15/08/2013

Glastonbury błogosławione

Przypomniało mi się nagranie wykładu egzorcysty, który od lat pracuje w Anglii. Film z 2011 r. Akurat wspomina o Glastonbury, największym festiwalu świata.


egzorcysta  


Dziwny człowiek, niestety nie wzbudził we mnie miłych uczuć. W swojej wypowiedzi był niekonsekwentny. W jednym zdaniu mówił jedno, a w innych drugie, wykluczające się stwierdzenia. Mówił, że Glastonbury to miasto przeklęte, a festiwale to siedlisko zła. Mówił, że szatan nie znosi miłości, a na tym festiwalu wszyscy emanują wręcz miłością. Nie słyszałam o gwałtach, mordach itp. Mówił, że gdzie jest miłość tam jest Bóg, to kto jest w Glastonbury?


Potem mówił, że nie można wszędzie widzieć demona, ale to on go widzi wszędzie.


Zabawne są jego pomyłki językowe, gdy mówi szatan chce ..., a potem poprawia Bóg chce. Czyli dla niego to jakby to samo?!


Mówił też, żeby nie dawać się nikomu za siebie modlić, a już na pewno nie dotykać. A potem mówił, że będzie się modlił za uczestników tamtego spotkania. Czy był pewien, że wszyscy sobie tego życzyli? Człowiek pełen sprzeczności.


Żyjemy w cudownych czasach i mamy nieograniczony dostęp do wiedzy. Co jest prawdą a co nie powinniśmy nauczyć się czuć. Widzimy ciekawego człowieka, mówi interesująco, ale coś nam w nim nie gra, to uwierzmy temu uczuciu. To nasza Dusza daje nam znaki, a ona się nigdy nie myli, bo ona wie co jest dla nas najlepsze. Oczywiście możemy przekonać swoją podświadomość do czegoś, ale w stosunku do ludzi to się nie sprawdza. Możemy zmienić stosunek do różnych rzeczy, pracy, pieniędzy. Natomiast pierwsze wrażenie ma zawsze rację.


Właściwie to mu współczuję, bo brak mu dystansu. Jego życie jest smutne, bez miłości. Od wizyty u rodziców wolał nauczać. Człowiek z odciętymi korzeniami daleko nie zajdzie.


A przecież słońce świeci dla każdego i każdy ma prawo być tu i teraz.



Glastonbury, jak każde inne miasto jest błogosławione, bo mieszkają tam ludzie. Tacy sami jak my i ten ksiądz.


Dedykuję temu księdzu słowa z I tomu Transerfingu: Świat staje się tym gorszy im gorzej Ty o nim myslisz. Człowiek emituje negatywną energię, która przenosi go na te negatywne linie życia. Każdy patrząc na to samo, widzi co innego. Każdy żyje w swoim świecie.


Młodzież musi się wyszaleć. Pozwólmy innym być innymi.


W moim świecie jest miłość i dobro, a w jego opętani smutni ludzie, jest szaro i ponuro. I niech tak zostanie.



 

14/08/2013

Dobroczynność

Transerfing Rzeczywistości to książka magiczna. Czytam ją etapami, bo tyle mam na to czasu. I moje życie toczy się jakby zgodnie z treścią kolejnych tomów. Mogłabym napisać kolejne książki opisujące praktyczne przejawy teorii zawartych w tych książkach.


Poprzedni wpis był o dobrym uczynku, a przynajmniej taki mi się wydawał.


W tomie 3, który akurat przeczytałam, autor opisuje dobroczynność. Jest ona uzasadniona jeśli ktoś ma dużo pieniędzy, które długo leżą. Wtedy nie gromadzi się nadmierny potencjał i taki bogacz może spać spokojnie. Obserwujemy to w życiu. Dobroczynność jest dobra jeśli jest szczera. Gdy bogacz wspomaga domy dziecka, a nie interesuje go los dzieci, to jest tylko interes. On lubi siebie pomagającego dzieciom.


Lepiej szczerze kochać siebie niż nieszczerze innych.


Jeśli robisz coś, a twoja dusza nie śpiewa, to przestań to robić.


Gdy dawałam facetowi drobne to nie myślałam o sobie. On poczuł się lepiej, a mnie było to obojętne. Moja dusza nie śpiewała. To ego było zadowolone, bo mówi się, że dobrze jest się dzielić tym co się ma. Nie chodziło nawet o poklask, bo nie było świadków tego. Drugi raz dawałam jałmużnę, a w zasadzie nie była ona nikomu potrzebna.


Nie będzie kolejnego razu, chyba, że szczerze tego zapragnę.


29/07/2013

Dobre uczynki

Dzień bez zrobienia czegoś miłego dla drugiego człowieka jest dniem nieważnym.


Gdy wczoraj czekałam na autobus podszedł do mnie podchmielony facet z prośbą o wsparcie. Chciał 50 gr, bo brakowało mu na bilet. Z miejsca odmówiłam, nauczyłam się szybko i zdecydowanie odmawiać, zwłaszcza jak chcą mi coś sprzedać przez telefon.


Potem zaczęłam się zastanawiać, że przecież 50 gr to mogę mu dać, jak znajdę. Poszukałam, znalazłam i dałam mu 3,50. Za mało na alkohol, a ja się lepiej poczuję. Może właśnie na to liczą ludzie żebrzący. Grają na poczuciu winy.



Byłam w dobrym nastroju, bo kupiłam śliczną roślinkę. Stać mnie było na nowe rzeczy a nie stać na darowiznę?


Już w autobusie poznałam jego historię. Musiałam. Miał ok. 30-40 lat i jeździł do miasta w poszukiwaniu pracy, zmarła mu niedawno matka, a on ma często destrukcyjne myśli. A potencjalni pracodawcy zwodzą, mówią, że zadzwonią, a rachunki trzeba płacić. Potem powiedział, że jeździ na gapę, więc po co mu te 50 gr. Powiedziałam mu tylko, żeby przestał pić i próbował dalej. W końcu otworzą się dla niego właściwe drzwi. Nie będę mu przecież tłumaczyła Transerfingu. Może jemu wcale nie chodziło o pieniądze, może po prostu chciał z kimś pogadać. On się lepiej poczuł i ja też.


Czasem drzwi się otwierają, a nie wiadomo co robić dalej. Jak powiedziała 80-letnia Yoko Ono w wywiadzie z Piotrem Metzem w Liście osobistej. Pukała, pukała, a w końcu jak się otworzyły to nie wie jak sobie z tym poradzić.


http://www.polskieradio.pl/9/349/Artykul/897910,Y%C5%8Dko-Ono-nagle-otworzyly-sie-dla-mnie-drzwi


Każdy ma w życiu coś do zrobienia. Czy ktoś jest prostym bezrobotnym, czy nielubianym artystą. Każdy człowiek się liczy.


Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi.


 

21/07/2013

Gortat Marcin

 



Gdy we wtorek wracałam z pracy, zobaczyłam na skrzyżowaniu tłum ludzi. Tam często dochodziło do wypadków, więc myślałam, że znowu coś się stało. Owszem coś się stało, ale dobrego. Otóż trafiłam na spacer, który prowadził Marcin Gortat – znany koszykarz. Oprowadzał zgromadzonych ludzi po miejscach swego dzieciństwa. Jest naprawdę bardzo wysoki, ale też niespodziewanie normalny. Zadziwiające jest to, że im większa gwiazda tym normalniej się zachowuje. Był miły, uczynny, odpowiadał na każde pytanie i naprawdę był przejęty. Z takimi ludźmi przyjemnie jest przebywać. One świecą naturalnym światłem. Dlatego nie dziwi, że osiągnęły wiele na tym świecie.


http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/946737,marcin-gortat-oprowadzal-lodzian-po-balutach-zdjeciafilm,3,15,id,t,sm,sg.html#galeria-material


Nie wiem skąd się wzięło określenie “gwiazdorzyć”. Chyba dotyczy to osób, które udają “gwiazdy” a nimi nie są i raczej nigdy nie będą.


Im bardziej znana osoba, im więcej osiągnęła, im bardziej jest popularna, tym zachowuje się normalniej. I może właśnie dlatego jest na szczycie.

13/07/2013

Transerfing - cele i drzwi

Gdy byłam ostatnio w lesie spotkało mnie podobne zdarzenie jakie opisuje autor TR w II tomie.


Dzieci bawiły się w piaskownicy. Co jakiś czas nabierały wodę z wiader, które zostały napełnione wodą ze studni specjalnie dla nich. W pewnej chwili przybiegły i powiedziały, że w wiadrze topi się robak. Poszłam zobaczyć. I wtedy przypomniało mi się co Zeland pisał o dżdżownicach :)


Na powierzchni pływał duży brązowy robak, z takim drewnianym podwójnym pancerzem. Pływał sobie powoli, jakby czuł bliską śmierć i chciał ten moment odsunąć w czasie. Może modlił się, żeby wydarzył się jakiś cud ;) Wzięłam patyk i podsunęłam pod niego. On złapał się go, a ja przeniosłam robaka na trawnik. Odszedł, więc jeszcze pożyje.


Jak to wszystko robiłam, tłumaczyłam dzieciom, że on “myślał” już o śmierci, a ja go ratuję. Nawet się tego nie spodziewał. I ja uratowałam mu życie, a przecież mogłam go zatopić lub zgnieść. Powiedziałam dzieciom, że w życiu nieraz będzie tak, że wszystko się zawali, nie będzie widać wyjścia i wtedy być może pojawi się ktoś, kto pomoże. Dzieci były zachwycone.


Może ten robak był potworem, bo zjadał inne żyjątka, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Uratowałam go. W przyrodzie nic nie jest dobre czy złe. Myślę, że w naszym życiu też nie powinniśmy w ten sposób oceniać innych.


Zeland tłumaczy takie “nadprzyrodzone” zjawiska tym, że ta istota właściwie wybrała swój cel i drzwi, była na właściwej ścieżce i nic nie mogło się jej stać.


Jeśli realizujesz swój cel to wszystko jest możliwe. Jak we śnie. Jak pomyślę, żeby pofrunąć to dzieje się to natychmiast. Nieważne jak to robię ale latam. Gdy podążamy za modą, osiągamy cudzy cel, to po jego osiągnięciu pojawia się pustka. Mam znajomych, którzy kupili dom na wsi, bo inni znajomi też mają. Pomieszkali 5 lat i przeprowadzili się z powrotem do miasta, do bloku. Można powiedzieć, że zmarnowali 5 lat na realizację nie swojego celu. Są za to bogatsi w doświadczenie i starsi o 5 lat ;)


Mieszkam w mieście, w bloku, więc fascynuje mnie piękno przyrody. Jak wyjrzę przez balkon to co widzę?



Natura jest tak blisko człowieka Zależymy od siebie, więc powinniśmy się szanować. Każdy ma jedno życie, czy jest robakiem czy człowiekiem.


 

02/07/2013

Glastonbury 2013

Wcześniej wiedziałam, że będzie transmisja w BBC, ale zapomniałam nastawić nagrywanie. Wczoraj wróciłam z lasu dopiero po 21 i już do końca oglądałam występy artystów na tym koncercie. Czyli do 1:11. Dobrze, że jest YT. Bardzo podziwiam artystów, którzy umieją tak złożyć dźwięki, że słuchacz czuje intencję. To jest wspaniała umiejętność, która zasługuje na szacunek.


 


Niemal nie poznałam Kennyego Rogersa. Głos już nie taki, ale 75 lat na karku. Sixto Rodriquez, pan 71 letni też już nie śpiewa jak 43 lata temu Sugar Man. Ale on był taki szczęśliwy, że mógł tam być, To się czuło. Świetna publiczność, śpiewała z artystami i znała teksty. Znakomita zabawa.


Mój ulubieniec, Bobby Gillespie (51) z Primal Stream nic się nie zmienia fizycznie, ale głosowo nie dawał rady. Charyzma nieustannie ta sama i świetna energia. Ciekawe czy gdyby nie ćpał to też by tworzył niesamowite utwory? Jak potrzebuję odreagowania to włączam Screamadelica i jest lepiej. Tak działa muzyka.


Zainteresowali mnie też Vampire Weekend i The Vaccines. Świetna energia. A jak wyszli Mumford & Sons, zdobywcy Grammy 2013 za album roku, to tak jakby było święto. Na koniec te grupy zaśpiewały wspólnie Friends i to też było przeżycie.Można się dogadać i wychodzi cudo :)


Podaję link, bo mam problem z umieszczeniem filmiku:   http://www.youtube.com/watch?v=X0BELty_7jk


Więcej artystów nie pamiętam. Zazdrościłam ludziom, którzy mogli zobaczyć ich na żywo, bo to niezapomniane przeżycie.


Rodzice, nie bójcie się puszczać młodzież na takie imprezy. Jeśli coś się wydarzy złego to zasługa wasza. Jeśli je dobrze wychowaliście, to nie macie się o co martwić. Na koncerty nie jadą przestępcy. Dobrze, że można obejrzeć takie widowiska i nie trzeba jechać. Choć atmosfera jest niepowtarzalna, nie można tego poczuć, można sobie tylko coś podobnego przypomnieć.


Dobrze, że taki jest świat. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie.


 


6.07.2013


Właśnie oglądam powtórkę. Kenny Rogers znowu wymiata, a przy Vampires zaczęliśmy tańczyć. Energia jakby jeszcze większa. Może dlatego, że wiem co za chwile będzie. Można słuchać głośniej i efekt jest lepszy. Wspaniale nastraja szczęściem i pozytywnym czuciem. Gorąco polecam tym, którzy wibrują na tych falach. Bo wiem, że nie każdemu to się podoba. Niektórych wk... szczęście innych, a patrząc na publiczność można im pozazdrościć.


Dziękuję BBC za przekaz.

22/06/2013

Sir Paul

Zamiast oglądać festiwal w Opolu oglądaliśmy koncert Paula McCartneya w NY - Goog Evening New York City. Nie jestem fanką jego muzyki, ale nie wyłączam jej jak ją usłyszę. Jego piosenki są przyjemne dla ucha, ale nie działają na moją duszę. Co innego jak leci rege to natychmiast zmieniam kanał, bo ta muzyka mnie drażni i wprowadza w zły nastrój.


Koncert oglądało się świetnie. Uzdolniony, wysoki, stary artysta daje popis swoich umiejętności. Śpiewał bardzo różne utwory, ale stosownie do swoich aktualnych możliwości wokalnych. Nie starał się śpiewać tych utworów tak jak kiedyś i to wzbudza szacunek, bo nie fałszował. Nie było też gołych panienek czy innych odwracaczy uwagi. Człowiek, który śpiewa i tworzy całe życie jest naprawdę wielkim artystą. Jest sobą i nikogo nie udaje. I dlatego jest wielkim artystą.


Ma duże poczucie humoru, również na własny temat. Stwierdził, że taki koncert jest dobry na otwarcie stadionu. Często przekomarzał się z publicznością, że już jest zmęczony i nie ma sił, po czym śpiewał kolejną piosenkę. I poruszał się jak 20 latek, a ma 71. Jest bogaty. Media snują przypuszczenia, że ma ok. 700 mln dolarów. A dlaczego nie funtów, przecież jest Brytyjczykiem. Facet spełnia się artystycznie i jeszcze na tym zarabia. Ale pozwala nagrywać koncerty na telefony komórkowe. A te światełka wyglądają zjawiskowo. Wielu artystów zakazuje filmowania i fotografowania, bo jeszcze nie zarobili wystarczająco dużo. Gdy już umrą, nie będzie śladu po takich koncertach i pamięć o nich zniknie.


Najlepsze dla mnie były fajerwerki. Uwielbiam je i zawsze po sylwestrze oglądam pokazy z całego świata. Wprowadzają mnie w euforię nad talentem ludzi, którzy to tworzą.


Postanowiłam o nim napisać właściwie ze względu na jego zmarłą żonę Lindę. Dzięki niej po raz pierwszy usłyszałam o wegetarianizmie. Nie było wtedy żadnych książek kucharskich z tymi przepisami. Linda zmarła 15 lat temu w wieku 57 lat na raka. Taki sposób odżywiania nie uchroni jednak przed śmiercią na raka. Jednak siły witalne Paula nie pochodzą od mięsa.



źródło:www.allstarpics.net


Ciekawa strona o członkach zespołu http://beatles.kielce.com.pl/


Dzisiaj w Wawie jest jego koncert. Udanej zabawy.


11/06/2013

Tajlandia

 


Znowu sen bez znaczenia.


Śniło mi się, że byłam w Thajlandii!? Przyjechałam do hotelu, weszłam, a tam wieloosobowe pokoje, pełno łóżek w każdym pokoju, nawet w holu. Czekałam na przyjaciół. Byłam sprytniejsza i dostałam się tam wcześniej jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ;) Reszta miała mniej szczęścia i jeszcze nie dotarła na miejsce. Zaczęłam się zastanawiać, skąd wiadomo, że jestem w Thajlandii, skoro hotel jest jak w każdym innym mieście. Może trochę przeładowany, ale normalny. To ludzie są najważniejsi, a oni są wszędzie podobni, albo cię lubią albo nie. Koniec.



foto pochodzi ze strony: http://mmaaggnnaa.wordpress.com/photos-by-martin-chen/thailand-2/


Gdy spytać ludzi co zrobiliby z 10 milionami, to większość odpowie, że pojechaliby w podróż dookoła świata. Ja nie. Ja nie chcę nigdzie jechać, a już nie na drugi koniec świata. Przecież musiałabym wsiąść do samolotu. Wsiądę, jeśli od tego zależałoby moje życie, a nie dla przyjemności.


Gdy jako dziecko podróżowałam z rodzicami po Europie, to chyba wtedy coś się zmieniło. Pamiętam jak byliśmy w Wenecji. Trzeba było iść trasą do placu z gołębiami, które siadają na głowie, rękach, wszędzie. Trasa turystyczna zaczęła się wspaniale. Pełno było sklepów z witrynami do ziemi. Pięknie ubrane sprzedawczynie przecierały czyste szyby i zachęcały do kupna złotych ozdób. Zauważyłam, że nie ma tam zwykłej trawy, tylko rośliny w donicach. Ziemia była wyłożona kafelkami, jak teraz w galeriach. Ale wtedy to dla mnie była nowość. Więc zboczyłam z trasy i rodzice musieli mnie szukać. I wtedy było ciekawiej. Uliczki coraz węższe, smród coraz mocniejszy. Spotkałam normalnych mieszkańców i wcale im się nie powodziło. Dziwne, nie mogłam tego pojąć. Przecież tylu turystów tam przyjeżdża i zostawia sporo szmalu, a zwykli mieszkańcy są biedni. Wtedy postanowiłam nie dokładać się do bogactwa bogatych.


Nie muszę zaczynać wszystkiego od nowa, nie muszę uciekać od rodziców (jak mój znajomy, nie dogadywał się w domu to wybrał podróżowanie po świecie, ale moim zdaniem to nie pomaga). Cieszę się, że urodziłam się w tym kraju, a inne miejsca mogę obejrzeć w tv lub na fotkach.


Naprawdę podróże mnie nie kręcą, więc skąd taki sen? Nieważne, to tylko dusza podróżuje w nocy.

06/06/2013

Linie życia

 


Dzisiejszy sen był adekwatny do tego co robię i myślę w ostatnim czasie.


Śniło mi się, że przyszła do mnie Kora z Markiem Jackowskim. Usiedli na sofie i rozmawialiśmy. Nie było to nic wyjątkowego dla mnie. Po prostu przyszli goście, jakich wielu do mnie przychodzi. Sofa była w innym miejscu niż jest w realu. Zaczęłam im tłumaczyć, że jesteśmy na innej linii życia, bo nawet drzwi wejściowe otwierają się z innej strony, bo klamka jest z lewej strony, a powinna być z prawej. Potem zorientowałam się, że przecież Marek nie żyje, więc im to tłumaczę. Na początku szukaliśmy sposobu jak wrócić na właściwą linię naszego życia. Ale potem jak się okazało, że Marek tu żyje a tam nie, to Kora już nie była zdecydowana wracać. Obudziłam się.


Ten sen ma ścisły związek z książką, którą czytam przed snem. W Transerfingu nie istnieją żadne ograniczenia. Każdy człowiek ma możliwość wyboru takiego życia jakie chce. Każde mało znaczące zdarzenie może spowodować zwrot w losie. Życie to łańcuch przyczyn i skutków. Płynie spokojnie do momentu kiedy wydarzy się coś, co zmienia dekoracje. Wówczas los skręca i przechodzi na inną linię życia. Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego ludzie giną czy umierają młodo, a mogliby żyć. Czy postępują tak, że ich los się wypełnił i nic już w swym życiu nie osiągną? A może ludzie umierają na jednej linii życia, po to żeby pojawić się gdzie indziej? W książce nie znalazłam odpowiedzi, ale przeczytałam dopiero 2 tom. Stąd taki właśnie sen. W nim też nie było odpowiedzi.



 

03/06/2013

Astma

Jak co roku o tej porze w tv reklamują leki na astmę. Na kwitnienie traw można łatwo zwalić duszenie się i problemy z oddychaniem.



W rzeczywistości jest to choroba najłatwiejsza do uleczenia. Leki minimalizują skurcze oskrzelików, ale leczą tylko objawy, a nie przyczynę.


Przyczyny astmy:


- nadmierna i przytłaczająca miłość;


- niemożność wytchnienia, by zająć się sobą;


- poczucie przyduszenia;


- stłumiony płacz.


 


Objawem astmy jest dławienie się przy wydechu.


Oddech jest najważniejszy. Gdy się rodzimy to pierwszy oddech łączy nas ze światem, gdy umieramy to wydajemy ostatnie tchnienie. Strach zamyka gardło. Gdy się od czegoś uwalniamy to robimy głęboki oddech. Przestajemy oddychać gdy bronimy się przed kontaktem.


Opiszę dwa przypadki, które znam.


Moja znajoma ma córkę. Kilka lat temu organizowała cały jej wolny czas. Woziła ją na zajęcia teatralne i taneczne, dodatkowe lekcje angielskiego i francuskiego, basen, lekcje tenisa i już nie pamiętam co tam jeszcze wymyśliła. Dziecko było tak przeciążone, że nie miało czasu głębiej odetchnąć. Jej córka nie umiała się przeciwstawić i zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Lekarz zdiagnozował astmę i coś tam przepisał. Wiadomo, że jak człowiek przestaje oddychać to umrze. Ale najpierw są problemy i bez leków nie można funkcjonować. I wtedy się spotkałyśmy. Zapytałam moją znajomą czy kocha swoje dziecko. Ona oczywiście się obraziła, ale chciała pomóc dziecku. Wtedy jej powiedziałam, że córka jest przeciążona różnymi zajęciami poza lekcjami. Dużo zajęć dodatkowych nie powoduje, że dziecko jest mądrzejsze. Takie dzieci wyrastaja na przeciętniaków, bo nie da się ciągnąć kilka srok za ogon i być dobrym we wszystkim. Radziłam je, żeby porozmawiała z córką i zapytała ją czym się tak naprawdę interesuje, na czym jej zależy, a co chciałaby odpuścić. Każdy powinien być taki jaki jest naprawdę. Dziecko nie może rezygnować z samego siebie, by zadowalać rodziców. Córka nie jest małą księżniczką tatusia, a syn nie jest najważniejszym mężczyzną w życiu matki. Ponieważ znajoma zareagowała na początku choroby, jej córka nie zachorowała. Nawet nie wykupiła recepty, bo objawy minęły. Wystarczyło tylko porozmawiać i usłyszeć co chce drugi człowiek. Znajomej było ciężko odpuścić, ale dobro dziecka zwyciężyło. Matki tak mają, że teraz jest więcej możliwości, a same nie mogą spełniać swoje marzenia więc zmuszają do tego dzieci. Ludzie byli w szoku, gdy John McEnroe mówił, że nienawidził grać w tenisa i był zmuszany przez rodziców.


Dobrze to widać w serii "Mała piękność" – o konkursach piękności dla maleńkich dzieci. Jeśli matka wbije sobie coś do głowy to dziecko nie może się temu sprzeciwić. Sporo dziewczynek ma astmę, bo nie umieją się postawić i odmówić udziału w tych praktykach. Smutne dziewczynki maluje się i ubiera jak dorosłe kobiety. Matki wydają sporo pieniędzy, żeby dostać kilkaset dolarów nagrody i koronę. To one mają satysfakcję a nie ich dzieci.


Kolejny przypadek.


Moja przyjaciółka ma znajomą, do której jeździ, żeby się nią opiekować. Kobieta jest po 60-tce i od lat ma astmę. Przyjaciółka szybko doszła, dlaczego znajoma choruje. Otóż, gdy ta miała ok. 20-tu lat zaszła w ciążę. Kiedyś to był dramat i jej matka zmusiła ją do aborcji. A wiadomo, że matce się odmawia. Od tej pory ta kobieta żyła nienawiścią do matki. Potem wyszła za mąż, ale dzieci nie miała. Kilka lat temu umarła jej matka, a potem jej mąż. Kobieta została sama z astmą. Przyjaciółka dała jej do przeczytania książkę o wybaczaniu, ale ją oddała, bo to nie dla niej. Łazariew na str. 92 Bumerangu pisał, że agresja w stosunku do zaświatów objawia się samozniszczeniem. Nie można nienawidzieć zmarłych, dlatego zawsze się o nich mówi dobrze, albo wcale. Ta chora znajoma woli umrzeć niż wybaczyć matce. Jest szczęśliwa, że ma chorobę, bo lekarze się nia zajmują, znajomi. Nigdy nie czuła się lepiej, chociaż bez inhalatora juz by umarła. Takim ludziom się nie pomaga, bo o to nie proszą. Dobrze im z choroba, bo coś mają.


Kiedyś czytałam o uzdrowicielu. Na seansie pewien człowiek wstał z wózka inwalidzkiego, bo uzdrowiciel "wziął na siebie" jego kalectwo. I ten człowiek szybko usiadł z powrotem na wózek, bo pomyślał, że teraz zabiorą mu rentę i będzie musiał iść do pracy i będzie musiał być za siebie odpowiedzialny. Prościej jest żyć tak jak do tej pory.


A ja coraz lepiej rozumiem dlaczego ludzie chorują.


 

29/05/2013

Sen o trójkatach

Dziwny sen miałam dzisiaj. Stałam przed jakąś ścianą. Poziomo na dole były bardzo białe trójkąty. Piszę były bo one nie były narysowane czy namalowane, tylko właśnie były tam. Trójkąty też były po prawej stronie pionowo. Stałam tam i ręką wybierałam trójkąt i przenosiłam go do góry. On znikał a w jego miejsce pojawiał się niebieski trójkąt. Robiłam to tak jak chwyta się myszką jakiś folder i przenosi go w inne miejsce. To była taka moja praca czy zadanie, które miałam wykonać. Po lewej stronie ktoś był, ale jego obecność wyczuwałam raczej a nie widziałam. Narysowałam szybko, żeby mi nic nie umknęło.  

Żadne wytłumaczenie sennikowe nie pasuje do mojej sytuacji życiowej. A dzisiaj dzień jak co dzień. Za wyjątkiem braku prądu w domu. Przepalił się bezpiecznik. Zanim doszłam gdzie i co, minęło trochę czasu. Nic nie miałam włączone więc to trochę dziwne, że się przepalił. Poza tym normalka.

A może sny nic nie znaczą? Tylko po co co noc coś mi się śni. 

 

25/05/2013

Wahadła

 


Dawno nie czytałam tak interesującej książki jak Transerfing Rzeczywistości. Część rzeczy opisujących naszą rzeczywistość można znaleźć w innych publikacjach. Ale o teorii wahadeł dowiedziałam się po raz pierwszy.



Wahadła to grupy podobnie myślących ludzi. Grupy te rozwijają się i zagarniają do siebie jak najwięcej osób. Nazwa jest znakomita, bo te grupy zaczepiają ludzi właśnie jak wahadło. Jeśli liczba popleczników wahadła spada to wahania zmniejszają się, aż wahadło zamiera i ginie. Wahadła to np: rodzina, kluby, szkoła, firmy, media, urzędy partie, państwo itd.


Najważniejsze zadanie wahadła polega na tym, żeby dotknąć człowieka do żywego. Nieważne jak, liczy się, żeby zająć jego myśli, oderwać od celu i skupić uwagę na sprawach wahadła. Wahadła wywołują złe emocje, niepokój, strach, złość, nienawiść, poczucie niższości i poczucie winy.


Walka z wahadłami nic nie daje. Sprawdziłam to w życiu. Gdy nie oglądałam tv, to myślałam, że jestem wolna. Otóż nic podobnego, bo na różnych forach trafiałam na informacje co kto powiedział w jakimś programie. Osoby piszące te info myślą że robią ludziom dobrze, a oni oddają swoją energię wahadłu tv. Gdy ignorowałam reklamy to okazało się, że w sklepie kupuję produkty, które później widzę, że były reklamowane. Czyli bezmyślne oglądanie nie chroni przed ich oddziaływaniem. Teraz oglądam reklamy bardzo uważnie (czy to zmowa, że nie można już polatać po kanałach, bo reklamy są wszędzie w tym samym czasie?). Niektóre już mnie śmieszą, jak widzę aktorów, którzy reklamują lichwę. Pamiętam jak rezygnowałam z konta w banku, a pani spytała mnie dlaczego to robię. Powiedziałam jej, że to z powodu reklamy, bo gdy usługi banku reklamuje clown, to znaczy, że bank śmieje mi się w twarz i nawet nie udaje, że chce dobrze pilnować mojej kasy.


Niedługo zacznie nas zaczepiać wahadło wyborów. Będą ci mówić, że możesz wybrać tych którzy są lepsi itp. Tylko przyjdź. To wszystko kłamstwa. Idziesz na wybory czy nie to i tak karuzela kręci się dalej. Myślisz, że rządzą nami wybrańcy narodu? Nie, ludzie przy korycie sami się wybierają. Sami sobie ustalają przywileje i zarobki. Są ponad prawem pionków. Ja już ich nie odróżniam, bo zmieniają partie szybciej niż bieliznę. Udawane też są niby wojenki między partiami i w partiach. To takie oczywiste. Dawno temu poszłam głosować i oddałam nieważny głos. Na drugi dzień gdy szłam odprowadzić dziecko do szkoły, czytam protokół z wyborów. A tam napisano: głosów nieważnych ZERO. To mnie wyleczyło z uczestnictwa w tej szopce. Miałam zdjęcie mojej karty, ale nie było sensu dochodzić prawdy. Walka z wahadłem jest przegrana. Zrobią z ciebie terrorystę, głupka, udowodnią ci, że w wieku 5 lat popełniłeś przestępstwo rzucając papierek od lizaka na chodnik itd. To naprawdę nie ma sensu. Niedługo będzie łatwiej manipulować wynikami, gdy głosowania będą się odbywały drogą elektroniczną. Ładnie to przedstawiono w filmie Skandal. Oddajesz swoją energię temu wahadłu jak głosujesz i jak jesteś przeciwko. Energia jest twoja jak ignorujesz i omijasz. Gdy głosowanie w wyborach będzie obowiązkowe to oczywiście pójdę i czerwonym mazakiem postawię krzyżyk na wszystkich.


Życie człowieka polega na lawirowaniu między wahadłami, a nie da się ich wyeliminować z życia. Trzeba traktować je jako zło konieczne i uznać je, przyjąć i przejść obojętnie. Wtedy będziesz dla wahadeł niewidzialny, a taką istotę nie można zahaczyć.


Nie będę już pionkiem w tej grze ani marionetką, którą można manipulować. Będę niewidzialna. Będę uważnie obserwować, które wahadła chcą mnie zahaczyć. Będę umniejszać ich ważność.


To fascynujące zajęcie i dobra zabawa.

15/05/2013

O życiu

Jednego dnia rozmawiam ze znajomą o śmierci, że ona przychodzi w porę, wie kiedy powinna przyjść, bo życie danego człowieka się już wypełniło. Nie ma nikt nic do powiedzenia, bo śmierć rządzi się własnymi prawami. Jedno życie się kończy, a drugie zaczyna.


Drugiego dnia dowiaduję się, że 26-latka umarła po zdjęciu gipsu, miała zator. Potem syn znajomego zapada w śpiączkę, nie wiadomo dlaczego. Nie chce przyjąć żaden szpital w moim mieście, a rodzina nie ma kasy na podróże i hotele. Młody 23 letni człowiek po 6 tygodniach umiera. A mamy XXI wiek, ale nie mamy lekarzy, którzy pomagają chorym wyzdrowieć.


W mojej klatce mieszka 90 letnia kobieta, która codziennie wyje do swego zmarłego syna, żeby ją zabrał. I jeszcze pożyje. Nikt nie zna swego dnia ani godziny.


Człowiek zadaje sobie pytanie: po co to wszystko? Po co żyjemy? Dlaczego tak krótko, albo tak długo.


Jak jestem w takim smutnym nastroju to idę do księgarni. Trafiłam na książkę o Transerfingu rzeczywistości. Przekartkowałam i zamówiłam 8 tomów. Czytam od kilku dni. Jest bardzo ciekawa i zawiera informacje, które można znaleźć u innych autorów, którzy chcą wytłumaczyć naszą rzeczywistość. Wiele rzeczy można zweryfikować. Jego teoria wahadeł jest ciekawa i rozwijająca spostrzegawczość i poszerza świadomość.



Naprawdę, dostajemy to czego się boimy, a nie to czego chcemy. A to dlatego, że dokładnie wiemy czego nie chcemy. Sformułowanie naszych pragnień sprawia nam trudność. Często też chcemy dużo różnych rzeczy, więc "para idzie w gwizdek" i niczego nie mamy. Albo zdajemy się na los i płyniemy jak śmieci z nurtem rzeki życia. Czasem zauważamy falę szczęścia i zmieniamy swoje życie na lepsze, a czasami jej nie widzimy i w naszym życiu nic się nie zmienia.


Dzisiaj media rzuciły się na wiadomość, że znana osoba usunęła sobie piersi, bo boi się raka. Ona raczej powinna iść do psychologa, bo taki strach ją w końcu zniszczy. Następnym krokiem może być usunięcie macicy, jajników itd. Człowiek, który żyje w strachu nie myśli racjonalnie. Jeśli dalej będzie się bała to na pewno zachoruje na raka, nie pomoże usunięcie kilku organów. To nie ma nic wspólnego z profilaktyką. Nawet jej nie współczuję, bo nie ma czego. Ciekawe czy znajdzie swoich naśladowców, chyba tak.


Życie jest piękne.


Warto żyć w miłości, a nie w strachu. Bo życie jest takie krótkie.

26/04/2013

Witamina niby C

Przeziębiłam się i źle się czułam. Kolejki w przychodni, ale nie potrzebowałam zwolnienia. Poszłam do apteki i kupiłam takie coś.



 


Lecznicze skutki dużej dawki witaminy C są znane i dość dobrze opisane. Skorumpowani amerykańscy naukowcy nie potrafili zdyskredytować skuteczności tej witaminy. Więc farmaceuci wzięli się do roboty.


Wzięłam 1 pastylkę, rozpuściłam w wodzie i zamiast poczuć się lepiej, to poczułam się gorzej. Na płuca coś mi się rzuciło. Nie miałam kaszlu a po tej tabletce zaczęłam się zatykać i dusić.


Zaczęłam czytać ulotkę.



Skład tego preparatu powalił mnie na kolana. Miała to być witamina a było to:




  1. kwas cytrynowy – wiadomo, że wit. C jest kwaśna, ale na pewno nie jest nią kwasek za 20 groszy. E330 stosuję jako odkamieniacz do czajnika lub żelazka, a teraz mam to w sobie. Ohyda. Ten kwas jest na pierwszym miejscu więc jest go najwięcej w 1 pastylce. Kwas cytrynowy w takich ilościach zakłóca przewodnictwo elektrochemiczne w komórkach mózgowych i zmienia w nich reakcje chemiczne. Można zgłupieć gdy się to je w duzych ilościach.




  2. Kwas askorbinowy – produkowany z glukozy, można powiedzieć, że tylko ten składnik powinien być w tym preparacie. Nadmiar jest wydalany z moczem, więc nie grozi nam przedawkowanie.




  3. Sorbitol E420 – to słodzik niskokaloryczny, może powodować biegunkę i wzdęcia. A dlaczego ten składnik dodaje się też do mydeł?




  4. Wodorowęglan sodu – czyli soda oczyszczona. Alkalizuje płyny ustrojowe, wyrównuje kwasicę metaboliczną, alkalizuje mocz i działa moczopędnie. Wzmaga wydzielanie gruczołów śluzowych dróg oddechowych (umiarkowanie), wywiera słabe działanie przeciwwymiotne. Czyli ma neutralizować dwa pierwsze składniki. Ciekawe. Jedno wyklucza drugie. Dysharmonia.




  5. Aromaty – nie podano jakie ale pastylki nie pachniały jakoś szczególnie.




  6. Aspartam – kolejny sztuczny słodzik. Toksyczna substancja, o której pisałam przy Vibowicie ze dwa lata temu. Zwiekszona ilość chorób mózgu to jego sprawka, bo dodaje się to świństwo do wszystkiego.




  7. Sacharynian sodu – kolejna syntetyczna substancja słodząca, ale 300-500 razy słodsza niż cukier. Zwierzęta, którym to podawano masowo chorowały na raka pęcherza. Na ludziach takie badania są zakazane i lekarzom nie wolno robić takich zestawień. Nawet jakby to było szkodliwe to przeciez jest cała gama leków na takie raki.




  8. Ryboflawina E101i – czyli witamina B2. Niedobór tej witaminy powoduje straszne skutki, ale ja nie chciałam tej witaminy. Jej nadmiar powoduje wymioty.




  9. Dwutlenek tytanu TiO2 – w Polsce zabroniony – tak napisali na kilku stronach. To niby barwnik. Ten związek zawiera nanocząsteczki, które zaburzaja pracę komórek i jest nierozpuszczalny w wodzie. Czy to nie dziwne, ze w tabletce musującej jest taki środek. Ten półprzewodnik gdy dostaje się do organizmu co sił w nogach pędzi do płuc i zaczyna się proces destrukcji. To dziadostwo dodaje się do farb jako pigment i mamy to na ścianach i to wdychamy. Używa się też tego w kremach uv, a tu opisano jak to przyśpiesza proces starzenia skóry. TiO2 w kremach


    A tu można poczytać jak to nanocząsteczki przyśpieszają pracę serca, uszkadzają wątrobę itd. nanocząsteczki


    Dwutlenek tytanu został ostatnio sklasyfikowany prze Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem (International Agency for Research on Cancer) jako substancja rakotwórcza grupy 2B (IARC) – „potencjalnie rakotwórcze dla ludzi” – podaje Kanadyjskie Centrum Bezpieczeństwa i Higieny Pracy.




Co produkują teraz farmaceuci? W jednym preparacie 3 słodziki, dwa kwasy, substancje, które uszkodzą ci wątrobę, serce, płuca. Czyli potrzebne ci bedą kolejne leki. A ja chciałam zwykłą witaminę C, nawet syntetyczna, a nie tyle śmieci. I to nazywa się witaminą C.


Nic dziwnego, że już po 2 pastylkach poczułam się gorzej niż przedtem. 18 pastylek spuściłam w wc. Przejrzałam też apteczkę, a tam te same składniki są w rutinoscorbinie i innych witaminach. Wszystko wylądowało w wc z przeprosinami dla ziemi i wód gruntowych. Zaczęłam jeść kanapki posmarowane chrzanem, w którym jest bardzo dużo prawdziwej witaminy C.


Przeziębienie mi szybko przeszło, bo ubrałam się w dresy i skarpety i się wypociłam. Natomiast kaszel miałam jeszcze ze 2 tygodnie. Podejrzewam, że te nanacząsteczki mam w płucach, muszę poczytać jak się tego badziewia pozbyć i podziękować im za wizytę ;)


Dziwne, ale nie potępiam tych ludzi. Oni muszą z czegoś żyć. Nikt nie zadba o moje zdrowie tylko ja sama. Dużo ludzi żyje z tego przemysłu.


Coraz więcej jest lekarzy, coraz więcej aptek, coraz więcej leków, coraz więcej ludzi choruje, coraz więcej ludzi umiera, coraz mniej ludzi się rodzi.

10/04/2013

Wszystkiego dobrego między świętami

Każdy na święta otrzymał porcję życzeń. Można powiedzieć, że był zaopiekowany. A co po świętach? Między świętami ja życzę wszystkim samych dobrych dni. Życzenia a rzeczywistość czasem się mijają.


Zawsze dostajemy to co dajemy, więc jeśli oczekujemy dobrych dni to postarajmy się innym też sprawić dobre dni. To takie proste. Ważne, żeby życie toczyło się własnym biegiem, nie przyspieszać niczego, zaufać Losowi, że wszystko co się wydarzy będzie dla mojego dobra. Staram się nie oceniać niczego, ale to bardzo trudne. Jak widzę w tv pilotów F-16, a prowadzący pyta: czy przyjechali z pod Poznania, a oni na to, że nie, że przyjechali z Łasku, to co to jest? Krytyka czy konstruktywna ocena? Gdyby w realnym życiu człowiek tak często się mylił, to wyleciałby z pracy. W tv jest beton, nie do ruszenia.


Ciężko jest pozostać bezstronnym. Dziś byłam na poczcie. Kolejka. Wyjęłam smartfona i zaczęłam grać, bo to uprzyjemnia czekanie. Wchodzi facet i pyta czy ktoś czeka do okienka z listami. Ktoś mu mówi, że jest jedna kolejka do wszystkich okienek. Ja niestety też się wtrąciłam, że trzeba czekać w jednej kolejce. Facet wskoczył na mnie i powiedział, że mam kwaśną minę. A potem zaczął: My chrześcijanie to jesteśmy... Nikt go nie słuchał. Dziwny typ. Jak można o sobie mówić w liczbie mnogiej. Może ma kilka osobowości, albo liczy siebie i swój ogromny brzuch, albo ma symbionta czy goaulda. Naprawdę to było śmieszne, jak się zastanawiałam kto to "my". Postanowiłam nie dać się sprowokować. Trenuje bycie dobrą osobą ;) Kiedyś to by było nie do pomyślenia. Zwykle czekałam na takie zaczepki, żeby komuś dowalić. A dziś byłam ponad to. Ale podniósł mi ciśnienie, bo nabrałam ochotę na wędzoną makrelę. Poszłam do sklepu rybnego ją kupić. A tam sprzedawca zaczął się do mnie uśmiechać. To ja do niego też się uśmiechałam. A potem wyszłam ze sklepu i wyszło słońce i był piękny dzień. Człowiek ma ogromną moc. Może sprawić, że czyjś dzień będzie koszmarny albo cudny.


Zainspirowana blogiem sun a day wykonałam własne dzieło :)


    

26/03/2013

Beata Pawlikowska w tv

Rano przyszedł hydraulik, żeby wymienić mi sedes. Po dwóch ekipach remontowych niestety trzeba naprawić pewne rzeczy. Nie chciałam patrzeć mu na ręce, ale też nie mogłam pracować. Włączyłam tv, a tam Beata Pawlikowska opowiadała o podświadomości. Trochę mnie zdziwił taki temat rano. Prowadzący pan nie był zainteresowany rozmową, patrzył gdzieś, uśmiechał się bezmyślnie, był zupełnie nieprzygotowany do rozmowy. Mógł chociaż przeczytać o podświadomości, żeby wiedzieć o czym będzie mowa. Zresztą o czym może rozmawiać ktoś, kto nic nie przeżył, a ekstremalna sytuacja to utknięcie w korku na ulicach Warszawy. Ja wiem, że prowadzący tv śniadaniową nie zapraszają ludzi, z którymi rozmawiają, ale powinni choć trochę się do tego przygotować. Przecież nie mają nic innego do roboty. Nieraz mam wrażenie, że zaproszeni goście są zbędni, bo zabierają przestrzeń do lansowania się prowadzącym. Ciężko nie oceniać tych ludzi, najlepiej nie włączać tv.


Nie czytam książek podróżniczych, bo ogarnia mnie wtedy nostalgia. Musiałabym zostać uśpiona, żeby wsiąść do samolotu. Ale jestem wdzięczna innym, że jadą gdzieś daleko i o tym opowiadają. Doceniam piękne zdjęcia z takich wypraw.


Pójdę do księgarni i chyba kupię najnowszą książkę Beaty pt "W dżungli podświadomości". Mimo wszystko zachęciła mnie. Coraz więcej ludzi docenia wpływ podświadomości na życie człowieka. Chcę dowiedzieć się, jakie ona ma na to spojrzenie. Można przeczytać setkę książek, ale najważniejsze są własne doświadczenia.


Jutro rano też ma być w tv, innej.


I tak od sedesu do książki. Jedno zdarzenie powoduje inne ;)



źródło: demotywatory.pl

24/03/2013

Okularnicy

Każdego dnia trzeba uważać co się robi i mówi.


Prowadziłam lekką rozmowę ze znajomymi o innym znajomym, który jest po operacji prostaty. Akurat on oprócz operacji leczy się olejem lnianym, inaczej jak mój tata. Jest młodszy o 20 lat od mojego taty i jemu akurat pasuje dr Budwig. Wymienialiśmy się doświadczeniami i informacjami, że niektórzy umierają, bo nie znają innych metod wychodzenia z choroby. I wtedy powiedziałam znajomemu, który nosił okulary, że jemu też brakuje wiedzy, bo mógłby zacząć ćwiczyć i naprawiłby swój wzrok. Zaczęłam mu opowiadać o dr Batesie i jego obserwacjach, o ćwiczeniach, które pomagają przywrócić dobry wzrok itd. Bates był lekarzem, a nie oszołomem czy oszustem. Opublikował wyniki swoich badań i to on ma rację. Po co ja to mówię ludziom, którym jest dobrze z chorobą. Facet zaczął gorzej widzieć, poszedł do okulisty, kupił okulary i je nosi. Co jakiś czas kupuje mocniejsze i tak do końca życia. Znajomy stał się agresywny i powiedział, że okulista by o tym wiedział, a on po prostu nie widzi bez okularów. Lekarze dobrze o tym wiedzą, ale przecież nie o zdrowie im chodzi. Znajomy zaczął krzyczeć, że ja też jak będę stara to będę gorzej widzieć i będę nosiła okulary. Tylko, ze już młodsi ode mnie mają starczą krótkowzroczność, moja mama też ćwiczy i nie nosi okularów, a kiedyś nosiła do czytania. Jestem księgową i gapię się w ekran monitora kilkanaście godzin dziennie. Więc już bym zaczęła ślepnąć. A tu niespodzianka, ja ciągle dobrze widzę, bo ćwiczę. Wkurzył się strasznie, bo nie miał argumentów. Chyba jednak woli nosić te szkła. Nie mój cyrk.




Okulary są dla ludzi wygodne, mogą się za nimi schować w swoim świecie i udawać, że czegoś nie dostrzegli, bo przecież gorzej widzą.


Przez wiele lat nosiłam okulary przeciwsłoneczne i żeby coś lepiej zobaczyć musiałam je zdjąć. Okulary zmieniają wygląd rzeczy i to wie każdy. Po co żyć w zmienionym świecie.


Gdy większość jakiejś grupy choruje to dziwią się, że inna część grupy nie zachorowała. Ich nie interesuje dlaczego są zdrowi i co można zrobić, żeby być zdrowym, tylko równają w dół. I czekają aż się wydarzy coś złego. To samo jest z okularnikami. Bo słaby wzrok to nie norma, tylko choroba. Jak nie wiedzą jak się zachować, czy co powiedzieć, to zdejmują okulary i czyszczą, to doskonała wymówka. A na propozycję zmiany tej sytuacji reagują agresją, ze strachu, że musieliby coś zrobić samemu, żeby to zmienić. Dla mnie to obłęd.


Muszę się pilnować, żeby nie "naprawiać" ludzi na siłę. Po co mam im mówić, żeby zaczęli pracować nad sobą. Ja jestem leniwa, ale jak coś jest skuteczne to zawsze znajdę na to czas. Gdy mam wybór: ćwiczyć i widzieć dobrze, czy nic nie robić i kupować coraz mocniejsze okulary i widzieć coraz gorzej, to wiadomo co wybiorę. Przestałam nawet odczuwać współczucie dla chorych, bo widzę, że dobrze im w stanie choroby. To nie moja sprawa, nie moje życie. Ktoś kto naprawdę chce być zdrowy i sprawny do końca życia, to znajdzie na to receptę, dotrze do wiadomości i badań, dotrze do innych ludzi, którzy nie uważają, że trzeba chorować.


I reklamy robią swoje. Jak tak pooglądam sobie kilka takich bloków to naprawdę gorzej się czuję, mam biegunkę, zaparcia, suche oczy, astmę, bóle w krzyżu, a nawet prostatę. Reklamy wmawiają nam choroby, których nie mamy, ale możemy mieć ;} Jestem bardzo podatna, więc muszę ograniczać tv. Nic dziwnego, że ludzie wolą święty spokój, a jak coś boli to wezmą tabletkę i jest dobrze, przynajmniej do czasu. To nie jest męczące, przecież wszyscy tak robią. I szybko idą do piachu.

23/03/2013

Chrzan

Musisz kupić chrzan. Za tydzień na stołach będzie więcej jedzenia niż zwykle. Więc, żeby nie robić przykrości rodzicom i zjeść co nie co, jedz też chrzan. On ci pomoże przeżyć w zdrowiu ;)


Chrzan jest znakomity na trawienie, bo pobudza wydzielanie soków trawiennych. Będziesz miał większy apetyt na świąteczne smakowitości. Ma też właściwości bakteriobójcze, działa przeciwbólowo, wzmacnia odporność organizmu, niszczy wolne rodniki.


Chrzan rozrzedza krew, poprawia krążenie krwi, obniża cholesterol, usprawnia pracę wątroby, wspomaga nerki, odkwasza organizm, oczyszcza z toksyn, zapobiega zaparciom, łagodzi bóle reumatyczne, zapalenie korzonków, odkaża jamę ustną i dziąsła, zapobiega krwawieniu dziąseł i paradontozie, przeciwdziała szkorbutowi.


Chrzanu nigdy nie należy gotować, ale podawać na surowo do mięs i wędlin na zimno, do ryb i innych przystawek.


Zewnętrznie – bardzo krótkie okłady (kilka minut) bo działa drażniąco– na nerwobóle, mięśniobóle, choroby reumatyczne.


Często jem chrzan gdy mam początek kataru. Tak mi przeczyszcza zatoki, że po katarze nie ma śladu. Polecam.


Idziemy do sklepu i wybieramy słoik dla siebie.


Najtańszy chrzan kosztuje w moim sklepie 1,37.




Domowy chrzan powinien zwierać: utarty chrzan, sok z cytryny, sól, cukier, wodę i czasem śmietankę, gdy chcemy mieć łagodny smak.


A co mamy w tym słoiku?


To co powinno plus olej, żeby miał dobrą konsystencję. Dalej jest kwas cytrynowy, czyli E 330, czyli sól cytrusowa. Jest to antyoksydant, czyli korzystny dla zdrowia. Działa też przeciwutleniająco, jako stabilizator i regulator kwasowości. Ze względu na swoją kwaśność może podrażniać śluzówkę jamy ustnej. Na końcu, czyli najmniej jest E 223- pirosiarczyn sodu, czyli sól nieorganiczna. Ten składnik będzie w każdym słoiku, bo hamuje rozwój pleśni i bakterii i działa wybielająco, nawet po otwarciu chrzan nie ściemnieje. Im dłuższy czas między datą produkcji, a datą przydatności do spożycia, tym więcej tego składnika. Ten składnik przy nadmiernym spożyciu powoduje bóle głowy, nudności i podrażnienie układu trawiennego.


Kolejny słoik za 2,39.



 


Tutaj połowa słoika to chrzan, a druga połowa to znane już składniki plus ocet (kwaśność, a powinna być ostrość), mleko (dla złagodzenia kwasności), błonnik (naturalnie wiąże wodę, której jest dużo, bo jest na drugim miejscu), Dalej jest guma guar E 412, zagęstnik i stabilizator, który może spowodować wzdęcia i skurcze żołądka. Potem guma ksantanowa E 415 – zagęstnik roślinny, który powoduje uczucie pełności, jest nieszkodliwy. A na koniec kwas askorbinowy, czyli witamina C – sztuczna, a przecież korzeń chrzanu już ją ma i to naturalną, łatwo przyswajalną. Po co kwasić.


Kolejny słoik kosztuje 3,09



 


Tutaj mamy te same substancje, tylko w innych proporcjach.


Kolejny słoik kosztuje 3,39.




Tu jest dużo chrzanu. Ale dodatkowo mleko w proszku i mączka chleba świętojańskiego. Czyli kolejne wypełniacze i wzdymacze.


Wybór należy do ciebie.  W żadnym słoiku nie ma substancji szkodliwych. Można jeść, ale jak zwykle z umiarem. Ja wybrałam pierwszy słoik, bo ma dużo chrzanu 60% i mało składników innych. Ma też krótki okres ważności, a więc mało jest substancji konserwujących. Małe słoiki są lepsze, bo jak coś nie smakuje to się mało zmarnuje. Te dodatkowe substancje są kosztowne, więc ich dodawanie powoduje wzrost ceny i wydłuża okres przydatności do spożycia.


Smacznego :)

22/03/2013

Horatio H. c.d.

Obierałam dzisiaj buraki, marchew i jabłka, żeby zrobić z nich sok. Nudne zajęcie, więc włączyłam tv. Obejrzałam kolejny odcinek Horatio Hornblower. Już raz pisałam o tym serialu. To historia 17 letniego aspiranta, który dostał się na angielski okręt wojenny w czasie wielkiej rewolucji francuskiej. Mnie bardzo zainteresowała ta postać. Nie wiem czy jest prawdziwa czy wymyślona, ale jest bardzo realistyczna i świetnie zagrana. W świecie miernoty, braku zasad i honoru taki film działa jak powiew świeżości i napawa mnie optymizmem.


W tym odcinku HH miał problem z marynarzem B. Złapali B. Jak kradł żywność, zamknęli go i płynęli do Gibraltaru, żeby go osądzić. HH powiedział mu, ze "każdy nosi w sobie robaka przeszłości, który podgryza przyszłość" (fajnie powiedziane;) HH dał mu szansę, pozwolił mu zapracować na łagodniejszy wyrok. Przecież każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę, którą wykorzysta lub nie. Każdy popełnia błędy, jednak nie zawsze dostajemy możliwość wykazania się. Nieraz zostajemy skreśleni, bez możliwości wyjaśnienia lub naprawienia szkody. B. znowu próbował uciec. HH uratował mu życie, jednak B. nie chciał umierać powoli w więzieniu, chwycił za broń, która wypaliła i go zabiła. HH martwi się, że B. zmarnował swoje życie i obwinia siebie, że nie potrafił do niego dotrzeć. HH ma takie cechy charakteru, że jest świetnym dowódcą, jest szlachetny, odważny i życie każdego człowieka jest dla niego najważniejsze. Pierwszy rzuca się na ratunek, gdy jest zagrożenie. Służba z nim to zaszczyt.



 


Mogłabym obejrzeć wszystkie odcinki w necie, ale po co ;) Ten serial jest tak inny od chłamu puszczanego teraz w tv, nie ma tam pornografii, korupcji, ukrytych reklam (szczepionki, in vitro ...), jest tylko przygoda. Każdy chciałby być jak HH albo przynajmniej znać kogoś takiego. Mam sentyment do marynarzy. To chyba przez ojca, który służył 3 lata w marynarce wojennej.


A tak wyglądają świeże soki. Gdy w 2008 miałam anemię, robiłam sobie różne mieszanki soku z buraków. Nie da się go wypić samego, z jabłkowym jest najlepszy, w proporcji 5:1.



 

11/03/2013

Majeranek

Wyszłam wcześniej z pracy, żeby kupić majeranek. Ciągle gotuję grochówkę, zalewajkę czy fasolkę i mam już mało. Przyprawy kupuję na wagę w specjalnym sklepie (z przyprawami świata), jaki jest w każdym dużym mieście. Te przyprawy intensywnie pachną, lepiej niż te w torebkach.


Taka torebka to 110 g i kosztuje 5,50. Naprawę się opłaca. Na miesiąc wystarczy ;)



Zdążyłam kupić tuż przed zamknięciem i pędziłam do tramwaju, więc miałam tę torebkę w ręku i nie zdążyłam jej schować. Zrobiło się dziwnie, bo ludzie zaczęli patrzeć na mnie i się uśmiechać. Faktycznie świeże zioła pachniały nieziemsko, ale przecież ludzie są zaziębieni i pochłonięci własnymi sprawami. A tu niespodzianka :) Nawet ktoś zamruczał, że będzie grochówka i czy zapraszam gości. To miłe.


Ta cała sytuacja przypomniała mi, że kiedyś pachnący świeży chleb też przyciągał uwagę. A teraz chleb nie pachnie, chyba, że własnoręcznie upieczony w domu. Ale z takim chlebem nie chodzi się po ulicach.


Ludzie są jednak dobrzy, tylko życie ich nie rozpieszcza i mało jest chwil, kiedy mogą się poczuć inaczej. Nikt przecież nie kazał mi schować tego czegoś co śmierdzi. Wszystkim było miło i sympatycznie.


Polecam stosować majeranek właśnie zimą, bo ze względu na olejki eteryczne stosuje się go na katar i w czasie przeziębienia.


Majeranek działa żółciopędnie i dlatego ułatwia trawienie potraw. Likwiduje skurcze żołądka i jelit, pobudza wydzielanie soku żołądkowego, działa ściągająco, zmniejszając nadmierną fermentację w przewodzie pokarmowym. Potrawy stają się wtedy lekkostrawne.


Ja tę przyprawę sypię (dużo) na koniec gotowania, mieszam i wyłączam gaz. Pachnie w całym domu. A do grochówki dodaję też kminek. I nie choruję. A grochówka ugotowana na 2 dni znika w nocy i rano jest pusty garnek. Czary.