25/10/2013

Modlitwy na świecie

Obudziły mnie modlitwy. Już nie spałam, ale jeszcze się nie obudziłam. I wtedy usłyszałam jak ludzie na całym świecie się modlą, chyba o pokój, ale nie zrozumiałam słów. To były raczej dobre intencje. Dosłownie usłyszałam i poczułam jak ludzie się modlą na każdym kontynencie.



Najpierw zrobiło mi się głupio, ze podsłuchuję cudze modlitwy, bo ja nie chciałabym, żeby mnie ktoś podsłuchiwał. Potem poczułam ich intencje i przepełniła mnie błogość. Trudno to wyrazić słowami, ale wrażenie było niesamowite. Nie liczyłam się ja jako kobieta w Polsce, tylko jako byt i energia, podobna do innych. Uczucie zjednoczenia, a równocześnie odłączenia. Jestem częścią całości nie tracąc przy tym własnej odrębności. Nie umiem lepiej tego wytłumaczyć. Było to bardzo realne. Obudziłam się pewna, że wszystko będzie dobrze, nie będzie wojny, katastrof ani końca świata. Bardzo budujące, ze są ludzie, którzy modlą się za cały nasz świat. I ja o tym wiem, bo ich usłyszałam.



Czy to są jakieś testy, albo eksperymenty?


24/10/2013

Świat to lustro

Świat to zwierciadło, w którym odbijają się myśli i zamiary ludzi. To zdanie z Transerfingu Rzeczywistości. I to jest prawda.



Jeśli myślisz o sobie, że jesteś gruba, brzydka, niezdara, nie masz pracy, nie masz przyjaciół, jesteś chora – to tak będzie. Bo świat jak lustro odbija twoje życzenia i zawsze się z tobą zgadza. Dlatego zawsze myśl o sobie dobrze i nie obwiniaj się. W każdej sytuacji znajduj jakieś plusy, żeby nie wiem co się działo. Zwierciadło odbija to co chcesz, ale z opóźnieniem. Więc teraz mówisz o sobie: jestem szczęściarą i mam szczęście, a świat ci po jakimś czasie odpowie, że faktycznie tak jest. Jeśli nie zniechęcisz się i konsekwentnie będziesz myślał dobrze, to doczekasz się nagrody. Jak Doda. Od dziecka rodzice jej powtarzali, że jest wspaniała, ona w to uwierzyła i sama o sobie zaczęła tak myśleć. I osiągnęła sukces, każdy ją zna, choć nie umie zaśpiewać żadnej jej piosenki. Gdy zwątpi to los się odwróci, a świat odda jej to co o sobie pomyśli. Każdy tak może, jak tylko zechce.


Świat to taki duży sklep, możesz wybrać co chcesz i to wziąć. Gdy jechałam do pracy, to pomyślałam, żeby dziś przyszło dużo ludzi. Nieraz siedzę i przyjdzie jedna osoba. Nudzi mi się i czasem szkoda mi czasu. Lepiej mieć w pracy zajęcie, bo czas wtedy szybciej mija. No i ludzie zaczęli przychodzić, a nawet była kolejka. Zarobiłam tyle, co w całym miesiącu (prawie ;). Oczywiście kasę dostał szef nie ja. Ale byłam zadowolona. Dostałam to co chciałam, bo TR działa, tylko trzeba precyzyjnie składać zamówienie. Co to znaczy - dużo? Przecież tak nie powiem w sklepie, bo dadzą mi tyle aż powiem: dość, już mam dużo.


Po okresie awarii, wygładził się mój świat. Wszystko się psuło, a ja niezmiennie powtarzałam, że wszystko układa się doskonale. I wszystko zaczęło się szybciej zdarzać. Zamówiłam w internecie prezent na rocznicę ślubu, miał dotrzeć na czwartek, a dostałam go we wtorek i to z Nowego Targu. Wszystko uzgodniłam mejlowo (17 mejli) i bezproblemowo. W rzeczywistości prezent jest lepszy niż na fotce. Jestem bardzo zadowolona. Mój świat też jest zadowolony :)


Nie ma rzeczy niemożliwych.


Wszystko jest tak jak ma być.

19/10/2013

Sen o uratowanym dziecku

Minionej nocy miałam optymistyczny sen.


Byłam zdrowa, ale trafiłam do szpitala. Tam mi coś podali i umarłam. Ale moja dusza była jeszcze blisko i widziałam jak dwie osoby mnie ożywiły. Dla mnie było to normalne, ale nie wiedziałam po co zmartwychwstałam. Potem zaprowadzili mnie do innej sali i ja ożywiłam małe dziecko. Oni mnie uratowali, żebym ja uratowała to maleńkie dziecko. Nawet nie wiem czy to był chłopiec czy dziewczynka, bo to nie było dla mnie istotne. Młodsze niż na tej fotce.



Wzięłam to dziecko na ręce i wyszłam przed szpital na coś co przypominało boisko, albo dziedziniec z płyt betonowych, a wokoło były 4 piętrowe budynki. Stałam tam, a przede mną było ok. 20-30 policjantów. Mieli czarne mundury i starali się mnie otoczyć, a ja przechadzałam się do przodu, do tyłu, w bok, robiłam obroty, żeby nie mogli namierzyć i skrzywdzić tego dziecka. Wiedziałam, że to nie ja jestem celem i mi nic nie zrobią. Zobaczyłam jakąś kobietę z karabinem na dachu jak w nas celowała, ale wyśmiałam ją. Schowała się, a z drugiej strony dachu inna kobieta też próbowała nas zabić. Też się jej nie udało. Nie wiedziałam co będzie dalej. Ale kobieta i mężczyzna, którzy mnie uratowali dawali mi do zrozumienia, że ze mną to dziecko jest bezpieczne i nikt mu nic nie zrobi. I tak chodziłam w różne strony z maleństwem wtulonym w moje objęcia. Dziwne, ale nie widziałam twarzy moich wybawicieli, światło docierało tylko do ich szyi.


A potem obudził mnie deszcz pukający w parapet. Byłam zadowolona, bo uratowałam maleńkie dziecko. Nie mam pojęcia gdzie to mogło być, bo nikt się nie odzywał, porozumiewaliśmy się telepatycznie.


Deszcz przestał padać o 9.30 a o 14.00 wyszło słoneczko. Był piękny dzień :) A teraz widno jak w dzień, bo księżyc prawie w pełni. A na niebie żadnej chmurki.


A niestrudzeni w objaśnianiu świata naukowcy uważają, że sen oczyszcza mózg z toksyn. Nic więcej. Takie malutkie pranie mózgu ;)  sen


17/10/2013

Prezenty

Dwie godziny spędziłam w galerii szukając odpowiednich prezentów. W każdym sklepie witana byłam biznesowym "dzień dobry". Co to się porobiło. Uczono mnie, że to osoba wchodząca mówi dzień dobry, a nie np. kasjerka do kolejnej osoby w kolejce. Zrobiło mi się niedobrze od tej sztuczności. Gdzie tu zainteresowanie i kultura. To takie denerwujące. Prawie tak samo jak życzenie miłego dnia. Puste i nieszczere.


Rano przeczytałam rozdz. VIII tomu VI TR o prezentach i komplementach. Pasuje do dzisiejszego dnia. :)


Autor ma rację co do komplementów. Mówimy je od niechcenia, automatycznie, wcale naprawdę tak nie myśląc. Same banały. Życie będzie lepsze jeśli komplementy zastąpimy prezentami. Komplement oprawiony we wdzięczny dowcip staje się podarunkiem.


Prezent to szczere zainteresowanie drugim człowiekiem. Wystarczy podkreślić jego ważność i wartość, powiedzieć coś niesztampowego, prawdziwego, a otrzymamy w zamian wdzięczność i przychylność. Bezwzględnie unikać należy szablonowych zdań, bo one nie zostają w pamięci. Jeśli powiesz komuś, że dobrze wygląda, to nie wzbudzi zainteresowania. Ale jak powiesz: Faktycznie jesteś tak piękna, czy mi się tylko wydaje. Prawda, że jest różnica :)


Ludzie bardzo potrzebują prezentów. Mają poczucie niższości, beznadziei, kompleksy. Wystarczy powiedzieć coś miłego specjalnie dla nich, własnymi słowami podkreślić ich wyjątkowość, a będą szczęśliwi, że ktoś ich zauważył.


Każdy człowiek potrzebuje szczerej uwagi, zainteresowania, wsparcia, bezinteresownego prezentu. Artyści często na początku swej drogi dostali taki prezent - mało znaczącą uwagę, a ona ich ukierunkowała i zmieniła. Takie prezenty posiadają siłę mogącą zmienić los człowieka.


Trzeba nauczyć się dawać takie prezenty ludziom. Podkreślać ich zalety, podnosić na duchu, zauważać jacy są wyjątkowi. Można w ten sposób wskazać komuś jego drogę życiową. Będę trenować w rozdawaniu takich prezentów.


W sobotę oprócz materialnego prezentu dam też inny, wyjątkowy i specjalny, tylko dla tej osoby.

14/10/2013

Sen o zabawie

Tym razem byłam w USA, w jakiejś wsi lub miasteczku. Królowała tam muzyka country i kapelusze ;)



Byłam w jakiejś stodole, w której organizowałam zabawę – potańcówkę sobotnią. Wymyślałam różne konkursy, układy taneczne, żeby wszyscy mogli brać udział w zabawie. Były jakby dwie drużyny i ja miałam się opowiedzieć po którejś stronie, czyli wybrać któregoś przywódcę. Dziwny układ, bo nie lubię za bardzo tej muzyki, ale nie chciałam nikogo urazić. Wszyscy za moimi plecami mówili, że ja się tam pojawiłam, bo to było przeznaczenie i oni na mnie czekali. Słyszałam szepty i ukradkowe rozmowy na mój temat. Zabawne, bo ja raczej nie wierzę w przeznaczenie. Wiem, że pewne rzeczy muszą się wydarzyć, ale bez przesady, mamy wpływ na to co robimy i co wybieramy w życiu. Skoro cała społeczność była przekonana, że przybędzie jakaś kobieta i ich poprowadzi (do czego?), i że to jestem ja, to niech tak myślą. Nie ma to wpływu na moje życie (bo ja śnię). Ja po prostu się ubawiłam. Tylko ten wybór, który miałam dokonać, był trudny. Ale tego nie zdążyłam zrobić, bo się obudziłam.


Bardzo ciekawe było to, że zdawałam sobie sprawę, że to sen, ale nie chciałam ingerować i samej decydować jak ten sen poprowadzić. Postanowiłam poddać się wydarzeniom i zobaczyć co będzie. Czułam, że ja też się mogę w tym śnie czegoś dowiedzieć o sobie. Pamiętam każdy szczegół, każdą osobę, wszystko bardzo dokładnie, kolory i zapachy. Nie znam nazwy tej miejscowości, ale gdybym się tam pojawiła w realu, to na pewno poznałabym ją. Ale nawet teraz nie wiem, kogo miałabym wybrać jako zwycięzcę.


Fajnie tak podróżować, bez paszportu, bez samolotów. Nie będę szukała znaczenia tego snu, bo nie sądzę, że coś znaczy. Raczej wydaje mi się, że ja tam naprawdę byłam. Nie wiem jak to wytłumaczyć.



To miła nocna przygoda.

10/10/2013

NIE powinnam

Jechałam ok. 12 do klienta. Zobaczyłam tramwaj, który jechał w przeciwnym kierunku. Był przepełniony, a przecież jest środek dnia. To nienormalne. Było tam pełno staruszków. Uświadomiłam sobie, że jest tak ładnie i oni jadą na cmentarz, który jest w tamtym kierunku. Pomyślałam, że ja też powinnam tam zajrzeć, bo mam tam babcię męża.


Wtedy odezwał się Nadzorca: przestań się obwiniać, nic złego nie zrobiłaś. (Czy on kiedyś śpi?) Rzeczywiście pomyślałam: po winna m.


Tak bardzo nam wpajano różne powinności, że w niektórych sytuacjach myślimy o sobie źle, czujemy się winni i czekamy na karę. I kara będzie, bo jak jest wina to jest kara. Ja nic nie muszę. Jak będę chciała to znajdzie się czas na różne rzeczy, które będę chciała zrobić, a nie powinnam zrobić.


Ludzie chodzą się modlić i powtarzają: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. A co takiego zrobili? Nic. Jeśli naprawdę zaszkodziłeś komuś, kogoś skrzywdziłeś to nie obwiniaj się tylko napraw zło, które wyrządziłeś. Możesz przeprosić, albo wynagrodzić, a potem zapomnieć i iść dalej bez poczucia winy. To kary już nie będzie.


Kiedyś zaskoczyły mnie wypadki, którym ulegają ludzie idący w pielgrzymkach. Dlaczego ?, przecież się modlą. To nie Bóg ich krzywdzi, to oni sami sobie robią krzywdę. Teraz to wiem i już się nie dziwię.


Skreślam to słowo z mojego języka.


Żeby nie zrobić sobie krzywdy trzeba uważać na to co się myśli. Zmień myślenie o sobie i o innych, a znikną problemy i choroby. Nie musisz w to wierzyć. Spróbuj. Wybór należy do ciebie jakie życie wybierzesz.


A październikowa maciejka ciągle pachnie i będę miała nasionka na przyszły rok. Nocna fotka, bo właśnie wróciłam do domu ;)



 

09/10/2013

Synchroniczność w praktyce

Rano obejrzałam ten film i przypomniałam sobie o synchroniczności. Lubię wykłady Nassima, bo wydaje mi się, że zawsze się uśmiecha.

Film przypomniał mi, że to co Zeland opisuje w Transerfingu inni opisują to samo używając innych słów.

Wieczorem miałam iść na spotkanie biznesowe. Musiałam kupić czarne spodnie, bo stare wyrzuciłam i nie miałam w czym pójść. Wzięłam odpowiednią ilość gotówki i wsiadłam w tramwaj. Widziałam wcześniej sklep z polskimi ciuchami i chciałam tam dojechać. Oczywiście miałam przy sobie kartę i mogłam w razie czego jechać do galerii i kupić coś droższego, czyli plan B. Jak zwykle w podróży czytałam książkę. Po jakimś czasie przypomniałam sobie, po co jadę i wysiadłam. Przystanek za wcześnie. Ale nic to, nie ma przypadków. Ważny jest cel – zadanie. Gdy bocznymi uliczkami starałam się dojść tam gdzie planowałam zobaczyłam zupełnie inny sklep. Weszłam, kupiłam spodnie jakie chciałam. Cena była przystępna i starczyło jeszcze na krótki żakiet. Plan został wykonany. Spotkanie się udało, bo byłam zadowolona z zakupu.

Wysłałam zamówienie, a świat zadbał o mnie. Dostałam to czego potrzebowałam. Myślałam o celu i to się stało.

W tej sytuacji ważne było zdecydowanie by mieć. Nie było tu wiary ani nadziei tylko pewność, że mi się uda zrealizować zadanie. Tu nie było ważności tylko pewność. Muszę nauczyć się to rozróżniać i potrenuję najpierw na małych rzeczach. Wtedy życie będzie łatwiejsze.

08/10/2013

Tak działa świat

To suplement do wczorajszego wpisu.


Sytuacja z tortem to świetny przykład jak działa świat i jak to tłumaczy Transerfing.


Można powiedzieć, że dostałam to co chciałam:




  • bardzo mi zależało, żeby tort był dobry – ważność – za bardzo chciałam. Powinnam nie nadawać temu tek wysokiej rangi. Ale ciężko nad tym zapanować. Siły równoważące zaczęły działać. Dostałam to czego nie chciałam.




  • miał być inny niż pierwszy tort – i był inny – gorszy, ale też czekoladowy – warunek spełniony, choć nie po mojej myśli. Część gości jadła poprzedni tort więc nie chciałam, żeby jedli to samo.




  • byłam tak pewna, że wszystko będzie dobrze, że nie założyłam planu awaryjnego. A więc znowu ważność, miał być tort i nic innego.




Zawsze znajdzie się ktoś kto wykona zamówienie, a ta cukiernia akurat to zrealizowała.


Nauczka, żeby być zawsze w każdej nawet błahej sytuacji, czujnym i uważnym. Żeby wszystko się udawało trzeba roztoczyć kontrolę nad biegiem myśli i zawsze kierować je na cel jaki chce się osiągnąć.


Tak działa świat. Dotyczy to rzeczy małych i dużych, bez różnicy. Gdy czegoś bardzo chcesz to odpuść, udawaj, że ci na tym nie zależy. Jednocześnie myśl o celu jakby już był urzeczywistniony. Tylko tyle.


A następnym razem (za 5 lat) może zrobię albo zamówię taki tort. ;) Długa droga przede mną.



źródło: tortyartystyczne.pl z Poznania

07/10/2013

Nie polecam

We wrześniu zamawiałam 2 torty. Dwie imprezy urodzinowe nie mogły sie odbyć bez tortów. Bo w co wetknąć świeczki ;) Jeden był z bitą śmietaną i ważył 1,40 kg. Był dobry. Potem w tej samej cukierni zamówiłam tort mniejszy 1,20, też z bitą śmietaną i z polewą czekoladową. Gdy poszłam po odbiór, czekał na mnie inny tort. Gdyby nie napis i gdyby nie zaliczka i goście, to bym go nie wzięła. Tort był taki sam jak pierwszy i miał 1,40. Gdy zwróciłam na to uwagę to pani wyjęła kopie zamówienia i pokazywała mi, że jest 1,40. A to napisał cukiernik na zamówieniu 1,20. Potem się tłumaczyła, że to czekolada może więcej ważyć. Przecież cukiernik doskonale wie co ile waży, bo robi torty codziennie. Ręce mi opadły, bo okazało się, że to moja wina. Tak na mnie naskoczyła, że zaczęłam się śmiać z tej absurdalnej sytuacji. Może powinnam odstawić słodycze na zawsze?


Gościom trochę smakowało, ale tort był rozlazły, miękki i wiotki. Nawet w lodówce reszta tortu na drugi dzień nie stężała. Nie wiem co tam dodano, ale na szczęście nikomu nie zaszkodził.


Wysłałam mejla do cukierni jaś i małgosia i opisałam całą sytuację. Nie dostałam odpowiedzi od tygodnia. Widać mają to gdzieś głęboko. Nie będę robiła zadymy, bo szkoda mojej energii. Ważne, że nikt z moich znajomych w tej cukierni niczego już nie kupi. A mają oddziały w całym mieście. Bye bye bye.


Będę musiała poszukać innej cukierni gdy będę potrzebowała tortu. Bo sama raczej nie upiekę. Może kupię taki w tesco ;)))



źródło: http://www.tesco.pl/kulinarni-lowcy-smakow/t/torty

03/10/2013

Sen kostiumowy

Absurdalny sen miałam dzisiaj. Byłam dziewczynką ok. 14 lat. Ubrana byłam w taką oto suknię.


Nie mogłam znaleźć takiej jaką miałam, ale ta jest podobna. Coś w stylu rokoko, jak u Pompadour. Była kolorowa.

 

Nie wiem czy dziewczynki też się tak kiedyś ubierały, w gorsety. Było mi ciężko w tej sukni. Zostałam tak ubrana, ale to nie było moje zwykłe ubranie. Czułam się jak przebrana. Siedziałam na ławce z innymi dziewczynkami, w tego typu sukniach. Małe dziewczynki w dorosłych sukniach. To była jakaś komnata, chyba w zamku. Było ciemno, trochę światła dawały świece. Dziwne było to, że dziewczynki z reguły są rozgadane, śmieją się, a te na ławce były jakieś nieobecne, jakby naćpane. Wydawało mi się, że to nie ja. Jestem tylko gościem w tym ciele, zupełnie się z nią nie utożsamiałam. Pomyślałam, że to Francja, albo Anglia, na pewno nie Polska. Nikt się nie odzywał, więc nie wiem. Potem pojawił się koń, kasztanowaty z czarną grzywą i spacerował po tej komnacie, a potem chyba jeszcze jeden, ale go nie widziałam tylko poczułam. Taki zwykły koń. Podobny do tego, ale nie miał nic białego. Tylko brąz i czerń.

Miało się coś wydarzyć niemiłego dla tych dziewczynek i mnie, ale się tego nie dowiedziałam, bo się obudziłam.

Z niczym mi się nie kojarzy ten sen. Może nic nie znaczy. To się okaże.

02/10/2013

Air Magic

 


Od moich urodzin postanowiłam zająć się nowym zadaniem.


Ustaliłam nowy cel: październik będzie miesiącem bez deszczu w moim mieście. Przeziębiam się od przemoczonych nóg więc pogoda jest dla mnie ważna. Łatwo mi przychodzi zmiana pogody w ciągu dnia, ale z całym miesiącem jeszcze nie próbowałam. Był cały rok ze słońcem, ale czasem słońce wychodziło tylko na chwilę. Geoinżynieria jest faktem. Żyrinowski ostatnio oskarżał USA o powódź w Rosji http://tiny.pl/qhb1t. Wystarczy trochę poszukać w necie o HAARP i pogodzie. Wojsko to robi przy użyciu drogiego sprzętu, a ja tylko myślę pozytywnie.



Slajd wygląda tak: jest piękna słoneczna pogoda, niebieskie niebo, małe chmurki, jak są większe to zaraz odchodzą na południe, jest miło i pogodnie, ludzie są zadowoleni i szczęśliwi, ich depresja odchodzi. Deszcz może pojawić się tylko nocą. Dopuszczam 3 dni z deszczykiem, ale przelotnym.


Wzmocnienie slajdu: do zwykłego oddychania przeponowego dodałam falę uderzeniową. Czyli obraz rozchodzi się ode mnie we wszystkie strony, wypromieniowuję go. Nie próbowałam tego wcześniej, ale efekty są szybkie.


Dzisiaj o 12.57 przeleciało nade mną 5 myśliwców w stronę Łasku. I potem niebo się zachmurzyło. Więc przywołałam w myślach slajd z cudowną pogodą i chmury po 2 godzinach zniknęły. Dziwne jest to, że moje życzenie wypowiedziałam tydzień temu i miało dotyczyć października, a ono zaczęło się już wypełniać. Mam jeszcze wsparcie działa orgonowego, które jest gdzieś niedaleko umiejscowione.


Nastawienie: nie napinam się. Wszystko załatwi się samo przez się, bez moje wiedzy. Tzn. że nie mam pojęcia jak to działa. Ma być pogodnie i już. Wystarczy moje stanowcze nastawienie. Oczywiście dopuszczam porażkę, bo to w końcu tylko zabawa. Nie jestem pewna, czy mówienie o zadaniu nie zaszkodzi ;)


Plan B: w razie czego mam parasolkę.


Utrwalanie zamiaru: pomaga mi moje alter ego Twiligt Sparkle. Śmieszna sytuacja. Jak się ogląda z 5-latką bajki to trzeba się określić kim się jest. Podobał mi się fioletowy kucyk, więc zostałam Twilight Sparkle. Gdy bardziej się zainteresowałam tą bajką (My Little Pony. Friendship is Magic) to okazało się, że ten jednorożec niby przypadkiem przeze mnie wybrany, ma dużo moich cech, albo ja mam jego cechy. Może kiedyś więcej o tym napiszę, bo to niesamowita historia. Jak dorosły człowiek może się bawić bajką ;)



W celu utrwalenia zamiaru po prostu wysyłam mojego kucyka, żeby "naprawił" pogodę. I to się dzieje. Zobaczymy jak długo.

27/09/2013

Cinderella Ballet West

Obejrzałam właśnie Breaking Pointe w tv BBC. To balet od kuchni. Opowieść o artystach.


Pokazane fragmenty ich Kopciuszka były na wysokim poziomie. Rasowy balet, aż przyjemnie było popatrzeć.


A to ich Książę. ;)



http://www.balletwest.org/

26/09/2013

Cinderella

Żeby nakarmić swoją Duszę byłam dziś w Teatrze Wielkim. W środku tygodnia. To był balet Cinderella do muzyki Rossiniego.



Nazwanie tego przedstawienia baletem to za dużo powiedziane. To raczej tylko taniec. Dlatego czuję się trochę rozczarowana. Gdyby nie dwie dziewczynki, które siedziały za nami, to byłby raczej nieudany wieczór. To one właśnie powiedziały, że to nie balet tylko taniec. Zdziwiły się, że Kopciuszek tańczył na boso, a potem rzucił baletkę na scenę ;) Postać wróżki zbyt wyuzdana, bo dziewczynki widziały jej majtki. Dziwiły się też, że siostry kopciuszka i macocha to mężczyźni i skąd mają biust. Ale peruki im się podobały. Mężczyźni udający kobiety są zawsze zabawni. Macocha (Caban) była dobra ;)



Spektakl jest zabawny, bo to przecież Rossini.



Moim zdaniem najgorzej wypadli służący, którzy tańczyli nierówno i niezbyt się przykładali. Kopciuszek miał kilka solówek, ale niezbyt trudnych. Książę też się nie wyróżniał, niepozorny, niski. Były może ze 4 słabe podnoszenia. Było bardzo mało typowych dla baletu figur. Natomiast sceny zbiorowe były świetne i zabawne. Taki spektakl dla dzieci, ale z inną wróżką.



Cinderella do muzyki Prokofieva będzie wystawiana za miesiąc w Sydney w Operze,  The Australian Ballet. Ale się tam nie wybieram, bo bilety już wyprzedane. cinderella prokofiev


Muszę iść na prawdziwy balet z baletkami i rajtuzami :)

18/09/2013

Rak chorobą rodziny

Wczoraj w samo południe (znowu) odeszła z tego świata znajoma. Miała raka, czerniaka. Na początku leczyła się terapią Gersona. Pomogło na krótko, bo nastąpił nawrót. Potem kolejno przetestowała na sobie wszystkie dostępne terapie naturalne, diety, a potem inne medyczne. Przeczytała wszystkie książki E.Foley i była na wszystkich jej kursach, stosowała afirmacje. I nic to nie pomogło. Przez ostatnie 9 lat walczyła z rakiem, a w końcu umarła.

 


Poznałam sporo osób, które miały raka i jedne już odeszły, a inne żyją i mają się świetnie. Lekarstwem na raka nie jest vit. B17 lub inne cuda. To człowiek ma w sobie lekarstwo na wszystko. To umysł. Każda choroba powstaje najpierw w naszych myślach, przekonaniach. Gdy pielęgnujemy w sobie urazy to po cichutku hodujemy raka. Dlatego ważne jest, żeby nie rozpamiętywać złych rzeczy. Ktoś o nas powiedział coś złego i my nie zapomnimy mu tego do końca życia. Bo przecież nie można tego wybaczyć. Sprawca ma się dobrze, a my chorujemy.

Odpowiedź jest w V tomie TR. Nasz świat jest lustrem, które odbija nasze myśli i wyobrażenia. W Hunie mówi się, że świat jest taki jaki myślisz, że jest. W TR jest prościej. Myślisz, że walczysz z rakiem to lustro ci odpowiada: tak walczysz z rakiem. W twoim świecie jest walka i rak. W walce giną ludzie. Lustro zawsze się z nami zgadza. Dlatego ważne jest co myślimy o sobie, o świecie, o innych. Jeśli chcesz mieć dobre życie to myśl o przyjemnych rzeczach. Łatwo powiedzieć, jak wokół tyle zła. Właśnie dlatego. To zło jest gdzieś daleko. Było i będzie. Jak o tym ciągle myślisz, to zło wkrótce pojawi się w twoim życiu.

Znowu analogia z mojej rodziny. Gdy ojciec zachorował na raka nerki, to byliśmy skłóceni. Ja zawsze byłam najgorsza, bo miałam własne zdanie, nikogo nie słuchałam i wiedziałam lepiej. Ojciec nie mógł tego znieść, że kwestionowałam wszystko co powiedział. Przecież najlepiej uczyć się na własnych błędach. Jego choroba spowodowała, że wszyscy zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy rozważać, co dla nas jest ważne. Przecież mógł umrzeć i wtedy wyrzuty sumienia chyba by nas zabiły. Pisałam już o tym, ale teraz myślę, że nie tylko on chorował na raka. To chorowała cała rodzina, bo relacje między nami były chore. Ten test rodzina zdała. Mieliśmy grafik kto kiedy był w szpitalu i nie daliśmy mu czasu na myślenie o chorobie. Było tak, że nie był sam, chyba że w nocy. Wspieraliśmy się, a miłość unosiła się w powietrzu. Ojciec się trochę zmienił, ale ciągle chce być najmądrzejszy. Wystarczyło sił na 10 lat, aż przyszedł rak prostaty. Zaczął pracować nad swoim zachowaniem w stosunku do mamy i jest lepiej. Wszystko mu wytłumaczyłam. Prawie się z nim pokłóciłam, gdy tłumaczyłam mu dlaczego on zachorował a nie my. Doszłam jeszcze do wniosku, że ma uraz do swojego brata, który rozwiódł się i związał się z nastolatką. Różnica wieku olbrzymia i ojciec nie wyobrażał sobie, że będą przychodzić na imprezy rodzinne razem. Gdy ojciec był w szpitalu to zakazał go powiadamiać. Niestety ojciec bagatelizuje problem i mówi, że to nie on się obraził. Gdy mu powiedziałam, że to może być przyczyna jego raka, to zaczął się nad tym zastanawiać. Ale teraz sam nie wie jak to rozwiązać. To go może zniszczyć. A w lustrze mojego ojca jest zdrowie i życie. On wie, że miał raka, ale z nim nie walczy. Dba o siebie i wspomaga organizm, żeby się uleczył sam. Czasem wystarczy się pozastanawiać, czy to może być prawda, dopuścić do siebie nowe myśli. Dobre myśli.

Bo świat dba o nas. Tylko pozwólmy mu na to.

13/09/2013

Zmiany są ...

Zmiany są nieuniknione.


Goście wyjechali. Przez dwa tygodnie w domu miałam "sajgon". Totalne zamieszanie. Wszędzie pełno rzeczy, przyjemny bałagan, inne zakupy, inne gotowanie. Całe codzienne życie się zmieniło, bo musiałam się dostosować do gości. Bardzo dobrze mi to zrobiło. Powiew świeżego powietrza. Gdy już masz wszystko poukładane to tego nie doceniasz. Coś się musi wydarzyć, żeby docenić to co się ma. I ja to doceniam. Kocham jak coś się dzieje, wtedy wiem, że żyję.


Zmiany są konieczne. Gdy nic się nie dzieje człowiek traci czujność. Niewielka zmiana może wywołać zamęt w życiu. Nie ma nic stałego, jedyną stałą jest zmiana - to powiedział mądry człowiek.


Zmiany są dobre. Ostatnio do mojej pracy przyszedł znajomy i powiedział, że ma świetną pracę. Z poprzedniej go wywalili jak zachorował. Dostał odszkodowanie i przywrócenie do pracy. Ale znalazł inną, lepszą. Jest szczęśliwy, bo już dostał awans, współpracownicy są rewelacyjni. Gdyby go nie wyrzucili, to nie byłby teraz szczęśliwy.


Zmiany są pouczające. Zwykle zmieniałam pracę co 3 lata. Tak już jest, że w tym czasie można nauczyć się wszystkiego. A potem tylko odcinać kupony. I wtedy pora na zmiany. Trzeba zmienić pracę, żeby nie stać w miejscu.


Zmiany są frustrujące. Nawet niewielkie. Moi rodzice mają ustalony tryb życia. Nawet miejsce przy stole każdy ma ustalone. Gdy ostatnio ktoś usiadł na mamy miejscu, to ona musiała usiąść gdzie indziej. Potem powiedziała, że źle się czuła, odczuwała jakiś niepokój. A to przecież jej komórki nerwowe w mózgu pracowały. Człowiek gnuśnieje jak wykonuje rutynowe czynności. To jak praca na taśmie. Można zasnąć, a ręce i tak zrobią co muszą ;) Ludzie jak mają poukładane życie i są z niego zadowoleni, to boją się zmian. Niepokoją się co one przyniosą.


Zmiany są niedobre. Pracowałam kiedyś w firmie, gdzie szefem był bardzo mądry człowiek. Firma była znana, prężna. Gdy zachorował, poleciał do Indii na pół roku, a firma dalej świetnie prosperowała, bo on ją zarządzał na odległość. Wydawał polecenia przez telefon, wideokonferencje itp. Gdy umarł firma powoli upadała. Nowy szef nie miał charyzmy i nie umiał dobrze kierować. Są ludzie niezastąpieni. To stanowiska można zastąpić. Firma padła. Ta zmiana wyszła firmie bokiem, bo jej nie ma. Ludziom może nie.


Zmiany są nieodwracalne. Ostateczne. Dzisiaj odeszła Małgosia Zwierzchowska. Poznałam ją kilkanaście lat temu na obozie pod namiotami nad jeziorem Niegocin. Był też Olek Grotowski. Zapamiętałam ją jako bardzo pogodną i życzliwą osobę. A jej ser żółty maczany w cieście naleśnikowym i smażony na oleju był boski. Od tamtego czasu jej nie widziałam, a ona ciągle śpiewała fajne, wesołe piosenki. Już nigdy nie pogadamy. Odeszła do Źródła.


Zmiany są dziwne. W tym roku zapomniałam wysiać maciejkę. Kwitnie ona w maju, ale u mnie kwitnie teraz. Po prostu nasionka były w skrzynce z zeszłego roku, a ja podlewałam inne kwiaty, które wysiałam świadomie. I tak natura zmieniła się i mam na balkonie wrześniową pachnącą maciejkę. Może będzie do października albo dłużej, do śniegów ;)


Dla Małgosi.


03/09/2013

Starość

W piątek biegłam do autobusu i nagle zobaczyłam jak staruszka upada na chodnik. Wychodziła z klatki bloku. Zatrzymałam się i pomogłam jej wstać. Wyjęłam chusteczkę antybakteryjną i wytarłam krew z dłoni i twarzy. Wyszła sąsiadka i zaprowadziła staruszkę z powrotem do domu. Pojechałam następnym autobusem.


Starość jest dziwna. Umysł jeszcze sprawny, ale ciało już nie. A wcale tak nie musi być.


W niedzielę byliśmy na spacerze w parku i zobaczyłam staruszki na przyrządach do ćwiczeń. Wspaniały widok.



Wracały z kościoła, zahaczyły o ten plac zabaw i skorzystały ;) Mężczyźni też tam ćwiczą.. A więc można też tak spędzać starość.


To wszystko zależy od człowieka. Co wybiera.



Polecam film "Kwartet", który wyreżyserował 75 letni Dustin Hoffman, a sam w nim nie zagrał. Fajna opowieść. Przesłanie filmu: życie jest cudowne, zawsze jest miejsce na drugą szansę. Tylko dlaczego do tego stwierdzenia dochodzi się w "odpowiednim" wieku?


Zwiastun filmu: http://www.youtube.com/watch?v=QXCIsfg42l4


Mogłabym się podpisać pod tą recenzją, gdyby była moja ;) Zamiast zastosować opcję kopiuj i wklej, dam odnośnik ;)


http://wnas.pl/artykuly/2714-kwartet-cieply-i-pelen-pozytynej-energii-film-hoffmana-recenzja-dvd


Starość nie jest dla mięczaków.


A póki co oglądaj pozytywne obrazy i szczęśliwych ludzi. To zaraźliwe. I dobrze :)

28/08/2013

Rak lubi cukier?

Mój tata miał już dwa raki i ciągle lubi słodycze. Wie doskonale co piszą naukowcy o cukrze, ale nie może się powstrzymać. Mama też je, a raka nie ma. Tak myślę, że to nie określone jedzenie powoduje raka, tylko ludzie z rakiem wybierają takie a nie inne jedzenie.Wiele artykułów z netu w sprawie szkodliwości cukru wydrukowałam i zaniosłam ojcu do przeczytania. I nic się nie zmieniło.


Zresztą oboje rodzice są szczupli, nigdy nie mieli nadwagi, w naszej rodzinie też nie ma cukrzyków, miażdżycy i chorób serca. Nic się nie zgadza, bo te puste kalorie zupełnie nam nie szkodzą.


Moi rodzice codziennie do południowej kawy jedzą ciasta, pączki (nawet te z tesco), serniki, w-zetki. Latem mama sama piecze ciasta, a często tata sam robi galaretki i serniki na zimno z owocami.


W zasadzie ojciec odżywia się zdrowo, a cukier jest ściśle określony. Bo szklanka cukru w cieście z prodiża starczy na cały tydzień, więc wie ile tego cukru zjada. Kawę słodzą miodem, więc ten cukier w cieście to jedyny jaki spożywają.



Nie jedzą jogurtów, ani margaryny, a to są największe trucizny. Zawsze jest u nich tylko masło dobrego gatunku. Tata robi sam kefir, a mama lubi popijać herbatkę imbirową. Tata często robi różne mieszanki ziołowe z receptur ojca Grande i Górnickiej. Ostatnio pije mieszankę 5 ziół, którą pili Sybiracy. Ma to wzmocnić odporność, żeby usunąć komórki rakowe. Za miesiąc znowu będą kupować granaty i wyciskać sok. To naprawdę wzmacnia organizm. Jedzą też pestki moreli bez skórki. Wiadomo, że zawiera ona B17, ale też inne enzymy, które człowiek nie umie zamknąć w pigułce. Dlatego pestki lepiej działają, a nie tabletki.


Tata palił papierosy przez 50 lat, a zaczynał od Sportów bez filtra. Więc powinien mieć raka płuc. A tu niespodzianka. Miał raka nerki, a teraz zaleczył raka prostaty.


Gdy moi rodzice przeczytali o odżywianiu zgodnie z grupą krwi, to okazało się, że intuicyjnie wybierali produkty właśnie dla nich korzystne. To znakomity test na intuicję, proszę sprawdzić swoją ;)  Tata bardzo się ucieszył, że to jak się odżywia jest dobre. Nie umiał się przekonać do bananów czy pomidorów albo kapusty, a tu okazało się, że właśnie są niewskazane dla grupy krwi A.


Tata cały czas wzmacnia organizm różnymi mieszankami ziołowymi, pije domowy ocet jabłkowy, pilnuje też codziennego wypróżniania. To ważne i oczywiste dla niego. I cały czas coś robi. Nie ma w zwyczaju leżeć na kanapie z gazetą. Prawie wcale nie je owoców, a warzywa tylko gotowane w zupie lub jarzynkach. Norma.


Cukier krzepi, a słodzik zabija.


Ciekawe czy inni z rakiem też lubią słodycze? 

27/08/2013

Jay-Z i Oprah Winfrey

To się robi zabawne. Cokolwiek przeczytam w TR to potwierdza się w życiu. Książko krocz przede mną :)

Włączyłam tv, żeby dowiedzieć się co z moim internetem. A tu wywiad Oprah Winfrey z Jay-Z. Lubię rap czy hip hop, bo jest autentyczny, przynajmniej ten amerykański. Ale bez przesady. Dopiero przeczytałam dlaczego zrobili karierę Beatelsi i Abba, a tu aktualna gwiazda mówi co i jak. Beatelsi krzyczeli: zmierzamy na szczyt, na szczyt szczytów i dokonali tego. Jay-Z mówi zdaniami z książki o Transerfingu. Dziwna synchroniczność.


Jay-Z czyli Shawn Carter opowiada o swoim dzieciństwie na Brooklynie i jak go to ukształtowało. Umiał opowiadać o wydarzeniach ze swojego życia i połączyć to z dźwiękami. Zrobił z tego pracę i dowiedział się, że praca nie musi być ciężka.

Mierz wysoko – on chciał przed 30 tką zostać milionerem, ale nie wiedział co może zrobić. Nie miał konkretnego planu. Rapowanie to było jego hobby i z tego zrobił źródło dochodu. Nie poddawał się i wierzył w siebie. Gdy osiągnął cel zauważył, że coś się zmieniło (zmiana dekoracji). Dzięki muzyce radził sobie z emocjami. Nie boi się, że to się kiedyś skończy. Daj z siebie innym to co najlepsze – pozostań wiernym sobie. Nie naśladuj innych i nie ulegaj wpływom innych.

Flow- żeby tworzyć musisz odpłynąć z nurtem, zatracić się.

Porażki i sukcesy – najwięcej nauczył się z niepowodzeń. Żeby osiągnąć sukces trzeba być zadowolonym z siebie, nie zdradzać siebie i nie zadowalać innych. Sukces jest w zasięgu ręki.

Sława – przyjaciele zawsze ci doradzą i sprowadzą na ziemię. Dlatego ja uważam, że jak nie masz przyjaciół to zadbaj o znajomych ale w realu.

Dziedzictwo – trzeba szanować przeszłość i patrzeć w przyszłość Znajdź prawdę o sobie i podążaj za nią. Przebaczył ojcu, że go opuścił.

Wszystko co nam się przytrafia ma ukształtować nasz charakter, to są lekcje. Nic się nie dzieje bez powodu. Żyj w zgodzie z sobą.

Sztuka to potężna siła, to lustrzane odbicie społeczeństwa, czy się zgadzasz czy nie. Świat zachowuje się jak zwierciadło.

Wdrapuję się na szczyt, a wtedy pojawia się kolejny, cele zmieniają się każdego dnia. Na jeden szczyt mogą wdrapać się przypadkowe osoby, ale się nie utrzymają.

Na podstawie tych dłoni można napisać książkę o jego życiu. Doskonałe zdjęcie.

A Oprah tak podsumowała: miał marzenie, odkrył swój talent, znalazł publiczność, odniósł sukces, nic go nie powstrzymało. Nie miał konkretnego planu, ale miał jasno sprecyzowany cel. Otwarty na lekcje. Jeśli nie wiesz kim jesteś zanim osiągniesz cel to uzależnisz się od opinii innych. On jest sobą. Tworzy trend zamiast za nim podążać.

Każde zdanie wypowiedziane w tym wywiadzie można znaleźć w jakimś tomie TR. I to jest niezwykłe i prawdziwe. Czyli tak jest.

W swoich notatkach znalazłam też przykazania Oprah, które były w jakiejś gazecie dla kobiet lata temu. Bardzo tu pasują.



  • Najważniejsi są ludzie, jeżeli chcesz być szczęśliwa, staraj się więcej dawać niż brać.


  • Nie odpłacaj pięknym za nadobne, zemsta nie prowadzi do niczego dobrego, staraj się wybaczyć krzywdy, pielęgnowanie urazy działa przeciwko tobie.


  • Naucz się kochać siebie, jesteś niepowtarzalną, wyjątkową istotą. Na całym świecie nie ma „drugiego ciebie”.


  • Codziennie dziękuj Bogu za kolejny przeżyty dzień, zrób rachunek sumienia, pomyśl co zrobiłaś dobrego.


  • Nie porównuj siebie z innymi, nikt nie jest doskonały.



  • Dbaj o swoje zdrowie, nie zaniedbuj badań profilaktycznych, pilnuj diety, spaceruj na świeżym powietrzu.


  • Rozwijaj się, nie bój się podejmować nowych wyzwań, nigdy nie jest za późno, żeby się czegoś nauczyć.


  • Pielęgnuj relacje z rodziną i przyjaciółmi.


  • Dziel się z innymi, jeżeli możesz sobie na to pozwolić, przeznaczaj jakąś sumę na działalność charytatywną.


  • Nigdy nie zapominaj, że życie jest piękne.                        Oprah Winfrey

26/08/2013

Toasty

Zbliża się czas imprez w mojej rodzinie i ze znajomymi. Właśnie przeczytałam w TR o ważności toastów. Zwyczaj ten ma długą historię i właściwie nie wiadomo po co się to stosuje. Teraz wiadomo. Bo skuteczne realizuje pragnienia.



Nie tylko Zeland pisze o toastach. W tomie VI Diagnostyki karmy pisał o tym Łazariew. Według niego bardzo ważne jest co się wtedy mówi, bo to przenika do wina (lub innego alkoholu) i zmienia chromosomy. Zostało to sprawdzone w diagnostyce komputerowej metodą Volla, wykorzystującej punkty akupunkturowe. Jesteśmy tym do czego dążymy.


Wg Zelanda alkohol może wznieść cię na inną linię życia. W skrócie: podstawowym towarem jest energia, a alkohol to energia w czystej postaci. Rynek energetyczny jest kontrolowany przez wahadła. Słabe napoje alkoholowe wywołują rozluźnienie, wahadło wysysa energie po trochu. Mocne napoje wywołują przypływ energii. Po euforii, pobudzeniu następuje przygnębienie. Dlatego musisz znowu się napić, żeby nie czuć się źle. To samo jest po narkotykach. One nie zabijają od razu, ale po krótkotrwałej euforii przychodzi depresja, a człowiek staje się słaby i bezwolny.


Gdy pragniesz np. jakąś rzecz materialną to gromadzisz energię, a gdy otrzymujesz upragnione to ją emitujesz.


Jeśli człowiek pije z nieszczęścia, rzeczywistość wpadnie w jeszcze czarniejszy dół. Kiedy pije z radości, to powodów do radości przybywa.


Emisja myśli, wzmocniona energią, przenosi człowieka na odpowiednie linie życia.


Toasty to nie pusty rytuał, a deklaracja zamiaru. Ważne, żeby wypowiadać toast w czasie teraźniejszym. Np. Zwyciężyliśmy, Mamy świetne zdrowie, Nasze życzenia się spełniają, Wszystkie sprawy idą doskonale itp. Nigdy nie myśl o rzeczach negatywnych, choć tv ciągle cię o czymś takim informuje.


W mojej rodzinie jest taka tradycja, że jak coś kupujemy to to oblewamy, np. nowy dom, samochód, meble, narodziny, zdane egzaminy itp. I wszystko idzie doskonale. Dlatego zawsze mam w domu szampana.


Jak we wszystkim trzeba zachować umiar. Dwie moje bogate ciotki były alkoholiczkami i już nie żyją, więc z tymi toastami też trzeba uważać. Aby odwyknąć trzeba przekierować uwagę i zająć ją czymś innym. Wystarczy pragnienie i fantazja. Z osiągnięć cywilizacji można korzystać, ale nie wpadać w uzależnienie.


21/08/2013

coś śmiesznego o ludziach ;)

 Co śmiesznego jest w człowieku?



-Co jest najśmieszniejsze w ludziach



-Zawsze myślą na odwrót:



Spieszy im się do dorosłości,



a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem.



Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem



tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie.



Z troską myślą o przyszłości, zapominając



o chwili obecnej, i w ten sposób nie



przeżywają ani teraźniejszości, ani przyszłości.



Żyją, jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają,



jakby nigdy nie żyli.