04/11/2021

Tęcza, 7 Ajpu, ptaki i nów

Rozmawiałam przez telefon. Wyszłam na balkon i zobaczyłam piękną tęczę. 🌈 (Czy ktoś widział brzydką tęczę?) Szybko zakończyłam rozmowę, żeby zrobić fotkę. Była 15:01.

Zwykle widziałam tęczę na wschodzie, a dzisiaj tęcza była na północnym wschodzie. Może to nie słońce jest dziwne, ale położenie ziemi. Coś jest na rzeczy. Tęcza była szeroka i bardzo wyrazista, w moich oczach. Na fotce nie wyszła taka jaką widziałam. To przesunięcie położenia tęczy spowodowało, że widziałam jej początek. Albo koniec.

Aż chciałam wyjść i ją zobaczyć z bliska. Pojawiła się też podwójna tęcza, ale szybko zniknęła.

Tęcza ma 7 wyraźnych kolorów, a ja widziałam poniżej fioletowego jeszcze delikatny błękit.

O godzinie 16:36 usłyszałam krzyk ptaków. Dobrze, że telefon miałam pod ręką.

Na tle granatowego nieba przez 2 minuty stado ptaków leciało z zachodu na wschód.

Skoro mowa o 7 to dzisiaj wg kalendarza prawdziwych Gwatemalskich Majów jest dzień 7 Ajpu.

Numerologia Majów jest ciekawa. Energia każdego dnia jest połączona z liczbą od 1-13. Siódemka to ostatnia liczba ziemska, liczba śmierci i kończenia spraw. Ajpu jest tłumaczone jako słońce, świętość w życiu i boskość w świecie fizycznym. Coś się kończy i coś zaczyna, podejmij decyzję co jest święte w twoim życiu. Nadchodzi nowe, a stare umiera.

Do godziny 22:15 był u mnie 29 dzień księżycowy. Potem Nów i mamy 1 dzień nowego cyklu (do godz. 10:16 u mnie, potem jest 2 dzień księżycowy – pora na bardziej szczegółowe plany). Stare odeszło, pora na planowanie czegoś nowego, szukaj nowych pomysłów, wyrażaj intencję, wizualizuj pragnienia. Nie smuć się, nie martw czymkolwiek, myśl wyłącznie dobrze, życz każdemu pomyślności, bo w ten dzień każda myśl może się szybko zmaterializować. Na razie planujemy, a nie wdrażamy. I nie mówimy nikomu. Kogo obchodzi nasze życie.

Aż czuć nową energię, choć tylko na kolejny miesiąc.

Ciekawy ten 44 tydzień roku. Wzięłam i ubrałam się w nie swoją ramoneskę. Musze wymienić 😎

Jak to wszystko jest ze sobą połączone. Magia. Boskość. 🌞







01/11/2021

Sen z wujkiem i zmarłą klientką

W piątek przyśnił mi się mój wujek. To było dziwne, bo nigdy nie przyśnił mi się nikt z rodziny, ani znajomy. Siedziałam na korytarzu na uczelni. W pewnej chwili z jednych drzwi wyszedł mój wujek. Zdziwiłam się, bo wyglądał młodo. Jest on ode mnie straszy o 15 lat. Chciał mnie minąć, ale ja do niego zagadałam. Powiedziałam, że wygląda młodo, jak Tom Cruise. On się uśmiechnął i poszedł dalej. Nie rozmawialiśmy.

Dziwny to był sen. Wujek to brat ojca i od 20 lat nas nie odwiedza. Bracia są skłóceni. Ostatnio odeszła od niego młoda żona z dziećmi, którym powiedziała, że to nie jest ich ojciec. Nie żal mi go, bo ja z nim nie mieszkałam, nie wiem jaki on jest na co dzień. Staram się nie oceniać ludzi, nie trzymam żadnej strony.

A dzisiaj przyśniła się moja zmarła klientka. Nie żyje już 6 lat.

Spacerowałam po osiedlu, szukałam fryzjera. Napotkałam mały zakład, pojedyncze okno i drzwi. Jakiś 4 literowy napis, coś jak Dilt?! Weszłam, było pusto. Fryzjerka miała wolne, ale weszłam w głąb lokalu. A tam wielka sala, jak w kinie. Pełno ludzi. Przy wejściu stała moja znajoma, ok. 20 kg szczuplejsza. Wyglądała ładnie, uśmiechnięta, wypoczęta. Miała na sobie niebieską sukienkę. Za życia nie ubierała się w takie kolory. Zwykle nosiła się czarno i brązowo, bo grubi ludzie myślą, że to wyszczupla. Zupełnie inna niż ją pamiętałam. Porozmawiałyśmy chwilę, jakby nie umarła. Okazało się, że to była jej restauracja. Zdziwiłam się, bo od ulicy nie było jej widać, więc to było tylko dla znajomych. Miałam iść dalej, bo w kolejnych pomieszczeniach była inna działalność, ale nie wiem jaka. Bo nie poszłam. Nie byłam gotowa na sprawdzenie wszystkiego. Nie jestem kapusiem. Wróciłam do wyjścia.

Ostatnio na imprezie, przy okazji jakiegoś tematu mówiłam, że przestałam drążyć różne tematy. Bo czuję się jakbym wchodziła w króliczą norę. Czy ja jestem gotowa na dochodzenie do prawdy. Prawda sama wyjdzie na jaw, z podziemi. Po co mi jej odkrywanie. Szkoda na to czasu.

Zauważyłam, że jak umierają jacyś ludzie to w ogóle mnie to nie wzrusza. Jest mi to obojętne. Przecież każdy umrze. Po co się tym zamartwiać, płakać czy żałować. Ludzie oddają hołd innym ludziom, tylko dlatego, że zmarli. Najczęściej w ogóle ich nie znali. To głupie. Niepotrzebnie zmarnowany czas i energia. Każda istota ludzka ma taką samą wartość. Nikt nie jest lepszy lub gorszy.

Ludzie udają, że ktoś nie umarł tylko odszedł. Odszedł, ale nie wróci, więc zmarł. Mów prawdę.

A ptaki nieustannie mi towarzyszą.


O czym mam z nimi rozmawiać?😎

27/10/2021

Spacerek

Rano umyłam okna. Taka piękna pogoda, że w słońcu widać plamy na szybach od ptaków, które nieustannie chcą wlecieć do mojego domu. Musiałam je umyć. Zaczęłam od strony zachodniej, 3 okna. Ledwo zdążyłam do 12. Już pojawiło się słoneczko. Kiedyś miałam czas do 13. Ale coś jest nie tak ze słońcem. Teraz pachnie świeżością w całym przewietrzonym domu.

Jestem w sezonie imprez. W sobotę moi rodzice mają 65 rocznicę ślubu. Nie mam pomysłu na prezent, chodzę i nic mi w oko nie wpadło. Kiedyś było łatwiej, bo wystarczyło wykupić wycieczki do Paryża, czy Rzymu. Gdy pojawiła się choroba, to nie wiadomo co robić. Nic nie cieszy.

Trzeba się zresetować. Spacerek. Piękna jesień.





A ptaki przyglądają się maleńkim istotom, czyli ludziom, z wysokości.


Dziwne sytuacje mi się ostatnio przydarzają. Takie drobnostki.

Kilka dni temu przeczytałam lub usłyszałam informację, że McDonalds wprowadza hamburgery wydrukowane na drukarkach 3D. Zwykła informacja, chociaż dobrze, że informują, pomyślałam. Wczoraj usłyszałam, że ludzie walą tam drzwiami i oknami, jest duże zainteresowanie ich produktami, czy zestawami. Zdziwiło mnie to, bo co jest dobrego w sztucznym jedzeniu.. Gdy rozmawiałam z kilkoma osobami to one nic o tym nie słyszały. Przynajmniej jedna osoba powinna to wiedzieć. Informacje czerpię wyłącznie z internetu, nie oglądam tv, za wyjątkiem filmów. Jak prawie wszyscy moi znajomi.

Czy jest możliwe życie w dwóch różnych rzeczywistościach? Brzmi zabawnie jak się czyta o takich rzeczach. Gdy się to przeżywa to robi się mniej zabawne. Przecież nie wymyśliłam sobie tej błahej, w gruncie rzeczy, informacji.

Prowadziłam rozmowę smsową. Były pytania, odpowiedzi, zwykłe doradzanie co zrobić, by żyło się lepiej. Na koniec pojawiło się u mnie wrażenie, że już to przecież przerabiałam, mówiliśmy o tej sprawie. Wiem, że już mówiłam te rzeczy, ale osoba nie pamiętała tego.Ale nie zwariowałam, bo dostałam odpowiedź 😎

Wydaje mi się, że to konsekwencja uważności i bycia obudzonym. Długo się zastanawiałam, czy warto nie spać i być czujnym. Dokonałam wyboru, bo życie jest ciekawsze gdy nie śpisz (TR). Teraz nie ma odwrotu. Nie da się znowu zasnąć, nie ma powrotu do przeszłości. Chyba dlatego spotykają mnie te dziwne rzeczy.

Żyjemy w czasach gdy prawda jest wyśmiewana, a kłamstwa zastępują wszystko.

Kupię kwiaty i dam pieniądze w kopercie. 

🌸🌹🌷🌺🌻🌼🍀


13/10/2021

Bułki na dobry dzień

Rano obudziło mnie słoneczko.

To nie jest normalne, bo okno sypialni wychodzi na zachód. Słońce wyszło ponad blok po wschodniej stronie, odpiło światło od okien po stronie zachodniej i przez kryształ zawitało do mojej sypialni. W każdym oknie mam zawieszony kryształ, który rozszczepia światło słoneczne. Efekt jest taki, że energetyzuje to pomieszczenie. Była godzina 8, a słońce już tak wysoko?! Coś jest nie tak ze słońcem. Muszę przejrzeć fotki z poprzednich lat.

Nie piszę już o pieczeniu chleba, bo to codzienność, mój chleb powszedni, wyłącznie w 4-5 składników. Ale dzisiaj po raz pierwszy piekłam bułki pszenne. Z pół kg mąki miało być 5 bułek. To dobra liczba, ale ja nie umiem podzielić ciasto na nieparzystą liczbę kawałków. Jedna bułka wyszła za duża. Następnym razem, jeśli będzie, upiekę 6 bułek. Ludzie zapomnieli jak smakuje chleb prawdziwy. Wolą odgrzewany sprzed kilku lat, ze niewiadomym składem. To ciekawe, że taki sztuczny chleb smakuje lepiej, a potem ludzie się gorzej czują.


W transie, a może dlatego, że piec był nagrzany, więc z oszczędności energii, upiekłam też chlebek z mąki pełnoziarnistej ze słonecznikiem i siemieniem lnianym. Dobry, ale w mojej rodzinie ulubionym chlebkiem na drożdżach jest chleb żytnio-pszenny (3:1) ze słonecznikiem i siemieniem. Piekę już codziennie. Ojciec jak zje jedną kromkę to się naje i czuje się dobrze. Tak to jest z chorym, wszystko trzeba robić dla jego dobra.

Miałam dzisiaj spotkanie z klientem. Dowiedziałam się, że choruje na nadciśnienie. A co robi, żeby wyzdrowieć? Nic, bo bierze tabletki. Przez te tabletki żyje w chorobie, bez szans na wyzdrowienie. Moim zdaniem to nie leczenie, to utylizacja chemikaliów. Pokazałam mu jak ma oddychać (4:4:4:4), żeby obniżyć ciśnienie. Potem jeszcze smyranie szyi od dołka pod uchem do obojczyka, z góry na dół, minimum 8 razy. Ale nie sądzę, że będzie ćwiczył. Ludzie lubią być chorzy, nie chcą wyzdrowieć. Przecież świat jest zupełnie inny, jak ci nic nie dolega. A ja nie jestem tabletkarzem, tylko praktykiem. Stosuję to co działa, od tysięcy lat.

Energia mnie rozpiera.

Zapisałam się na kurs psychologia-tworczosci w copernicus college i jestem już po pierwszym teście. Oczywiście nie na stopień, a dla własnej satysfakcji. Ukończyłam już kosmologię, ale nie za bardzo się zgadzam. Natomiast twórca copernicusa jest wykształconym, pracowitym i uzdolnionym człowiekiem. Stworzył w necie miejsce dla każdego poszukującego wiedzy.

Twórcze jest to co nowe i wartościowe.

Czy natura jest twórcza?

Na pewno ma poczucie humoru.

Od kilku tygodni obserwuję jak kwitnie mój kroton. To nie może być ręka natury, raczej człowieka. To jak połączenie palny z dmuchawcem. Roślina przestała wypuszczać nowe liście, wszystkie siły skupiła na produkowanie kolejnych delikatnych dmuchawców. Z każdego bąbelka powstaje taka ulotna struktura. Jedne opadają, a powstają nowe. Nigdy wcześniej nie miałam takiego spektaklu roślinnego 😀

Czyż życie nie jest piękne?

Chce się żyć w zdrowiu 😎


 

11/10/2021

Ręczniki

Zadzwoniła koleżanka, żeby pogadać. Zwykle nie są to plotki, a ważne dla niej sprawy.

Zapytała czy mam czas. Oczywiście. A co robisz – zapytała. Porządkuję ręczniki. A jak jest ręcznik po angielsku? Nie wiedziałam. Wiem jak układać proste zdania, ale brak mi znajomości słówek.

Codziennie będę poznawać jedno słówko. Na razie umiem powiedzieć po angielsku co mam w torebce. ;)

Ręcznik to towel. Bardzo podobnie do słowa tower – wieża. Jak poniżej :)

Piękne i kolorowe. Postanowiłam sprawdzić ile ich mam. Wcześniej były w 3 szafkach. Teraz są w jednej, ale tylko kąpielowe. Reszta ręczników poszła do innej szafki. Porządek na jakiś czas. Nie jestem perfekcjonistką i nie sprzątam bez przerwy. Szkoda na to czasu. Są ciekawsze rzeczy do robienia.

Moje ręczniki mają ponad 30 lat. W sklepach były wtedy piękne wzory, że trudno było ich nie przygarnąć. Najbardziej podobały mi się barokowe postacie, bo to nietypowy wzór na ręczniku. Zawsze widzimy tylko połowę.

I wszystkie ręczniki mam z metką Made in Poland. Dlatego ręczniki te są dobrej jakości i nie zużywają się szybko. Nie kupuję nowych, bo są brzydkie. Lansuje się jednokolorowe, jak w hotelach. A dom to nie hotel. Ma być ładnie i dobrej jakości. Żeby były ładne musiał wzory wymyślić jakiś plastyk – artysta. Również artyści plastycy wymyślali dekoracje na wystawy sklepowe. Teraz nie ma sklepów i nie ma sezonowych wystaw. Jest buro i ponuro. Trzeba chodzić do blaszanych sklepów bez okien i kupować badziew, który tam jest. Wszyscy mamy wyglądać tak samo.

Mam uczulenie na metki. Zwykle gdy coś kupuję i mi pasuje, to zaraz je odcinam. Przez lata doświadczeń wiem w jakiej temperaturze się pierze różne tkaniny. Z ciekawości sprawdziłam kilka rzeczy z mojej szafy.

Mam ubrania z Bangladeszu, Chin, Turcji i Gruzji, a nie mam z Polski. Nie szukałam więcej.

Co się stało z artystami, co teraz projektują? Bo wszystko takie jakieś mdłe.

Na pewno nie był artystą ten kto zaprojektował ten szajs.

Dlaczego się pod tym nie podpisał. Najlepsze są te małe otworki. Karton nie wejdzie, stare katalogi też nie. Plastikowe baniaki się nie mieszczą, a szkło trzeba wrzucać pojedynczo. Gdy pada deszcz to wszystko zalewa. A potem przyjeżdża jeden samochód i wszystko zabiera. Selektywna zbiórka to fikcja. Omijam te brzydkie, niefunkcjonalne pojemniki z daleka.

Gdzie się podziała Polska? Jak łatwo odebrano nam polskie piękne rzeczy.



02/10/2021

Ula czyli grzyby

Piękna słoneczna jesień nadeszła. U mnie zawsze świeci słońce.

Jednym z jej zwiastunów są grzyby. Jak na moim kalendarzu na październik. Ta kartka jest moją inspiracją na ten wpis.


Grzyby to rośliny bez korzeni i kwiatów. Są magiczne. Pieczarki czy boczniaki są cały rok, ale grzybów leśnych jest najwięcej właśnie jesienią.

Jak powstawały języki? W krajach słowiańskich grzyby to griby. Natomiast po angielsku to mushrooms. Dziwnie. W innych językach jest jeszcze ciekawiej.


Najbardziej podoba mi się ula. Kończę Przeznaczenie dusz Michaela Newtona. Są tam bardzo ciekawe rzeczy. Jeśli mam uwierzyć w reinkarnację to w następnym życiu będę mieszkała na Hawajach w czasach Kahunów lub Serge Kahili Kinga. Oczywiście w tym życiu dowiem się o tym, bo będę na fotkach z tamtych czasów. Znajdę je w internecie lub książkach. Dostanę jakiś znak.

W Przeznaczeniu dusz pacjenci wspominali o tworzeniu. Każda dusza musi się wznosić i rozwijać, ale po co? W celu zbliżeniu się do Źródła stworzenia i żeby pomóc Stwórcy w tworzeniu. Już na IV poziomie dusze uczą się stwarzania, np. kamieni czy rybek. Zwykle jest tak, że na polu są wyzbierane wszystkie kamienie, a na wiosnę pojawiają się nowe. Skąd? Pomyślałam, że dusze tworzą też grzyby. Nikt nie wie ile jest gatunków czy rodzajów grzybów. Może 200 tysięcy, a może 2 miliony. Naukowcy nie wiedzą. Myślę, że na bieżąco są stwarzane. Ja będę tworzyć piękne grzyby, 


niekoniecznie jadalne. Może niejadalne, ale na pewno nie trujące.

Jak człowiek dowiedział się, że można jeść grzyby? Czyżby za mało miał jadalnych produktów. Skąd wiadomo, które grzyby są psychoaktywne? Ludzie od wieków wykorzystywali je do celów religijnych i szamańskich wizji. Czy robili to metodą prób i błędów, czyli chorób i śmierci?

Obecnie ludzie są odcięci od własnej duchowości, nie mówiąc już o kontakcie z własną duszą. O ile łatwiej by się żyło, gdyby mieć wgląd w pokłady podświadomości i w zaświaty.

Grzyby niewiele potrzebują do życia.

Czy w hipermarketach są polskie jabłka? Czy ktoś widział ogonki z listkami? Czy jabłka w sklepach pachną?


Prawdziwe jabłka pachną. Są smaczne. Tych na zdjęciu już nie ma, bo poszły do szarlotki.

Gdy znalazłam ostatnio tylko jednego malutkiego kasztana, to świat stwierdził, że da mi więcej. Każdego dnia coraz więcej.

To miłe :) To kasztany z przedwczoraj.

A te z wczoraj.

 


A to z dzisiaj. Zbierałam do kieszeni. Są dwie puste skorupki, bo kasztany z nich wyleciały. To ciekawe, bo nie udało mi się dopasować żadnego z 41 kasztanów. Nic dziwnego. Gdy ptak wykluje się ze skorupki to nie ma powrotu do jajka.

Jesień to najpiękniejsza pora roku. Bo to czas, w którym przyszłam na świat i patrzyłam na wszystko właśnie w tym czasie.

Jesienią są żniwa. Co zasialiśmy to zbieramy. Jak w życiu. Dla niektórych sama droga do celu jest ciekawa, ale niekoniecznie może prowadzić do sukcesu. Konsumpcja celu jest uwieńczeniem starań i wyrzeczeń. 

Sukces smakuje najlepiej. Są takie grzyby, które rosną tylko przez noc, a za dnia znikają. Trzeba je zdążyć znaleźć. Nie pamiętam jak się nazywają. 

Ale to ładne  😎

 

27/09/2021

Po egzaminie

Właśnie zakończyłam kurs języka angielskiego. Rozpoczął się 18.11.2019, a zakończył dzisiaj, 27.09.2021. To tylko pierwszy stopień i wiadomo dlaczego był to najdłuższy kurs na jakim byłam.

Stres był, ale egzamin był naprawdę niestresujący. Wczoraj miałam sobie powtórzyć co nieco, ale musiałam przez 2 godziny omówić ważne rzeczy. Zresztą takie uczenie się na ostatnią chwile nic nie daje. Zaświadczenie będzie za miesiąc. Ale czy to ważne? Istotna jest wiedza i mózg ciągle sprawny.

Z tej okazji pojechałyśmy obejrzeć byłą fabrykę, w której pracowała nasza mama. A przy okazji szukałyśmy kawiarni.

Były to zakłady im. Feliksa Dzierżyńskiego. To była fabryka produkująca tkaniny, najbardziej śmierdząca w środku miasta. Większą część tej fabryki rozebrano i umiejętnie odrestaurowano pozostałości. Teraz nie śmierdzi, ale jest pusto. Została na pokaz jedna maszyna. A gdzie jest reszta parku maszynowego?

Teraz ten kompleks nazywa się Ogrody Geyera, ale roślinności nie ma, chyba, że w donicach. Nie ma drzew, ani krzewów, jest beton wszędzie. Ziemia nie oddycha.

Chodziłyśmy po tym terenie, a mam przypominała sobie co tam było wcześniej. Nie było to tak znowu dawno temu.

Pamiętam jak przychodziłyśmy czasem do mamy, bo nie miała co z nami zrobić. Pracowała w biurze, to mogła. Bardzo mi się tak podobało. Biurko, szuflady pełne spinaczy, zszywaczy, kartek, zeszytów i innych ciekawych dla dziecka rzeczy. Może właśnie wtedy pomyślałam, że chciałabym pracować w biurze? Mama pracowała w planowaniu. Pamiętam jak raz przyszedł jej szef i kazał zmienić coś w wielkich arkuszach. Na wielkich płachtach mama wpisywała różne cyferki, żeby wynik był zaplanowany przez kierownictwo. To było śmieszne, że trzeba było robić od końca. I mama musiała wszystko liczyć od nowa, bez komputera, czy kalkulatora. Miała tylko długopis, papier i liczydła. Wykonywała nikomu niepotrzebną pracę.

Nigdy nie pracowałam fizycznie, na etacie. Kiedyś zbierałam truskawki, ale to była bardzo ciężka praca i sezonowa.

Moja pamięć i pamięć mamy się różniła. Ja pamiętałam, że mama pracowała na I piętrze z 2 oknami na ulicę, po prawej stronie od klatki schodowej (widoczne na zdjęciu). A mama powiedziała, że owszem było to I piętro, ale z widokiem na plac i fabrykę, czyli okna z drugiej strony. Chyba ona ma rację, bo chodziła tam codziennie przez kilkadziesiąt lat. Przez tyle lat, zawsze kiedy przejeżdżałam, patrzyłam w konkretne okna i wspominałam. Fałszywe wspomnienia.

W tej części miasta nie ma kawiarni. Musiałyśmy jechać do galerii. Jak to dobrze, że są galerie z kawą i ciastami :) I czynne nawet w poniedziałki. Jest gdzie świętować sukces 😎

 

20/09/2021

Już jesień 2021

Znalazłam dzisiaj pierwszego kasztana.

Tylko jednego i niewielkiego. Sprawdziłam pod 3 drzewami i więcej nie znalazłam.

A w siatce ze śliwkami znalazłam dwa listki. To też symbole jesieni, jeden jeszcze zielony, a drugi już zmienił kolor na żółty.

Pochowałam już letnie buty i część ubrań, w których chodzi się gdy jest bardzo ciepło.

Pół roku temu kupiłam kroton. Polubił zachodni parapet z dala od innych kwiatków. Ma jedynie towarzystwo pająka, który tka na nim sieć, którą ciągle niszczę. Kwiatek zaczął wypuszczać nowe listki, a dwa zwiędły. Gdy było już 15 liści pojawiły się dziwne „szczotki”.

To tak kwitnie kroton ? ;) Pierwszy raz mam coś takiego u tak młodej roślinki. Czyżby ona nie wiedziała, że to jesień, a nie wiosna. Ciekawe jak będzie dalej.

U mnie inne roślinki też kwitną cały rok, jak np. szczawik. Oddałam w dobre ręce „dziecko” i też kwitnie w obcym domu. Dostaję fotki, że jest mu dobrze. To miłe. To tylko rośliny. Żyją i umierają. Nic takiego. Ale cieszą oczy.

W nadmiarze zajęć to pomaga się zresetować i nie czuć zmęczenia. 

Na rynku kupowałam marchewki. Ważyły równo pół kilograma. Sprzedawczyni stwierdziła, że mam wyczucie. A ja kupowałam na ilość (5), a nie na wagę. 

W supermarkecie kupowałam pół kilograma sera żółtego. Sprzedawczyni zważyła cały blok, a potem zaznaczyła nożem kawałek. Powiedziałam, że trochę więcej. I wyszło znowu pół kilograma. Pani stwierdziła, że mam "oko". A przecież to ona powinna mieć "oko". To ona sprzedaje na wagę sery i wędliny. Oj nie lubią gdy kupuje się jedzenie w kawałkach. W plastrach  jest im łatwiej ucelować żądaną wagę. Dawno, dawno temu sprzedawcy mieli wyczucie i sprzedawali dokładnie tyle ile chciał klient. Waga była tylko dla potwierdzenia. Zwłaszcza na rynkach czy bazarach. Teraz w mieście nie ma prawdziwych rolników. Poznaję po dłoniach i paznokciach. Wszyscy kupują w jednej hurtowni.

Przez ostatnie 3 noce coś mi się śniło. Budziłam się rano z dziwnym uczuciem, że coś powinnam zapamiętać, a tu pustka. Tylko takie dziwne odczucie. Nie wiem czy to coś ważnego, czy lepiej tego nie pamiętać. Dawno tak nie miałam. 

Ważne, że wszyscy zdrowi, piękni i młodzi - duchem 😎😎 

Tydzień do egzaminu :)


09/09/2021

Pająki i dźwięki

Pająki to zwierzęta ciche. Nie umieją mówić, bo nie mają czym. W niczym im to nie przeszkadza. Po cichu robią to co do nich należy.

 

Można usiąść i patrzeć.




Można też nucić sobie po cichu, albo mruczeć.

Od kilku dni, po raz nie wiem który, mruczę sobie Bolero Maurycego Ravela.

Ten utwór powinien być obowiązkowy w szpitalach, bo usuwa zły nastrój i zmartwienia. Pisałam już o tym dawno temu tu 2013/11/bolero

Od tego czasu nic się nie zmieniło. Nadal uważam, że jest to utwór magiczny.

Teraz śpiewam i tańczę ;)

Polecam obejrzeć wykonanie Bolera w choreografii Maurycego Bejarta przez znakomitą, żyjącą, Sylvie Guillem w Tokio. To tylko 15 minut. Rozpoczęła w sylwestra 2015, a zakończyła sekundę po północy 2016 roku.

I Zespół jest znakomity. To skupienie jest bezcenne.

 

https://www.youtube.com/watch?v=SS_WJmLGFrA

Oglądam też często pierwsze męskie wykonanie tego utworu - Jorge Donn. To już 39 lat temu, a ciągle znakomity występ. Mogę oglądać bez końca.



https://www.youtube.com/watch?v=m5CFJlzlGKM

10 lat po tym wykonaniu, zmarł na Aids w wieku 45 lat (30.11.1992) w Lozannie, a 15 lat po nim zmarł też w Lozannie, Maurice Bejart (22.11.2007). Tylko on przeżył 80 lat. Wspaniały artysta. Ciekawe, że teraz nikt nie umiera na tę straszną chorobę, a nie ma zastrzyków.

Na razie „tańczę” 3 minuty. Do końca roku planuję nauczyć się całości, z pominięciem wyskoków i szpagatu. Nie mam w domu tyle miejsca ;) Ale mam trampolinę, która może imitować stół z choreografii. Tylko, że źle się tańczy na tym. Za miękko. 😉

Jestem fanką baletu. Przez Hanuszkiewicza.

Najczęściej mruczę czy "śpiewam" głoskę „A”, która pobudza górną część płuc. Tak mi pasuje, więc jest mi to potrzebne, tak czuje organizm.

Głoska „I” jest długa. Pobudza mózg, oczy i nos i dlatego „masz ochotę ją śpiewać” gdy masz katar, zmęczone oczy, czy chore zatoki. Stymuluje przysadkę mózgową, tarczycę i wszystkie elementy czaszki. Podczas śpiewania dźwięku „i” czaszka wibruje, a osoba odczuwa radosne podniecenie. To dobre lekarstwo na złe samopoczucie.

Głoska
„E” - pobudza gardło, przytarczyce, tchawicę. Można ją śpiewać nisko, albo wysoko. Lepiej wysoko.

Głoska
„O” jest ogólnie harmonizująca organizm.

Jest jeszcze „OM” lub „AUM” śpiewane długo
oczyszcza aurę i łagodzi stres emocjonalny.

Każdy wie, że 528 Hz - to jest częstotliwość „dźwięków” naszej Matki Ziemi. To jest magiczna częstotliwość miłości i naprawy DNA. A zwłaszcza do uzdrowienia ciała, bo pomaga osiągnąć relaks i spokój.

Czy ktoś jeszcze pamięta ciekawy film 5 Element?

 

Przejmujące dźwięki. Interesujący wykonawca.

Dźwięk nie tylko jest siłą twórczą, ale może niszczyć.

 

 
https://www.youtube.com/watch?v=P8f8MTLc6NY&t=3s

Mury runą, kraty pękną, znikną więzienia i mury odgradzające ludzi od siebie.

W końcu na początku było Słowo. Nie wiadomo jakie, ale słowo to dźwięk. I o to chodzi.

Jak ty chcesz stwarzać swój Świat?






02/09/2021

Takie tam

Rano przy śniadaniu usłyszałam brzęczenie. Spojrzałam na balkon, a tam gruby owad zaglądał do każdego kwiatka, który został w skrzynce. Praca zajęła mu pół minuty i poleciał dalej. Pracuś.

 


W okamgnieniu zrobiłam mu/jej kilka ujęć.

Owady są tak różne od ludzi. Pracują, robią co mają robić, niczego się nie boją, nie plotkują, nie szkodzą sobie nawzajem. Współpracują, po cichu. I z tego są efekty.

Skończyłam czytać Wędrówkę Dusz Michaela Newtona. Nie jestem do końca przekonana do reinkarnacji. Ale książka jest ciekawa i nastraja optymistycznie. Opisuje dusze jako cząstki energii. Można zniszczyć ciało, ale duszy nie. To czysta energia.

Dusze podobno lubią reinkarnować na Ziemi, bo tu panuje strach i można przyspieszyć swój rozwój duchowy. Pomiędzy życiami dusze odpoczywają, a niektóre są izolowane. To te, które czyniły zło. Czasem trzeba je naprawić, by przestały szkodzić.

Tych światów w zaświatach jest kilka i służą one do różnych celów, m.in. do zdobywania wiedzy i różnych umiejętności. Co ciekawe dusze mają płeć M lub K, ale czasami gwałciciel wybiera życie jako kobieta, żeby poczuć co czuły kobiety przez niego wcześniej zgwałcone. Nie ma dusz lgbt. To pomysł ziemski, żeby ludzi oddalić od Źródła.

Dusze, które tam przebywają są pomocne, sympatyczne, współczujące.

Interesujący był opis Źródła wszystkiego. Nie bez powodu nazwałam swój blog Podróżą do Źródła. Nawet nie wiedziałam wtedy dlaczego tak zrobiłam. Teraz wiem. Pragnieniem każdej duszy jest rozwój ewolucyjny, duchowy, aby przybliżać się do Źródła i pomóc mu w stwarzaniu światów. Każda dusza tego chce, bo do tego została stworzona. Niektórzy o tym nie wiedza i żyją, jakby nie było jutra. Tak marnują swój potencjał i wcielenie. Czasem na tysiące lat.

Przez wyciszanie, medytację lub w snach mamy kontakt z obserwatorami czy przewodnikami lub opiekunami duchowymi. Oni mają za zadanie pilnować nas i pomagać. Jest to budujące i optymistyczne. Nigdy nie jesteśmy sami. Wystarczy w kryzysowych sytuacjach lub przed ważnymi wyborami ścieżki poprosić o wskazówki. Dostajemy je zawsze, ale w różnej formie.

Ta książka pomogła by mojemu tacie, ale jej mu nie dam. Bo powie, że czekam na jego śmierć. A ja chciałabym, żeby przestał się bać, bo każdy z nas przez śmierć wraca do domu, by być bliżej Źródła.


Litania przeciw strachowi

Nie mogę się bać.

Strach zabija duszę.

Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.

Stawię mu czoło.

Pozwolę, aby przeszło po mnie i przeze mnie.

A kiedy minie, zwrócę wewnętrzne oko, aby zobaczyć jego drogę.

Tam, gdzie odszedł strach, tam nie ma nic.

Tylko ja pozostanę.

    Frank Herbert – autor serii powieści Kroniki Diuny

    Były to moje ulubione książki sf. Miałam też na starych komputerach grę DUNE II. W wolnej chwili grałam wszystkimi domami i wszystkimi wariantami. Bylo to dla mnie odstresowujące, a dawno przestałam być dzieckiem. Na obecnym kompie już ta gra nie chodzi.

O strachu pisałam na tym blogu kilkakrotnie. Temat ciągle aktualny na Ziemi. Nawet w zaświatach o tym wiedzą.

Np. tu strach albo tu strach a o Franku Herbercie i strachu tu melanz

Zaczynam czytać kolejną książkę M.Newtona Przeznaczenie Dusz


Dzisiaj też kupowałam perfumy. Kupować komuś prezenty było łatwo. Męskie zapachy są fajniejsze. Od razu wiadomo, które są ładne, a które nie.



Ekspedientki próbowały mnie skusić zapachami, ale im więcej wąchałam tym było gorzej. Wyszłam. Mam jeszcze kilka nietrafionych flakonów na półce w domu. Dostałam próbki, więc spokojnie dokonam wyboru, lub nie.

Ciekawe czy dzisiaj spokojnie zasnę skoro jeden nadgarstek pachnie Chanel, a drugi Versace. Paski wyrzuciłam, bo pachniały coraz gorzej.


01/09/2021

Sen z szukaniem

Dziwny tytuł, ale adekwatny do zdarzeń we śnie.

Obudziłam się o godzinie 6 rano. Było już widno, ale postanowiłam poleżeć i zasnęłam.

Weszłam do budynku 11 piętrowego, w którym było moje poprzednie mieszkanie. Chciałam do niego pójść. Była noc, a korytarze słabo oświetlone. Chodziłam tymi korytarzami w różne strony, one zakręcały, prowadziły w dół i w górę. Błąkałam się. Szukałam mieszkania 29, niby miało to być moje. W realu mieszkaliśmy w mieszkaniu 33 na 2 piętrze. Wchodziłam do różnych mieszkań, bo może były pomylone numery. Nie były. Ciągle trafiałam na różne imprezy. Było głośno. Otwierałam różne drzwi, zaglądałam, przepraszałam i szłam dalej. W pewnej chwili zobaczyłam mieszkanie numer 28. Ucieszyłam się, że następne będzie moje 29. I wtedy korytarz załamywał się, skręcał i długo nie było drzwi. Aż pojawiło się mieszkanie 53. Jakim cudem znalazłam się na 5 piętrze? Nie wiem dlaczego byłam przekonana, że 29 to II piętro, a 53 to V. Znalazłam windę. Może w ten sposób trafię do siebie? Drzwi windy się otworzyły, ale winda zatrzymała się ok. metra poniżej poziomu. Musiałabym wskoczyć do środka. Stało tam kilka osób. W środku było miejsce, ale nie zdecydowałam się na skok. Przecież gdy dojadę na swoje piętro to jak bym wyszła z windy, skoro zatrzymuje się niewłaściwie.

Byłam już zmęczona. Przemierzyłam chyba z kilka kilometrów, a niczego nie znalazłam. Chciałam wyjść z tego wieżowca. Może będzie dzień, to łatwiej znajdę to czego szukam.

Obudziłam się. Była godzina 7 rano. Tak jak chciałam.

Nie ma czego komentować. Jestem teraz w takim właśnie stanie. Porządkuję dom. Wyrzucam co się da. Równocześnie mam różne zajęcia, zakupy na 2 domy. Niedługo egzamin z angielskiego, więc muszę poświęcić czas na przygotowanie. Ciągle jestem zajęta, a czuję się jakbym się kręciła w kółko bez celu. Jak w tym śnie. Muszę wyznaczyć sobie jeden główny kierunek i nie rozdrabniać się. A nie mam czasu zatrzymać się i pomyśleć.

Nie znalazłam tego czego szukałam.

We śnie pojawiły się liczby 29, i pomocnicy 28, 53.

29 sumuje się do 11, znaczenie: mam wpływ na swoje życie, większe niż sądzę. Trzeba wyznaczyć kierunek i do niego zmierzać. Cel może być niemożliwy do osiągnięcia, ale nie dla mnie ;) Siła lwa. Siła wewnętrzna będzie poddawana pokusie. Wszystko mogę. Mam trzymać język za zębami w kontaktach z kimś z rodziny. (To mój ojciec, ciągle mu mówię co ma robić, a on swoje. A przecież to nie moje życie tylko jego, więc zrobi co zechce).

28 to 10, znaczenie: jeśli obrócisz koło, wprawisz je w ruch, a wydarzenia potoczą się w szybkim tempie. Może pojawić się pomoc w postaci wyciągniętej ręki. Wydaje się wszystko korzystne, ale z umiarem. Ciągły ruch. Akurat dostałam kolejny magnes na szczęście. :) Taka pomocna ręka 😍

 

W nocnym świetle kolory trochę inne.

Kolejna liczba ze snu to 53 czyli 8, znaczenie: móc żyć własnym życiem, zająć się nowym obszarem aktywności, coś się kończy coś zaczyna. Tak to jest przed kolejnymi urodzinami ;)))

Więcej w książce Wyrocznia snów Ginette Blais. Szkoda czasu na jej przepisywanie. Ale przeczytałam wszystko i pasuje. Jakżeby inaczej 😎😎😎

Mam rozproszoną uwagę, ale to co wisi na ścianie w centrum mojego miasta jest przerażające.


Co to ma być? Widzę gada. Kto patrzy? Jaszczurka? Czy w Krakowie są zimnokrwiści ludzie? Lepiej tam nie jechać. Ja nie jestem zimnokrwista i nie mam oczu gada. A kto ma i gdzie mieszka?

To nie do mnie pytanie.

1 września nie świętuję, bo jak można świętować początek strasznej wojny. Myślę samodzielnie.


21/08/2021

Sen z kobietą o kręconych włosach

Tuż przed snem czytałam Wędrówkę dusz Michaela Newtona. Zdążyłam przeczytać tylko jedną stronę i zasnęłam. W ostatniej sekundzie przed zaśnięciem pomyślałam o swoim przewodniku duchowym.

Ciekawe czy jest kobietą czy mężczyzną i jaki jest, oprócz tego, że jest pomocny i mi życzliwy.

We śnie byłam na jakimś spotkaniu czy imprezie. Mogła to być impreza, bo wszyscy byli wstawieni i bardzo rozgadani i rozluźnieni. Było tłoczno i ciemno. Obok mnie stanęła duża kobieta ok. 30 lat. Miała dziwne włosy. Były do ramion, czarne i kręcone w loczki. Te loczki były tłustawe, a skóra na głowie sucha i sypiąca się łupieżem. Od razu pomyślałam, że ona po prostu źle myje głowę. I oczywiście zaczęłam jej tłumaczyć co ma zrobić. Wtedy zorientowałam się, że to sen, bo w realu nikomu nie mówię co ma robić i nie oceniam. Ta kobieta była z kimś i powiedziała do niego oburzona, że ja nie mam prawa jej pouczać. Przestraszyłam się we śnie, jakbym się nie kontrolowała. W życiu panuję nad sobą i staram się być obserwatorem, a nie uczestnikiem wydarzeń. Ta kobieta zniknęła w tłumie, a ja poszłam w swoją stronę. Obudziłam się.

 

Szukałam obrazka kobiety ze snu i trafiłam na starą książkę z naklejkami i wycinankami. Wśród 333 naklejek, m.in. z księżniczkami, ani jedna nie miała kręconych włosów ;)))


Pomyślałam, że kobieta ze snu na pewno nie jest moim przewodnikiem ;))) Ale mnie obudziła. W realu mam od tego przyjaciółki czy koleżanki. Uwielbiam z nimi rozmawiać, bo mają zupełnie inny punkt widzenia, co nie pozwala mi zasypiać. Po raz kolejny poczułam się szczęśliwa, że jestem kim jestem. Rola jaką odgrywam w tym życiu bardzo mi odpowiada. I wydaje mi się, że bardzo się zmieniłam. A może zostałam w pewnym momencie podmieniona, albo weszłam na inną drogę życia.

Każdy w życiu odgrywa swoją rolę i idzie swoją ścieżką. Dusza każdego ewoluuje, albo nie. Wtedy taki człowiek tysiące lat marnuje na życiach we śnie. Niczego się nie uczy, wegetuje, bo jest mu dobrze. To opinia Newtona, na podstawie wiadomości od ludzi przez niego zahipnotyzowanych. Nie jestem pewna czy się z nim zgadzam, ale wieści ze strony duchowej są optymistyczne. Nie ma strachu przed śmiercią.

Przeczytałam już Tybetańską księgę umarłych, a teraz czytam kolejną książkę o zaświatach. Musze się przygotować w razie śmierci mojego ojca. Jest z nim coraz gorzej. Kazałam mu odstawić wszystkie tabletki i zacząć jeść, bo wygląda jak z obozu koncentracyjnego. Przestałam szanować młodych lekarzy, którzy nie widzą człowieka tylko tabletki, które utrzymują człowieka w chorobie. Tacy lekarze nie mają empatii. Traktowanie starych ludzi jest skandaliczne. Zawsze mierziło mnie oszukiwanie dzieci czy starszych, schorowanych, bezsilnych ludzi. Zerwałam kontakt z kuzynką, która nie zaprosiła naszej babci na swój ślub. Argumentowała to tym, że ona nie lubi starych ludzi. Teraz nie żyje, nie dożyła tak nielubianej przez siebie starości. Nie jej ziemia lekką będzie.

Wydaje mi się, że każdy powinien przeczytać Tybetańską księgę, czy inne książki o odchodzeniu z tego świata. I to bez względu na wiek. Powinniśmy być przygotowani, bo przecież nikt nie zna dnia ani godziny zgonu.

Ale mojemu ojcu nie dam tych książek. Porozmawiam sobie z nim jak już będzie na innym świecie.


20/08/2021

Sierpniowa tęcza

Piękny dzień.

Zrobiłam wszystko co zaplanowałam. Spotkałam się z miłymi ludźmi, wszystko wg planu.

Nie naciskałam na realizację, ale zewnętrzny zamiar zadbał o mnie.

Obejrzałam mieszkanie znajomego wybudowane w zeszłym roku i jestem zachwycona jego funkcjonalnością i standardem. Zaprojektowane z myślą o wygodzie ludzi, którzy w takich lokalach będą mieszkali. To zupełnie inne mieszkania niż moje i starych znajomych. 

Świat zmierza  w dobrym kierunku.

A wieczorem piękny widok.


W tym roku nie zwracałam uwagi na tęcze. Może ich nie było, bo deszcze padały w nocy.

W tym  czasie przelatywał samolot z Krakowa do Sztokholmu, ale go nie widać przez chmury. Było słychać 😀

Dziwne kolory wyszły. Oczy widziały co innego niż aparat. Człowiek jest najlepszą wartością tego świata. 😎