedzą. Każda miernota pokazana w tv jest zasilana uwagą/energią. Na krótko staje się znana i popularna, ale ponieważ jest miernotą to szybko znika. Chyba, że znowu zrobi coś nietypowego wtedy powraca na ekran. Jest to trochę niebezpieczne dla tej osoby, bo uzależnia się od energii zewnętrznej. Dlatego też niedobrze jest mówić np. o swej chorobie, bo ludzie nieświadomie zasilają ją energią i chorzy umierają. Zainteresowanie nieraz szkodzi zamiast pomagać.


Wszystko jest energią, wiedzą już to fizycy.



Ostatnio ta energia się zagęszcza. Akcja reakcja. Gdy niedawno pisałam o srokach, ten sam temat był w tv o srokach w .Krakowie. Gdy pisałam na jednym forum o Napoleonie, to na zupełnie innej stronie pojawił się art o tym samym. Po moim wpisie o halo Słońca, pojawiły się teksty o tym zjawisku w sieci. Nie ma takiej możliwości, żeby czytać wszystko. Więc to chyba ja przyciągam/zauważam akurat to co mnie interesuje. Ostatnio zastanawiałam się nad nauką języka chińskiego. I w programie lokalnym usłyszałam, że nauka tego języka latem jest hitem. Gdy na studiach oblałam pierwsze dwa egzaminy, to chciałam zrezygnować. Tylko zastanawiałam się dlaczego oblałam, skoro gorsi ode mnie zdali. I przypomniałam sobie, że przed egzaminem myślałam o tym, czego nie umiałam z myślą, żeby mnie tego nie pytali. Wchodziłam i dostałam właśnie te zagadnienia. Na poprawki poszłam nie ucząc się tylko myślałam przed wejściem o tym co umiałam najlepiej. I zdałam :)


Od zawsze mam dziwną przypadłość. Gdy wchodzę do pustego sklepu, za mną po 1-2 minutach pojawiają się ludzie. Wiele razy słyszałam, że powinnam dany sklep częściej odwiedzać, bo przyciągam klientów. Już o tym pisałam, że w jakiś sposób przyciągam obcych ludzi, nieświadomie. Gdy w pustym tramwaju ludzie siadają obok mnie to mnie śmieszy. Ale to chyba normalne, bo ludzie zachowują się jak stado, garną się do siebie. Od roku robię testy. Gdy usiadłam w parku na ławce, to po 2 minutach przysiadły się 2 inne osoby. Było tyle pustych ławek, a oni właśnie przysiedli się do mnie. Nie rozmawiałam z nimi tylko sobie poszłam. Gdy weszłam do pustej restauracji, to za mną przyszło kilka osób. Gdy stanęłam przed pustą witryną na głównej ulicy i rozmawiałam przez telefon, to obok mnie stanęły 2 osoby i patrzyły przez szybę na puste pomieszczenie. Naprawdę nie miały powodu stanąć obok mnie bo nic tam nie było. Tak się dzieje wszędzie, gdy wchodzę do pustych sklepów, biur itp. To po chwili robi się tam tłoczno. Od miesiąca miałam ochotę kupić sobie torebkę na lato, w kolorze szarym, niebieskim albo białym i żeby mieściła teczkę A4. Ciągle brak czasu i po drodze do i z pracy nic nie wpadło mi w oko. Najlepsze, że 2 stare torebki uległy zniszczeniu, w jednej zepsuło się zapięcie, a w drugiej pasek. Naprawdę potrzebowałam nową. Poszłam do pawilonu i zobaczyłam nowy sklep z butami i torebkami. Nie wchodzę do takich sklepów, bo tam jakościowo sa mierne towary. Ale weszłam i zaczęłam oglądać jedną torebkę. Sprzedawczyni przyniosła mi folder A4, żeby sprawdzić jej wielkość. Zadzwonił telefon i wyszłam ze sklepu. Stałam przed sklepem i gadałam. Do sklepu weszło 8 kobiet. Gdy skończyłam rozmawiać ponownie weszłam i nie mogłam się dopchać do torebki, którą oglądałam. Gdy powiedziałam do sprzedawczyni, ze przed chwilą było pusto, a teraz nie mogę się zastanowić co kupić, to stwierdziła, że chyba ja przyciągam ludzi. Rozśmieszyło mnie to, bo o tym wiem. Kupiłam w końcu białą torebkę, która jakby mnie wybrała i robiła wszystko, żebym poszła do tego sklepu i ją stamtąd zabrała. To brzmi śmiesznie, ale tak jest (nie piszę tu o wszystkich zdarzeniach).


Nie potrafię w dalszym ciągu tego wytłumaczyć, chociaż już ustaliłam:




  • nie jest to moja własna energia - charyzma, bo ci co skupiają się koło mnie nie są mną zainteresowani,




  • jest we mnie jakaś energia, bo elektryzuje klamki, baterie itp. nawet jak nie ma co mnie elektryzować.




  • mogę działać jak magnes, moje pole/aura się poszerza więc "zagarniam" ludzi, którzy do mnie pasują energetycznie,




  • działam jak czarna dziura, jestem wirem, który przyciąga ludzi nie zdających sobie z tego sprawy, po prostu są w pobliżu.







demotywatory.pl


Ciekawe jest to, że to przyciąganie działa tylko wtedy, gdy jest wywołane nieświadomie. Gdy zaczynam to zauważać to wszystko wraca do normy.


Dalej poszukuję odpowiedzi na to zjawisko, a znając działanie energii, na pewno to wyjaśnię. Dlaczego bez powodu wokół mnie robi się tłoczno? A może trafię na innych, którzy mają to samo i już znaleźli odpowiedź.





med-frequencies

06/07/2012

Sen i halo słońca

Dziwny sen miałam. Jak zwykle poszłam do hipermarketu po różne produkty spożywcze. Spotkałam siebie. Nie wiem kim byłam we śnie, ale ta napotkana "ja" powiedziała mi, że w tym sklepie nie ma jedzenia. Widziałam, że było. W każdym razie było to co ja i inni nazywamy jedzeniem. Posłuchałam jej-siebie i wyszłam, nic nie kupiłam. I spotkałam wróbelki, które przeniosły się z parku i z okolic mego bloku do marketu.


Teraz się zastanawiam, czy aby na pewno jedzenie jest nam potrzebne do życia. Przynajmniej dla mnie chyba przyszedł czas, żeby z tym skończyć;) Łatwo mi przychodzi niejedzenie, tylko po jakimś czasie nachodzą mnie obawy o zdrowie. Przecież jedzenie może sprzyjać zachorowaniom, ale też może wspomagać wyzdrowienie z choroby. Może niepotrzebnie się niepokoję.


Wczoraj obserwowałam kolejne ciekawe zjawisko: halo słońca. Aż dziwne, że wyszła mi fotka, bo nie wykadrowałam dobrze. Po kilku godzinach była burza.



Stare przysłowie mówi: "Halo wokół słońca lub księżyca, w lecie deszcz, w zimie śnieżyca." I to się sprawdziło.




29/06/2012

Tęcza

Ostatnio prawie codziennie widuję tęczę. To oczywiste, gdy pada a potem wychodzi słońce.


Raz tęcza może być mostem do lepszego świata,



a innym razem tęcza może być bramą



Bardzo dobrze widoczny był półokręg wewnętrzny, który był mocno fioletowy. Nie wyszło to dobrze na zdjęciach, bo natura najlepsza jest w realu.


Natura poradzi sobie z ingerencją człowieka, a człowiek sam ze sobą nie. W moim parku zauważyłam, że rośliny świetnie rosną wokół linii wysokiego napięcia.



Rośliny robią wszystko, żeby zneutralizować ich negatywny wpływ. Czyli nie walka, a przystosowanie.


Gdzie podziały się wróbelki???


Jeszcze w zeszłym roku przylatywały na mój balkon, a w tym roku nie widziałam ani jednego. Są tylko gołębie i sroki, które skrzeczą od samego rana. Podejrzewam, że to one wykosiły te maleńkie ptaszki.


Wszyscy przejmują się pszczołami, a nie zauważyli braku wróbelków w wielkim mieście.

17/06/2012

Po meczu

Właśnie wróciłam z imprezy imieninowej, na której oglądaliśmy mecz. Wszyscy typowali 2:1 dla nas ?! a ja 0:2 dla Czechów. Skoro cały stadion kibicował Polakom to ja postanowiłam kibicować gościom. Dla równowagi. Nie pomalowałam twarzy na biało czerwono, bo nie jestem Indianinem. Moja postawa spotkała się z jawną agresją z grożeniem śmiercią włącznie. Nie interesuję się piłką nożną, bo na dobrą sprawę nie ma czym. Ani to widowiskowe, ani ciekawe. Nie gra nikt z mojej rodziny a ni znajomych, więc nie mówię że to nasi, my itd. 400 sędziów i piłkarzy siedzi w więzieniu lub ma kary w zawieszeniu, a ja mam uważać, że to nic nie znaczy.


Oglądałam mecz tyłem do telewizora, słuchając tylko komentatorów (mierni ;() i znajomych. Ja widziałam grupę przypadkowych osób, którzy biegali po boisku bez celu. Nie była to drużyna, a trener też mierny, nie umiał stworzyć zespołu, któremu chciałoby się wygrać. Im się nic nie chciało, bo zmęczyli się sesjami reklamowymi. Dlaczego nikt nie chce spojrzeć prawdzie w oczy, tylko znowu śpiewają, że nic się nie stało?


Usiłowałam to tłumaczyć, ale najpierw mnie zakrzyczeli, a potem, w miarę trwania meczu, patrzyli na ten spektakl podobnie do mnie. Emocje opadły, opadły też klapki z oczu.


To dopiero umiejętność zahipnotyzowania większości społeczeństwa, żeby uwierzyli, ze komuś zależy na wygranej.


Rozeszliśmy się w zgodzie :)))

10/06/2012

Nieżyt żołądka

Skończył się remont kuchni i teraz można poszaleć z jedzeniem. W ciągu 3 tygodni 2 razy miałam torsje, bo musiałam coś zjeść zepsutego. Część produktów była poza lodówką, więc musiało to być najpierw jajko, a potem chyba filet, albo coś innego, nie jestem pewna. Kupiłam też mały makowiec, bo otworzyli nową cukiernię w pobliżu. Chciałam im dać szansę, ale nigdy tam nie pójdę. Makowiec nie miał żadnego smaku, więc zjadłam tylko kawałek, a resztę wyrzuciłam, bo nie chciałam się zatruć. Pierwsza myśl (nie moja) idź do gastrologa. Tylko co on mi pomoże? Da mi tabletki przeciwbólowe i do zobaczenia za jakiś czas. Tak można nabawić się przewlekłej choroby, jak się leczy skutek, a nie przyczynę. To nie dla mnie. Nie będę czekała do 3 razy sztuka ;) Nie oddam tego co mam najcenniejsze w ręce obcego człowieka, który może popełnić błąd i zostać uniewinnionym: błąd lekarza bezkarny 


Nie rozumiem też ludzi, którzy bezgranicznie ufają lekarzom, a przecież nie w ich interesie są zdrowi ludzie.


Choroby żołądka – uprzedzenia do ludzi,


znoszenie towarzystwa nielubianej osoby, nietrawienie czegoś lub kogoś.


Akurat w moim przypadku pasuje wszystko. Mam uprzedzenia do niektórych ludzi, bo nie mogę zaakceptować, że robią to co robią. Kocham ich i lubię, ale można powiedzieć, że nie trawię ich sposobu postępowania.


Kontakty z nielubianą osobą są konieczne, męczą mnie, udaję zainteresowanie, ale nie nadajemy na tych samych falach, mamy inne poglądy na życie. Muszę z nią współpracować.


Gdy to sobie uświadomiłam, zaczęłam przekonywać siebie, że to ich życie, nie moja sprawa jak żyją i jak postępują. Naprawdę każdy ma swoją drogę i idzie jak chce. Akceptuję i mam gdzieś gdzie to ich zaprowadzi. "Nie mój cyrk, nie moje małpy" tak napisał mi P. I ma rację. Ciężko.


Człowiek myśli, że jest zdrowy, a tu w środku coś się dzieje. Dziękuję za te objawy, bo wtedy wiadomo co robić, gdzie tkwi błąd.


Obejrzałam dzisiaj na zone reality program o nieuleczalnych chorobach. Była to historia kobiety, która miała guza mózgu. Zanim poszła pod nóż zainteresowała się alternatywnymi metodami, zmieniła dietę i szykowała organizm do operacji. Wycięto jej nowotwór wielkości grejfruta. Szybko wróciła do zdrowia i do swego dotychczasowego życia. Już ją oceniłam, że samo wycięcie nie pomoże i miałam rację. Po 4 miesiącach poczuła się gorzej i stwierdzono 2 małe guzy w mózgu. Lekarze nalegali na naświetlanie. Ta kobieta się nie zgodziła, bo po naświetlaniu rak robi się złośliwy. I to jest statystyka, każdy lekarz to wie. Zamiast do lekarza poszła do ośrodka i zmieniła swoją dietę na surową (to było na Florydzie, tam jest bardzo ciepło), zmieniła też pracę i sposób myślenia o karierze i o życiu. Lekarze ciągle naciskali, więc zrobiła prześwietlenie i guzy zniknęły. Minęło już kilka lat i ona jest zdrowa. Właśnie tak należy postępować – holistycznie i wtedy cel zostanie osiągnięty. Na raka mózgu choruje też znajomy znajomego, który dla kariery naukowej poświęcił wszystko, ma żonę, ale nie ma dzieci, bo to kłopot. Źle traktował ludzi niewykształconych, uważał, że kto chce z nim porozmawiać powinien skończyć studia. I teraz ma raka mózgu. Nie ma dla niego ratunku, bo zmienić swoje przekonania trzeba chcieć.


O mały włos znowu uległabym zatruciu, bo chciałam do makaronu nie al dente dołożyć przeterminowane pesto. Nie oceniać – akceptować. Zadziwiające jest to, że ja wybieram niewłaściwe produkty. Wszyscy jedzą to samo, a choruje tylko jeden. Dlaczego wybieram niezdrowe produkty?


Zwalczanie chorób przez zmianę myślenia nie jest moim wymysłem. Inni dawno o tym wiedzieli i dzielą się tą wiedzą w książkach. Pouczający jest eksperyment zaprezentowany na tym filmie.



 


Bez przerwy muszę pamiętać, żeby nie oceniać ludzi, bo inaczej źle się to dla mnie skończy. Nie będę pomagać tym, którzy o pomoc nie proszą.




02/06/2012

Rak prostaty - koniec

Raka nie ma, ale ciągoty mojego taty do ustawiania nas ciągle aktualne. Przestałam się patyczkować i gdy tylko zaczął dyrygować mamą to powiedziałam mu, że znowu zachoruje jak będzie tak dalej gadał. Nie wolno tak traktować ludzi. A on to podobno robi z miłości. Powiedziałam mu, że z miłości to robi się miło, a tu tego nie ma. Trochę przystopował, ale w zasadzie ciągle trzeba mu przypominać czego nie wolno robić. To jest walka ze swoimi przyzwyczajeniami i zmiana zachowań, a nie walka z chorobą. I to przynosi sukces.


Teraz je pestki moreli i brzoskwiń, bo soku z granatów ma dość. Zaczął się sezon na te owoce. Wspomaganie organizmu jest bardzo ważne.



Zamówiłam kolejne książki nt zdrowia. Niech czyta, może w końcu zrozumie. W zasadzie to czyta mama, a on przy okazji ;)

30/05/2012

Zawsze Słońce, czasem deszcz

Zamawianie niewidzialnego parasola gdy pada deszcz idzie mi coraz szybciej. Nieczęsto mi się to zdarza, bo przecież jak pada to mam parasolkę. Ale nieraz nie mam. Gdy wychodziłam do pracy świeciło słońce i było ciepło. Nie oglądam tv więc nie wiem jakie są prognozy. Gdy wychodziłam z pracy zaczął padać deszcz. Nie miałam parasola. Wyobraziłam sobie parasol nade mną i nie zmokłam. To jest niewiarygodnie łatwe. Wystarczy poprosić i już. Zdążyłam wsiąść do tramwaju jak lunęło. Gdy wysiadałam znowu nie zmokłam, bo przecież miałam ten "parasol". Padało jakby obok.


Przypomniałam sobie, że od kilku dni nie zamawiałam rano wiatru, bo było ładnie. Ale zawsze mogę poprosić, żeby wyszło Słońce. I wyszło. Zza chmur, wiatru nie było. Potem pojawiła się tęcza, jak zwykle po takim deszczu. Aż chciało się klaskać nad tym cudem natury. Szkoda, że ludzie tego nie doceniają, tylko podziwiają dziwadła w tv.





Coraz bardziej upewniam się, że Słońce to nie jest zwykła kula ognia, planeta czy inne ciało niebieskie. Nasi przodkowie byli mądrzejsi, bo to wiedzieli. Symbole Słońca są wszędzie wyryte lub namalowane na najstarszych znaleziskach. Wydaje mi się, że Słońce to rozumna, duchowa istota. Mam jakąś dziwną więź ze Słoneczkiem, odkąd przez 366 dni świeciło dla mnie. Kiedyś myślałam, że nić aka łączy istoty po uprzednim dotknięciu. Teraz myślę, że wystarczy wyobrazić sobie tę nić i umacniać ją. W końcu mieszkamy w układzie słonecznym.


Nie zmokłam, ale nogi i tak musiałam umyć, bo jeszcze nie wiem jak ominąć mokre chodniki ;)))




24/05/2012

Figi

Uzupełniałam dzisiaj zapasy suszonych owoców na rynku. I pomyślałam, że kupię coś na co mam naprawdę ochotę, a właściwie nie ja tylko mój organizm. Ze zdziwieniem poprosiłam o figi, choć nie wyglądały najlepiej. Kupiłam 10 sztuk, czyli 21 dag.



Nie mogłam się powstrzymać i po drodze zjadłam dwie. Były pyszne, słodkie, miękkie, cudne. Ostatni raz figi jadłam chyba z 15 lat temu. Nie wiem dlaczego ich nie kupowałam.


Gdy wróciłam do domu natychmiast usiadłam do kompa, żeby sprawdzić co one takiego mają.


Oto co znalazłam.


Zalety fig:




  • posiadają dużo wapnia, zalecane dzieciom i kobietom podczas menopauzy,




  • dzięki niskiej zawartości fosforu ułatwiają utrzymanie prawidłowej równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie,




  • zawierają sporo potasu więc dobrze wpływają na serce i układ krwionośny,




  • zawierają znaczne ilości witaminy K, która trzeba uzupełniać po zażywaniu antybiotyków,




  • mają dużo błonnika, likwidują zaparcia, pomocne w leczeniu raka jelita grubego,




  • maja dużo magnezu więc wspomagają układ nerwowy,




  • mają duże ilości żelaza więc chronią przed anemią i osłabieniem,




  • nalewki są pomocne na ból gardła i duszności spowodowane astmą,




  • zawierają fitosterole więc mają zdolność obniżania syntezy cholesterolu,




Czegoś mi brakuje, ale nie chce mi się sprawdzać tego u lekarza. Szkoda czasu. Trzeba zacząć ufać sobie, wtedy człowiek będzie zdrowy. Przez ten remont kuchni jem byle co, byle gdzie, byle jak. Jeszcze tylko 2 dni i będę miała piękną kuchnię. I wtedy zaszaleję. Mam już szampana w lodówce ;)


A tu ciekawostki:


"Figowiec jest pierwszą rośliną, o jakiej wspomina Biblia – po tym, jak Adam i Ewa zjedli zakazany owoc i ujrzeli swą nagość, właśnie z gałązek figowca zrobili przepaski na biodra. W wielu kulturach figowiec i jego owoc są symbolami płodności i inicjacji. Dawano je do jedzenia egipskim kapłanom podczas ceremonii wyświęcenia, żywili się nimi pustelnicy. W Afryce Północnej do dzisiaj rolnicy przed rozpoczęciem orki składają na skałach figi, jako dar dla Boga.


Z kolei starożytni Grecy i Rzymianie uważali figi za wyjątkowo odżywcze i pokrzepiające. Młodych ludzi czynić miały silnymi i wytrzymałymi, a starszym pozwalały dłużej zachować młody wygląd i zdrowie. Z tego powodu stanowiły podstawę, jadłospisu atletów przygotowujących się do Igrzysk Olimpijskich oraz były pierwszym olimpijskim "medalem" dla zwycięzców." źródło:http://www.skworcu.com.pl/135,pl_figi-suszone-200g.html







21/05/2012

Kocham ...

Gdy jakiś czas temu postanowiłam otworzyć swoje serce i odczuwać miłość do wszystkiego stworzenia na ziemi nie myślałam, że tak łatwo i szybko to się stanie. Wystarczyło tylko postanowienie i dobre uczucia same się obudziły.


Kocham Stwórcę


Jest to największa moja miłość obecnie. Czuję głęboką, szczerą, czystą miłość do Boga, który mnie stworzył, wszystko zaplanował i pozwala mi żyć tu na tym świecie i doświadczać różnorodnych rzeczy. I teraz często czuję tą Siłę Sprawczą, tylko czasami dziwię się, że inni tego nie czują. Wystarczy chcieć i pewnego dnia się obudzić i już na zawsze jest się dzieckiem Boga. Tego prawdziwego, a nie tego znanego z Biblii, czy lekcji religii.


Ten mój jest bezgranicznie dobry, wszystkowiedzący, współczujący.


Kocham Siebie


Była to kiedyś miłość trudna. Próby samobójcze miały mnie wyzwolić z problemów tego życia. Dziękuję za to że były, bo teraz wiem, że to nie ja decyduję o swoim losie. Wtedy Los ingerował w mój wybór, który teraz wydaje mi się śmieszny. Wtedy taki nie był, bo wydawało mi się, że świat się zawalił i nie ma wyjścia.


Zrozumiałam, że w życiu konieczna jest równowaga między życiem duchowym i fizycznym. Urodziłam się w wielkim mieście i w tym kraju i to jest dla mnie dobre. Tu powinnam się realizować. Naprawdę czuję się w idealnym czasie i miejscu. Nie mam poczucia, że urodziłam się za wcześnie lub za późno. Jestem IDEALNIE W CZASIE I PRZESTRZENI. I to zasługa mojego Stwórcy, który zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim sercu. Moja Miłość jest bezgraniczna i pewna.


Uważam siebie za szczęściarę. Mam co jeść, dach nad głową, żyjących rodziców, dobrą rodzinę i przyjaciół, więc czego chcieć więcej. Nie myślę, że inni mają gorzej, tylko inaczej, co innego przerabiają na swej ścieżce życia.


Kocham Rodzinę


Jest to miłość zdrowa, nie zaborcza. Każdy ma wolność wyboru, do niczego nikogo nie zmuszam. Oczywiście, że było trudno do tego dojść. Ale to jedyne wyjście. Gdy czekałam na syna, aż wróci z imprezy czy meczu, a on nie wracał, to wydzwaniałam, denerwowałam się. I on mi wtedy powiedział, że uważa na siebie i że nie przeżyję życia za niego. Ile można się nauczyć od dzieci :) Wtedy odpuściłam. I tylko czasami modliłam się: Boże proszę czuwaj nad moim synem. A potem oglądałam w prasie na 1 stronie jego zdjęcia jak "wracał" z meczu. Każdy idzie swoją ścieżką, ma swój własny Los. Ja mogę tylko czuwać doradzać, ale nie wymuszać. Mam szczęście, że on jest moim synem, bo jest wyjątkowy. Jest to możliwe jeśli kochasz bezwarunkowo.


Z ojcem też miałam problem i to chyba od dzieciństwa. Zawsze dyrygował całą rodziną, a ja się nie dawałam, bo mam podobny charakter do niego. Była ciągła walka, bicie i wyzwiska. Wybaczyłam mu, że dla niego byłam głąbem i gadziną. Próbowałam zrozumieć go, bo przecież urodził się w czasie wojny, babcia pracowała, a dzieci chowała ulica, bez miłości. Więc skąd ma wiedzieć jak kochać. Kilka lat temu powiedział, że nigdy już nie wejdzie do mego domu. Powód był błahy, bo kwestionowałam wysokość, na której miała zawisnąć półka. Teraz to brzmi śmiesznie, ale wtedy nikomu nie było do śmiechu. Ja udawałam, że nic się nie stało, chodziłam do rodziców, składałam życzenia itp. Przez dwa lata faktycznie nie wchodził do mojego domu, czasami czekał na schodach na mamę. Aż kiedyś po prostu wszedł i już tak zostało. Nie było sensu udowadniać swojej racji, szkoda życia. Mogłabym napisać grubą księgę jak uzdrawiałam nasze relacje. Ale warto było.


Kocham Przyjaciół i Znajomych


Podobne przyciąga podobne – tak się mówi i to prawda. Kiedyś miałam dużo przyjaciół, tak mi się wydawało. Jednak w życiu jest dużo różnych sytuacji i okazało się, że przyjaciele odeszli, gdy nie mogłam im już w żaden sposób pomóc. Mam teraz jedną przyjaciółkę i dużo znajomych i to naprawdę mi wystarcza.


Kocham Maxa F.Longa i Williama H.Batesa


Kocham ich miłością platoniczną, bo obaj nie żyją. Ich wkład w mój wzrost jest dla mnie ważny. Dlatego zawsze ciepło o nich myślę, błogosławię ich i życzę ich rodzinom i potomkom wszystkiego najlepszego.


Gdyby nie praca pana Longa nigdy nie dowiedziałabym się o Hunie. Nie miałabym świetnego kontaktu z Ku i Long. Otworzył mi oczy na istotę ludzką i dzięki niemu wiem, że nigdy nie jestem sama. Zawsze mam z kim pogadać i się przytulić.


Dra Batesa pokochałam za jego drogę pod prąd. Nikt mi nie mówił, że z wiekiem pogarsza się wzrok. Uświadomiła mi to koleżanka, bo podobno wszyscy w pewnym wieku noszą okulary. A ja nie i musiałam dowiedzieć się co ja robię, że nie pogarsza mi się wzrok. I trafiłam na tego geniusza, który uważał, że ludzie nie muszą, a nawet nie powinni nosić okularów. Napiszę kiedyś o tym człowieku, bo mu się to ode mnie należy.


Kocham polityków


Naprawdę dziękuję Bogu, że są i postępują tak jak postępują. Wiem, że ja taką nie chce być i jestem wdzięczna, że to nie moi rodzice ani znajomi, że nie mam z nimi nic wspólnego.


Patrzę na nich jak na ludzi, którzy mają swoje rodziny.



Np. z dłoni premiera widać, że dzieciństwo to miał straszne, nakazowo-zakazowe, ciągle się czegoś bał. Łamano jego wolę, nie miał poczucia bezpieczeństwa. Taką ma drogę życia. O każdym można coś powiedzieć, ale nie żeby usprawiedliwiać tylko zobaczyć w nim człowieka. Bo przecież człowiekiem jest przez całe życie, a premierem tylko chwilę. Zupełnie nie widzę różnicy między politykami różnych partii. Im wszystkim chodzi o kasę i władzę, nie ma różnic. Wiedza jest na dłoni ;) Podłe postępowanie polityków wynika często z trudnego dzieciństwa. W dorosłym życiu odbijają to sobie. W gruncie rzeczy to nieszczęśliwi ludzi.


Nikt nie jest w stanie wzbudzić we mnie nienawiść, bo w moim sercu nie ma po prostu na to miejsca. Jest w 100% wypełnione miłością.


Kocham rośliny i zwierzęta


Chyba dzięki roślinom pokochałam Stwórcę. Drzewa i kwiaty są tak doskonale wymyślone i zaprojektowane, że żaden człowiek by tego lepiej nie zrobił. Zawsze fascynuje mnie skąd nasionko wie jak ma rosnąć, skąd wie gdzie jest światło, przecież nic nie widzi. A potem wyciąga "szyję" do światła. Ostatnio zasiałam pietruszkę, żeby mieć świeżą natkę i mogę patrzeć jak ona rośnie i podziwiać. Wystarczy tylko trochę wody.


Co zasiejesz to zbierzesz.


Zasiałam pietruszkę i wyrosła pietruszka:)



Ze zwierzętami jest trochę inaczej. Nie popieram trzymania ich w domach, w schroniskach, ogrodach zoo itp. Dla mnie to niewola i więzienie. Gdyby właściciele usłyszeli co "mówią" ich pieski i kotki ;))) Zresztą maniacy od zwierząt są dziwni i omijam ich z daleka, nie pasujemy energetycznie do siebie. Ale darzę ich miłością uniwersalną.


Kocham Świat


Naprawdę czuję, że ten świat jest piękny. Tyle nam daje, że tylko brać i się cieszyć. Codziennie budzę się rano i dziękuję Bogu, że mam kolejny cudny dzień, że będzie słoneczko, że wszystko co mnie dzisiaj spotka jest dla mojego dobra. Naprawdę tak jest. Każda "porażka" po czasie okazuje się naszym zbawieniem i pomaga nam wzrastać. Każde spotkanie z innym człowiekiem pomaga nam. Wieczorem błogosławię dzień, który minął. Taki rachunek sumienia, czy aby źle o kimś nie pomyślałam, czy wszystko robiłam z miłością. Jeśli nie (a to często) to przeżywam jeszcze raz trudną sytuację i staram się zrozumieć drugą stronę, dlaczego postąpiła tak a nie inaczej. Wtedy zasypiam "czysta". Nie potrzebuję do tego żadnej religii, tylko utwierdzam się w niezachwianej wierze w Boga.


Czasami jest fajnie. Nie słucham prognoz pogody, bo się nie spełniają. Zamiast wydawać kasę na instytuty powinni kupić szklaną kulę, na jedno wyjdzie. Gdy wychodzę z domu z przeświadczeniem, że będzie ładnie, to moja pewność jest taka, że jak nawet będzie padało a ja nie mam parasola, to idąc w deszczu nie zmoknę. Pisałam już o tym chyba 2 lata temu. Widok jest niebywały, tak jakby ktoś nade mną zatrzymywał deszcz. Jeśli już jest nieładnie, to krótko, bo mi się lepiej żyje jak jest widno i ciepło. Ciągle nad tym pracuję.


W końcu mój świat jest taki, jak go sobie wymyślam – IKE.




13/05/2012

Rak prostaty - mój tata c.d.

W notce o raku nerki pisałam, że choroba zniknęła – do czasu. Uciekła przed nożem i się przyczaiła. Przez 6 lat wszystko było w porządku, rodzina zdała egzamin z miłości. Widocznie było zbyt dobrze, bo mój tata znowu zaczął dyrygować moją mamą i nami. Wszystko mu przeszkadzało (niezadowolenie!), wszystko było zrobione nie po jego myśli. Oczywiście on to robił z miłości, tylko to było jego zdanie. Moja mama nic się nie odzywała, tylko robiła co on chciał. Usiłowałam jakoś go nakierować na właściwą drogę, ale on był mądrzejszy. Na koniec lata 2010 wszyscy dowiedzieliśmy się, że ma raka prostaty. Nie znam szczegółów, ale miał go na pewno. Objaw, który można było zauważyć to częstomocz. Przez kilka lat pracował na tę chorobę. Klasyczny książkowy przykład. Rak nerki niczego go nie nauczył, więc ma kolejnego.



Moi rodzice chyba w Jastrzębiej Górze. Kochający się od zawsze.Tata jeszcze nie wiedział, że za 5o lat będzie miał raka.


Mieliśmy już doświadczenie, więc nie było pytań w stylu: dlaczego mnie to spotkało? Jest choroba, to trzeba ją zaakceptować i się z nią zmierzyć. Nie było żadnej walki czy wojny. Znalazłam w necie ciekawą kurację sokiem z granatów, wydrukowałam i dałam mamie. Sok z granatów ma działanie przeciwutleniające i badany był na wielu uniwersytetach, gdzie potwierdzono jego skuteczność też w leczeniu arteriosklerozy. Dałam rodzicom też karty do Makro i Selgrosu, żeby kupowali taniej te owoce. Przez całą jesień rodzice kupowali całe skrzynki. Właściwie odżywiał się tak samo, ale zakazałam im jeść pasztetową. Mieli takie przyzwyczajenie, ale teraz w tym produkcie jest tyle soli, że nie powinno się tego jeść. Ziół żadnych nie pił, tylko codziennie ten sok i to nierozcieńczony. Przez ok. pół roku do operacji. Raz mama kupiła gotowy w kartonie, ale nie było porównania z prawdziwym, za słodki i dziwny. Siostra kupiła im wyciskarkę do cytrusów, nic drogiego.


Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie wyleczy raka, ale na pewno wspomoże. Bo trzeba działać szeroko. Ojciec robił badania i nowotwór się zatrzymał, ale on chciał go chirurgicznie go usunąć. Może nie miał cierpliwości, nie mnie to osądzać. Wtedy dowiedzieliśmy się, że poprzedni ordynator łapownik umarł. A nowy ordynator nie bierze łapówek, ani żaden lekarz na tym oddziale. Naprawdę świetny lekarz, udzielał wyczerpujących informacji o stanie guza, o operacji i ewentualnych powikłaniach. Z takim podejściem długo pożyje. :)


Mama prosiła mnie, żebym zobaczyła w kartach czy tata przeżyje operację. Nie musiałam, wystarczyło popatrzeć na aurę – jeśli umrze to na pewno nie teraz. Lepiej to sprawdzić na początku choroby, bo nieraz jest tak, że ludzie przecież na coś muszą umrzeć i taki rak im pomoże w odejściu z tego świata. Ojciec musiałby się bardzo starać, żeby umrzeć, ale machina została wprawiona w ruch. Dałam mamie do przeczytania kolejną książkę, żeby też pracowała, ale wiem, że ojciec też ją czytał, ale czy zrozumiał.



Nie prosiła mnie o modlitwę więc się nie modliłam za niego. Zaprzestałam modlitw w intencji różnych osób bez ich wiedzy, bo zmieniał się przez to mój los (karma). Nie moją sprawą jest cudze życie, choć mnie może się wydawać, że mogę pomóc. To mi się tylko wydaje, a ludzie wcale nie chcą pomocy. Idą własną drogą.


Mama, siostra i ja miałyśmy grafik kto kiedy będzie w szpitalu, żeby nie chodzić razem, tylko żeby zawsze ktoś u niego był. Termin operacji został dobrze wybrany (nie nów i pełnia;)), kwiecień 2011 r. Wszystko się udało. Był jeszcze w szpitalu z 10 dni, żeby wszystko się podgoiło. Ordynator przyprowadzał studentów i mówił, że goi się lepiej jak u młodego mężczyzny. A jak miało być? Skoro tyle miał w sobie tego soku z granatów. ;) Oczywiście nikt nawet nie pomyślał o chemii. W leczeniu raka ważny jest system odpornościowy i ułatwienie ciału samoleczenia. Można organizm tylko wspomagać i nie przeszkadzać.


Prostata związana jest z męskością. Facet uświadamia sobie, że czas upływa i nie jest w stanie dłużej robić tego co by chciał. Trzeba przestać odgrywać rolę maczo i zacząć być sobą. Nie poddawać się presji seksualnej, zaakceptować poczucie starzenia się, siwe włosy. Ostatnio się wkurzył, że do mnie szedł 15 minut przez park, a kiedyś 8. Ciężko jest akceptować upływający czas. Łatwo powiedzieć, trudniej zastosować i powiedzieć to ojcu. Obcemu zawsze łatwiej. Mój ojciec to babski król, on jeden i 3 kobiety w domu. Jak pracował to był szefem kobiet. Dobrze się dogaduje z kobietami. Więc taka choroba to dla niego wyzwanie.


Próbowałam delikatnie mu to przekazać, ale chyba nie zrozumiał.


Potem pojechali jak zwykle na działkę, choć nosił ze sobą worek na rurce. Nieciekawy widok, ale my wszyscy to zaakceptowaliśmy i nie patrzyliśmy się specjalnie, żeby się nie krępował. Proces zdrowienia był błyskawiczny, ale soku już nie pił. Dałam im jeszcze art. o pestkach moreli, ale mama stwierdziła, że niepotrzebny. Za to korzysta ze wskazówek ojca Grande Majewskiego, też w necie jest sporo na ten temat. Trochę inaczej gotuje. Więcej teraz kaszy, fasoli, kminku, kapusty, cebuli i sami robią kefir. Pychota. Mam to skopiowane w pdf i ciągle rozdaję znajomym, co chcą, a nie umieją znaleźć w necie. A czy stosują to już nie wiem.


Latem pojechaliśmy do nich w odwiedziny. Mało mnie szlag nie trafił, jak usłyszałam, że mama dała niewłaściwe szklanki na stół i stół ma stać gdzie indziej, i mamy inaczej siedzieć przy stole. Powiedziałam mu, żeby tak mamą nie pomiatał. A on na to, że on tylko żartuje, ale powinno być tak zrobione jak on chce. Wtedy mu powiedziałam, że przez to zachorował 2 razy i niedługo może znowu mieć raka. Nie wolno ludźmi pomiatać, bo to nie miłość. Gdy znowu mi coś odpowiedział usprawiedliwiając się, to mu powiedziałam, że ja nie choruję a on tak. Zamknął się i nie zauważyłam, żeby wrócił do starych praktyk. Naprawdę z bliskimi to jest ciężko, obcemu można wygarnąć prosto z mostu, co robi źle i jak ma nad sobą pracować. Nie po to kilka lat uzdrawiałam nasze relacje, żeby teraz sobie przeszedł na drugą stronę.


Właśnie minął rok od operacji i wszystko się unormowało. Teraz gdy zauważę, że ma ochotę kogoś poniżyć lub kimś dyrygować, to natychmiast zareaguję i nie będę miła. Mam dość powtarzania tej samej lekcji. Trzeba się uczyć na błędach, a nie ciągle je popełniać.

12/05/2012

Diety = choroby

W kartach Illuminati jest kilka związanych z dietą. Karty te trafnie opisują naszą rzeczywistość i wiele można się z nich dowiedzieć i nauczyć.


 


Cokolwiek piszę na tym blogu, wynika z moich własnych obserwacji.


I dlatego uważam, że stosując jakąkolwiek dietę organizm w końcu się zbuntuje i ciało zachoruje. A dlatego, że ciało to doskonała maszyna. Od urodzenia wie jak funkcjonować, jak kichać, płakać, ziewać, połykać itd. Każdy człowiek wie jakie ma potrzeby, co i kiedy powinien jeść. Dlaczego później tego nie robi?


Powinniśmy uczyć się od małych dzieci. Dziecko zje tyle ile mu się chce, żeby funkcjonować, rosnąć. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby syn zjadł całą butelkę mleka, choć przyznaję usiłowałam mu wmusić więcej niż chciał. Rodzice sami psują dzieci, używając jedzenia jako kary albo nagrody. Krzywdzą w ten sposób swoje dzieci. Uczą związku jedzenia z emocjami. Jak ci smutno to chodź na lody! Jak bywałam chora to mama zawsze kusiła mnie jakimiś słodkościami, a ja podczas choroby zupełnie nie miałam apetytu na nic. Gdy dziecko się skaleczy, to mamusia da na pocieszenie cukierka.


Złe nawyki żywieniowe (jak to brzmi?) kształtują też televizja i dietetycy. Są nawet 5 letnie studia na temat różnorodnych diet. Ci ludzie później mówią ci co powinieneś jeść a co nie. Zabijają twój instynkt. Powinieneś sam odkryć jaką jesteś osobą i co ci służy. Możesz jeść tylko śniadanie, albo tylko kolację, albo co 2 godziny coś. Gdy poprzedniego dnia byłeś na bankiecie, to na pewno do kolacji następnego dnia nie będziesz głodny. Nie wmuszaj śniadania, bo na pewno nie wyjdzie ci to na zdrowie, gdy jeszcze nie wszystko strawione. W tv w każdym programie porannym są ludzie, którzy coś gotują. Wygląda to ładnie, ale jak gasną światła to wszystko ląduje w śmieciach. Kiedyś spróbowałam co upichciła była misska w markecie i mi wystarczyło. Kolejność posiłków tez jest szkodliwa. Urodziłam się na Śląsku i w mojej rodzinie słodkości zawsze się je na początku każdej imprezy. A w restauracjach je się przystawkę, potem danie główne i deser. Dziwne. I szkodliwe.


Gdy ktoś ci mówi: "trzeba jeść 5 posiłków dziennie", "najważniejsze jest śniadanie", "nie jedz po 18", "przez żołądek do serca" – to UCIEKAJ. Ta osoba nie chce twojego dobra. Ona chce tobą manipulować. Masz jeść jeszcze więcej konserwantów, polepszaczy, barwników, a najlepiej przez cały dzień nie wychodź z kuchni.


Książki kucharskie przynoszą milionowe dochody. A jeszcze większe dochody przynosi leczenie grubasów, zmniejszanie żołądka, suplementy i odtłuszczone produkty, które są w 100% sztuczne. Najpierw kusić śmieciowym jedzeniem, a potem z tego leczyć.


 


To ogromny biznes. On przynosi komuś kasę, a tobie chorobę. Przestań słuchać tęgich kucharek z tv. One dopiero zajadają emocje. Ich powiększone wątroby widać najpierw. I to powinno wysłać do ciebie czerwony sygnał. Teraz jest zdrowa żywność w sklepach eko, natura, green. To w reszcie sklepów jedzenie jest trujące?! Przed euro całe polskie jedzenie było zdrowe i dostępne. A teraz jak chcesz zdrowo zjeść to idź do eko sklepu. Sprytne. Lubię owoc pod nazwą marchewka.;)


Liczy się tylko kasa. Nie bez powodu wszystkie eko są zielone. Zielony kolor to pieniądze. A na zdrowym żarciu można duuużo zarobić. Jak starasz się o pracę to na rozmowę nie zakładaj nic zielonego. Od razu widać, że zależy ci tylko na kasie :)



Ostatnio modny jest wegetarianizm, weganizm, frutarianizm. Niby takie zdrowe, a coraz więcej ludzi tak się odżywiających umiera. Bo to nie w jedzeniu jest przyczyna. Wystarczył rzut oka na piramidę i ilości posiłków.


 


W ciągu doby nie potrafię zjeść kilkanaście razy kanapki lub coś tam. Próbowałam jeść tylko surowiznę i ciągle było mi zimno. Gdy jadłam sałaty i owoce, to ciągle burczało mi w brzuchu. Ile trzeba zjeść zielska, żeby napełnić żołądek? Z ta wodą to też ściema. Człowiek, który mało się rusza, leży na kanapie nie potrzebuje tyle wody, bo to obciąża nerki.


 


Ja wiem, że chodzi tu o nie zabijanie braci mniejszych. Ale to przecież ingerencja w potrzeby ciała. Dlaczego to świadomość ma o tym decydować co potrzebuje ciało? Wegetarianie często gardzą ludźmi, którzy lubią jeść białko zwierzęce. I te negatywne emocje niszczą ich ciała. Nie pomoże im nic, trawa tu nie pomoże. Niektórzy kucharze gotują mięso, ale informują, że z ekologicznych hodowli. Hipokryzja. Każda śmierć pachnie tak samo. Przecież jagniątko nie idzie z kwiatami i ze śpiewem na rzeź. Każde zwierzę czuje zbliżającą się śmierć, nawet jak znienacka je zabijesz.


Żeby rozregulować organizm człowieka trzeba skierować jego uwagę na potrzebę jedzenia. Zrobić z tej potrzeby pierwszorzędną. Bo przecież bez jedzenia człowiek umiera. To kłamstwo. Są ludzie, i jest ich coraz więcej, którzy nie jedzą i świetnie się mają. Nie trzeba nawet mieszkać w Indiach i być joginem. Zresztą teraz już medytacje już nie działają tak jak kiedyś. Polecam obejrzeć film.



Myślałam, że przecież w Afryce tyle ludzi ginie z głodu. Co powoduje, że jedni mogą żyć bez jedzenia, a inni nie. Myślałam, że jest to świadomość. Wystarczy, że ktoś świadomie postanowi nie jeść i już. Może tak. Tylko moje doświadczenia są inne.


Moja mama zawsze mi powtarza, że moja siostra uratowała mi życie. Gdy przestałam jeść mleko matki, to za nic nie chciałam jeść mleka zwykłego. Mama chodziła ze mną do lekarzy, którzy przepisywali mi bardzo drogie leki na apetyt. Robili mi badania, które wykazywały, że jestem zdrowa. To dlaczego nie jem? W końcu trafiliśmy do lekarza, który kazał mamie nic nie robić. Przecież świadomie się nie zagłodzę. Mam na to dokumenty, książeczki zdrowia z wpisami. Moja siostra urodziła się 18 miesięcy po mnie. I wtedy gdy mama robiła jej butelkę to ja zaczęłam też jeść. Może nikt mi nie powiedział, że powinno się jeść i dopiero musiałam zobaczyć inne dziecko pijące mleko z butelki. Po latach mogę powiedzieć, że ja przecież oddychałam, więc czerpałam pożywienie z powietrza, czyli żywiłam się czystą maną. Miałam gdzieś kalorie i wytyczne. Może źródło tej "umiejętności" jest w genach, albo mam tak zaprogramowane komórki, że mogę nie jeść i żyć. I chyba to jest bliższe prawdy.


To doświadczenie z dzieciństwa zaważyło na całe dorosłe życie. Bardzo łatwo przychodzi mi niejedzenie. Waga waha się wtedy -2 kg. Wystarczy, że pooddycham sobie świadomie kilka minut i czuję się najedzona. Tylko co ja zjadłam? Powietrze? A ile to kalorii?


Ciężko jest wrócić do słuchania swego ciała. Na stronie inedii wyczytałam kiedyś, że jak poczujesz głód to zastanów się na co masz ochotę, co byś zjadł. I ja czekałam 2 dni i na nic nie miałam ochoty. Zaczęłam w końcu jeść cokolwiek, bo przecież mogłam umrzeć (chyba). Kobiety mają łatwiej, bo mogą przypomnieć sobie okres ciąży i zachcianki. W 8 miesiącu jadłam codziennie po 2 pączki, nie mogłam się opanować. Wszyscy mówili, że to niedobrze dla dziecka, a ja miałam wyrzuty sumienia, że szkodzę nie tylko sobie, ale i dziecku. Kiedyś zjadłam 2 łyżki musztardy za cały dzień. To były czasy. Moje ciało i ciało maleńkiego dziecka we mnie dyktowało co mam jeść. Gdy urodziłam, to położna powiedziała, że mam rajdowca. Gdy się zdziwiłam, to powiedziała, że dawno nie widziała tak doskonałej krwi u dziecka.


Jeśli chcesz być zdrowy to ważny jest UMIAR i RÓWNOWAGA. Jedz naprawdę mało, bo statystyki mówią, że ludzie z niedoborami kalorii żyją dłużej. Należy też zachować równowagę. Jeśli przyjdzie ci ochota na smażoną wątróbkę to ją zjedz. Będziesz zdrowy. Najgorzej to odmawiać sobie gdy ciało woła ;) Słuchaj ciała, a nie grubasów w tv.


Chcesz być zdrowy, to zapomnij słowo "dieta".


Przypomnij sobie co do ciebie mówi twoje ciało.

06/05/2012

Choroby nerek

Zanim pojawi się rak, najpierw jest choroba. Nie przegap tego sygnału. Masz czas, żeby zmienić swój los.


Nie ma przypadków. To że zachorowałeś na raka, to sobie na to "zasłużyłeś". Każdy chciałby mieć gotowy lek na raka. Czegoś takiego nie ma i nie będzie. To ogłupianie ludzi. Szukanie leku na raka naprawdę nie ma sensu. Lek jest tam gdzie choroba – wewnątrz człowieka, a właściwie w jego psychice, myślach. Natura jest mądra. Nie można latami bezkarnie robić czegoś niewłaściwego.


Większość nowotworów daje wcześniej sygnały. Jeśli je zignorujemy to po jakimś czasie mamy raka.


Choroby nerek – niezadowolenie i krytyka innych


Jeśli bezustannie jesteś niezadowolony z siebie, z męża, dziecka, pracowników, szefów itd. to po jakimś czasie zaczniesz chorować na nerki. Jeśli nadal krytykujesz innych, usiłujesz ich zmienić, bo ty wiesz lepiej, to zwykła choroba zmieni się w raka. Bo nie posłuchałeś pierwszego sygnału. Pracuj nad tym. Gdy pojawi się myśl, żeby komuś dopiec to weź głęboki oddech i powiedz coś miłego. Każdego dnia znajdź coś pozytywnego, niezadowolenie niszczy, zjada cię od środka. I tak postępował mój ojciec. Bezustannie krytykował mamę, mnie, moją siostrę i kto się nawinął. Taki miał sposób bycia. Jego znajomi umarli na chemię, a nie na raka, więc mój ojciec nie poddał się chemii i jeszcze żyje.


Z książek Tombaka zapamiętałam jedną rzecz, choć teraz nie ze wszystkim się zgadzam. On dzieli ludzi na leniwych i pracowitych. Leniwi czekają na pomoc innych: lekarzy, bioterapeutów, oddają to co mają najcenniejsze – swoje zdrowie - w ręce obcych ludzi. Pracowici chcą pomóc sobie sami, chcą poznać prawdziwe przyczyny swej choroby. Jak nie wiedzą jak, to szukają. Szukają drogi do zdrowia, a nie czekają na cudowną tabletkę. Po latach wiem, że nie tylko odżywianie i sposób życia powoduje choroby. To naczynia połączone, więc leczenie też musi być kompleksowe. Tak leczą w Chinach.



Lekarze wiedzą, że chemia i naświetlania są nieskuteczne. Przykładem był Religa, który nie poddał się temu sposobowi leczenia. Tylko zapomniał, że choroba hodowana latami nie zniknie sama. Trzeba nad tym pracować.


Niektórzy myślą, że ich "to" nie spotka. Dlatego tak często na raka chorują artyści i politycy. Oni myślą, że są wyjątkowi. Brak im pokory. Dlatego nic nie robią i umierają.


Ostatnio możemy przekonać się, że sama dieta nie pomaga w zdrowiu. Umarł Steve Jobs choć być wegetarianinem, a nawet frutarianinem (stąd jego firma Apple). Zmarł wczoraj weganin Adam Yauch, założyciel Beasty Boys. Na raka zmarł też Oshawa, twórca makrobiotyki. Jedzenie "zdrowe" nie uchroni cię przed rakiem.


Każdy idzie własną drogą, nie ma dwóch takich samych przypadków, są podobne. Nie każdemu można pomóc. Każdy z nas kiedyś umrze, jedni na jakąś chorobę inni w wypadkach. To nieuniknione. Zawsze będzie dla nas za wcześnie, bo tyle mamy planów. Dlatego warto żyć dniem dzisiejszym, a plany są po to, żeby je zmieniać i nie przywiązywać się do nich. Nie można pomóc ludziom, którzy o to nie proszą.


Bardziej wierzę ludziom, którzy wyzdrowieli i napisali o tym książkę, niż lekarzom, którzy nie mają sukcesów.


Moja ulubiona zasada Huny: PONO - skuteczność jest miarą prawdy. Jak coś nie działa to po co to stosować.


 Życzę Zdrowia Wszystkim Myślącym Ludziom :)


 




05/05/2012

Rak nerki - mój tata

Ok 12 lat temu mój tata zachorował na raka nerki. Oczywiście nie nagle. Od kilku lat bolał go "żołądek", był senny, nie miał na nic siły. Chodził do lekarki, ale ona przepisywała mu coraz to droższe leki, które nie pomagały. Pił duże ilości wód mineralnych Jana i Zubera, bo to podobno miało mu pomóc. Ohyda. Powiedziałam mu, żeby zmienił lekarza, bo się przekręci. Zrobił to i został wysłany na badania. I prawie natychmiast po odbiorze wyników dostał skierowanie do szpitala.



mój tata w wojsku, kiedy mnie nie było na świecie i jeszcze nie wiedział na co zachoruje za 40 lat


Wtedy zaczęłam się interesować chorobami, dlaczego jedni chorują, a inni nie, od czego to zależy. Dlaczego jedni zdrowieją, a inni nie. A najbardziej interesowałam się tzw. "cudami", jak to określali lekarze. Już wtedy wiedziałam, że są 3 metody leczenia raka:




  1. chirurgia




  2. chemioterapia




  3. rentgenoterapia.




Wiedziałam też, że te metody leczą skutki a nie przyczynę. Wtedy znałam tylko Tombaka, więc moi rodzice przeczytali 3 jego książki. Ojciec pił różne mieszanki ziół, które przygotowywała mu mama, jadł potłuczone skorupki jajka, wykonywał proste ćwiczenia, które opisywał Tombak. Cała rodzina go wspierała. Dobrze, że nie zadawał głupich pytań w stylu: dlaczego mnie to spotkało? Miał raka i zaakceptował to, ale oczywiście się na niego nie godził. Zaczął myśleć jak żyć. Najgorzej rokują ci, którzy rozpaczają, nienawidzą tej choroby, albo udają, że jest niegroźna i ją bagatelizują. Jak masz katar to nie ubolewasz, że zachorowałeś tylko ciepło się ubierasz, leżysz w domu, albo łykasz tabletki lub coś tam wkraplasz do nosa.


O chemii nie było mowy, bo nieskuteczna. Wszyscy znajomi, którzy chorowali na raka, zmarli po chemii. Dziwna metoda jak dla mnie. Jak można ludziom wstrzykiwać truciznę i oczekiwać, że nie umrą. To makabryczny żart, który powinien być zakazany.


Ojciec bał się o swoje życie i dlatego zgodził się na usunięcie nerki, bo już nie pracowała. Organizm powoli był zatruwany. Nie przeszkadzało mu, że matka lekarza umarła na raka nerki. W jaki sposób ten lekarz miał wyleczyć mego ojca z raka skoro nie pomógł swojej matce? (ten ordynator zmarł kilka lat temu na raka nerki!) Dlaczego nikogo to nie dziwiło? Ale to nie ja byłam chora. Operacja się odbyła, oczywiście po wręczeniu dużej łapówki. W takiej sytuacji nikt się nie targuje, tylko płaci.


Dość szybko po operacji ojciec wyjechał do lasu na działkę i dalej stosował różne receptury z książek Tombaka. Kontakt z naturą, spokój, zdrowe żywienie zrobiło swoje.


A ja zaczęłam zastanawiać się dlaczego on zachorował akurat na tego raka. Powiedziałam mu, że jak przeszedł na emeryturę to jakby przeżył rozczarowanie. Całe życie pracował na kierowniczym stanowisku, był niezastąpiony. Mówiłam mu, że jego życie straciło sens, bo już teraz nie musi rano wstawać do pracy, nie musi się z nikim spierać, za nikogo odpowiadać. To takie zagubienie i szukanie nowego sensu życia. Oczywiście mówił, że wcale tak się nie czuje. To po co jeszcze przez pół roku jeździł do starej pracy? Myślał, że jeszcze go potrzebują? Na jego miejsce przyszedł inny człowiek. Nie jest głupi, więc zaczął nad tym myśleć i szybko znalazł sobie nowe zajęcia. Odpuścił i pogodził się z upływającym czasem. Choroba minęła, wszystko wróciło do normy.


Do czasu.