03/05/2012

Deep agent

Fascynująca karciana gra Illuminati ciągle mnie zadziwia. Można powiedzieć, że bardzo przypomina życie i wygląda na to, że nasze życie to gra przez kogoś zaplanowana i realizowana.


Znalazłam ciekawą kartę.



Przypomniało mi się, że wiele razy widziałam ludzi, którzy układali palce rąk w ten właśnie sposób. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać wszystko jak leci. Mam czas, bo za tydzień przychodzą panowie remontować mi kuchnię. Więc oglądam wszystko po kolei, zmieniając kanały i wynoszę z kuchni wszystko do pokojów i na balkon.


Nie zdawałam sobie sprawy ilu prezenterów i dziennikarzy lubi obnosić się z tym gestem. Najwięcej w tvn, ale też pan z galileo ostatnio wziął się za reklamę atomówki. Znani i lubiani są wykorzystywani do przekonywania ludzi do różnych rzeczy. Skoro kogoś lubisz i wydaje ci się, że go znasz, to po jakimś czasie może ci sprzedać trefny produkt, a ty go kupisz.


Czy to rzeczywiście agenci? Czy ich zmanipulowano, żeby manipulowali ludźmi? Wszystko jest możliwe na tym świecie. Nie ma nic zakrytego, wszystko jest jawne, tylko trzeba umieć patrzeć i wyciągać własne wnioski.


Kiedyś czytałam wiele blogów, odwiedzałam wiele stron. Ale po jakimś czasie z ciekawej strony robi się mierna. Ja wiem, że ludzie się zmieniają, ale zupełnie zmieniać poglądy, nawoływać do dziwnych rzeczy to już mi się nie podoba. Na początku przyciągają wielu ludzi, by potem robić wodę z mózgu. Nic nie jest dane raz na zawsze.


To tak jak z fałszywymi nauczycielami. Najpierw słuchasz ich nauk, myślisz jaki to mądry człowiek, a potem dowiadujesz się, że to kłamca i oszust, który poza kilkoma w kółko powtarzanymi zdaniami nie ma nic do powiedzenia.



źródło: demotywatory.pl

29/04/2012

Choroba palców stóp

Od dawna fascynują mnie choroby, a najbardziej łatwy i szybki sposób ich uleczenia. Bez leków i medyków.

Opiszę co spotkało moją mamę.

Miesiąc temu zaczęły ją boleć palce u lewej stopy. Były bolesne przy dotyku i miała problem z założeniem buta. Po 2 dniach wzięła maść propolisową i posmarowała bolące palce. Na drugi dzień palce spuchły, że nie dało się założyć buta, a chodzenie było niemożliwe. okazało się, że maść była dwa lata przeterminowana i stąd chyba taka reakcja. Przez kolejne dwa dni piła wapno. Ale było coraz gorzej. Po tygodniu wybrała się do lekarza, który przepisał jej środek przeciwbólowy i jakiś antybiotyk. Poszła do apteki, wykupiła leki i przyszła do mnie. Zapytała co piszą w moich książkach na te temat. Z ciekawości, bo przecież ma tabletki.

Zajrzałam do jednej i powiedziałam jej, że ból palców u nóg to niewielkie trudności dotyczące przyszłości, z którymi nie można sobie poradzić. Zawsze gdy ktoś narzeka na nogi to robię się czujna, bo to źle wróży, jak się nic nie robi.

Powiedziałam jej, że czegoś się boi, ale nie są to wielkie rzeczy, raczej błahostki, ale uciążliwe. Żeby się wyleczyć powinna się zastanowić co to może być i zaakceptować je jako coś normalnego. Nie wszystko wychodzi w życiu tak jakbyśmy chcieli. Każdy ciągle doświadcza czegoś nowego i ciągle się uczy. Nie mamy wpływu na wszystko i należy się z tym pogodzić i zaakceptować to.

Powiedziała, że chyba się domyśla o co chodzi, ale mi nie powie. Rozumiem ją, bo nie o wszystkim mówi się dzieciom i rodzicom.

Poszła do domu. A na drugi dzień zadzwoniła i powiedziała, że zastanawiała się nad tym, poszła późno spać. A rano nic ją nie bolało, opuchlizna znikła, a nie zdążyła wziąć tabletek. Na wszelki wypadek weźmie antybiotyk, bo przecież niemożliwe, żeby przeszło na zawsze. Ta niepewność jest zrozumiała. Trzeba wielu uzdrowień, żeby nie tylko uwierzyć, ale zdobyć pewność, że najlepszymi lekarzami jesteśmy my sami. Bo tylko nam zależy na tym, żeby wyzdrowieć.

Teraz może założyć obcisłe buty, choćby takie jakie założyła Sarah Jessica Parker w 2010 r. ;)))

autor: S.Lovekin/Getty Images

Nie w stylu mojej mamy, ale ładne ;)

Minął miesiąc, a po chorobie nie ma śladu. Boli tylko wątroba od antybiotyku. Ale organizm sobie z tym poradzi, tylko potrzeba czasu. Wykupione leki trzeba połknąć, bo przecież nie mogły się "zmarnować".

19/04/2012

Marzenie trudne do spełnienia

W grudniu, jak co roku, wypowiadam życzenie. które ma się spełniać codziennie. Dwa lata temu było: codziennie widzieć słoneczko. Do kwietnia codziennie choć na chwilę słońce świeciło dla mnie. Inni tego nie widzieli, a ja tak. Taka manipulacja pogodą :)


W tym roku miało być wietrznie, po to, żebym widziała niebieskie niebo. Gdy są chmury to wypowiadam jeszcze raz życzenie:


Wietrze wiej, chmury rozwiej.



źródło: Wind - Colin Stasiuk


I często chmury znikają. Ale nie zawsze. Zastanawiałam się dlaczego nieraz muszę czekać na bezchmurne niebo 2 dni. To nie do pomyślenia. ;)


Kilka dni temu moja mama usłyszała jak wzywam wiatr i powiedziała, że ona właśnie chce coś odwrotnego. Moi rodzice mają antenę satelitarną i jak wieje wiatr, to mają zły odbiór tv i ktoś musi ponownie ustawić antenę. Moja siostra też nie lubi wiatru, bo ma dom wolnostojący i jak wieje to może porwać dach.


Tak więc moje życzenie ma trudności w spełnieniu się codziennie. Choć w tym roku jest więcej wietrznych dni.


Muszę pomyśleć jak zmodyfikować moje życzenie, bo naprawdę mam dość tego kożucha, nie widać słońca ani niebieskiego nieba. Może skierować uwagę na samoloty, które zostawiają "pianę".


I tak to jest. Marzenia spełniają się szybko jeśli nie są przeciwko innym ludziom. Gdy ludzie marzą o przeciwnych rzeczach to marzenia się nie spełniają. Jeden modli się o wodę, bo mu roślinki ładnie rosną. a inny boi się powodzi i mamy konflikt interesów.


A może zostawić w spokoju pogodę. Pomyślę nad tym.


13/04/2012

Ból kolana

Na początku lutego br. Zaczęło boleć mnie prawe kolano. Gdy chodziłam po prostym, nie było problemu. Jednak, żeby zejść po schodach musiałam się nieźle starać, żeby z nich nie spaść. Schodziłam jak małe dziecko po jednym stopniu z dostawianiem nogi. Wchodzenie to też był koszmar. Z zewnątrz kolana niczym się nie różniły, a jednak prawe bolało jak cholera. Po 3 dniach już tak bolało, że zaczęłam szukać pomocy. Do lekarza nie poszłam, bo niepotrzebne mi było zwolnienie, a po poprzedniej wizycie i perspektywie dożywotniej choroby kręgosłupa, nie miałam zaufania do umiejętności lekarza. Dostałabym tabletki przeciwbólowe, a choroba rozwijałaby się dalej.


Oczyma wyobraźni widziałam siebie z laseczką, albo na wózku. Więc musiałam działać szybko. Zajrzałam do kilku moich książek i znalazłam przyczynę.


Ból kolana = nie chcę się przed czymś ugiąć.


Kolana symbolizują dumę i "ego", schorzenia - niezdolność do ugięcia się, lęk, nieelastyczność, nieustępliwość. Czyli jest coś do czego nie chcę się przystosować i czemuś się poddać. Cała ja ;)


Teraz najważniejsze: trzeba znaleźć coś takiego w życiu co by do tego pasowało. Pierwsza myśl: mnie to nie dotyczy, nie ma niczego takiego w moim życiu. Tak mam zawsze. Gdy się poważniej zastanowiłam to znalazłam.


U jednego klienta miałam kontrolę i nie zgadzałam się z jej wynikami. Kontrola zaczęła się przed świętami, a zakończyła w połowie stycznia. Czułam, że ja mam rację, ale mój klient powiedział, ze on się na wszystko zgadza i nie chce problemów. Ja jednak jestem mądrzejsza i napisałam odwołanie. Dziwiłam się, ze ludzie sami z siebie dążą do gnojenia innych, zasłaniają się durnymi przepisami, nie rozumiałam celu ich postępowania. Nie chciałam odpuścić. I wtedy pomyślałam, że cmentarze są pełne ludzi, którzy mieli rację i nie chcieli odpuścić. A potem znalazłam to zdjęcie ze zbiorów dra Malczewskiego z Raciborza.


 


I postanowiłam wyzdrowieć.


Zaczęłam mówić do swojej podświadomości, że ja już nie upieram się, odpuszczam, nie będę się odwoływać, kary nie było, więc może było łatwiej. To pracownik urzędu musi żyć ze świadomością swojego postępowania, ale przecież mnie to nic nie obchodzi. To jego życie. A moje zdrowie sama niszczę. Wymyślałam różne usprawiedliwienia, dlaczego zmieniam swoje myślenie. Cel miałam jeden – wyzdrowieć. Przez kilka dni w każdej wolnej chwili, przekonywałam siebie – podświadomość (KU), że poddaję się i wszystko dzieje się dla mojego dobra. Urabiałam moje ego, że ja już jestem elastyczna i trzymanie swoich poglądów niczego dobrego nie przynosi. Naprawdę robiłam to szczerze i w to uwierzyłam. Po 3 dniach ból zniknął, niespodziewanie. I bezpowrotnie.


Kolejna choroba wyleczona u źródła. Minęły już 2 miesiące i kolano jest w porządku. Nawet zaczęły śmieszyć mnie reklamy jakichś środków na stawy, na kręgosłup itp. Ludzie myślą, że jak będą je brać to choroba zniknie. Tak, zniknie w jednym miejscu, żeby pojawić się w innym. Przyczyna każdej choroby jest w głowie i tam najpierw trzeba szukać.


Nie dziwi mnie teraz jak widzę starszych ludzi z laskami. Gdyby odpuścili swoje przekonania, przyzwyczajenia z lat młodości, laski poszłyby w kąt. A tak będą cierpieć do śmierci, bo tabletki i maście nic im nie pomogą. Nawet nie wiedzą, że uleczenie jest blisko, bo w nich samych. Wystarczy tylko zmienić swoje myślenie.


Czasami mam wrażenie, że ludzie lubią chorować, że jest im to do czegoś potrzebne. Gdy ktoś choruje na raka i mówi, że walczy i nienawidzi swojej choroby, to wiem, że umrze. Bo nie chce wyzdrowieć, on chce walczyć. A ciało karmi nienawiścią, zamiast miłością.


To Miłość uzdrawia.

22/03/2012

Człowieczeństwo

Ostatnio zastanawiałam się nad tym co znaczy człowieczeństwo, co to znaczy być ludzkim i jakie są najbardziej charakterystyczne cechy ludzkiej natury? Dla istoty obcej, która nagle pojawi się w naszym świecie, cechą ludzi, która najbardziej rzuca się w oczy jest samozagłada.


Bycie ludzkim to zniszczyć, upokorzyć i zabić drugiego człowieka. I to wszystko zgodnie z prawem ludzkim, nie boskim, uniwersalnym. Zaczyna się od zabijania życia w łonie matki, pospolity mord nazywa się aborcją. Potem maleńkie dzieci są pozbawiane opieki matek, bo one chcą się realizować i robić karierę. Czasami dzieci się bije, gwałci i morduje, a potem udaje, że nic się nie stało. Starsze można porwać i zdeprawować, a potem zabić. Bezkarnie można zabijać na wojenkach. Wmawia się nam, że żołnierze jadą z misją pokojową, a tak naprawdę jadą zabijać dla kasy i jeszcze się przy tym dobrze bawią. Celują w tym żołnierzyki amerykańskie, o czym dowiadujemy się ze zdjęć i filmów, które nagrywają dla potomnych. Starych ludzi też łatwo można się pozbyć stosując ukrytą eutanazję. Ludzką cechą jest też pozwalanie, aby inny człowiek wegetował bez środków do życia, zabierając mu większość z tego co zarobił. Wystarczy tylko stworzyć stosowne przepisy i już.

Ten obraz jest dobrze widoczny dla kogoś z zewnątrz, takiego ufoludka. My żyjąc w tym świecie powoli się uodparniamy na zło i często zła nawet nie widzimy, a nawet się na nie godzimy w imię świętego spokoju. Nie jest dobrze.

Człowiek ma wyjątkową umiejętność ożywiania materii. Jadąc do pracy mijam wiele starych domów, starych rozpadających się fabryk. Pamiętam jak pracowali w nich ludzie i jak tętniły życiem. A teraz w ciągu kilku lat rozpadają się, bo nie ma w nich ludzi, jest tylko kurz i postępująca ruina.

Czy człowiek zapomniał, że ma serce, a może zapomniał do czego to serce służy.

 


Tylko energia miłości może nas uratować. Ciągle mamy czas, żeby się zmienić, nie jest za późno. Wystarczy tylko chcieć.

Czy jeszcze można powiedzieć: Człowiek to brzmi dumnie. A z czego tu być dumnym. Gdy kobiety udają mężczyzn, a faceci zakładają peruki, robią sobie makijaż i chodzą w szpilkach. To oni teraz tworzą prawo dla wszystkich. Ze związku 2 facetów dzieci nie będzie, czy o to nam chodzi? Dlatego jest tak jak jest. Aż ktoś powie DOŚĆ, aż wszyscy powiemy DOŚĆ.

Ludzieee! Bądźmy ludźmi.

17/01/2012

Noś długie włosy

Jednym z pierwszych filmów, jakie obejrzałam na YT w tym roku był wykład A.Głoba na temat łysienia. Jego ojciec mawiał: mądre włosy opuszczają głupią głowę. ;) Włosy używane jako antena nie wypadną, a jeśli się ich nie używa to są niepotrzebne i wypadną. Zaleca wcieranie miodu i masaże.
Odebrałam ten temat jako żart, jednak po namyśle stwierdziłam, że coś w tym jest.
Nowonarodzonym dzieciom nie obcina się włosów przez rok, bo wtedy lepiej się chowają, nie chorują i są bystre. Nie wiem czy ktoś w to wierzy, ale ja tak robiłam i znajome też. Tak na wszelki wypadek.
Uważa się, że włosy są przedłużeniem systemu nerwowego i pełnią rolę wyrafinowanych czujników lub anten, które transmitują olbrzymią ilość ważnych informacji do rdzenia kręgowego, układu limbicznego i kory mózgowej. Włosy emitują też energię elektromagnetyczną z mózgu do świata, a można to zobaczyć na fotografiach Kirliana.
Wszyscy starożytni wojownicy nosili długie gęste włosy i faktycznie mieli zadziwiające umiejętności. Czy to byli Indianie, Samuraje czy Wikingowie.



Kobiecie długie włosy niosą honor i może się nimi okryć. Gdy w życiu kobiety dzieje się wielka zmiana to obcina włosy, na znak odcięcia się od przeszłości. Wtedy antenki nie działaja, bo potrzebne jest wyciszenie. Dlatego mnisi tybetańscy to łyse pały, nic ich nie rozprasza w modlitwach. Tylko czy te modlitwy gdzieś docierają? Ludzie bez włosów mają osłabione związki z innymi ludźmi (to fakt znany mi z mojego życia) i są sfrustrowani. Dla faceta łysinka to obraza, wstydzi się tego, zaczesuje, to stres.
W wojsku amerykańskim robiono testy sprawnościowe poborowych. Dopóki mieli własne włosy to byli świetni, a już po ogoleniu głów ich umiejętności znikały. Ale nie chodzi przecież, żeby żołnierze myśleli samodzielnie. Oni mają wykonywać rozkazy.





Informatycy i bystrzy studenci też mają długie włosy. A naukowcy to już obowiązkowo.



Z wiekiem włosów ubywa, bo nie chcemy używać antenek, nic nam się nie chce, więc są niepotrzebne.

Dalila obcięła Samsonowi włosy i ten stracił swą moc i zginął.


Mam długie włosy, bo lepiej się czuję. Czasami je przycinam i nie zauważam różnicy. Na pewno nie spróbuję obciąć się na łyso. Kocham te moje antenki.

Może nie wszystko to prawda, ale coś w tym jest.



Na koniec filmik.





13/01/2012

Ręka rękę myje

Coraz dziwniejszy jest świat w którym żyjemy. Wiadomo, że każda decyzja powoduje pewne konsekwencje. Jeśli dzieje się to na szczeblu urzędowym to konsekwencje dotyczą wielu ludzi.
Jak donoszą mendia od poniedziałku ruszają kontrole skarbowe w miejscowościach wypoczynkowych. Będą kontrolować wystawianie paragonów z kas fiskalnych. Jakie to ważne dla życia ludzi.
O kasach fiskalnych można wiele pisać, a warto by sprawdzić firmy produkujące te nikomu niepotrzebne dziwa. Coraz więcej podmiotów musi od pierwszego dnia działalności stosować kasę, a wielu tego nie robi. W maleńkich kioskach, gdzie sprzedają papierosy kas nie ma, bo sprzedawców, często emerytów, na to nie stać. Urząd może zwrócić 700 zł wydatku za kasę, ale taki człowiek musi prowadzić firmę minimum przez 3 lata. Inaczej będzie musiał oddać tę ulgę. A gdy nie da rady przeżyć roku?
Na początku przegląd kasy trzeba było robić 2 razy do roku. Kosztowało to 50 zł netto. Potem ktoś podjął decyzję, żeby przeglądy były raz do roku. To kosztowało już 100 zł netto. W zeszłym roku wprowadzono przepis, że nie trzeba drukować osobnej rolki dla urzędników. To kasowcy wymyślili szerokie paragony i płaci się za rolkę takiego papieru tyle co za dwie poprzednie. Na ryneczku gdzie robię zakupy był jeden sprzedawca warzyw, który miał kasę. Wytrzymał tydzień, a teraz się nie wychyla i nic nie drukuje. Po 3-4 latach zapełnia się pamięć i trzeba ją wymienić, albo kupić nową kasę. Za to już nikt nic nie odda. Ten biznes się świetnie kręci. Ciekawe do czego jeszcze namówią rządzących. Kogo będą usiłowali zniszczyć, za wyjatkiem świętych krów.
Druk deklaracji podatkowych to też niezły biznes. Większość ma już naście wersji. Za każdą wersję druku trzeba było zapłacić za projekt, a potem za wydruk milionów sztuk. Stare druki szły na przemiał. Pamiętam akcję (świetnie sterowaną) usunięcia z deklaracji daty urodzenia, bo jest pesel. Słusznie. "Wymyślono" odpowiednie deklaracje, po to by po roku wróciła i data ur. i pesel. Teraz deklaracje są dostępne w internecie. Ale są też spryciarze co sprzedają druki za sms lub jakieś abonamenty. Bezpłatne deklaracje, które można sobie wydrukować, albo wypełnić i wydrukować są na stronie e-deklaracje.gov.pl. Nowe druki na 2012 r. pojawiły się dopiero  10 stycznia, ta robota jest coraz trudniejsza. Ciekawa jest informacja PIT-11, którą każdy pracujący dostanie od swojego pracodawcy. Wersja 18 jest ważna od 2011-01-01 do 2011-12-31, a wersja 19 od 2011-01-01 ?!:) zamiast od 2012-01-01. Nic wielkiego, ale skoro tam jest niechlujstwo to nie dziwmy się niczemu.
O kontrolach utrudniających pracę już wiele napisano. Inspekcje pracy sprawdzają akta osobowe, w których musi być odpowiednia ilość oświadczeń i zbędnych papierków, sprawdzają też godziny pracy, umowy, bo to oni powiedzą ci jaką umowę wolno ci zawrzeć z pracownikiem i za ile. Teraz trzeba produkować aneksy, bo zmieniło się najniższe wynagrodzenie. Co z tego, że w kodeksie pracy w art. 18 napisano, że ważniejsze są postanowienia prawa pracy jeśli są korzystniejsze niż umowa. Więc jeśli w umowie wynagrodzenie ustalono na minimalne to oczywiste jest, że nie może być inne. Pracownicy nawet nie chcą podpisywać takich aneksów, bo im to wisi. Muszą dostać minimalne i już. Takie jest prawo i koniec. A urzędnicy wystawiają mandaty za brak takiego aneksu. Kuriozum. W małych firmach trzeba zaprosić jakiegoś bhpowca, który przyniesie ponad 20 oświadczeń i zapełni akta. Dostanie za to kilka tysięcy zł i nie da rachunku. Kiedyś spotkałam takiego bhpowca w zusie czy w pipie jak zamawiał kontrolę w "swoim" zakładzie, a potem "uprzedził" o kontroli przedsiębiorcę, bo ma takie znajomości. Ważne, żeby biznes się kręcił. Dlatego wypadki są i będą, bo nie zależą od ilości papierów. Każdy pracownik przecież podpisze, że był przeszkolony ze wszystkiego. Dla "świętego spokoju" wszyscy się na to godzą, bo jak podskoczysz to dopiero zacznie się jazda. Na rynku farmaceutycznym to dopiero się dzieje. Znajomi korzystają, a reszta niech płaci.
Każdy na swoim podwórku obserwuje takie rzeczy, widzi i nic nie robi, albo jeszcze w tym uczestniczy.
Powstał system wzajemnych powiązań i bezsensownych działań zwanych pracą. A oni nic nie wytwarzają.

Kto przetnie tę pajęczynę wzajemnych powiązań?

Czy to będzie koniec starego świata?

Czy wszystko zniknie i będzie normalnie, prościej?

Jeśli tak to nie mogę się już doczekać.

A może są też ludzie, którzy nie nakręcają tej sieci?

12/01/2012

Kaszel, katar i poduszki

Mamy fajną pogodę, a wiele osób choruje. Może to przez brak mrozu i brak słońca. Dlatego chciałabym podać niezawodny sposób na niechorowanie.


Gdy poczujemy, że czujemy się źle, łamie nas w kościach, mamy dreszcze itp, to zróbmy sobie gorącą herbatę owocową (malinową, z róży, czarnej porzeczki), wypijmy i idźmy do łóżka. Obojętnie która to będzie godzina. Należy spać do oporu, nawet 12 godzin. Ważne jest, żeby zareagować jak najszybciej. Gwarantuję, że przeziębienie odejdzie. Nie należy brać żadnych tabletek. Osłabiony organizm nie ma siły zwalczać infekcji i na dodatek wypełniaczy w tabletkach. Człowiek jest tak skonstruowany, że sam sobie poradzi, tylko nie przeszkadzajmy mu.


Często dzieci nie chorują, ale mają katar i kaszel, trudno im spać, budzą się w nocy, a potem dostają wysokiej temperatury i choroba rozwija się. Gdy pojawia się katar to należy zebrać wszystkie poduszki jakie są w domu i położyć dziecko spać na wysokości. Głowa musi być wysoko, minimum 45 stopni wyżej niż reszta ciała. Spać należy prawie na siedząco. Gdy leżymy płasko to wydzielina z nosa zalewa nam gardło i utrudnia oddychanie. To samo dotyczy kaszlu, bo wydzielina z oskrzeli i płuc zamiast zejść niżej to idzie do gardła. W ten sposób pomagamy nie tylko dzieciom, ale też dorosłym. jest to sposób naszych babć, ale także pielęgniarek ze szpitali chorób płuc. Tak się też pomaga w zapaleniu płuc. 



źródło: dom.forto.pl


Życzę zdrowia :)

07/01/2012

Sens życia

Gdy mam za dużo wolnego czasu, albo sytuacja życiowa jest napięta, gdy stoję na rozdrożu, gdy młodzi ludzie umierają, to zadaję sobie pytanie o sens życia. Przed snem intensywnie o tym myślałam i oczekiwałam odpowiedzi od wszechświata. Dostałam odpowiedź, ale od mojej babci, którą ledwie pamiętam, bo zmarła dawno. Przyszła do mnie we śnie. Ale chyba mi się nie śniła, tylko miała do mnie dostęp, bezpośrednio do mojego jestestwa. Jakkolwiek to brzmi taka jest prawda.

Wiedziałam, że to moja babcia, choć wyglądała inaczej, piękniej i młodziej. Była taka promienista i zadowolona, wyrozumiała i dobra, miła i wybaczająca. Mogę wymienić jeszcze milion takich cech, które od niej biły. Powiedziała: doświadczaj, a właściwie to słowo pojawiło się w mojej głowie.

Gdy miałam wątpliwości o co chodzi, to ich nie wypowiadałam tylko myślałam o nich i w moim umyśle pojawiały się odpowiedzi zanim pomyślałam o co chcę zapytać. Coś jak telepatia, tylko szybsza i globalna. Nie do pojęcia, a co dopiero do wytłumaczenia. Ogromna ilość słów, czy wyjaśnień wkładała w moją głowę w ułamku sekundy. Taki transfer danych hiperszybkiego kompa.

O czymś takim marzę, ale na jawie. Móc porozumieć się ze wszystkimi istotami, ale nie poprzez naukę różnych języków. Nie wypowiedziałam jeszcze tego marzenia, a tu dostałam tego próbkę.

W skrócie powiem co zostało mi włożone do głowy, ale może wszystkiego nie pamiętam, więc będę edytować ten post, jak mi się coś jeszcze przypomni.

To są odpowiedzi na moje pytania i wątpliwości, które pojawiały się w trakcie „przekazu”.

Żyj i doświadczaj znaczy tyle, żeby jak najwięcej rzeczy doświadczać, w każdej sekundzie życia, bo życie na tej planecie jest takie krótkie, jestem szczęściarą, że tego doświadczam w tym fizycznym ciele i w tym miejscu i czasie. Doceń to. Nieważny jest rozwój duchowy, bo to nic nie znaczy, równowaga jest najważniejsza. Musisz wiedzieć jak to jest robić dobre uczynki i złe uczynki. Twój wybór i ocena, nikt cię nie ocenia, to ty oceniasz kiedy się lepiej czujesz. Czy zabijanie jest przyjemne, co czujesz wtedy, co inni o tobie wtedy myślą, jak cię oceniają, czy musisz poddawać się ocenie.

Czy twoja dusza rośnie czy się kurczy ze strachu. Co powiedzą inni nie jest ważne, inni są po to, żeby cię spychać z drogi, jak nic nie robisz tylko idziesz z prądem życia. Wybieraj, a każdy twój wybór jest dobry, cokolwiek zrobisz. Tylko rób. Chcesz być „dobra” to bądź, chcesz krzywdzić ludzi to rób to. Sama się ocenisz. Jak będziesz robiła pierdoły, to zostaniesz sprowadzona na właściwy tor. Użyj wiedzy. Wszystko jest zaplanowane, jeśli myślisz, że możesz robić co chcesz to się mylisz. Dostajesz znaki, że nie jesteś sama i jest plan, i to dla każdego. Nie przesadzaj w niczym – równowaga. Kochaj i bądź kochana, bo to ci bardziej pasuje. Wiesz już to :) Nic na siłę, wbrew sobie. Nie kombinuj, nie usprawiedliwiaj siebie i innych. Wiesz już dużo, wszystko co ci jest potrzebne.

Jest to może dość chaotyczne, bo nie piszę o swoich pytaniach i o tym co mnie spotkało w życiu, a na to dostawałam odpowiedzi. Jest to bardzo osobiste, więc nie mogę jeszcze tego pojaśnić. Znam wiele osób, które „rozwijając się duchowo” zaniedbują rodzinę, pracę, wydają majątek na podróż do Indii, a to nie jest dobre. Tak przeczuwałam. Równowaga, nie krzywdź siebie i innych. Albo krzywdź, aż zrozumiesz co masz robić i co jest dobre dla ciebie.
Po tym spotkaniu czuję się raczej jak zepchnięta z drogi, ale jeszcze nie trafiłam na właściwy tor. Zmienia to moje poglądy na wiele spraw.

Mam żyć więc muszę to przetrawić.


01/01/2012

Przyzwyczajenia, nawyki

Cudowne słoneczko i bezchmurne niebo powitało mnie dzisiaj rano. OK, nie było rano, było południe gdy się obudziłam, ale to bardzo miły początek nowego roku.


Przez cały ubiegły rok szlifowałam swoją osobowość przez zmianę swoich nawyków. Nałóg miałam tylko jeden, ale go zlikwidowałam już dawno. Gdy dowiedziałam się od M.F.Longa, że za nałogi odpowiada Niższe Ja (podświadomość, Ku) to postanowiłam zlikwidować nałóg palenia. Przecież nie będę zależna od NJ. W końcu kto tu rządzi. Umówiłam się z Ku, że na jakiś czas przestaniemy palić. Ustaliłam dzień i wypaliłam wszystkie papierosy w domu. Ponieważ nie podałam terminu niepalenia, trwa to już 12 lat.


Teraz przyszedł czas na testowanie mojego NJ w innych nawykach. Edukacja NJ polega na pokazaniu: kto rządzi. Nie mogę nic narzucić, mogę tylko codziennie robić to co w moim (ŚJ) mniemaniu jest dobre. Zaczęłam od każdej czynności, którą codziennie wykonuję i za każdym razem robię ją inaczej.


Np. zakładam najpierw raz lewy but, następnego dnia zakładam prawy, a jeszcze innego dnia oba buty naraz. To loteria. Inne czynności, jak czesanie, mycie zębów, zamykanie drzwi itp. - robię w różny sposób każdego dnia. Do pracy mogę jechać jednym tramwajem, ale teraz wsiadam w to co pierwsze przyjedzie i się przesiadam. Z klatki mojego bloku powinnam skręcić w prawo, ale czasami skręcam w lewo. Nadrabiam ok. 100 m, ale to Ja decyduję.


Jedzenie Z jedzeniem jest trochę trudniej, bo mam ulubione potrawy, więc postanowiłam zaprzestać ich jedzenia, na jakiś czas. Ciężko było z kawą, bo każdy dzień zaczynam od gorącej kawy.




Ale czego się nie robi w celach wychowawczych ;) Dziwne. Jak ustaliłam, że przez 3 dni nie będę piła kawy, to nawet nie miałam takiej zachcianki i nie miałam z czym walczyć. Były już dni bez jedzenia chleba, bez jedzenia zupy, bez jedzenia czegokolwiek.Okazało się, że nie mam z tym żadnych problemów.


Oddychanie Oddychanie jest czynnością automatyczną i kontrolowane przez podświadomość. Nie sprawia mi żadnej trudności jakakolwiek technika oddychania. Gdy ładuję się maną (energią, siłą życiową), to cała uwaga Ku jest skierowana na moje życzenia. Teraz postanowiłam zwolnić oddech maksymalnie jak się da. Gdy kiedyś ćwiczyłam jogę to wykonywałm 4 oddechy na minutę. Teraz z łatwością wykonuję 3 oddechy na minutę, w rytmie: 5 sek. wdech, 5 sek. zatrzymanie, 5 sek. wydech i 5 sek. bezdech. To jest takie łatwe, jak się tylko człowiek na tym skupi. Próbowałam też przestać oddychać, ale udało mi się bez wysiłku zatrzymać oddech na 2,5 minuty


TV i internet To jest najłatwiejsze. Mogę teraz nie oglądać tv przez kilka dni i nie czuję się, że czegoś mi brak. Nawet nie czytam programu i może ominęło mnie coś ciekawego. Po kilku dniach abstynencji inaczej patrzę na programy, a wielu już nie oglądam, bo to strata czasu. Teraz na tv przeznaczam ok. 2 godz. tygodniowo, a czasami nawet mniej.


Z internetem jest trochę gorzej. Do poczty musiałam zajrzeć 1 raz dziennie, bo to związane jest z moją pracą. Klienci przyzwyczaili się zatrudniać i zwalniać pracowników mejlami. A obowiązują terminy. Przez miesiąc nie zaglądałam też na ulubione strony, fora czy blogi. Nawet na swój. Po przerwie inaczej się patrzy na wiele spraw.


Mruganie Mrugać oczami trzeba, a więc nie jest to nawyk, który trzeba zmieniać. Ale tak dla sprawdzenia siebie mogę bez żadnego wysiłku nie mrugać przez 2,35 do 3 minut. Nie próbowałam dłużej, bo po co ;)


Są też przyzwyczajenia pożyteczne. Zawsze mam w torebce okulary przeciwsłoneczne. Gdy kiedyś ich nie założyłam to wpadł mi paproch do oka, oko spuchło, pojechałam na pogotowie, brałam krople, płukanki, maście itp. Więc z tego nawyku nie zrezygnowałam. I ciągle kupuję nowe tanie okulary, żeby zawsze mieć zapas. Codziennie też robię choć jeden dobry uczynek. Gdy na kilka dni przestałam: nie podniosłam papierka, nie ustąpiłam miejsca w autobusie, nie pomogłam nikomu itd., to źle się z tym czułam, bardzo źle.




Takie likwidowanie przyzwyczajeń i nawyków wzmaga czujność i uważność. Każdą czynność, którą robię staram się wykonywać inaczej, więc siłą rzeczy muszę być skupiona. Przy okazji wychowywania Ku wzmacniam też zasadę PONO – każdą rzecz można zrobić w inny sposób, bo skuteczność jest miarą prawdy. I za to kocham Hunę.


Robię tak od roku i wcale nie mam dość. Więc w tym roku nadal będę nieprzewidywalna. To dobra zabawa.


Trening czyni mistrza.

31/12/2011

Pogarda

Gdy już mi się wydaje, że mało mam złych cech, to wtedy okazuje się, że to tylko moja pycha tak uważa. Ciągle muszę nad sobą pracować.

Gdy ostatnio powiedziałam słowo: pogarda, to pojawił się obraz meneli, żuli itp. ludzi. Zdziwiłam się, bo myślałam, że oni są mi obojętni. Jednak pogardzałam nimi i zastanawiałam się nad tym, dlaczego tak myślę. Zaczęłam ich spotykać na każdym kroku, bo zwykle tak jest, że jak nad czymś pracuję to wszechświat mi w tej pracy pomaga.


Wszędzie ich było pełno: w śmietniku, w autobusie, w parku, przed sklepem. Patrzyłam na tych ludzi i nie akceptowałam ich. Odkryłam, że moja pogarda dla tych ludzi wiązała się z ocenianiem ich. A jakie ja mam prawo oceniać tych ludzi? Niepotrzebnie się nad nimi użalam, współczuję im, chcę im pomóc itp. A oni tego nie chcą, im jest dobrze. Są tacy bo chcą być tacy. Prawie zaczęłam do nich czuć miłość i wtedy spotkałam takiego menela (bez złośliwości) w autobusie. Siedział naprzeciwko mnie, z całym dobytkiem w 3 reklamówkach i śmierdział tak, że nie mogłam oddychać. Zagadał do mnie, pytał kiedy ma wysiąść, żeby dojechać do konkretnego przystanku. Ponieważ zaczęłam już odczuwać miłość do tego typu ludzi, to gadałam z nim tak jak się rozmawia z przygodnymi ludźmi. Nie był pijany, tylko brudny i nieogolony. Gdy wysiadał to rozejrzał się wokół i zapytał: CO TU TAK ŚMIERDZI? Mało nie spadłam z fotela. Zdałam sobie sprawę, że on nie czuł, że to on tak śmierdzi. Gdy wysiadł to zaczęłam się śmiać i pogarda zniknęła.

Każdy człowiek ma prawo żyć tak jak mu się podoba. Każdy może być tym kim chce być, jeśli nie wiąże się to z krzywdzeniem innych. A menele nikogo nie krzywdzą, żyją z dnia na dzień, bezstresowo, jedzą kiedy chcą i co chcą, albo co mają, śpią gdziekolwiek i kiedy chcą. Nie zasługują na pogardę. Przynajmniej nie moją.

Ciagle się uczę.



28/12/2011

Lek czy trucizna

W tygodniu przedświątecznym gdy wracałam wieczorem do domu to bardzo zmarzłam. Lekko się ubrałam, bo nie przewidziałam, że może zrobić się zimno i to czekanie na autobus mnie wyziębiło. Na drugi dzień poczułam się chora, przeziębiona. Miałam 38 stopni gorączki i katar. W sklepie gdy kupowałam herbaty na święta to przy okazji kupiłam gripex control. Za 12 tabletek zapłaciłam 7 zł. Chciałam szybko wyzdrowieć. Po 3 tabletkach gorączka spadła, ale zaczęłam kaszleć. I wtedy postanowiłam „prześledzić” moją tabletkę. Zamknęłam oczy i połknęłam jedną. „Widziałam” jak przechodzi przez przełyk do żołądka, jak się w nim rozpuszcza i razem z krwią przez naczynia krwionośne rozchodzi się po całym ciele. Wchodzi do każdej komórki za pomocą płynów tkankowych. Cżęść poszła do płuc i coś białego oblepiło mi oskrzeliki. I tak odkryłam dlaczego zaczęłam kaszleć, prawie się dusiłam od tego szlamu. I wtedy przeczytałam ulotkę. Trochę późno, ale przecież ten lek jest dość znany i wydawało mi się, że bezpieczny. Pierwszy składnik to paracetamol, a więc substancja lecznicza, która miała mi pomóc. Dalej na liście była kofeina. Dziwne, bo przecież lekarstwa powinno się popijać wodą a nie kawą. Dalej było kilka dziwnych nazw, wśród których znalazłam TALK!? Niebywałe co dodaje się jako wypełniacz do tabletek. Ten talk zapchał mi oskrzela i prawie się udusiłam.


Sprawdziłam na sobie powiedzenie, JEDNO LECZY, RESZTĘ KALECZY. Moja tabletka wyleczyła mnie z gorączki i kataru, ale prawie zmusiła mnie do leczenia płuc i łykania dalszych tabletek. Układ zamknięty. Wszyscy są zadowoleni, za wyjątkiem pacjentów.


A poprawa nastąpiła po zjedzeniu zwykłego czosnku. Zrobiłam sobie kanapkę, pokroiłam drobno 3 ząbki czosnku, na to masło, a na to posiekana natka pietruszki. Po 2 godzinach mogłam normalnie oddychać. Gdy śledziłam jak działa czosnek w moim organiźmie, to zobaczyłam jak te olejki eteryczne przeczyszczają moje żyły i rozpuszczają wszystko co przeszkadza w transporcie w układzie krwionośnym. Na rozpuszczenie talku jeszcze potrzeba trochę czasu.




Omijam apteki, ale nie przewidziałam, że leki są dostępne teraz wszędzie i kuszą. Wizyta u lekarza domowego też nic nie pomaga, bo on każe kupić leki podobne do gripexu, ferwexu itp. A ulotki drukowane są coraz mniejszymi literkami, bo przecież trzeba upchnąć kilkanaście składników w jednej tabletce. Czasami piszą o substancjach dodatkowych, ale nie ma ich wyszczególnienia. Na pudełku też mało co jest napisane. Dopiero jak kupisz to w środku znajdziesz metrową ulotkę i szczegóły. To chyba kofeina w moich tabletkach pobudziła mnie do działania.:)


Ostatnie tabletki rozpuściłam w zlewie. Nie wyleczy, nie otruje, a zaszkodzi.


 










24/12/2011

Dobrych Świąt

Dobrych Świąt,


Miłości i Pomyślności,


Światełka w Mrocznym Tunelu Życia,


Cudownych Dni w Nowym Roku


i Mnożenia Dobra Każdego Dnia


dla Wszystkich Ludzi na Ziemi


ode mnie :)


14/12/2011

Zamiast medytacji

Dziwne efekty zaniechania medytacji. Nie było dnia, żebym miała gorsze samopoczucie, każdy dzień jest piękny, słoneczny, wszystko idzie jak po maśle. Gdy medytowałam to czasami miałam huśtawkę nastrojów. Gdy dodatkowo było jeszcze pochmurno, to był prawie początek depresji. Może były jakieś plusy medytowania, ale ja ich nie widziałam. Medytacja po prostu nie jest dla mnie.


Zamiast pół godziny siedzenia wolę przez 15 minut potańczyć razem z Jamesem Brownem – I Feel Good lub Sexmachine.


Każdą wolną chwilę wykorzystuję na podziwianie dzieła Stwórcy. Jak on ten świat perfekcyjnie zaplanował. Z podziwiania przyrody przerzuciłam się na obserwowanie siebie – fajne dzieło ;)


Zaczęłam od układu oddechowego, czyli niezbędnej do życia plątaninie rur i rurek. Chyba to najważniejszy układ, bo ile można wytrzymać bez oddychania. Ja bez wysiłku zatrzymuję oddech na 2,5 minuty.




Podziwiam i obserwuję jak wdychane powietrze wędruje przez gardło, krtań, tchawicę i oskrzela, by ostatecznie dotrzeć do płuc. Wewnątrz płuc powietrze biegnie dalej kolejnym odgałęzieniami oskrzeli (posiadającymi coraz mniejszą średnicę). Na końcu tej drogi znajdują się najwęższe oskrzeliki przechodzące w oskrzeliki końcowe i dalej oskrzeliki oddechowe połączone przewodzikami pęcherzykowymi z pojedynczymi pęcherzykami płucnymi. Śledzę porcję wdychanego powietrza. Podczas wdechu mogę powietrze poprowadzić "do brzucha" i wtedy masuję przeponę. Oddychanie przez nos masuje mózg. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak to wszystko jest cudowne.


Zwykle robię takie obserwacje gdy jadę do pracy. Przez pół godziny w tramwaju lub autobusie zajmuję się tylko sobą. Świat nie istnieje.


Ostatnio zajęłam się oczami. Staram się odczuć mięśnie, na których gałka oczna jest osadzona. Czułam je zanim znalazłam schemat w książce. Staram się "zobaczyć" jak oczy widzą obrazy. Niesamowite doświadczenie. Mózg bardzo się stara i pracuje pełną parą, a oczy rozluźniają się i lepiej widzę.


 


A dzisiaj skupiałam się na chodzeniu. Prawa noga do przodu, prawa ręka do tyłu. Nie da się inaczej, próbowałam. Musi być synchronizacja ruchu. Idą nogi i przeciwne ręce. Bardzo zajmujące są takie obserwacje i ciekawsze niż medytacja. I już dzieci chodzą w ten sposób, skąd one wiedzą jak to robić?


Mam wrażenie, że znalazłam boską cząstkę Higgsa ;)


Niepotrzebny jest do tego żaden akcelerator za miliardy dolarów. Wystarczy skupić się na sobie i znaleźć boską iskierkę. Za darmo. Kazdy to ma, tylko słabo czuje. Ciekawe czy każdy ma w tym samym miejscu? Musze pogadać ze znajomymi gdzie oni ja czują. I nie można tego sfotografować, ani wyjąć. To po prostu jest w nas dopóki żyjemy na tym świecie.

10/12/2011

Marzenia a pragnienia

Marzenia się nie spełniają, bo nie są pragnieniami. Czynnikiem niezbędnym do urzeczywistnienia marzeń jest przeogromna chęć, czyli pragnienie. O tym wiedzieli Kahuni i Illuminaci. Taką chęć można w sobie wzbudzić np. przez oddychanie. Wtedy jesteśmy naładowani energią i nasze marzenia się spełnią. Proste, ale nie każdy o tym wie. Klepanie bezmyślne zdrowasiek niczemu nie służy, tylko zabija czas. Gdy już mamy marzenie i robimy z niego pragnienie, to następnym krokiem jest wybranie odpowiedniej pory na wypowiedzenie tego pragnienia, czyli wysłanie listu do Stwórcy. Najlepszym dniem w roku do tego celu jest dzień 21 grudnia. Sprawdziłam tylko ten jeden dzień, bo jest blisko dnia, w którym wielu wypowiada życzenia, które się nie spełniają (sylwester i nowy rok) i będzie niedługo.

[more]

21 grudnia jest 355 dniem roku w naszym kalendarzu (gregoriańskim), suma cyfr = 13. Jest to dzień przesilenia zimowego, na naszej półkuli jest to najkrótszy dzień w roku. U Słowian było to święto Godowe, jest to dzień św. Tomasza (w 1471 r. odkryto wyspę), powstała Wspólnota Niepodległych Państw w 1991 r. Można sprawdzić na Wikipedii, że w tym dniu wydarzyło się wiele katastrof i wiele ważnych wydarzeń. Ten dzień jest ważny dla Illuminatów, którzy mają wszystko, a w tym dniu urządzają festiwal ognia, a także odprawiają różne rytuały, których nie polecam. Oni dzielą rok na 4 okresy po 13 tygodni, więc ten dzień i liczba 13 jest ważna. Każdy może skorzystać z tej wiedzy.

W 2010 r. było w tym dniu całkowite zaćmienie księżyca i ja wypowiedziałam swoje pragnienia. Pierwsze, bardzo dobrze przemyślane, to było: Każdego dnia widzę słońce. Miałam już dość pochmurnych szarych dni, więc trochę z przekory wypowiedziałam to pragnienie. Spełniło się prawie natychmiast, bo od następnego dnia do dzisiaj każdego dnia jest moment, kiedy gdy spojrzę w niebo widzę słoneczko. Nawet wtedy kiedy padał śnieg była chwila, że słońce wyjrzało zza chmur. Do kwietnia każdego dnia widziałam słońce, więc już później nie zwracałam na to uwagi, bo wiedziałam, że moje pragnienie się spełniło.

Drugim pragnieniem, osobistym, było: Zarabiam ... zł. Kwoty nie podam, ale było to 1000 więcej niż 21 grudnia 2010 r. Zastanawiałam się, co sobie życzyć i właściwie nie miałam pomysłu. Pragnienie to mogłam zrealizować tylko poprzez przyjęcie dodatkowych klientów, a oni zaczęli dzwonić jeszcze w starym roku i do kwietnia miałam osiągnięty cel. Ciekawe dlaczego realizacja tych pragnień dokonała się do następnego magicznego dnia, czyli przesilenia wiosennego. Może to też jest dobry dzień na spełnianie marzeń, nie sprawdzałam.

W tym roku mam dopiero skrystalizowane pragnienie dotyczące pogody. Ponieważ słońce w pochmurne dni tylko ja widziałam i ludzie, którym je pokazywałam, postanowiłam wypowiedzieć takie pragnienie: Każdego dnia wiatr rozwiewa chmury nade mną i widzę niebieskie niebo. Strasznie często latają na moim niebie samoloty i zostawiają biały kożuch, który rozlewa się i jest buro. Nie pomaga wypowiadanie błogosławieństw, bo ta zupa unosi się w powietrzu i opada powoli. Teraz będą wietrzne dni i noce w miejscu gdzie będę. Wiem to.

Mam też marzenie, żeby znać wszystkie języki świata i móc się porozumieć z każdym człowiekiem na ziemi. Ale jest to tylko marzenie, bez pragnienia. Bo przecież nie pójdę na kursy językowe, nie mam na to czasu. Więc to marzenie będzie na razie “wisiało”. Chociaż o spełnieniu marzenia nie my decydujemy. Może otworzy mi się w mózgu jakaś klapka i poznam wszystkie języki w jednej chwili. Mam jeszcze czas na zastanowienie się nad tym.


A więc zastanów się czytelniku co byś bardzo chciał, ułóż krótkie zdanie, zacznij głęboko oddychać przez nos, uwierz, że się spełni na pewno i w konkretnym dniu wypowiedz. Może to być mało realne, ale nie niemożliwe. Możesz wypowiadać kilkakrotnie jak sobie o tym przypomnisz, możesz też o tym intensywnie myśleć. Nie mów nikomu zanim nie "wyślesz" listu do Pana Boga. A potem zapomnij o tym, aż to pragnienie lub pragnienia się urzeczywistnią. Radzę spróbować z jednym pragnieniem na początek i wcześniej napisać na kartce czy dobrze brzmi i czy na pewno o to nam chodzi. Wtedy nabierzesz pewności siebie. Nie polecam marzeń dotyczących zdrowia, bo o tym decyduje Stwórca – Bóg.



04/12/2011

Kabarety w łódzkiej Arenie

Właśnie wróciłam z 4 godzinnego kabaretonu. Było warto.



Pierwszy raz byłam w hali Atlas Arena. I byłam mile zaskoczona.


Program prowadził Piotr Bałtroczyk, ale o dziwo, nie gadał od rzeczy, jak czasami potrafi. Jutro ma urodziny, 50-te, ale nie pozwolił zaśpiewać sobie 100 lat.


Na początku wystąpił kabaret Chatelet, ale w okrojonym składzie do 2 panów. Wiedzieli doskonale do jakiego miasta przyjechali i w swoich skeczach ciągle nawiązywali do tego rejonu Polski. Skecze stare, ale trochę uaktualnione. Panowie świetnie reagowali na głosy z hali, ze dwa razy się zagotowali, ale było świetnie. Na bis był chyba najlepszy skecz.



Następny kabaret to kabaret Moralnego Niepokoju. Robert Górski to chyba najlepszy artysta. Jest po prostu świetny i inteligentny. Była nowa kobieta, ale raczej wyglądała niż grała. Niestety nie ma charyzmy i jest dodatkiem do panów. Chyba nie ma jeszcze dobrze napisanej roli dla siebie. Nowy skecz z bramką wykrywającą metale i taniec Górskiego jak na rurze - był doskonały. Nie widziałam go wcześniej. Też był bis.


Potem było 20 minut przerwy i pojawił się Kabaret Pod Wyrwigroszem. Rewelacyjni na żywo. Skecz, piosenka, skecz, piosenka, świetnie skomponowany występ pokazał umiejętności wszystkich panów, niestety pani Rybarska zapowiedziała tylko trio rumuńskich tenorów: Karierasa i innych. To cały jej występ. Najlepszy był Andrzej Kozłowski. Zaśpiewał rewelacyjnie piosenkę disco polo, jak to śpiewa nie wie o czym i żaden tekst go nie zaskoczy :) Popis gry aktorskiej i świetny głos. Popłakałam się ze śmiechu. Świetna charakteryzacja i na koniec wyciągnął sobie sutki ;))) W tv nie słychać było jak oni świetnie śpiewają. Brakowało Tomasza Olbratowskiego. Same nowe skecze i też nawiązywali do miasta, w którym byli. A to zawsze miłe.


Otrzymali najwięcej oklasków, ale nie było bisu!


Na koniec był kabaret Ani Mru Mru. 3 stare skecze, nic nie zmienione, ani uaktualnione. Miny Michała rozśmieszyły wszystkich. Występ dobry, ale nie porywający.


Polecam każdemu występy na żywo, zwłaszcza kabaretów. Niepowtarzalny klimat i relacje między artystą a publicznością. Hala była prawie pełna, tylu ludzi przyszło pośmiać się w tych trudnych czasach.


Najlepszy był Kabaret pod Wyrwigroszem. Nie jest zmanierowany i nie jest rozpieszczany przez tv. Gdy przyjadą następnym razem to na pewno pójdę. Na AMM nie pójdę.


Jedynym minusem były małe telebimy. W Mrągowie TV przywiozła ogromne ekrany i wszystko było dobrze widać. A tu ekrany małe i oprawa dźwiękowa nie najlepsza, bo czasami nie słychać było końcówek wypowiedzi. No i te światła ze sceny świeciły prosto w moje oczy. Ale być może nie mogło być lepiej.


Wieczór bardzo udany.

01/12/2011

Ocet jabłkowy

Postanowiłam zrobić sama ocet jabłkowy. Znany i stosowany jest od ponad 5 tys. lat, więc jest sprawdzony pod każdym względem.


Przepis jest bardzo prosty. Jabłka umyłam, pokroiłam na kawałki i włożyłam do słoika. Zalałam to wodą przegotowaną. Na 1 szklankę dałam 1 łyżkę cukru. Potem zakryłam gazą i zostawiłam w kuchni. Od czasu do czasu mieszałam drewnianą łyżką, żeby nie spleśniało. Na początku interesują się tym muszki. Pachnie ten ocet drożdżami, ale w smaku jest dobry.


Po 4 tygodniach ocet wygląda tak:



Przecedziłam i wlałam do butelki. Jest trochę mętny, ale ma się wyklarować. Nie wiem czy zdąży. bo zamierzam go stosować do picia, do sałatek i do mycia twarzy i włosów. Do picia stosuje się go rano, na 20 minut przed jedzeniem. Na szklankę letniej wody daję się 2 łyżeczki octu, 2 łyżeczki miodu, miesza i wypija. Można to zrobić wieczorem, a rano dolać trochę ciepłej wody.


Dlaczego ocet jabłkowy?


Ma właściwości odwadniające, więc zaleca się go w kuracjach odchudzających, bo przyspiesza trawienie, pobudza wydzielanie soków żołądkowych i syntezę enzymów trawiennych, usuwa złogi i pomaga rozszczepiać tłuszcze, a w rezultacie przyczynia się do obniżenia wagi.  Oczyszcza organizm z toksyn. Jest bezpieczny, bo w przeciwieństwie do spirytusowego nie zabija czerwonych krwinek. A więc jest dobry dla anemików ;) Kwas jabłkowy łącząc się z zasadami i substancjami mineralnymi, tworzy glikogen. Glikogen pomaga odbudować czerwone krwinki, poprawia stan naczyń krwionośnych, reguluje cykl menstruacyjny. Posiada wysoką zawartość potasu, który wpływa na wyciszenie układu nerwowego, reguluje prace hormonów oraz zatrzymuje w organizmie wapń, żelazo, magnez i krzem.


Niedobór potasu można rozpoznać po takich objawach jak osłabienie pamięci, wrażliwość na zimno, podatność stóp na odciski, skłonność do zaparć, podatność na przeziębienia, psucie zębów, występowanie pryszczy, bezsenność, bóle w stawach. Potas jest też konieczny do prawidłowego wzrostu dzieci, opóźnia stwardnienie naczyń krwionośnych, a więc przeciwdziała procesom miażdżycowym.


Nierozcieńczony, stosowany bezpośrednio na skórę, leczy dolegliwości skórne. Używany do płukania włosów zapobiega ich wypadaniu. Można też płukać gardło przy stanach zapalnych.


Tak więc zaczynam go stosować. Oczywiście z umiarem. 






22/11/2011

Kalafior i mięta

W sobotę kupiłam taki oto kalafior. Wpadł mi w oko.




Na rynku nazywał się „królewski”, choć w internecie znalazłam inne nazwy: romanesco, włoski, wieżyczkowy. Ja nazwałabym go: stożkowy zielony. Zanim go ugotowałam to wpatrywałam się w niego jak urzeczona. Niewiarygodna struktura. Rzeczywiście Bóg istnieje i stwarza takie boskie rzeczy.


Cały kalafior składa się z wielu stożków, a każdy stożek tego kalafiora wygląda jak miniatura całości.


 


Patrzyłam i patrzyłam, a w końcu zaczęłam go jeść. Najpierw na surowo odłamywałam po kolei wieżyczki i chrupałam. Potem ugotowałam tak jak brokuł. Pachniał jak zwykły kalafior. Nie rozgotowuje się.


Drugim przejawem Stwórcy w moim domu jest mięta. Kupiona w doniczce i zasadzona w skrzynce.




Listki mięty wrzucam do szklanki z wodą strukturyzowaną, bo ma wtedy cudny świeży aromat. Na miętę też mogę patrzeć godzinami. ;)


Jak cudnie przyroda jest skonstruowana. Każdy listek rośnie tak, żeby innym nie przeszkadzać. Każda łodyżka rośnie swobodnie nie zasłaniając innym światła. Pełna współpraca. Rośliny najpierw „myślą” o innych, a dopiero potem o sobie. Stwórca to dobrze wymyślił i zorganizował.


Moja wiara w Stwórcę zamienia się w pewność, że jest siła wyższa – nieskończenie mądra, potężna i bardzo kochająca wszelkie stworzenia. Przejawy tej Siły spotykam na każdym kroku. Wystarczy tylko otworzyć oczy i patrzeć i obserwować naturę.


Życie na ziemi jest niewiarygodnie piękne.

06/11/2011

Omamy

Obserwacje nocnego nieba są interesujące. Gdy jest bezchmurnie to widać przybywający księżyc, a potem bardzo jasny Jowisz. Potem idę spać. A dziś obudziłam się w nocy i widziałam dużo gwiazd mrugających do mnie ;)



Gdy tak zapatrzyłam się na nie to w pewnej chwili jedna ruszyła i zaczęła się przemieszczać. Aż usiadłam  i zaczęłam wypatrywać świateł białych i czerwonych, bo myślałam, że to samolot. Czegoś takiego nie dostrzegłam. Nie była to też spadająca gwiazda, bo poruszała się poziomo i dość wolno i długo, aż zasłoniła ją jakaś chmura. Naprawdę mnie to zastanowiło, co to takiego było. Pomyślałam, że to jakiś statek kosmiczny, który czekał na coś lub coś obserwował, a potem "zauważył", że ktoś go podgląda i uciekł ;) Pewne jest, że żadna gwiazda się nie poruszała gdy obserwowałam niebo i nie spałam.


Dziwne rzeczy dzieją się nocą.


Często patrzę w niebo o różnych porach. Nie sposób zauważyć ogromnej ilości samolotów, które zostawiają białe smugi. Po kilku godzinach niebo robi się jak wata lub zupa i nic nie widać. Nie jestem przekonana do ich szkodliwości. Raczej to wygląda jak zasłona.


Obserwacje słońca też są interesujące. Wiele osób robi zdjęcia i obserwuje dziwne zjawiska. Gdy jest ładna pogoda to rano lub tuż przed zachodem słońca wpatruję się w nie kilkanaście sekund. Kiedyś czytałam, że to dobrze robi na wzrok i postanowiłam to sprawdzić. Faktem jest, że nie noszę okularów, a na lewe oko odkąd pamiętam widzę słabo. Nic się nie zmienia od lat.


Słońce ostatnio zachowuje się jakby było żywą istotą. Leci do nas kometa Elenin, żeby zniszczyć ziemię i co się dzieje? Słońce wypuszcza flarę i kometa zamienia się w pył. Ostatnio nawet przyciąga różne obiekty tylko po to, żeby je unicestwić. To wygląda jakby słońce pilnowało ziemię :) W końcu żyjemy w układzie słonecznym.



Zaglądam często na stronę http://zmianynaziemi.pl/, na której każda aktywność słońca jest odnotowywana.

05/11/2011

Dom w Oku Horusa

Ten świat robi się coraz bardziej dziwny. Przekonana, że jest inkarnacją egipskiej księżniczki modelka Naomi Cambpell postanowiła zrealizować swoje największe marzenie i wybudować dom - pałac w kształcie Oka Horusa. Teraz, gdy związała się z rosyjskim miliarderem, stało się to możliwe. Bo jest już projekt hiszpańskiego architekta Luisa de Garrido i jest miejsce: to turecka wyspa Isla Playa de Cleopatra





Co to takiego to oko Horusa? Jest to egipski symbol ochronny odbijający “złe spojrzenia”. Miał chronić przed zawiścią, przed “złą” energią (czyli wysłaną z intencją szkodzenia), pomagał zachować zdrowie, zwłaszcza pomagał w chorobach wzroku, wzmacniał siły twórcze. Dzięki niemu możemy połączyć się zarówno z naszą podświadomością jak i z kosmiczną wiedzą. Pozwalał żyć w szczęściu, świadomie i bez strachu. Znak ten miał służyć wszystkim, którzy pragną pojąć tajemnicę światła i ciemności w swoim wnętrzu i otworzyć się na dar jasnowidzenia. Mistyczne starożytne teksty sławiły Oczy Horusa jako lustro odbijające naszą prawdziwą naturę. Tak wierzono dawno temu, ale jak widać obecnie też w to wierzą.




Symbol oka malowano na mumiach i grobowcach, bo miał on stanowić oczy, przez które dusza człowieka zmarłego ogląda świat i aby zmarłemu ułatwić przejście przez mroczne labirynty zaświatów. Uważano również, że poprzez nie dokonuje się reinkarnacja. Z oka spływa łza, bo wierzono, że to Bóg lub szatan płacze nad ludźmi. Ten symbol oznacza też wieczną czujność, a ten kształt ma wyjątkowo silną energię, która może oddziaływać na dużą odległość.


Prawe oko Horusa było odpowiedzialne za aktywność i przyszłość (słońce), a lewe za pasywność i przeszłość (książyc). To symbol wszechwiedzy i wszechwładzy, bo patrzy i w dzień i w nocy. Ekologiczny Dom Naomi, z 25 sypialniami, to będzie symbol słońca.  Nowy dom Naomi




Lewe oko bóg stracił podczas walk z Sethem, ale potem dzięki magicznym zabiegom bogini Hathor odzyskał wzrok. Oko ofiarował swojemu ojcu Ozyrysowi, zabitemu przez Setha i panującemu w Krainie Umarłych, przywrócił mu w ten sposób zdolność widzenia. Legenda głosiła, że wyłupione przez Setha oko zostało przez niego porąbane na kawałki, po czym cudownie się zrosło. Dzięki temu, Oko Horusa, znane jako Oko Udjat (lub “udżat” znaczy "mocny "lub" zdrowy") stało się potężnym amuletem. Symbolizowało też proces powracania zdrowia i stawania się całością. Dlatego też za pomocą poszczególnych części Oka Horusa starożytni Egipcjanie zapisywali ułamki. Podobno tak było.





Wszystko co dotyczy Egiptu jest fascynujące i wymaga wielu badań.


Ostatnio bardzo popularne są symbole staroegopskie i różne wzory geometryczne. Ludzie je rysują, noszą w formie biżuterii, a nie zawsze wiedzą jak to działa. Fascynacje jednym okiem prezentują znani ludzie z szołbiznesu, na czele z Gagą. Czy to Oko Horusa, czy Wielkiego Brata, nie wiem.  W naszym kraju też mamy dziwolągi podążające za tą modą.




 A może to znak rozpoznawczy ludzi chorych na szczególną chorobę?