15/10/2014

Lermontow

Michaił Jurjewicz Lermontow gdyby żył, obchodziłby dziś 200 urodziny. Mało śmieszne, bo żył tylko 27 lat. Zginął w kolejnym pojedynku, a swą śmierć wcześniej przewidział. Był poetą, powieściopisarzem, dramaturgiem i malarzem – bardzo uzdolniony, choć mniej znany niż Puszkin.


Jak to u artystów bywa, „był człowiekiem skrajnie niesympatycznym – kłótliwym, ironicznym; błyskotliwym, lecz wiecznie cierpiącym, w tym także wskutek świadomości swojej mało przyciągającej powierzchowności.” cytat z Tajemniczy geniusz 


Z takim wyglądem romansował i porzucał. Ciekawy miał życiorys.



źródło: http://hrono.ru/img/rgd/lermontow.jpg


 


Ucz się gardzenia przykrościami, rozkoszowania się chwilą bieżącą; nie troszcz się o przyszłość i nie żałuj przeszłości”


 


Ciekawe ;-)




  • w 1914 roku w 100. rocznicę urodzin poety wybuchła I wojna światowa (dla Rosji);




  • w 1941 roku, 100 lat po jego śmierci – rozpoczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana;




  • w 1991 roku, 150 lat od daty śmierci – nastąpił rozpad Związku Radzieckiego.




 


Dobrze, że w tym roku nic się nie stało i zorganizowano w Rosji i Szkocji wiele wystaw.
Lermontow uchodzi za twórcę metafizycznego. Jest hołubiony przez obecne władze, bo uważa się, że był patriotą, a Kreml nazwał „ołtarzem Ojczyzny”. Znam jego wiersze o miłości i stracie.


Jego wiersze są melodyjne i dobrze brzmią zarówno po rosyjsku, jak i w tłumaczeniu. Taka próbka, może ktoś zna rosyjski.


 


Нет, не тебя так пылко я люблю

Нет, не тебя так пылко я люблю,
Не для меня красы твоей блистанье:
Люблю в тебе я прошлое страданье
И молодость погибшую мою.

Когда порой я на тебя смотрю,
В твои глаза вникая долгим взором:
Таинственным я занят разговором,
Но не с тобой я сердцем говорю.

Я говорю с подругой юных дней;
В твоих чертах ищу черты другие;
В устах живых уста давно немые,
В глазах огонь угаснувших очей.
1841


 


Nie ciebie kocham

Nie ciebie kocham żarem namiętności,
Ani mnie twoje olśniewają wdzięki;
Ja kocham w tobie dawnych cierpień męki
I zatracone dni mojej młodości.

I gdy spojrzenie czasami cię bada
I wzrok zatapiam w twoje piękne oczy,
Serce rozmowę tajemniczą toczy,
Ale nie tobie wtedy odpowiada:

Wtedy rozmawiam z druhem dni minionych,
W twych rysach szukam rysów ulecialych,
W twych kraśnych ustach - ust już oniemiałych,
W błyszczących oczach - blasku oczu śćmionych.
tłumaczenie: Krzysztof Mąkowski (1890)


Źródło: http://j_uhma.republika.pl/lermontow.html




13/10/2014

Ponowna wizyta

Mój mózg nie ma co robić w nocy i szaleje. Znowu przyśniła mi się dziwna energia, jak dwa miesiące temu. Na początku tylko czułam czyjąś obecność, bez kształtu. Potem pomyślałam, że nie da się rozmawiać z czymś bezkształtnym i wyobraziłam sobie blondynkę. Z koleżankami fajnie się rozmawia. Ale ona miała na sobie moją, czerwoną spódniczkę!? Fakt, że jest na mnie za mała, albo już jej nie ma, ale nie gadam ze złodziejkami. Blondynka zniknęła, zdałam się na energie i pojawił się starzec, jak w filmie Moja mama jest kosmitką ;) Taki zamglony, w białym ubranku z kapturem. Czy mój mózg nie ma lepszej wyobraźni?


Jego wizyta u mnie (jak to brzmi?) dotyczyła wypełnienia mojego życzenia z sierpnia. Miała być u mnie zorza i podobno była. Tylko ja jej nie widziałam, choć codziennie przed snem patrzę w niebo. Nie uwierzyłam, ale powiedziałam, że sprawdzę. Koniec spotkania, bo nie było o czym rozmawiać. Chyba to ja stawiam warunki. Wyraźnie nie byłam przygotowana.


Rano sprawdziłam. Faktycznie zorza była, ale niewidoczna gołym okiem. http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/114024,czerwono-zielona-zorza-polarna-swiecila-w-nocy-nad-polska


Czy to się liczy?



Dziwna sytuacja:


12 sierpnia – wizyta i moje zamówienie (notka Sen na zamówienie)


12 września – niewidoczna zorza ;)


12 października – ponowne spotkanie i co dalej?


Zupełnie nie wierzę w obce energie, które mnie nawiedzają. Za duży odstęp w czasie między wydarzeniami. Na jawie bez problemu w ciągu kilku minut mogę „wyjąć” słońce zza chmur. Z zorzą tez bym sobie poradziła. To nic takiego. Wtedy myślałam, że to rzadkie zjawisko, ale brak mi wiedzy. Mózg błądzi, szuka jakiegoś porozumienia z moją świadomością, czy co? Albo to jakaś psychomanipulacja. Człowiek we śnie powinien odpoczywać.


Nie wiem czego ode mnie chce ta niby obca energia, ale wiarygodna to ona nie jest. Ostatnia szansa: niech ujawni ebolowe oszustwo. Zmarły 4033 osoby, a świat mówi o mega epidemii, choć 7 miliardów jest zdrowe. Więcej umiera na zwykłą grypę. Tego nie jestem w stanie sama zrobić, a obca energia owszem. Jak sprawa ucichnie, albo wyjdzie na jaw, że to kant to uwierzę i możemy pogadać. Myślałam też o Yellowstone, ale tam mogą zginąć ludzie, a mnie chodzi raczej o zniszczenia materialne i o to, żeby żołnierze wrócili do domu i zajęli się pomaganiem ludziom, zamiast mordować cywilów.


Zobaczymy co będzie.Wtedy możemy pogadać w nocy. Chyba, że się rozmyślę.


Muszę poszukać czerwonej spódniczki :)


14.10.2014


Chris Brown twierdzi, Ebola jest "formą kontroli populacji"


http://www.independent.co.uk/news/people/chris-brown-claims-ebola-is-a-form-of-population-control-9790708.html


 


 




12/10/2014

Przemijanie

Spotkałam się dzisiaj z przyjaciółką na pogaduchach. Pogoda przypomina o przemijaniu.


Patrzysz pod nogi – wyschnięte liście.



Patrzysz w górę – różnokolorowe liście. Lubię jesień, bo jest taka kolorowa.



Mama przyjaciółki umiera na Alzheimera. Od lat choruje, ale teraz jest gorzej. Mało wiem o tej chorobie, ale z rozmów wynika, że znika gdzieś świadomość człowieka. Oczywiście nie od razu, to bardzo powolny proces. To tak jakby świadomość nie chciała już tu być i powoli się wycofywała. Na początku było jeszcze widać matkę, ale od kilku lat ona nie jest sobą. Nikogo nie poznaje, nie wie kto jest kim. To jakiś byt, który zarządza schorowanym ciałem, żeby się nie rozpadło. Trudno pogodzić się z tym, że kochanej osoby już nie ma. To takie umieranie na raty. Oczywiście są leki (bardzo drogie), ale one nie leczą tylko wydłużają życie. Ona nie umie się sama ubrać, zapomniała wszystkie umiejętności, które są niby na całe życie, nawykowe. Niby ma 82 lata, ale to jest matka. Jest trudno. Wszyscy wiemy, że życie przemija.


Mojej mamy koleżanka też zachorowała na tę chorobę. Na razie zapomina, ze np. były imieniny i ona nie zadzwoniła z życzeniami. Moja mama jest obrażona, bo przecież każdy ma kalendarz i może spojrzeć. Ona nie rozumie, że taka osoba żyje już w innym świecie. Każdy sądzi po sobie, jakby on się zachował. Tylko natura nikogo nie osądza.



Lubię rozmawiać z ludźmi w realu i umiem wyciągać od nich różne istotne rzeczy. Niby gadamy, ale zawsze o czymś ważnym. Zauważyłam, że zaczęłam zwracać uwagę na to co wypowiadam. Nie mówię mniej, ani wolniej, ale moja świadomość jest super czujna. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, ale wewnątrz widzę, że tak. Zaszła zmiana. Ostatnio były takie sytuacje, które mnie zmusiły do zastanowienia się nad sobą. Pierwsza sytuacja to ewidentne przyspieszenie materializacji myśli czy słów, czyli słowo (i myśl) ciałem się stało.


Druga sytuacja to zmiana zachowania znajomego znajomego po ayahuasce. Ten człowiek stał się małomówny, zastanawia się nad każdym słowem jakie ma wypowiedzieć. Właśnie tak jakby słowa miały moc stwórczą. Nie wiem co on takiego przeżył na seansie, bo się tym nie chwali, ale zmieniła się jego osobowość. Trudno powiedzieć, czy na dobre czy złe, okaże się, i czy to jest długotrwała zmiana czy szybko minie. Może to zaraźliwe?


Gadulstwo to utrata energii. Sądziłam, że takie skupienie i uważność wymaga dużo energii, a to jest tylko przekierowanie jej w innym kierunku. To proste. W krótkim czasie można się dowiedzieć wszystkiego i zadaje się właściwe pytania. Człowiek zmartwiony staje się odprężony, przerażony przestaje się bać, zagubiony widzi różne możliwości. To jest niesamowite, jak taka rozmowa zmienia rzeczywistość, a właściwie postrzeganie rzeczywistości, bo przecież nic się jeszcze nie zmieniło.


Nie jestem agentem CIA, FBI, NSA, chyba, że nieświadomym.


 


 



09/10/2014

Stój i czekaj

Czyż jesień nie jest piękna :) To pierwszy dzisiaj kasztan. W domu mam już 2 kg.



Wieczorem wracałam z pracy. Gdy tramwaj zatrzymał się na przystanku zauważyłam chłopaka, który wysiadł i bardzo szybko zaczął biec. Biegł do autobusu, który stał na przystanku, jakieś 300 m dalej. Autobus miał otwarte drzwi i nikogo na przystanku, mógł odjechać. Więc powiedziałam w myślach do autobusu: stój i czekaj. Temu chłopakowi bardzo zależało, bo naprawdę biegł jak szalony. I autobus czekał. Chłopak wsiadł, ale autobus stał dalej. Może ktoś jeszcze biegł, ale nie. Gdy mój tramwaj ruszył, a autobus jeszcze stał to pomyślałam, że przecież takie dostał polecenie i szybko powiedziałam w myślach: ruszaj. I w tej sekundzie autobus zamknął drzwi i ruszył, jakby czekał na moje pozwolenie. To było dziwne.


Często widzę jak kierowcy zamykają drzwi tuż przed nosem ludzi. Nie wtrącam się. Ta sytuacja była inna, bo poczułam, że od tego zależy jego życie. Gdyby nie zdążył, czekałby ok. pół godziny na następny. Może czekała na niego dziewczyna, a może by go ktoś napadł po nocy. Nie wpłynęłam na jego życie nieproszona. Ja po prostu usłyszałam jego prośbę i mu pomogłam. To tak jakby świat wydelegował mnie do pomocy. Wkoło było sporo ludzi, ale każdy zajęty jest własnymi sprawami. Tylko ja nie spałam.


Za szczęśliwymi splotami wydarzeń stoją ludzie, którzy nie zdają sobie sprawy, że zmieniają cudzy los. Gdy ktoś idzie na rozmowę o pracę to musi trafić na kogoś kto usłyszy, że komuś zależy. Ludzie zgadzają się na pewne rzeczy, sami nie wiedzą dlaczego.


Muszę nauczyć się wypowiadać precyzyjniej. Było trochę mało czasu, żeby zatrzymać autobus słowami: proszę zaczekaj, aż dobiegnie ten miły chłopak, a potem jedź dalej. To by nie zadziałało.


Prawie usłyszałam jak chłopak mówi: dzięki Boże. Nie ma za co ;)))

08/10/2014

Świat nie ma serca

Świat był zawsze i będzie zawsze. Ludzie rodzą się i umierają. Umierają matki trojga dzieci i bezdzietne kobiety. Czy to sprawiedliwe? Dlaczego świat nie stanął? Bo nic się nie stało. Wszystko w porządku. Taka kolej rzeczy.


Woda płynie, ptaki śpiewają, słonko świeci. Jak dzisiaj w parku w centrum miasta.



Zawalił się świat w rodzinach, w których doszło do tragedii. Bez względu na status materialny czy popularność.


O ile śmierć to ruletka, o tyle choroby mają swe źródło w naszych myślach o sobie i innych.


Z artystami jest problem, bo oni kreują swój wizerunek. Poza bliskimi nikt nie wie jacy oni naprawdę są. Tylko przyjaciele mogą wygarnąć im prawdę i powiedzieć: przestań, zmień się. Ale przyjaciół trzeba mieć. A może ktoś obcy, nieznajomy powie prawdę.


Każdy kto choruje jest samotny w swoim bólu. Nikt poza nami samymi nie zna prawdy. A często my sami siebie oszukujemy, karmimy się złudzeniami, śpimy.


Nie oglądam seriali więc nie znałam aktorki, która ostatnio zmarła. Jakiś czas temu dowiedziałam się o niej i jej chorobie od przypadkowej osoby, która była pewna, że choruje od farby do włosów, którą ta aktorka reklamowała. Zresztą tę sytuację niedawno opisywałam na blogu. Ludzie myślą, że to co widzą w tv to prawda. Dotyczy to nie tylko starszych.


Choroby trzustki, śledziony i wątroby powoduje:


Podwyższona drażliwość, wybuchowość, gniew, wściekłość, nienawiść, zrzucanie winy na innych, pycha i zarozumiałość, egoizm, zatracanie się w świecie iluzji, w mrzonkach, obrażanie się na los, życie, na otaczających nas ludzi i sytuacje, stałe rozdrażnienie.


Te cechy muszą być nagminne, a nie sporadyczne.


Przeczytałam wywiad, którego aktorka udzieliła Vivie. Polecam przeczytać cały, bo mówi wszystko o niej i dlaczego zachorowała. W tym wywiadzie potwierdzają się wyżej wymienione cechy.


Np. mówi Zaczęłam więc pracować nad sobą, żeby nie ściągać tyle złej energii, która niszczy, kiedy masz w sobie złość. Teraz zaczynam to kontrolować. (...) Dawniej, kiedy facet zajechał mi drogę, wyzywałam go w myślach od najgorszych. A przecież można tego człowieka jakoś wytłumaczyć, zrozumieć – był zamyślony albo ma jakiś problem domowy, albo po prostu nie jest dobrym kierowcą.”


Ona była mądrą osobą i przeczuwała co powinna robić. Przecież wymieniła negatywne cechy, których nikt w niej nie widział. Każdy widział tylko pogodę ducha i uśmiech. Trudno jest bez przerwy udawać. Ja się boję ludzi, którzy zawsze są happy, bo oni są z innego świata.


Potem mówi: „Wyzbywam się więc złych emocji, które nagromadzone we mnie sprawiają, że cierpią na tym najbliższe mi osoby. Staram się więc nie ulegać impulsom, nie złościć, być po prostu na co dzień życzliwą. To działa w obie strony, bo im ja jestem lepsza dla siebie, tym jestem lepsza dla innych. Czynienie dobra powinno przede wszystkim dotyczyć nas samych.


A więc najbliżsi wiedzieli.


Udawała przed sobą, że nie jest poważnie chora mówiąc: najbardziej chciałabym wyjść z tej sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, i móc funkcjonować tak, jak funkcjonowałam do tej pory.


Swoją chorobę określała jako „sytuacja”. To jest straszna wypowiedź. Świadczy o strachu i niepewności. A jak walczyć z sytuacją? Właściwie to ona walczyła z paparazzi, a nie z chorobą.


Artyści oddają się szołbiznesowi. A to przecież wahadła, które czerpią energię z eksploatowania gwiazd. Ona chciała, żeby wszystko było na jej warunkach, a tak się nie da. Wahadło nie popuści, nawet po śmierci czerpie energię. Jej działania były niespójne. Wrzucała fotki na FB, a potem awanturowała się za publikowanie innych zdjęć. Brak konsekwencji. Nie miała wsparcia nikogo. Zresztą, czy ona kogokolwiek by posłuchała?


Z Korą jest inaczej. Ją media śledzą i publikują fotki z najbardziej intymnych sytuacji w szpitalu z kroplówką lub w domu w lesie. A ona nic. Ona wie jakie są reguły. Takie są wahadła. Dasz rękę to wciągną cię w całości.


Ostatnio oglądałam dokument o modelkach, które kiedyś były sławne. Zapamiętałam jak jedna z nich powiedziała, że jej syn, teraz nastolatek podziękował jej, że nie robiła sobie zdjęć nago. Bo to mądra kobieta. Teraz jego koledzy na próżno przeszukują internet i nie mają co wyśmiewać. Kto chciałby, żeby zdjęcia matki wisiały w pokoju kolegi. Czy nasze celebrytki o tym myślą?


Zdefiniowanie choroby to pierwszy krok do uzdrowienia. O chorobie mojego ojca dowiedzieliśmy się gdy miał iść do szpitala. My i on doskonale wiedzieliśmy, że ma raka nerki. Rozmawialiśmy o tym, to nie był temat tabu. Szukaliśmy rozwiązań. Pamiętam jak mama kazała mi spojrzeć w karty czy nie ma zagrożenia. Wtedy jej powiedziałam, że nic mu nie będzie jeśli nie pójdzie na chemię. Ojciec tak właśnie się zaprogramował. Za duże pieniądze pozbył się prawej nerki i był pewien, że pozostała nerka da sobie radę. Miał taki wewnętrzny zamiar, który nie znał wątpliwości. Nawet nie wiedział, że to Transerfing, zresztą ja też wtedy nie. Lekarz nawet mu tego nie zaproponował, bo od ojca biła pewność siebie.


Jeśli nie umiesz nazwać choroby to idź do psychologa, żeby to oswoić. Bez tego nie da się żyć z chorobą, a już o wyzdrowieniu nie ma mowy. Jak nie masz nikogo bliskiego z trzeźwą głową to koniecznie idź do psychologa. To powinno być obowiązkowe, zamiast trucizny do żyły.


Jeszcze jedno zdanie mną wstrząsnęło: Chcę jeszcze trochę pożyć. Bardzo głęboko wierzę, że mi się uda”.


No i dostała co chciała. Trochę pożyła. Ona nie chciała wyzdrowieć. Nie padło takie zdanie. Wiara w Boga to za mało. Trzeba być pewnym, że się będzie zdrowym. Mój tata już się tego nauczył. Trwa to 15 lat. Co pół roku robi badania. Ostatnio w poniedziałek odebrał wyniki i są w normie. On wie jakie myśli i przekonania są dla niego niedobre i nad tym pracuje. Bo nie walczy się z chorobą tylko pracuje nad sobą. Bóg nie uzdrawia tylko pomaga, stawia na naszej drodze osoby, które są nam w stanie pomóc, podrzuca ciekawe książki itd. Kiedyś zastąpiłam drogę chłopakowi, który chciał wejść na jezdnię, a nie widział nadjeżdżającego samochodu. Musiałam go uratować. Być może Bóg – czyli siła wyższa, kazała mi tak postąpić, żeby uratować go przed kalectwem lub śmiercią. Nie da się z Bogiem iść na kawę, to trywializowanie tej siły. Z Bogiem lepiej być w dobrych relacjach. Jest taki dowcip: człowiek mówi do Boga, dlaczego tak mnie karzesz, mam takie ciężkie życie? A Bóg na to: bo cię nie lubię.


A wahadła nadal bujają. Nie ma szacunku dla rodziny, wiwisekcja trwa. Media wyciągają wszystkie intymne informacje z najdalszej przeszłości. Znajdują się niby-przyjaciele, którzy wcześniej nic nie zrobili, a teraz udzielają wywiadów. Oni widzieli to co ona im chciała pokazać, to tacy powierzchowni znajomi. Przechwalają się kto z nich pierwszy się dowiedział o chorobie. Lekarze mówią teraz, że był to rak łagodny, więc powinna przeżyć. Czy lekarze mogą ujawniać tajemnicę po śmierci? Gdzie poszła etyka. Każdy jest teraz najmądrzejszy, a kobiety nie ma.


Trudno powiedzieć komuś co ma robić, zwłaszcza jak jest sławny i bogaty. Raczej nie zrozumie. I będzie się okłamywał, że przecież jemu nic nie będzie, bo jest wyjątkowy. Wielu już zgubiła pycha, czy brak pokory. Choroby nie biorą się z powietrza. Muszą najpierw zaistnieć w naszych myślach. Problem jest w naszych przekonaniach i to dostajemy. Trzeba je traktować poważnie, a nie robić sobie jaj jak np. Morrissey (wokalista The Smiths). Poklepywanie też nie pomaga.


Dzisiaj dostałam skierowanie do rehabilitanta. Każdy powtarza, że będzie dobrze, ale, żeby było dobrze szybko, to trzeba nad tym pracować. Powiedziano mi, że się nie dostanę, bo wszystkie miejsca do końca roku są zajęte. Ale ja mam inne przekonania. Skoro moja ręka jest niesprawna to potrzebuję wskazówek jak mam ćwiczyć. Dla mnie miejsce będzie. Zadzwoniłam i miejsce się znalazło. Bo ja byłam pewna, że tak będzie. Nie mam problemu z wewnętrzną pewnością i nikt nie jest w stanie mnie z tej pewności wytrącić. A mój ojciec dał sobie wyciąć nerkę, potem prostatę, ale nie da sobie założyć gipsu, bo się boi. Gdy coś się dzieje, to robi okłady i bandażuje. Czy to nie zabawne, przeżył dwa raki, a boi się gipsu ;) Chyba mnie i moją siostrę podziwia ;)


 


 



07/10/2014

Gdzie są dzieci?

Gdy kilka miesięcy temu wyszło na jaw, że agendy ONZ biorą udział w handlu dziećmi z Afryki, mało kto w to uwierzył. Sprawa została szybko wyciszona, a celebrytka w to zamieszana zrobiła szopkę. 100 tys. dolarów za dziecko to niezły zarobek.


W sierpniu br. rząd Ugandy poinformował o wzroście niekontrolowanych adopcji. W kraju jest 500 podmiotów, które zajmują się tym biznesem, bo to dochodowy biznes. Nawet dzieci, które nie są sierotami, trafiają do adopcji, wbrew ich woli. Nie wiadomo co się z nimi dzieje.


W necie jest ogromna ilość stron wmawiających ludziom, że Babies waiting for adoption in Uganda. Zwykli ludzie dają pieniądze mamieni obrazkami uśmiechniętych dzieci.


Więcej tu: http://afryka.org/afryka/gwaltowny-wzrost-adopcji,news/


To są doniesienia rządowe, a nie plotki.


Jak nie można zamknąć ust to można zatruć jedzenie i testować do woli. Niewykształceni ludzie nawet nie wiedzą co im robią miliarderzy z Ameryki. Już za 6 lat zostaną zasadzone w Ugandzie banany GMO. Gatesowie tak martwią się głodem w Afryce. Źródło: Banany w Ugandzie


A w międzyczasie można sprowadzić kolejny wirus, bo już pojawiła się choroba marburska.


Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/swiat/nowy-wirus-atakuje-afryke-jest-pierwsza-ofiara/8esy5


O kancie z Ebolą można przeczytać tu: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/afrykanczycy-wiedza-ebola-aids-bron-biologiczna-2014-10


 


A najbardziej smutne dziecko na świecie nazywa się Północ Zachód. Jest bardzo znane i bogate, ale nieszczęśliwe, na razie.


http://www.pudelek.tv/video/Kim-zapomniala-zabrac-corki-z-hotelu-6848/


 


 


 




03/10/2014

Sen o leczeniu

Tuż przed zaśnięciem zastanawiałam się co mam robić, żeby ręka szybko doszła do siebie. Takie luźne myśli, bez kierunku.

We śnie poczułam, że unoszę się i lecę dość szybko. Miałam zamknięte oczy, nic nie widziałam tylko czułam. A właściwie widziałam, ale nie swoimi oczami. Ciężko to wytłumaczyć.

Cały czas byłam w swoim ciele i czułam jak jakieś igły nakłuwają mi rękę. Było to bardzo przyjemne, nic nie bolało. Może dlatego nie otwierałam oczu. mi Było cudownie. Trochę smyrało, ale wiedziałam, że to dla dobra mojej ręki.


Nie mam pewności czy to był sen. Gdy się obudziłam, to jest taki moment, że już się nie śpi, ale nie otwiera się oczu. I właśnie w takiej chwili czułam, że te igły ciągle pracują. Postanowiłam nie otwierać oczu, bo może dostałabym zawału. Poczekałam, aż ich nie czułam i otworzyłam oczy.

Ręka bez zmian, żadnych śladów ukłuć. Choć na nodze pojawił się siniak, a wcześniej go nie miałam. Przecież nie chodzę w nocy, najwyżej latam ;)

W ciągu dnia mało się działo, ale do ręki wróciła świadomość. Wszyscy tak narzekają na złamania, że biorą leki przeciwbólowe, a mnie to ominęło. Być może moja świadomość czmychnęła z ręki i czekała, aż wyzdrowieje. Nie widzę innej możliwości. Przecież ręka to nie ja.

Opuchnięcie znacznie się zmniejszyło, wróciło czucie. Myślałam, że do wyzdrowienia daleka droga, bo każdy mi to powtarza. Naszykowałam się na pół roku rekonwalescencji, ale przecież złamanie szybko się zrosło. Może nie potrafię jeszcze odkręcić lakieru do paznokci, ale to tylko kwestia czasu. Krótkiego. Ręka jakby dostała kopa i chce działać.

Może ten sen to jakieś chciejstwa mózgu. Taka podróż do sanatorium.

Muszę bardziej uważać, nie puszczać myśli samopas. Zwłaszcza przed snem.

Co by było gdyby każda myśl się materializowała? Chaos. A ja tego nie chcę. Kolejna lekcja uważności.









02/10/2014

Gipsowa dieta

Dziwne, ale w czasie gdy miałam gips na ręce zmieniły się moje upodobania jedzeniowe. Na początku myślałam, że to sugestia, ale nie. Jedne produkty mogłabym jeść bez przerwy, a na inne nie mogłam patrzeć. Zaufałam sobie i po 6 tygodniach mogłam pozbyć się dodatkowego kilograma.


Tydzień temu byłam u lekarza, a on chciał mi wypisać zwolnienie. To był chyba żart. Powiedziałam mu, że nie chcę zwolnienia tylko zdjęcia gipsu! Zaprowadził mnie na gipsownię i powiedział do pracownicy: zdejm te resztki gipsu. Od razu go polubiłam, bo lubię złośliwość w granicach normy. Przecież wycięłam tylko trochę, a większość dźwigałam półtora miesiąca. Potem poszłam na prześwietlenie. Okazało się, że jest zrost. Znowu próbowałam się tłumaczyć, ale on uciął, że było minęło i ważne, że się kość zrosła. Też tak myślę i za to go też polubiłam. Dowiedziałam się też, że niektórzy noszą gips nawet 8 tygodni, więc mam szczęście :) Po co też tak często się naświetlać RTG. 6 razy wystarczy.


Ręka bez gipsu jest wiotka. Skóra trochę pomarszczona. Zaczęło mi brakować tego gipsu, bo czułam się w nim bezpiecznie. Od momentu wypadku do dzisiaj ani przez sekundę nic mnie nie bolało, nic mnie nie swędziało, a tylko troszkę upijało, ale to sobie przycięłam.


Zanim wróciłam do domu kupiłam stabilizator (63,-) i jeszcze w aptece go założyłam, a także żel do smarowania (47,-), bo ręka była spuchnięta.


A teraz dieta na dobry zrost kości, czyli zawierająca wapń, białko, witaminę D, fosfor i magnez.


Niestety nie lubię nabiału, z wyjątkiem żółtego sera i kefiru. Ser jadłam, a kefir wylałam, bo się przeterminował. Nie mogłam się zmusić do picia. Dwa razy kupiłam twarożek, ale też poszedł do śmieci. Co ciekawe, nie mogłam patrzeć na ciemne pieczywo. Jadłam więc zwykły baltonowski chleb. Można powiedzieć, że tego wapnia nie dostarczyłam sobie za dużo. Warzyw w ogóle nie jadłam, z wyjątkiem kapusty. Z owoców jadłam tylko winogrona, śliwki i jagody. Jagód zjadłam 5 kg, a mogłabym je jeść bez przerwy.



Ciekawe, bo one są dobre na oczy, a nie na złamania. Ich pozytywny wpływ na wzrok pierwsi zaobserwowali piloci RAF-u w czasie II wojny światowej, lepiej widzieli w ciemnościach gdy wcześniej zjedli dżem jagodowy. Naukowcy od razu to zbadali i potwierdzili, że jagody wspomagają regenerację rodopsyny – barwnika w siatkówce oka, odpowiedzialnego za widzenie po zmroku i przy niskim natężeniu światła. Wysoka zawartość antocyjanów powoduje, że jagody uszczelniają ścianki naczyń krwionośnych i przeciwdziałają stwardnieniu tętnic. Może dlatego właśnie jadłam tyle jagód, a potem borówek amerykańskich. A może dlatego, że był sezon ;)


Z kawy nie zrezygnowałam i piłam jedną na śniadanie. Potem robiłam sobie napój z galaretek. Z jednego opakowania robiłam litr napoju, czyli 3 szklanki. Wypiłam już 50 i piję nadal, bo coś mnie suszy. Lekarze uważają, że picie galaretek nie ma wpływu na szybsze zrastanie kości i zalecają jakieś tabletki. Żelatyna jest raczej na stawy, a nie kości, ale piłam i piję.


Białko dostarczałam tak jak zwykle w zupach na wywarach mięsnych. Jadłam też kurczaki gotowane lub smażone, ale tylko 2 razy w tygodniu, bo nie lubię za często. Kolagen musiał być, ale to nie pomogło, bo mięśnie trochę zniknęły.


Najwięcej dostarczyłam sobie fosforu i witaminy D.


Mogłabym bez przerwy jeść szprotki w oleju. Zjadłam też 1 makrelę i sardynki. Ale szprotki były najpyszniejsze. Ach ten olej i te kręgosłupy ;)




Miałam szczęście, że było słonecznie i ciepło, więc witaminy D3 miałam pod dostatkiem. Organizm sam produkuje tę witaminę pod wpływem promieni słonecznych. Oczywiście, jak największa powierzchnia skóry była odsłonięta i bez kremów z rdzą i nanocząsteczkami. Starałam się przebywać na słońcu między 10 a 14, żeby jak najwięcej skorzystać. Nie opalałam się tylko spacerowałam. Gdy było mniej słońca piłam tran z rekina.


Na słodycze zupełnie nie miałam ochoty. Jadłam tylko po kilka daktyli dziennie, bo suszone są bardzo słodkie. To nie tylko słodki deser, ale źródło potasu, żelaza, fosforu, magnezu, chromu, działają przeciwzakrzepowo (widocznie było mi to potrzebne) i zwalczają stany zapalne, które niewątpliwie miałam.



Miałam też dobry nastrój :)


Szybko zleciało.


 


 



25/09/2014

Co za urodziny ;)

Wczorajszy dzień zapamiętam na długo. Szampana zaczęliśmy pić o 11. Ciągle mam gips więc do jedzenia było coś gotowego. Dostałam nowy storczyk. Potem pojechałam do szpitala, bo moja siostra złamała sobie też lewą rękę tylko gorzej. W szpitalu zakładali jej druty. Nie mogłam uwierzyć, że szczęścia w nieszczęściu chodzą parami. Lekarz myślał, że jesteśmy bliźniaczkami. Może jesteśmy, ale odstęp między nami to 18 miesięcy. Przed wypadkiem przebiegł jej czarny kot, ale to tylko "przypadek".


A wieczorem dostałam zza granicy prezent, który przyniosła mi bardzo miła osoba :) To nowa fontanna.



Tak więc nie było przyjęcia, za to pełna lodówka piwa ciechan. Podobno tylko prawdziwi mężczyźni takie piją. Muszę się dowiedzieć dlaczego.


A jutro moja lewa ręka będzie lżejsza, bo chyba zdejmą mi gips. Po 43 dniach chyba się zrosła kość promieniowa. :)


 




 


 



20/09/2014

Coś miłego

Jestem zdołowana po wczorajszej wizycie u lekarza. Liczyłam na zdjęcie gipsu, bo minęło już 5 tygodni, a tu niespodzianka. Najpierw lekarz zjechał mnie równo, bo trochę przycięłam sobie gips, żeby było ładniej. Okazało się, że może jest ładniej, ale gorzej dla mojej ręki. Kolejny tydzień mam nosić ten gips, bo kości się nie zrosły. Bez prześwietlenia. Nie każdy lekarz ma rentgen w oczach, a ten ma, bo jest specjalistą chirurgii urazowo-ortopedycznej i medycyny sportowej.

Snuję się od rana bez celu, bo plany runęły w gruzach. Podeszłam do okna i pomyślałam: poproszę o coś miłego, coś co mnie rozweseli. Myślisz – masz :)


Rozbawiło mnie to. Nie mam dużo energii, bo wszystko idzie w rękę, a tu niespodzianka. Czyli wystarczy pewność, a nie moc. Uśmiechnęłam się, zrobiłam fotkę przez szybę i wyszło słońce. Motylek zupełnie się nie bał i pozwolił się obejrzeć. Był piękny, a potem odleciał do kogoś innego. Pracuś. Po co są motyle? Do rozweselania.

Ale po pizzę to zadzwonię, bo świat może pomylić zamówienie ;)

 

13/09/2014

Genocide

Dowiedziałam się, że autorem terminu genocide – ludobójstwo jest polski prawnik Rafał Lemkin, który zmarł 55 lat temu (z tego artykułu Genocide ). Mało kto o nim słyszał.


Genocide to zbrodnie przeciw ludzkości, czyli ludobójstwo, które obejmuje celowe wyniszczanie narodów, grup etnicznych, religijnych, rasowych. Dzieje się to poprzez zabójstwa, kontrole urodzin, przymusowe odbieranie dzieci, czy tworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie. Jest to opisane w Konwencji ONZ z 1948 r.


Po raz kolejny obejrzałam film „Namibia. Pierwsze ludobójstwo XX wieku”. Wymordowano 2/3 plemion Hererów i 1/2 Nama w latach 1904-1907. Zrobili to Niemcy, bo zdziwili się, że tubylcy nie witają radośnie nowych „właścicieli”. Akurat Niemcom przypadła ta część Afryki.Inni dostali więcej.



 idealiści


Niemcy metodycznie likwidowali miejscową ludność w obozach koncentracyjnych, zatruwali studnie, polowali na uciekające kobiety i dzieci. Już 5-letnie dzieci musiały pracować. Nawet po śmierci nie dano im spokoju. Zbrodniarze – lekarze obcinali trupom głowy i spreparowane czaszki wysyłali do Niemiec. A tam „naukowcy” udowadniali, że to nie byli ludzie, różnice rasowe świadczyć miały o wyższości niemieckiej rasy nad murzyńską. Ci ludzie robili kariery pseudonaukowe. Ich wnioski wykorzystał potem Hitler.


Jak już niemieccy żołnierze wymordowali właścicieli tamtych terenów, to w nagrodę dostawali ich ziemię i się budowali. Obecni biali w Namibii (1% populacji) to wnukowie tamtych zbirów, nie mają żadnych wyrzutów sumienia. Nie ma w Namibii żadnych miejsc upamiętniających tamtą rzeź. Po cmentarzach chodzą właściciele piesków i pozwalają swoim pupilom załatwiać się tam. W 2011 roku zwrócono tylko 20 czaszek oznaczonych tylko numerami, bo nie zapisywano imion nie-ludzi. W klinice Charite ciągle są tysiące czaszek, ale to przecież w celach naukowych. Nikt nie zapłacił za to ludobójstwo, oprawcy zostali nagrodzeni.


W ubiegły weekend na 3 kanałach (nc+, polsat, tv4) emitowano film z 2003 r. The Hunted, przetłumaczony jako Nożownik. Lepszy tytuł to tropiciel, ale ja nie znam angielskiego.


Zainteresowałam się tym filmem z uwagi na interesującego aktora Benicio Del Toro (Benicio Monserrate Rafael Del Toro Sanchez). Lubię go, bo ma w oczach coś co przyciąga uwagę. W filmie grał świetnie wyszkolonego zabójcę, który dopóki zabijał na zlecenie to uchodziło na sucho. Jak zabił na własną rękę to musiał zginąć. Zasłużył się w Kosowie w 1999 r., a potem zabijał na zlecenie służb. Tommy Lee Jones gra jego nauczyciela zabijania. (autentyczna postać, chyba jeszcze żyjąca). Mówił, że nauczy każdego zabijać, szybko, dokładnie, skutecznie, odruchowo, zwalczy ich opór przed zabijaniem, ale najtrudniej wyłączyć myślenie. I taki właśnie był bohater filmu. W jednym z listów do swego guru napisał, że to nie żołnierze, a roboty. I miał rację. Żołnierzy tak właśnie się szkoli. Nikogo nie obchodzi czy ci ludzie coś czują, bo mają nic nie czuć – mają zabijać jak roboty. Gdy zaczynają mieć koszmary to trzeba ich zabić, bo są niebezpieczni i mogą zabić kogoś bez rozkazu. Nie można ich złapać, uwięzić i sądzić, bo mogą wyjawić tajne operacje. Zabiją ich koledzy. Reżyser tego filmu to też ciekawy człowiek.


Podkład muzyczny listy płac na końcu filmu to Johny Cash (mój patron na ten rok) i znakomity utwór The Man Comes Around.



A więc jest nadzieja na to, że Człowiek powróci. Gdzieś się zagubił, zapomniał o swoim człowieczeństwie. Ale wróci. Tekst utworu tutaj the_man_comes_around


Mordów w Kosowie by nie było, gdyby rozliczono morderców w Rwandzie w kwietniu 1994 r. W ciągu 100 dni wymordowano milion Tutsich, a wojska ONZ wyjechały jak zaczęły się mordy. Nie pierwszy i nie ostatni raz ONZ się zhańbiło. Potem była Srebrenica w 1995 roku i Kosowo w 1998. Teraz wychodzi na jaw, ze mordowano ludzi dla organów i rządy europejskie i USA o tym wiedzieli i pozwalali na to. Za zbrodnie osądzono generała Radislawa Krstića i zamknięto go na 35 lat. Od 20 marca 2014 roku Krstić zamieszkał w areszcie śledczym w Piotrkowie Trybunalskim. Od procesu norymberskiego to pierwszy skazany za ludobójstwo.


A w Prisztinie Albańczycy rejestrują partię neofaszystowską. Ambasada USA w Prisztinie „popiera równość wszystkich ludzi i odrzuca dyskryminację mniejszości”. Więcej tu http://balkanekspres.blog.pl/


Afryka jest nadal polem bitwy, to samo dzieje się w Syrii. I my na to patrzymy i pozwalamy, żeby wybuchały kolejne wojny.


Ludobójstwo nie jest cechą człowieka. Trzeba być upośledzonym, żeby zabijać własny gatunek. Agresja tak, ale można ją rozładować np. w boksie. Ostatnio oglądaliśmy galę boksu w Międzyzdrojach. Nie była zbyt ciekawa, więc przełączano mi kanały na walki w klatkach. To zupełnie nieciekawe, bo nie ma żadnych zasad. Gdy są jakieś zasady to powinno się ich trzymać. W przeciwnym razie jest samowolka. Jak na wojnie nie ma zasad to dochodzi do ludobójstwa. Zabija się nie tylko żołnierzy, ale kobiety, starców i dzieci. I to jest rzeź.


Ludobójstwo nie dzieje się spontanicznie. To celowe działanie, długo przygotowywane.


A kogo osądzić za tworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie przez wywoływanie epidemii, podłe jedzenie, rtęciowe szczepionki, aborcje. Przecież to kontrola urodzin i powinno być karane.


Na moim balkonie pająk rozpiął sieć, złapał kilka much, zjadł i sobie poszedł. A sieć się rozpada. Głupie zwierzę, a nie morduje na zapas. Nie nienawidzi.



US Navy pracuje nad delfinami i uczy ich różnych rzeczy m.in. wykrywania min. Program wprowadzono w 1959 roku. Ostatnio w San Diego utopił się ich trener, ale wykluczono udział delfinów. http://www.thewire.com/national/2014/05/us-navy-dolphin-trainer-drowns-in-san-diego-bay/361686/ Ja nie byłabym tego taka pewna.


 


Codziennie myślę o pokoju i psuciu broni. Każdy to może robić, bo to skuteczne. Ileż to razy zacinała się broń gdy ktoś chciał zrobić jakiś napad, często o tym czytam. To nie czary. Im więcej ludzi będzie w ten sposób myślało tym szybciej zapanuje pokój. Na złość czarnym typom zapanuje miłość na tej ziemi. Mamy na razie trochę spokoju w Strefie Gazy, co mnie cieszy. Wszystko jest możliwe.


A to typowy znak miłości pokojowego noblisty.



 


 



10/09/2014

Karl Lagerfeld

Happy Birthday :)


Dzisiaj obchodzi urodziny, albo 81 albo 76. Urodził się 10 września 1933 r. To najsłynniejszy obecnie projektant - nie tylko mody, fascynująca osobowość. Ma oko do wyszukiwania ładnych ludzi.


Nie sądzę, że wszystko co mówi o sobie jest prawdą.


Mówi kilkoma językami, a czyta we wszystkich, tak mówi. Nigdy nie głosował i nie będzie. Polityka to nie jego świat.


Gdy się urodził ojciec miał sześćdziesiąt lat, a matka czterdzieści dwa. W dzieciństwie matka dała mu popalić, choć była nowoczesną kobietą. Mówiła, że w kapeluszu wygląda jak stara lesbijka, albo, ze trzeba kupić zasłony na jego wielkie dziurki w nosie. W wieku 10 lat wiedział, że jest inny, że jest gejem. Ale nigdy nie został przyłapany z facetem. Trzeba mieć klasę. Jest przeciwnikiem małżeństw gejowskich, bo to powrót do mieszczaństwa. Geje chcą być jak inni, a nie są. Homoseksualizm jest częścią normalnego życia i dotyczy około dwudziestu procent społeczeństwa. Nie wie, o co taki ruch miałby walczyć. To nie jego rzeczywistość.


Nigdy nie pił, nie palił, nie brał narkotyków, ale pije dużo diet coli. Ma śliczny kielich z podstawką, który sam zaprojektował. Chciałabym mieć taki ;)


Nie ćwiczy, bo to nudne, a joga to inna kultura.


Ponieważ chciał nosić fajne ubrania to schudł 40 kg (napisał o tym książkę). Dlatego teraz wytyka innym nadwagę (np. Adele). Ludzie są leniwi, skoro on mógł schudnąć to inni też mogą.


Ma 1,78 cm i unika małych ludzi. Uważa, że to niewybaczalne być małym człowiekiem.


 

źródło: denimblog.com


Będzie pracował do końca życia, bo gdyby nie pracował to by umarł. Jego rodzice żyli ponad 90 lat, on będzie żył dłużej.


Nosi rękawiczki i wysokie kołnierzyki, bo nie chce pokazywać starej skóry. Esteta.


Ma kotkę Choupette, która ma własną linie kosmetyków. Jej opiekunowie spisują wszystko co robi, co je, a czego nie chciała. Karl wyda książkę o niej. Jest w niej zakochany.


Teraz kilka jego wypowiedzi z różnych wywiadów i z filmu biograficznego.


 

Prawda jest jedynie pytaniem o punkt widzenia.


O dobroczynności. Działaj, bądź hojny i w ogóle, ale nie rób z tego tematu do rozmów, bo zamęczysz świat na śmierć.


Nie lubię sypiać z ludźmi, których naprawdę kocham, nie chcę tego robić, bo seks ma swój koniec, a uczucie może trwać wiecznie.


Frustracja jest matką zbrodni, brak prostytutek i pornografii spowodowałby gwałtowny wzrost przestępczości.


Nie podoba mi zarzynanie zwierząt, zresztą nie podoba mi się też zarzynanie ludzi, co aktualnie jest bardzo popularne na świecie.


Czytam jak szalony, bo chciałbym wiedzieć wszystko.


To miłe kiedy stać cię na coś, ale w momencie, kiedy stajesz się ofiarą posiadanej rzeczy, nie powinieneś jej zatrzymywać.


 


To geniusz i mówi co myśli. Wolno mu. Nikogo nie krzywdzi. Długiego i ciekawego życia :)


 



04/09/2014

6 rocznica

16 sierpnia minęła 6 rocznica bloga. Pamiętałam o niej, ale akurat tego dnia śpiewałam „jesteś szalona” na weselu (skąd znałam słowa?!), więc i tak nic bym tego dnia tego nie pisała.


Lubię nieoczywiste rocznice. :)


Gdy zaczynałam pisać to nie spodziewałam się, że będzie to trwało tyle lat.


Pierwsza notka pojawiła się podczas pełni Księżyca w Wodniku. Czyli Księżyc udawał Słońce i rozjaśniał mroki nocy. Tematyka też taka niejednoznaczna. Czasem na poważnie, a czasem nie, choć zawsze prawdziwie. Tego dnia piosenkarka Madonna świętowała 50 urodziny. Czy coś wskazywało na długowieczność?




Przez 6 lat nie nauczyłam się jasno formułować myśli. W starych notkach widzę dużo skrótów myślowych. Bo jednak łatwiej rozmawiać z kimś w realu niż pisać. Piszę dla siebie i czasem jestem zaskoczona, że to ktoś w ogóle czyta. Mnie raczej interesują ciekawe tematy niż śledzenie cudzego życia.


Gdy widzę, że liczba odwiedzin jest duża, to przestaję pisać, może ktoś się zniechęci i zapomni. Tak dla sprawdzenia czy nie jestem uzależniona. Czasem myślę, że licznik się popsuł. Popularność nie jest moim celem, bo blog jest o codziennym życiu przeciętnego człowieka. Może zaspokajać potrzebę zaglądania na cudze podwórko. Ale mi o zupełnie nie przeszkadza. W takim świecie żyjemy.


Pewne rzeczy przez te 6 lat się zmieniły, pewne moje przekonania się przewartościowały. Choć ja jestem ciągle ta sama, to jednak jest teraz inaczej. Jedne rzeczy są bardziej ważne inne mniej.


Są też pewne stałe zachowania, które nigdy się nie zmienią. Np. zawsze płaczę na filmie „Hair” i zawsze się śmieję w tych samych miejscach na filmie „Rybka zwana Wandą”. Tak było i będzie. Od zawsze mierzi mnie głupota, polityka i wojny. Staram się o tym pisać jak najmniej, ale czasem nie da się być obojętnym. Ostatnio wpadłam na pomysł jak zmienić wojny w pokój ;) Skoro świat jest lustrem i ja decyduję co widzę, to wysłałam w świat specjalne myślokształty. I to one mają specyficzne zadanie zmieniania energii na świecie. Po ich wysłaniu nie mogę niczego zmienić, nie wiem jak zadziałają i kiedy, ale działają. I to jak! Znienacka skończyło się ludobójstwo w Strefie Gazy, a niedługo skończy się zamieszanie na wschodzie. Gdy o tym się dowiaduję to uśmiecham się i posyłam kolejne myślokształty, bo ta technika jest bardzo skuteczna, choć pokój nietrwały. To wszystko odbywa się na poziomie energetycznym, ale efekty widzą wszyscy. Nie będę już o tym pisała, ale zamierzam żyć w świecie, w którym życie ludzkie jest najcenniejszym dobrem. Gdy dowiem się, że z Afryki wyjechali wszyscy biali ze swoimi truciznami to przestanę. Dajmy żyć każdemu po swojemu.


Wygląd tego bloga nie ulegnie zmianie. Jeśli zostałabym zmuszona do zmiany to przestanę tu pisać. Są zakusy, żeby ujednolicić wygląd blogów na bloxie. Wtedy zacznę gdzie indziej, tam gdzie nie będzie reklam i cenzury. Zachowanie indywidualności jest bardzo trudne. Wszyscy jesteśmy nieustannie zmuszani do robienia różnych rzeczy. Musimy oglądać filmy, które ktoś uznał za kultowe, musimy być happy i like it, musimy zgadzać się na pornografię i dewiację, i musimy patrzeć jak bezwolne marionetki oblewają się wodą. Jakie to puste. Ludzie chcą być jednakowi. Niech będą.


Internet jest wspaniałą przestrzenią i kopalnią wiedzy. Jestem naprawdę wdzięczna ludziom za tłumaczenia ciekawych tekstów. Bez nich byłabym skazana na papkę naszych mediów. Nie jestem fanką opcji „kopiuj – wklej”, bo szanuję cudzą pracę. Nie po to ktoś się napracował, żeby mu to zabrać. Tak działają blogi eko, pro zdrowotne, natura itp. Czasem myślę, że pisze je jedna osoba, bo wszędzie są kopie tych samych tekstów.


Coraz bardziej doświadczam synchronizacji. Kiedyś myślałam, że ktoś z onetu czyta moje teksty, bo po opublikowaniu jakiejś notki czy fotki, to samo pojawiało się dzień czy dwa po mnie na głównej stronie. Jest to oczywiście niemożliwe. Są pewne energie, które odbieramy wszyscy, wszyscy myślimy w jednym kierunku. Noszę gips na nadgarstku i akurat moją uwagę zwrócono na Rok 1984. A tam ukochana Winstona też miała opatrunek, tylko na prawej ręce. Taka zbieżność. To się dzieje bez przerwy. Gdy człowiek jest czujny to widzi. Nie ma przypadków. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Jedno wynika z drugiego, wszystko się zazębia. I tak życie płynie. Od Źródła do Źródła.