10/08/2021

Sen z intruzami

Wchodziłam do mieszkania rodziców. Było zupełnie inne niż w rzeczywistości. Przeszłam przez pierwszy pokój, w którym spały na tapczanie 3 osoby. Zdziwiłam się, bo to byli obcy ludzie. Skąd oni się tam wzięli? Mama powiedziała, że nie wie kim oni są. Więc ja wzięłam każdego z nich po kolei za włosy, za ubranie za rękę i po prostu wyrzuciłam na klatkę schodową. Nie wiem jak ja to zrobiłam, ale te osoby okazały się małe, jak dzieci. Zamknęłam mieszkanie, żeby już ci ludzie nie weszli. Potem okazało się, że w kolejnym pokoju urzęduje kolejny intruz. Była to bardzo wysoki facet, pewny siebie. Rządził moim ojcem, mówił mu co ma robić, co mówić. Wydawało mi się to dziwne, że obcy człowiek tak się rządzi. Może miał ochotę zająć to mieszkanie dla siebie, a moich rodziców wyrzucić. Niedoczekanie. Powiedziałam mu, że ma się wynosić, bo nie jest tu mile widziany. Ten koleś spojrzał na ojca, jakby szukał u niego pomocy. Ojciec się nie odzywał, spuścił oczy, mama też nic nie mówiła. Nie miał pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji i zostać w domu rodziców. Ociągał się, bo myślał, że może ojciec pozwoli mu zostać. Więc wzięłam telefon i powiedziałam do niego – wypad, bo zaraz zadzwonię na policję. Stałam w bezpiecznej odległości, żeby w żaden sposób mnie nie powstrzymał. Facet jakoś zmalał, więc pomyślałam, że go wyrzucę za drzwi jak tamte osoby. Prawie chciałam go wykopać, nawet się zamachnęłam, ale nie doszło do tego. Tak mnie wkurzył, że stałam się agresywna. Mierzi mnie wykorzystywanie dzieci i starców, bo są bezbronni i słabi. Chyba ten facet opuścił mieszkanie bez mojej pomocy. Obudziłam się.

 

 holenderski artysta Poen de Wijs, czyli Jacob Christiaan de Wijs,

za 15 dni minie 7 rocznica jego śmierci w wieku 66 lat.

Zwykły sen odzwierciedlający sytuację w realu. Martwię się o rodziców i nic nie mogę zrobić. Ojciec nie wychodzi z domu, mama zajmuje się wszystkim. Oboje nie mają już siły do życia. Ktoś zapuka do drzwi i mogą wpuścić kogokolwiek. Nawet do mnie nie zadzwonią. Miernych i podłych ludzi chodzi po świecie sporo.

Ojciec jest sfrustrowany, bo wie, że już nigdy nie pojedzie samochodem, nigdy już nie będzie wędkował. Nie ma marzeń. Nie umie sobie wymyślić nowych.

A właściwie jego marzeniem jest zasnąć i się nie obudzić.

Sen to kolejny przykład dualności świata, w którym żyjemy.

Mamy jawę i sen. Na jawie coś tam robimy, zdobywamy wiedzę. Wielu ludzi żyje na autopilocie wykonując ciągle te same czynności. Ich dni są przewidywalne. Ci ludzie przechodzą przez życie śpiąc. I takich ludzi jest ogromna większość. Mają oczy szeroko zamknięte. Tylko na jawie możemy czytać książki. Świat jest tak skonstruowany, żeby ludzie spali na jawie, bujali się w rytm wahadeł. Ludzie nie muszą nic robić, tylko się bujać, wszystko będą mieli podane na tacy. Najgorzej mają tacy jak ja, którzy się obudzili i nie mogą zasnąć na jawie. Widzę rzeczy takimi jakie są. Zdobywam wiedzę, bo wiedza to władza. Mam władzę nad swoim życiem. Dla wahadeł jestem niewidzialna, z niczym nie walczę. Po prostu robię swoje, kreuję swoje życie, produkuje mój film.

 

artysta Poen Mądry

Sen jest stanem odpoczynku. Ciało fizyczne się regeneruje, a astralne lata i doświadcza. We śnie można dowiedzieć się rzeczy nigdzie nie zapisanych w książkach. Wiedza tak zdobyta jest realnie przydatna do życia. Najbardziej znana jest opowieść o Odynie, który wiedzę o runach zdobył właśnie w ten sposób. Znam wiele osób, które „dostały” wiedzę podczas snów. Nawet Einstein mówił, że jego 3 teorie przyszły do niego w snach – medytacjach, w ciągu 1 roku.

Sen jest podobny do śmierci, z tym, że można się z niego obudzić.

We śnie zatracamy czucie ciała fizycznego. Tej nocy zupełnie nie czułam, że ugryzła mnie kolejna końska mucha. Ugryzła mnie w szyję, dokładnie w to samo miejsce jak mucha w lesie 10 dni temu. Na ramieniu mam drugi ślad ugryzienia. Nic nie czułam, jakbym umarła, na kilka godzin.

artysta Poen de Wijs

Ludzie różnych kultur od wieków bali się przedwczesnej śmierci.

George Washington był tak przerażony, że zostanie pochowany żywcem, że zostawił rozkaz, by pochować go dopiero po 3 dniach od zgonu. Jako znany mason wiedział jak osiągać odmienne stany świadomości i jak mogą pozorować śmierć. Fryderyk Chopin zażądał, żeby po śmierci rozciąć jego ciało i w ten sposób upewnić się, że na pewno nie żyje i nie zostanie pochowany żywcem.

W XIX wieku niemiecki lekarz Franz Hartmann zarejestrował ponad 750 takich przypadków. Więc trumny w tamtym czasie konstruowano w taki sposób, że od środka można było się wydostać, w razie czego. Np. były dzwonki, które ożywiony zmarły mógł wykorzystać do zasygnalizowania swojego powrotu do żywych. Jak Łazarz. Biznes się kręcił.

artysta Poen de Wijs

 

A więc dobranoc :)

Regenerujmy swoje ciała i zdobywajmy wiedzę astralną. A potem wzejdzie słońce i nastanie kolejny dzień naszego życia.



30/07/2021

Babski dzień

Rano wyrzucałam śmieci. Przede mną szła starsza pani. Spieszyło mi się, więc ją wyminęłam, wyrzuciłam torbę, odwróciłam się i nikogo nie było. Ta pani zniknęła. Nie mogła pójść gdzie indziej, ani nie zawróciła. Musiałabym ją zauważyć. Dziwnie się ten dzień zaczął. Wczorajszy.

Potem zwróciłam uwagę na mumię w mijającym mnie aucie. Ta osoba miała twarz zaklejoną bandażami, stąd skojarzenie z mumią. Płeć nieznana. Miała ciemne okulary.

Pojechałyśmy za miasto. Odpocząć. Mumia mogła być kobietą po operacji plastycznej. Dobrze jest wymienić wątpliwości z innymi osobami. Szybciej znajduje się odpowiedzi.

W drodze zauważyłam bociana, który latał nad nami. Zrobiłam szybko zdjęcie, ale myślałam, że nie złapię go w trakcie szybkiej jazdy z zakrętami.

Udało się.

Ledwo można dostrzec bociana kołującego nad nami.


Bocian był fajny, latał w różne strony, tak jakby się bujał. Optymizm.

Potem kawka, ciasto i pogaduszki.

Nauczyłam się operować siekierą. Może zostanę drwalem. Zawsze to kolejna umiejętność.

Komary cięły bezlitośnie. W mieście jest ich mniej. Potem w pewnej chwili pojawiła mi się wysypka na szyi. Raczej to nie uczulenie. Wysypka zaczęła znikać, a zostało ukłucie. To musiała być końska mucha. Mam coś takiego, że owady lubią mnie gryźć. Wczoraj był 19 dzień księżycowy. M.in. przestroga: „bądź ostrożny i unikaj ukąszeń zwierząt i owadów, zwłaszcza trujących" Przeczytałam o tym gdy wracałyśmy. Czy gdybym wiedziała o tym wcześniej, to coś by to zmieniło? Nie da się zapanować nad owadami ;)

Po południu zbierałyśmy się do powrotu. Zagadała nas sąsiadka, która zabrała nam ok. 10 minut. Gdy byłyśmy blisko miasta, zrobił się korek, co było dziwne, bo to nie był weekend. Minął nas ambulans, więc to musiał być jakiś wypadek. I był. Ciężarówka zjechała na nasz pas i uderzyła w samochód, który jechał wcześniej przed nami. Była policja i straż pożarna, ale chyba nikomu nic się nie stało. Gdybyśmy wyjechały 10 minut wcześniej to mogło trafić na nas.

Wszystko co nam się przydarza jest po coś. Zwracamy uwagę na coś, albo nie. To jest uważność i obecność w życiu. Wszystko toczy się tak jak powinno.

A tydzień temu, z okna w kuchni ujrzałam balon.


Niecodzienny widok. Jakby z innego świata. A to obchody dni miasta. Znalazłam potem to wyjaśnienie.

Ale widok był niesamowity.


22/07/2021

Pamięć

Miałam upiec ciasto biszkoptowe z truskawkami. Dla mamy, bo ona już nie piecze. Nie chcę, żeby kupowała i utylizowała syrop glukozowo-fruktozowy i inne śmieci. Piekę od 30 lat, zawsze tak samo, w prodiżu. Do miski wsypałam szklankę cukru, potem dodałam 4 łyżki oleju. A potem przyszła pora na jajka. Od zawsze wbijam jajka do cukru czy mąki. Nie nagrywam filmów, więc nie odsypuję mąkę, sól, czy jajka do osobnych misek. Strata czasu i wody do mycia tylu naczyń.

Wbiłam jedno jajko. W ułamku sekundy przypomniałam sobie sytuację z jednej pracy. Pracowałam w biurze projektów. Na każdym piętrze (były 3) była kuchenka,a w niej dwa ogromne czajniki, w których gotowała się woda, bez przerwy. Czasem ktoś robił sobie jedzenie na ciepło. Znałam wszystkich i oni mnie. Można było sobie odpocząć na chwilkę, gdy woda akurat nie była jeszcze gotowa. I kiedyś spotkałam tam faceta, który robił sobie jajecznicę. A właściwie ją wyrzucał. Bo okazało się, że 4 jajko było zepsute. Więc wszystko do śmieci. A potem, po ok. pół roku ten facet umarł, miał zawał. Dlatego go zapamiętałam. Miał ok. 30 lat i kiedyś było to nie do pojęcia. Nie umierało się na zawał tak młodo.

Tą sytuację przypomniałam sobie naprawdę w ułamku sekundy, akurat tyle, że się zatrzymać i wziąć kubek. Nie bez powodu właśnie w tej chwili przypomniała mi się ta sytuacji. Ufam sobie, swojej podświadomości, bezgranicznie.

Wbiłam drugie jako do kubka. Okazało się cuchnące i zielone. W życiu nie widziałam takiego zepsutego jajka. Jakie ono musiało być stare. Kiedyś kupowałam na bazarze jajka, a było 35 stopni. I wszystkie jajka były ok.

Wyrzuciłam to jajko, kubek poszedł do zlewu, do umycia. Wzięłam kolejny kubek, ale dwa pozostałe jajka były dobre. Reszta składników poszła od razu do miski, bez żadnych kłopotów. Po 40 minutach było gotowe.

 

Ciasto wyszło przepyszne. Mama od razu zjadła 3 kawałki. Nie mogła się powstrzymać. Zostawiłam sobie kawałek, ledwo zdążyłam zrobić fotkę. Na pamiątkę.

Zawsze ufam sobie. Mam przeczucie to go słucham. Bez wnikania w sens. Jeśli przypomina się jakaś sytuacja z życie to nie zastanawiam się po co, ale zawsze słucham intuicji. Nigdy mnie nie zawiodła.

Swoją drogą w życiu każdego człowieka są zdarzenia, sytuacje, ludzie, które są po coś. Zawsze. Nic nie dzieje się przypadkowo. Zawsze jest przyczyna i skutek. Nigdy nie wiesz kiedy sobie o nich przypomnisz i do czego ci to będzie służyło. W ten sposób można uniknąć złych ludzi, wypadków, sytuacji bez wyjścia (widocznego). Zbieraj te sytuacje, zapamiętuj, chowaj do szufladki w twojej głowie. Bo głowa jest najważniejsza. A właściwie to mózg jest najważniejszy. Bo jest otoczony twardą czaszką. Nie można się do niego dostać z zewnątrz. Serce jest ukryte za klatką piersiową, dziurawą. Serce jest źródłem energii, a mózg zarządza wszystkim. Umysł wszystko zachowuje, cokolwiek się przydarzyło w naszym życiu. Możemy nie pamiętać wszystkiego, ale zawsze można sobie przypomnieć. Ze wspomnień i doświadczeń buduje się nasza osobowość.

W odcinku 6 trzeciej serii serialu FRINGE kilkanaście osób w kilka sekund straciło pamięć. Od impulsu elektromagnetycznego. I nagle nie wiedzieli kim są, nie mieli żadnych wspomnień, niczego czego mogliby się uchwycić.

Naukowcy usilnie pracują nad tym, żeby sterować ludźmi, żeby dostać się do ich mózgów. A nikt nie pracuje nad tym, jak odzyskać tracone wspomnienia, np. u chorych na Alzheimera.

Zresztą naukowcy kiedyś się wymądrzali, że umysł człowieka z wiekiem się starzeje. Jak zwykle rzeczywistość temu przeczyła. Więc ogłosili, że połączenia w mózgu się regenerują. Właściwie to naukowcy są bezużyteczni. Niczego nie wynajdują, tylko tłumaczą to co każdy widzi. I jeszcze dają sobie nagrody.

Rozśmieszyła mnie nagroda Nobla dla osoby, która udowodniła, że człowiek żyje wg zegara biologicznego. Tylko, że o tym nauczali już Chińczycy kilka tysięcy lat temu. Najwięcej można się nauczyć obserwując przyrodę.

Ilu Chińczyków dostało Noble?

Mózg można zniszczyć metalami ciężkimi, zwłaszcza rtęcią. Dlatego dodawało się ją do szczepionek. W każdej tabletce na cokolwiek są substancje toksyczne. Nikt tego nie pilnuje, bo człowiek to utylizator śmieci, bezrozumna istota, którą można wykorzystywać bezkarnie.

A ludzie koniecznie chcą manipulować innymi. Jak w serii filmów z Leslie Nielsonem. 

 

Czasem oglądam po raz setny, bo są śmieszne. Mam je na płytach CD. Pomijam sceny z OJ Simpsonem, bo to morderca na wolności. Zabawne są sceny gdy Priscilla lub aktor, nie pamiętam nazwiska, zahipnotyzowani chcą zabić cel. Śmieszne, bo niby nieprawdopodobne. A jednak to się zdarza, że człowiek robi coś, czego później nie pamięta, i nie był na haju.

Podobno łatwo się zabija ludzi, jeśli się o nich mówi „cel do zdjęcia”, a nie cywil lub dziecko. Jednak zabieranie komuś życia wpływa na psychikę normalnego człowieka, zwane to jest stresem pourazowym. Psychopatom nic nie jest.

Obecnie nikt już nie ukrywa co robi. Wszystko jest jawne. Nie trzeba się ukrywać, bo ludzie są skażeni głupotą.

Oto logo na jakie, „niby przypadkiem” trafiłam. Bez niedomówień szukają wyłącznika mózgu, w mózgu.

 

Wszystko jasne. Można sprawdzić tę firmę w necie co robi z grafenem i do czego ma służyć. Ciągle kombinują jak tu się dostać do środka głowy i co z tym zrobić.

Miej oczy szeroko otwarte. Widzisz zło to nazywaj to złem.

Ludzie ludziom gotują nieciekawy los. A może to nie ludzie.

Dbaj o siebie, bo nikomu innemu nie zależy na twoim zdrowiu.

Pamiętaj :) Bank pamięci w twoim mózgu jest nieograniczony.

 

16/07/2021

Inny świat

W niedzielę woda w kranie była letnia. Sprzątanie, prysznic i włosy musiało poczekać. W poniedziałek to samo, we wtorek też. Wyłączenie ciepłej wody ma być dopiero za 2 tygodnie. Zadzwoniłam do administracji. Pan stwierdził, że może mieszacze wody mi się popsuły. Dziwne, że 3 naraz. Pan przysłał hydraulika, choć nikt poza mną nie zgłaszał awarii. Okazało się, że u mnie wszystko OK, w piwnicy natomiast popsuła się pompa. Jak to możliwe, że 60 mieszkań przez 3 dni funkcjonuje bez ciepłej wody i nikogo to nie wzrusza?

Może każdy czeka, aż ktoś inny się tym zajmie.

Gdy znika prąd to panowie od razu naprawiają. Czyli tv jest ważniejsza niż mycie.

A może inni ludzie w moim świecie to iluzja?

 

Artysta George Grie

Czasem czuję, że jestem sama na świecie, a inni to tylko dekoracje.

I sama tworzę swoją rzeczywistość.

Na początku roku zażyczyłam sobie, że deszcze będą padać tylko w nocy. I tak się dzieje. Dzisiaj miało padać o 15, akurat w tym czasie chodziłam po sklepach. Nie wzięłam parasolki, byłam pewna, że padać nie będzie. Zabawne było obserwowanie, jak planowany deszcz odsuwa się w czasie, w apce radarowej. Nie padało i nie pada. W zabetonowanym mieście to problem.

Takie samograje działają ok. 5 lat. Tyle mam energii twórczej. Kiedyś ustaliłam, że gdy będę chciała przejść przez jezdnię to będzie zielone światło. I tak było. Koleżanki się często dziwiły, jak to możliwe, że jak ze mną idą, to mamy zieloną linię. Trwało to 5 lat. Potem musiałam „odnowić” życzenie, bo było ono bardzo wygodne. Tak działa TR, mówisz – masz.


 Artysta George Grie

Gdy budzę się rano to nie wiem czy zastanę świat taki jaki był poprzedniego dnia. Mam wrażenie, że coś się zmienia, a ja nie mogę tej zmiany zlokalizować.

Od kilku dni słońce dziwnie się zachowuje. O godz. 10 jest ono prawie w zenicie. Wiem, bo mam biuro z widokiem na wschód. Ale najlepsze jest to, że słońce nie zachodzi na zachodzie, tylko na północnym zachodzie. Kiedyś zachodziło nad placem zabaw, a teraz nad przedszkolem. To nie jest iluzja, to fakt. To widzi każdy. Oczywiście nikt nie wie dlaczego słońce zachowuje się tak, a nie inaczej. Są burze na słońcu to nie wiadomo czy to dobrze, czy źle. Słońce jest nieaktywne, to też nie wiadomo nic. Ot, naukowcy.

Czy my jesteśmy w matriksie? Udajemy, że żyjemy, a to tylko symulacja życia. Ostatnio dowiedziałam się, że na księżycu są lustra. I są tam od 1969 roku. Zupełnie nie pamiętam, żeby astronauci coś tam instalowali. Jak to możliwe. Czy mi ktoś zresetował pamięć?

Ostatnie zdjęcia z Marsa łudząco przypominają pustynię w Jordanii. Nikt już nie udaje, że coś jest na Marsie.

Trwa wojna biologiczna z ludźmi. Nikt nie kontroluje jakości jedzenia, ubrań, kosmetyków. A tam same chemikalia. Czy człowiek ma przerabiać i utylizować metale ciężkie?

Dlatego dzisiaj znowu upiekłam chlebek, żytni-pszenny z siemieniem. Jest jeszcze gorący, więc go nie kroję. 

 

Pieczenie chleba nie robi już na mnie wrażenia. To teraz normalność. Dlaczego jako dziecko, przed świętami, musiałam stać po kilka godzin przed piekarnią, żeby kupić kilka bochenków chleba? Nikt wtedy nie myślał o wypieku w domu, bo chleb był dobry. Zjadaliśmy go bardzo dużo i byliśmy szczupli. Piekarze nie wiedzieli wtedy, że można piec szajs, który na drugi dzień jest niejadalny.

Od blisko 2 lat omijam „piekarnie” i cukiernie. Nie tęsknię.

Teraz w każdej wolnej chwili oglądam serial Fringe – Na granicy Światów. Na vider.info

Oglądałam go kilka lat temu, a teraz sobie o nim przypomniałam. Jest lepiej, bo mogę obejrzeć np. 3 odcinki po kolei, nie muszę czekać kilku dni. Nieustannie robi na mnie wrażenie.

Zanotowałam sobie kilka ciekawych zdań.

Z 1 odcinka 1 serii - Ludzie gonią za swoimi sprawami i nie widzą co się dzieje.

Z 4 odcinka 1 serii - Myśli można wchłaniać przez osmozę, czy obcowanie.

Z 13 odcinka 1 serii - Wirus zmienia DNA człowieka.

Z 17 odcinka 1 serii - Czasami budzimy się ze snu i nie możemy już zasnąć.

Z 1 odcinka 2 serii - Bądź lepszym człowiekiem niż twój ojciec (to do mnie:))

Z 17 odcinka 2 serii - Gdy otwieramy się na niemożliwe, czasami znajdujemy prawdę.

Z 18 odcinka 2 serii - Jesteś tam gdzie powinieneś być. Są miejsca na ziemi, gdzie 2+2 wcale nie jest 4.

Obejrzałam na razie tyle, bo ciągle muszę robić rzeczy nikomu niepotrzebne.

Może dlatego mam takie myśli ;) Polecam obejrzeć jeśli ktoś ma otwarty umysł.

Jednak żyję w innym świecie od tego w tv. Upłynęło już tyle czasu, a ja nadal nie znam nikogo kto by chorował na modną chorobę. Nie zachorowała i nie umarła żadna kasjerka w żadnym sklepie czy hipermarkecie. Nie zachorował żaden z moich klientów, ani ich pracownicy i kontrahenci. Sąsiadka zmarła na raka, a reszta ma się znakomicie. 

Naprawdę żyję w innym świecie. 😎 😍 😂


24/06/2021

Rośliny z domu OUT

Nasz dom ma przynosić spokój, zdrowie, ukojenie, odpoczynek i regenerację sił. W realizacji tych zadań pomagają rośliny. Rośliny zielone mają energię Yang, która pobudza do działania.

W każdym domu powinien być zielony kącik lub chociaż jedna miła dla naszego oka roślina. Opisałam już niektóre popularne rośliny na „szczęście” i „zdrowie”.

Od czasów starożytnych uważano, że każda kobieta, zwłaszcza samotna, powinna mieszkać w otoczeniu kwiatów i zieleni. Rośliny dodają kobietom pewności siebie, zdrowia i kobiecości. Wspierają one głównie kobiety i dzieci.

Rośliny nie tylko dekorują przestrzeń, ale zapraszają energię natury. Rośliny mogą odżywiać i uzdrawiać energię osobistą. Wg feng shui rośliny wspierają jeden z elementów, czyli drzewo. Element drewna wnosi do przestrzeni życiowej energię wzrostu i działania. Może również inspirować współczucie, życzliwość i elastyczność. Ponadto kolor zielony - odcień wielu roślin - kojarzy się z leczeniem. Element drewna wspiera wątrobę i woreczek żółciowy.

Każda roślina wpływa na energię mieszkańców.

Nie ma złych roślin, ale niektóre nie powinny znaleźć się w domach mieszkalnych. Powinny zostać w dżungli, ogrodach czy gdziekolwiek. Rośliny są żywe, oczyszczają powietrze, ale mają też „osobowość” i działają na człowieka – opiekuna i jego rodzinę.

Diffenbachia 


Diffenbachia jest taką rośliną, która pasuje do dużych pomieszczeń, jak np. hole w teatrze, w biurach, poczekalnie, czy inne przestronne wnętrza. Powinna być umieszczona na kwietnikach, żeby nie była blisko ludzi. Nie może być dostępna dla dzieci, które z nudów mogą chcieć urwać listek dla zabawy. Jest to roślina trująca, która może powodować paraliż jamy ustnej i gardła. Wystarczy po zerwaniu listka przenieść sok (zawiera strychninę) z dłoni do buzi.

Jest dobrym filtrem powietrza, wyłapuje szkodliwe substancje dla człowieka.

Diffenbachia wpływa na koncentrację i pobudza do działania osoby przebywające w pomieszczeniu, w którym sama się znajduje.

Diffenbachia zwykle szybko rośnie i jest niewskazana do małych pokoi. Wtedy staje się wampirem energetycznym. Czerpie energię życiową od domowników.

A potem pojawiają się problemy zdrowotne, chroniczne zmęczenie i stany depresyjne. W dużych pomieszczeniach, w których rzadko lub sporadycznie się przebywa, to działanie jest znikome. Gdy ta roślina pojawi się w sypialni, kuchni czy pokoju dziecięcym, to ściągasz sobie kłopoty. Zresztą rośliny w sypialni to osobny temat.

Usuń tę roślinę z domu.

Monstera

Ciekawi mnie kreowanie mody, zwłaszcza w przypadku roślin domowych. Kto to robi i czy zna działanie roślin. Oczywiście, że zna, ale robi to po to, żeby szkodzić.

Dobrym przykładem jest Potwór, zwany też żebrem Adama (bo ma dziury). Jak sama nazwa wskazuje to roślina podstępna. Jest wampirem energetycznym, powinna być zakazana w domach z małymi dziećmi i osobami starszymi. A widzę te roślinę w domach starszych i schorowanych ludzi. Gdyby tylko monstera zniknęła z ich otoczenia, choroby byłyby w odwrocie. Ale ludzie wolą nic nie zmieniać w swoim życiu.

Dziwna moda na umieszczanie w domach od razu bardzo dużego Potwora. Wtedy jego działanie jest silniejsze. Trwa walka o energię. Kto ma interes by osłabiać ludzi i ich system odpornościowy? Nie da się zaprzyjaźnić i „wychować” dorosłego Potwora. Energię czerpie od właściciela, a na pewno jest napędzany energią najsłabszych fizycznie domowników. Jeżeli ktoś ciągle choruje lub skarży się na zły stan zdrowia, bez widocznego powodu, to wynieś Monsterę na korytarz, poza dom.

Mój potwór jest młody, ma dużo liści. Te liście wyparowują więcej wody, więc mam lepiej nawilżone powietrze w salonie.

Bluszcz

Są różne rodzaje roślin, które się wiją i szybko rosną pnąc się po ścianach. Ja wykorzystuję bluszcz do podnoszenia energii. U mnie zawsze bluszcz wspina się, a nie płoży. Podnoszenie sprawia, że działa on optymistycznie, nie dołuje.

Ostatnio stoi przy routerze w pokoju biurowym. Odkąd mam 5G i wifi, to przy biurku mnie zatyka i mam szum w uszach. Bluszcz ma stanowić barierę. Po tygodniu jest już efekt, ale może to przyzwyczajenie ;)


Bluszcz filtruje powietrze (rozkłada formaldehyd mrówkowy), rozbudza ciekawość i kreatywność. To ty ustalasz, którędy będzie się wił, podstawiając mu podpórki.

Ta roślina ma właściwość przyciągania chorób do domu. Gdy masz kilka takich pnących się bluszczy to pojawiają się częste kłótnie.

Bluszcz znany jest z tego, że „wyrzuca” z domu mężczyzn, którzy często przebywają poza domem, a czasem znikają na dłużej. Trzeba być tego świadomym.

Jeśli jesteś żonaty lub chcesz znaleźć dla siebie partnera, twoja połowa nie zostanie w domu. Ale jeśli marzysz o pozbyciu się swojego byłego męża, z którym po prostu nie możesz wytrzymać, lub uwolnić od irytujących sąsiadów, bluszcz ci w tym pomoże. ;)

Wtedy jako remedium musisz mieć inne rośliny „na szczęście” np. zielistkę, która poprawia humor i dodaje energii, czy hoję lub mirt – dla rodzinnego szczęścia, czy inne opisane wcześniej. Różnorodność jest wskazana.

Lilie

Ostatnio widziałam w Kauflandzie. Szybko zostały wykupione. Ciekawe czy ludzie wiedzą co ich czeka.



Jest to jedna z najbardziej tajemniczych roślin.

Uważa się, że biała lilia wodna była palona przez starożytnych Majów w podobny sposób, jak niebieski lotos był używany przez Egipcjan. Była to roślina, która umożliwiała dostęp do innego świata i przywoływała wizje. Służyła do wróżenia, bo ma magiczne właściwości.

Lilie wodne są bardzo piękne, ale branie ich w dłonie jest niebezpieczne. Te kwiaty są pod specjalnym patronatem duchów wody, które są bardzo zazdrosne o swój majątek. Zrywając lilię wodną, ryzykujesz gniewem „właściciela”, który zacznie z tobą zadzierać najlepiej, jak potrafi. Kupowanie ich również nie jest tego warte, te kwiaty są w stanie wziąć kłopoty innych ludzi i przenieść je na nowego właściciela.

Lilia to „kwiat śmierci” i symbol Zwiastowania, znak zapomnienia i wierności, symbol czystości i rozpusty.

W domach białe lilie psują życie mieszkańcom. Mają ujemną energię i pochłaniają tlen, co powoduje pogorszenie się samopoczucia. Stąd wizje, chyba z tego niedotlenienia ;)

Lilii nie trzymaj w sypialni, bo powodują bóle głowy i poranne mdłości. A na pewno powodują zaburzenia snu.

Skoro lilie mają związek z zaświatami, to są związane ze śmiercią. Dlatego też wieńce na groby zmarłych były z lilii. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy używają lilii do ślubnych bukietów. Przecież ten dzień ma być najpiękniejszy w życiu. A przyniesie tylko zmartwienia. Lilie pachną specyficznie, więc same odstraszają potencjalnych właścicieli.

Nie zrywaj lilii, nie kupuj.

Kolejną rośliną, która nigdy nie powinna znaleźć się w domu to wrzosy.

Wrzos

 

Dawno temu skusiłam się na jedną doniczkę i trzymałam ją na balkonie. W ciągu pół roku babcia mojego męża zachorowała i umarła. Nie wiązałam wtedy jej z tym nieszczęściem.

Wrzosy są związane ze śmiercią. Rosną na martwej ziemi, na której nic innego nie da rady rosnąć. Wrzosowiska, choć piękne nastrajają depresyjnie.

Niedopuszczalne są bukiety z wrzosów na ślub.


Niedawno czytałam reportaż o parze, która była szczęśliwa, aż do wypadku męża. Teraz żona go wspiera w chorobie. Ilustracją było zdjęcie z ich ślubu. Ona miała wiązankę z wrzosów i na dokładkę wianek z wrzosów. Sama sobie sprowadziła nieszczęście na dom. Wrzosy wyłącznie daleko od domu, albo na cmentarz. Jak znajdę tę fotkę w gazecie to wstawię.

To jeszcze nie koniec o roślinach, które powinny opuścić dom, jeśli zależy ci na zdrowiu i szczęśliwym życiu.


13/06/2021

O niczym

O niczym, czyli o zwykłym życiu.

Obserwuję co się dzieje i nie wiem czy mam płakać czy się śmiać. Nie oglądam programów informacyjnych więc odpadł modny temat rozmów. Każdy ma swój rozum, a politycy nie mają monopolu na prawdę. Nie ufaj nikomu. Życie masz jedno.

Kontakt z rodzicami nigdy nie był tak częsty. Staram się mamę odciążyć, ale jest duży opór. Do nich nie dociera ile mają lat. Nie mogą robić wiele rzeczy, bo zwyczajnie nie mają siły. Tata jest osobą, która nie ma w sobie wdzięczności.

Wybrałyśmy się na babski wypad do lasu.


Potrzebna nam była cisza i spokój. Natura jest taka cicha. Wszystko w niej odbywa się tak jak ma być. Nie można się nudzić. Odczuwam spokój istnienia. Nie ma się czego bać.


Pracuś. Robi to co do niego należy, nie zwraca uwagi na nic.
Kawa inaczej smakuje na świeżym powietrzu. 


Zainteresowałam się krzaczkiem poziomki. Wyrósł na środku trawnika, ok. 50 m od innych poziomek. Skoro ma taką wolę życia i ma duszę podróżnika, to postanowiłam wziąć roślinkę do domu. Natychmiast wsadziłam do donicy, do nowej ziemi. Przyjął się i nawet ma kwiatki, a potem będą i owoce. Widać, która roślina sobie poradzi, a która nie. Tak jest też z ludźmi. Jedni chorują i zdrowieją, inni żyją w chorobie.



Gdy wróciłam do domu, po kilku godzinach, to zauważyłam po raz kolejny ślady na szybie w oknie. Dlaczego gołębie pchają się tam gdzie nie mogą?
Musiałam umyć okna, choć nie miałam tego w planie. Nie da się w tym życiu czegokolwiek planować. Życie płynie po swojemu. Trzeba się dostosować.



Zabrałam też do domu konwalie, żeby zwiędły. Pachniało nieziemsko przez 3 dni.
o 241 dniach rozpoczęły się zajęcia z angielskiego. Nikt nie chorował, nikt nie umarł, nikt się nie kłuł. Dobrze się spotkać w gronie miłych ludzi. Nauka zeszła na dalszy plan.


Przydarzyło mi się dziwne zdarzenie. Gdy w piątek wracałam z zajęć, to słuchałam wykładu z psychologii z tabletu przez słuchawki. To lektor czytał książkę. Słuchałam tego wcześniej, bo trwa ponad 7,5 godziny. W domu wyłączyłam tablet. Gdy po kilku godzinach chciałam wznowić słuchanie ebooka, to nie mogłam go znaleźć. Szukałam w historii i nic. Sprawdzałam na smartfonie i na kompie stacjonarnym, bo wszystkie mam zsynchronizowane. Nie było śladu, że go słuchałam. A przecież słuchałam go kilka dni, bo wykład był długi. Nie była to jakaś nowość, na YT był opublikowany chyba w 2020 roku, wyświetleń kilkanaście tysięcy. Nie pobrałam go, tylko słuchałam z YT. Dzisiaj znalazłam ten ebook na zupełnie innych kanałach, opublikowany miesiąc temu, wyświetleń 3 tysiące.

Staram się żyć uważnie, obserwuję ludzi wokół, widzę znaki. Nasza rzeczywistość nie jest stabilna. Kiedyś wydawało mi się, że jakiś budynek wyglądał inaczej niż wcześniej. Zmienia się nieznacznie, ale nikt tego nie zauważa. Są to zmiany niewielkie, które nie mają znaczenia. Przynajmniej na razie.
Zwykle dotyczy to rzeczy materialnych, a nie ludzi. Może jakiś transerfer jest gdzieś niedaleko i zmienia swoją rzeczywistość, która zahacza o moją ;) Każde nietypowe zdarzenie będę zapisywać. 
 







29/05/2021

Sen z chatką

Moja mama, siostra i ja pojechałyśmy na wieś. Na wycieczkę. Była piękna słoneczna pogoda, środek lata. Spacerując po polach trafiłyśmy do domku. One weszły do środka, żeby coś zjeść czy skorzystać z toalety. Nie wiem właściwie po co tam poszły. Ja zostałam na zewnątrz i usiadłam na ławce. Nie wchodzę do obcych domów. Opalałam się.

Czas szybko mijał, a one nie wracały. Z domu wyszły jakieś osoby i usiadły obok mnie. Zaczęło się ściemniać. Zadzwoniłam do siostry, ale numer był niedostępny. Pomyślałam, że stało się coś złego. Bałam się wejść do tego domu, żeby poszukać siostrę i mamę. Udawałam, że nic się nie stało. Wstałam i poszłam w kierunku miasteczka. Wiedziałam, że jak wejdę do tego domku to zniknę, tak jak one. Nikt mnie nie zatrzymywał. Pytałam każdą napotkaną osobę gdzie jest posterunek policji. Kierowano mnie w różne strony. Błądziłam.

Był już środek nocy, nikogo wokół. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby zadzwonić na 112. To najprostszy sposób, żeby zgłosić czyjeś zaginięcie. Przecież od tego są przeszkoleni policjanci. Wybrałam numer i się obudziłam.


rosyjski artysta Roman Bozhkov

 

Nie czułam strachu. Raczej był to problem do rozwiązania.

Była impreza na Dzień Matki, więc się widziałyśmy. Wszystko zostało obgadane. Zawsze jak się spotykamy, to nikt nas nie przegada. Rodzina się do tego przyzwyczaiła. Im dłużej żyjemy ta więź jest coraz głębsza. Gdy coś się dzieje, to zwieramy szyki i pomagamy sobie. Każdy ma czas. Przecież wystarczy inaczej wszystko zaplanować.

Przedwczoraj rozmawiałam przez telefon z koleżanką. W tym czasie dobijała się moja mama. Było już późno, więc pomyślałam, że może nieopatrznie mama wybrała mój numer. Ale 4 razy? Musiałam zakończyć rozmowę. Po 59 minutach. Zostało jeszcze tyle rzeczy do omówienia. 😎

Oddzwoniłam. A mama od razu mnie ochrzaniła, że tak długo rozmawiam, a ona się nie mogła dodzwonić. Fakt, dzwoniła od pół godziny. Ile ja mam lat, żeby mama mnie traktowała jak nastolatkę? Nie było to nic ważnego, żeby dzwonić o 21:30. Można było poczekać do rana. Z koleżankami nie rozmawiam krócej niż pół godziny, zwykle wieczorami.

Więc ten sen to odreagowanie rzeczywistości. Szkoda czasu na zamartwianie się. Trzeba rozwiązywać problemy. Mama denerwuje się, gdy nie odbieram telefonu lub jestem niedostępna. Od razu ma czarne myśli, że coś się stało. Ja tego nie mam. W pilnych sprawach wysyłam sms lub mejla. Ktoś oddzwoni jak będzie miał czas. Każdy przecież żyje w swoim rytmie.


19/05/2021

Wstężyk i dyplomy

Wracałam ze sklepu skrótem przez łąkę. Zauważyłam na ziemi guzik. Myślałam, że to guzik. Gdy się odwróciłam to guzik stał się ślimakiem.

 wstężyk ogrodowy


Zaczęłam się zastanawiać jaka jest różnica między ślimakiem a mną, człowiekiem. Ślimakiem rządzi instynkt przetrwania, je i przedłuża gatunek. Nie zastanawia się nad sensem życia czy celem istnienia. Nie musi się z nikim ścigać, zdobywać stopnie wtajemniczenia w cokolwiek. Do przeżycia jest to całkowicie zbędne.

Człowiek myśli i nie jest ślimakiem. Może dokonywać wyborów, czasami wbrew sobie.

Wracając do domu postanowiłam uprościć moje życie.

Wpadła mi w oko tablica korkowa, na której były przypięte moje stare dyplomy, zaświadczenia i certyfikaty.


„Osiągnięcia” zarówno zawodowe jak i prywatne. To są zbędne kawałki papieru, nikomu niepotrzebne. Skoro to śmieci, to trafiły do niszczarki. Swoją drogą najwięcej nauczyłam się właśnie na kursach, a nie na studiach.

Po co chcemy się ścigać z innymi ludźmi, robić coś dla kawałka papieru, statuetki, innej nagrody, czy miejsca w rankingu.

Ukończone kursy nie definiują mnie jako człowieka. Co one dla mnie znaczą? Nic.

Dobrze, że żyjemy w czasach, w których można szkolić się przez internet. Można też sobie wydrukować dyplom ukończenia takiego szkolenia. Jakby to było dla kogoś ważne.

Pozbyłam się z domu kolejnych nie ważnych rzeczy. Jest mi lżej na duszy.

Taki mały ślimak, a zainspirował dużego człowieka.

 

 

15/05/2021

Posty były be

Miałam dzisiaj usiąść do kompa i napisać coś. Nie zaglądałam tu od jakiegoś czasu. A nic się złego nie dzieje.
Wydarzyło się coś dziwnego.

Dzisiaj o godz.01:21 dostałam mejla, że blogger usunął mi posta. Potem dostałam jeszcze 6 mejli, o usunięciu kolejnych. Powód – treści niezgodne z regulaminem.

To są te posty. W takiej kolejności.

http://bajka107.blogspot.com/2015/01/las-w-domu.html
http://bajka107.blogspot.com/2021/03/rosliny-domowe-w-ruchu.html
http://bajka107.blogspot.com/2021/03/rosliny-w-domu-zz.html
http://bajka107.blogspot.com/2018/04/oczeta.html
http://bajka107.blogspot.com/2016/02/skarpetkowa-moda.html
http://bajka107.blogspot.com/2021/03/rosliny-w-darze.html
http://bajka107.blogspot.com/2021/03/rosliny-domowe-na-szczescie.html

Ciekawe dlaczego wywalono w kosmos wszystkie posty z marca 2021 r.
A potem od godziny od 12:49 dostałam 7 mejli, że po sprawdzeniu przywrócono mi te treści.
Usunięcie spowodowało, że nie miałam do nich dostępu i nie mogłam sprawdzić, co tam napisałam zakazanego. Rzadko wracam do tego co napisałam wcześniej. Było minęło.
Nie mam kopii postów, a jest ich 1046.
To trochę dziwne, że posty o roślinkach mogłyby szerzyć nienawiść, porno, czy pedo.
Zastanawiałam się czy nie przenieść się gdzie indziej. Chyba jednak wszędzie jest ta sama polityka. Przecież właściciel jest jeden.

Nie pisałam, bo jestem zajęta pracą i zdobywaniem wiedzy. Minął już rok od zawalu ojca i nie ma poprawy zdrowia. Faszerowany jest lekami i boi się je odstawić. Gdy czytam ulotki to włos się jeży na głowie, bo składy się dublują. Wystarczyłyby 2 tabletki, a nie 12. Ojciec nie ma siły na nic, bo ma niskie ciśnienie. Ciągle śpi, mało je. Ale tabletkarze się cieszą. Czy tak wygląda leczenie? Nie miałam o tym pojęcia wcześniej.

W internecie jest tyle ciekawych treści, a czasu jest mało. Ostatnio zainteresowałam się medytacją metta, czyli medytacją miłującej dobroci. Może dlatego, że tyle jest negatywnych treści. Przecież wszyscy pochodzimy z jednego Źródła i wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni.

W tej medytacji chodzi o to, żeby poczuć w sobie miłującą dobroć, potem kierować ją do siebie, potem do duchowego przyjaciela, czyli osoby żyjącej, tej samej płci, ale nie członka rodziny. A na koniec emanuje się miłującą dobrocią do innych ludzi, lubianych i nie. Najtrudniej jest znaleźć w sobie to uczucie. Widocznie znalazłam. Wczoraj w hipermarkecie szłam sobie alejką, mijałam pracownicę sklepu. Ona nagle się odwróciła, zobaczyła mnie i powiedziała, że się przestraszyła, bo usłyszała nucenie, a nikogo nie widziała. Powiedziałam jej, że niczego nie nuciłam. A może jednak to robiłam, a nie zdawałam sobie z tego sprawy. Może medytowałam chodząc. ;)
Nieustannie mam dobry nastrój, choć w tym roku miałam już 6 kontroli.

Czyż ten obraz nie jest piękny? Portrait of a Lady in Pink William Merritt Chase z 1889 r. To amerykański malarz i pedagog, który namalował ok. 2 tys. obrazów, głównie portretów. Niesamowita jest ta przezroczystość sukni i spokój emanujący z postaci. A może to zmęczenie, czy bezradność

Mam ją od kilku miesięcy na tapecie smartfona. Często zmieniam tapetę, ale ona gości u mnie dość długo.

Podziwiam od zawsze utalentowanych ludzi. Modelka jest do mnie podobna, a właściwie do mnie sprzed 30 lat. Też mam taki profil, choć przez te lata trochę przytyłam :)

Nie wiadomo jak długo będzie jak jest, więc proszę sobie dowolnie kopiować posty, jeśli dla kogoś będą interesujące.

Jeśli cały świat będzie czuł miłującą dobroć do siebie nawzajem to będzie pięknie. Zmianę zaczynamy od siebie.


27/04/2021

Sen z 9 i 19

Przyjechał mój syn. Zamiast zostać w domu, zawiózł nas do innego mieszkania. Okazało się, że je sobie kupił. Oglądałam to mieszkanie, 2-3 pokojowe, ładne. Były w nim też inne osoby, które chodziły. Ale jakby nas nie widziały. Albo my im nie przeszkadzaliśmy. Nie wiem czy zamierzał w nim mieszkać, czy wynajmować.

Zapytałam gdzie jest to mieszkanie. Bo nie pamiętałam drogi do niego, ani czasu podróży. Wtedy on powiedział, że to mieszkanie jest na ulicy W..... 9.

A ja na to, że przecież mieszkaliśmy kiedyś na ulicy W....., ale numer 19.


Jaki ten świat jest mały.

amerykański artysta Charles L. Peterson ur 1927,
ma teraz 94 lata, starszy od mojego również żyjącego ojca
Jaka to wspaniała umiejętność zobaczenia przodków lub inny świat.
Też widziałam przezroczystych ludzi w tym śnie.

Gdy się obudziłam, to przypomniałam sobie, że owszem mieszkaliśmy kiedyś na ulicy W....., ale 10. A ta liczba się nie pojawiła. Mój syn, nie miał dotąd planów kupowania mieszkania w PL, skoro mieszka w UK.

Charles L. Peterson

W tym śnie najważniejsze były liczby. Dziewiątka oznacza koniec czegoś, jakiegoś etapu, konieczność transformacji i przejścia na inny, wyższy poziom egzystencji. Jedynka zaś, to początek, rozpoczęcie czegoś nowego, ważnego. Nowe wyzwania i nowe możliwości. We śnie pojawiły się dwie Dziewiątki i jedna Jedynka.

Charles L. Peterson


Zajrzałam też do Wyroczni snów, bo tam są zupełnie inne wyjaśnienia symboli sennych. Rozdział ten nazywa się 9 Niosący światło Znak Lwa. Na 6 stronach opisano to co teraz czuję. Jestem po prostu przemęczona. Muszę robić rzeczy, na które nie mam ochoty. Robię wiele bezużytecznych, nikomu niepotrzebnych rzeczy. Zabierają mi cenny czas, który mogłabym poświęcić na doskonalenie siebie. Moja dusza wyrywa się do innych rzeczy, a tkwię w tym marazmie.

Muszę odkryć swoje wewnętrzne światło, albo zobaczyć rzeczy w nowym świetle, poczuć błysk zrozumienia i nieść światło.

Charles L. Peterson

Poczytam jeszcze, bo wskazówki są cenne.

Przepracowanie zawodowe i napięcia psychiczne wymuszą zmiany. A lekarstwem są ludzie w ogóle i tłumy ludzi.

Ciekawe :) 😎


15/04/2021

Sen z wężowym jedzonkiem

Byłam na pustyni. Czerwonej jak planeta Mars, a może jak Wyżyna Kolorado.

Było gorąco, paliło słońce. Był tam też facet w czarnym płaszczu, długim do kostek. Gdy chciałam na niego spojrzeć to oślepiało mnie słońce i widziałam tylko buty i dół płaszcza. Robiłam tak kilkakrotnie, w różnym czasie, ale on tak się ustawiał, że nie mogłam go zobaczyć. Nie wiem czy mnie pilnował, czy był moim przewodnikiem.

Szłam w tym towarzystwie prawie do wieczora. I wtedy on złapał węża, którego znalazł na tej pustyni. Ja widziałam tylko sznurek. Ale co robi wyobraźnia. Wąż został zabity i wrzucony do kotła z wodą. Kocioł podgrzewał się na ognisku. Nie byłam głodna, jak zwykle. Musiałam zjeść kawałek, żeby nie robić przykrości temu „opiekunowi”, czy kim on tam był. Wąż smakował obłędnie. Było to przepyszne białe mięsko, rozpływało się w ustach, syciło jak nic co jadłam wcześniej kiedykolwiek. Czy mięso węża jest białe po ugotowaniu? Co ja właściwie jadłam? Na pustyni nie ma wyboru. Trzeba jeść co dają, lub co się znajdzie.


Obudziłam się najedzona, jakby to była rzeczywistość, a nie sen.


Ciekawe, że fotki z Marsa przypominają miejsca na ziemi. To po czym jeżdżą łaziki? I jakie mają baterie, czy akumulatory, skoro nie ma tam słońca.

NASA rejestruje marsjańskie krajobrazy w Kazachstanie nasa_2018-12-16-19015

Była już tęcza, teraz pora na huragan czy tornado.

Od rana miałam dobry humor.

Moja siostra miała dziś urodziny, a rano wyszła ze szpitala do domu. Tygodniowe badania. Operacja może w czerwcu.

Dzisiejszy dzień pachniał cukierkami. Przez 2 godziny spacerowałam i wszędzie to czułam w powietrzu. Nie mogłam zlokalizować źródła zapachu, a czułam landrynki i pudrówki, przez maskę. Dziwne, że po roku nie nabyłam nawyku zakładania maski. Ciągle zapominam. Muszę kogoś zobaczyć, żeby założyć swoją. Wtedy zastanawiam się po co to robimy, skoro nie ma żadnych naukowych dowodów, że to przed czymkolwiek chroni. Oprócz mandatu. Wtedy wyobrażam sobie decydentów, którzy to wymyślili i to nakazują. Widzę wyraźnie jak mają otwarte, trudno gojące się rany, z cieknącą ropą i śmierdzące na kilometr. Bo oni się boją o własne zdrowie, żeby nikt ich nie zakaził. Znalazłam powód.

Noszę maski szyte, materiałowe, bez żadnym norm i atestów, luźne, żeby było można swobodnie oddychać i rozmawiać. Przestałam nosić telefon, jak nie robię zakupów. W serialu francuskim usłyszałam, że ktoś ma alibi, bo jego telefon był w domu. To raczej telefon ma alibi, a nie człowiek. Nie jesteśmy przywiązani. Nic się nie dzieje, jak nie mam telefonu. Mam zegarek, kartę płatniczą przy sobie. Przestałam liczyć kroki, bo wiem ile zrobię z punktu A do B. Nic mnie nie uzależnia. Chyba tylko dobry humor. Przecież śmiech to zdrowie.

W Teksasie czy na Florydzie nie ma zakazów i nakazów, a ludzie przestali chorować. Skorumpowani eksperci nie znają przyczyny. Strach zniknął. Nie zauważyłam żadnej fali i mutacji. Gdzie ja żyję? Na pustyni. Byłam też na cmentarzy, a tam żadnych nowych grobów, żadnych kopców kwiatów.

Zdrowy człowiek nie wierzy w kłamstwa. Nie ma objawów, nie ma choroby. Trzeba o siebie dbać. Nikt tego za mnie nie zrobi.

Życzę zdrowia fizycznego i psychicznego, wszystkim.



01/04/2021

Niebiański kolor

Przy okazji zakupów na wolnym powietrzu zwróciłam uwagę na bratki. To przecież ten czas. Idealny moment na piękno w skrzynkach na balkonie. Właściwie to nie miałam tego w planie, bo miałam dużo zakupów.
Kupiłam tylko 3, a nie 16 jak w zeszłym roku ;)
Jak zwykle wybór był duży. Pokazałam pani, które bratki mi się spodobały. A ona na to: te niebiańskie?



Tak, te niebiańskie poproszę :)
Kto używa takich określeń? I to na rynku. Artysta, który kocha piękne rzeczy.
Dla innych to zwykłe niebieskie. Choć w słońcu wydają się fioletowe. Natura nie fałszuje obrazu.



Niebiański to mój ulubiony kolor.
Nie wiem czy ta pani słyszała kto to był Kandinsky, ale to on używał takiego określenia na kolor niebieski.


Wassily Kandinsky, rosyjski malarz (4.12.1866 – 13.12.1944).

Jako numerologiczna Jedynka inspirował innych i był niezwykle utalentowany. Był nauczycielem m.in. w Bauhausie do czasu zamknięcia uczelni przez nazistów w 1933 r. Napisał i wydał książkę „O duchowości w sztuce”. Uczył się gry na pianinie i wiolonczeli. Podobno był synestetykiem, bo kolory oddziaływały na niego w specyficzny sposób.


Niebiańskiego koloru używała też matka amerykańskiego modernizmu Georgia O'Keeffe (15.11.1887 – 6.03.1986). Przeżyła ponad 98 pięknych, twórczych lat. Utalentowana i doceniona artystka amerykańska XX wieku. Grała na pianinie i skrzypcach. Czytała książkę Kandinskiego, która ją zainspirowała. Ciekawy art o niej tu losko.ru (wystarczy otworzyć w chrome z ustalonym językiem polskim). 


Żeby zachować zdrowy rozsądek w czasach okupacji, trzeba zajmować się pięknymi rzeczami i myśleć samodzielnie.


Kocham jego obrazy.
Wrócił na zi zm. Po 88 latach. Zamyka się wszystkie instytucje kulturalne. Czyżby były niebezpieczne. Naziści zwalczali wszystko czego nie rozumieli.
Co słyszysz gdy widzisz określony kolor? A może coś czujesz? A może widzisz dźwięki?
Czy kolor zielony cię uspokaja? Czy kolor niebieski może być niebiańskim też dla ciebie?
Na pewno coś lubisz bardziej a coś mniej.
W ten sposób poznajesz siebie, swoją duszę.
To dobry czas na takie eksperymenty.

Bądźmy w niebiańskich nastrojach :)