15/05/2013

O życiu

Jednego dnia rozmawiam ze znajomą o śmierci, że ona przychodzi w porę, wie kiedy powinna przyjść, bo życie danego człowieka się już wypełniło. Nie ma nikt nic do powiedzenia, bo śmierć rządzi się własnymi prawami. Jedno życie się kończy, a drugie zaczyna.


Drugiego dnia dowiaduję się, że 26-latka umarła po zdjęciu gipsu, miała zator. Potem syn znajomego zapada w śpiączkę, nie wiadomo dlaczego. Nie chce przyjąć żaden szpital w moim mieście, a rodzina nie ma kasy na podróże i hotele. Młody 23 letni człowiek po 6 tygodniach umiera. A mamy XXI wiek, ale nie mamy lekarzy, którzy pomagają chorym wyzdrowieć.


W mojej klatce mieszka 90 letnia kobieta, która codziennie wyje do swego zmarłego syna, żeby ją zabrał. I jeszcze pożyje. Nikt nie zna swego dnia ani godziny.


Człowiek zadaje sobie pytanie: po co to wszystko? Po co żyjemy? Dlaczego tak krótko, albo tak długo.


Jak jestem w takim smutnym nastroju to idę do księgarni. Trafiłam na książkę o Transerfingu rzeczywistości. Przekartkowałam i zamówiłam 8 tomów. Czytam od kilku dni. Jest bardzo ciekawa i zawiera informacje, które można znaleźć u innych autorów, którzy chcą wytłumaczyć naszą rzeczywistość. Wiele rzeczy można zweryfikować. Jego teoria wahadeł jest ciekawa i rozwijająca spostrzegawczość i poszerza świadomość.



Naprawdę, dostajemy to czego się boimy, a nie to czego chcemy. A to dlatego, że dokładnie wiemy czego nie chcemy. Sformułowanie naszych pragnień sprawia nam trudność. Często też chcemy dużo różnych rzeczy, więc "para idzie w gwizdek" i niczego nie mamy. Albo zdajemy się na los i płyniemy jak śmieci z nurtem rzeki życia. Czasem zauważamy falę szczęścia i zmieniamy swoje życie na lepsze, a czasami jej nie widzimy i w naszym życiu nic się nie zmienia.


Dzisiaj media rzuciły się na wiadomość, że znana osoba usunęła sobie piersi, bo boi się raka. Ona raczej powinna iść do psychologa, bo taki strach ją w końcu zniszczy. Następnym krokiem może być usunięcie macicy, jajników itd. Człowiek, który żyje w strachu nie myśli racjonalnie. Jeśli dalej będzie się bała to na pewno zachoruje na raka, nie pomoże usunięcie kilku organów. To nie ma nic wspólnego z profilaktyką. Nawet jej nie współczuję, bo nie ma czego. Ciekawe czy znajdzie swoich naśladowców, chyba tak.


Życie jest piękne.


Warto żyć w miłości, a nie w strachu. Bo życie jest takie krótkie.

26/04/2013

Witamina niby C

Przeziębiłam się i źle się czułam. Kolejki w przychodni, ale nie potrzebowałam zwolnienia. Poszłam do apteki i kupiłam takie coś.



 


Lecznicze skutki dużej dawki witaminy C są znane i dość dobrze opisane. Skorumpowani amerykańscy naukowcy nie potrafili zdyskredytować skuteczności tej witaminy. Więc farmaceuci wzięli się do roboty.


Wzięłam 1 pastylkę, rozpuściłam w wodzie i zamiast poczuć się lepiej, to poczułam się gorzej. Na płuca coś mi się rzuciło. Nie miałam kaszlu a po tej tabletce zaczęłam się zatykać i dusić.


Zaczęłam czytać ulotkę.



Skład tego preparatu powalił mnie na kolana. Miała to być witamina a było to:




  1. kwas cytrynowy – wiadomo, że wit. C jest kwaśna, ale na pewno nie jest nią kwasek za 20 groszy. E330 stosuję jako odkamieniacz do czajnika lub żelazka, a teraz mam to w sobie. Ohyda. Ten kwas jest na pierwszym miejscu więc jest go najwięcej w 1 pastylce. Kwas cytrynowy w takich ilościach zakłóca przewodnictwo elektrochemiczne w komórkach mózgowych i zmienia w nich reakcje chemiczne. Można zgłupieć gdy się to je w duzych ilościach.




  2. Kwas askorbinowy – produkowany z glukozy, można powiedzieć, że tylko ten składnik powinien być w tym preparacie. Nadmiar jest wydalany z moczem, więc nie grozi nam przedawkowanie.




  3. Sorbitol E420 – to słodzik niskokaloryczny, może powodować biegunkę i wzdęcia. A dlaczego ten składnik dodaje się też do mydeł?




  4. Wodorowęglan sodu – czyli soda oczyszczona. Alkalizuje płyny ustrojowe, wyrównuje kwasicę metaboliczną, alkalizuje mocz i działa moczopędnie. Wzmaga wydzielanie gruczołów śluzowych dróg oddechowych (umiarkowanie), wywiera słabe działanie przeciwwymiotne. Czyli ma neutralizować dwa pierwsze składniki. Ciekawe. Jedno wyklucza drugie. Dysharmonia.




  5. Aromaty – nie podano jakie ale pastylki nie pachniały jakoś szczególnie.




  6. Aspartam – kolejny sztuczny słodzik. Toksyczna substancja, o której pisałam przy Vibowicie ze dwa lata temu. Zwiekszona ilość chorób mózgu to jego sprawka, bo dodaje się to świństwo do wszystkiego.




  7. Sacharynian sodu – kolejna syntetyczna substancja słodząca, ale 300-500 razy słodsza niż cukier. Zwierzęta, którym to podawano masowo chorowały na raka pęcherza. Na ludziach takie badania są zakazane i lekarzom nie wolno robić takich zestawień. Nawet jakby to było szkodliwe to przeciez jest cała gama leków na takie raki.




  8. Ryboflawina E101i – czyli witamina B2. Niedobór tej witaminy powoduje straszne skutki, ale ja nie chciałam tej witaminy. Jej nadmiar powoduje wymioty.




  9. Dwutlenek tytanu TiO2 – w Polsce zabroniony – tak napisali na kilku stronach. To niby barwnik. Ten związek zawiera nanocząsteczki, które zaburzaja pracę komórek i jest nierozpuszczalny w wodzie. Czy to nie dziwne, ze w tabletce musującej jest taki środek. Ten półprzewodnik gdy dostaje się do organizmu co sił w nogach pędzi do płuc i zaczyna się proces destrukcji. To dziadostwo dodaje się do farb jako pigment i mamy to na ścianach i to wdychamy. Używa się też tego w kremach uv, a tu opisano jak to przyśpiesza proces starzenia skóry. TiO2 w kremach


    A tu można poczytać jak to nanocząsteczki przyśpieszają pracę serca, uszkadzają wątrobę itd. nanocząsteczki


    Dwutlenek tytanu został ostatnio sklasyfikowany prze Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem (International Agency for Research on Cancer) jako substancja rakotwórcza grupy 2B (IARC) – „potencjalnie rakotwórcze dla ludzi” – podaje Kanadyjskie Centrum Bezpieczeństwa i Higieny Pracy.




Co produkują teraz farmaceuci? W jednym preparacie 3 słodziki, dwa kwasy, substancje, które uszkodzą ci wątrobę, serce, płuca. Czyli potrzebne ci bedą kolejne leki. A ja chciałam zwykłą witaminę C, nawet syntetyczna, a nie tyle śmieci. I to nazywa się witaminą C.


Nic dziwnego, że już po 2 pastylkach poczułam się gorzej niż przedtem. 18 pastylek spuściłam w wc. Przejrzałam też apteczkę, a tam te same składniki są w rutinoscorbinie i innych witaminach. Wszystko wylądowało w wc z przeprosinami dla ziemi i wód gruntowych. Zaczęłam jeść kanapki posmarowane chrzanem, w którym jest bardzo dużo prawdziwej witaminy C.


Przeziębienie mi szybko przeszło, bo ubrałam się w dresy i skarpety i się wypociłam. Natomiast kaszel miałam jeszcze ze 2 tygodnie. Podejrzewam, że te nanacząsteczki mam w płucach, muszę poczytać jak się tego badziewia pozbyć i podziękować im za wizytę ;)


Dziwne, ale nie potępiam tych ludzi. Oni muszą z czegoś żyć. Nikt nie zadba o moje zdrowie tylko ja sama. Dużo ludzi żyje z tego przemysłu.


Coraz więcej jest lekarzy, coraz więcej aptek, coraz więcej leków, coraz więcej ludzi choruje, coraz więcej ludzi umiera, coraz mniej ludzi się rodzi.

10/04/2013

Wszystkiego dobrego między świętami

Każdy na święta otrzymał porcję życzeń. Można powiedzieć, że był zaopiekowany. A co po świętach? Między świętami ja życzę wszystkim samych dobrych dni. Życzenia a rzeczywistość czasem się mijają.


Zawsze dostajemy to co dajemy, więc jeśli oczekujemy dobrych dni to postarajmy się innym też sprawić dobre dni. To takie proste. Ważne, żeby życie toczyło się własnym biegiem, nie przyspieszać niczego, zaufać Losowi, że wszystko co się wydarzy będzie dla mojego dobra. Staram się nie oceniać niczego, ale to bardzo trudne. Jak widzę w tv pilotów F-16, a prowadzący pyta: czy przyjechali z pod Poznania, a oni na to, że nie, że przyjechali z Łasku, to co to jest? Krytyka czy konstruktywna ocena? Gdyby w realnym życiu człowiek tak często się mylił, to wyleciałby z pracy. W tv jest beton, nie do ruszenia.


Ciężko jest pozostać bezstronnym. Dziś byłam na poczcie. Kolejka. Wyjęłam smartfona i zaczęłam grać, bo to uprzyjemnia czekanie. Wchodzi facet i pyta czy ktoś czeka do okienka z listami. Ktoś mu mówi, że jest jedna kolejka do wszystkich okienek. Ja niestety też się wtrąciłam, że trzeba czekać w jednej kolejce. Facet wskoczył na mnie i powiedział, że mam kwaśną minę. A potem zaczął: My chrześcijanie to jesteśmy... Nikt go nie słuchał. Dziwny typ. Jak można o sobie mówić w liczbie mnogiej. Może ma kilka osobowości, albo liczy siebie i swój ogromny brzuch, albo ma symbionta czy goaulda. Naprawdę to było śmieszne, jak się zastanawiałam kto to "my". Postanowiłam nie dać się sprowokować. Trenuje bycie dobrą osobą ;) Kiedyś to by było nie do pomyślenia. Zwykle czekałam na takie zaczepki, żeby komuś dowalić. A dziś byłam ponad to. Ale podniósł mi ciśnienie, bo nabrałam ochotę na wędzoną makrelę. Poszłam do sklepu rybnego ją kupić. A tam sprzedawca zaczął się do mnie uśmiechać. To ja do niego też się uśmiechałam. A potem wyszłam ze sklepu i wyszło słońce i był piękny dzień. Człowiek ma ogromną moc. Może sprawić, że czyjś dzień będzie koszmarny albo cudny.


Zainspirowana blogiem sun a day wykonałam własne dzieło :)


    

26/03/2013

Beata Pawlikowska w tv

Rano przyszedł hydraulik, żeby wymienić mi sedes. Po dwóch ekipach remontowych niestety trzeba naprawić pewne rzeczy. Nie chciałam patrzeć mu na ręce, ale też nie mogłam pracować. Włączyłam tv, a tam Beata Pawlikowska opowiadała o podświadomości. Trochę mnie zdziwił taki temat rano. Prowadzący pan nie był zainteresowany rozmową, patrzył gdzieś, uśmiechał się bezmyślnie, był zupełnie nieprzygotowany do rozmowy. Mógł chociaż przeczytać o podświadomości, żeby wiedzieć o czym będzie mowa. Zresztą o czym może rozmawiać ktoś, kto nic nie przeżył, a ekstremalna sytuacja to utknięcie w korku na ulicach Warszawy. Ja wiem, że prowadzący tv śniadaniową nie zapraszają ludzi, z którymi rozmawiają, ale powinni choć trochę się do tego przygotować. Przecież nie mają nic innego do roboty. Nieraz mam wrażenie, że zaproszeni goście są zbędni, bo zabierają przestrzeń do lansowania się prowadzącym. Ciężko nie oceniać tych ludzi, najlepiej nie włączać tv.


Nie czytam książek podróżniczych, bo ogarnia mnie wtedy nostalgia. Musiałabym zostać uśpiona, żeby wsiąść do samolotu. Ale jestem wdzięczna innym, że jadą gdzieś daleko i o tym opowiadają. Doceniam piękne zdjęcia z takich wypraw.


Pójdę do księgarni i chyba kupię najnowszą książkę Beaty pt "W dżungli podświadomości". Mimo wszystko zachęciła mnie. Coraz więcej ludzi docenia wpływ podświadomości na życie człowieka. Chcę dowiedzieć się, jakie ona ma na to spojrzenie. Można przeczytać setkę książek, ale najważniejsze są własne doświadczenia.


Jutro rano też ma być w tv, innej.


I tak od sedesu do książki. Jedno zdarzenie powoduje inne ;)



źródło: demotywatory.pl

24/03/2013

Okularnicy

Każdego dnia trzeba uważać co się robi i mówi.


Prowadziłam lekką rozmowę ze znajomymi o innym znajomym, który jest po operacji prostaty. Akurat on oprócz operacji leczy się olejem lnianym, inaczej jak mój tata. Jest młodszy o 20 lat od mojego taty i jemu akurat pasuje dr Budwig. Wymienialiśmy się doświadczeniami i informacjami, że niektórzy umierają, bo nie znają innych metod wychodzenia z choroby. I wtedy powiedziałam znajomemu, który nosił okulary, że jemu też brakuje wiedzy, bo mógłby zacząć ćwiczyć i naprawiłby swój wzrok. Zaczęłam mu opowiadać o dr Batesie i jego obserwacjach, o ćwiczeniach, które pomagają przywrócić dobry wzrok itd. Bates był lekarzem, a nie oszołomem czy oszustem. Opublikował wyniki swoich badań i to on ma rację. Po co ja to mówię ludziom, którym jest dobrze z chorobą. Facet zaczął gorzej widzieć, poszedł do okulisty, kupił okulary i je nosi. Co jakiś czas kupuje mocniejsze i tak do końca życia. Znajomy stał się agresywny i powiedział, że okulista by o tym wiedział, a on po prostu nie widzi bez okularów. Lekarze dobrze o tym wiedzą, ale przecież nie o zdrowie im chodzi. Znajomy zaczął krzyczeć, że ja też jak będę stara to będę gorzej widzieć i będę nosiła okulary. Tylko, ze już młodsi ode mnie mają starczą krótkowzroczność, moja mama też ćwiczy i nie nosi okularów, a kiedyś nosiła do czytania. Jestem księgową i gapię się w ekran monitora kilkanaście godzin dziennie. Więc już bym zaczęła ślepnąć. A tu niespodzianka, ja ciągle dobrze widzę, bo ćwiczę. Wkurzył się strasznie, bo nie miał argumentów. Chyba jednak woli nosić te szkła. Nie mój cyrk.




Okulary są dla ludzi wygodne, mogą się za nimi schować w swoim świecie i udawać, że czegoś nie dostrzegli, bo przecież gorzej widzą.


Przez wiele lat nosiłam okulary przeciwsłoneczne i żeby coś lepiej zobaczyć musiałam je zdjąć. Okulary zmieniają wygląd rzeczy i to wie każdy. Po co żyć w zmienionym świecie.


Gdy większość jakiejś grupy choruje to dziwią się, że inna część grupy nie zachorowała. Ich nie interesuje dlaczego są zdrowi i co można zrobić, żeby być zdrowym, tylko równają w dół. I czekają aż się wydarzy coś złego. To samo jest z okularnikami. Bo słaby wzrok to nie norma, tylko choroba. Jak nie wiedzą jak się zachować, czy co powiedzieć, to zdejmują okulary i czyszczą, to doskonała wymówka. A na propozycję zmiany tej sytuacji reagują agresją, ze strachu, że musieliby coś zrobić samemu, żeby to zmienić. Dla mnie to obłęd.


Muszę się pilnować, żeby nie "naprawiać" ludzi na siłę. Po co mam im mówić, żeby zaczęli pracować nad sobą. Ja jestem leniwa, ale jak coś jest skuteczne to zawsze znajdę na to czas. Gdy mam wybór: ćwiczyć i widzieć dobrze, czy nic nie robić i kupować coraz mocniejsze okulary i widzieć coraz gorzej, to wiadomo co wybiorę. Przestałam nawet odczuwać współczucie dla chorych, bo widzę, że dobrze im w stanie choroby. To nie moja sprawa, nie moje życie. Ktoś kto naprawdę chce być zdrowy i sprawny do końca życia, to znajdzie na to receptę, dotrze do wiadomości i badań, dotrze do innych ludzi, którzy nie uważają, że trzeba chorować.


I reklamy robią swoje. Jak tak pooglądam sobie kilka takich bloków to naprawdę gorzej się czuję, mam biegunkę, zaparcia, suche oczy, astmę, bóle w krzyżu, a nawet prostatę. Reklamy wmawiają nam choroby, których nie mamy, ale możemy mieć ;} Jestem bardzo podatna, więc muszę ograniczać tv. Nic dziwnego, że ludzie wolą święty spokój, a jak coś boli to wezmą tabletkę i jest dobrze, przynajmniej do czasu. To nie jest męczące, przecież wszyscy tak robią. I szybko idą do piachu.

23/03/2013

Chrzan

Musisz kupić chrzan. Za tydzień na stołach będzie więcej jedzenia niż zwykle. Więc, żeby nie robić przykrości rodzicom i zjeść co nie co, jedz też chrzan. On ci pomoże przeżyć w zdrowiu ;)


Chrzan jest znakomity na trawienie, bo pobudza wydzielanie soków trawiennych. Będziesz miał większy apetyt na świąteczne smakowitości. Ma też właściwości bakteriobójcze, działa przeciwbólowo, wzmacnia odporność organizmu, niszczy wolne rodniki.


Chrzan rozrzedza krew, poprawia krążenie krwi, obniża cholesterol, usprawnia pracę wątroby, wspomaga nerki, odkwasza organizm, oczyszcza z toksyn, zapobiega zaparciom, łagodzi bóle reumatyczne, zapalenie korzonków, odkaża jamę ustną i dziąsła, zapobiega krwawieniu dziąseł i paradontozie, przeciwdziała szkorbutowi.


Chrzanu nigdy nie należy gotować, ale podawać na surowo do mięs i wędlin na zimno, do ryb i innych przystawek.


Zewnętrznie – bardzo krótkie okłady (kilka minut) bo działa drażniąco– na nerwobóle, mięśniobóle, choroby reumatyczne.


Często jem chrzan gdy mam początek kataru. Tak mi przeczyszcza zatoki, że po katarze nie ma śladu. Polecam.


Idziemy do sklepu i wybieramy słoik dla siebie.


Najtańszy chrzan kosztuje w moim sklepie 1,37.




Domowy chrzan powinien zwierać: utarty chrzan, sok z cytryny, sól, cukier, wodę i czasem śmietankę, gdy chcemy mieć łagodny smak.


A co mamy w tym słoiku?


To co powinno plus olej, żeby miał dobrą konsystencję. Dalej jest kwas cytrynowy, czyli E 330, czyli sól cytrusowa. Jest to antyoksydant, czyli korzystny dla zdrowia. Działa też przeciwutleniająco, jako stabilizator i regulator kwasowości. Ze względu na swoją kwaśność może podrażniać śluzówkę jamy ustnej. Na końcu, czyli najmniej jest E 223- pirosiarczyn sodu, czyli sól nieorganiczna. Ten składnik będzie w każdym słoiku, bo hamuje rozwój pleśni i bakterii i działa wybielająco, nawet po otwarciu chrzan nie ściemnieje. Im dłuższy czas między datą produkcji, a datą przydatności do spożycia, tym więcej tego składnika. Ten składnik przy nadmiernym spożyciu powoduje bóle głowy, nudności i podrażnienie układu trawiennego.


Kolejny słoik za 2,39.



 


Tutaj połowa słoika to chrzan, a druga połowa to znane już składniki plus ocet (kwaśność, a powinna być ostrość), mleko (dla złagodzenia kwasności), błonnik (naturalnie wiąże wodę, której jest dużo, bo jest na drugim miejscu), Dalej jest guma guar E 412, zagęstnik i stabilizator, który może spowodować wzdęcia i skurcze żołądka. Potem guma ksantanowa E 415 – zagęstnik roślinny, który powoduje uczucie pełności, jest nieszkodliwy. A na koniec kwas askorbinowy, czyli witamina C – sztuczna, a przecież korzeń chrzanu już ją ma i to naturalną, łatwo przyswajalną. Po co kwasić.


Kolejny słoik kosztuje 3,09



 


Tutaj mamy te same substancje, tylko w innych proporcjach.


Kolejny słoik kosztuje 3,39.




Tu jest dużo chrzanu. Ale dodatkowo mleko w proszku i mączka chleba świętojańskiego. Czyli kolejne wypełniacze i wzdymacze.


Wybór należy do ciebie.  W żadnym słoiku nie ma substancji szkodliwych. Można jeść, ale jak zwykle z umiarem. Ja wybrałam pierwszy słoik, bo ma dużo chrzanu 60% i mało składników innych. Ma też krótki okres ważności, a więc mało jest substancji konserwujących. Małe słoiki są lepsze, bo jak coś nie smakuje to się mało zmarnuje. Te dodatkowe substancje są kosztowne, więc ich dodawanie powoduje wzrost ceny i wydłuża okres przydatności do spożycia.


Smacznego :)

22/03/2013

Horatio H. c.d.

Obierałam dzisiaj buraki, marchew i jabłka, żeby zrobić z nich sok. Nudne zajęcie, więc włączyłam tv. Obejrzałam kolejny odcinek Horatio Hornblower. Już raz pisałam o tym serialu. To historia 17 letniego aspiranta, który dostał się na angielski okręt wojenny w czasie wielkiej rewolucji francuskiej. Mnie bardzo zainteresowała ta postać. Nie wiem czy jest prawdziwa czy wymyślona, ale jest bardzo realistyczna i świetnie zagrana. W świecie miernoty, braku zasad i honoru taki film działa jak powiew świeżości i napawa mnie optymizmem.


W tym odcinku HH miał problem z marynarzem B. Złapali B. Jak kradł żywność, zamknęli go i płynęli do Gibraltaru, żeby go osądzić. HH powiedział mu, ze "każdy nosi w sobie robaka przeszłości, który podgryza przyszłość" (fajnie powiedziane;) HH dał mu szansę, pozwolił mu zapracować na łagodniejszy wyrok. Przecież każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę, którą wykorzysta lub nie. Każdy popełnia błędy, jednak nie zawsze dostajemy możliwość wykazania się. Nieraz zostajemy skreśleni, bez możliwości wyjaśnienia lub naprawienia szkody. B. znowu próbował uciec. HH uratował mu życie, jednak B. nie chciał umierać powoli w więzieniu, chwycił za broń, która wypaliła i go zabiła. HH martwi się, że B. zmarnował swoje życie i obwinia siebie, że nie potrafił do niego dotrzeć. HH ma takie cechy charakteru, że jest świetnym dowódcą, jest szlachetny, odważny i życie każdego człowieka jest dla niego najważniejsze. Pierwszy rzuca się na ratunek, gdy jest zagrożenie. Służba z nim to zaszczyt.



 


Mogłabym obejrzeć wszystkie odcinki w necie, ale po co ;) Ten serial jest tak inny od chłamu puszczanego teraz w tv, nie ma tam pornografii, korupcji, ukrytych reklam (szczepionki, in vitro ...), jest tylko przygoda. Każdy chciałby być jak HH albo przynajmniej znać kogoś takiego. Mam sentyment do marynarzy. To chyba przez ojca, który służył 3 lata w marynarce wojennej.


A tak wyglądają świeże soki. Gdy w 2008 miałam anemię, robiłam sobie różne mieszanki soku z buraków. Nie da się go wypić samego, z jabłkowym jest najlepszy, w proporcji 5:1.



 

11/03/2013

Majeranek

Wyszłam wcześniej z pracy, żeby kupić majeranek. Ciągle gotuję grochówkę, zalewajkę czy fasolkę i mam już mało. Przyprawy kupuję na wagę w specjalnym sklepie (z przyprawami świata), jaki jest w każdym dużym mieście. Te przyprawy intensywnie pachną, lepiej niż te w torebkach.


Taka torebka to 110 g i kosztuje 5,50. Naprawę się opłaca. Na miesiąc wystarczy ;)



Zdążyłam kupić tuż przed zamknięciem i pędziłam do tramwaju, więc miałam tę torebkę w ręku i nie zdążyłam jej schować. Zrobiło się dziwnie, bo ludzie zaczęli patrzeć na mnie i się uśmiechać. Faktycznie świeże zioła pachniały nieziemsko, ale przecież ludzie są zaziębieni i pochłonięci własnymi sprawami. A tu niespodzianka :) Nawet ktoś zamruczał, że będzie grochówka i czy zapraszam gości. To miłe.


Ta cała sytuacja przypomniała mi, że kiedyś pachnący świeży chleb też przyciągał uwagę. A teraz chleb nie pachnie, chyba, że własnoręcznie upieczony w domu. Ale z takim chlebem nie chodzi się po ulicach.


Ludzie są jednak dobrzy, tylko życie ich nie rozpieszcza i mało jest chwil, kiedy mogą się poczuć inaczej. Nikt przecież nie kazał mi schować tego czegoś co śmierdzi. Wszystkim było miło i sympatycznie.


Polecam stosować majeranek właśnie zimą, bo ze względu na olejki eteryczne stosuje się go na katar i w czasie przeziębienia.


Majeranek działa żółciopędnie i dlatego ułatwia trawienie potraw. Likwiduje skurcze żołądka i jelit, pobudza wydzielanie soku żołądkowego, działa ściągająco, zmniejszając nadmierną fermentację w przewodzie pokarmowym. Potrawy stają się wtedy lekkostrawne.


Ja tę przyprawę sypię (dużo) na koniec gotowania, mieszam i wyłączam gaz. Pachnie w całym domu. A do grochówki dodaję też kminek. I nie choruję. A grochówka ugotowana na 2 dni znika w nocy i rano jest pusty garnek. Czary.



10/03/2013

Running the Sahara

Sprzątałam i gotowałam od rana, bo mieli przyjść znajomi. Włączyłam tv i szukałam czegoś co umili mi ten czas. Kanały muzyczne odpadły, bo za dużo tam pornografii. Trafiłam na film Pokonać Saharę na Filmboxie i przestałam gotować, tak mnie zainteresował.


Ten film to historia 3 biegaczy, którzy przebiegli Saharę przez 6 krajów w ciągu 111 dni. Biegli codziennie bez dnia przerwy od 2 listopada 2006 r. Film jest z 2007 r. i chyba to powtórka, ale wcześniej o tym biegu nie słyszałam. Tytuł polski jest nieadekwatny do treści filmu, bo oni nie pokonywali pustyni, tylko swoje słabości. Narratorem i producentem jest Matt Damon.



Przesłanie filmu to moim zdaniem: nie ma rzeczy niemożliwych dla człowieka. Cokolwiek człowiek sobie założy, że zrobi to to zrobi, ograniczamy sami siebie. Ograniczeniem jest też wyobraźnia. Ci trzej ludzie osiągnęli sukces, bo współpracowali ze sobą. Przez 4 miesiące codziennie biegli razem, mieli wspólny cel. Wiele rzeczy się wydarzyło, zostawił ich lekarz, fizjoterapeuta, kierownik wyprawy. Gdy poszło coś niezgodnie z planem (wyprawa miała trwać 80 dni, a o miesiąc się przedłużyła) to słabi ludzie nawalili. I tak jest wszędzie. Taki bieg to szkoła charakteru, człowiek sprawdza ile może zrobić i przeżyć, czy w trudnych chwilach nie odwróci się i odejdzie. Gdy już dotarli do Morza Czerwonego 20 lutego, to złe wspomnienia zniknęły. Przeżycia i cudowne obrazy minęły. Gdy film się skończył to oczywiście zajrzałam do netu na stronę H2OAfrica i runningthesahara.com. Biegacze wspierają teraz program czystej i bezpiecznej wody dla Afryki, bo przyjaźnią się z afrykańskim kierownikiem tej wyprawy z Nigru. Interesująca jest lista sponsorów (po niektórych firmach nie spodziewałam się, że mogą dać kasę na takie przedsięwzięcie), bo 4 miesiące takiej podróży jest kosztowne. Minęło 6 lat a Afryka nadal nie ma wystarczającej ilości czystej wody. Na czarnej ludności testuje się szczepionki, wysyła się im starą żywność i zaopatruje w broń. Naprawdę tylko to ludność zachodu może im dać? Zabiera znacznie więcej.


Nie ma przypadków. Ten film skojarzył mi się z tragedią odważnych Polaków w Himalajach. Jak słyszę pytania pustych dziennikarzy i odpowiedzi bezmózgich ekspertów, to nóż w kieszeni się otwiera. Ludzie nie rozumieją po co się idzie na takie wyprawy. Pamiętam kiedyś wywiad, w którym na pytanie: po co pan chodzi w góry i zdobywa szczyty, odpowiedź brzmiała: BO SĄ. Bo co można powiedzieć. Nie można krótko opowiedzieć co się przeżyło i co zobaczyło. To są takie pytania jakby zapytać matki zmarłego dziecka jak się czuje, albo mówienie choremu na depresję: weź się w garść.


Tego się nie da opisać. trzeba coś podobnego przeżyć, żeby zrozumieć. Można też poczytać blog z 2010 r.



 http://k2broadpeak2010.wspinanie.pl/blog/category/marcin-miotk/


 SZACUNEK!

02/03/2013

Nadciśnienie c.d.

Mama kupuje dużo kolorowych pism. Później mi je przynosi, a je przeglądam i wyrzucam. Ostatnio przyniosła mi art. o nadciśnieniu, bo przecież lekarz zdiagnozował u mnie tę nieuleczalną chorobę.


Art jest typowy dla aktualnej propagandy. To historia kobiety, którą przez 10 lat bolała głowa. Brała tabletkę i pędziła do pracy i do obowiązków. Dopiero gdy straciła pracę to poszła do lekarza, który zdiagnozował chorobę nadciśnieniową.



Kobieta, która niby opowiada swoją historię nie zadała sobie trudu, żeby dociec przyczyny nadciśnienia i co go powoduje. Machinalnie łyka tabletkę i ma spokój. Oczywiście jest też opinia profesora kardiologa, który przestrzega przed odstawianiem leków. To normalne, bo przecież on żyje z tego, że ludzie chorują, a nie są zdrowi. Dla lekarzy to normalne, że umiera człowiek, który chorował na nadciśnienie. Tylko, że on brał tabletki. Więc co go zabiło? Może nadmiar chemii w organizmie.


Kobieta cieszy się, że codziennie łyka tabletkę na nadciśnienie i ciśnienie ma w normie. Jest to dla mnie niepojęte i takie nieżyciowe. Ja się cieszę, że moje ciśnienie jest w normie bez tabletek. I to jest normalne.


Głupotą jest odstawienie leków i udawanie, że choroba sama przejdzie. Nic się samo nie dzieje. Człowiek to nie tylko ciało. Każda choroba powstaje najpierw w głowie, w naszych myślach. Gdy trwa to długo to ciało zaczyna niedomagać. Tabletki pomagają tylko ukryć chorobę, zamieść pod dywan. Nie można długo udawać, że nic się w naszym życiu nie dzieje złego. Każda terapia tylko na ciało nigdy nie doprowadzi do zdrowia. Znika jedna choroba, a pojawia się druga. Znajdź przyczynę, a wyzdrowiejesz na zawsze.


Codziennie trzeba być uważnym i obserwować swoje zachowania.


Od kilku dni nosiłam się z zamiarem umycia okiem. W słońcu na szybach były szare kropki, które utrudniały widzenie. Prawie czułam jak rośnie mi ciśnienie ;) Znowu, zamiast wziąć się do pracy, to ja tylko o tym myślałam. Myślenie o zrobieniu czegoś podwyższa ciśnienie, już o tym pisałam. Wystarczy to zrobić i ciśnienie wraca do normy. Trzeba być tego świadomym. Dzisiaj rano umyłam okna, a potem zmierzyłam ciśnienie. Było typowe dla mnie 132/86. Czy to nadciśnienie? Stał się cud, jak mówią lekarze, nieuleczalna choroba zniknęła ;) Nie za sprawą tabletek.


Na nadciśnienie chorują zwykle osoby, które "mają dużo na głowie". Czyli muszą zrobić różne rzeczy, wiele nie robią tylko myślą, że zrobią kiedyś. Trudno to wyjaśnić. Kto tak ma to wie.


W tej gazecie jest więcej porad i mnóstwo reklam tabletek i leków. Bawią mnie reklamy, że od lat ktoś stosuje jakiś preparat i mu pomaga. Dziwne, stosuje od lat to nie pomaga, bo musi go stosować. To błędne koło. Im mniej wprowadzasz do swego organizmu leków tym lepiej. Dowiedziałam się też, że jest sezon grypowy. Ja nie choruję, ani nikt z mojej rodziny. Zachorowały 2 dalsze osoby, ale one się zaszczepiły na coś, chyba jednak nie na to, na co zachorowały.


Wyrzucam tę gazetę.



21/02/2013

Współczucie

Szłam dzisiaj do pracy ulicą Piotrkowską. Dziwne uczucie, gdy idziesz i nagle widzisz kilkanaście zniczy na chodniku, obok gwiazdy Beaty Tyszkiewicz. Tylko ogień jest w stanie oczyścić to miejsce.


Młody człowiek odebrał życie innemu młodemu człowiekowi, zmienił życie dwóch, albo więcej rodzin. Każdy zadaje sobie pytanie: czy mógł coś zrobić, żeby do tego nie doszło. Otóż nic nie mógł zrobić, bo to musiało się wydarzyć. To jest Los.


Oby miłość rodziców ofiary nie zamieniła się w nienawiść. Nienawiść niszczy, powoduje choroby i śmierć. Obwinianie nie pomaga, jątrzy rany. Gdyby w sercach tych młodych ludzi była miłość, to nie doszło by do tej tragedii. Dlatego ważne jest doskonalenie siebie i wzbudzanie w sobie uczucia miłości do każdej żyjącej istoty. Znam dwóch chłopców, którzy mają zniszczone mózgi przez narkotyki, nie ma w nich uczuć wyższych. Dlatego uwierzyłam zabójcy, że to diabeł nim kierował. Taka osoba widzi coś czego nie ma. Tak jak na filmie o egzorcyście z Winoną Ryder. "Uszkodzony" człowiek walczy z czymś co tylko on widzi. Nie usprawiedliwiam go, ale rozumiem. Wiedza o narkotykach jest znikoma, a teraz narkotyki są łatwo dostępne. Alkohol i aspartam też uszkadza komórki mózgowe, a są to produkty dostępne nawet dla dziecka. Choroby mózgu i tętniaki nie biorą się z powietrza.


Doskonale rozumiem rodziców tych młodych ludzi. Gdy mój syn wychodził w piątek do dyskoteki, to nie mogłam spać w nocy. Gdy wychodził to prawiłam mu kazanie:) Mówiłam, żeby nikogo nie zaczepiał, żeby nikogo nie krzywdził i żeby pamiętał, że jakby chciał zrobić coś złego to mój duch stoi obok i patrzy. Niech się zastanowi, czy zrobiłby to coś, gdybym tam była. Modliłam się do Boga, żeby go pilnował. Tak chyba robi każda matka. Przez pół nocy wysyłałam smsy, kiedy wróci, dlaczego jeszcze go nie ma. Denerwowałam się, że nie odpisuje. Mogłam odetchnąć gdy wracał, raz miał rozbity nos. Gdy mu tłumaczyłam potem, że ja się boję i nie wiem co się dzieje, to on mi wtedy uświadomił, że nawet gdybym wiedziała gdzie jest, to i tak nic nie mogłabym zrobić. Nie można nikogo uchronić przed karmą, nie da się za kogoś przeżyć życia. Gdy mówiłam, a jak ci się coś stanie, to on na to: taka karma, widocznie tak ma być. I wtedy odpuściłam, bo miał rację. Liczyłam na jego intuicję, że nie będzie robił czegoś złego, w końcu jako urodzony w niedzielę ma w życiu szczęście. Noce z piątku na sobotę przesypiałam, a rano otwierałam mu drzwi. Dzieci są mądre.


Współczuję rodzicom tych młodych ludzi.


Jednego nie ma, a drugi będzie zamknięty przez lata. W sekundę wszystko się zmieniło. Dlatego ważna jest chwila obecna i docenianie każdego dnia. Za tydzień znicze znikną i życie będzie toczyło się dalej. Tylko dla tych rodzin będzie już inaczej.


17/02/2013

Nadciśnienie

20 października 2012 bolała mnie głowa. Poszłam do rodziców. Mama stwierdziła, że mam wysokie ciśnienie, bo boli mnie potylica. Gdy zmierzyłam ciśnienie, okazało się że mam 144/80. Mama dała mi jakąś tabletkę i kazała iść do lekarza w poniedziałek. Dowiedziałam się, że jak głowa boli "z przodu" to mamy niskie ciśnienie, a jak z tyłu to wysokie. Dobrze wiedzieć. Miałam też dziwną ochotę na czosnek i makrelę. A to przecież typowa dieta dla nadciśnieniowców.


W niedzielę trochę poczytałam w necie, ale nie bardzo się przestraszyłam.


W poniedziałek poszłam do lekarki. Znowu miałam ok 145/90, więc kazała mi zrobić EKG i jeszcze raz zmierzyć ciśnienie urządzeniem naramiennym. Zaczęłam się bać. EKG wyszło dobre, ale ciśnienie skoczyło mi do 177/88. Wiedziałam z netu, że to syndrom białego fartucha, więc spokojna wróciłam do gabinetu. Otóż moja lekarka stwierdziła, że mam chorobę nadciśnieniową. Gdy powiedziałam, że robiłam tylko 3 pomiary, to ona stwierdziła, że to wystarczy, żeby zacząć brać leki. Kazała kupić ciśnieniomierz naramienny i mierzyć 3 razy dziennie ciśnienie. Kupiłam taki za 150 zł i tabletki za 15 zł. Gdy przeczytałam ulotkę to się przestraszyłam, bo trzeba zachować szczególną ostrożność jeśli jest się uczulonym na penicylinę, a ja jestem. Wzięłam rano tabletkę, żeby w razie czego zdążyć do przychodni. Nic się nie stało. Ale ciśnienie spadło drastycznie do 108/69, przeciętnie. Nie mogłam normalnie funkcjonować, nic mi się nie chciało. Wszystko mnie męczyło i nic mi się nie chciało. Przestałam też sikać, bo tabletki miały chronić przed czymś moje zdrowe nerki.



źródło: faktychicago.com


Odstawiłam tabletki, choć jest to niewskazane bez konsultacji z lekarzem. Tylko, że lekarz pochopnie przepisał mi lek, który nie powinien być przepisany jako pierwszy na nadciśnienie (pytała innych lekarzy anonimowo). Ciśnienie zaczęło skakać od najniższego do najwyższego 156/80. Potem się wyrównało do średnio 129/87.


Zaczęłam się nawet bawić. Gdy siadałam do mierzenia to "zamawiałam" sobie wielkość pomiaru, i taki był!


Lekarze boją się internetu i zgromadzonej tam wiedzy. Łatwo można wykazać ich ignorancję. Lekarze są od przepisywania leków, a nie od leczenia. Gdyby mieli leczyć to byliby leczycielami, jak nauczyciele, którzy uczą, a nie naukowcy. Czego ja wymagam, przecież lekarze nie przysięgają, że będą pomagać ludziom wrócić do zdrowia, tylko że nie będą im szkodzić.


Znalazłam w necie wyniki badań, że wysokie cisnienie przedłuża życie i że lepiej mieć wysokie niż za niskie.


Gdy przestałam się bać to zaczęłam myśleć i zajrzałam do książki K.Tepperweina.


"Naczynia krwionośne utrudniają lub uniemożliwiają rozwój własnej osobowości. Człowiek z nadciśnieniem wyobraża sobie swoje osiągnięcia i dokonania, ale nie wciela je w życie. Dochodzi do stałego napięcia. Człowiek gromadzi energię, która nie ma ujścia. W efekcie powstaje stan chronicznego nadciśnienia tętniczego. Tłumienie strachu, agresji, wściekłości, złości. Napięcie i oczekiwanie. Człowiek próbuje dogodzić otoczeniu, ma kłopoty z dopasowaniem się do otoczenia."


Usiadłam w spokoju i zastanowiłam się nad sobą. Faktycznie miałam wtedy napięty czas, klienci dzwonili prawie bez przerwy i coś ode mnie chcieli na już. Pomyślałam co zrobić najpierw, a co może poczekać. Powoli wszystko zaczęło się układać, robię to co powinnam, po kolei i wewnętrzne napięcie znikło. Nauczyłam się, że jak jest natłok różnych spraw, wszyscy coś chcą na już, to biorę głęboki oddech i ustawiam wszystko w kolejce. To łatwe, ale trzeba do tego podejść metodycznie. Nie wszystko naraz. Nie obwiniam już siebie, że nie nadążam. Po prostu rozkładam rzeczy w czasie. I wprost mówię niektórym co myślę o nich i dlaczego nie będę robiła co chcą, jeśli sama nie zechcę.


A ciśnienie mam ok 130/85 i dobrze się z tym czuję. Omijam przychodnię z daleka.


Jedyne co dobre z tej całej sytuacji to badania, które wykonałam. Wyniki są dobre, ale oczywiście normy znowu zostały zaniżone. Mam wydruki od 2007 r. Wg nowej normy np. cholesterol nawet małe dzieci będą miały za wysoki. A wszystko po to, że łykać niepotrzebne tabletki, albo jeść margarynę trans.


Bardzo dziękuję wszystkim, którzy piszą w necie o objawach różnych chorób i sposobie ich leczenia. Człowiek nie da się zmanipulować przepisywaczom leków. Czuję się tak jakbym uniknęła zagrożenia. Było mi łatwo, bo mój organizm jeszcze nie był przesiąknięty lekami i łatwo było mi się sobą zająć. Współczuję ludziom, którzy przywiązali się do tabletek i się boją.

16/02/2013

Bądźmy dla siebie dobrzy

Gdy kilka tygodni temu obudziłam się rano, to poczułam się jakbym w nocy była na jakimś wykładzie. Dostałam wiedzę, której nie miałam wcześniej. A może coś mi się przypomniało ;)


Umarła moja sąsiadka. Miała 90 lat i lekarka nie chciała do niej przyjść (100 m od przychodni). Zastanawiałam się gdzie poszła jej dusza, co się stało z jej bytem. I wtedy pojawiła się ta wiedza. Może to nie wiedza, a wytwór mojej wyobraźni ;)


Nie tylko wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, ale też pochodzimy z jednego źródła. To coś takiego jak ocean. Człowiek gdy umiera to jego energia trafia do oceanu, który jest Bogiem. Każda kropla tworzy ocean, ale nie jest nim. To samo z człowiekiem. W wielu religiach mówi się, że człowiek jest stworzony na obraz Boga, ale przecież nim nie jest. Między światem, w którym żyjemy i uważamy go za realny, a światem duchowym, musi być równowaga. Dlatego często odchodzą dzieci i osoby dobre. To po to, żeby ten ocean jaśniał dobrą energią. Nie umiem tego dobrze wytłumaczyć, ale tak jest. Z tego oceanu wyłania się kropla, która "wciela" się w ciało, np. na ziemi, albo gdzie indziej. I jej zadaniem jest jak najwięcej doświadczać. Nie jest jej celem być dobrym czy złym, to nie ma znaczenia. Oczywiście lepiej jest być dobrym, bo to podnosi energię i ocean jaśnieje. Często jest tak, że przychodzimy na ten świat w konkretnej rodzinie i musimy zrobić czy przeżyć na nowo pewne sytuacje. Stąd bierze się wiara w reinkarnację, bo często przypominamy sobie "poprzednie" wcielenia. To nie są poprzednie wcielenia, a niedokończone sprawy, które muszą być na nowo przeżyte i odpracowane. Gdy ktoś "przypomina" sobie poprzednie wcielenia, to nieraz nie ma tej samej płci, a jego przeżycia czy śmierć nie robią na nas wrażenia, tak jakby to nie nas dotyczyło. Stoimy z boku i patrzymy na daną sytuację. Człowiek za każdym pobytem w przestrzeni ziemskiej ma inną podświadomość i nadświadomość. Jest zupełnie inną osobowością. Już dawno przestałam wierzyć w reinkarnację, bo za każdym razem mamy inny zestaw trzech Ja.


Wszystko jest ustalone i wydarzy się to co ma się wydarzyć. Bo czas jest liniowy tylko w naszej rzeczywistości. Gdy oglądamy film z życia na ziemi to wybierając sobie do przeżycia czas np II wojny światowej, nie możemy zmienić jej wyniku. Możemy decydować co zjemy na obiad, jak się ubierzemy. Ale jeśli mamy umrzeć od zadławienia się ością ryby, to musimy ją zjeść. Do końca życia możemy pracować nad sobą i wzrastać. Zmieniać swoje poglądy i nastawienie do ludzi. A gdy wypełnimy swoją rolę to odchodzimy i robimy miejsce dla innej kropli energii, która ma konkretne zadanie do wykonania i przeżycia.


1 grudnia 2012 roku papież Benedykt XVI podczas homilii papieskiej na Placu św. Piotra ogłosił, że Bóg jest martwy, że nasza egzystencja nie ma sensu ponad chwilę obecną. Nie ma grzechu i nie ma zbawienia. Nie ma nic poza tym, czego doświadczamy. A na koniec powiedział – Idźcie i bądźcie dla siebie dobrzy, nie róbcie innym krzywdy. informator codzienny 


Zdjęcie roku World Press Photo 2003 r. Irak, Nadżaf, marzec 2003 r. Pojmany Irakijczyk z kapturem na głowie przytula synka w obozie dla jeńców wojennych. 


I ma rację. Krzywdzić drugiego człowieka to tak jakby gniewać się na palec u nogi, lub walnąć się w brzuch, bo przestał nam się podobać.


Bez sensu jest krzywdzenie innych. Rozbieranie ludzi do naga i torturowanie ich nie można tłumaczyć bezpieczeństwem państwa. Państwo to ludzie. Nie można krzywdzić jednych ludzi, żeby ochronić innych. Nie dajmy sobie wmówić, że wojny są konieczne. To iluzja.


Nie trać czasu, doświadczaj i bądź dobry dla siebie, dla rodziny, dla znajomych, dla pracowników. To po prostu ci się opłaci. Tylko to zabierzesz ze sobą. Te uczucia.


Nawet jeśli opowiadam bajki, to czy masz odwagę być podłym człowiekiem? Czy warto?




02/01/2013

Dobry wzrok

Koleżanka spytała mnie jakie noszę okulary. Nie noszę, bo dobrze widzę. Nie wierzyła. Faktycznie jak się rozejrzeć to moja młodsza siostra nosi okulary do czytania, mój szwagier też, ojciec to samo, koleżanki też. Dużo młodych je nosi. Nie zauważyłam tego wcześniej. Postanowiłam dowiedzieć się co się dzieje. Zamówiłam 4 książki i przeczytałam je.



Dowiedziałam się o dr Batesie i jego metodzie. Przeczytałam również, że w podręcznikach akademickich dla lekarzy pogorszenie wzroku z wiekiem to pewnik i nikogo to nie ominie. Jedynym lekarstwem są okulary. Chyba dlatego, że o tym nie wiedziałam to nie noszę okularów i dobrze widzę. A przecież od lat czytam książki w łóżku przy latarce.


W szkole podstawowej okazało się, że mam słabe lewe oko i dopasowano mi okulary. Nie nosiłam ich ani godziny, bo zaraz bolała mnie głowa, więc zmieniano mi oprawki na coraz gorsze, aż gdzieś zniknęły. Od tamtej pory widzę tak samo. Moja mama też kiedyś miała okulary i też jej się zapodziały. Teraz nie nosi, a widzi.


Zakochałam się w tym lekarzu, bo jak prawdziwy lekarz leczył ludzi z dolegliwości.


Dr William Horatio Bates (1860-1931) był lekarzem i naukowcem, w wieku 26 lat otrzymał tytuł prof.esora, odkrył z zespołem adrenalinę. Poświęcił 30 lat na badania kilkudziesięciu tysięcy ludzi i zwierząt, które opisał w książce. Nie lubią go optycy ;) Okuliści go znają, ale o nim nie uczą. Lepiej mieć więcej nieuświadomionych klientów. Bates mówi o takich klientach: "ludzie o mniejszej niezależności myślenia i większym stopniu masochizmu, poddają się zbytecznym torturom".


Okazało się, że robiłam intuicyjnie pewne rzeczy, które utrzymują oczy w dobrej kondycji. Jak np. wystawiałam twarz do słońca, bez względu na porę roku, a lewym okiem otwartym patrzyłam w słońce. Parę sekund. W jego metodzie to nasłonecznianie. Gdy długo czytałam to robiłam przerwy i masowałam oczodoły, albo patrzyłam na zielone drzewa za oknem. Robię też palming, którego nauczyłam moją mamę. Reszta rodziny nie chciała tego robić, to ma okulary. Palming (wymyślił go Bates) polega na układaniu rąk ze złączonymi palcami w łódeczki na oczach, nie przyciskając ich do gałek i widzenie czarnego koloru. Niby łatwe, ale jak robiłam to na początku to nie mogłam długo utrzymać tej wizji, bo ciągle latały mi błyskawice (brak relaksu). Z książki dowiedziałam się, że jest to podstawowe ćwiczenie. Bates opisuje na str. 75, jak to 70 latek robił palming 20 godzin i przynajmniej na 2 lata cofnęła mu się krótkowzroczność, zmętnienie, astygmatyzm. Dowiedziałam się też o innych ćwiczeniach. Tych ćwiczeń nie można przedobrzyć, jak w sporcie ;)))


Ważna rzecz – obie z mamą jak chcemy coś zobaczyć blisko lub daleko to nigdy się nie wysilamy. A właśnie brak napięcia jest kluczem do sukcesu.


Robiłam i robię też "centralną fiksację" – czyli np. przy czytaniu skupiam się na maksymalnie 3-5 słowach, a reszty nie widzę, np. numeru strony. To chyba przez tą latarkę ;) W domu mam tylko dobre stare żarówki, ledowe i świetlówki psują oczy.


Oto kilka zdań z jego książki:


"Dobry wzrok można osiągnąć wyłącznie przez relaksację.


Oko o wzroku normalnym nigdy nie usiłuje widzieć.


Mówienie kłamstw jest szkodliwe dla wzroku.


Napięcie szkodzi wzrokowi i oczom.


Pamięć jest bardzo ważna w procesie widzenia. Jeśli potrafisz przypomnieć sobie różne rzeczy, emocje to twój umysł jest w stanie relaksacji.


Ciemność jest niebezpieczna dla oka a nie światło.


Napięcia oczu sa przejawem napięcia umysłowego.


Nuda – psychiczne napięcie, wzrok się pogarsza.


Okulary szkodzom oczom. Precyzyjne dopasowanie szkieł jest niemożliwe.


Gdy umysł jest wypoczęty, nic nie może zmęczyć oczu."


Mam koleżankę, która 10 lat temu poddała się bardzo drogiej operacji korekty laserowej oczu, bo nie chciała juz nosić okularów. Pamiętam jaka była zachwycona, bo nie wiedziała że kolory mogą być tak intensywne. Ostatnio ją spotkałam i powiedziała, że wada wzroku wróciła. Chociaż kilka lat szczęścia sobie kupiła. ćwiczyć nie chce, bo nie ma czasu ;(


A ja mam za darmo dobry wzrok. Dołączyłam jeszcze kilka ćwiczeń, zrobiłam sobie tablicę z różnej wielkości literami i trenuję, jak mam czas.


Metoda Batesa daje dobry wzrok na zawsze, bo jak wiesz jak postępować to się nie napinasz, nie szkodzisz sobie, z tego robi się nawyk.


Wielu okularnikom mówiłam o tej metodzie, ale oni nie mają czasu, wolą iść po okulary.


Wiem jedno – jak ci na czymś zależy to znajdziesz czas. A mnie zależy na zdrowiu. Jeśli tobie też to zapoznaj się z tą metodą. Minęło 100 lat, a metoda jest nadal mało popularna. W necie na pewno coś jest, ale jestem leniwa i wolałam przeczytać parę książek przy latarce niż siedzieć przed kompem ;)

01/01/2013

Samoświadomość pionka

Co może zrobić człowiek, który mało znaczy? Nie dać się nabrać. I iść do przodu jak pionek w szachach.



źródło: grajwszachy.blogspot.com 


Trzeba po prostu tak żyć, żeby być wobec siebie szczerym. Nie ulegać rozproszeniu wieloma zabawkami. Bo wtedy zatraca się świadomość całości.


Czy to nie jest tak, że ludzie to maszyny, jak pisał Gurdżijew. Robimy to co nam każe tv, jemy to co nam polecają w tv. Jeśli znajdziemy wolny czas to też tv nam powie jak mamy go spędzać. Nie ma mowy o wolnej woli, dozwolona jest raczej samowola.


Człowiek może przestać być maszyną, ale musi się najpierw poznać. Kiedy maszyna zna siebie, to przestaje już być maszyną, przynajmniej taką jak przedtem. Zaczyna być odpowiedzialna za swoje postępowanie. Droga do poznania jest długa. Człowiek musi dotrzeć do "esencji". Kiedyś oglądałam programy z mentalistami Derrenem Brownem i Keithem Barrym. W sposób widowiskowy hipnotyzowali ludzi i kazali im robić różne rzeczy. W odcinku o napadzie z bronią w ręku, prowadzący na koniec powiedział, że do programu testowano tysiące ludzi, pokazano kilkudziesięciu, a tylko jeden wsypał truciznę do szklanki i jeden wyjął broń, żeby kogoś zastrzelić. W innym świetle ujrzałam samotnych morderców, którzy bezmyślnie strzelali do ludzi. K.B. powiedział też, że ktoś wewnętrznie dobry nigdy nie zrobi nic złego innemu człowiekowi, bo nie da się go zaprogramować na zło. Chyba dla tego jednego zdania obejrzałam kilka odcinków tego programu. Bo ja postanowiłam być dobra i obdarzać miłością wszystkich ludzi. O początkach przemiany pisałam na blogu 2 stycznia 2009 r. we wpisie Miłość wszechogarniajaca. (Początki były trudne i myślałam, że umrę na serce). Skoro jestem maszyną to będę tą dobrą ;)


Maszyny mogą być sterowane chipami. Pan dr inż Jan Pająk dowodzi, że każdy z ludzi ma implant w nodze. W moim przypadku, gdy zniknęło mi pół godziny życia, ślad na nodze pojawił się, ale nie w tym miejscu. Jako zaczipowana maszyna mogę powiedzieć, że ten kto tego dokonał nie był zbyt inteligentny. Po co zostawiać bliznę, którą łatwo znaleźć. Ja zrobiłabym to symetrycznie plus jedną dla zmylenia.


Ponieważ od 12 nocy spełnia się moje życzenie i noce w moim mieście są bezchmurne, to jako świadoma maszyna mogę wpływać na pogodę (na razie na małej powierzchni;) i mogę też wpłynąć na ewentualny czip i go rozpuścić i wydalić. Myślałam, żeby go rozwalić, ale mogłabym ulec uszkodzeniu.


To co napisałam powyżej może być prawdą. Lepiej być przygotowanym, a nie zaskoczonym.


Dobrze zaprogramowana maszyna nie dopuści myśli, że może być nie tym za co się uważa. Otwórz oczy.

30/12/2012

Piramidy są wszędzie

Obejrzałam wczoraj rano w tv film Gwiezdne wrota – continuum. A tam bohaterowie powiedzieli, że piramidy to lądowiska statków kosmicznych. I coś w tym jest :) Lubię takie filmy, gdzie garstka wtajemniczonych ratuje miliardy nieświadomych i bezbronnych ludzi przed kataklizmem z kosmosu:) Ktoś ratuje świat, a ja o tym nic nie wiem ;)


Wiadomo, że piramidy są na każdym kontynencie. Nie wiadomo kto je zbudował, bo na pewno nie ludzie. Nawet w XXI wieku ludzie nie są w stanie zbudować repliki jakiejś piramidy, nie mówiąc już o prostszych budowlach. Nie wiadomo też kiedy pojawiły się na ziemi. Wiadomo, że wszystkie są ustawione w specyficzny sposób, związany z astronomią.


O piramidach na Teneryfie można przeczytać na stronie autopodroze.pl, a o pochodzeniu piramid tu Nieznana epoka  Piramidy są też na Marsie o czym można przeczytać tu na Marsie 


Wskazówką o kosmicznym pochodzeniu piramid mogą być naszywki wojskowych, jak np. te.



Życie ludzi ujęto też w piramidzie.



albo w taki sposób:



Są piramidy finansowe i inwestycyjne.



Jest też piramida potrzeb ludzkich Masłowa.


 


 Są także piramidy żywieniowe, różne ;)



 


 Człowiek buduje też małe piramidy, jak ta przed Luwrem.



Każdy Amerykanin patrzy też na piramidę na banknocie dolarowym



A ja sobie kupię taką miniaturkę, żeby przypominała mi, gdzie jest moje miejsce.



Ciekawe dlaczego są takie popularne, a tak mało o nich wiemy.


Swoją piramidę postawiłabym na czubku, bo najważniejsi są ci, których jest więcej. Bez nich ten na górze nie istnieje, a łatwo zastąpić jednego niż miliardy. Braki w podstawie mogą zachwiać całą konstrukcją. ;)))


 

27/12/2012

Po świętach i przed świętami

I kończy się świętowanie. Choinki jeszcze postoją przez tydzień.



Właściwie święta w naszej rodzinie nie różnią się od innych spotkań rodzinnych. Dla nas święta są każdego dnia, tylko menu jest trochę inne. Spotykamy się często jak jest jakaś okazja, nawet mała.


Życie jest za krótkie, żeby się kłócić i poświęcać cały czas na pracę. Ważne też jest nieokłamywanie się lub udawanie. Zaczęliśmy od wyjaśnienia najmłodszym dzieciom, że nie ma żadnego Mikołaja, a prezenty dają rodzice, ciocie i dziadkowie. Takie kłamstwa są nikomu niepotrzebne, nie będziemy udawać. Ma być normalnie. To co było kiedyś złe uległo przedawnieniu i nie ma już znaczenia. To kształtowało nasz charakter i już nie boli. Pielęgnowanie w sobie nienawiści tylko szkodzi zdrowiu. A my chcemy żyć długo i doświadczać jeszcze wielu rzeczy. To co było nie możemy zmienić.


Czytałam też w internecie wpisy, jakie te święta są dla niektórych koszmarne, bo dostali brzydkie prezenty, bo rodzice na co dzień są inni a w święta udają miłość. W takich rodzinach chyba się nie rozmawia. Łatwo oceniać innych, a samemu czeka się aż inni się zmienią. To jest niemożliwe. My sami mamy wpływ tylko na własne zachowanie. Więc zacznijmy się sami zmieniać a nie czekać aż zrobią to inni. Wtedy będzie lepiej się żyło wszystkim. Niedługo będą kolejne święta, więc spędzajmy je z naszymi rodzinami, bo kiedyś ich zabraknie. I wybaczajmy, bo to uzdrawia.


Święta mogą być każdego dnia.




24/12/2012

Cukierki

Znowu miałam sen. Śniło mi się, że układam cukierki na ozdobnym talerzyku, chyba dla gości. I to cały sen. Dziwne, bo ja nie jadam cukierków i nawet ich nie kupuję od dawna. Jem tylko malagi i to sporadycznie ;)

Wg senników w internecie taki sen zapowiada szczęście w miłości i że zostanę zaproszona na uroczystość. To prawda, bo święta spędzam w domach rodziny.

Wg sennika, który mam w domu i dostałam go kiedyś w prezencie:

"cukierki symbolizują przyjemność, radość, pozytywne emocje i nagrodę, a także zadowolenie z życia i miłe chwile."


Jaki miły sen. Wypisz, wymaluj takie będą najbliższe dni.

Wg Wyroczni snów opis jest ciekawszy. Cukierki to liczba 16 – wieża i znak Koziorożca – zapowiada, że wiatr sukcesu powieje w moim kierunku ;) Z łatwością zwalczam poglądy różniące się od moich. Mam własne i bronię je. Boję się ośmieszenia. Gdy spotka mnie afront, mam zachować spokój. Mam zastanowić się nad nową drogą kariery i czuwać nad drogą mego przeznaczenia. Nietrudno o wypadek (Uran). Mam zmienić sposób mówienia, żeby ludzie wokół mnie rozumieli co do nich mówię. Ja mam się dopasować. Chwytaj szansę, którą ofiaruje los. Uran to zmiany, wywraca wszystko do góry nogami, jeśli nie zachowa się rozsądku. Moja rodzina wkroczy w czas materialnego dostatku.

Jeśli chodzi o godzinę, o której się obudziłam to informuje ona o żołądku i śledzionie.

Żołądek mogę mieć przeciążony, bo przecież idą święta :) Jedzenia się nie odmawia. Zwłaszcza ciasta z makiem. Uwielbiam.

I o tym wszystkim mówi błahy sen o cukierkach :) Mało się dzieje, a tyle znaczeń.

 

23/12/2012

Życzenia

Kończy się czas przesilenia zimowego, najlepszego na wypowiadanie życzeń, które mają się spełnić. Dobrze jest się zastanowić co życzyć sobie i innym. Potem będzie za późno i się nie spełnią.


W tym roku szczerze życzę wszystkim:


dużo znajomych :)


 źródło: httpwww.buscarportal.comzlk3


Jeśli masz dużo znajomych to nie zginiesz. Gdy nie masz pracy, to zawsze możesz spytać znajomych, a oni swoich znajomych. Gdy jesteś chory zawsze znajdzie się ktoś kto zna kogoś kto cię wyleczy. Jeśli jesteś samotny to znajomi nie pozwolą ci wpaść w depresję. Gdy jesteś złym człowiekiem, to znajomi ci o tym powiedzą ;) Same korzyści.


Im więcej znasz ludzi, tym łatwiej ci w życiu.


Dlatego też zagaduj do spotykanych ludzi. Bądź ciekaw co u nich, opowiadaj im o sobie. Pytaj obcych ludzi czy nie potrzebują twojej pomocy. Nawiązuj nowe znajomości. Nigdy nie wiesz czy ci się ktoś nie przyda trudnych chwilach.


Sobie na przyszły rok życzyłam bezchmurnych nocy, tak, żebym mogła zobaczyć księżyc i gwiazdy. Choć przez kilka minut, ale każdej nocy. I od dwóch nocy to się sprawdza :) Już 3 rok mam marzenia związane z pogodą. Ciekawe, dlaczego mi na tym tak zależy ;)))


Takie życzenie przyszło mi na myśl, bo właśnie w nocy jest duży ruch na niebie, a niczego nie było widać. Ciągle chmury i mgła.


Drugim życzeniem jest: chcę być w 2013 roku na ślubie i bawić się na weselu. Dawno nie byłam więc byłoby miło. Jest to bardzo prawdopodobne, bo na początku grudnia 2 osoby w mojej rodzinie się zaręczyły. Ja wiem, że od zaręczyn do ślubu droga daleka, ale przynajmniej jeden mi się przydarzy. To pewne.


A więc proszę pomyśleć co cię uszczęśliwi i zrób to w tym roku.



Bądźmy dla siebie i innych mili.


Życie jest za krótkie, żeby marnować czas.

21/12/2012

Śnił mi się pociąg

Odkąd położyłam obok łóżka notes i długopis, co noc mi się coś śni. Fajne te sny. Układałam już gożdziki w wazonie, a nie lubię ciętych kwiatów, układałam jakiś grafik w pracy,, o rowerze już pisałam. Zapisuję je z zamkniętymi oczami i tylko hasłowo. Gdy potem czytam te bazgroły to przypomina mi się sen z najdrobniejszymi szczegółami i z moimi odczuciami.


A dziś śnił mi się pociąg. To ważny symbol - droga życiowa.



Był to pociąg starego typu. W każdym wagonie nie było przedziałów tylko siedzenia. Pociąg stał a ja szłam przez te wagony i nigdzie nie było miejsca siedzącego. Nie było tłoku, ale nie miałam gdzie usiąść. Gdy w końcu znalazłam miejsce siedzące, to odwróciłam się do wagonu, który minęłam i zobaczyłam, że zostaliśmy odpięci. Tamte wagony pojechały, a ja zostałam w tym ostatnim. Zrobiło mi się smutno, bo zależało mi, żeby szybko gdzieś dojechać, a tak musiałam jeszcze czekać. pomyślałam, że przecież mogłam stać w przejściu, ale było już za późno.


Na długich trasach są wagony, które jadą gdzie indziej i trzeba uważać, do którego wagonu się wsiada. Ja tego nie sprawdziłam.


Obudziłam się smutna. Czyżby coś w życiu mnie ominęło? Byłam zbyt wybredna? Życie nie stoi w miejscu.


Pociąg wg sennika internetowego to spełnienie marzeń, ale chyba nie w moim przypadku.


Nie zaszkodzi być uważnym i czujnym, tak na wszelki wypadek ;)