18/09/2013

Rak chorobą rodziny

Wczoraj w samo południe (znowu) odeszła z tego świata znajoma. Miała raka, czerniaka. Na początku leczyła się terapią Gersona. Pomogło na krótko, bo nastąpił nawrót. Potem kolejno przetestowała na sobie wszystkie dostępne terapie naturalne, diety, a potem inne medyczne. Przeczytała wszystkie książki E.Foley i była na wszystkich jej kursach, stosowała afirmacje. I nic to nie pomogło. Przez ostatnie 9 lat walczyła z rakiem, a w końcu umarła.

 


Poznałam sporo osób, które miały raka i jedne już odeszły, a inne żyją i mają się świetnie. Lekarstwem na raka nie jest vit. B17 lub inne cuda. To człowiek ma w sobie lekarstwo na wszystko. To umysł. Każda choroba powstaje najpierw w naszych myślach, przekonaniach. Gdy pielęgnujemy w sobie urazy to po cichutku hodujemy raka. Dlatego ważne jest, żeby nie rozpamiętywać złych rzeczy. Ktoś o nas powiedział coś złego i my nie zapomnimy mu tego do końca życia. Bo przecież nie można tego wybaczyć. Sprawca ma się dobrze, a my chorujemy.

Odpowiedź jest w V tomie TR. Nasz świat jest lustrem, które odbija nasze myśli i wyobrażenia. W Hunie mówi się, że świat jest taki jaki myślisz, że jest. W TR jest prościej. Myślisz, że walczysz z rakiem to lustro ci odpowiada: tak walczysz z rakiem. W twoim świecie jest walka i rak. W walce giną ludzie. Lustro zawsze się z nami zgadza. Dlatego ważne jest co myślimy o sobie, o świecie, o innych. Jeśli chcesz mieć dobre życie to myśl o przyjemnych rzeczach. Łatwo powiedzieć, jak wokół tyle zła. Właśnie dlatego. To zło jest gdzieś daleko. Było i będzie. Jak o tym ciągle myślisz, to zło wkrótce pojawi się w twoim życiu.

Znowu analogia z mojej rodziny. Gdy ojciec zachorował na raka nerki, to byliśmy skłóceni. Ja zawsze byłam najgorsza, bo miałam własne zdanie, nikogo nie słuchałam i wiedziałam lepiej. Ojciec nie mógł tego znieść, że kwestionowałam wszystko co powiedział. Przecież najlepiej uczyć się na własnych błędach. Jego choroba spowodowała, że wszyscy zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy rozważać, co dla nas jest ważne. Przecież mógł umrzeć i wtedy wyrzuty sumienia chyba by nas zabiły. Pisałam już o tym, ale teraz myślę, że nie tylko on chorował na raka. To chorowała cała rodzina, bo relacje między nami były chore. Ten test rodzina zdała. Mieliśmy grafik kto kiedy był w szpitalu i nie daliśmy mu czasu na myślenie o chorobie. Było tak, że nie był sam, chyba że w nocy. Wspieraliśmy się, a miłość unosiła się w powietrzu. Ojciec się trochę zmienił, ale ciągle chce być najmądrzejszy. Wystarczyło sił na 10 lat, aż przyszedł rak prostaty. Zaczął pracować nad swoim zachowaniem w stosunku do mamy i jest lepiej. Wszystko mu wytłumaczyłam. Prawie się z nim pokłóciłam, gdy tłumaczyłam mu dlaczego on zachorował a nie my. Doszłam jeszcze do wniosku, że ma uraz do swojego brata, który rozwiódł się i związał się z nastolatką. Różnica wieku olbrzymia i ojciec nie wyobrażał sobie, że będą przychodzić na imprezy rodzinne razem. Gdy ojciec był w szpitalu to zakazał go powiadamiać. Niestety ojciec bagatelizuje problem i mówi, że to nie on się obraził. Gdy mu powiedziałam, że to może być przyczyna jego raka, to zaczął się nad tym zastanawiać. Ale teraz sam nie wie jak to rozwiązać. To go może zniszczyć. A w lustrze mojego ojca jest zdrowie i życie. On wie, że miał raka, ale z nim nie walczy. Dba o siebie i wspomaga organizm, żeby się uleczył sam. Czasem wystarczy się pozastanawiać, czy to może być prawda, dopuścić do siebie nowe myśli. Dobre myśli.

Bo świat dba o nas. Tylko pozwólmy mu na to.

13/09/2013

Zmiany są ...

Zmiany są nieuniknione.


Goście wyjechali. Przez dwa tygodnie w domu miałam "sajgon". Totalne zamieszanie. Wszędzie pełno rzeczy, przyjemny bałagan, inne zakupy, inne gotowanie. Całe codzienne życie się zmieniło, bo musiałam się dostosować do gości. Bardzo dobrze mi to zrobiło. Powiew świeżego powietrza. Gdy już masz wszystko poukładane to tego nie doceniasz. Coś się musi wydarzyć, żeby docenić to co się ma. I ja to doceniam. Kocham jak coś się dzieje, wtedy wiem, że żyję.


Zmiany są konieczne. Gdy nic się nie dzieje człowiek traci czujność. Niewielka zmiana może wywołać zamęt w życiu. Nie ma nic stałego, jedyną stałą jest zmiana - to powiedział mądry człowiek.


Zmiany są dobre. Ostatnio do mojej pracy przyszedł znajomy i powiedział, że ma świetną pracę. Z poprzedniej go wywalili jak zachorował. Dostał odszkodowanie i przywrócenie do pracy. Ale znalazł inną, lepszą. Jest szczęśliwy, bo już dostał awans, współpracownicy są rewelacyjni. Gdyby go nie wyrzucili, to nie byłby teraz szczęśliwy.


Zmiany są pouczające. Zwykle zmieniałam pracę co 3 lata. Tak już jest, że w tym czasie można nauczyć się wszystkiego. A potem tylko odcinać kupony. I wtedy pora na zmiany. Trzeba zmienić pracę, żeby nie stać w miejscu.


Zmiany są frustrujące. Nawet niewielkie. Moi rodzice mają ustalony tryb życia. Nawet miejsce przy stole każdy ma ustalone. Gdy ostatnio ktoś usiadł na mamy miejscu, to ona musiała usiąść gdzie indziej. Potem powiedziała, że źle się czuła, odczuwała jakiś niepokój. A to przecież jej komórki nerwowe w mózgu pracowały. Człowiek gnuśnieje jak wykonuje rutynowe czynności. To jak praca na taśmie. Można zasnąć, a ręce i tak zrobią co muszą ;) Ludzie jak mają poukładane życie i są z niego zadowoleni, to boją się zmian. Niepokoją się co one przyniosą.


Zmiany są niedobre. Pracowałam kiedyś w firmie, gdzie szefem był bardzo mądry człowiek. Firma była znana, prężna. Gdy zachorował, poleciał do Indii na pół roku, a firma dalej świetnie prosperowała, bo on ją zarządzał na odległość. Wydawał polecenia przez telefon, wideokonferencje itp. Gdy umarł firma powoli upadała. Nowy szef nie miał charyzmy i nie umiał dobrze kierować. Są ludzie niezastąpieni. To stanowiska można zastąpić. Firma padła. Ta zmiana wyszła firmie bokiem, bo jej nie ma. Ludziom może nie.


Zmiany są nieodwracalne. Ostateczne. Dzisiaj odeszła Małgosia Zwierzchowska. Poznałam ją kilkanaście lat temu na obozie pod namiotami nad jeziorem Niegocin. Był też Olek Grotowski. Zapamiętałam ją jako bardzo pogodną i życzliwą osobę. A jej ser żółty maczany w cieście naleśnikowym i smażony na oleju był boski. Od tamtego czasu jej nie widziałam, a ona ciągle śpiewała fajne, wesołe piosenki. Już nigdy nie pogadamy. Odeszła do Źródła.


Zmiany są dziwne. W tym roku zapomniałam wysiać maciejkę. Kwitnie ona w maju, ale u mnie kwitnie teraz. Po prostu nasionka były w skrzynce z zeszłego roku, a ja podlewałam inne kwiaty, które wysiałam świadomie. I tak natura zmieniła się i mam na balkonie wrześniową pachnącą maciejkę. Może będzie do października albo dłużej, do śniegów ;)


Dla Małgosi.


03/09/2013

Starość

W piątek biegłam do autobusu i nagle zobaczyłam jak staruszka upada na chodnik. Wychodziła z klatki bloku. Zatrzymałam się i pomogłam jej wstać. Wyjęłam chusteczkę antybakteryjną i wytarłam krew z dłoni i twarzy. Wyszła sąsiadka i zaprowadziła staruszkę z powrotem do domu. Pojechałam następnym autobusem.


Starość jest dziwna. Umysł jeszcze sprawny, ale ciało już nie. A wcale tak nie musi być.


W niedzielę byliśmy na spacerze w parku i zobaczyłam staruszki na przyrządach do ćwiczeń. Wspaniały widok.



Wracały z kościoła, zahaczyły o ten plac zabaw i skorzystały ;) Mężczyźni też tam ćwiczą.. A więc można też tak spędzać starość.


To wszystko zależy od człowieka. Co wybiera.



Polecam film "Kwartet", który wyreżyserował 75 letni Dustin Hoffman, a sam w nim nie zagrał. Fajna opowieść. Przesłanie filmu: życie jest cudowne, zawsze jest miejsce na drugą szansę. Tylko dlaczego do tego stwierdzenia dochodzi się w "odpowiednim" wieku?


Zwiastun filmu: http://www.youtube.com/watch?v=QXCIsfg42l4


Mogłabym się podpisać pod tą recenzją, gdyby była moja ;) Zamiast zastosować opcję kopiuj i wklej, dam odnośnik ;)


http://wnas.pl/artykuly/2714-kwartet-cieply-i-pelen-pozytynej-energii-film-hoffmana-recenzja-dvd


Starość nie jest dla mięczaków.


A póki co oglądaj pozytywne obrazy i szczęśliwych ludzi. To zaraźliwe. I dobrze :)

28/08/2013

Rak lubi cukier?

Mój tata miał już dwa raki i ciągle lubi słodycze. Wie doskonale co piszą naukowcy o cukrze, ale nie może się powstrzymać. Mama też je, a raka nie ma. Tak myślę, że to nie określone jedzenie powoduje raka, tylko ludzie z rakiem wybierają takie a nie inne jedzenie.Wiele artykułów z netu w sprawie szkodliwości cukru wydrukowałam i zaniosłam ojcu do przeczytania. I nic się nie zmieniło.


Zresztą oboje rodzice są szczupli, nigdy nie mieli nadwagi, w naszej rodzinie też nie ma cukrzyków, miażdżycy i chorób serca. Nic się nie zgadza, bo te puste kalorie zupełnie nam nie szkodzą.


Moi rodzice codziennie do południowej kawy jedzą ciasta, pączki (nawet te z tesco), serniki, w-zetki. Latem mama sama piecze ciasta, a często tata sam robi galaretki i serniki na zimno z owocami.


W zasadzie ojciec odżywia się zdrowo, a cukier jest ściśle określony. Bo szklanka cukru w cieście z prodiża starczy na cały tydzień, więc wie ile tego cukru zjada. Kawę słodzą miodem, więc ten cukier w cieście to jedyny jaki spożywają.



Nie jedzą jogurtów, ani margaryny, a to są największe trucizny. Zawsze jest u nich tylko masło dobrego gatunku. Tata robi sam kefir, a mama lubi popijać herbatkę imbirową. Tata często robi różne mieszanki ziołowe z receptur ojca Grande i Górnickiej. Ostatnio pije mieszankę 5 ziół, którą pili Sybiracy. Ma to wzmocnić odporność, żeby usunąć komórki rakowe. Za miesiąc znowu będą kupować granaty i wyciskać sok. To naprawdę wzmacnia organizm. Jedzą też pestki moreli bez skórki. Wiadomo, że zawiera ona B17, ale też inne enzymy, które człowiek nie umie zamknąć w pigułce. Dlatego pestki lepiej działają, a nie tabletki.


Tata palił papierosy przez 50 lat, a zaczynał od Sportów bez filtra. Więc powinien mieć raka płuc. A tu niespodzianka. Miał raka nerki, a teraz zaleczył raka prostaty.


Gdy moi rodzice przeczytali o odżywianiu zgodnie z grupą krwi, to okazało się, że intuicyjnie wybierali produkty właśnie dla nich korzystne. To znakomity test na intuicję, proszę sprawdzić swoją ;)  Tata bardzo się ucieszył, że to jak się odżywia jest dobre. Nie umiał się przekonać do bananów czy pomidorów albo kapusty, a tu okazało się, że właśnie są niewskazane dla grupy krwi A.


Tata cały czas wzmacnia organizm różnymi mieszankami ziołowymi, pije domowy ocet jabłkowy, pilnuje też codziennego wypróżniania. To ważne i oczywiste dla niego. I cały czas coś robi. Nie ma w zwyczaju leżeć na kanapie z gazetą. Prawie wcale nie je owoców, a warzywa tylko gotowane w zupie lub jarzynkach. Norma.


Cukier krzepi, a słodzik zabija.


Ciekawe czy inni z rakiem też lubią słodycze? 

27/08/2013

Jay-Z i Oprah Winfrey

To się robi zabawne. Cokolwiek przeczytam w TR to potwierdza się w życiu. Książko krocz przede mną :)

Włączyłam tv, żeby dowiedzieć się co z moim internetem. A tu wywiad Oprah Winfrey z Jay-Z. Lubię rap czy hip hop, bo jest autentyczny, przynajmniej ten amerykański. Ale bez przesady. Dopiero przeczytałam dlaczego zrobili karierę Beatelsi i Abba, a tu aktualna gwiazda mówi co i jak. Beatelsi krzyczeli: zmierzamy na szczyt, na szczyt szczytów i dokonali tego. Jay-Z mówi zdaniami z książki o Transerfingu. Dziwna synchroniczność.


Jay-Z czyli Shawn Carter opowiada o swoim dzieciństwie na Brooklynie i jak go to ukształtowało. Umiał opowiadać o wydarzeniach ze swojego życia i połączyć to z dźwiękami. Zrobił z tego pracę i dowiedział się, że praca nie musi być ciężka.

Mierz wysoko – on chciał przed 30 tką zostać milionerem, ale nie wiedział co może zrobić. Nie miał konkretnego planu. Rapowanie to było jego hobby i z tego zrobił źródło dochodu. Nie poddawał się i wierzył w siebie. Gdy osiągnął cel zauważył, że coś się zmieniło (zmiana dekoracji). Dzięki muzyce radził sobie z emocjami. Nie boi się, że to się kiedyś skończy. Daj z siebie innym to co najlepsze – pozostań wiernym sobie. Nie naśladuj innych i nie ulegaj wpływom innych.

Flow- żeby tworzyć musisz odpłynąć z nurtem, zatracić się.

Porażki i sukcesy – najwięcej nauczył się z niepowodzeń. Żeby osiągnąć sukces trzeba być zadowolonym z siebie, nie zdradzać siebie i nie zadowalać innych. Sukces jest w zasięgu ręki.

Sława – przyjaciele zawsze ci doradzą i sprowadzą na ziemię. Dlatego ja uważam, że jak nie masz przyjaciół to zadbaj o znajomych ale w realu.

Dziedzictwo – trzeba szanować przeszłość i patrzeć w przyszłość Znajdź prawdę o sobie i podążaj za nią. Przebaczył ojcu, że go opuścił.

Wszystko co nam się przytrafia ma ukształtować nasz charakter, to są lekcje. Nic się nie dzieje bez powodu. Żyj w zgodzie z sobą.

Sztuka to potężna siła, to lustrzane odbicie społeczeństwa, czy się zgadzasz czy nie. Świat zachowuje się jak zwierciadło.

Wdrapuję się na szczyt, a wtedy pojawia się kolejny, cele zmieniają się każdego dnia. Na jeden szczyt mogą wdrapać się przypadkowe osoby, ale się nie utrzymają.

Na podstawie tych dłoni można napisać książkę o jego życiu. Doskonałe zdjęcie.

A Oprah tak podsumowała: miał marzenie, odkrył swój talent, znalazł publiczność, odniósł sukces, nic go nie powstrzymało. Nie miał konkretnego planu, ale miał jasno sprecyzowany cel. Otwarty na lekcje. Jeśli nie wiesz kim jesteś zanim osiągniesz cel to uzależnisz się od opinii innych. On jest sobą. Tworzy trend zamiast za nim podążać.

Każde zdanie wypowiedziane w tym wywiadzie można znaleźć w jakimś tomie TR. I to jest niezwykłe i prawdziwe. Czyli tak jest.

W swoich notatkach znalazłam też przykazania Oprah, które były w jakiejś gazecie dla kobiet lata temu. Bardzo tu pasują.



  • Najważniejsi są ludzie, jeżeli chcesz być szczęśliwa, staraj się więcej dawać niż brać.


  • Nie odpłacaj pięknym za nadobne, zemsta nie prowadzi do niczego dobrego, staraj się wybaczyć krzywdy, pielęgnowanie urazy działa przeciwko tobie.


  • Naucz się kochać siebie, jesteś niepowtarzalną, wyjątkową istotą. Na całym świecie nie ma „drugiego ciebie”.


  • Codziennie dziękuj Bogu za kolejny przeżyty dzień, zrób rachunek sumienia, pomyśl co zrobiłaś dobrego.


  • Nie porównuj siebie z innymi, nikt nie jest doskonały.



  • Dbaj o swoje zdrowie, nie zaniedbuj badań profilaktycznych, pilnuj diety, spaceruj na świeżym powietrzu.


  • Rozwijaj się, nie bój się podejmować nowych wyzwań, nigdy nie jest za późno, żeby się czegoś nauczyć.


  • Pielęgnuj relacje z rodziną i przyjaciółmi.


  • Dziel się z innymi, jeżeli możesz sobie na to pozwolić, przeznaczaj jakąś sumę na działalność charytatywną.


  • Nigdy nie zapominaj, że życie jest piękne.                        Oprah Winfrey

26/08/2013

Toasty

Zbliża się czas imprez w mojej rodzinie i ze znajomymi. Właśnie przeczytałam w TR o ważności toastów. Zwyczaj ten ma długą historię i właściwie nie wiadomo po co się to stosuje. Teraz wiadomo. Bo skuteczne realizuje pragnienia.



Nie tylko Zeland pisze o toastach. W tomie VI Diagnostyki karmy pisał o tym Łazariew. Według niego bardzo ważne jest co się wtedy mówi, bo to przenika do wina (lub innego alkoholu) i zmienia chromosomy. Zostało to sprawdzone w diagnostyce komputerowej metodą Volla, wykorzystującej punkty akupunkturowe. Jesteśmy tym do czego dążymy.


Wg Zelanda alkohol może wznieść cię na inną linię życia. W skrócie: podstawowym towarem jest energia, a alkohol to energia w czystej postaci. Rynek energetyczny jest kontrolowany przez wahadła. Słabe napoje alkoholowe wywołują rozluźnienie, wahadło wysysa energie po trochu. Mocne napoje wywołują przypływ energii. Po euforii, pobudzeniu następuje przygnębienie. Dlatego musisz znowu się napić, żeby nie czuć się źle. To samo jest po narkotykach. One nie zabijają od razu, ale po krótkotrwałej euforii przychodzi depresja, a człowiek staje się słaby i bezwolny.


Gdy pragniesz np. jakąś rzecz materialną to gromadzisz energię, a gdy otrzymujesz upragnione to ją emitujesz.


Jeśli człowiek pije z nieszczęścia, rzeczywistość wpadnie w jeszcze czarniejszy dół. Kiedy pije z radości, to powodów do radości przybywa.


Emisja myśli, wzmocniona energią, przenosi człowieka na odpowiednie linie życia.


Toasty to nie pusty rytuał, a deklaracja zamiaru. Ważne, żeby wypowiadać toast w czasie teraźniejszym. Np. Zwyciężyliśmy, Mamy świetne zdrowie, Nasze życzenia się spełniają, Wszystkie sprawy idą doskonale itp. Nigdy nie myśl o rzeczach negatywnych, choć tv ciągle cię o czymś takim informuje.


W mojej rodzinie jest taka tradycja, że jak coś kupujemy to to oblewamy, np. nowy dom, samochód, meble, narodziny, zdane egzaminy itp. I wszystko idzie doskonale. Dlatego zawsze mam w domu szampana.


Jak we wszystkim trzeba zachować umiar. Dwie moje bogate ciotki były alkoholiczkami i już nie żyją, więc z tymi toastami też trzeba uważać. Aby odwyknąć trzeba przekierować uwagę i zająć ją czymś innym. Wystarczy pragnienie i fantazja. Z osiągnięć cywilizacji można korzystać, ale nie wpadać w uzależnienie.


21/08/2013

coś śmiesznego o ludziach ;)

 Co śmiesznego jest w człowieku?



-Co jest najśmieszniejsze w ludziach



-Zawsze myślą na odwrót:



Spieszy im się do dorosłości,



a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem.



Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem



tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie.



Z troską myślą o przyszłości, zapominając



o chwili obecnej, i w ten sposób nie



przeżywają ani teraźniejszości, ani przyszłości.



Żyją, jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają,



jakby nigdy nie żyli.



 





15/08/2013

Glastonbury błogosławione

Przypomniało mi się nagranie wykładu egzorcysty, który od lat pracuje w Anglii. Film z 2011 r. Akurat wspomina o Glastonbury, największym festiwalu świata.


egzorcysta  


Dziwny człowiek, niestety nie wzbudził we mnie miłych uczuć. W swojej wypowiedzi był niekonsekwentny. W jednym zdaniu mówił jedno, a w innych drugie, wykluczające się stwierdzenia. Mówił, że Glastonbury to miasto przeklęte, a festiwale to siedlisko zła. Mówił, że szatan nie znosi miłości, a na tym festiwalu wszyscy emanują wręcz miłością. Nie słyszałam o gwałtach, mordach itp. Mówił, że gdzie jest miłość tam jest Bóg, to kto jest w Glastonbury?


Potem mówił, że nie można wszędzie widzieć demona, ale to on go widzi wszędzie.


Zabawne są jego pomyłki językowe, gdy mówi szatan chce ..., a potem poprawia Bóg chce. Czyli dla niego to jakby to samo?!


Mówił też, żeby nie dawać się nikomu za siebie modlić, a już na pewno nie dotykać. A potem mówił, że będzie się modlił za uczestników tamtego spotkania. Czy był pewien, że wszyscy sobie tego życzyli? Człowiek pełen sprzeczności.


Żyjemy w cudownych czasach i mamy nieograniczony dostęp do wiedzy. Co jest prawdą a co nie powinniśmy nauczyć się czuć. Widzimy ciekawego człowieka, mówi interesująco, ale coś nam w nim nie gra, to uwierzmy temu uczuciu. To nasza Dusza daje nam znaki, a ona się nigdy nie myli, bo ona wie co jest dla nas najlepsze. Oczywiście możemy przekonać swoją podświadomość do czegoś, ale w stosunku do ludzi to się nie sprawdza. Możemy zmienić stosunek do różnych rzeczy, pracy, pieniędzy. Natomiast pierwsze wrażenie ma zawsze rację.


Właściwie to mu współczuję, bo brak mu dystansu. Jego życie jest smutne, bez miłości. Od wizyty u rodziców wolał nauczać. Człowiek z odciętymi korzeniami daleko nie zajdzie.


A przecież słońce świeci dla każdego i każdy ma prawo być tu i teraz.



Glastonbury, jak każde inne miasto jest błogosławione, bo mieszkają tam ludzie. Tacy sami jak my i ten ksiądz.


Dedykuję temu księdzu słowa z I tomu Transerfingu: Świat staje się tym gorszy im gorzej Ty o nim myslisz. Człowiek emituje negatywną energię, która przenosi go na te negatywne linie życia. Każdy patrząc na to samo, widzi co innego. Każdy żyje w swoim świecie.


Młodzież musi się wyszaleć. Pozwólmy innym być innymi.


W moim świecie jest miłość i dobro, a w jego opętani smutni ludzie, jest szaro i ponuro. I niech tak zostanie.



 

14/08/2013

Dobroczynność

Transerfing Rzeczywistości to książka magiczna. Czytam ją etapami, bo tyle mam na to czasu. I moje życie toczy się jakby zgodnie z treścią kolejnych tomów. Mogłabym napisać kolejne książki opisujące praktyczne przejawy teorii zawartych w tych książkach.


Poprzedni wpis był o dobrym uczynku, a przynajmniej taki mi się wydawał.


W tomie 3, który akurat przeczytałam, autor opisuje dobroczynność. Jest ona uzasadniona jeśli ktoś ma dużo pieniędzy, które długo leżą. Wtedy nie gromadzi się nadmierny potencjał i taki bogacz może spać spokojnie. Obserwujemy to w życiu. Dobroczynność jest dobra jeśli jest szczera. Gdy bogacz wspomaga domy dziecka, a nie interesuje go los dzieci, to jest tylko interes. On lubi siebie pomagającego dzieciom.


Lepiej szczerze kochać siebie niż nieszczerze innych.


Jeśli robisz coś, a twoja dusza nie śpiewa, to przestań to robić.


Gdy dawałam facetowi drobne to nie myślałam o sobie. On poczuł się lepiej, a mnie było to obojętne. Moja dusza nie śpiewała. To ego było zadowolone, bo mówi się, że dobrze jest się dzielić tym co się ma. Nie chodziło nawet o poklask, bo nie było świadków tego. Drugi raz dawałam jałmużnę, a w zasadzie nie była ona nikomu potrzebna.


Nie będzie kolejnego razu, chyba, że szczerze tego zapragnę.


29/07/2013

Dobre uczynki

Dzień bez zrobienia czegoś miłego dla drugiego człowieka jest dniem nieważnym.


Gdy wczoraj czekałam na autobus podszedł do mnie podchmielony facet z prośbą o wsparcie. Chciał 50 gr, bo brakowało mu na bilet. Z miejsca odmówiłam, nauczyłam się szybko i zdecydowanie odmawiać, zwłaszcza jak chcą mi coś sprzedać przez telefon.


Potem zaczęłam się zastanawiać, że przecież 50 gr to mogę mu dać, jak znajdę. Poszukałam, znalazłam i dałam mu 3,50. Za mało na alkohol, a ja się lepiej poczuję. Może właśnie na to liczą ludzie żebrzący. Grają na poczuciu winy.



Byłam w dobrym nastroju, bo kupiłam śliczną roślinkę. Stać mnie było na nowe rzeczy a nie stać na darowiznę?


Już w autobusie poznałam jego historię. Musiałam. Miał ok. 30-40 lat i jeździł do miasta w poszukiwaniu pracy, zmarła mu niedawno matka, a on ma często destrukcyjne myśli. A potencjalni pracodawcy zwodzą, mówią, że zadzwonią, a rachunki trzeba płacić. Potem powiedział, że jeździ na gapę, więc po co mu te 50 gr. Powiedziałam mu tylko, żeby przestał pić i próbował dalej. W końcu otworzą się dla niego właściwe drzwi. Nie będę mu przecież tłumaczyła Transerfingu. Może jemu wcale nie chodziło o pieniądze, może po prostu chciał z kimś pogadać. On się lepiej poczuł i ja też.


Czasem drzwi się otwierają, a nie wiadomo co robić dalej. Jak powiedziała 80-letnia Yoko Ono w wywiadzie z Piotrem Metzem w Liście osobistej. Pukała, pukała, a w końcu jak się otworzyły to nie wie jak sobie z tym poradzić.


http://www.polskieradio.pl/9/349/Artykul/897910,Y%C5%8Dko-Ono-nagle-otworzyly-sie-dla-mnie-drzwi


Każdy ma w życiu coś do zrobienia. Czy ktoś jest prostym bezrobotnym, czy nielubianym artystą. Każdy człowiek się liczy.


Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi.


 

21/07/2013

Gortat Marcin

 



Gdy we wtorek wracałam z pracy, zobaczyłam na skrzyżowaniu tłum ludzi. Tam często dochodziło do wypadków, więc myślałam, że znowu coś się stało. Owszem coś się stało, ale dobrego. Otóż trafiłam na spacer, który prowadził Marcin Gortat – znany koszykarz. Oprowadzał zgromadzonych ludzi po miejscach swego dzieciństwa. Jest naprawdę bardzo wysoki, ale też niespodziewanie normalny. Zadziwiające jest to, że im większa gwiazda tym normalniej się zachowuje. Był miły, uczynny, odpowiadał na każde pytanie i naprawdę był przejęty. Z takimi ludźmi przyjemnie jest przebywać. One świecą naturalnym światłem. Dlatego nie dziwi, że osiągnęły wiele na tym świecie.


http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/946737,marcin-gortat-oprowadzal-lodzian-po-balutach-zdjeciafilm,3,15,id,t,sm,sg.html#galeria-material


Nie wiem skąd się wzięło określenie “gwiazdorzyć”. Chyba dotyczy to osób, które udają “gwiazdy” a nimi nie są i raczej nigdy nie będą.


Im bardziej znana osoba, im więcej osiągnęła, im bardziej jest popularna, tym zachowuje się normalniej. I może właśnie dlatego jest na szczycie.

13/07/2013

Transerfing - cele i drzwi

Gdy byłam ostatnio w lesie spotkało mnie podobne zdarzenie jakie opisuje autor TR w II tomie.


Dzieci bawiły się w piaskownicy. Co jakiś czas nabierały wodę z wiader, które zostały napełnione wodą ze studni specjalnie dla nich. W pewnej chwili przybiegły i powiedziały, że w wiadrze topi się robak. Poszłam zobaczyć. I wtedy przypomniało mi się co Zeland pisał o dżdżownicach :)


Na powierzchni pływał duży brązowy robak, z takim drewnianym podwójnym pancerzem. Pływał sobie powoli, jakby czuł bliską śmierć i chciał ten moment odsunąć w czasie. Może modlił się, żeby wydarzył się jakiś cud ;) Wzięłam patyk i podsunęłam pod niego. On złapał się go, a ja przeniosłam robaka na trawnik. Odszedł, więc jeszcze pożyje.


Jak to wszystko robiłam, tłumaczyłam dzieciom, że on “myślał” już o śmierci, a ja go ratuję. Nawet się tego nie spodziewał. I ja uratowałam mu życie, a przecież mogłam go zatopić lub zgnieść. Powiedziałam dzieciom, że w życiu nieraz będzie tak, że wszystko się zawali, nie będzie widać wyjścia i wtedy być może pojawi się ktoś, kto pomoże. Dzieci były zachwycone.


Może ten robak był potworem, bo zjadał inne żyjątka, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Uratowałam go. W przyrodzie nic nie jest dobre czy złe. Myślę, że w naszym życiu też nie powinniśmy w ten sposób oceniać innych.


Zeland tłumaczy takie “nadprzyrodzone” zjawiska tym, że ta istota właściwie wybrała swój cel i drzwi, była na właściwej ścieżce i nic nie mogło się jej stać.


Jeśli realizujesz swój cel to wszystko jest możliwe. Jak we śnie. Jak pomyślę, żeby pofrunąć to dzieje się to natychmiast. Nieważne jak to robię ale latam. Gdy podążamy za modą, osiągamy cudzy cel, to po jego osiągnięciu pojawia się pustka. Mam znajomych, którzy kupili dom na wsi, bo inni znajomi też mają. Pomieszkali 5 lat i przeprowadzili się z powrotem do miasta, do bloku. Można powiedzieć, że zmarnowali 5 lat na realizację nie swojego celu. Są za to bogatsi w doświadczenie i starsi o 5 lat ;)


Mieszkam w mieście, w bloku, więc fascynuje mnie piękno przyrody. Jak wyjrzę przez balkon to co widzę?



Natura jest tak blisko człowieka Zależymy od siebie, więc powinniśmy się szanować. Każdy ma jedno życie, czy jest robakiem czy człowiekiem.


 

02/07/2013

Glastonbury 2013

Wcześniej wiedziałam, że będzie transmisja w BBC, ale zapomniałam nastawić nagrywanie. Wczoraj wróciłam z lasu dopiero po 21 i już do końca oglądałam występy artystów na tym koncercie. Czyli do 1:11. Dobrze, że jest YT. Bardzo podziwiam artystów, którzy umieją tak złożyć dźwięki, że słuchacz czuje intencję. To jest wspaniała umiejętność, która zasługuje na szacunek.


 


Niemal nie poznałam Kennyego Rogersa. Głos już nie taki, ale 75 lat na karku. Sixto Rodriquez, pan 71 letni też już nie śpiewa jak 43 lata temu Sugar Man. Ale on był taki szczęśliwy, że mógł tam być, To się czuło. Świetna publiczność, śpiewała z artystami i znała teksty. Znakomita zabawa.


Mój ulubieniec, Bobby Gillespie (51) z Primal Stream nic się nie zmienia fizycznie, ale głosowo nie dawał rady. Charyzma nieustannie ta sama i świetna energia. Ciekawe czy gdyby nie ćpał to też by tworzył niesamowite utwory? Jak potrzebuję odreagowania to włączam Screamadelica i jest lepiej. Tak działa muzyka.


Zainteresowali mnie też Vampire Weekend i The Vaccines. Świetna energia. A jak wyszli Mumford & Sons, zdobywcy Grammy 2013 za album roku, to tak jakby było święto. Na koniec te grupy zaśpiewały wspólnie Friends i to też było przeżycie.Można się dogadać i wychodzi cudo :)


Podaję link, bo mam problem z umieszczeniem filmiku:   http://www.youtube.com/watch?v=X0BELty_7jk


Więcej artystów nie pamiętam. Zazdrościłam ludziom, którzy mogli zobaczyć ich na żywo, bo to niezapomniane przeżycie.


Rodzice, nie bójcie się puszczać młodzież na takie imprezy. Jeśli coś się wydarzy złego to zasługa wasza. Jeśli je dobrze wychowaliście, to nie macie się o co martwić. Na koncerty nie jadą przestępcy. Dobrze, że można obejrzeć takie widowiska i nie trzeba jechać. Choć atmosfera jest niepowtarzalna, nie można tego poczuć, można sobie tylko coś podobnego przypomnieć.


Dobrze, że taki jest świat. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie.


 


6.07.2013


Właśnie oglądam powtórkę. Kenny Rogers znowu wymiata, a przy Vampires zaczęliśmy tańczyć. Energia jakby jeszcze większa. Może dlatego, że wiem co za chwile będzie. Można słuchać głośniej i efekt jest lepszy. Wspaniale nastraja szczęściem i pozytywnym czuciem. Gorąco polecam tym, którzy wibrują na tych falach. Bo wiem, że nie każdemu to się podoba. Niektórych wk... szczęście innych, a patrząc na publiczność można im pozazdrościć.


Dziękuję BBC za przekaz.

22/06/2013

Sir Paul

Zamiast oglądać festiwal w Opolu oglądaliśmy koncert Paula McCartneya w NY - Goog Evening New York City. Nie jestem fanką jego muzyki, ale nie wyłączam jej jak ją usłyszę. Jego piosenki są przyjemne dla ucha, ale nie działają na moją duszę. Co innego jak leci rege to natychmiast zmieniam kanał, bo ta muzyka mnie drażni i wprowadza w zły nastrój.


Koncert oglądało się świetnie. Uzdolniony, wysoki, stary artysta daje popis swoich umiejętności. Śpiewał bardzo różne utwory, ale stosownie do swoich aktualnych możliwości wokalnych. Nie starał się śpiewać tych utworów tak jak kiedyś i to wzbudza szacunek, bo nie fałszował. Nie było też gołych panienek czy innych odwracaczy uwagi. Człowiek, który śpiewa i tworzy całe życie jest naprawdę wielkim artystą. Jest sobą i nikogo nie udaje. I dlatego jest wielkim artystą.


Ma duże poczucie humoru, również na własny temat. Stwierdził, że taki koncert jest dobry na otwarcie stadionu. Często przekomarzał się z publicznością, że już jest zmęczony i nie ma sił, po czym śpiewał kolejną piosenkę. I poruszał się jak 20 latek, a ma 71. Jest bogaty. Media snują przypuszczenia, że ma ok. 700 mln dolarów. A dlaczego nie funtów, przecież jest Brytyjczykiem. Facet spełnia się artystycznie i jeszcze na tym zarabia. Ale pozwala nagrywać koncerty na telefony komórkowe. A te światełka wyglądają zjawiskowo. Wielu artystów zakazuje filmowania i fotografowania, bo jeszcze nie zarobili wystarczająco dużo. Gdy już umrą, nie będzie śladu po takich koncertach i pamięć o nich zniknie.


Najlepsze dla mnie były fajerwerki. Uwielbiam je i zawsze po sylwestrze oglądam pokazy z całego świata. Wprowadzają mnie w euforię nad talentem ludzi, którzy to tworzą.


Postanowiłam o nim napisać właściwie ze względu na jego zmarłą żonę Lindę. Dzięki niej po raz pierwszy usłyszałam o wegetarianizmie. Nie było wtedy żadnych książek kucharskich z tymi przepisami. Linda zmarła 15 lat temu w wieku 57 lat na raka. Taki sposób odżywiania nie uchroni jednak przed śmiercią na raka. Jednak siły witalne Paula nie pochodzą od mięsa.



źródło:www.allstarpics.net


Ciekawa strona o członkach zespołu http://beatles.kielce.com.pl/


Dzisiaj w Wawie jest jego koncert. Udanej zabawy.


11/06/2013

Tajlandia

 


Znowu sen bez znaczenia.


Śniło mi się, że byłam w Thajlandii!? Przyjechałam do hotelu, weszłam, a tam wieloosobowe pokoje, pełno łóżek w każdym pokoju, nawet w holu. Czekałam na przyjaciół. Byłam sprytniejsza i dostałam się tam wcześniej jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ;) Reszta miała mniej szczęścia i jeszcze nie dotarła na miejsce. Zaczęłam się zastanawiać, skąd wiadomo, że jestem w Thajlandii, skoro hotel jest jak w każdym innym mieście. Może trochę przeładowany, ale normalny. To ludzie są najważniejsi, a oni są wszędzie podobni, albo cię lubią albo nie. Koniec.



foto pochodzi ze strony: http://mmaaggnnaa.wordpress.com/photos-by-martin-chen/thailand-2/


Gdy spytać ludzi co zrobiliby z 10 milionami, to większość odpowie, że pojechaliby w podróż dookoła świata. Ja nie. Ja nie chcę nigdzie jechać, a już nie na drugi koniec świata. Przecież musiałabym wsiąść do samolotu. Wsiądę, jeśli od tego zależałoby moje życie, a nie dla przyjemności.


Gdy jako dziecko podróżowałam z rodzicami po Europie, to chyba wtedy coś się zmieniło. Pamiętam jak byliśmy w Wenecji. Trzeba było iść trasą do placu z gołębiami, które siadają na głowie, rękach, wszędzie. Trasa turystyczna zaczęła się wspaniale. Pełno było sklepów z witrynami do ziemi. Pięknie ubrane sprzedawczynie przecierały czyste szyby i zachęcały do kupna złotych ozdób. Zauważyłam, że nie ma tam zwykłej trawy, tylko rośliny w donicach. Ziemia była wyłożona kafelkami, jak teraz w galeriach. Ale wtedy to dla mnie była nowość. Więc zboczyłam z trasy i rodzice musieli mnie szukać. I wtedy było ciekawiej. Uliczki coraz węższe, smród coraz mocniejszy. Spotkałam normalnych mieszkańców i wcale im się nie powodziło. Dziwne, nie mogłam tego pojąć. Przecież tylu turystów tam przyjeżdża i zostawia sporo szmalu, a zwykli mieszkańcy są biedni. Wtedy postanowiłam nie dokładać się do bogactwa bogatych.


Nie muszę zaczynać wszystkiego od nowa, nie muszę uciekać od rodziców (jak mój znajomy, nie dogadywał się w domu to wybrał podróżowanie po świecie, ale moim zdaniem to nie pomaga). Cieszę się, że urodziłam się w tym kraju, a inne miejsca mogę obejrzeć w tv lub na fotkach.


Naprawdę podróże mnie nie kręcą, więc skąd taki sen? Nieważne, to tylko dusza podróżuje w nocy.

06/06/2013

Linie życia

 


Dzisiejszy sen był adekwatny do tego co robię i myślę w ostatnim czasie.


Śniło mi się, że przyszła do mnie Kora z Markiem Jackowskim. Usiedli na sofie i rozmawialiśmy. Nie było to nic wyjątkowego dla mnie. Po prostu przyszli goście, jakich wielu do mnie przychodzi. Sofa była w innym miejscu niż jest w realu. Zaczęłam im tłumaczyć, że jesteśmy na innej linii życia, bo nawet drzwi wejściowe otwierają się z innej strony, bo klamka jest z lewej strony, a powinna być z prawej. Potem zorientowałam się, że przecież Marek nie żyje, więc im to tłumaczę. Na początku szukaliśmy sposobu jak wrócić na właściwą linię naszego życia. Ale potem jak się okazało, że Marek tu żyje a tam nie, to Kora już nie była zdecydowana wracać. Obudziłam się.


Ten sen ma ścisły związek z książką, którą czytam przed snem. W Transerfingu nie istnieją żadne ograniczenia. Każdy człowiek ma możliwość wyboru takiego życia jakie chce. Każde mało znaczące zdarzenie może spowodować zwrot w losie. Życie to łańcuch przyczyn i skutków. Płynie spokojnie do momentu kiedy wydarzy się coś, co zmienia dekoracje. Wówczas los skręca i przechodzi na inną linię życia. Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego ludzie giną czy umierają młodo, a mogliby żyć. Czy postępują tak, że ich los się wypełnił i nic już w swym życiu nie osiągną? A może ludzie umierają na jednej linii życia, po to żeby pojawić się gdzie indziej? W książce nie znalazłam odpowiedzi, ale przeczytałam dopiero 2 tom. Stąd taki właśnie sen. W nim też nie było odpowiedzi.



 

03/06/2013

Astma

Jak co roku o tej porze w tv reklamują leki na astmę. Na kwitnienie traw można łatwo zwalić duszenie się i problemy z oddychaniem.



W rzeczywistości jest to choroba najłatwiejsza do uleczenia. Leki minimalizują skurcze oskrzelików, ale leczą tylko objawy, a nie przyczynę.


Przyczyny astmy:


- nadmierna i przytłaczająca miłość;


- niemożność wytchnienia, by zająć się sobą;


- poczucie przyduszenia;


- stłumiony płacz.


 


Objawem astmy jest dławienie się przy wydechu.


Oddech jest najważniejszy. Gdy się rodzimy to pierwszy oddech łączy nas ze światem, gdy umieramy to wydajemy ostatnie tchnienie. Strach zamyka gardło. Gdy się od czegoś uwalniamy to robimy głęboki oddech. Przestajemy oddychać gdy bronimy się przed kontaktem.


Opiszę dwa przypadki, które znam.


Moja znajoma ma córkę. Kilka lat temu organizowała cały jej wolny czas. Woziła ją na zajęcia teatralne i taneczne, dodatkowe lekcje angielskiego i francuskiego, basen, lekcje tenisa i już nie pamiętam co tam jeszcze wymyśliła. Dziecko było tak przeciążone, że nie miało czasu głębiej odetchnąć. Jej córka nie umiała się przeciwstawić i zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Lekarz zdiagnozował astmę i coś tam przepisał. Wiadomo, że jak człowiek przestaje oddychać to umrze. Ale najpierw są problemy i bez leków nie można funkcjonować. I wtedy się spotkałyśmy. Zapytałam moją znajomą czy kocha swoje dziecko. Ona oczywiście się obraziła, ale chciała pomóc dziecku. Wtedy jej powiedziałam, że córka jest przeciążona różnymi zajęciami poza lekcjami. Dużo zajęć dodatkowych nie powoduje, że dziecko jest mądrzejsze. Takie dzieci wyrastaja na przeciętniaków, bo nie da się ciągnąć kilka srok za ogon i być dobrym we wszystkim. Radziłam je, żeby porozmawiała z córką i zapytała ją czym się tak naprawdę interesuje, na czym jej zależy, a co chciałaby odpuścić. Każdy powinien być taki jaki jest naprawdę. Dziecko nie może rezygnować z samego siebie, by zadowalać rodziców. Córka nie jest małą księżniczką tatusia, a syn nie jest najważniejszym mężczyzną w życiu matki. Ponieważ znajoma zareagowała na początku choroby, jej córka nie zachorowała. Nawet nie wykupiła recepty, bo objawy minęły. Wystarczyło tylko porozmawiać i usłyszeć co chce drugi człowiek. Znajomej było ciężko odpuścić, ale dobro dziecka zwyciężyło. Matki tak mają, że teraz jest więcej możliwości, a same nie mogą spełniać swoje marzenia więc zmuszają do tego dzieci. Ludzie byli w szoku, gdy John McEnroe mówił, że nienawidził grać w tenisa i był zmuszany przez rodziców.


Dobrze to widać w serii "Mała piękność" – o konkursach piękności dla maleńkich dzieci. Jeśli matka wbije sobie coś do głowy to dziecko nie może się temu sprzeciwić. Sporo dziewczynek ma astmę, bo nie umieją się postawić i odmówić udziału w tych praktykach. Smutne dziewczynki maluje się i ubiera jak dorosłe kobiety. Matki wydają sporo pieniędzy, żeby dostać kilkaset dolarów nagrody i koronę. To one mają satysfakcję a nie ich dzieci.


Kolejny przypadek.


Moja przyjaciółka ma znajomą, do której jeździ, żeby się nią opiekować. Kobieta jest po 60-tce i od lat ma astmę. Przyjaciółka szybko doszła, dlaczego znajoma choruje. Otóż, gdy ta miała ok. 20-tu lat zaszła w ciążę. Kiedyś to był dramat i jej matka zmusiła ją do aborcji. A wiadomo, że matce się odmawia. Od tej pory ta kobieta żyła nienawiścią do matki. Potem wyszła za mąż, ale dzieci nie miała. Kilka lat temu umarła jej matka, a potem jej mąż. Kobieta została sama z astmą. Przyjaciółka dała jej do przeczytania książkę o wybaczaniu, ale ją oddała, bo to nie dla niej. Łazariew na str. 92 Bumerangu pisał, że agresja w stosunku do zaświatów objawia się samozniszczeniem. Nie można nienawidzieć zmarłych, dlatego zawsze się o nich mówi dobrze, albo wcale. Ta chora znajoma woli umrzeć niż wybaczyć matce. Jest szczęśliwa, że ma chorobę, bo lekarze się nia zajmują, znajomi. Nigdy nie czuła się lepiej, chociaż bez inhalatora juz by umarła. Takim ludziom się nie pomaga, bo o to nie proszą. Dobrze im z choroba, bo coś mają.


Kiedyś czytałam o uzdrowicielu. Na seansie pewien człowiek wstał z wózka inwalidzkiego, bo uzdrowiciel "wziął na siebie" jego kalectwo. I ten człowiek szybko usiadł z powrotem na wózek, bo pomyślał, że teraz zabiorą mu rentę i będzie musiał iść do pracy i będzie musiał być za siebie odpowiedzialny. Prościej jest żyć tak jak do tej pory.


A ja coraz lepiej rozumiem dlaczego ludzie chorują.


 

29/05/2013

Sen o trójkatach

Dziwny sen miałam dzisiaj. Stałam przed jakąś ścianą. Poziomo na dole były bardzo białe trójkąty. Piszę były bo one nie były narysowane czy namalowane, tylko właśnie były tam. Trójkąty też były po prawej stronie pionowo. Stałam tam i ręką wybierałam trójkąt i przenosiłam go do góry. On znikał a w jego miejsce pojawiał się niebieski trójkąt. Robiłam to tak jak chwyta się myszką jakiś folder i przenosi go w inne miejsce. To była taka moja praca czy zadanie, które miałam wykonać. Po lewej stronie ktoś był, ale jego obecność wyczuwałam raczej a nie widziałam. Narysowałam szybko, żeby mi nic nie umknęło.  

Żadne wytłumaczenie sennikowe nie pasuje do mojej sytuacji życiowej. A dzisiaj dzień jak co dzień. Za wyjątkiem braku prądu w domu. Przepalił się bezpiecznik. Zanim doszłam gdzie i co, minęło trochę czasu. Nic nie miałam włączone więc to trochę dziwne, że się przepalił. Poza tym normalka.

A może sny nic nie znaczą? Tylko po co co noc coś mi się śni. 

 

25/05/2013

Wahadła

 


Dawno nie czytałam tak interesującej książki jak Transerfing Rzeczywistości. Część rzeczy opisujących naszą rzeczywistość można znaleźć w innych publikacjach. Ale o teorii wahadeł dowiedziałam się po raz pierwszy.



Wahadła to grupy podobnie myślących ludzi. Grupy te rozwijają się i zagarniają do siebie jak najwięcej osób. Nazwa jest znakomita, bo te grupy zaczepiają ludzi właśnie jak wahadło. Jeśli liczba popleczników wahadła spada to wahania zmniejszają się, aż wahadło zamiera i ginie. Wahadła to np: rodzina, kluby, szkoła, firmy, media, urzędy partie, państwo itd.


Najważniejsze zadanie wahadła polega na tym, żeby dotknąć człowieka do żywego. Nieważne jak, liczy się, żeby zająć jego myśli, oderwać od celu i skupić uwagę na sprawach wahadła. Wahadła wywołują złe emocje, niepokój, strach, złość, nienawiść, poczucie niższości i poczucie winy.


Walka z wahadłami nic nie daje. Sprawdziłam to w życiu. Gdy nie oglądałam tv, to myślałam, że jestem wolna. Otóż nic podobnego, bo na różnych forach trafiałam na informacje co kto powiedział w jakimś programie. Osoby piszące te info myślą że robią ludziom dobrze, a oni oddają swoją energię wahadłu tv. Gdy ignorowałam reklamy to okazało się, że w sklepie kupuję produkty, które później widzę, że były reklamowane. Czyli bezmyślne oglądanie nie chroni przed ich oddziaływaniem. Teraz oglądam reklamy bardzo uważnie (czy to zmowa, że nie można już polatać po kanałach, bo reklamy są wszędzie w tym samym czasie?). Niektóre już mnie śmieszą, jak widzę aktorów, którzy reklamują lichwę. Pamiętam jak rezygnowałam z konta w banku, a pani spytała mnie dlaczego to robię. Powiedziałam jej, że to z powodu reklamy, bo gdy usługi banku reklamuje clown, to znaczy, że bank śmieje mi się w twarz i nawet nie udaje, że chce dobrze pilnować mojej kasy.


Niedługo zacznie nas zaczepiać wahadło wyborów. Będą ci mówić, że możesz wybrać tych którzy są lepsi itp. Tylko przyjdź. To wszystko kłamstwa. Idziesz na wybory czy nie to i tak karuzela kręci się dalej. Myślisz, że rządzą nami wybrańcy narodu? Nie, ludzie przy korycie sami się wybierają. Sami sobie ustalają przywileje i zarobki. Są ponad prawem pionków. Ja już ich nie odróżniam, bo zmieniają partie szybciej niż bieliznę. Udawane też są niby wojenki między partiami i w partiach. To takie oczywiste. Dawno temu poszłam głosować i oddałam nieważny głos. Na drugi dzień gdy szłam odprowadzić dziecko do szkoły, czytam protokół z wyborów. A tam napisano: głosów nieważnych ZERO. To mnie wyleczyło z uczestnictwa w tej szopce. Miałam zdjęcie mojej karty, ale nie było sensu dochodzić prawdy. Walka z wahadłem jest przegrana. Zrobią z ciebie terrorystę, głupka, udowodnią ci, że w wieku 5 lat popełniłeś przestępstwo rzucając papierek od lizaka na chodnik itd. To naprawdę nie ma sensu. Niedługo będzie łatwiej manipulować wynikami, gdy głosowania będą się odbywały drogą elektroniczną. Ładnie to przedstawiono w filmie Skandal. Oddajesz swoją energię temu wahadłu jak głosujesz i jak jesteś przeciwko. Energia jest twoja jak ignorujesz i omijasz. Gdy głosowanie w wyborach będzie obowiązkowe to oczywiście pójdę i czerwonym mazakiem postawię krzyżyk na wszystkich.


Życie człowieka polega na lawirowaniu między wahadłami, a nie da się ich wyeliminować z życia. Trzeba traktować je jako zło konieczne i uznać je, przyjąć i przejść obojętnie. Wtedy będziesz dla wahadeł niewidzialny, a taką istotę nie można zahaczyć.


Nie będę już pionkiem w tej grze ani marionetką, którą można manipulować. Będę niewidzialna. Będę uważnie obserwować, które wahadła chcą mnie zahaczyć. Będę umniejszać ich ważność.


To fascynujące zajęcie i dobra zabawa.

15/05/2013

O życiu

Jednego dnia rozmawiam ze znajomą o śmierci, że ona przychodzi w porę, wie kiedy powinna przyjść, bo życie danego człowieka się już wypełniło. Nie ma nikt nic do powiedzenia, bo śmierć rządzi się własnymi prawami. Jedno życie się kończy, a drugie zaczyna.


Drugiego dnia dowiaduję się, że 26-latka umarła po zdjęciu gipsu, miała zator. Potem syn znajomego zapada w śpiączkę, nie wiadomo dlaczego. Nie chce przyjąć żaden szpital w moim mieście, a rodzina nie ma kasy na podróże i hotele. Młody 23 letni człowiek po 6 tygodniach umiera. A mamy XXI wiek, ale nie mamy lekarzy, którzy pomagają chorym wyzdrowieć.


W mojej klatce mieszka 90 letnia kobieta, która codziennie wyje do swego zmarłego syna, żeby ją zabrał. I jeszcze pożyje. Nikt nie zna swego dnia ani godziny.


Człowiek zadaje sobie pytanie: po co to wszystko? Po co żyjemy? Dlaczego tak krótko, albo tak długo.


Jak jestem w takim smutnym nastroju to idę do księgarni. Trafiłam na książkę o Transerfingu rzeczywistości. Przekartkowałam i zamówiłam 8 tomów. Czytam od kilku dni. Jest bardzo ciekawa i zawiera informacje, które można znaleźć u innych autorów, którzy chcą wytłumaczyć naszą rzeczywistość. Wiele rzeczy można zweryfikować. Jego teoria wahadeł jest ciekawa i rozwijająca spostrzegawczość i poszerza świadomość.



Naprawdę, dostajemy to czego się boimy, a nie to czego chcemy. A to dlatego, że dokładnie wiemy czego nie chcemy. Sformułowanie naszych pragnień sprawia nam trudność. Często też chcemy dużo różnych rzeczy, więc "para idzie w gwizdek" i niczego nie mamy. Albo zdajemy się na los i płyniemy jak śmieci z nurtem rzeki życia. Czasem zauważamy falę szczęścia i zmieniamy swoje życie na lepsze, a czasami jej nie widzimy i w naszym życiu nic się nie zmienia.


Dzisiaj media rzuciły się na wiadomość, że znana osoba usunęła sobie piersi, bo boi się raka. Ona raczej powinna iść do psychologa, bo taki strach ją w końcu zniszczy. Następnym krokiem może być usunięcie macicy, jajników itd. Człowiek, który żyje w strachu nie myśli racjonalnie. Jeśli dalej będzie się bała to na pewno zachoruje na raka, nie pomoże usunięcie kilku organów. To nie ma nic wspólnego z profilaktyką. Nawet jej nie współczuję, bo nie ma czego. Ciekawe czy znajdzie swoich naśladowców, chyba tak.


Życie jest piękne.


Warto żyć w miłości, a nie w strachu. Bo życie jest takie krótkie.