26/04/2017

Sen o zakupach

We śnie chodziłam po sklepach i kupowałam. Same ubrania, bieliznę, ciuchy. I to bez przymierzania. Wystarczył rzut oka i wiedziałam czy dana rzecz będzie na mnie dobrze leżała. Chodziłam i chodziłam po centrach handlowych, kilku. Odwiedziłam kilkanaście sklepów i w każdym coś kupiłam. Miałam jakiś przymus i zero radości. Wszystko odbywało się mechanicznie, jakbym musiała kupować i wydawać pieniądze. Jakbym to nie była ja?



 


Obudziłam się zmęczona tym nocnym chodzeniem.


Rozejrzałam się i nie zauważyłam żadnych toreb. Więc to był tylko sen ;)


Sen nic nie znaczący, bo odreagowałam zdarzenia z minionego dnia.


Poszłam do drogerii, bo kończy mi się podkład. Wiem jaki potrzebuję, więc nie chodzę i nie oglądam wszystkiego. Po co tracić czas. Była jakaś promocja. Kilka nastolatek stało przed „moją” witryną i oglądało każdy produkt. Trzymały w rękach gazetki. Była promocja 1+1, więc chyba dla dziewczyn korzystna. Na chwilę przepchnęłam się, zobaczyłam, że mojego kosmetyku nie ma i wyszłam. Szkoda mi czasu na spędzenie pół dnia w sklepie. Staram się ograniczać w kupowaniu kosmetyków i raczej idę w jakość, a nie w ilość.


Ciekawe, bo moje zachowanie we śnie było zupełnym przeciwieństwem mojego realnego życia. Nie łażę po centrach handlowych. Manu szczególnie nie lubię. To sklep w murach fabryki, w której wykorzystywano pracę ludzi. Prawie fizycznie czuję krew, pot i łzy robotników. Żadna muzyka i zapachy tego nie przykryją. Źle na mnie działają. Zawsze czuję potem przygnębienie. A jednak pracują tam ludzie, którzy muszą tam spędzać kilkanaście godzin dziennie.


Codziennie coś wyrzucam, ale nie mam potrzeby kupować w to miejsce czegoś nowego. Ostatnie dżinsy kupiłam 2,5 roku temu. Są świetne i ciągle pasują idealnie, to po co kupować kolejne. Sukienki kupuję częściej, ostatnią kupiłam 2 tygodnie temu, bo miałam wyjście.


 


Nastąpiła równowaga między rzeczywistością, a snem. I jest dobrze.


 

22/04/2017

Tradycja

Ostatni poniedziałek był ciężki. Dawno nie byłam tak oblana wodą. Nie ma się co dziwić, przecież był śmigus dyngus. Pogoda nie była sprzyjająca, ale wszyscy byli przygotowani. Gdy tylko wysiedliśmy z taksówki to się zaczęło pryskanie. Rozmazał mi się makijaż, od śmiechu czy od wody. Laliśmy się bez umiaru. Były tam małe dzieci, które zupełnie nie wiedziały o co chodzi, ale pryskane nie płakały.


Tradycja w mojej rodzinie nie zginęła. Na ulicach było pustawo, nikt się nie polewał wodą. Nic dziwnego, bo za to groziła kara 10 lat więzienia. Uniknęliśmy jej, bo nikt nie doniósł ;) Teraz nikomu nie w głowie kultywowanie tradycji, przynajmniej nie w mieście. Tak to jest jak brak kultury, trzeba znać umiar.



Dzielne magnolie.


Co z tego, że zimno. W końcu to kwiecień. Nie ma roślinki, która by nie czuła wiosny. To drzewo w drodze z pracy.




Dowiedziałam się, że mój wieloletni znajomy poważnie zachorował. Szok. Dobrze się czuł, a tu grom. Właściwie to zapracował na nią. Książkowy przykład. Nic nie jest ważne oprócz zdrowia. Zmieniają się priorytety. Zobaczymy jak w tym teście wypadnie służba zdrowia. Mam co robić. Motywować.




16/04/2017

Na święta

Myślałam, że czasy zapisów w sklepach minęły. Nie minęły. Poszłam dzisiaj po chleb do piekarni, w której zawsze kupuję pieczywo. Już nie było. A ja na to: poproszę o długi chleb. I ekspedientka wyciągnęła spod lady i mi sprzedała. Podobno były zapisy i tylko tyle było do sprzedania. Tak to jest, że gdy kupuję w zaprzyjaźnionych sklepach, to dostaję to co chcę. Jeszcze muszą mnie lubić. Nić sympatii jest konieczna.


Niedawno rozmawiałam z koleżanką i opowiadałam jej o kaczkach, które w środku zimy spacerowały po śniegu. A ona powiedziała, że muszą być chore, skoro nie odleciały do ciepłych krajów. A może one wiedziały, że nie ma po co lecieć daleko i że przetrwają zimę w mieście. A potem zdziwiłam się, że jest ciepło, a kaczek nie widać. Mówisz – masz. Gdy dzisiaj wracałam ze sklepu to zobaczyłam je w środku dnia, jak maszerowały. Zanim wyjęłam smartfon minęły mnie. Szły dostojnie w kierunku ulicy. Jak koleżanki. Piękne.



Dziwne, że byli inni ludzie, a jakby niczego nie zauważyli. A może kaczki są normą w mieście, a ja robię problem i się dziwię.


Zrobiłam dzisiaj mało kroków. Ciekawa liczba.



Większość dnia spędziłam przy telefonie i kompie, odbierałam życzenia, wysyłałam życzenia, wysyłałam sms-y, mejle. Ludzie potrzebują tego. To dobrze, że są takie okazje. Wszyscy zapracowani to nie mają czasu na częste kontakty. A przed świętami zawsze znajdą czas, żeby o kimś miło pomyśleć.


Dwa dni poza domem w gościach. Gdy wrócimy to będę 2 kg cięższa. Ale warto. Z rodziną nie możemy się nagadać. Dobry czas.


 


Miłego spędzenia czasu w te wolne dni :)


 


 


 




13/04/2017

Gen miłości

Mogę się zgodzić, że ludzie pozbawieni są dobra i wypełnieni są złem. Każdy ma gen miłości, ale czasem o tym nie wie. Są ludzie, u których gen miłości widać gołym okiem.


Dzisiaj wracałyśmy ze szkoły autobusem. Usiadłyśmy tuż za kierowcą. Sprawdzałam co jest w kieszeniach plecaka, znalazłam maleńką piłkę, która wypadła mi z rąk. Straciłam refleks ;)



Piłeczka była gumowa i miała 2 cm średnicy, mocno się odbiła i odbijając się dalej zaczęła się toczyć zygzakami w kierunku końca autobusu. Autobus podskakiwał i bujał na boki, bo takie są u nas drogi, zwłaszcza te świeżo wyremontowane. Nie było dużo ludzi, ale wszystkie miejsca siedzące były zajęte i ze 3 osoby stały. Piłeczka miała dużo wolnego. Zaczęłam ją gonić. Widok był zabawny, dorosła kobieta na obcasach gania za piłką. Ludzie obojętnie się patrzyli, młodzież z pustymi oczodołami nie była zainteresowana niczym oprócz swoich niebieskich ekraników. A przecież widok był śmieszny. Zastanawiałam się czy zdążę dogonić piłkę zanim autobus zatrzyma się na kolejnym przystanku. I w pewnej chwili jedna osoba wyciągnęła nogę i zatrzymała piłeczkę. To niezły wyczyn, bo piłka była maleńka. A osobą tą była pani 80+, w okularach. Jej oczy się śmiały i ona też się śmiała. Podziękowałam serdecznie, a ona była ubawiona. Dzięki niej nie musiałam ganiać przez cały przegubowiec. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Nie podstawiają ci nogi, a robią dobre uczynki. I ta pani była przepełniona miłością do drugiego człowieka, miała ten gen.


Inni też mają, ale pałają miłością do siebie i zagarniają co się da.


Większość dnia padało. Gdy przechodziłam przez skrzyżowanie to zauważyłam starszego człowieka, który klęczał i miał pudełko po margarynie. Zrobiło mi się go żal. Wrzuciłam mu 3 zł, niech ma miłe święta. Niech je wyda na cokolwiek co sprawi mu przyjemność. Gdyby każdy coś wrzucił to świat byłby lepszy.


Gdy wszystko płacę kartą, to mam potem problem z bilonem. Mam taką zasadę – gdy coś dostaję to potem oddaję. I tak nakręca się spirala dobra i pieniędzy coraz więcej. Trzeba się dzielić.


Spotkałam potem osobę, która na mnie poluje i próbuje mnie nawrócić i uduchowić. Ona ma głęboko ukryty gen miłości, nikomu nie pomaga, ale ma o sobie wysokie mniemanie. Teraz praktykuje pole serca, czy coś takiego. Potem dotyka się w dwa miejsca i ma być dobrze. Przestałam rozumieć te praktyki, staram się szybko odchodzić i nie dać się indoktrynować. Mnie wystarczy samo życie, które przynosi różne znajomości i korzyści. Chyba cały autobus praktykował pole serca i nie miał czasu zająć się realną pomocą śmiesznej pani, która biegała za piłeczką.


Odszukaj w sobie gen miłości i zrób komuś przyjemność. To nic nie kosztuje. Zobaczysz jak dobro wraca i dostaniesz to czego szukasz. Nie wierz, że za wszystko trzeba płacić. Pieniądze to tylko energia i lubią płynąć. Nie bez powodu mówi się: Bóg zapłać. Jak ci ktoś nie zapłaci, to Bóg (Los, Wszechświat lub w cokolwiek wierzysz) ci zapłaci. Tak to jest urządzone.


Zrób to na te święta. Obdarz kogoś miłością. Bezinteresownie.





 

12/04/2017

Zły człowiek

Dzisiaj przez ponad 2 godziny byłam biernym słuchaczem rozmowy. czasem się wtrącała, żeby czegoś więcej się dowiedzieć. Dwie panie wspominały osobę trzecią, która już nie żyje. Ja jej nie znałam, ale po rozmowie wyrobiłam sobie o niej zdanie.


Otóż ta osoba była chciwa, pazerna, swoje dobro przedkładała ponad wszystko inne. O innych osobach mówiła źle, ale tak, że wszyscy jej wierzyli, a o innych mieli złe zdanie. Pracowała kiedyś w jakiejś gazecie, a potem była radną. Miała pełno znajomych i mogła wszystko załatwić, choć nikt jej nie lubił. Taka osoba ze starych czasów, w czasach komuny świetnie prosperująca. Panie wspominały krzywdy jakie od niej zaznały one i inni. Ta pani wszystko robiła dla pieniędzy, od każdego wyciągnęła wszystko co jej się należało, a nawet więcej. Umiała świetnie manipulować ludźmi, że oddawali jej pieniądze. Ale czy one dały jej szczęście? Rozwiodła się, nie miała dzieci, a zmarła sama w domu. Odnaleziono ją dopiero po 2 tygodniach, bo siostra sobie o niej przypomniała.



Słuchałam i się zastanawiałam ile ta osoba zrobiła zła, że nawet po jej śmierci wzbudza tyle emocji. Czy o dobrym człowieku też można mówić godzinami? Chyba jednak złe emocje zostają na dłużej niż dobre. Wypalą się jak umrą wszystkie osoby, które ją znały i doświadczyły na sobie zła.


Ta osoba nie miała żadnych dobrych cech. Przez całe życie szkodziła ludziom i gromadziła pieniądze. Po co?



Dzisiaj byłam umówiona z jedną osobą. Miała przyjechać o 19.30 do mnie do domu. Musiałam odpuścić sobie kilka spraw, żeby być. W międzyczasie oglądałam policyjny serial (rookie blue – nowe gliny, choć ja przetłumaczyłabym tytuł jako nowicjusze). A tam jedna policjantka pyta swojego przełożonego czy w każdym człowieku jest cząstka dobra. A on jej odpowiada, że nie, w końcu jest gliną i coś o tym wie. A ona się upierała, że to niemożliwe. Kiedyś też tak myślałam, ale to się zmieniło. Są osoby złe, które nic dobrego w życiu nie zrobią. Nie mają w sobie dobra. Być może jako dzieci były lepsze, ale nikt tego nie pamięta. Natomiast zło jest w każdym człowieku, jak na obrazku. Łatwiej być złym niż dobrym. Będą cię pamiętać długo.


Znajoma nie przyszła. Obejrzałam cały film. Nawet nie zadzwoniła, ale nie jestem zła. W domu inaczej się czeka niż na mieście. Ta znajoma po prostu często pije i to na umór. Potem budzi się po 2 dniach i fabrykuje usprawiedliwienia. A ja udam, że jej wierzę i znowu się umówię.


Samo życie.




09/04/2017

Fit dzień

Dzisiejszy dzień był fit, ale wczorajszy był ciekawszy.


Dzień był słoneczny ale i deszczowy. Padał przelotny deszczyk, a na trawie leżały kropelki wyglądające jak perły. Wszędzie, na każdym trawniku, który mijałam. Widok niesamowity.


 


W mieście trwa rewolucja komunikacyjna. Jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Niektóre tramwaje mają 1 wagon, ścisk niemożliwy. Autobusy dalej jeżdżą stadami i pojawiły się korki w nowych miejscach. Źle ustawione światła na nikim już nie robią wrażenia. Piesi mają dobrze, bo nagminnie przechodzą na czerwonym. Samochody tak nie mogą. Moja wiara w człowieka nie zginęła. Policzyłam, że na niektórych skrzyżowaniach aż 12 sekund czerwone mają wszyscy i się gapią na siebie. Ludzie tego nie wytrzymują i sobie idą. Szkoda, że nie wyłączą wszystkich świateł w całym mieście. Wtedy wszyscy jeździliby ostrożnie. Kiedyś Religa powiedział, że gdyby lekarze strajkowali to byłoby mniej zgonów o 30%. My nie chcemy kolejnych rewolucji w komunikacji, bo więcej czasu spędzamy na dojazdach niż w domu z rodziną. Wszystkim decydentom życzę długoletniej wycieczki w kosmos, na nasz koszt. Bye, bye, bye.


Byłam umówiona z 2 klientami. Sprawy załatwiłam szybko bez pogaduszek, na nikogo nie czekałam, sami wyszli mi naprzeciw. Dostałam nawet zapłatę z góry, a jeszcze nic nie zrobiłam. Taka niespodzianka.


I z kolejnym klientem pożegnałam się na zawsze. Nareszcie. Dawałam mu kolejne szanse, ale on nic sobie nie robił. Uważał, że jak mi płaci to może nie przygotowywać dokumentów, gubić faktury, nie przychodzić, zwodzić. Nie potrzebuję takiej współpracy, bo tracę za dużo czasu. Nie mam w sobie genu prostytutki, nie można mnie zmusić do niczego za pieniądze. Polityków i celebrytów można, oni sprzedadzą siebie i wykonają wszystko za mamonę.


Gdy klientowi wręczyłam wypowiedzenie to jakby się przebudził i prosił o kolejną szansę. Ile można? Zostawiłam mu wszystko, odwróciłam się i po prostu wyszłam.


Ja to mam szczęście, bo mogę wybierać. Współczuję innym, którzy tego nie mogą. Ekspedientki muszą obsługiwać upierdliwych klientów, lekarze muszą wykonywać swoje procedury i nie mogą nie zbadać śmierdzących chorych.


Takich firm jak moja są tysiące, więc mam wybór i jak mi się ktoś nie podoba, to nie współpracuję. I mam spokój, nie chodzę zestresowana, zdrowie kwitnie. O siebie trzeba dbać.



A dzisiaj choć zimno, trzeba było przewietrzyć sprzęt.




05/04/2017

Epitety

Zabawny był dzisiejszy dzień. Rano dostałam mejla od klienta, który napisał, że jestem Aniołem.


Potem od innej osoby dostałam mejla, że jestem cudowna. Zostawię sobie je na pamiątkę.




Zabawne jest to, że ja nic takiego nie zrobiłam. Robię to za co mi płacą, dobrze wykonuję swoją pracę. Przypominam klientom o różnych rzeczach, rozliczam, wszystko zgodnie z umową. Nic wielkiego.


 


W jakich my czasach żyjemy, że wykonywanie swoich obowiązków jest nagradzane takimi epitetami.


 


Profesor Julian Aleksandrowicz, lekarz i filozof, o którym wiele razy już pisałam, mówił:


"Człowiek tyle jest wart, ile uczyni dla drugiego”


Nie chodzi tu o jakieś specjalne rzeczy. Gdyby każdy dobrze wykonywał swoją pracę, ludziom żyłoby się lepiej.


 


Od 15 lat wydobyto z ludzi, a może zaprogramowano ich na nienawiść. Ludzie profilaktycznie nienawidzą innych, nawet nie znając swoich "wrogów". Hejterzy chociaż dostają za to pieniądze. A co dostają zwykli ludzie? Choroby.


Bo nienawiść niszczy zdrowie i zabija.


Profesor Julian Aleksandrowicz mówił, że


"Gdyby Chrystus miał elektrokardiograf w sposób naukowy przekonałby świat, iż nienawiść zabija zawałem nienawidzącego i znienawidzonego".


 


W dobrym tonie jest szkalować innych, obrzucać błotem, oceniać i obrażać. Czy to jakaś forma samoobrony, czy niepewność własnej wartości. Człowiek szczęśliwy, mający swoje pasje, naprawdę nie zajmuje się życiem innych, bo nie ma na to czasu. Proste i łatwe jest traktowanie innych po ludzku, bez jadu.


 


Gdy na tym świecie ktoś zachowuje się inaczej, od razu się wyróżnia i jest w jakiś sposób wynagradzany, choćby dobrym słowem.Może też być piętnowany, za inność.


Patrząc na moją ostatnią uprawę zauważyłam ciekawe zjawisko.



 


Wszystkie nasionka miały takie same warunki wzrostu, tyle samo wody i tyle samo światła. A jednak jeden rzeżuch ;))) ewidentnie się wyróżnił, bo wyrósł ponad inne. Kolejnego dnia jeszcze kilku wyrosło ponad przeciętność, ale lider był do końca uprawy.


Bardzo ciekawe.


Miło jest był miłym.


 


To nic nie kosztuje, a ludzi wprowadza w dobry nastrój. Mnie też.


 



04/04/2017

Uprawa

Co można uprawiać w mieście? Maleńkie roślinki, czyli pieprzycę, czyli rzeżuchę.




Codziennie o prawie tej samej godzinie robiłam zdjęcie. Jutro wszystko zetnę i zjemy na śniadanko. A co. Po to jest. Wysieję nowe. Po żniwach wyrzucę i zrobię nową uprawę. Lubię ich smak.


Kupiłam nowe nasionka, ale w domu nie pachniało, jak ze starych. Może mi się zdaje. W smaku są OK.


 



02/04/2017

Al 13

Dzisiejszego dnia wolno kłamać, bezkarnie. Wymyśla się niestworzone rzeczy, a potem się śmieje z tych, co dali się nabrać.


Ciekawe, że na kłamstwa zwraca się uwagę tylko 1 kwietnia. Prasa i tv codziennie produkują fałszywe informacje, fakty są koloryzowane, albo się straszy ludzi albo bagatelizuje zagrożenia. Taka jest teraz norma.


Niestety ludzie przestali samodzielnie myśleć. Ale czy to jest ich wina? Nie, to wina okoliczności przyrody.


Czy my nie jesteśmy królikami doświadczalnymi? Człowiek jest chyba jedyną istotą na ziemi, która je niejadalne rzeczy. Przemysł spożywczy przeszedł totalną metamorfozę. Żeby jedzenie miało długą przydatność do spożycia stosuje się wiele technik, dodaje się wiele środków chemicznych, ale też zamyka się wartościowe warzywa w puszkach. Ostatnio widziałam na półce tuńczyka z datą ważności 2021 r. Ciekawe, że napoje z fosforanami też pakuje się do puszek, a wiadomo, że zachodzi reakcja chemiczna.



Glin jest 3 najczęściej występującym pierwiastkiem na ziemi. Liczba atomowa 13 ;) Ma ciekawe właściwości – jest odporny na korozję i bardzo lekki. Oczywiste jest jego zastosowanie w przemyśle samochodowym czy lotniczym. Używa się nazwy aluminium, bo przecież nie mówi się o glinianych samolotach.


Oczywiście aluminium się nie je, ale już kontakt z żywnością może źle na nas działać.


Uważa się, że glin nie jest wydalany przez organizm człowieka, a wątroba w całości go asymiluje. Oczywiście tak, ale niewielkie ilości. Jak wszystko.


Dlatego zaczęto go stosować też w kontakcie z jedzeniem. Dopuszczono aluminium w postaci folii i stosuje się to wszędzie – do potraw zimnych i ciepłych.



 


W folię aluminiową pakuje się kanapki dla dzieci do szkoły, piecze się buraki w folii, grilluje się na aluminiowych tackach. Dlaczego kucharze jej używają - nie rozumiem. Przecież takie jedzenie zamienia się w truciznę.


Ale gdy zbadano mózgi ludzi zmarłych na Alzheimera, to stwierdzono ogromne ilości. Zrobiono to w latach 70-tych ubiegłego wieku.


Tylko dlaczego wycofano z użycia garnki i sztućce z aluminium. W moim domu nie używało się garnków, ale widelce pamiętam. Podobno w Australii folia al jest zabroniona. Nie pytałam znajomych, ale chyba coś jest na rzeczy. Garnków nie wolno używać, a folię tak.


 


Łatwo unikać aluminium gdy jest widoczne.


Można nie pić niczego z puszek, czy nie jeść warzyw i owoców z puszek. Ale jest on dodawany do kosmetyków (dezodoranty, kremy z filtrem), leków, szczepionek.


 


Najbardziej popularne związki glinu dodawane do jedzenia to:




  • E 554 – krzemian glinowo-sodowy, środek przeciw zbrylający dodawany do cukru, soli, gum do żucia,




  • E 559 – krzemian glinu (kaolin), środek przeciw zbrylający dodawany do przypraw i aromatów, soli, gumy do żucia, ryżu, serów, mleka w proszku, kawy rozpuszczalnej,




  • E 173 – aluminium, używane jako barwnik metaliczny, np. do zdobienia wypieków,




  • E 541 – fosforan glinowo-sodowy kwaśny, dodawany do proszku do pieczenia, serów topionych, wyrobów piekarniczych.




Zimą w mojej rodzinie dawno temu pito herbatę z cytryną. Przygotowywano ją nie z torebek, ale w czajniczku. Do naczynia sypało się 1 łyżeczkę herbaty liściastej, zalewało wrzątkiem i czekało 5 minut aż się zaparzy. Potem do szklanek wlewało się taką esencję na 1 cm, i dolewało gorącej wody. Dopiero wtedy słodziło się herbatę i dodawało cytrynę. Nikt w mojej rodzinie nie zachorował na Alzheimera, choć herbatę piliśmy kilka razy dziennie. Teraz koleżanka mojej mamy umiera, bo choruje właśnie na Alzheimera. A jej choroba zaczęła się gdy zaczęła się „zdrowo” odżywiać. Wyeliminowała cukier i używała słodzików, m.in. aspartam. I chyba to jej zaszkodziło, a nie aluminium. Nie wiem czy będzie badany mózg po jej śmierci, nikogo to nie obchodzi. Od kilku lat żyje w innym świecie, nikogo nie zna, niczym się nie interesuje. Śmierć będzie wybawieniem.


 


Wszystko w małych ilościach organizm człowieka jest w stanie przetworzyć i wydalić. Więc dbajmy o siebie.


 


Profesor Julian Aleksandrowicz nie wskazywał aluminium jako metal szkodliwy dla zdrowia. Może za jego czasów nie był tak dużo używany jak obecnie.


Wskazywał takie metale niebezpieczne dla zdrowia:


Arsen – lek i trucizna – działa wzmacniająco, przeciw anemii i na apetyt. Przedawkowanie powoduje raka krtani, oczu, białaczkę szpikową. Arsen jest odtrutką w wypadku zatrucia selenem. Kumuluje się on we włosach i paznokciach. A najwięcej jest go w skorupiakach (krewetki, homary) i rybach morskich. Ostatnio znaleziono dużo arsenu w ryżu.


Kadm – do pożywienia może dostać się z wodą np. z rafinerii. Nadmierne spożycie powoduje bóle w mięśniach, samoistne łamanie się kości, deformacje szkieletu, uszkodzenie płuc, nerek i nowotwory. Kumuluje się w wątrobie i nerkach i trochę we krwi, a jest wydalany w moczu i kale. Jest odtrutką na selen, rtęć i inne metale. Oczywiście nie w warunkach domowych, a szpitalnych. Między kadmem a żelazem występuje antagonizm, czasem trudne przypadki nieprzyswajalności żelaza leczy się takimi związkami.


Beryl – trujący w minimalnych dawkach. Stosuje się go w paliwie rakietowym, a więc narażeni są ludzie przy produkcji. A gdzie się podziewa beryl ze spalania? Czy opada na ziemię, czy leci w kosmos?


Ołów – powoduje nowotwory nerek, żołądka i jajników, a także białaczkę i mięsaki limfatyczne. Już w starożytności uważany był za przyczynę chorób umysłowych. Podobno Rzym upadł przez ołów, a to za sprawą wina, które było dosładzane sokiem z winogron przygotowywanym w ołowianych kotłach. Wyeliminowano ołów z benzyny, ale nie z akumulatorów.


Rtęć – już w starożytności uważano rtęć za największą truciznę, a Paracelsus stwierdził: „chorób spowodowanych przez żywe srebro (rtęć) nie sposób policzyć” Rtęć jest produktem wielkiego przemysłu. Zanieczyszczone rtęcią były wszystkie europejskie rzeki, zatrute też były ryby w Bałtyku. Znajduje się też w szczepionkach. Zatruwa powoli. Najpierw są bóle i zawroty głowy, zapalenie dziąseł, trudności z koncentracją, nudności, bezsenność, wypadanie włosów. Potem zaburzenia mowy, stany lękowe, nerwowość lub ospałość, degradacja białych krwinek krwi. Dalej sztywnieją stawy i człowiek staje się bezmyślną kukłą. Rtęć kumuluje się w organizmie bardzo powoli i daje znać w następnych pokoleniach. Kumuluje się w mięśniach, nerkach, systemie nerwowym i mózgu, atakuje płód. Rtęć wydalana jest z organizmu powoli, ale zdąży uszkodzić mózg, wzrok, smak, dotyk i psychikę. Odtrutką jest selen. Jednak nie polecam suplementacji, a szpital. Na własną rękę leczenie nie działa.


 


W Europie nie ma już przemysłu. Wszystko zostało przeniesione do Chin. Ale stamtąd pochodzą produkty skażone, jak np. ubrania farbowane chemikaliami, plastikowe pojemniki, zabawki, i wszystko co śmierdzi, nawet markowe dżinsy.


Dostarczamy sobie coraz więcej szkodliwych substancji. To taki test – ile jest w stanie skumulować w sobie człowiek zanim umrze. I jak umrze - w męczarniach czy nie. Na pewno ktoś to bada, ale bez naszej wiedzy. To coś jak z amerykańskimi żołnierzami, którym podaje się w jedzeniu narkotyki, albo testuje środki wywołujące halucynacje.


Na choroby mózgu zapadają coraz młodsze osoby. Jest tego jakaś przyczyna. Czy kogoś to obchodzi? Cała ludzkość sprawia wrażenie upośledzenia umysłowego, jest nieodporna na manipulacje, wierzy we wszystko co podają media. A to wina metali, które atakują ze wszystkich stron. I diet, które też atakują zdrowy rozsądek.


Nasze zdrowie nikogo nie obchodzi. Jedzenie stało się martwe, zamknięte w „glinowe” puszki. Nasza sprawa czy będziemy żyć długo i w zdrowiu, czy długo i w chorobie.


Aż przyjdzie sztuczna inteligencja odporna na choroby i nas zastąpi. :)





3.04.2017


 


Znalazłam w końcu linka do artykułu sprzed 3 lat o drenażu mózgu przez chemikalia w jedzeniu.


Tu drenaż IQ jest już zauważalny przez naukowców. I nikt z tym nic nie robi. Ubolewamy, że dzieci są coraz głupsze. A to nie ich wina, tylko nas, dorosłych. Dajemy im truciznę, bo niedługo nic innego nie będzie.




 



30/03/2017

Logika

Wczoraj wieczorem wracałam z pracy i usłyszałam taką historię.


W nocy ktoś komuś wybił szybę w samochodzie i ukradł drobne z popielniczki. Pan zadał pytanie: co to za logika: zniszczyć szybę za 400 zł, żeby ukraść bilon.


Złodzieje nie myślą logicznie. Są pod ochroną. Mała szkodliwość czynu.


 


Dzisiaj wsiadłam do autobusu. Młody (16) chłopak był spisywany przez kanara. Dostał wydruk z komputerka, siedział i jechał dalej. Teraz tak jest, że jak przyjmie się mandat top można dalej jechać. Na kolejnym przystanku weszła staruszka, przeszła obok niego, a on nic. Zapłacone, to będzie siedział. Ustąpiłam miejsca, ale pani znalazła "lepsze" miejsce. Potem wsiadła młoda kobieta z dzieckiem na ręku. Młody chłopak ze słuchawkami na uszach nie reagował. W końcu zapłacił dużo za to siedzące miejsce. Ustąpiłam. Właściwie tylko ja mogłam ustąpić, bo reszta pasażerów była stara, albo zapatrzona w smartfony, albo spała.


Ani mój ojciec, ani mój mąż, ani mój syn nigdy nie usiądą w tramwaju czy autobusie. Nawet jak jest pusty i wszystkie miejsca są wolne. Tak są nauczeni i dla nich to jest oczywiste. Jestem zdrowa i mogę stać. Nie ustępuję tylko miejsca mężczyznom, chyba, że są bardzo starzy.


 


W kolejnym autobusie obok mnie było wolne miejsce, ale tłok. Wsiadł facet ok. 40 w dresiku i rozmawiał przez telefon. Przepchnął się na to wolne miejsce, choć stały inne kobiety. Autobus ruszył. Facet ciągle gadał. Siedział obok więc nie sposób było nie słuchać. W pewnej chwili powiedział do kobiety, z która rozmawiał, że pomylił autobusy. Mało nie parsknęłam śmiechem. Kapnął się, bo wsiadł do 96, które skręcało w lewo. Miał wsiąść do 85, które jechało prosto. Wstał i zaczął przepychać się do wyjścia, ciągle rozmawiając. To był bardzo długi przystanek. Brak kultury zemścił się na nim. A może to przez dresy. Nie wyglądał na biegacza.


 


W kolejnym autobusie, gdy wracałam już do domu, wsiadły dzieci z 3 klasy szkoły podstawowej. Najszybciej wolne miejsca zajęli dwaj wyrośnięci chłopcy. Wyjęli smartfony i pisali do innych, czy wolą widzew czy co innego. Obok stały dziewczynki, o głowę mniejsze, wpatrzone w wypasione telefony. Biedne dzieci. Rodzice pracują po 12 godzin na dobę, nie mają czasu uczyć dzieci niczego. Nie na tyle bogaci, żeby posłać dzieci do szkoły prywatnej. Takie jest to nowe młode pokolenie. Nie myśli, nie czuje, bawi się.



Nikt z nas nie jest sam na świecie, a już na pewno nie jest pępkiem świata. Powinniśmy sobie ułatwiać życie i interesować się czy inni czegoś nie potrzebują. Jeśli jesteś miłym to świat jest miły dla ciebie.


Poszłam na pocztę po odbiór przesyłki – duży gabaryt. Takich listonosze nie noszą. A na poczcie 3 okienka i pusto. Nie było żadnego klienta. Odebrałam kolejną rzeczową wygraną. Szybko. Mam znajomą, która narzeka na pocztę, że są tam kolejki, a sprawy załatwiane powoli. Mówisz – masz. Ja mam inaczej. Nie oczekuję cudów, ale chcę, żeby świat ułatwiał mi życie.


Moja logika jest bardzo interesowna. Jak ja jestem miła i pomagam ludziom, to potem inni ludzie mi to oddają. Energia jest w równowadze. Ktoś daje, ktoś bierze, by potem to oddać. Ten kto tylko bierze, ma ciągły niedobór i ciągle mu mało. Współczuję mu, bo nie działa logicznie i nie myśli o przyszłości.



Ludzie zrobili się tacy szarzy. A przecież jest już wiosna.


A mnie gdzieś się zapodziały fajne zdjęcia. Na pewno gdzieś są na komputerze, ale po tym przemeblowaniu nie mogę nic znaleźć ;)


 


 




28/03/2017

Czerwone oczy

Byłam dzisiaj w knajpie. Miałam spotkanie. Siedziałam ze znajomą przy stoliku. A naprzeciwko usiadł stary facet, pił piwo i palił papierosa i mi się przypatrywał. Być może wszedł za mną z ulicy, nie zauważyłam. Gdy ja na niego patrzyłam to odwracał wzrok. I tak w kółko. Ja doskonale wiem kiedy ktoś na mnie patrzy i sama nie muszę patrzeć. Ale facet był wkurzający.


Zabierałam się do wyjścia i on wtedy też wstał i do mojej znajomej powiedział, że ja jestem zła, żeby na mnie uważała, bo jestem niedobra. Nie chciało mi się tego komentować, ale po raz ostatni spojrzałam na niego i wtedy zobaczyłam, że ma czerwone oczy. Na chwilę jego oczy zrobiły się czerwone. To nie było przywidzenie, ale taki 3 sekundowy widok. Kurcze, jak na filmach. Czasem coś mi przemknie w polu widzenia, ale ten widok nie był przebłyskiem. On spojrzał na mnie, ja na niego. Poszłam sobie. I przyszła refleksja, może ja jestem zła i to ja mam czerwone oczy, a nie on. Przecież jak nas zalewa krew to widzimy świat na czerwono. Tylko, że ja nie widziałam na czerwono. To jego oczy na chwilę zapaliły się czerwonym światłem.


Nie łażę po knajpach jak nie muszę. Teraz będę uważniej patrzyła ludziom w oczy. Będę też uważniej patrzyła na siebie w lustrze. Robię to codziennie, ale niczego nie zauważyłam.


Nie mogłam zrobić mu fotki, choć był brzydki. Jak może wyglądać ktoś kto pije i pali od dziesięcioleci?


Zamiast faceta z czerwonym błyskiem pokażę mój dzisiejszy nabytek, w 2 rzutach.



 


To klepsydra, ma 8 cm i przesypuje mikroskopijny piaseczek w 3 minuty. Do kolekcji.


Lubię jak coś samo przez się coś robi, rusza się, przelewa ...


 


 



27/03/2017

Porządki

Przyroda szaleje.



A ja szaleję w domu. Porządkuję co się da.


Od wczoraj mam nowy komputer i nowy system operacyjny. Poprzedni odszedł do innej osoby. Miał już 9 lat, więc była na niego pora. Teraz wszystko jest nowe, bo to W7. Ciągle się aktualizuje. Próbuję nowe czcionki. Dostosowuję się do nowych okiem i układów stron. Wszystko jest inaczej niż w XP.


Robię porządek w zakładkach, przypominam sobie hasła na różne strony. Mam nowe IP, więc mogę się logować jako zupełnie kto inny, gdy nie pamiętam haseł. Ale jakoś mnie nie ciągnie. Życie realne jest o wiele ciekawsze.


Rozpiera mnie energia, bo nie tracę jej na bzdety.


Operacja oka ojca chyba się udała. Tylko musi uważać na siebie i nie dźwigać. To trudne. Tylko miesiąc, aż wszystko się dobrze zagoi.


Przy okazji w starych plikach znalazłam taki cytat:


Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejś osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti


 


A roślinki nic sobie nie robią z ludzi i sobie rosną :) Jest coraz ładniej.



 


 Po co ta zmiana czasu. Skradziona godzinka. Spać się nie chce. ;)


 




20/03/2017

Wiosna

Kolejny dobry dzień.


Wszystkie rośliny w domu wypuszczają nowe łodyżki i listki. I jedna wypuściła kwiatki. Wczoraj ich nie było, a dzisiaj są. I pięknie wyginają się do słońca.



To chyba dla uczczenia pierwszego dnia wiosny. Ta roślinka jest bardzo delikatna. I przynosi szczęście ;)


Miasto niestety jeszcze śpi, nic nie czuje. A to dowód.



Szaro, buro i ponuro. To pobojowisko po pracach przy nowym dworcu dla duchów. Miejsce przesiadki.


Ojciec czuje się znakomicie. Wszystko goi się szybko, jak na dziecku. Lekarz pytał co pan robi, że pan tak dobrze znosi operacje. W domyśle – dlaczego jeszcze żyje? A on na to, że nic nie robi. Kłamie. Gdy spytałam go dlaczego nie powiedział lekarzom, że pije herbatki ziołowe (pisałam o nich), pije sok z granatów i ćwiczy z Tombaka. A ojciec na to, że po co ma to mówić, co to zmieni. I lekarze nie wiedzą, myślą, że to cud. Ojciec jest Dziewiątką i tak one postępują – swoją mądrością nie dzielą się z byle kim. Gdyby 20 lat temu ktoś mi powiedział, że przestanę nienawidzić ojca, to nie uwierzyłabym. Teraz rozmawiamy spokojnie, darowałam mu jego winy i darowałam sobie moje winy. I jest dobrze. Wszyscy zdrowi, co jakiś czas.


I dostałam kolejną rzecz na szczęście. Powiesiłam na wprost drzwi wejściowych. Ma mnie strzec.





A przecież szczęścia nie można kupić. To tylko kwestia wyboru. Chcesz być nieszczęśliwym to jesteś, chcesz mieć szczęście to masz. Czy ja mam jakieś pechowe rzeczy w domu? Nie. Wszystko mi przynosi szczęście ;)


Można dostać coś na szczęście, można kupić zdrowie, ale nie życie. Zmarł dzisiaj David 7 serc, który za 3 miesiące obchodziłby 102 urodziny. Chciał dożyć 200 lat. Nie udało się. Kolejny rok w święto wiosny umierają znani ludzie.Umarł, a tyle zostawił w ludziach zła. Ludzie się bardzo ucieszyli, a przecież go nie znali. Ludzie nie dbają o siebie. Energii nie widać, a niszczy.


Dzisiaj też jest perski nowy rok. Wszyscy zapamiętają taką datę śmierci.


 

18/03/2017

Operacja

To był dobry dzień.


Rano wysłałam mejle z życzeniami. A potem czekałam na operację.


Mój ojciec miał na dzisiaj zaplanowaną operację zaćmy.




Ciekawe, od lat chodził do okulisty, bo gorzej widział i miał tik lewego oka. Dostawał leki, bo lekarka podejrzewała jaskrę. Ojciec usiłował ją nakierować na zaćmę, bo tak czuł, ale ona była uparta. Od roku brał też leki na cholesterol i wzrok gwałtownie się pogarszał. Poszedł znowu do lekarza. A tam niespodzianka. Ktoś kupił całą przychodnię i wymienił cały personel. Nowa lekarka stwierdziła, że ojciec ma zaćmę i skierowała go na operację. Jak może lekarz okulista pomylić jaskrę z zaćmą. Znajoma lekarka powiedziała, że to możliwe jak opuszcza się zajęcia na medycynie ;)


Ludzie myślą, że lekarze to boscy wybrańcy, a to zwykli ludzie, czasem niedouczeni. Ale przecież nie wszyscy wykonują źle swoją pracę.


Ojciec usiłował zapisać się na operację, ale najbliższy termin wypadał za 1,5 roku. Więc poszedł prywatnie i czekał tylko 2 miesiące. I dziś był ten dzień.


Oczywiście ja dowiedziałam się o terminie najwcześniej. Mama sondowała czy będzie dobrze. A czy ja wróżka, czy co. Skąd mam to wiedzieć. Nie miałam żadnego przeczucia, więc będzie dobrze. Sama operacja trwała 20 minut. Wcześniej podano mu 15 razy różne krople. Nic nie bolało, jednak tiki były utrudnieniem. Teraz nic go nie boli, ale być może działają jeszcze te różne krople. Oko zalepione i zdrowienie będzie trwało ok. miesiąca.


2600,- zmieniło właściciela. Tyle kosztuje zdrowie jednego oka.


Miałam czas, żeby dzisiaj obejrzeć na YT kolejny odcinek z historii sztuki pana KK. I to w języku, który znam od dziecka. Prymitywni ludzie byli mądrzejsi od na i tworzyli dzieła, które przetrwały do naszych czasów, czyli 8 tys. lat. Mieli w nosie cywilizację. To kultura odróżnia nas od zwierząt. Jestem zaszczycona, że są ludzie, którzy dzielą się swoją wiedzą. A ile byłaby warta wiedza, której nie przekazuje się dalej. Nie trzeba się zapisywać na studia, żeby się dokształcić. Jak mało ludzi ogląda takie wykłady. Garstka.


W świetnych czasach żyję. Dobry dzień :)


A na koniec dobrego dnia w tv po raz kolejny nadają Powrót do przyszłości. Jeden z moich ulubionych.


To jak nagroda na koniec pracowitego tygodnia :)


 



16/03/2017

PPP

Długoletni klient zostawił faktury i mówi: Pani B. Co się stało z ludźmi? Zupełnie przestali myśleć samodzielnie, powtarzają jakieś slogany z tv. A najgorsza jest histeria w tematach politycznych. Ludzie żyją w jakimś amoku. Masz inne poglądy to jesteś śmiertelny wróg. Czasem myślę, że tylko ja jestem normalny, a inni powariowali. Dlaczego się nie zaraziłem nienawiścią?


A ja mu odpowiedziałam, że może to my jesteśmy z innego świata, a reszta jest normalna. Gdybyśmy się zachowywali jak większość mielibyśmy spokój i żadnych rozterek duszy. Tylko, że człowiek widzi pewne rzeczy i nie umie inaczej. Pocieszyłam go, że może lepiej być w mniejszości niż w kupie. W końcu światem rządzi garstka bogaczy.


Dlaczego ludzie dostali histerii po wyborach Trumpa? W Polsce ludzie ubliżają wszystkim myślącym inaczej. Nie ma świętości, na każdego wolno pluć, szykanować, pomawiać. Bezkarnie. A aura szarzeje i przyciąga choroby. Ludzie są jak marionetki, robią co chcą inni.


W tytule nie chodzi o partię przyjaciół piwa czy o polskie pralnie pieniędzy. Ale blisko. Tytuł wskazuje na polskie partie polityczne. Subiektywnie.


Od ponad 17 lat nie głosuję i nie znam się na polityce. Nie mam żadnych sympatii, bo poznałam wielu ludzi z tego kręgu i nie są to moi przyjaciele.


Polityka to potężne wahadło, które rządzi mniejszymi wahadłami jak media czy opiniotwórczy celebryci. Politycy zawsze kupowali sobie przychylność pospólstwa. Kupowali aktorów, dziennikarzy. A potem wystarczy na okrągło pokazywać te osoby, by mieć dobrą prasę. Każdy nowy u władzy dostaje nagrody, np. dla człowieka roku itp. To normalne. Ale to co się dzieje ostatnio to istne szaleństwo.


Ludzie idą do polityki po władzę, potem po stanowiska, a potem po kasę. Do zwykłej pracy nie idą, bo się nie nadają. Moja babcia mówiła, że oni (różne partie) są po jednych pieniądzach, co oznaczało, że niczym się od siebie nie różnią.


Zwykli ludzie bardzo się w to angażują i bujają się w takt wahadeł, albo tańczą jak im tv zagra. Poświęcają swój czas, czyli pieniądze na obronę cudzych gierek. W dodatku dają się wyprowadzać na ulice. Głupota ludzka nie zna granic.


Sprawdźmy co takiego jest w partiach, że ludzie dają się za nich pokroić.


Wzięłam nazwy skrócone i sprawdziłam co mają w sercu. Skróty to wizytówka, ujawnia cele do jakich zmierza partia. Nie wiem czy tak można, ale nie jestem numerologiem i mogę wszystko ;)


Wiadomo, że liczba serca to samogłoski. Samogłoski są bardzo ważne. Małemu dziecku śpiewasz aaa kotki dwa. Wszystkie mantry oparte są na samogłoskach - leczą i uspokajają.




Mamy tu 3 partie, które są teraz w opozycji. W sercu mają "o" = 6 = Wenus. Wszystko wiadomo. Wenus najchętniej leżałaby na plaży z drinkiem i pachniała, a inni niech pracują nad uprzyjemnianiem jej życia.


Kto wskoczy na platformę to jest z nami i dostanie co chce. Logo jest przemyślane. Uśmiechnięta Polska – wszyscy się cieszyli jak podnoszono podatki, wiek emerytalny, 3 filar, a wykształcona młodzież wyjeżdżała z kraju. I władza się z nas śmiała (podsłuchy). Kolor pomarańczowy gwarantował sukces. Ale nic nie trwa wiecznie.


Nowoczesna to dziwna partia. Skrót to N z kropką z przodu. Dlatego wzięłam pierwszą samogłoskę, czyli O. I wiadomo do jakiego klubu należy.


Jest jeszcze Kukiz'15, kiedyś JOW. Zmieleni. POtrafisz POlsko. Znany cel.


Straszne logo, ogranicza i pali. Zamiast czerwonego mogli użyć pomarańczowego. Nazwa z nazwiska jest dobra dla firmy rodzinnej. Wszystko jasne.


Szóstka w sercu oznacza osoby kochające swoją rodzinę i przyjaciół. Każdy tak ma, ale szóstki dla spokoju swojej rodziny zrobią wszystko. W partii będą pilnowali swoich interesów, będą tworzyć prawo dla dobra siebie i przyjaciół. Nie przemęczają się, bo nie lubią. Wszystko i tak się kręci wokół nich.


Liderzy krajowi i lokalni właśnie tak postępują i mnie to nie dziwi. Tak mają zapisane.


O Tusku = 30, pisałam tu Zero   B. niebezpieczny człowiek.


Mateusz Kijowski = 30, bliźniak.


Ryszard Petru = 5



Mówisz – masz. Podświadomość nie zna się na żartach.


Kolejne partie w skrótach nie mają samogłosek.



Może nie mają serca, ale duszę ma każdy. Sprawdzam pierwszą samogłoskę. I już wszystko wiadomo: POlskie, SOjusz, POlska.


Niby inne partie, a w duszy gra to samo. Dla siebie, dla rodziny, dla znajomych.


Nie znam za bardzo liderów. Znany był Waldemar Pawlak = 38 = 11 i obecnie Władysław Kosiniak-Kamysz = 1


Leszek Miller = 30, jak Tusk.


Włodzimierz Czarzasty = 6 – żadna afera go nie wymiotła.





Na zupełnie innym biegunie jest PIS. Przez ostatnie lata skutecznie robiono mu czarny PR. Dlaczego? Bo bardzo się różnią od wszystkich innych partii.


Samogłoska "i" = 9 = Pluton


I wszystko jasne. Zupełnie inne cele. Dlatego taka agresja. Nie mają kolegów.


Ciekawe, bo kiedyś ta partia nie wzbudzała takich emocji, a nazywała się PC, czyli POrozumienie Centrum. Wtedy miała inne cele, bardziej pasujące do innych. Światła gasły, a wszyscy szli balować przy jednym stole.


Dziwna nazwa, która nie określa co to jest za grupa. Nazwa brzmi jak zbrodnia i kara, przyczyna i skutek. Prawo i sprawiedliwość – idealnie pasuje do tego co robią. Zmieniają prawo wg własnego uznania (bo wiedzą lepiej) i zaprowadzają sprawiedliwość. Czy jakiemuś politykowi spadł kiedyś włos z głowy, czy odpowiedział za swoje przekręty, łapówki. Władcy są nietykalni, nawet ci którzy już nie są u władzy.


Pluton jest małą planetą (sporne) i słabo świecącą. Niby mało ważną, bo jest bardzo daleko oddalony od naszego słońca.


Pluton bóg świata zmarlych, zajmuje się tym co ukryte. Jest bezwzględny w realizacji celów. Cierpliwy – jest planetą najwolniejszą i najdalszą - obiega zodiak w 248 lat. Pod wpływem Plutona dokonują się głębokie zmiany w calym pokoleniu.


Wolno gromadzi siły, jak kropla drąży skałę, jak kropla przepełni czarę goryczy. I tak będzie – metodycznie, spokojnie będą wyciągane na światło słabości i szwindle. Ale ludzie dalej będą żyć w świecie iluzji. PR.


Ta partia doszła do władzy, bo ludzie mieli już dość nic nie robienia. Nie ma przypadków, wszystko idzie wg planu.


Samogłoska „i” to Dziewiątka. A 9 myślą, że są najmądrzejsi. Czasem tak jest.


Dziewiątka w duszy daje wrażliwość, współczucie dla innych, optymizm. Celem dla nich jest postęp ludzkości, chcą dokonywać wielkich czynów. Ona wie co inni powinni robić i nie słucha rad, bo wie lepiej. Im starsza tym mądrzejsza.


Cele partii realizują ludzie.


O Kaczyńskim pisałam tu Jedenastka Im starszy tym mądrzejszy. Świetnie ograł rywala, zapewnił sobie spokój w kraju. Dziwne, że ludzie tego nie widzą. Znakomicie wykorzystał zły PR, żeby osiągnąć cel. Trzeba być dalekowzrocznym, żeby to dostrzec. Każdy dostał co chciał. Mistrzowskie posunięcie, dobrze pomyślane. Ktoś nawet powiedział, że to najlepszy strateg. Ma rację.


Nie ma sensu opowiadać się za jakimś politykiem. Są wykształceni i nie, mili i lub niemądrzy. Jak wszędzie. Każdy polityk na każdego ma kwity, które wykorzysta w odpowiednim momencie. Każdy rząd realizuje swoje cele, ale nigdy nie robi dobrze zwykłym ludziom. Teraz przyszedł czas na tych ludzi, a potem przyjdą inni. Jedni dają, inni zabierają. Były protesty gdy wprowadzali gimnazja, są protesty gdy je zamykają. Życie toczy się dalej.


Szanuj drugiego człowieka, bo nie znasz dnia ani godziny.


A na koniec jeszcze takie skróty:


Coca Cola


ONZ


WHO


Co im w duszy gra? Podobno nazwę i logo coca coli wymyślił księgowy ;) Wiedział co robi. Mamy tu dwie samogłoski: o – przyjemności, a – sukces, słoneczko. Ludzie piją tony cukru, ale są szczęśliwi. I jeszcze to pochylenie oznaczające dynamikę i parcie w przyszłość. Uznanie. Pepsi nie odniosła takiego sukcesu, a mają ten sam produkt.


 


A wszystko to to tylko zabawa.


 


Róbmy swoje”




13/03/2017

Rzeczy przeklęte

Obejrzałam dzisiaj końcówkę NASA – archiwum tajemnic. Nie ma przypadków. Nie oglądam już takich filmów, bo wiedza jest dawkowana i mało ciekawych rzeczy (;)) można się z nich dowiedzieć.


Ale zaintrygował mnie tytuł tej części dokumentu: Powrót zabójczego skafandra.



Opisano dwa wypadki związane ze skafandrem używanym przez astronautów do wychodzenia w przestrzeń kosmiczną.


W styczniu 2016 roku Amerykanin Tim Kopra z ISS wyszedł w przestrzeń kosmiczną z kolegą. Po ok. 4 godzinach zameldował, że w jego hełmie jest woda. Kontroler lotów kazał mu połknąć jedną z latających kropel. Gdy będzie słona i ciepła to będzie pot. Nie była. Była zimna. A więc to z układu chłodniczego. Trochę się jeszcze pozastanawiali, ale jak astronauta zameldował, że zamarza mu szyba, to kazali mu wrócić na stację.


W maju skafander wrócił na ziemię i jest badany.


Okazało się, że to ten sam skafander, w którym 3 lata wcześniej, 16 czerwca 2013 omal się nie utopił włoski astronauta Luca Parmitano. Pełno wody pojawiło się w hełmie i nie było czym oddychać. Skafander rozebrano, sprawdzono wszystkie części i nic nie stwierdzono. Nie było żadnej wady czy nieprawidłowości funkcjonowania. Dlatego złożyli go i wysłali do ponownego wykorzystania na ISS. Przy ogromnym budżecie kosmicznym takie oszczędności? Mogli go dać do muzeum.


Może włoski astronauta bał się wychodzenia w przestrzeń kosmiczną i ta emocja udzieliła się skafandrowi? Tylko, że oni są szkoleni kilka lat.


Niedługo bez żadnych szkoleń ludzie będą latali w kosmos, tak obiecuje Musk. Masz kasę to prosto z ulicy możesz lecieć.


Teraz wszyscy w NASA wiedzą, że ten skafander jest przeklęty i nawet o tym mówią. Nauka nie zna czegoś takiego jak przeklęcie, ale żaden astronauta nie chciałby go włożyć i nie włoży.


Ludzie nauki, twardo stąpający po ziemi, a tacy przesądni. Dwóch astronautów omal nie zginęło, a wszystko przez jeden dobry skafander.


Życie jest najważniejsze.


Teraz wprowadza się skafandry nowej generacji, lżejsze, łatwiejsze do noszenia i może mniej awaryjne.


Są rzeczy ze złą historią, domy, w których straszy. Jest jakaś przyczyna.


 


Świat to lustro, w którym odbijają się nasze myśli. Zaczęłam pisać o rzeczach martwych, ale temat nie został zakończony. Dlatego świat podał mi na tacy wyżej opisaną historię. Moje lustro jest czyste i coraz szybciej pojawia się w nim obraz – moje myśli. To już nawet nie synchroniczność. Jeśli o czymś piszę, o czymś myślę, coś oglądam, coś czytam, to wszystko jest ze sobą powiązane. Gdy się nad czymś zastanawiam, to świat udziela mi odpowiedzi ze wszystkich stron.


Zauważyłam to, gdy zaczynałam czytać I tom Transerfingu. To o czym czytałam przejawiało się w świecie realnym, jakby na potwierdzenie tez z książki. Każdy wie, że pozytywne myślenie jest ważne. A ja fizycznie tego doświadczam. W życiu zdarzają się różne rzeczy, ale wszystkie je akceptuję i nie oceniam. Bo co ja mogę. Szkoda czasu na zamartwianie się. Wiele razy byłam na dnie i zadawałam sobie pytanie: dlaczego mnie to spotyka? Co ja takiego zrobiłam? Dlaczego świat sprzysiągł się przeciw mnie? Itd.


Teraz widzę, że to było idiotyczne. To nie świat mnie gnębił - to ja sama.


Każdy ma nie to na co zasługuje, ale to co sobie sam stwarza. Jeśli jest ci źle, świat się wali, to zatrzymaj się na chwilę i znajdź drobną rzecz, która w tym czarnym świecie ci się podoba, jest pozytywna. Wtedy pojawi się światełko w tunelu, pojawią się pomocni ludzie, świat nabierze kolorów. A ty będziesz miał nieustająco dobry nastrój. I żadne pechowe czy przeklęte rzeczy do ciebie nie przyjdą.