02/10/2014

Gipsowa dieta

Dziwne, ale w czasie gdy miałam gips na ręce zmieniły się moje upodobania jedzeniowe. Na początku myślałam, że to sugestia, ale nie. Jedne produkty mogłabym jeść bez przerwy, a na inne nie mogłam patrzeć. Zaufałam sobie i po 6 tygodniach mogłam pozbyć się dodatkowego kilograma.


Tydzień temu byłam u lekarza, a on chciał mi wypisać zwolnienie. To był chyba żart. Powiedziałam mu, że nie chcę zwolnienia tylko zdjęcia gipsu! Zaprowadził mnie na gipsownię i powiedział do pracownicy: zdejm te resztki gipsu. Od razu go polubiłam, bo lubię złośliwość w granicach normy. Przecież wycięłam tylko trochę, a większość dźwigałam półtora miesiąca. Potem poszłam na prześwietlenie. Okazało się, że jest zrost. Znowu próbowałam się tłumaczyć, ale on uciął, że było minęło i ważne, że się kość zrosła. Też tak myślę i za to go też polubiłam. Dowiedziałam się też, że niektórzy noszą gips nawet 8 tygodni, więc mam szczęście :) Po co też tak często się naświetlać RTG. 6 razy wystarczy.


Ręka bez gipsu jest wiotka. Skóra trochę pomarszczona. Zaczęło mi brakować tego gipsu, bo czułam się w nim bezpiecznie. Od momentu wypadku do dzisiaj ani przez sekundę nic mnie nie bolało, nic mnie nie swędziało, a tylko troszkę upijało, ale to sobie przycięłam.


Zanim wróciłam do domu kupiłam stabilizator (63,-) i jeszcze w aptece go założyłam, a także żel do smarowania (47,-), bo ręka była spuchnięta.


A teraz dieta na dobry zrost kości, czyli zawierająca wapń, białko, witaminę D, fosfor i magnez.


Niestety nie lubię nabiału, z wyjątkiem żółtego sera i kefiru. Ser jadłam, a kefir wylałam, bo się przeterminował. Nie mogłam się zmusić do picia. Dwa razy kupiłam twarożek, ale też poszedł do śmieci. Co ciekawe, nie mogłam patrzeć na ciemne pieczywo. Jadłam więc zwykły baltonowski chleb. Można powiedzieć, że tego wapnia nie dostarczyłam sobie za dużo. Warzyw w ogóle nie jadłam, z wyjątkiem kapusty. Z owoców jadłam tylko winogrona, śliwki i jagody. Jagód zjadłam 5 kg, a mogłabym je jeść bez przerwy.



Ciekawe, bo one są dobre na oczy, a nie na złamania. Ich pozytywny wpływ na wzrok pierwsi zaobserwowali piloci RAF-u w czasie II wojny światowej, lepiej widzieli w ciemnościach gdy wcześniej zjedli dżem jagodowy. Naukowcy od razu to zbadali i potwierdzili, że jagody wspomagają regenerację rodopsyny – barwnika w siatkówce oka, odpowiedzialnego za widzenie po zmroku i przy niskim natężeniu światła. Wysoka zawartość antocyjanów powoduje, że jagody uszczelniają ścianki naczyń krwionośnych i przeciwdziałają stwardnieniu tętnic. Może dlatego właśnie jadłam tyle jagód, a potem borówek amerykańskich. A może dlatego, że był sezon ;)


Z kawy nie zrezygnowałam i piłam jedną na śniadanie. Potem robiłam sobie napój z galaretek. Z jednego opakowania robiłam litr napoju, czyli 3 szklanki. Wypiłam już 50 i piję nadal, bo coś mnie suszy. Lekarze uważają, że picie galaretek nie ma wpływu na szybsze zrastanie kości i zalecają jakieś tabletki. Żelatyna jest raczej na stawy, a nie kości, ale piłam i piję.


Białko dostarczałam tak jak zwykle w zupach na wywarach mięsnych. Jadłam też kurczaki gotowane lub smażone, ale tylko 2 razy w tygodniu, bo nie lubię za często. Kolagen musiał być, ale to nie pomogło, bo mięśnie trochę zniknęły.


Najwięcej dostarczyłam sobie fosforu i witaminy D.


Mogłabym bez przerwy jeść szprotki w oleju. Zjadłam też 1 makrelę i sardynki. Ale szprotki były najpyszniejsze. Ach ten olej i te kręgosłupy ;)




Miałam szczęście, że było słonecznie i ciepło, więc witaminy D3 miałam pod dostatkiem. Organizm sam produkuje tę witaminę pod wpływem promieni słonecznych. Oczywiście, jak największa powierzchnia skóry była odsłonięta i bez kremów z rdzą i nanocząsteczkami. Starałam się przebywać na słońcu między 10 a 14, żeby jak najwięcej skorzystać. Nie opalałam się tylko spacerowałam. Gdy było mniej słońca piłam tran z rekina.


Na słodycze zupełnie nie miałam ochoty. Jadłam tylko po kilka daktyli dziennie, bo suszone są bardzo słodkie. To nie tylko słodki deser, ale źródło potasu, żelaza, fosforu, magnezu, chromu, działają przeciwzakrzepowo (widocznie było mi to potrzebne) i zwalczają stany zapalne, które niewątpliwie miałam.



Miałam też dobry nastrój :)


Szybko zleciało.


 


 



25/09/2014

Co za urodziny ;)

Wczorajszy dzień zapamiętam na długo. Szampana zaczęliśmy pić o 11. Ciągle mam gips więc do jedzenia było coś gotowego. Dostałam nowy storczyk. Potem pojechałam do szpitala, bo moja siostra złamała sobie też lewą rękę tylko gorzej. W szpitalu zakładali jej druty. Nie mogłam uwierzyć, że szczęścia w nieszczęściu chodzą parami. Lekarz myślał, że jesteśmy bliźniaczkami. Może jesteśmy, ale odstęp między nami to 18 miesięcy. Przed wypadkiem przebiegł jej czarny kot, ale to tylko "przypadek".


A wieczorem dostałam zza granicy prezent, który przyniosła mi bardzo miła osoba :) To nowa fontanna.



Tak więc nie było przyjęcia, za to pełna lodówka piwa ciechan. Podobno tylko prawdziwi mężczyźni takie piją. Muszę się dowiedzieć dlaczego.


A jutro moja lewa ręka będzie lżejsza, bo chyba zdejmą mi gips. Po 43 dniach chyba się zrosła kość promieniowa. :)


 




 


 



20/09/2014

Coś miłego

Jestem zdołowana po wczorajszej wizycie u lekarza. Liczyłam na zdjęcie gipsu, bo minęło już 5 tygodni, a tu niespodzianka. Najpierw lekarz zjechał mnie równo, bo trochę przycięłam sobie gips, żeby było ładniej. Okazało się, że może jest ładniej, ale gorzej dla mojej ręki. Kolejny tydzień mam nosić ten gips, bo kości się nie zrosły. Bez prześwietlenia. Nie każdy lekarz ma rentgen w oczach, a ten ma, bo jest specjalistą chirurgii urazowo-ortopedycznej i medycyny sportowej.

Snuję się od rana bez celu, bo plany runęły w gruzach. Podeszłam do okna i pomyślałam: poproszę o coś miłego, coś co mnie rozweseli. Myślisz – masz :)


Rozbawiło mnie to. Nie mam dużo energii, bo wszystko idzie w rękę, a tu niespodzianka. Czyli wystarczy pewność, a nie moc. Uśmiechnęłam się, zrobiłam fotkę przez szybę i wyszło słońce. Motylek zupełnie się nie bał i pozwolił się obejrzeć. Był piękny, a potem odleciał do kogoś innego. Pracuś. Po co są motyle? Do rozweselania.

Ale po pizzę to zadzwonię, bo świat może pomylić zamówienie ;)

 

13/09/2014

Genocide

Dowiedziałam się, że autorem terminu genocide – ludobójstwo jest polski prawnik Rafał Lemkin, który zmarł 55 lat temu (z tego artykułu Genocide ). Mało kto o nim słyszał.


Genocide to zbrodnie przeciw ludzkości, czyli ludobójstwo, które obejmuje celowe wyniszczanie narodów, grup etnicznych, religijnych, rasowych. Dzieje się to poprzez zabójstwa, kontrole urodzin, przymusowe odbieranie dzieci, czy tworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie. Jest to opisane w Konwencji ONZ z 1948 r.


Po raz kolejny obejrzałam film „Namibia. Pierwsze ludobójstwo XX wieku”. Wymordowano 2/3 plemion Hererów i 1/2 Nama w latach 1904-1907. Zrobili to Niemcy, bo zdziwili się, że tubylcy nie witają radośnie nowych „właścicieli”. Akurat Niemcom przypadła ta część Afryki.Inni dostali więcej.



 idealiści


Niemcy metodycznie likwidowali miejscową ludność w obozach koncentracyjnych, zatruwali studnie, polowali na uciekające kobiety i dzieci. Już 5-letnie dzieci musiały pracować. Nawet po śmierci nie dano im spokoju. Zbrodniarze – lekarze obcinali trupom głowy i spreparowane czaszki wysyłali do Niemiec. A tam „naukowcy” udowadniali, że to nie byli ludzie, różnice rasowe świadczyć miały o wyższości niemieckiej rasy nad murzyńską. Ci ludzie robili kariery pseudonaukowe. Ich wnioski wykorzystał potem Hitler.


Jak już niemieccy żołnierze wymordowali właścicieli tamtych terenów, to w nagrodę dostawali ich ziemię i się budowali. Obecni biali w Namibii (1% populacji) to wnukowie tamtych zbirów, nie mają żadnych wyrzutów sumienia. Nie ma w Namibii żadnych miejsc upamiętniających tamtą rzeź. Po cmentarzach chodzą właściciele piesków i pozwalają swoim pupilom załatwiać się tam. W 2011 roku zwrócono tylko 20 czaszek oznaczonych tylko numerami, bo nie zapisywano imion nie-ludzi. W klinice Charite ciągle są tysiące czaszek, ale to przecież w celach naukowych. Nikt nie zapłacił za to ludobójstwo, oprawcy zostali nagrodzeni.


W ubiegły weekend na 3 kanałach (nc+, polsat, tv4) emitowano film z 2003 r. The Hunted, przetłumaczony jako Nożownik. Lepszy tytuł to tropiciel, ale ja nie znam angielskiego.


Zainteresowałam się tym filmem z uwagi na interesującego aktora Benicio Del Toro (Benicio Monserrate Rafael Del Toro Sanchez). Lubię go, bo ma w oczach coś co przyciąga uwagę. W filmie grał świetnie wyszkolonego zabójcę, który dopóki zabijał na zlecenie to uchodziło na sucho. Jak zabił na własną rękę to musiał zginąć. Zasłużył się w Kosowie w 1999 r., a potem zabijał na zlecenie służb. Tommy Lee Jones gra jego nauczyciela zabijania. (autentyczna postać, chyba jeszcze żyjąca). Mówił, że nauczy każdego zabijać, szybko, dokładnie, skutecznie, odruchowo, zwalczy ich opór przed zabijaniem, ale najtrudniej wyłączyć myślenie. I taki właśnie był bohater filmu. W jednym z listów do swego guru napisał, że to nie żołnierze, a roboty. I miał rację. Żołnierzy tak właśnie się szkoli. Nikogo nie obchodzi czy ci ludzie coś czują, bo mają nic nie czuć – mają zabijać jak roboty. Gdy zaczynają mieć koszmary to trzeba ich zabić, bo są niebezpieczni i mogą zabić kogoś bez rozkazu. Nie można ich złapać, uwięzić i sądzić, bo mogą wyjawić tajne operacje. Zabiją ich koledzy. Reżyser tego filmu to też ciekawy człowiek.


Podkład muzyczny listy płac na końcu filmu to Johny Cash (mój patron na ten rok) i znakomity utwór The Man Comes Around.



A więc jest nadzieja na to, że Człowiek powróci. Gdzieś się zagubił, zapomniał o swoim człowieczeństwie. Ale wróci. Tekst utworu tutaj the_man_comes_around


Mordów w Kosowie by nie było, gdyby rozliczono morderców w Rwandzie w kwietniu 1994 r. W ciągu 100 dni wymordowano milion Tutsich, a wojska ONZ wyjechały jak zaczęły się mordy. Nie pierwszy i nie ostatni raz ONZ się zhańbiło. Potem była Srebrenica w 1995 roku i Kosowo w 1998. Teraz wychodzi na jaw, ze mordowano ludzi dla organów i rządy europejskie i USA o tym wiedzieli i pozwalali na to. Za zbrodnie osądzono generała Radislawa Krstića i zamknięto go na 35 lat. Od 20 marca 2014 roku Krstić zamieszkał w areszcie śledczym w Piotrkowie Trybunalskim. Od procesu norymberskiego to pierwszy skazany za ludobójstwo.


A w Prisztinie Albańczycy rejestrują partię neofaszystowską. Ambasada USA w Prisztinie „popiera równość wszystkich ludzi i odrzuca dyskryminację mniejszości”. Więcej tu http://balkanekspres.blog.pl/


Afryka jest nadal polem bitwy, to samo dzieje się w Syrii. I my na to patrzymy i pozwalamy, żeby wybuchały kolejne wojny.


Ludobójstwo nie jest cechą człowieka. Trzeba być upośledzonym, żeby zabijać własny gatunek. Agresja tak, ale można ją rozładować np. w boksie. Ostatnio oglądaliśmy galę boksu w Międzyzdrojach. Nie była zbyt ciekawa, więc przełączano mi kanały na walki w klatkach. To zupełnie nieciekawe, bo nie ma żadnych zasad. Gdy są jakieś zasady to powinno się ich trzymać. W przeciwnym razie jest samowolka. Jak na wojnie nie ma zasad to dochodzi do ludobójstwa. Zabija się nie tylko żołnierzy, ale kobiety, starców i dzieci. I to jest rzeź.


Ludobójstwo nie dzieje się spontanicznie. To celowe działanie, długo przygotowywane.


A kogo osądzić za tworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie przez wywoływanie epidemii, podłe jedzenie, rtęciowe szczepionki, aborcje. Przecież to kontrola urodzin i powinno być karane.


Na moim balkonie pająk rozpiął sieć, złapał kilka much, zjadł i sobie poszedł. A sieć się rozpada. Głupie zwierzę, a nie morduje na zapas. Nie nienawidzi.



US Navy pracuje nad delfinami i uczy ich różnych rzeczy m.in. wykrywania min. Program wprowadzono w 1959 roku. Ostatnio w San Diego utopił się ich trener, ale wykluczono udział delfinów. http://www.thewire.com/national/2014/05/us-navy-dolphin-trainer-drowns-in-san-diego-bay/361686/ Ja nie byłabym tego taka pewna.


 


Codziennie myślę o pokoju i psuciu broni. Każdy to może robić, bo to skuteczne. Ileż to razy zacinała się broń gdy ktoś chciał zrobić jakiś napad, często o tym czytam. To nie czary. Im więcej ludzi będzie w ten sposób myślało tym szybciej zapanuje pokój. Na złość czarnym typom zapanuje miłość na tej ziemi. Mamy na razie trochę spokoju w Strefie Gazy, co mnie cieszy. Wszystko jest możliwe.


A to typowy znak miłości pokojowego noblisty.



 


 



10/09/2014

Karl Lagerfeld

Happy Birthday :)


Dzisiaj obchodzi urodziny, albo 81 albo 76. Urodził się 10 września 1933 r. To najsłynniejszy obecnie projektant - nie tylko mody, fascynująca osobowość. Ma oko do wyszukiwania ładnych ludzi.


Nie sądzę, że wszystko co mówi o sobie jest prawdą.


Mówi kilkoma językami, a czyta we wszystkich, tak mówi. Nigdy nie głosował i nie będzie. Polityka to nie jego świat.


Gdy się urodził ojciec miał sześćdziesiąt lat, a matka czterdzieści dwa. W dzieciństwie matka dała mu popalić, choć była nowoczesną kobietą. Mówiła, że w kapeluszu wygląda jak stara lesbijka, albo, ze trzeba kupić zasłony na jego wielkie dziurki w nosie. W wieku 10 lat wiedział, że jest inny, że jest gejem. Ale nigdy nie został przyłapany z facetem. Trzeba mieć klasę. Jest przeciwnikiem małżeństw gejowskich, bo to powrót do mieszczaństwa. Geje chcą być jak inni, a nie są. Homoseksualizm jest częścią normalnego życia i dotyczy około dwudziestu procent społeczeństwa. Nie wie, o co taki ruch miałby walczyć. To nie jego rzeczywistość.


Nigdy nie pił, nie palił, nie brał narkotyków, ale pije dużo diet coli. Ma śliczny kielich z podstawką, który sam zaprojektował. Chciałabym mieć taki ;)


Nie ćwiczy, bo to nudne, a joga to inna kultura.


Ponieważ chciał nosić fajne ubrania to schudł 40 kg (napisał o tym książkę). Dlatego teraz wytyka innym nadwagę (np. Adele). Ludzie są leniwi, skoro on mógł schudnąć to inni też mogą.


Ma 1,78 cm i unika małych ludzi. Uważa, że to niewybaczalne być małym człowiekiem.


 

źródło: denimblog.com


Będzie pracował do końca życia, bo gdyby nie pracował to by umarł. Jego rodzice żyli ponad 90 lat, on będzie żył dłużej.


Nosi rękawiczki i wysokie kołnierzyki, bo nie chce pokazywać starej skóry. Esteta.


Ma kotkę Choupette, która ma własną linie kosmetyków. Jej opiekunowie spisują wszystko co robi, co je, a czego nie chciała. Karl wyda książkę o niej. Jest w niej zakochany.


Teraz kilka jego wypowiedzi z różnych wywiadów i z filmu biograficznego.


 

Prawda jest jedynie pytaniem o punkt widzenia.


O dobroczynności. Działaj, bądź hojny i w ogóle, ale nie rób z tego tematu do rozmów, bo zamęczysz świat na śmierć.


Nie lubię sypiać z ludźmi, których naprawdę kocham, nie chcę tego robić, bo seks ma swój koniec, a uczucie może trwać wiecznie.


Frustracja jest matką zbrodni, brak prostytutek i pornografii spowodowałby gwałtowny wzrost przestępczości.


Nie podoba mi zarzynanie zwierząt, zresztą nie podoba mi się też zarzynanie ludzi, co aktualnie jest bardzo popularne na świecie.


Czytam jak szalony, bo chciałbym wiedzieć wszystko.


To miłe kiedy stać cię na coś, ale w momencie, kiedy stajesz się ofiarą posiadanej rzeczy, nie powinieneś jej zatrzymywać.


 


To geniusz i mówi co myśli. Wolno mu. Nikogo nie krzywdzi. Długiego i ciekawego życia :)


 



04/09/2014

6 rocznica

16 sierpnia minęła 6 rocznica bloga. Pamiętałam o niej, ale akurat tego dnia śpiewałam „jesteś szalona” na weselu (skąd znałam słowa?!), więc i tak nic bym tego dnia tego nie pisała.


Lubię nieoczywiste rocznice. :)


Gdy zaczynałam pisać to nie spodziewałam się, że będzie to trwało tyle lat.


Pierwsza notka pojawiła się podczas pełni Księżyca w Wodniku. Czyli Księżyc udawał Słońce i rozjaśniał mroki nocy. Tematyka też taka niejednoznaczna. Czasem na poważnie, a czasem nie, choć zawsze prawdziwie. Tego dnia piosenkarka Madonna świętowała 50 urodziny. Czy coś wskazywało na długowieczność?




Przez 6 lat nie nauczyłam się jasno formułować myśli. W starych notkach widzę dużo skrótów myślowych. Bo jednak łatwiej rozmawiać z kimś w realu niż pisać. Piszę dla siebie i czasem jestem zaskoczona, że to ktoś w ogóle czyta. Mnie raczej interesują ciekawe tematy niż śledzenie cudzego życia.


Gdy widzę, że liczba odwiedzin jest duża, to przestaję pisać, może ktoś się zniechęci i zapomni. Tak dla sprawdzenia czy nie jestem uzależniona. Czasem myślę, że licznik się popsuł. Popularność nie jest moim celem, bo blog jest o codziennym życiu przeciętnego człowieka. Może zaspokajać potrzebę zaglądania na cudze podwórko. Ale mi o zupełnie nie przeszkadza. W takim świecie żyjemy.


Pewne rzeczy przez te 6 lat się zmieniły, pewne moje przekonania się przewartościowały. Choć ja jestem ciągle ta sama, to jednak jest teraz inaczej. Jedne rzeczy są bardziej ważne inne mniej.


Są też pewne stałe zachowania, które nigdy się nie zmienią. Np. zawsze płaczę na filmie „Hair” i zawsze się śmieję w tych samych miejscach na filmie „Rybka zwana Wandą”. Tak było i będzie. Od zawsze mierzi mnie głupota, polityka i wojny. Staram się o tym pisać jak najmniej, ale czasem nie da się być obojętnym. Ostatnio wpadłam na pomysł jak zmienić wojny w pokój ;) Skoro świat jest lustrem i ja decyduję co widzę, to wysłałam w świat specjalne myślokształty. I to one mają specyficzne zadanie zmieniania energii na świecie. Po ich wysłaniu nie mogę niczego zmienić, nie wiem jak zadziałają i kiedy, ale działają. I to jak! Znienacka skończyło się ludobójstwo w Strefie Gazy, a niedługo skończy się zamieszanie na wschodzie. Gdy o tym się dowiaduję to uśmiecham się i posyłam kolejne myślokształty, bo ta technika jest bardzo skuteczna, choć pokój nietrwały. To wszystko odbywa się na poziomie energetycznym, ale efekty widzą wszyscy. Nie będę już o tym pisała, ale zamierzam żyć w świecie, w którym życie ludzkie jest najcenniejszym dobrem. Gdy dowiem się, że z Afryki wyjechali wszyscy biali ze swoimi truciznami to przestanę. Dajmy żyć każdemu po swojemu.


Wygląd tego bloga nie ulegnie zmianie. Jeśli zostałabym zmuszona do zmiany to przestanę tu pisać. Są zakusy, żeby ujednolicić wygląd blogów na bloxie. Wtedy zacznę gdzie indziej, tam gdzie nie będzie reklam i cenzury. Zachowanie indywidualności jest bardzo trudne. Wszyscy jesteśmy nieustannie zmuszani do robienia różnych rzeczy. Musimy oglądać filmy, które ktoś uznał za kultowe, musimy być happy i like it, musimy zgadzać się na pornografię i dewiację, i musimy patrzeć jak bezwolne marionetki oblewają się wodą. Jakie to puste. Ludzie chcą być jednakowi. Niech będą.


Internet jest wspaniałą przestrzenią i kopalnią wiedzy. Jestem naprawdę wdzięczna ludziom za tłumaczenia ciekawych tekstów. Bez nich byłabym skazana na papkę naszych mediów. Nie jestem fanką opcji „kopiuj – wklej”, bo szanuję cudzą pracę. Nie po to ktoś się napracował, żeby mu to zabrać. Tak działają blogi eko, pro zdrowotne, natura itp. Czasem myślę, że pisze je jedna osoba, bo wszędzie są kopie tych samych tekstów.


Coraz bardziej doświadczam synchronizacji. Kiedyś myślałam, że ktoś z onetu czyta moje teksty, bo po opublikowaniu jakiejś notki czy fotki, to samo pojawiało się dzień czy dwa po mnie na głównej stronie. Jest to oczywiście niemożliwe. Są pewne energie, które odbieramy wszyscy, wszyscy myślimy w jednym kierunku. Noszę gips na nadgarstku i akurat moją uwagę zwrócono na Rok 1984. A tam ukochana Winstona też miała opatrunek, tylko na prawej ręce. Taka zbieżność. To się dzieje bez przerwy. Gdy człowiek jest czujny to widzi. Nie ma przypadków. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Jedno wynika z drugiego, wszystko się zazębia. I tak życie płynie. Od Źródła do Źródła.


 


 



29/08/2014

Rok 1984 jest koszmarnym faktem

Przeczytałam bardzo ciekawy artykuł na stronie http://exignorant.wordpress.com/2014/07/16/swiat-ktory-stworzylismy-wykracza-poza-koszmar-georgea-orwella/


Gorąco polecam.


Mogłabym podpisać się pod każdym zdaniem. Autor nie jest byle dziennikarzyną. John Pilger widział z bliska wiele wojen i ma pełne prawo o tym pisać. Znamienne są słowa Leni Riefenstahl, która gloryfikowała nazistów. Robiła tak, bo było na to przyzwolenie.


Współcześni zbrodniarze wojenni nie mają mojego przyzwolenia na zabijanie ludzi.


Musiałam ponownie przeczytać Rok 1984 George'a Orwella. Akurat mam takie wydanie. (Bardzo dobra seria GW).


 


Co ciekawe Orwell naprawdę nazywał się Eric Arthur Blair, ale musiał je zmienić ze względu na wykonywaną pracę policjanta.


Zupełnie inaczej czyta się tę powieść teraz, gdy wszystko co opisuje autor jest rzeczywistością.


W świecie Oceanii codziennie karmi się pracowników 2 Minutami Nienawiści. Pokazuje się wroga Partii - Goldsteina, który wywołuje strach, pogardę, nienawiść, obrzydzenie, doprowadza ludzi do pragnienia mordu, zadawania tortur, do szaleństwa. Dokładnie to się odbywa na całym świecie. Straszy się ludzi Kaczyńskim, Husajnem, bin Ladenem, separatystami, terrorystami, cudzoziemcami ... Obiekt nienawiści jest obojętny, ważna jest negatywna emocja, czyli strach i nienawiść. W ciągu 2 minut człowiek staje się bestią.


Teleekrany w każdym domu, które nie można wyłączyć. Rządzi Wielki Brat.


WOJNA TO POKÓJ


WOLNOŚĆ TO NIEWOLA


IGNORANCJA TO SIŁA


Patrole policji w helikopterach szpiegujące mieszkańców przez okna. Nie widziałam, ale drony tak.


Ale najgorsza była Policja Myśli. Czy pamiętacie film SS z 2002 z Tomem Cruisem „Raport Mniejszości”? Tam karało się ludzi za prawdopodobieństwo popełnienia zbrodni, czyli tropiło się myślozbrodnie. Ludzie znikali nocą, bez sądu, usuwano ich metryki, jakby nigdy nie istnieli. Film „System” z 1995 r. z Sandrą Bullock dokładnie to przedstawia.


Ministerstwu Prawdy podlegała prasa, rozrywka, oświata i sztuka – dezinformacja i cenzura. A u nas nie bez powodu premierówna zajmuje się szmatami, jak mówi Gretkowska. Ważne ma być to co miałkie i płytkie i to ma być najwyżej wynagradzane. To miejsce pracy bohatera powieści.


Ministerstwo Pokoju prowadziło wojny. A teraz jeden burak dostał nagrodę pokojową i wszczyna kolejne wojny, bo uznał, że jest panem życia i śmierci – samozwańczym bogiem. A steruje nim Z.B. I będzie wymyślał cuda, żeby wojny trwały jak najdłużej. A wojny toczą się bez przerwy i to coraz bliżej naszych domów. Raz ktoś jest wrogiem, a raz przyjacielem. Wojna to biznes.


Ministerstwo Miłości pilnowało ładu i porządku, prześladowało niepokornych, a jego budynek nie miał okien i budził strach. W jego lochach znikali ludzie.


Ministerstwo Obfitości zajmowało się gospodarką, miało za zadanie doprowadzić do głodu i nędzy. Czyż u nas minister rolnictwa nie nakazał niszczyć jabłka i paprykę, żeby zrobić na złość wydumanemu wrogowi.


Transakcje wolnorynkowe mogli wykonywać tylko zwykli ludzie. Za chwilę każda transakcja będzie opłacana kartami a nie gotówką, więc nic się nie ukryje.


W tym świecie nic nie było zakazane, bo wszelkie prawa dawno zniesiono. Teraz prawo zmienia się coraz częściej, albo zmienia się ich interpretację.


Pierwszy wpis w pamiętniku Winstona, bohatera powieści, opisuje wojenną kronikę filmową i zdjęcia mordu na bezbronnych ludziach. Czyż nie oglądamy tego we wszystkich wiadomościach.


A czy feministki to nie działaczki Ligi Antyseksualnej z powieści. Też są fanatyczkami ślepo wierzącymi w slogany, szpiegujące wszystkich dookoła i przypinające ludziom łatki. Nie wiem czy jest gdzieś Liga Młodych i Kapusiów, ale już zaczynamy donosić na pijanych kierowców.


Czy rodzice boją się własnych dzieci? Czy istnieje życie osobiste, czy rodziny trzymają się razem? Kiedy zaczną się Podrygi Poranne?, bo poranne pytanie na śniadanie powie ci wszystko co masz wiedzieć. Okrasi to dużą ilością seksu, opisem dewiacji i powie ci co masz jeść i jak się ubrać. (znowu te szmaty).


Gdy widzisz prawdę to nie dajesz się ogłupić i trwa kulturowe dziedzictwo – pisał Orwell. Wszystko co mówi Partia staje się prawdą – i to jest straszne. Czy jeszcze wiesz co jest prawdą? „Kto rządzi przeszłością w jego rękach jest przyszłość” - wystarczy zmienić historię na właściwą i poprawną. To taka „regulacja faktów” lub „dwójmyślenie” czyli zwykłe fałszerstwa, bo można wierzyć w dwie całkowicie sprzeczne rzeczy. Czyż sondaże i statystyki nie są teraz brane z sufitu? Czeka nas „nowe, szczęśliwe życie”. Cieszmy się z podwyżki o 20 zł, choć miała być 200 zł. Tako to obfitość.


I tak dalej, i tak dalej. Warto przeczytać ponownie, właśnie teraz i skonfrontować z rzeczywistością. Nie wierzę, że ktoś tego nie czytał wcześniej.


Oczywiście zamiast czytać można obejrzeć film. Bohater ma 39 lat (czy aby na pewno?) a W.Hurt jest jakby starszy i mi nie bardzo pasuje.





Ja jednak polecam lekturę.

26/08/2014

Wypadek

W czwartek, 14 sierpnia złamałam rękę :)


Nie ma przypadków, a ja się chyba o to prosiłam. Od kilku tygodni rozważałam jak by to było, gdybym miała nogę w gipsie. Jak ja bym się poruszała po mieście i w ogóle. Przy schodzeniu ze schodów pobolewało mnie kolano, a moje srebrne kolczyki ciemniały jak je nosiłam. To taki mój osobisty barometr. Gdy je noszę, a następnego dnia muszę je czyścić tzn. że będę chora. Tak mam. Spodziewałam się czegoś. Tego dnia od rana było jakoś dziwnie. Gdy szłam do klienta i przechodziłam obok marketu to zgasło 5 świateł na ścianie sklepu. Poczułam się jak Keanu Reeves w Constantine. Była tam taka scena gdy zgasły latarnie uliczne. Tak mi się skojarzyło. Potem zjadłyśmy duży obiad i poszłyśmy do parku. Na półpiętrze zorientowałam się, że nie wzięłam telefonu, więc się wróciłam. Gdy odłączałam z kabla to zadzwonił klient i rozmawiając z nim wyszłam z domu. Potem o godz. 16.44 upadłam i złamałam lewą rękę. Wstałam, spojrzałam na nią i stwierdziłam, że jest złamana, bo była spuchnięta i lekko się przesunęła. Nic nie bolało. Pojechałam na pogotowie, o 17.44 zrobiono pierwsze zdjęcie. Lekarz stwierdził, że to złamanie z przemieszczeniem i kazał jechać do szpitala. Pojechałam. Problemem był obiad, który zjadłam, bo musiałam czekać 6 godzin. Nudziłam się i rozmawiałam z pacjentami, kierowcami karetek i znajomymi telefonicznie. Powiedziałam do mojej ręki: kochana ręko, wyzdrowiej, bo jesteś mi potrzebna. Znalazłam 1 grosz. Na szczęście. Chyba się obudzę po tej narkozie. Gdy wkłuwano mi wenflon poprosiłam lekarza, żeby mi zrobił ładny opatrunek, żeby nie był ciężki, bo za 2 dni idę na wesele i muszę włożyć sukienkę. O 21.44 obudziłam się z gipsem na ręce. Bardzo ładnie zrobiony, cienki, zupełnie mi nie przeszkadzał. Po obserwacji o 22.44 wyszłam ze szpitala. Ciągle nic mnie nie bolało. Siostra spytała czy ja usiadłam gdy wróciłam do domu po telefon. I wtedy przypomniałam sobie, że pierwszy raz w życiu nie usiadłam i nie policzyłam od 7 do 1. Taki mamy zwyczaj w mojej rodzinie i zawsze o tym pamiętamy. Teraz to już nikt nigdy o tym nie zapomni.


Piątek spędziłam na nauce ubierania, mycia i chodzenia z ręką na temblaku. Wszyscy mi usługiwali, co na początku było przyjemne. W sobotę było wesele. Nikt mi nie powiedział, że pić nie wolno więc piłam najpierw wódkę, a potem duuużo szampana. Tak profilaktycznie, bo mogła mnie zaboleć ręka. Zresztą z góralkami to ja nie miałam szans. W niedzielę w poprawiny był grill i piłam dalej wódkę i piwo. Ciągle mnie nic nie bolało. Widoczna część ręki była spuchnięta i sina. Było to w końcu mocne uderzenie. A złamanie typowe i najczęstsze (Collesa).


W poniedziałek poszłam do poradni szpitalnej i doświadczyłam jaki system jest beznadziejny. Nie było miejsc. Gdy gatunek ludzi zwany rejestratorkami zniknie, to nie będę płakać. Poszłam do mojego lekarza rodz. po zwolnienie, a w piątek dostałam się do innego specjalisty. Zrobiono mi kolejne fotki, stwierdzono, że nic się nie przesunęło. I tyle. Lekarz nawet nie spojrzał na siniaki i nic nie doradził. Ponieważ suszyło mnie bardzo to dziennie piłam 2 litry galaretek. Teraz trochę mi przeszło, ale pić się chce. Chyba po tym znieczuleniu.


Przez ten tydzień miałam gości z zagranicy i zamiast ich obsługiwać to sama byłam przez nich obsługiwana. Wczoraj pojechali i wszystko wróciło do normy.


Spotkałam też sporo ludzi, którzy kiedyś coś złamali i składano im kości w mordowni, czyli w tym szpitalu, w którym ja byłam. Lekarze nie potrafią dobrze złożyć kości, widziałam powykrzywiane nadgarstki i łokcie. To jakiś horror. Mam tam nie iść na rehabilitację, bo szkodzi zdrowiu. A dyrektor tego szpitala dostał nagrodę za wybitny wkład w rozwój ochrony zdrowia. Ciekawe co mieli na myśli, bo na pewno nie dobro pacjentów. Ten szpital ma b. złą opinię wśród ludzi, ale kogo to obchodzi. Ważne, że kasa płynie.


I w tym szpitalu złożono mi kości ;)


Jedyna nadzieja w ręce, która ma wyzdrowieć. Nic mnie boli, nie swędzi, widocznie się dobrze znieczuliłam.


Tak z ciekawości sprawdziłam tranzyt na dzień wypadku. Nie znam się jeszcze dobrze, ale miałam 6 kwadratur! Marsa do Księżyca (stąd te złe przeczucia), Merkurego do Marsa (pokrzyżowanie planów), Księżyca do Mc, Saturna do Urana (niespodziewane), Jowisza do Neptuna i Wenus do Neptuna. Jak się więcej dowiem to przeanalizuję to dokładniej.


Musiało się coś wydarzyć i dobrze, że to tylko złamanie i tylko lewa a nie prawa ręka. Szczęście w nieszczęściu.


A co o wypadku pisał Kurt Tepperwein w książce Co choroba mówi o tobie? Dokładnie to co czułam. Wypadki wywołujemy nieświadomie, być może straciliśmy w czymś umiar, wpadliśmy w szał, utraciliśmy nad czymś kontrolę lub panowanie i w wyniku tego wypadliśmy z drogi, lub nie potrafiliśmy zahamować. Dokładnie tak się czułam – jak nie wiadomo w którą stronę pójść to trzeba się zatrzymać. Jeśli nie zahamowałeś odpowiednio wcześnie jest to oznaką, że pędzisz przez życie (lub przyśpieszasz sytuacje, swój rozwój), że stwarzasz niebezpieczeństwo sam dla siebie. Ewidentnie zboczyłam ze swej drogi życiowej. Człowiek odczuwa wewnętrzną potrzebę zmian, ale brakuje odwagi, aby wykonać decydujący krok.


Prawo rezonansu niezawodnie czuwa nad tym, aby każdy stawał do konfrontacji tylko z takim działaniem, jakie sam wywołał lub uczynił koniecznym.


Ma rację. Muszę pomyśleć.


A wczoraj śniło mi się, że wyjęłam sobie rękę z gipsu, jak z futerału. Taka cienka się zrobiła ;)


Jeszcze tylko 5 tygodni. Wytrwam.


 


 


 




13/08/2014

Sen na zamówienie

Człowiek zdrowy, zrównoważony energetycznie, nie powinien śnić. Tak uważają Chińczycy. Jeśli marzenia senne jednak się zjawiają to sygnalizują stany chorobowe organizmu. Np. nadmiar Chi w wątrobie powoduje sny o gniewie, nadmiar Chi w płucach spowoduje sny o cmentarzu, o uroczystościach pogrzebowych, przy zarobaczeniu organizmu będą powstawały sny o tłumach ludzi, o przeciskaniu się wśród nich, gdy wątroba jest w niedoborze, tematem snów będą grzyby, perfumy i świeże rośliny oraz drzewa, pod którymi się siedzi, ale trudno jest wstać, gdy nerki są w niedoborze, pojawiają się sny o podróżach i nurkowaniu w wodzie, niedobór w płucach spowoduje sny o rzeczach białych, serce w niedoborze sprowadzi sny o walce z ogniem, śledziona w niedoborze ześle sny o braku pożywienia lub o budowaniu domów, sny kolorowe odnoszą się do zaburzeń wątroby. (Królicki)


Tylko, że ja miałam sny, które nie mieściły się w tym kanonie.


Ponieważ moje sny – nie sny były ostatnio dość dziwne to postanowiłam, że nic mi się nie będzie śniło. Przed snem umieszczałam nad łóżkiem kopułę ochronną i nic mi się nie śniło, spałam jak dziecko. Polecam.


A wczoraj pomyślałam przed snem, żeby przyśniło mi się coś fajnego. Myślisz – masz.


Obudziłam się w środku nocy, a w nogach łóżka siedziały chyba 3 albo 4 stare osoby, w białych szatach. Było ciemno, ale ja ich widziałam, bo padało na nich światło jakby z góry. Nawet pomyślałam, że to jakieś hologramy mnie odwiedziły. Skoro w naszym kraju można bezkarnie torturować ludzi, można też manipulować i wgrywać w mózgi różne programy, które do niedawna były tajne, a teraz są oficjalne dla rządów, bo biorą za nie kasę. To nie fikcja, to rzeczywistość. Ale postanowiłam się z nimi pobawić, a co z tego że to starcy. Zaczęliśmy się porozumiewać, bo we śnie to nikt nie gada, a wszyscy się rozumieją bez słów.


Otóż oni powiedzieli, że są formą życia z kosmosu, ale nie powiedzieli skąd są i jak się nazywają. Przybrali ludzką postać, żebym się nie bała, a starcy w białych szatach są kojarzeni z nauczycielami. No to ja powiedziałam, że nie muszą być ludźmi, to natychmiast zlali się w jedno i znaleźliśmy się gdzieś. Niby kosmos, niby nigdzie, takie miejsce poza czasem i przestrzenią. I wtedy powiedzieli, że lubią kontaktować się z ziemianami, bo my jesteśmy tacy zabawni, walczymy o błahe rzeczy, mamy różne emocje i robimy dziwne rzeczy pod ich wpływem. Niby to prawda, ale dla mnie to nie zabawne. Co mają powiedzieć dzieci, które cierpią na wojnie. A oni na to, że to nic nie znaczy. Dziwne dla nich, że my sami siebie zabijamy, życie niszczy życie i nikt nie zyskuje. Korzyści materialne związane są tylko z tym światem. Gdy umieramy to wszystko tu zostaje, nawet ciała nie możemy ze sobą zabrać. Zadziwiająca logika. Oczywiście ja mogę rozmawiać z nimi, bo dopuszczam możliwość istnienia życia w kosmosie. I to życie kontaktuje się z nami, bo dla nich to przygoda i inna rzeczywistość. A właściwie inna gęstość. Oni są raz tu a raz gdzie indziej, mogą się dowolnie przemieszczać i dowolnie kształtować swoją przestrzeń. Są bardzo blisko i bardzo daleko.


Pomyślałam o filmach sf o najeździe z Marsa i innych zagrożeniach z kosmosu, a oni byli ubawieni, bo im nic nie zagraża, i nic nam nie zagraża. My sami sobie zagrażamy. Nasza broń na nich nie działa. Ale oni mogą naszą zepsuć w ułamku sekundy. Och, żebym ja tak umiała. ;)


To tylko generowanie emocji strachu. Potem pomyślałam, że nasz świat szykuje się do wojny, a oni na to, że niekoniecznie, że wszystko zależy ode mnie. Wow, jestem bogiem, mogę wszystko. A potem zrozumiałam, że świat to iluzja, możemy wybrać sobie taki świat jaki nam pasuje. Są różne struny, czy warstwy odpowiednie dla naszych przekonań. Wystarczy tylko wybrać. I tego wyboru możemy dokonywać co sekundę. Wystarczy nie spać. Np. gdy pada deszcz to mogę wybrać wariant, w którym mój dom ominie powódź, a nawet przestanie padać lub cokolwiek zechcę. Gdy pada to nie można martwić się, że może mnie zalać, bo tak się stanie. Proste.


Niby to sen, ale byłam czujna. Może tak działa dezinformator Doty. I powiedziałam im – jemu, że jeżeli są prawdziwi to w najbliższym czasie ma się wydarzyć coś spektakularnego, coś wyjątkowego, coś nieziemskiego, jak np. zorza polarna nad moim miastem. Mało prawdopodobne. Skoro tych obcych jest pełno, to może w jakiś sposób dadzą o sobie znać. A oni rozbawieni rozpłynęli się, a ja spałam dalej. Obudziłam się potem, co było dziwne, bo zwykle koniec snu to było obudzenie. A może to pranie mózgu, czy urabianie, czy wdrukowanie konkretnych przekonać. Miałam wrażenie, że ci panowie już u mnie kiedyś byli. Przecież kosmos jest nieskończony.


Zobaczymy co będzie. Nie można wierzyć we wszystko co się widzi i słyszy. Obojętne czy to sen, czy jawa. Cały dzień miałam dobry humor. I o to chodzi w zamawianych snach.


 


 






09/08/2014

Naczelne

W ubiegły weekend pojechałam na leśną działkę. Zostałam zasypana prasą kobiecą, którą miałam przeczytać. Ktoś je kupił (wiem kto), więc postanowiłam poczytać, a właściwie pooglądać obrazki i przejrzeć tylko tytuły. Prasa kobieca traktuje kobiety jak małe dzieci, które nic nie umieją. Nie potrafią się umalować, ubrać, uczesać, nie wiedzą co mają jeść, co czytać itd. I na te pytania odpowiadają celebrytki i aktorki, które wszystko wiedzą i cię pouczają. Ostatnio nawet pouczają jak odpoczywać i są nawet specjalne kursy, które tego uczą. Okazało się, że leżenie na leżaku z drinkiem i słuchanie szumu morza jest niedobre i ja nie wypocznę dobrze. A ja tak akurat lubię i wypoczywam, jak mi się chce wypoczywać. Nie potrzebuję akurat takiej wiedzy, bo wiem co jest dla mnie dobre. Takie pisma bazują na niskiej samoocenie czytelniczek. Zawsze można im wcisnąć super wiedzę, której nie mają i nie wiedzą jak mają żyć.


Wzięłam pierwszą z brzegu i zobaczyłam naczelną.



Ciekawe o czym jest pismo, które ma taką naczelną. Chyba to dla panów, a nie dla kobiet. O czym mówi dekolt do pasa i spódnica rozcięta do krocza oraz brak butów? Nie stać jej. Okazało się, że to taka większa ulotka reklamowa. Obok produktów są artykuły uzasadniające konieczność ich zakupu. Bardzo pomysłowe. Pismo jest bezpłatne. Czy nagość naczelnej sprzeda co nieco? Na mnie to nie działa.


Kolejne pismo i kolejna naczelna.


Powtarza się czarny kolor, który symbolizuje próbę skoncentrowania się na sobie, odnalezienia energii do działania. To kolor żałoby i smutku – nie wtrącaj się w moje sprawy, kiedyś sobie poradzę.


Tą naczelną stać na buty. Ale wygląda jak surowa nauczycielka. Ręce założone – to niechęć do dialogu – jestem zamknięta, wiem lepiej, nie przekonasz mnie. W końcu tu nie ma miejsca na rozmowę, tu się daje wiedzę o życiu.


Kolejne pismo i tu niespodzianka – naczelna wygląda jak facet ;)



Skąd facet wie, co chcą czytać kobiety? Jakiś dziwny. Ubiór bardziej wyluzowany, ale stołek podobny.


Następne pisma miały zdjęcia naczelnych tylko do pasa i zawsze z lewego profilu. Nie chciały się pokazać w całości, więc ich tu nie zamieszczam.


Tych pism jest naprawdę dużo, a wszystkie piszą o tym samym. Mają chyba tych samych fotografów i ten sam stołek. I pouczają.


Czy ja się czepiam?;)


 


 



08/08/2014

Nowe włosy

Spędziłam dzisiaj prawie 3 godziny u fryzjera. Każda kobieta mnie zrozumie, natomiast mężczyzna nie, choć znam paru co to akceptują ;)

Gdy tak miałam nakładaną i zmywaną farbę, przyszła klientka zapisać się na wizytę i zaczęła narzekać, że bardzo wypadają jej włosy i prawie łysieje. Potrzebowała fryzury, która to zakryje. Mówiła, że była u dermatologa, ale ten przepisał tylko cynk i biotynę. Ona ma tylko 26 lat, a tu takie problemy. Szukała jakiejś porady, bo jest załamana.

Potem fryzjerka zwróciła uwagę, że rosną mi nowe włosy na czole pod grzywką. Linia włosów mi się obniża (mam nadzieję, że będę miała kawałek czoła). Dziwne, bo ja tego nie zauważyłam. Znamy się kilka lat, więc ona wie jakie mam włosy. Zawsze miałam ich dużo, choć są często napuszone, bo taką mam budowę. Ona też powiedziała mi, że te nowe włosy mają jakieś 2-3 miesiące. I zaczęłam się zastanawiać co takiego zrobiłam, że włosy zaczęły rosnąć prawie na czole. Właściwie mogłabym powiedzieć czego nie robię, niż to co robię.

Akurat w tym czasie zaczęłam szukać nowego szamponu i każde mycie włosów to inny szampon. Najbardziej mi się podobał jajeczny Barwy, ale już się skończył, a ja nie mogę go znaleźć w żadnym sklepie. Można powiedzieć, że ta różnorodność mi służy.

Nie biorę żadnych suplementów i witamin, bo nie mogę znaleźć żadnego bez aspartamu. Odkąd znalazłam tę truciznę w vit. C, to patrzę uważnie na ulotki.

Jedzenie też teraz jest inne. Były upały to nie chce się jeść. Więc moim obiadem zwykle był arbuz - mój ulubiony owoc. Zawsze go trzymam w lodówce, choć podobno to źle. Kiedyś mój ojciec zatruł się arbuzem, bo rozkrojony leżał w szafce i skisł. Więc ja nie zjem ciepłego nigdy. A oto mój letni obiad ;)


Na kolację jakaś zupa. Mało i prosto.

Natomiast to co się faktycznie zmieniło, to dzień zaczynam od łyżeczki otrąb pszennych, którą popijam wodą o octem jabłkowym (własnej roboty). Co drugi, trzeci dzień jem płatki owsiane na wodzie (2 łyżki płatków, 1 łyżka siemienia lnianego w całości, 1 łyżka otrąb, garść rodzynek zalałam gorącą wodą i gotowałam kilka minut, a potem 2 łyżki słonecznika). Po zjedzeniu takiej gęstej zupy naprawdę nie chce się jeść przez kilka godzin. Może to siemię tak dobrze działa na włosy?

Odstawiłam też syrop glukozowo-fruktozowy, czyli nie jem żadnych gotowych ciast i ciasteczek, ani nic słodkiego. Nie mam po prostu ochoty. A ten syrop jest wszędzie i po cichu szkodzi.

Nabiału nie jem od lat, oprócz sera żółtego, bo lubię. Nie piję gotowych soków, ani żadnej wody butelkowej. Można powiedzieć, że ograniczam ilość chemii w jedzeniu. Naprawdę nie wiem co mogło wspomóc porost włosów. Jak mi się coś przypomni to dopiszę.

Ostatnio zgłębiam Tradycyjną Medycynę Chińską (Z.Królickiego) i równocześnie ajurwedę (D.Chopry). Ta wiedza ma ponad 5 tysięcy lat. Bardziej skłaniam się do TCM, bo widzi ona człowieka jako całość. Natomiast ajurweda klasyfikuje ludzi, ale przecież nie ma czystych typów, ludzie są różni.

Włosy są połączone z nerkami (jest sieć powiązań między narządami). Skoro arbuz dobrze działa na nerki, to przez to włosy się wzmacniają, a nawet odrastają. Z drugiej strony mój ojciec ma ciągle włosy, a miał raka nerki i jednej już nie ma.

Pisałam parę razy o włosach na blogu i ciągle nie wiem, dlaczego włosy dla kobiety są takie ważne? Przecież teraz można nosić ładne peruki. Zawsze to jakieś wyjście.

Na pewno włosy odróżniają płeć człowieka. Długie włosy u faceta to raczej nadmiar cech żeńskich w wyglądzie i zachowaniu.

Życie jest niesprawiedliwe. Komuś bardzo zależy i nie ma, a ktoś w ogóle nie zwraca na coś uwagi i ma. Ma, bo nie ma napięcia. I to klucz do sukcesu.

 

25.08.2014

Dodam jeszcze, że zamiast jednej kawy piję kakao gotowane na wodzie. Akurat zaczęłam miesiąc temu. Teraz zarosły mi zakola nowymi włosami. Mam grzywkę więc było mi to obojętne. Ciągle pojawiają się czarne kropki, z których wyrastają nowe włosy. Dziwne tylko, że ok. pół cm od linii włosów.

Będę dalej obserwować.

 

 

06/08/2014

Kolejna rocznica

242 lata temu, 5 sierpnia 1772 roku, Prusy, Rosja i Austria podpisały deklarację petersburską o podziale niektórych terytoriów Rzeczypospolitej. Teraz mówimy, że był to I rozbiór Polski. Czy wtedy ktoś zdawał sobie sprawę, że to początek końca państwa polskiego i że potem będą kolejne rozbiory? (lubię takie nieokrągłe rocznice ;)


Mój przodek ze strony dziadka mamy miał wtedy roczek i mieszkał w Prusach (Górny Śląsk). To najstarszy przodek, do którego dotarłam robiąc drzewo genealogiczne mojej rodziny. Przodkowie mojego ojca mieszkali i mieszkają w centralnej Polsce.


My mamy teraz wakacje, a kiedyś ludzie nie myśleli o wypoczynku..


Nie jest to rocznica, którą się świętuje. A wypadałoby chociaż się nad tym zastanowić.


Jak to było możliwe, żeby 3 państwa sąsiednie mogły bez oporu dokonać okupacji wielkiego państwa w Europie. Polska straciła 1/3 terytorium, a potem już było gorzej. W niszczeniu państwa duży udział mieli sprzedajni posłowie i zdrajcy. Uzasadniano rozbiory rewolucyjnym zagrożeniem ze strony Rzeczypospolitej. Nie pomogło nawet sypianie z wrogiem (SAP z Katarzyną II). Nasz kraj zupełnie się nie liczył i nie umiał się temu przeciwstawić.



Nieszczęściem Polski są ludzie na urzędach i w rządzie, dbający o własne korzyści. Ich nie interesuje polska racja stanu, bo przecież nie nawoływaliby do bojkotu i nałożenia sankcji na potężnego sąsiada. Tak postępują tylko zdrajcy i powinni być z tego rozliczeni. Po raz kolejny nikt się z nami nie liczy, a przecież nie jesteśmy małym kraikiem, nie można sobie wejść na nasze ziemie bez żadnych konsekwencji. Polska zamiast pilnować własnych interesów, zajmuje się nie swoimi sprawami, staje po niewłaściwej stronie. Historia niczego nas nie uczy. Szukamy gdzieś daleko sojuszników, zamiast dogadywać się z sąsiadami. Naprawdę trzeba rozmawiać, a nie wyzywać. Tylko nie ma nikogo takiego jak Tadeusz Rejtan z XVIII wieku.


Zwykły człowiek przez arogancję władzy może ponieść konsekwencje nieudolności polityków. Wmawia się nam, że czekają na nas wysokie stanowiska w unijnym parlamencie, co jest zwykłym ściemnianiem. Nikt nie dostanie stołków, bo już karty zostały rozdane, znowu ponad naszymi głowami. Radziłabym się przebadać.


Niczego się nie nauczyliśmy. Ale ochoczo bierzemy udział w dziwnych akcjach, które nas tylko ośmieszają. Żenada. Ja w tym nie biorę udziału, bo nie ma się z czego śmiać, jak miliardy uciekają.





 

05/08/2014

Zero w praktyce

Było, jest i będzie ZERO sprawcą wszystkiego w naszym życiu, ponieważ ZERO ma siłę, która stworzyła kosmos.

"Według wszystkiego, co wiedzą dzisiaj badacze, powstał kosmos z niczego i powróci w nicość, skąd pochodzi. Wszechświat zaczyna i kończy się zerem."

Charles Seife

matematyk, autor książki "Zero – niebezpieczna idea".

Przeciętny człowiek jak widzi Zero, to myśli, że czegoś nie ma. Bo zero to przecież nic. I na tym bazują sprzedawcy trucizn.

Czy pijecie coś takiego?


Zero na podobnych produktach informuje, że nie ma tam cukru. Kilka lat temu wyszło na jaw, że w 1 butelce coli jest 30 łyżeczek cukru, a cukier uzależnia. Wypijesz jedną butelkę i chcesz następną.


Tę pustkę po cukrze trzeba było czymś zastąpić. Idealnie do tego nadaje się aspartam, którego niewielka ilość daje słodycz ponad 180 razy słodszą od cukru. O aspartamie pisałam już na blogu kilka razy np. tu http://bajka107.blox.pl/2011/01/VIBOVIT-moj-ostatni.html i http://bajka107.blox.pl/2013/04/Witamina-niby-C.html

W 1981 roku dopuszczono aspartam jako środek słodzący w szerokim użyciu. Przyczynił się do tego teflonowy prezydent (RR). Już 3 lata po wprowadzeniu go do masowej żywności stwierdzono wzrost zachorowań na nowotwory mózgu i układu limfatycznego.

Chemicznie aspartam jest estrem metylowym dipeptydu składającym się z dwóch występujących naturalnie reszt aminokwasowych - fenyloalaniny i kwasu asparaginowego. W silnie kwaśnym lub alkalicznym środowisku, jakie występuje w różnych częściach układu pokarmowego człowieka, hydrolizuje on najpierw do wolnego dipeptydu i metanolu. Dipeptyd rozkłada się następnie na wolne aminokwasy, a metanol utlenia się do formaldehydu i kwasu mrówkowego. - można przeczytać w wikipedii. Przecież metanol (powoduje ślepotę), kwas mrówkowy i formaldehyd to trucizny, to dlaczego to dodają do jedzenia? Ta trucizna jest dodawana do wszystkiego, nawet do jogurtów, mrożonek, wędlin, tabletek musujących i multiwitamin oraz żywności dla dzieci – co jest haniebne. Czasem na etykietach nie napiszą aspartam, ale np. substancje słodzące, nutrasweet. W jednym produkcie ilość jest mała, ale jak wypijesz szklankę coli, weźmiesz gumę orbit, potem przegryziesz wafelkiem fit, weźmiesz wapno musujące, bo już się pojawiła wysypka, a potem jeszcze jogurcik, galaretkę czy inny deserek light – i teraz policz ile tej trucizny wchłonąłeś jednego dnia.

Jest to najbardziej szkodliwa substancja dodawana do żywności. Widzimy już efekty. Młodzież wygląda jak po lobotomii, mózgi im nie pracują. Znacie wyniki matur z 2014 roku – 30% nie zdało, a będzie jeszcze gorzej.


Czy nikt się nie zastanawiał dlaczego bardzo młodzi ludzie chorują na raka mózgu? To nie bierze się z powietrza. Ale można o tym nakręcić serial, albo zorganizować koncert, zbierać pieniądze na lekarzy, spełnić ostatnie marzenie chorego, a potem pokazać ostatnie tchnienie i współczuć rodzinie. A wystarczyło odstawić produkty ZERO, LIGHT i FIT.

Przeczytałam ostatnio horror, czyli artykuł w prasie badziewnej (nie zareklamuję) o takich produktach.

Kilka tez:


  • mniej znaczy lżej – to logiczne – czyli mniej cukru, mniej tłuszczu, ale więcej chemii to jest dla mnie logiczne,


  • napoje gazowane w wersji light mają pół kcal w 100 ml, a zwykłe 100 kcal – więc pij ogromne ilości tego świństwa,


  • sięgaj po żywność fit i light gdy chcesz schudnąć – będziesz chudy ale chory, a potem martwy i to szybciej niż myślisz.

Dietetycy to dziwna kategoria ludzi. Są jak wyrocznie, mówią to co im każą pracodawcy, czyli koncerny, a ludzie jedzą co im każą.  A oto przykład:

Jak można zachwalać takie produkty? Tłuszcz potrzebny jest do prawidłowej pracy mózgu, a oni polecają produkty odtłuszczone. Zamiast kalorii mamy truciznę. Ludzie zwykle kupują o wiele więcej takich produktów niż zwykłych i jedzą te wafelki fit w ogromnych ilościach. A aspartam powolutku uszkadza komórki.

Zadziwia mnie ilość stron w internecie przyjaznych aspartamowi, ale widać, że już zadziałał, myślenie w odwrocie.

Zanim sięgniesz po produkt ZERO zastanów się co zamiast zera tam jest. Bo przecież ZERO to nie pustka. Znajdź wypełniacz.

Chcesz być szczupły to jedz mniej.

Smacznego.





01/08/2014

Wspaniały świat nie zniknie

30 lipca o godz. 22.05 wyszłam na balkon zobaczyć odlatujący samolot. Było już ciemno i nagle zobaczyłam na niebie gwiazdę. Była trochę nisko. Potem zaczęła rosnąć i mocniej świecić. Robiła się coraz większa, pomyślałam, że może na mnie spaść. Może to nie gwiazda a ISS, bo wydawało mi się, że się porusza. Odwróciłam się po telefon, żeby to zarejestrować. I zniknęła. Czekałam jeszcze chwilę i nic. Sprawdziłam na radarze, że ISS leciała nad Afryką, więc to nie ona.


Potem pomyślałam, że żyjemy w matrixie i to błąd matrycy. Ta gwiazda pojawiła się jakby w czarnej tkaninie zrobiła się dziurka i dotarło do mnie światło zza tej kurtyny. Dziura się powiększała, a ja widziałam coraz większą gwiazdę. Ktoś to zauważył i zaszył dziurę. ;)


Zasypiałam i zastanawiałam się co ja widziałam. Przestałam wierzyć oczom, jednak to co widziałam było dziwne. Może to jakaś satelita, a może NOL. We śnie przyszła odpowiedź. Zadałam wcześniej pytanie czy to obcy statek kosmiczny (a co). Pojawiła się odpowiedź, że tak to obcy, ale się nie ujawniają bo my, ludzie nie szanujemy życia i się nawzajem zabijamy. Więc oni, ci obcy, nie mają komu się pokazać i po co. Dziwne mi się to wszystko wydało. Nie uwierzyłam w to co usłyszałam. Bo bezsensowne zabijanie mnie boli, fizycznie, jakby znikała część mnie. Obcy nie mogą znać moich myśli. Natomiast wojsko, czy inni wtajemniczeni są na bieżąco, bo podglądają każdego człowieka i rejestrują wszystko co robi w sieci i gdziekolwiek. Inwigilacja na skalę globalną jest faktem.


Mogłabym trochę poudawać, że w to wierzę, ale szkoda mi na to czasu. I wymyśliłam dzisiaj rano sposób weryfikacji.


Jeśli to naprawdę są obcy, to mogą sprawić, żeby przez tydzień nastąpił rozejm w Strefie Gazy, żeby broń przestała strzelać, popsuła się i cokolwiek innego. Ale żeby nikt już nie zginął przez 7 dni, jak dzisiaj te dzieci w szkole. Skoro ja mogłam popsuć broń w Afryce na 1 dzień, to dla obcych to nic trudnego. Skoro nie chcą się ujawniać z powodu zabijania to niech zablokują to ludobójstwo. Mój świat to ja rządzę i mogę wszystko. Ma się to zdarzyć jak najszybciej. Jeśli tego nie będzie to wiadomo kto miesza w głowach ludzi. I ten wzmożony ruch na niebie to tylko wojsko.


Nawet kobiety są zamroczone nienawiścią. Ayelet Shaked, znana posłanka izraelskiego parlamentu nawołuje do zabijania palestyńskich matek, by nie rodziły "małych węży". Można o tym przeczytać tu Matki


Trzeba skończyć z tą nienawiścią i nie zgadzać się na zabijanie. Najgorsza jest obojętność.


A świat jest wspaniały :) Posłuchaj Satchmo :)