10/03/2011

Trwałe jest nietrwałe

Żyję już na tym świecie parę lat i ciągle się dziwię, że ludzie tak dużą wagę przywiązują do materii. Celem życiowym większości jest posiadanie lub zbudowanie domu. Nie jest to złe, ale nie może to być realizowane kosztem np. czasu poświęconego dzieciom, rodzinie. Żeby zdobyć finanse pracują całe dnie zaniedbując też swoje zdrowie. Można powiedzieć, że zatracają się. Jedynym dla nich ratunkiem jest wtedy choroba, która każe zatrzymać się i przewartościować swoje życie. Czy nowy dom, samochód są tego warte? Jeśli to ich nie zatrzyma to przychodzi klęska jak powódź, pożar, trzęsienie ziemi, huragan. Tv lubuje się w pokazywaniu cierpienia. W czasie powodzi pokazywali starsze osoby, które płakały, że woda porwała „cały dorobek życia”. Ogarniał mnie wtedy smutek, bo jeśli dla nich wyposażenie domu jest najważniejsze na świecie, to nic dziwnego, że los im to zabrał. Świat się w ogóle nie zmienia.

Dawno temu mój mąż pojechał do Niemiec przywiózł mini wieżę z adapterem i z pilotem. Była to pierwsza cenna rzecz jaką mieliśmy jako młode małżeństwo. O nowym nabytku wiedziało paru sąsiadów i znajomych. W święta wielkanocne gdy byliśmy u rodziny dokonano włamania, w dzień. Ponieważ były 3 zamki to wyrąbali siekierą dolną połowę drzwi. I nikt tego nie słyszał?! Gdy przyjechaliśmy to okazało się, że prawie nic nie mamy. Ukradziono tą piękną wieżę (pilot i 1 płyta zostały), nie było też telewizora, moich nowiutkich dżinsów i sztucznej panieńskiej bizuterii. Zostały pieniądze, które były za szybą regału, na którym stała ta wieża. Dziwne;) Telewizor owinięty w nasz koc odnalazł się w taksówce, która przejeżdżała naszą ulicą i policjanci ją „przypadkiem” zatrzymali. Reszta przepadła. Była sprawa w sądzie, złodziejem był sąsiad z 3 piętra narodowości romskiej. Mogłam odzyskać wartość ukradzionych rzeczy, ale musiałabym wpłacić do sądu jakieś pieniądze, a my przecież nic nie mieliśmy, a złodziej nie pracował. Odpuściłam stratę. A złodziej wkrótce umarł na cukrzycę – nikt go nie kochał. Nauczyłam się nie przywiązywać do rzeczy. Owszem kupuję, ale nie robię problemu jak się coś zepsuje, zniszczy lub zginie. Ostatnio dziecko poplamiło obrus, jak to dziecko. I usłyszałam: zobaczysz co mama ci zrobi. A ja jej nic nie zrobiłam, tylko obrus wrzuciłam do pralki. To tylko obrus. Jak się nie dopierze, to wyrzucę i kupię inny, ładniejszy.

Christchurch

źródło: ze strony dziennik.pl

Córka koleżanki miała lecieć służbowo do Nowej Zelandii. Pracuje w Anglii w firmie surfingowej. Trzęsienie ziemi było na tydzień przed planowanym wyjazdem. Nie poleciała, bo do czego. Czy ktoś tam myśli teraz o sporcie i rozrywce? Dobrze, że jej tam nie było. Strata człowieka jest większa niż strata budynku.

W życiu należy zachować równowagę.

Nie rozpaczać jak coś odchodzi. W życiu pewna jest tylko zmiana. To napędza rozwój. Nic nie jest dane nam na zawsze. Nasze cenne rzeczy dla innych są bez wartości. Wystarczy zobaczyć domy naszych rodziców, czy dziadków. Ile oni mają rzeczy. Gdy dawno temu umarła moja babcia to prawie wszystko zostało rozdane lub wyrzucone. Na pamiątkę zostawiłam sobie serwis do kawy. Nawet fotografie wyrzuciłam, bo były na nich osoby, których nie znałam, nie miałam z nimi żadnych wspomnień.

Żyć tak, żeby nie „obrastać” w rzeczy. Wtedy człowiek jest mobilny, lekki i otwarty. I żyje się ciekawiej.

Dodatek napisany 14 marca 2011

Synchroniczność jest faktem. Napisałam tę notkę dzień przed trzęsieniem ziemi w Japonii. Tragedia straszna, ale przecież oni żyjąc w takim rejonie liczą się z podobnym kataklizmem. Na moich znajomych mieszkających na Florydzie huragany nie robią wrażenia. Ciągle naprawiają swój dom (drugi), albo budują nowy. Dla nich to norma. Najważniejsze jest dla nich życie. I przyjaciele. Czasami im nic nie jest, ale sąsiedzi mają problem. To wtedy im pomagają. Jak nikomu nie pomagasz to i tobie nikt nie pomoże.

Minamisanriku

Zawsze mnie zadziwia ten widok. W morzu zniszczenia są budynki nietknięte, jakby tem kataklizm ich nie dotyczył. To samo zauważyłam kilka lat temu jak był pożar w Kalifornii. Były budynki ocalałe z pożaru, choć ogień spalił wszystko dookoła.

Mamy XXI wiek a człowiek nadal jest bezradny i bezsilny wobec Natury. Czy kraj jest biedny czy bogaty, zaskoczenie jest takie same.

03/03/2011

Katar

Kilka dni temu miałam katar. 1 dzień. Nie jak mówią 7 dni nieleczony lub tydzień leczony.


Katar źródło: demotywatory.pl


Postanowiłam spróbować nowej metody leczenia. W końcu przeczytałam tyle książek o chorobach i ich leczeniu metodami naturalnymi. Więc starałam się dotrzeć do źródła mojej „choroby”, bo katar to taka mała choroba.


Kilka dni temu zwaliło się na mnie dużo spraw naraz. Klienci dzwonili, ciągle czegoś chcieli extra. Ja miałam wykonać dużo rzeczy natychmiast, a przecież doba ma tylko 24 godziny. A więc się rozchorowałam. Bo:


Katar – "mam czegoś powyżej dziurek w nosie"


To nie tylko takie powiedzonko, to prawda.


Właśnie tak było. Zaczęłam oddzwaniać i mówić, że owszem zrobię co chcą, ale jutro, albo za dwa dni, albo za tydzień, w zależności od złożoności sprawy. Niepotrzebnie zgadzałam się na dodatkową robotę na już i to mnie dobiło. Zajęło mi to godzinę. Potem zrobiłam sobie herbatkę imbirową, zjadłam kanapkę z 3 ząbkami czosnku, posmarowałam grubo masłem i posypałam natką. I poszłam spać. Ledwo oddychałam, bo przecież miałam zapchany nos.


Rano obudziłam się zdrowa. Po katarze nie było śladu. Wszystko wróciło do normy.


Mogłam pójść na łatwiznę i wziąć tabletkę do ssania lub jakiś apap czy inne badziewie. Postanowiłam nie wydawać ani grosza w aptece i wyszło mi to na zdrowie.


Zdaję sobie sprawę, że każda tabletka, nawet niewinna witaminka to dla organizmu walka o jej unieszkodliwienie. Jeśli organizm jest osłabiony to nie będę mu dokładać jeszcze jakiejś chemii, bo sobie nie poradzi. I dłużej potrwa dochodzenie do równowagi.


Polecam ten sposób. Nie ja go wymyśliłam, ale sprawdziłam, że działa. Jakże często dzieci mają katar, bo rodzice za dużo od nich wymagają. Zacznijmy żyć uważnie, bo każdy skutek ma swoją przyczynę. Trzeba tylko się zatrzymać i ją odkryć. To tyle i aż tyle.


Dla leniwych tabletki, a dla mnie w nagrodę granat. Kupiłam sobie za 6 zł i zjadłam te pyszne ziarenka ze smakiem. Bo miałam ochotę. I tak wydałam z sensem pieniądze. Dla zdrowia.


 

26/02/2011

1% w tym roku

Posłałam już pierwsze rozliczenia roczne klientów. Na moje pytanie "komu dać 1% dochodów", słyszę - na co chcę. W ubiegłym roku wszystkie procenty poszły na funadację, która wspiera dzieci niepełnosprawne w specjalnie do tego stworzonej szkole podstawowej. Jest blisko mojego domu, więc mogłam popatrzeć co robi z datkami. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, ruina. Za to w środku niespodzianka, inny piękny świat małego dziecka. Naprawdę super. Jednak niedawno dowiedziałam się, że budują dom komuś kto stracił dom w wyniku wypadku drogowego. Ludzie mieli mały drewniany domek, ale już go nie mają, bo rozjechał ich tir. Smutne. Tylko nie rozumiem, co ma do tego fundacja wspierająca dzieci? Czyżby za dużo dostali datków, że nie wiedzą co z nimi zrobić. Ci ludzie dostaną nowy dom, za który zapłaci ubezpieczyciel, więc po co miesza się do tego fundacja. Kilka tygodni temu w lokalnej prasie nawoływał jakiś dziennikarz, że mają tylko 100 tys. i potrzeba jeszcze 50 tys. zł. na dokończenie domu, bo zamiast drewnianego zbudują murowany. A na co pójdą pieniądze z ubezpieczenia?


Czyli zła inwestycja była.


W tym roku wszystkie 1% dostanie fundacja ITAKA, która poszukuje zaginionych. Ostatnio jakoś dużo ginie bardzo młodych osób, nastolatków i dzieci. Na policję nie ma co liczyć, więc taka fundacja jest dla rodzin ostatnią deską ratunku. Nie wiadomo czy ta młodzież ucieka z domów czy są porywani, ale ktoś ich musi szukać. Na razie dostali 182 zł, ale to dopiero początek PIT-olenia. Choć w tym roku trochę mało jest dochodowych firm.


Jeśli okaże się, że i ta fundacja robi jakieś konkursy, albo sponsoruje coś lub kogoś, to w przyszłym roku chyba nic nie wpiszę, bo nie ma komu dać.


kręgi 15


Mam nadzieję, że w porwaniach nie biorą udziału Obcy, Inni.

18/02/2011

Łakomstwo nagrodzone

Listonosz przyniósł dzisiaj pakunek, a w nim niebieska polarowa kamizelka. Jestem jedną z 3 tysięcy osób, które wylosowały ten prezent. I za co? Za jedzenie czekoladek ;)


Życie jest takie poważne, że czasami trzeba się odprężyć i zjeść coś słodkiego. Każdemu jest potrzebna czasami chwila przyjemności. Cukierków nie tykam. Z jednym wyjątkiem. Są to malagi. Mała czekoladka z twardej czekolady, a w środku słodkie nadzienie z kawałkami rodzynek.


malaga


Od lat smakują tak samo. Nigdy się nie natknęłam na niesmaczne, czy z robakami (jak kiedyś z wedla). Cała moja rodzina wie, że je lubię i na każdej imprezie jest ich kilka w koszyku ze słodyczami. Wiadomo, że dla mnie. Niektórzy próbowali je też jeść, ale są dla nich za słodkie. A dla mnie akurat.


Cena jest wysoka, ale przed świętami kupiłam całe pudełko za chyba 12zł. Bardzo korzystnie. Potem zjadłam wszystkie (nie na raz :-) i wysłałam opakowanie. A dziś moje łakomstwo i wielu innych zostało wynagrodzone.


Nie namawiam do jedzenia słodyczy, ale świat byłby nudny bez słabości ludzkich. Dobrze, że ja mam tylko takie.

12/02/2011

Rok 2004 do niszczarki

W tym roku trochę późno robiłam porządki w papierach. Trzeba wyrzucić niepotrzebne dokumenty i zrobić miejsce na nowe.


1 stycznia 2011 można pozbyć się faktur z 2004 roku. Urząd skarbowy nie może skontrolować tego roku, chyba, że zaczął pod koniec zeszłego roku kontrolę. Z roku na rok jest tego coraz więcej. Kiedyś wszystkie faktury jednego klienta z całego roku mieściły się w jednym segregatorze. Teraz 1 segregator to 1 miesiąc. Oczywiście nie wyrzucam list płac i wszystkiego  co dotyczy pracowników. A także zostawiam wszystkie wpłaty do ZUS. Z nimi nic nie wiadomo. Zostawiam też zeznania roczne i wpłaty podatków. Tak na wszelki wypadek.


Ciekawe jest to, że przeglądając stare rzeczy można przypomnieć sobie tamte czasy. Naprawdę bardzo dużo się zmieniło. Ale biurokracja kwitnie i się rozwija i rośnie.


Dali


Muszę kupić nową niszczarkę.

05/02/2011

Wędrująca rękawiczka

Wszystko jest energią.


Wszystko jest ze sobą połączone.


Ostatnio doświadczam dziwne rzeczy. Otóż gubię rękawiczkę. Na chwilę, bo ktoś mi ją odnosi. Mam kilkuletnie rekawiczki z 1 palcem, skórzane, w środku wytarte futerko. Naprawdę nic drogocennego. Gdybym je zgubiła to przez chwilę byłoby mi ich żal, ale przecież to rzecz nabyta (prezent). Ciagle wyrzucam stare rzeczy, nieużywane przeze mnie od co najmniej 3 lat. Taką mam zasadę. Robię miejsce na coś nowego.


Ale z tą rękawiczką (prawą) to coś dziwnego. Raz zostawiłam w restauracji, to barman gonił mnie na ulicy. Chyba ze 4 razy zostawiłam w kiosku, jak kupowałam pisma z płytami. Musiałam wracać, bo ludzie za mną krzyczeli. Kilka razy upadła mi w tramwaju, ze dwa razy w autobusie, dzisiaj goniła mnie dziewczyna ze 200 metrów, zeby mi podać zgubiona rękawiczkę. To wszystko wydarzyło się zaledwie w ciągu dwóch tygodni. Nie mam pojęcia jak to wyjaśnić?


Wszystko co nam się przydarza ma jakiś sens.


Trzeba go tylko odkryć.

26/01/2011

VIBOVIT mój ostatni

W okresie jesienno-zimowym kupowałam Vibovit mojemu synowi. To taki preparat witaminowy, który rozpuszcza się w wodzie. Miałam świadomość, że daję dziecku witaminy, gdy nie ma świeżych owoców. Ostatnio znowu kupiłam jedno opakowanie i nie mogłam uwierzyć co zawiera ten środek. To ASPARTAM.


Wynaleziony w 1965 roku. W 1971 informowano, że aspartam powoduje dziury w mózgu u myszy. Ale przecież myszy to nie ludzie. Od 1984 roku odkąd aspartam dodaje się do jedzenia gwałtownie wzrosła zachorowalność na:


guzy mózgu


stwardnienie rozsiane


astma


cukrzyca


chłoniak


epilepsja


chroniczne zmęczenie


choroba Parkinsona


choroba Alzheimera


A zaczyna się niewinnie:


Bóle głowy / migreny, zawroty głowy, napady epilepsji, nudności, drętwienia, skurcze mięśni, przybieranie na wadze, wysypki, depresje, zmęczenie, drażliwość, częstoskurcz serca, bezsenność, problemy z widzeniem, utrata słuchu, palpitacje serca, trudności z oddychaniem, ataki niepokoju, niewyraźna wymowa, utrata smaku, szum w uszach, zawroty głowy, utrata pamięci krótkoterminowej i bóle stawów.


Aspartam = E951=ester metylowy=syntetyczny środek słodzący= Nutra Sweet= Equal= Cristal Night = Spoonful = Equal-Measure


Znajdziesz go m.in. w:


napoje dietetyczne i light (cola, oranżada, kawa)


płatki i musli (zwłaszcza light)


dietetyczne jogurty


guma do żucia bez cukru i słodkie drażetki


słodziki


napoje herbaciane


rozpuszczalne kawy i herbaty


soków i koncentratów sokowych


mieszanki do pieczenia


Aspartam codziennie zjadany nie zabija od razu. Nie umrzesz, ale będziej zapadał na zdrowiu. Aspartam powoli kumuluje się w organizmie i zaczyna niszczyć neurony, system hormonalny i mózg. Zanim cokolwiek zauważysz, może być za późno.


Polityka jest taka: doprowadzić do choroby, a potem sprzedać lekarstwo na nią. Czyż ludzie nie chorują teraz na depresję, a młodzież nie jest ciągle zmęczona? Niech jedzą więcej gumy do żucia – „już po każdym posiłku”, bo za wolno ubywa komórek nerwowych, za długo są zdrowi.


To, że jesteś chory nie zwalaj winy na gmo, farmację i innych. To ty jesteś odpowiedzialny za swoje zdrowie i co wpychasz sobie do ust. Ale żeby pakować to do preparatów witaminowych dla dzieci, to dopiero jest draństwo. Całe opakowanie trafiło do zlewu. Ja straciłam 15 zł, ale nie żałuję tej lekcji. Jesteś tym co jesz.


Vibovit junior


Jeśli bagatelizujesz tę truciznę, to znak, że Twoje komórki mózgowe zostały już uszkodzone i trudno ci pojąć zagrożenie.


 


Tutaj link do dobrze udokumentowanego artykułu: http://tiny.pl/hcfrz


 


 

24/01/2011

Prószy śnieg

Włączyłam dziś rano tv, żeby szybciej się obudzić. To był program śniadaniowy na TVP 2. I zobaczyłam prognozę pogody. Drukowanymi literami było napisane, że "jutro będzie pruszył śnieg". Nie wierzyłam własnym oczom. Kogo zatrudniają w tej tv. Nie ma dnia, żeby na pasku na dole ekranu nie było błędów. W każdym edytorze jest program sprawdzający pisownię w wielu językach. Czy piszący na pasku o tym słyszał? Czy ci ludzie nie zdają sobie sprawy, że to ogląda dużo osób. Nic dziwnego, że na wielu stronach i forach można potem oglądać wiele słów z błędami. Czasami ktoś zauważy błąd i poprawi. Ale nie w tvp 2. O godz. 10.19 znowu na ekranie wielkimi literami super wiadomość: miejscami popruszy śnieg.


Chciałam zawiadomić, że u mnie już PRÓSZY ŚNIEG i jest ślicznie.


winter snow


źródło:totaltheater.com


 

22/01/2011

TBU V 742

TBU V742


Przynajmniej od pół roku, a może dłużej niedaleko mojego bloku parkuje takie autko. Ostatnio straciło szyby. Jest powoli rozkradane. Nie mam pojęcia czy ktoś je szuka. Rejestracja mówi, że auto zostało zarejestrowane w Busko Zdroju, a teraz jest w centrum kraju.


Lubię zwracać uwagę na "obce" rejestracje, bo ciekawi mnie gdzie ludzie podróżują, gdzie gna ich los.


Jeśli komuś zależy na odnalezieniu tego autka to proszę o kontakt, wtedy podam szczegóły. A może niepotrzebnie tracę czas? :-)

19/01/2011

Krzywy Księżyc

Kilka nocy temu niebo było bezchmurne. Ewenement w ostatnim czasie. Księżyc wyglądał jakoś inaczej, był przekrzywiony w prawą stronę. Gdy uczyłam się rozpoznawać fazy księżyca to wyglądał jak literka D. A teraz jak pochylone D.


Moon in phases


Plamy na księżycu też są jakby w innym miejscu. Może mi się zdaje, ale wygląda jakoś inaczej. To, że jest bardzo wysoko na niebie to chyba związane jest z porą roku, bo słońce w południe jest bardzo nisko. Za nisko. Coś jest nie tak z naszą Ziemią.  Może zmienia swoje nachylenie. Nie znam się na tym, ale coś się dzieje. Zacznę chyba robić codziennie zdjęcia, żeby nie zwariować.


Następne dziwne rzeczy to ptaki. Stadami spadają z nieba. Jak opisują naoczni świadkowie, to one wyglądały jakby się czegoś śmiertelnie przestraszyły. Czego się boją ptaki? Nie mam pojęcia, ale ja gdybym była ptakiem to przestraszyłabym się tym, że np. nie mogę nigdzie trafić. Zamiast lecieć do domu, trafiają gdzie indziej. One są bardzo wrażliwe na działanie pola elektromagnetycznego. One wyczuwają kierunki świata i wiedzą gdzie jest północ. Niedawno wieczorem widziałam stado ptaków. Nie znam się, ale one nie wyglądały na ptaki zimowe.


Dziwne też są te dziury w ziemi. Nagle bez powodu ziemia się zapada w miejscach gdzie nie ma kopalni. Dziury są ogromne. To wygląda jakby ziemia bardziej przyciągała pewne kawałki. Brzmi to fatalnie, ale wytłumaczenia logicznego nie ma.


I jeszcze te powodzie. Ilość wody zalewająca Australię jest gigantyczna. Czyżby ktoś huśtał naszą Ziemią, to jakaś zabawa?


Samoloty latają teraz bardzo często w dzień. Nocami jest trochę spokojniej, ale nad ranem znowu zasłaniają nam niebo. Te ich eksperymenty zaczynają być groźne dla życia na Ziemi. Przestałam już robić zdjęcia, bo mi widok nieba w kratkę, krzyżyki i inne figury już spowszedniały. Ciekawe są tylko smugi, które zostawiają samoloty dwusilnikowe. A smugi są 3. Bajer. Gratis dla obseratorów.


Ciekawe czy ludzie zauważą, ze ich świat jaki znają znika?


A u mnie w domu wiosna. Wszystkie bluszcze puszczają nowe zielone listki. Czy one też się dały nabrać? Przecież ma być jeszcze zima. Kto się myli? Natura wariuje. Winny jest tylko człowiek i jego eksperymenty. W końcu Ziemia sie wkurzy i nas zrzuci z siebie. Bedzie po wszystkim, wrócimy wszyscy do Źródla.


Dzisiaj o 22.23 będzie pełnia. Nie róbmy nic ważnego, żadnych zabiegów. Szpitale dziś powinny mieć ustawowy zakaz wykonywania operacji. Człowiek ma zawsze wybór.

14/01/2011

Udawana ekologia

Na jednym z blogów ekologicznych ostatnio przeczytałam, że „modne jest  teraz kupowanie ubrań z odzysku”. Czyli używanych. I to ma być ekologiczne. A niby dlaczego? Że zamiast na śmietniku znajdzie się w twojej szafie? Przecież to ciągle jest. Chyba kiedyś o tym pisałam, ale widzę, że temat ciągle wraca, więc wracam i ja.


Kupowanie ciuchów w lumpeksie jest ryzykowne. Nie znamy poprzednich właścicieli tych ubrań. Nie wiem jak to działa, ale energia byłych właścicieli nadal jest związana z przedmiotami, które używali. Może to nici AKA, czegokolwiek dotkniemy to jesteśmy z tym połączeni. Jeśli często czegoś używamy to połączenie jest mocne i żadna chemia nie usunie tej energii. Na filmach kryminalnych w świetle ultrafioletowym widać dokładnie np. plamy krwi. A co dopiero z niewidoczną energią.


Jeśli znamy dokładnie byłego właściciela to: widziały gały co brały. Jeśli towar jest z niemieckich śmietników to radzę być ostrożnym. Nie pomoże pranie, wietrzenie, zamrażanie. Ta energia jest. I działa na nowego właściciela.


Dużo znanych osób chwali się, że kupuje ubrania tylko w lumpeksach. Potem ich życie się zmienia. Dobrym przykładem jest piękna aktorka Winona Ryder.


Winona Ryder


Ubiera się tylko w używane ciuchy i moim zdaniem straciła swoją osobowość. Nie ma żadnego stylu, zakłada co popadnie. I na dodatek zaczęła kraść. Jest bogata, a kradnie, więc mówi się, że jest kleptomanką, a kleptomania to choroba. Paranoja. Ona nie jest chora. Gdy zakłada „cudze” ubrania to wchodzi jakby w cudze życie i tak się zachowuje. Może zakłada ubrania po bankierach lub politykach ;))) Johny Depp kiedyś powiedział, że jak ubiorą go i ucharakteryzują jako pirata to staje się piratem, nie musi go grać bo nim jest. Gdy facet przebierze się w ciuchy kobiece to automatycznie zachowuje się jak kobieta. Jego gesty i sposób mówienia warunkuje ubranie.


Zupełnie inaczej jest z używanymi ubraniami dziecięcymi. Moja babcia i jej babcia i jej babcia powtarzała, że dzieci najlepiej chowają się w ubrankach po innych dzieciach. I to jest prawda. Mój syn miał ubranka po dzieciach mojej siostry. Ja wydawałam dalej jeszcze dobre ubranka. Po chorych dzieciach dobrze jest spalić zużyte ubrania, żeby nie szły dalej. Trudno tu mówić o jakiejś energii dziecięcej, ale jeśli matka daje innej matce ubrania, to wytwarza się pozytywna energia. Tylko matka rozumie, że ubranek nigdy dość, a są bardzo drogie. Dzieci szybko wyrastają. Być może z tego względu ubranka dziecięce są baaardzo drogie. Dużo ich jest w drugim obiegu.


Moja była koleżanka (bogata) po swojej córce zawsze sprzedawała ubranka i do tej pory ma z nią problemy, nie tylko zdrowotne. Jak sprzedaje się ubranka nie wytwarza się ta pozytywna energia. Ludzie w to nie wierzą, a szkoda, bo warto to sprawdzić na swoich znajomych lub rodzinie.


Ja i moi bliscy nie będziemy modni i nie będziemy ubierać się w lumpeksach. Dbamy o zdrowie. Czego i czytającym życzę. :)


 

12/01/2011

Padnie rekord?

Pytanie dotyczy zbieranych pieniędzy, a może bezmyślności ludzi. Miałam nie drążyć tematu, ale ciągle w radiu słyszę reklamy niedzielnej zbiórki. Kosztowne reklamy, ale przecież finansowane nie z prywatnej kieszeni.


Dziennikarzyny aż pieją z zachwytu, że możemy być z siebie dumni, że padnie kolejny rekord, bo przecież przybywa chorych dzieci. Że 98% Polaków ma serce.


Daję = mam serce


Nie daję = nie mam serca


Ja nie daję = bo myślę


Po 19 latach przybyło chorych dzieci. Ja, prosta kobieta myślę, że w takim razie nie tędy droga. Ideą akcji było zmniejszenie liczby chorych przez zakup urządzeń, do których były kolejki. Formuła się wyczerpała, bo widziałam w szpitalu kilka lat temu zafoliowane jakieś urządzenie z naklejką. Biznes się kręci.


Nowe urządzenie = nowy lekarz = obsługa techniczna


dużo pieniędzy = dużo urządzeń = więcej lekarzy = więcej chorych


Ludzie ! zacznijcie w końcu myśleć logicznie.


Dawanie, żeby uśpić własne sumienie nie daje spokoju. Nie można bić własnych dzieci, a potem nakleić sobie serduszka i udawać dobrego. Zupełnie nie rozumiem tego amoku.


Jak będą zbierane pieniądze na wycieczki dla chorych dzieci w takie cudowne miejsca to się dołożę.


Chiny1


Nie wspieram prywatnej inicjatywy, nie finansuję sposobu na życie kilku rodzin.


Co musi się wydarzyć, żeby ludzie zaczęli myśleć samodzielnie?


 


 

09/01/2011

Nie wspieram

Od 11 lat nie wspieram i nie będę wspierała dzisiejszej zbiórki. Znowu idę pod prąd.


Obudziłam się w nocy o 1.37. Zobaczyłam czyste niebo i mnóstwo gwiazd. Byłam w szoku, bo już traciłam nadzieję, że zobaczę niebieskie lub granatowe niebo. Odsłoniłam roletki i patrzyłam jak gwiazdki mrugają do mnie. Oszałamiający widok. I zasnęłam. Takiego układu gwiazd nie pamiętam na moim niebie. Prędzej na Mazurach są takie widoki, a nie w centrum kraju.


Egg Nebula - Crusader


źródło: Crusader - Egg Nebula


Życie na Ziemi jest piękne :)

08/01/2011

Prawda telewizyjna

Włączyłam dzisiaj tv jak gotowałam zupę i trafiłam na program o kobietach chorych na raka piersi. Pokazano grupy wsparcia, na których łyse kobiety opowiadały sobie jak walczą z przetrwaniem chemii. Nawoływano do zbiórki pieniędzy na chemię itp. wynalazki. Pokazywanie cierpiących ludzi wywołuje uczucie współczucia, chętniej dajemy pieniądze, bo sami jesteśmy zdrowi. I o to chodzi. O kasę.


Po 5 minutach wyłączyłam, bo nie było tam mowy o przyczynach tej choroby, ani o tym jak wyzdrowieć. Była tylko mowa o WALCE. Wojny nikt nie wygrywa, wszyscy przegrywają.


A prawda jest taka, że najczęściej na raka piersi chorują kobiety po aborcjach. Regułą jest: prawa pierś jest atakowana przy aborcji chłopca, lewa – dziewczynki. Wiem to z obserwacji i niezliczonych relacji chorych kobiet. Polecam książkę „Uzdrawianie międzypokoleniowe” lub rozmowę z przeciętnym psychologiem. Prawdopodobną przyczyną mogą też być urazy psychiczne, gdy kobieta jest „mężna” i przyjmuje „na klatę” obrazę innych osób (męża, matki, przełożonych). Wybacz bezwarunkowo i szczerze obrazę a choroba zniknie natychmiast. Trzeba tylko znaleźć przyczynę i ją uleczyć. Leczenie skutków, czyli chemia lub wycinanie nowotworu powoduje, że rak „ucieka” , "pływa" i atakuje inne organy. Dobrym przykładem jest niedawno zmarła świetna aktorka G.Kownacka, która najpierw miała raka piersi, a potem glejaka mózgu. Jest wiele takich przypadków. Umieralność po wynalazkach medycyny jest za duża, żeby tylko jej powierzać swoje życie.


To co pokazali w tv to walka o przeżycie po chemii, zbieranie kasy na lekarzy, którzy zajmują się wykrywaniem i leczeniem nowotworów.


Znam osobiście uleczone kobiety. Ale one po wyroku od lekarza opuściły swoje miejsce zamieszkania. Pojechały na łono natury, oczyściły swój organizm głodówką. Po takiej wiadomości (szok) musiały przemyśleć swoje dotychczasowe postępowanie, które doprowadziło do takiej choroby, więc naturalnie nie miały ochoty na jedzenie. Popytały znajomych: jaka jest szansa na przeżycie chemii i naświetlań i postanowiły leczyć się same. Dzięki temu żyją. Wyniszczony chorobą organizm musi zmagać się nie tylko z rakiem, ale też z trucizną, która atakuje wszystkie komórki, nie tylko te rakowe. Cały organizm walczy o przeżycie. Czasami przegrywa, a czasami wygrywa. Jest tyle świadectw osób „cudownie” uleczonych, bo one dzielą się swoją wiedzą z innymi, tylko kto ich chce słuchać.


Podobnie jest ze szczepionkami. Trzeba walczyć nie tylko z chorobą, ale i z trucizną, która jest aplikowana w zastrzyku. Przez to organizm się osłabia, niszczeje, system immunologiczny przestaje działać.


Każdy ma wybór sposobu leczenia i wolną wolę. Jak na razie nie ma przymusu korzystania tylko z oferty medycyny. I jeszcze to nawoływanie do codziennych badań piersi. Odradzam. Kto szuka ten znajdzie.


A piersi kobiety są takie ładne, szkoda ich pod nóż.


angel

07/01/2011

Coś jest w powietrzu, a ZUS pracuje jak torpeda

Dzisiaj miałam pracowity dzień i dużo jeździłam po mieście. Z nudów na przystanku zaczęłam rozgarniać chmury siłą mojego umysłu. Wow, jak to brzmi ;) Zaczęło się przejaśniać, ale nie zobaczyłam niebieskiego nieba, bo przyjechał tramwaj. Gdy przesiadałam się na ruchliwym skrzyżowaniu zauważyłam przede mną chłopaka, który ciagle gadał przez telefon. Wszyscy zatrzymali się na czerwonym świetle, a on rozmawiał i szedł do krawężnika. Nie zauważył tramwajów z jednej  i z drugiej strony. Miałam obie ręce zajęte więc nie mogłam go złapać za kurtkę więc "siłą mojej woli" zmusiłam go żeby się zatrzymał i cofnął. Zrobił to, zauważył te tramwaje, ale ciągle gadał. Nie wiem co by zrobiła jego matka, gdyby mu się coś stało.


Poszłam do ZUS oddać ZLA pracownika, a przede mną 32 osoby.


zus


Taką karteczkę trzeba sobie wydrukować. Poszłam do klienta obok ZUS-u po faktury do rozliczenia grudnia, potem wysłać faktury, ale nie na pocztę tylko przez In Post. Gdy wróciłam po 20 minutach, prawie była moja kolej. Wyszłam o 13:52, a więc 32 osoby zostały obsłużone w 27 minut! Niestety część osób prawdopodobnie zrezygnowała, ale nie miałam okazji tego sprawdzic, bo mnie przy tym nie było.


Może to wiosna.


Wszystkie moje roślinki domowe wypuszczają nowe pędy, a różyczki i storczyk zawiązują pąki kwiatów. Natura nigdy się nie myli, a meteorolodzy zawsze.

06/01/2011

Kolejne święto

Wszyscy mamy dziś wolne.


Niespodziewanie, bez instrukcji jak ma być świętowane.


Nie pamiętam, żeby w mojej rodzinie był to szczególny dzień. Wszystkie inne święta spędzamy rodzinnie w domu, bo do kościoła nie chodzimy.


Dlaczego mam oddawać cześć trzem królom lub magom? Dlaczego w ten dzień święci się złoto, kadzidło i kredę czy może mirrę? Po co to robić? Czyż złoto nie jest już uznawane za bożka, a kreda uświęcona czym się różni od tej zwykłej?


Wydaje mi się, że kościół katolicki robi wszystko, żeby odciągnąć człowieka od Boga. Każe kłaniać się wyobrażeniom świętych uznanych przez ten kościół, modlić się do tych świętych, budować kolejne kościoły. Coraz więcej ludzi odchodzi od kościoła i wraca do Boga prawdziwego.


Byłam juz dziś na spacerze, bo rano było pięknie, słonecznie. Potem na niebie zobaczyłam samoloty, które zostawiały znane mi smugi. Leciały we wszystkie strony, jeden za drugim. Teraz znowu zrobiło się pochmurno i nie widać słoneczka. Coraz bardziej upewniam się, że mamy czegoś nie zobaczyć na niebie, a choroby są tylko efektem ubocznym. Zmienili skład tych mieszanek, bo codziennie teraz na biebie widać tęczowe przebłyski, tak jakby na niebie były metaliczne drobinki.


Błogosławię pilotów, błogosławię ich rodziny do 4 pokolenia, błogosławię ich dowódców i błogosławię te chmury nade mną.


Ten dzień jest dla mnie wolny, ale nie święty.


 

05/01/2011

Witam w nowym roku

happy


 


Dopiero teraz poczułam, że nadszedł nowy rok. Chyba spowodowało to zaćmienie słońca i nów. Bo teraz czas przyśpieszył. Po tygodniu nicnierobienia pora zacząć żyć, a więc kupiłam nowy kalendarz na biurko.


W tym roku nie chciało mi się czytać ubiegłorocznych horoskopów. Kiedyś była to moja ulubiona lektura - sprawdzać, że nic co zapowiadano się nie spełniło. Nie robię też żadnych postanowień, bo przeciez to nie jest magiczna data.


Warto podsumować ubiegły rok, który dla mnie był wyśmienity. Odeszli źli ludzie, którzy byli dziwni i do mnie nie pasowali. Nie żałuję znajomości, które nic nie wnosza do mojego życia. Przestałam już być ofiarą i poduszką do łez. Wyleczyłam swój kręgosłup i to chyba na stałe, bo do tej pory mnie nie boli. Moja rodzina i znajomi też są jakby mniej chorzy, bo do zdrowia trochę im brakuje. Nie każdy chce być zdrowy, za to każdy chce wziąć magiczną tabletkę i wyzdrowieć. Tak nie ma. Trzeba znaleźć przyczynę i popracować nad swoim postępowaniem, charakterem, dietą itp.


Nauczyłam się odmawiać nagabywaczom. Nie tłumaczę się dlaczego nie chcę czegoś prenumerować, po prostu kończę rozmowę:  nie interesuje mnie to, dziękuję za telefon i miłego dnia, do widzenia. Oszczędzam w ten sposób czas i dobre samopoczucie.


Coraz bardziej doceniam moją pracę, a wręcz uważam, że jest świetna. Pozwala mi na lenistwo, które trzeba potem odrobić. Ale mam wolność.


Przestałam modlić się o coś, a modlę się dziękczynnie, za to co mam i co mnie spotyka. Codziennie rano po obudzeniu dziękuję Bogu-Stwórcy, że czeka mnie kolejny fajny dzień. Świat jest taki piękny, a życie tu na tej Ziemi jest darem i nagrodą. Kiedyś myślałam, że ludzie zostali zesłani na ziemię, żeby odpokutować swe winy. Coś jak kolonia karna dla wyrzutków Kosmosu. Teraz już tak nie uważam. Człowiek się zmienia i zmieniają się też poglądy.


Z optymizmem patrze w przyszłość.


 

28/12/2010

Co jest ważne?

Jakiś czas temu miałam sen.


Byłam sama w domu, ale to nie był ten, w którym teraz mieszkam. W pewnej chwili zauważyłam mały ogień po prawej stronie mieszkania. Popatrzyłam na ten ogień i zaczęłam zastanawiać się co wynosić z domu, co uratować z pożaru. Wzięłam z szafy parę rzeczy razem z wieszakami i wyniosłam. Wróciłam i stałam zastanawiając się co mam jeszcze wynieść. Stałam i nic nie robiłam tylko patrzyłam jak płonie sobie mały ogień. Nie zagrażał mi, bo był mały i nie powiększał się. Tak jakby dawał mi czas na ocalenie najważniejszych dla mnie rzeczy.


Koniec snu.


Sen się skończył, a ja zostałam z pytaniami. Dlaczego nie wynosiłam wszystkich swoich rzeczy? Miałam dużo czasu, żeby uratować wszystko co mam w domu, a ja tylko stałam i wartościowałam. W efekcie prawie nic nie wyniosłam. Zostawiłam nawet dokumenty, pieniądze, karty bankomatowe itp. Wyniosłam parę ubrań, bo coś musiałam wynieść, nawet nie zastanawiałam się nad porą roku i co mi się może przydać. We śnie uznałam, że nic nie jest warte uratowania z pożaru. Czyli rzeczy materialne są ulotne, nie mają dla mnie znaczenia. Dziś są  takie - jutro są inne ważniejsze. W drodze do pracy widzę niszczejące fabryki i wspominam ludzi, którzy w nich pracowali. Dla nich to było ważne miejsce, w którym zostawiali dużą część swojego życia. Prawie czuję ten pot i krew. A teraz te budynki są ruiną, bo nie ma w nich ludzi. Współczuję tym, którzy tam się wprowadzą, bo mają tam być lofty. Ludzie zapłacą duże pieniądze, żeby mieszkać w takich mieszkaniach. Dziwne. Materia zostaje, a my idziemy dalej.


Pamiętam w czasie powodzi, jak tv pokazywała starszych ludzi płaczących, że woda zabrała im dorobek całego życia. Ja ich rozumiem, ale ich dorobkiem powinny być dzieci, które powinny zostać wychowane, żeby teraz pomóc rodzicom. Ci ludzie przekonali się na własnej skórze co są warte rzeczy. Dla ludzi w potrzebie działa system rządowy pomagający ponownie stanąć na nogi. A przynajmniej powinien działać. Ale zawsze można liczyć na sąsiadów lub całkiem obcych, którzy pomogą.


Dobra materialne są ważne, ale nie najważniejsze. Mają nam umilać życie, a nie być esencją życia.


Ostatnio usłyszałam rozmowę. Dziecko coś poplamiło czy uszkodziło. Starszy brat powiedział: zobaczysz co ci zrobi mama jak to zobaczy. Niebywałe jak małe dzieci są wychowywane w poczuciu strachu i ważności nieważnych rzeczy. Jasne, że może nam być przykro jak coś zostanie zniszczone, ale potraktujmy to jako lekcję, a nie katastrofę.


Uświadomiłam sobie, że to ludzie są najważniejsi. Ważna jest moja rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, klienci. Bo to oni w trudnych chwilach mogą mi pomóc. Ja też mogę sobie pomóc.


Najgorzej mają ci, którzy są sami na świecie, a mają tylko przedmioty. W czasie Świąt czują się chyba bardzo samotnie. Zawsze jest czas, żeby się obudzić i zmienić swoje nastawienie do życia.


Moje życie jest jak leżąca ósemka, raz na górze raz na dole. I taka sytuacja uczy pokory.


Afryka


Możesz w życiu stracić wszystko, ale gdy zostaniesz sam - to masz problem.


Zawsze jest z Tobą Stwórca, więc nigdy nie jesteś całkiem sam :)


 


 


 


 


 

25/12/2010

Moja choinka

Tak wygląda w tym roku ubrana moja kilkunastoletnia choinka:


moja choinka 2010


Ta choinka zostawia igły na podłodze w czasie ubierania, a nie rozbierania. Jest już stara, ale jara ;) W tym roku dokupiłam złote bombki, bo jakoś było mi mało. Są też czerwone bombki i złote łańcuchy, a światełka są ciepłe i żółte. Bardzo mi się taka choinka podoba.


Kiedyś miałam żywą choinkę, ale właściwie to nie żywą, a umierającą. Każdy chce mieć żywą choinkę w domu, a nie zastanawia się nad tym, że jest to żywa energia. Wystarczy zamknąć oczy i wczuć się w to co czuje nasza "żywa" choinka bez korzeni. Ona gaśnie ślicznie przystrojona i powoli umiera. Przecież ona pachnie tylko przez 1-2 dni, a potem to tylko kłopot. Naprawdę każdy to czuje tylko udaje, że tak być powinno.


Największe hipokrytki to znane osoby. Nawołują do zaprzestania noszenia skór zwierzęcych, a same kupują umierające drzewka, ubierają je ładnie i cieszą się z ich powolnego umierania (jak np Dżoana).


Dobrzy ludzie szanują KAŻDE życie i nie niszczą je dla zabawy, a źli tylko mówią i udają, a po czynach ich poznacie jakimi ludźmi są naprawdę.


Cieszmy się, są Święta.

23/12/2010

Idą Święta :)

Dobrych Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim internautom.


swieta


Czas tak szybko mija, a tu już Święta. Moje ulubione, bo przecież będą prezenty.  Ja już wszystkie kupiłam. Jutro popakuję i rano ubiorę choinkę. W moim domu prezentów nie było na Mikołaki tylko w Wigilię, po kolacji. Jako dziecko szybko zjadałam co trzeba i po prezenty. Zawsze się cieszyłam, bo dostawałam różne potrzebne i niepotrzebne rzeczy. Przed Świętami z siostrą przeglądałyśmy szafki i czasami udało nam się znaleźć nasze prezenty. A czasami były tak dobrze ukryte, że były dla nas niespodzianką.


Święta są kolejną okazją, żeby w gronie rodzinnym usiąść, zjeść coś dobrego i pogadać. Różnie w mojej rodzinie było, ale na Święta wszyscy zapominali o urazach. Nie poruszało się tematów drażliwych i miło spędzało się czas.


Żal mi było ludzi, którzy nie czuli "magii świąt", bo to znaczyło, że nikogo nie kochali i sami nie byli kochani. Teraz tylko im współczuję braku miłości w ich życiu. Małe dzieci czekają na Mikołaja i im się podobają te święta. Młodzież się nudzi, bo przecież muszą siedzieć z rodziną bliższą i dalszą przy stole, a nic nie mają do powiedzenia. Lub nie są dopuszczani do głosu. A wszystko to z braku miłości.


W necie pełno jest takich sfrustrowanych ludzi, którzy nie rozumieją "tej całej szopki". A przecież takie RODZINNE spotkania są bardzo ważne. Nie dajmy się zmanipulować, że każdy może robić co chce w tym czasie. Narty mogą poczekać. Wiadomo, że Mikołaja wymyśliła Coca-cola i nie trzeba zwalać na niego, że to on przyniósł tę górę prezentów. Potraw też może być kilka, tych ulubionych. Trzeba mieć dobrą wolę. Kiedyś może zabraknąć nam bliskich, bo odejdą z tego świata. Doceńmy to, że teraz są z nami.


A tym, którzy nie lubią Świąt życzę miłości - do siebie i do ludzi.