31/05/2014

Nauczyciele duchowi

Gdy rodzi się człowiek rodzi się jego droga życiowa czyli przeznaczenie. Liczba drogi życia jest najważniejszą liczbą człowieka i przez całe życie jest niezmienna. Można zmienić imiona, nazwiska, ale daty urodzenia nie.

Liczba 9 jest liczbą świętą, oznacza transformację. To ostatnia liczba jednocyfrowa i oznacza osiągnięcie pełni w jakiejś dziedzinie. To liczba intuicji, wejścia w inny wymiar. Jest liczbą uniwersalnej miłości i współczucia do wszystkich ludzi. Jej życie to często misja dla dobra świata. Dziewiątka to urodzony mistyk. Ma potrzebę niesienia pomocy innym.

2+7 to Księżyc i Neptun – doskonały kontakt z podświadomością i emocjonalność = 9 to Pluton

Dziewiątki to stare dusze, które mają misję wobec ludzkości, rozświetlają mrok. Mają niezwykłą charyzmę, to aniołowie, ludzie drogowskazy.

Oczywiście jak każda wibracja może być pozytywna i negatywna. Wybór władców dusz jest subiektywny, a oto oni:

 

Rudolf Steiner ur. 27.02.1861=27=9


Od dziecka miał kontakt z duchowością, widział inne światy. 27 występuje u niego jako droga życia i dzień urodzenia. 27=3³ – czyli duchowa kreatywność. Miał kontakt ze światem duchowym (27). Karma 7 – posłannictwo. Skończył studia matematyczne i przyrodnicze. Badał spuściznę Goethego. Kanta czytał gdy miał 16 lat. Był też wolnomularzem i osiągnął w nim najwyższy 96 stopień wtajemniczenia. W 1914 wystąpił z masonerii. Interesował się wieloma dziedzinami. Napisał 20 książek i wygłosił tysiące wykładów. Zawsze miał własne poglądy. Pozostawił ludzkości antropozofię jako naukową metodę poznania świata duchowego. Miał dwie żony, a zmarł w wieku 64 lat.

Zwrócił moją uwagę na inne światy, niż materialny. Podziwiam go za otwartość na wiedzę. Mam kilkanaście jego książek. Ciągle się od niego uczę czegoś nowego.

 

Anthony de Mello ur. 4.09.1931=27=9


To mistyk i filozof. Bardzo ciekawa osobowość. Był jezuitą i psychologiem. To chrześcijanin wschodu i mistrz modlitwy. Łączył wszystkie doktryny. Założył w Indiach centrum kształcenia przewodników duchowych. Kościół go krytykował. On nie wskazywał właściwej drogi człowiekowi, tylko zmuszał do samodzielnego myślenia. I tak pięknie pisał :) Zmarł na atak serca w wieku 56 lat.

Na zawsze zapamiętałam ten cytat: Z przeszłością należy się rozstać nie dlatego, że była zła, lecz dlatego, że jest martwa. Albo taki: Ludzie tak naprawdę nie chcą dojrzeć, nie chcą się zmienić, nie chcą być szczęśliwi.


Mahatma Ghandi ur. 2.10.1869=27=9


Mohandas Karamchand Gandhi z nieśmiałego chłopca, miernego adwokata, stał się politykiem. Walczył o wolność i równouprawnienie. Wsławił się biernym oporem i niestosowaniem przemocy. Doprowadził do zjednoczenie Indii. Mówił, że najważniejsze jest przezwyciężenie własnych demonów, strachów i niepewności (2+7 to Księżyc i Neptun – doskonały kontakt z podświadomością i emocjonalność). Przez 1 dzień w tygodniu milczał. Żył w celibacie, a miał żonę. W ramach testowania siebie, gdy był już po 70-tce sypiał nago z nastolatkami ze swojej rodziny.(film biograficzny w tv). Miał dziwny stosunek do religii, do kobiet i do wojen. Został zastrzelony gdy miał 79 lat.

Niczego się od niego nie nauczyłam.

 

Jiddu Krishnamurti ur. 12.05.1895=31=4

To wizjoner, nigdy nie chciał, żeby go nazywać nauczycielem duchowym czy wybrańcem. Wybitnie niezależny od nikogo i niczego.

Jedną z pierwszych książek o duchowości którą przeczytałam była Kronika Akashy. Pokazał mi inny świat i mu uwierzyłam. Podobało mi się jego podejście do religii. To niepokorna dusza. Znany z antropozofii, ale przecież więcej zrobił gdy już wystąpił z tego ruchu. Jego wykład o prawdzie powinni znać wszyscy. Prawda to kraina bez dróg. Żadna organizacja, żadna religia, żaden nauczyciel nie mogą do niej doprowadzić. Ludzie patrzą na świat przez pryzmat swoich myśli i swojej przeszłości. Tym samym jesteśmy niewolnikami myśli i czasu. Myśl jest zawsze ograniczona i nigdy nie odpowiada całkowicie rzeczywistości, prowadzi więc do cierpienia. Źródło Krishnamurti

Specjalnie przytoczyłam jego słowa, bo znalazł naśladowców, którzy mówią i nauczają to samo, ale nie przyznają się do kopiowania. Zmarł w wieku 91 lat.

Ciekawa strona http://www.jkrishnamurti.republika.pl/index.htm, jest ich więcej w internecie, bo ta postać jest nieprzeciętna i wywarła wpływ nie tylko na mnie. Ciągle wracam do jego wykładów i gorąco polecam.

 

Neale Donald Walsch ur. 10.09.1943=27=9


To nie jest nauczyciel duchowy, ale mógłby być. Zmienił sposób patrzenia na życie wielu znanym mi ludziom. Jest autorem książek Rozmowy z Bogiem, napisanych pismem automatycznym. Powstał już ruch inspirowany jego przekazem.

Zastanów się, co chcesz „mieć”, zadaj sobie pytanie, jaki byś „był”, gdybyś to „miał”: i od razu przejdź do „bycia” takim. Oto w skrócie ta zasada: W życiu nie musisz robić niczego. Chodzi tylko o to, jakim być.” Rozmowy z Bogiem Część 3.

Karma – 7, więc wypełnia swoje posłannictwo.

 

Louise L. Hay ur. 8.10.1926=27=9

Żyjąca (ma 88 lat) autorka poradników samorozwoju i książek motywacyjnych, sprzedała 50 mln egzemplarzy książki przetłumaczonej na 30 języków „Możesz uzdrowić swoje życie”, wg której nakręcono film. Jest żywym przykładem prawdziwości myśli, o których pisze.

Karma – 8 – opieka boska, urodzony kapłan. Jej ludzie wierzą i zmieniają swoje życie na lepsze, emanuje optymizmem.

 

Eckhart Tolle ur. 16-02-1948=31=4


Urodził się jako Ulrich Leonard Tolle w bogatym domu. Rodzice ciągle się kłócili, a w końcu się rozwiedli jak Ulrich miał 13 lat. Wyjechał z ojcem do Hiszpanii. Książki o tematyce duchowej czytał od 15 roku życia i bardzo je przeżywał. Gdy miał 19 lat pojechał do Anglii i pracował jako nauczyciel niemieckiego i hiszpańskiego. W 1977 roku się przebudził i głosił, że jest oświecony. Zmienił imię na Eckhart. Tłumaczył to snem, w którym widział okładki książek z tym imieniem i swoim nazwiskiem. To mi trochę nie pasuje, bo przecież studiował filozofię, literaturę i psychologię. Jako Niemiec musiał znać najwybitniejszego wtedy mistyka Eckharta von Hochheim (1260-1328) znanego jako Mistrz Eckhart.

Mistrz był on niemieckim dominikaninem, filozofem i znakomitym mówcą. Jeden z ideologów Hitlera żądał, aby dzieła Eckharta były pierwszą książką w każdym niemieckim domu. A więc każdy Niemiec go znał, zwłaszcza ktoś taki jak Ulrich. To jakie książki duchowe czytał, że go nie znał?

Pierwsze imię symbolizuje słońce w horoskopie urodzeniowym. Trzeba być odważnym człowiekiem, żeby to zrobić. A on mówi o sobie, że był sfrustrowany i nieszczęśliwy. Nieszczęśliwe jest każde dziecko z rozbitej rodziny, wychowywany bez matki. Więc spójrzmy na liczby, one nie kłamią. Pierwsza samogłoska imienia pokazuje postawę i nastawienie do życia, pozwala zerknąć w głąb duszy. Jako Ulrich – U był wrażliwy i delikatny. Bardzo przeżywał każde ośmieszanie i każdą porażkę. Bywał wyniosły i zdarza mu się traktować ludzi z dystansem, co wynikało z dużej wewnętrznej nieufności i lęku. Duża intuicja.

Jako Eckhart - E stał się bardziej towarzyski i budzący zaufanie. Chce przeżyć jak najwięcej, jest zachłanny na życie i doświadczenia, które ono z sobą niesie. Może wpadać w kompleksy. Umie dostosować się do oczekiwań innych ludzi. Co ciekawe liczba serca (suma wszystkich samogłosek), która mówi co w nas tkwi najgłębiej, pozostała ta sama i wynosi 8, czyli zdobycie władzy i pieniędzy. Taką ma też karmę – 12 – praca wśród ludzi i robienia kariery.

W 1997 roku wydał Potęgę teraźniejszości (dziwne podobieństwo z Potęgą podświadomości Josepha Murphy'ego – prekursora pozytywnego myślenia), mieszkał już w Vancouver. Wydrukowano 3 tys. egz. ale szału nie było. Zaczął jeździł z wykładami i powoli docierał do coraz większej liczby ludzi. W 2008 roku spotkał się z Oprah Winfrey, która uznała jego książki za najprostszy i najskuteczniejszy przewodnik duchowy. Kilkanaście milionów uczestników tych spotkań łączyło się z nim ze studia na żywo przez Skypa. Zaczął sprzedawać ogromne nakłady swoich książek, a w 2011 ogłoszono go najbardziej wpływowym nauczycielem duchowym na świecie.

A ja nie byłam w stanie przebrnąć przez wprowadzenie do jego Potęgi. Gdy czytałam jak sam o sobie pisał, że jest nauczycielem duchowym i doznał oświecenia to odechciało mi się poznać bliżej jego przesłanie. Ja wiem, że obecna chwila jest wszystkim, ale czas dla mnie istnieje. Nie rozumiem też jego cierpienia, bo ja nie cierpię, jak jest mi źle to rozwiązuję problemy. Nie uzasadnił, dlaczego trzeba być tu i teraz, po co być uważnym? A Vadim Zeland mi to wytłumaczył. Gdy człowiek nie śpi, jest uważny to nie oddaje swojej energii wahadłom, wahadła nie są w stanie go zahaczyć, sprowokować do niczego. I to ma sens. A zabawy z Ego i dywagacje co to jest myśl, kto myśli itd. mnie nie interesują, bo nie przekładają się na prawdziwe życie. Jego nauki są wtórne, kopiuje innych i udaje, że doznał olśnienia. Jako psycholog wie co ludziom trzeba, jako filozof ma wiedzę, a jako literat umie to wszystko połączyć i sprzedać. Liczby nie potwierdzają jego duchowości i misji. Ale nie jestem ekspertem, mogę się mylić.

Ma coś zimnego w oczach, że nie jestem zainteresowana jego osobą. Ale wielu ludziom podobno zmienił życie i podobno na lepsze.

 

Mooji ur. 29-01-1954=31=4, kolejny co ma wizję siebie.

Właściwie Anthony Paul Moo-Young. Ten Jamajczyk urodził się tego samego dnia co Oprah. Realizuje swoją karmę – 5+4= 9 – praca dla ludzi i wśród ludzi. Ten artysta od 1969 roku mieszka w Anglii. Potem wyjechał w 1993 roku do Indii i poznał Papaji, dzięki któremu dostrzegł źródło i prawdę istnienia podczas bardzo krótkiego spotkania. Widocznie wtedy uznał, że fajnie jest być guru, bo nieważne co się powie, to wyznawcy będą klaskać i oddawać hołd i kasę.

Obecnie mieszka w Portugalii i udziela się na YT, gdzie nagrywa filmy, które oglądają miniony. A mówi o niczym. Jego nauki są puste. Nie wystarczy ubrać się w szaty, jeść tony mięsa i wygłaszać nauki. Co to za nauka, żeby zachowywać spokój i unikać podszeptów umysłu, żeby trwać w Jaźni, która jest świadkiem całego istnienia. Wow, jakie to mądre i odkrywcze. Czasem wygląda jak naćpany. W oczach ma wyuzdanie, a nie duchowość. Nie dba o swoją rodzinę.

Jest bardzo znany też w Polsce i ma tu swoich wyznawców. Ja do nich nie należę.

 

Dalajlama XIV ur. 6-07-1935=31=4

Właściwie Tenzin Gjaco. Znany, bo dostał Nagrodę Nobla. A ciągle nie ma pokoju na świecie.

Karma = 8 – kapłan pod opieką Boga.

Nie czuję jego boskości, ani wyjątkowości. Widzę za to sprzeczność pomiędzy jego naukami religijnymi a działaniami politycznymi. Jest wiele dowodów, że współpracuje z komunistycznym przywództwem Chin w akcji zniszczenia aktywności wielkiego duchowego mistrza buddyzmu tybetańskiego. nie Dalaj Lamo

Widziałam go w amerykańskim czy australijskim programie Top chef. Jak na oświeconego miał wykwintne upodobania kulinarne. To bardziej celebryta niż przywódca duchowy.

Ostatnie jego wypowiedzi są dziwne, bo namawia do ludzkiego traktowania ufo, bo to też istoty czujące. Nie jest moim nauczycielem, bo cóż ja mogę się od niego nauczyć.

 

Nie ma tu miejsca na portrety numerologiczne, bo to z nich można dowiedzieć się wszystkiego o człowieku. Skupiłam się tylko na drodze życia, która jest sumą cyfr w dacie urodzenia. Pewne prawidłowości widzi każdy, nawet jak z numerologią nie ma nic wspólnego.

 

Nauczyciele duchowi są dla tych, którzy nie wierzą już religiom. To ogromna rzesza ludzi, których trzeba jakoś zagospodarować. Więc tworzy się kolejne wahadła i żeruje na energii wyznawców. Przecież od zawsze wiadomo, że najwięcej zarabia się na mówieniu innym co mają myśleć i robić, oni to kochają, więc wystarczy im to dać, opakowane w duchowość czy coś podobnego. Napisać książkę: jak osiągnąć sukces, choć ich sukcesem jest zbicie kasy właśnie na takiej książce, a nie na własnym biznesie czy udanym życiu rodzinnym. Pisarz Napoleon Hill (1883-1970) był prekursorem literatury osobistego sukcesu, „Myśl i bogać się” jest ciągle aktualne, bo ludziom o to głównie w życiu chodzi.

Gdy umiera taki nauczyciel duchowy to wyznawcy nie przyjmują tego do wiadomości. Jak np. tu guru w zamrazarce  jak zwykle chodzi o pieniądze, a te są niemałe, bo 170 mln dolarów.

Duchowość to dochodowy biznes.



18/05/2014

Sen - ostrzeżenie

Gdy rano się obudziłam to nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Bo odwiedził mnie we śnie Issac Newton. Zabawne. Wyglądał tak:
Newton jest dla mnie niekwestionowanym autorytetem. Kiedyś czytałam, że rozważano zmianę liczenia czasu od dnia jego narodzin. Bo wtedy rozpoczęła się nowa era dla ludzkości. Teraz jest mało doceniany.


Przyszedł, żeby mnie pouczyć. Powiedział, że życie to gra. Każdy ma w niej swoje miejsce i nie wolno zmieniać reguł w czasie gry. Niewolnik będzie zawsze niewolnikiem, nawet jak posiądzie jakąś wiedzę. Będzie wtedy mądrym niewolnikiem. Ale to nic nie zmieni. Można go awansować i wtedy zmieni się jego perspektywa. Z wysoka nie widać mrówek. Jak ktoś się wyłamuje to zostanie wyeliminowany. Tak właśnie powiedział. Czy można kogoś tak po prostu wyeliminować? To pytanie pomyślałam, a dostałam od niego odpowiedź, że to norma. Świat ma iść swoim tempem i to z góry jest ustalone. Kto się wyłamuje dostanie ostrzeżenie przed wyeliminowaniem. Jak błąd w programie, wirus lub usterka.


Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy na smyczy. Jedni krótszej inni dłuższej. Kto się zerwie to zginie. Smutne. Ale tak to jest urządzone.


W tym świecie tak jest. Gdybym chciała inaczej musiałabym się przenieść gdzie indziej, ale tu bym zniknęła. Trochę to pokręcone, ale dla mnie zrozumiałe.


Nie dziwi mnie, że niektórzy reformatorzy popełnili samobójstwo. Jak np. Max Freedom Long. Wielu na wieść o jego śmierci odeszło od Huny. I tak miało być. Nieraz jest tak, że zgadzamy się z kimś do czasu aż powie coś tak nieprawdopodobnego, że odchodzimy od niego. Przez takie zgrzyty być może ratują życie, bo przestaje się ich traktować poważnie.


Z jednej strony zostaliśmy zalani ogromem wiedzy, a z drugiej ta wiedza zawiera błędy. Umyślnie wprowadzono chaos. Wtedy nie wiadomo co jest prawdą. Ludzie się miotają, a o to chodzi wahadłom, bo mają dużo naszej energii.


Ostatnio prawie każda celebrytka zmniejsza sobie biust. Niektóre dorabiają do tego jakąś ideologię, a prawda jest taka, że co 5 lat trzeba wymienić implanty. Nie ma dłuższej gwarancji. Implanty muszą być mniejsze, bo trzeba zaszyć dziurę, a skóra nie odrasta. Czy kogoś to interesuje? Łatwiej uwierzyć w jakiegoś raka, bo to straszak nr 1.


Każdy z nas dostał wskazówkę, plan na życie. W dacie urodzenia zawarte są liczby, które nas definiują. Wiadomo czy ktoś jest przebojowy czy wrażliwy. Data ta jest niezmienna. Dalsza charakterystyka człowieka to wartość imion, podpisu itd. Ale to można zmienić, kobiety wychodzą za mąż i przyjmują nazwisko męża, artyści używają pseudonimów. Gdy to ludzie odkryją, przestaną się miotać. Bezbłędnie wybiorą swoje drzwi, przestaną gonić za cudzymi marzeniami.


Fajne są takie rozmowy, bo nikt nie otwiera ust, żeby coś wypowiedzieć. Tu nie słowa są ważne, a myśli. Przekaz telepatyczny. Zadajesz pytanie i natychmiast pojawia się odpowiedź. Szkoda, że tylko we śnie. Na razie. Pozdrawiam programistę ;) Świetnie wybrał mi nauczyciela.


Obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Ale tęczę mogę zamówić kiedy chcę. To wczorajsza.



Słabo widoczna, ale jest tuż nad drzewami w środku, jej lewa część. Tak dla potwierdzenia, że można kreować pogodę. To można bezkarnie.


Może to są tylko bajki ;)




Piramida wiedzy i pieniędzy

 W kwietniowym Twoim Stylu przeczytałam taki artykuł.


Artykuł jest o 3 astrolożkach, które doradzają aktorom i biznesmenom.

Susie Cox jest astrolożką w Hollywood, a jej stałymi klientkami są: Julia Roberts, Sandra Bullock, Naomi Watts. Ona doradza im czy mają przyjąć jakąś role czy nie. Doradza też szefom korporacji, a nawet członkom rodzin królewskich.


Kolejna astrolożka Susan Miller doradza m.in. Jerry Hall, Rihannie, firmie Apple. Steve Jobs był stałym jej klientem. Data wprowadzenia każdego produktu była z nią konsultowana. Ale życia mu nie uratowała.


Następna wyrocznia gwiazd to Michelle Knight. Jej klienci to Katy Perry, Beyonce, Leona Lewis, Sharon Osbourne, Richard Branson. Ci akurat się przyznają do znajomości z nią.


Faktem jest, że jak ktoś osiągnie sukces to nie chce zmarnować żadnej okazji i w każdy sposób stara się zabezpieczyć przed stratą czy porażką.

W Polsce dzieje się to samo, ale nikt się do tego nie przyznaje. Spotkania, podpisywanie umów, wprowadzanie nowych produktów są ustalane przez astrologów. I dobrze na tym wychodzą obie strony. Czasem człowiek robi wszystko jak należy, ale mu nie wychodzi. A wystarczy zacząć w korzystnym dniu.

Maluczkim pozostają horoskopy gazetowe. One się nie sprawdzają, bo w horoskopie ważne jest nie tylko słońce, ale też inne planety i aspekty między nimi. A do tego trzeba wiedzy.

Wszystko opiera się na wiedzy. Wyobraźmy sobie taką piramidę. Faraon z pałacu nawet nie widzi niewolników i oni go zupełnie nie obchodzą. Ich życie jest mało ważne, bo jest ich najwięcej. To czego jest dużo ma małą wartość.


A teraz spójrzmy na piramidę wiedzy i ilości pieniędzy. Nie znalazłam takiej o jaką mi chodzi i narysowałam sama. Owszem na dole są dane, a na górze jest wiedza, ale moja różni się od tych dostępnych w internecie tym, że jest odwrócona. Żeby być mądrym trzeba mieć dane, informacje, wiedzę niedostępną maluczkim i wszystko to połączyć w mądrość. Dlatego mądrość i kasa jest największa.


Na tym rysunku widać rzeczywistość w jakiej żyjemy.


Niewolnik ma najmniejszą wiedzę, kiedyś nawet nie umiał czytać i pisać. Teraz mało się zmieniło. Niewolnicy mają najniższe wykształcenie, czytają tylko szmatławce. Nie mają czasu na nic innego.

Im wyżej w hierarchii tym wiedza i kasa jest większa. Żołnierz ma tylko zabijać kogo wskaże przełożony. Natomiast generał wie więcej, trzeba zabijać, żeby zająć nowe państwa, ale sam rąk nie brudzi. W korporacjach jest to samo. Zwykły urzędnik wykonuje banalnie proste, ale czasochłonne czynności. Nawet nie musi znać celu firmy. Im wyżej w hierarchii tym wiedza większa. Oni tam planują przejęcia, ustalają rynki zbytu, zamknięcie firmy albo jej zadłużanie itp.

Czy niewolnikowi potrzebna jest taka wiedza jaką ma faraon? Gdyby ją mieli, nie byliby niewolnikami. Nie umieraliby ze strachu w czasie zaćmienia słońca, nie jedliby sztucznego żarcia z marketów.

Teraz wiedza jest dostępna dla każdego, ale ludzie po nią nie sięgają. Nie wierzą, że może coś się zmienić w ich życiu. Pod tym względem dzisiejsze społeczeństwo nie różni się o tego w starożytności. Nawet niewolnikom wiedza astrologiczna jest przydatna. Wiadomo, że najwięcej zgonów i powikłań po operacjach jest podczas pełni czy nowiu, więc ta wiedza mogłaby uratować ich życie. Gdyby niewolnik chciał otworzyć własną firmę to musiałby mieć wiedzę, kiedy najlepiej to zrobić, w jaki dzień, jak nazwać firmę, żeby osiągnąć sukces. Trzeba znać się na numerologii. Wystarczy zniechęcić niewolnika do zdobywania wiedzy strasząc "tą trudną matematyką". Czy gdyby niewolnik wiedział więcej to wskoczyłby na wyższą „półkę”? Moim zdaniem nie. On mógłby dłużej żyć w zdrowiu i szczęściu, ale w hierarchii nie przeskoczyłby żadnego poziomu.


Niewolnicy mają tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a najwięcej zgarnia faraon, który nic nie robi, ale wie najwięcej. Wie jak to wszystko zorganizować, jakie stwarzać problemy, żeby poddani błagali go o ratunek. Jak z tym zaćmieniem. W XXI wieku do wróżek chodzą ci co wiedzą, że ta wiedza jest przydatna, a niewolników się straszy czarami. I oni właśnie w to wierzą, że tak musi być, że Bóg tak chce, żeby chorowali i ledwo wiązali koniec z końcem. Mogą sobie potem przeczytać w gazetach o niewyobrażalnych fortunach gwiazd i marzyć, do śmierci.

Skoro nie ma już niewolników to każdy może być mądry, bogaty i zdrowy. Wystarczy wyciągnąć ręce i wziąć tę wiedzę.




15/05/2014

Umieranie

Od narodzin każdy zbliża się do śmierci. Nikt tego nie uniknie. Ale jedni odejdą szybciej inni później. Wcale to nie zależy od zdrowia czy choroby.


Dostałam paczkę z nowymi książkami. Wzięłam jedną i przejrzałam. A tam taki cytat:


„Uczyń coś dobrego swemu ciału, aby dusza miała ochotę w nim mieszkać”


Theresa von Avila – mistyczka hiszpańska. Nie znam jej. Ale życie pokazuje, że dusza może mieszkać w najbardziej schorowanym ciele i długo tak może. Człowiek może żyć w chorobie i w zdrowiu długie lata. Najbardziej znanym przykładem jest astrofizyk i kosmolog Stephen Hawking. Oglądałam bardzo ciekawy film biograficzny, choć w wielki wybuch nie wierzę. Od ponad 50 lat choruje na stwardnienie zanikowe boczne. Lekarze dawali mu kilka lat życia, ale on w to nie uwierzył. Wystarczy mieć pasję, jakiś cel i dusza za tym podąża, nawet w chorym ciele.




We wtorek spotkałam się z osobą, która doniosła mi co się dzieje u wspólnej znajomej chorej na raka płuc. Ten rodzaj raka jest bardzo wyniszczający i postępuje szybko. Od zachorowania nie minął rok, a ta kobieta miała 7 albo 8 chemii (chyba ktoś się pomylił w liczeniu). Nie wiedziałam, że można mieć tyle i żyć. A ona żyje, choć wygląda, jakby ją ktoś napompował.


To wręcz książkowy przykład. Płuca zaopatrują organizm w tlen niezbędny do życia komórkom ciała i eliminują dwutlenek węgla. Mają bezpośredni związek z życiem, pragnieniem życia, umiejętnością szczęśliwego życia. Chory ma trudności z przeżywaniem tego, co dzieje się wokół. Brakuje mu wiary i chęci do dalszego życia, czuje się przyduszony przez sytuację lub przez osobę, co nie pozwala mu swobodnie oddychać. Nie ma odpowiedniej przestrzeni by się poruszać. Sytuacja go przerasta. (Lise Bourbeau – Twoje ciało mówi: pokochaj siebie).


I dokładnie tak jest u tej pani. Jej matka od zawsze pije. A pieniądze na alkohol brała od córki. Chora przez całe życie utrzymywała bliższą i dalszą niepracującą nigdy rodzinę, a właściwie finansowała alkohol i papierosy. Wszystko było na jej głowie. Nawet teraz przez dom przewija się pełno różnych ludzi. Każdy coś chce. Ona nie może spokojnie chorować, albo wyzdrowieć. Jej matka gdy przychodzi do mnie to mówi, że córka długo nie pociągnie. A ona ciągnie i żyje. Cały majątek już został rozdzielony. Problem tylko z mieszkaniem, bo nikt nie może się teraz zameldować. Zresztą to nie pomoże im przejąć mieszkanie. Sytuacja jest kuriozalna. Wszyscy czekają na jej śmierć, jak sępy. A chora żyje, jakby na złość. Pewnie robi to specjalnie, żeby im krwi napsuć. Ciekawe co zrobi rodzinka i znajomi jak chora wyzdrowieje. Chyba padną trupem. Chciałabym to zobaczyć. Kibicuję jej.


Gdy wracałam do domu to na przystanku tramwajowym zagadała mnie starsza kobieta. Powiedziała mi, że jedzie do córki, bo jest chora i ma raka. No tak, powiedziałam, dużo osób teraz choruje. A ona, że na pewno zachorowała przez jakąś farbę, którą używała, bo aktorka, która ją reklamowała też zachorowała. Czy ludzie powariowali. Powiedziałam jej, że to niemożliwe, bo przecież to tylko reklama i aktorka na pewno nie stosuje tych farb i od tego raka się nie dostaje. Chyba nie chciała mi uwierzyć, a nie wiedziała jak wytłumaczyć chorobę córki. Jak to możliwe, że dorośli ludzie wierzą w takie rzeczy.


Nie rozumiem dlaczego obcy ludzie mi się zwierzają. Naprawdę nie zaczepiam, ani nie prowokuję ich do zwierzeń. Chciałabym ich o to zapytać. Następnym razem to zrobię. Trochę to dziwne.


W chorobie można długo żyć. Wystarczy wpuścić nadzieję do swego serca i uwierzyć. A reszta dokona się sama.


 


Aktualizacja z dnia 20 maja 2014


16 maja ta pani umarła. Miała 5 chemii, szóstej nie wzięła. Po pierwszej miała przerzut raka z płuc do mózgu, po drugiej przerzut do węzłów chłonnych, po trzeciej przerzut do mózgu, po czwartej do wątroby, a po piątej wszystko miała zaatakowane przez raka. Nie jadła, tylko piła. Nic więcej nie mogła. Umarła zgodnie ze statystyką. Ten rak niszczy człowieka w ciągu roku. I tak było. Czy ten kto wymyślił wpuszczanie trucizny do żył nazywał się Mengele?


Teraz znam tylko jedną osobę, która przeżyła chemię.


W niedzielę była próba włamania do jej mieszkania. To brat chciał się dobrać do kasy. Taka rodzinka. W końcu jej już nic nie potrzeba.


Smutne, ale prawdziwe.


 


Aktualizacja z dnia 4 czerwca 2014


Brat, któremu nie udało się włamanie, nie żyje. Został zadźgany nożem. Kiedyś słyszałam, że zmarli często ciągną za sobą kogoś z żyjących, czasem zwierzęta, a czasem ludzi.




 

11/05/2014

Rolls Royce

To był przyjemny sen.


Ktoś mnie poprowadził do samochodu. Była noc. Zauważyłam tylko, że samochód był biały. I jeszcze miał znajomą figurkę.



W środku było dużo miejsca i można było wygodnie siedzieć i rozmawiać. Przez szyby nie było nic widać. Było ciemno, ale szyby mogły też być przyciemnione. Prowadził chyba kierowca, bo my siedzieliśmy z tyłu.


Samochód jechał jak po maśle, bez wstrząsów. Tak jakby płynął, bo przecież w realu nie ma tak gładkich dróg, przynajmniej nie w moim mieście.


Podróż była bardzo przyjemna, ale nic się nie działo. Można czasem się w ten sposób przejechać, ale szału nie było. Tylko komfort.


A gdyby to był kabriolet. Można poczuć wiatr ;)



Spałam krótko, ale jestem wyspana i w dobrym humorze. Mogę tak co noc ;)))







06/05/2014

Praca upragniona

Tytuł wpisu pochodzi z forum Transerfingu, ja nigdy bym tak nie ujęła tego zagadnienia.


Ten dramatyczny tytuł świadczy o bezradności i silnej potrzebie pracy, której jest coraz mniej. Stąd ta desperacja.


Jeszcze nikt nie powiedział na łożu śmierci: Szkoda, że nie spędziłem więcej czasu w biurze” Rabbi Noah Weinberg - źródło: Kropla 5 z „Krople mądrości dla zapracowanych” - książka na smartfon.


Człowiek spędza życie najpierw w szkołach, a potem w pracy, a potem na emeryturze. Bo co innego ma robić. Stworzono etos pracy, sugerujący, że każdy powinien pracować. Karmieni jesteśmy banałami jak:


Praca uszlachetnia.


Bez pracy nie ma kołaczy.


Z mrówczej pracy profity, dla królowej są… nie dla świty.


Żadna praca nie hańbi


Wytrwałość i praca ludzi wzbogaca.


Czy na pewno chodzi ci o pracę? A może do szczęścia potrzebne ci są pieniądze, a nie praca.



Wspomniałam Rifkina (wpis o inspiratorach), który 20 lat temu napisał bestseller „The End of Work”. Jeszcze kilka lat temu nikt mu nie wierzył, bo prawie każdy miał pracę. Jego przewidywania stały się faktem. Wchodzimy w erę globalnych rynków, zautomatyzowanej produkcji i nieuchronnego zmniejszania liczby miejsc pracy. Znaczenie siły roboczej zmalało, a wzrasta siła ekspertów.


Praca stała, zapewniona, gwarantowana i dobrze płatna dla wszystkich – skończyła się na zawsze”.


Znikną takie zawody jak: sekretarki, recepcjoniści, bibliotekarze, operatorzy telefonów, kasjerzy w bankach i menedżerowie niższego szczebla. Nie da się przekwalifikować tych ludzi i zrobić z nich naukowców, specjalistów od zarządzania, inżynierów, prawników... Jeśli ktoś to proponuje to jest oszustem. Tak się nie da. Nastąpi polaryzacja społeczeństw na bogatych i biednych, bez pracy. Wzrośnie przestępczość. Bogaci będą jeszcze bogatsi, bo zyski będą wypłacane akcjonariuszom i menedżerom. To kuriozum, że w momencie kiedy ludzkość osiągnęła niebywałą liczebność nadeszła produkcja prawie bez robotników, zautomatyzowana.


Przytoczę jeszcze Kroplę 18 – wypowiedź Winstona Churchilla: „Ludzi można podzielić na 3 kategorie: tych, którzy zapracowują się na śmierć, tych, którzy zamartwiają się na śmierć i tych, którzy zanudzają się na śmierć”. Tak myślą elity, które nie pracują a mają. Nie trzeba pracować, żeby mieć pieniądze, przykład idzie z góry


Transnarodowe korporacje torują sobie drogę ponad granicami państw, przekształcają i niszczą życie ludzi w poszukiwaniu rynków zbytu”. „Rozwiał się amerykański optymizm”. Nieuniknione jest niezadowolenie.


Czyżby koniec cywilizacji? Rifkin podaje rozwiązanie: wykorzystać talent, energię i pomysłowość setek milionów mężczyzn i kobiet do konstruktywnych celów. Trzeba sprawić, żeby bezrobotni ludzie nie czuli się gorsi od garstki pracujących. Nie można obok nich przejść obojętnie. Ludzie będą krócej pracować, żeby pracy starczyło dla wielu.


Rządy już nad tym pracują. W ostatnich latach prawie całą produkcję przeniesiono do Chin. Zastanawiałam się dlaczego, teraz już wiem. Stamtąd pochodzą produkty najniższej jakości dla biednych, śmierdzące ubrania, zanieczyszczone i skażone wyroby, zabawki, naczynia ... W Polsce ubyło 2 mln młodych ludzi, którzy pracują za granicą, nie przysyłają pieniędzy, bo tam zapuszczają korzenie. Przesunięto granicę wieku emerytalnego nie dlatego, że będą pracować, ale dlatego, żeby im nie wypłacać emerytur tylko 5 razy mniejsze zasiłki. W USA zbudowano obozy fema w obawie przed buntem zdesperowanych bezrobotnych, gniewnych ludzi.


Gdzie szukać pracy? Tam gdzie niemożliwe będzie zastąpienie człowieka przez automat. Albo zakumplować się z elitami, bo oni sobie krzywdy nie zrobią. Ostatnio podano, że 85 rodzin ma 90% wszystkich pieniędzy na świecie. A reszta żyje na granicy ubóstwa. milionerzy


Trzeba najpierw zauważyć ten proces, bo on trwa, a nie udawać, że nic się nie dzieje. A potem na spokojnie pogłówkować co można z tym zrobić. Ekspansja w kosmos nie daje zwykłym ludziom szans na opuszczenie zdegradowanej ziemi i znalezienie się na statkach do zasiedlenia innych planet. Myślmy co możemy zrobić, żeby ten scenariusz się nie spełnił. Jak zahamować krwiożerczość korporacji?


Czy na pewno praca dla każdego to szczyt marzeń? Ja wolałabym inaczej spędzać czas niż pracować dla kogoś. Pracujesz dla pieniędzy, a pieniądze są ci potrzebne do życia i cię uszczęśliwią.



W jednym odcinku Kosmosu pokazano śliczne stworzonko – to niesporczak. Żyje na ziemi od 530 mln lat, może nie jeść i nie pić przez 120 lat, jest odporny na promieniowanie, wysokie ciśnienie. Mogłabym być takim wodnym niedźwiadkiem, który zajmuje się głównie jedzeniem liści, rozmnażaniem i wodnymi kąpielami. Czyż życie w spa nie jest lepsze niż ciężka praca? Ludzkość wyginie, a on przetrwa ;)


Zeland w II tomie TR o futerale duszy napisał:


"Jeżeli ktoś sugeruje, że jesteś zobowiązany pracować dla dobra czegokolwiek lub kogokolwiek, nie wierz mu.


Jeżeli udowadnia Ci się, że wszystko w tym świecie osiąga się przez wytrwałą pracę, nie wierz.


Jeżeli próbuje Ci się narzucić okrutną walkę o miejsce pod słońcem, nie wierz.


Jeżeli pokazują Ci Twoje miejsce w szeregu, nie wierz.


Jeżeli próbują zwabić Cię do sekty lub społeczności, w której potrzebny jest "Twój wkład na rzecz wspólnej sprawy", nie wierz.


Jeżeli mówią, że urodziłeś się w biedzie i dlatego musisz przeżyć tak całe swoje życie, nie wierz.


Jeżeli sugerują Ci, że Twoje możliwości są ograniczone, nie wierz.". (źródło: Szelest Porannych Gwiazd s. 136)


Jeśli nadal chcesz pracować to polecam mówienie i pisanie o tym, co ludzie powinni robić, mówić, jeść, ubierać, ćwiczyć, myśleć itd. To się najlepiej sprzedaje, zwłaszcza jak powiesz, że to sekret, tajemnica, którą ujawniasz wybranym itd.


Przecież chodzi tylko o pieniądze. No może jeszcze o władzę.

03/05/2014

Wieczór

Film obejrzałam chyba dwa tygodnie temu w tv. Przedwczoraj znowu był emitowany. To ciekawy film o zmierzchu życia. Taki wieczór ;)


Film z 2007 r. to adaptacja powieści Susan Minot. To historia kobiety, która umiera i wspomina swoje życie. Gra ją Vanessa Redgrave. Wydarzenia sprzed 50 lat zaważyły na jej dalszym życiu. Wtedy był ślub jej przyjaciółki, na którym poznała i zakochała się w Harrisie, zresztą panna młoda też. Harris był lekarzem, ale też synem gosposi. Bo to były wyższe sfery. Taki zakazany owoc. Otóż Ann, czyli główna bohaterka, przez 50 lat rozważa co by było gdyby wtedy sprawy potoczyły się inaczej. Czy byłaby szczęśliwa z Harrisem? Sprawy jednak przybrały niepożądany obrót. Na ślubie Ann była z Buddym, on ją kochał a ona jego nie. Gdy Ann poszła do chatki oddać się Harrisowi, Buddy zginął pod kołami samochodu. Wszystko się rozsypało, każdy wyjechał w swoją stronę.


Ann, niespełniona piosenkarka, miała 2 córki, każdą z innym facetem. Nie umiała znaleźć szczęścia i miłości. Po latach spotkała Harrisa, ale on miał żonę i dzieci i był szczęśliwy, ale o Ann nie zapomniał.


Jedną z córek zagrała Natasha Richardson, prawdziwa córka Vanessy, która zmarła w marcu 2009 r.




Obsada znakomita. Grają jeszcze: Meryl Streep to Lily - przyjaciółka, ale 50 lat później, Glenn Close i Barry Bostwick – rodzice młodej Lily. Gdy grają znakomici aktorzy, to wierzę w to co widzę, umieją przekonać widza do historii. Jeszcze muzyka – znakomita – Jana A.P. Kaczmarka.


Nie wiem na co umiera Ann, ale można się domyślać, że ma raka, bo dostaje silne leki i czuwa przy niej opiekunka. Rak czy inna śmiertelna choroba, nie bierze się znikąd. Gdyby Ann przeszła psychoterapię wtedy, po tych tragicznych wydarzeniach, jej życie mogłoby się ułożyć inaczej. Nie miałaby poczucia winy. Przecież odrzuciła miłość Buddyego. Nie można przecież udawać miłości. Przez lata rozpamiętywała przeszłość, karmiła się iluzjami, ona nie żyła w teraźniejszości tylko w przeszłości. Co to było za życie. Jednak w końcu zrozumiała, że to nie miało sensu. Jedna z córek mówi, że jest w ciąży, ale nie ma pewności czy ojciec dziecka jest tym właściwym mężczyzną. Matka mówi jej, że nie ma czegoś takiego jak błąd. Życie właśnie składa się z takich decyzji. Podejmujemy je każdego dnia i nasze życie toczy się wg tych decyzji. Nie są one ani dobre ani złe, one są. Najgorzej jak ich nie podejmujemy tylko pozwalamy, żeby ktoś za nas je podejmował.


Ten film dobrze pokazuje skąd się biorą choroby (moim zdaniem). Ann dopiero na łożu śmierci zrozumiała swój błąd. Nie można każdego dnia się obwiniać, bo traci się dni i lata. Poczucie niespełnienia rujnuje zdrowie. A w życiu po prostu trzeba żyć tu i teraz. Ann to w końcu zrozumiała. Pouczający film.


Polecam, choć każdy może w nim zobaczyć co innego.




01/05/2014

Sen o braniu i nie braniu

Wczoraj obudziłam się o 7 rano. Ale jak zwykle nie chciało mi się wstać więc zasnęłam. Przyśniła mi się jakaś impreza, ale nie w klubie czy lokalu tylko w dużym domu u kogoś. Rozmawialiśmy i wtedy przyszła osoba znana z tv (wiem ale nie powiem kto to) i zaczęła nam rozdawać coś. To wyglądało jak z wtryskarki. Na szkielecie było 7 podłużnych elementów o średnicy 2-3 mm, koloru brązowego. Takie niby ampułki, ale niekoniecznie. Może to było do połknięcia lub pogryzania, nie wiem. Na pewno było to coś zakazanego. Ta osoba każdemu odłamywała kawałek i dawała. Dla mnie przeznaczyła coś wyjątkowego i była to 7 część tego czegoś. Jak ktoś mówi, że ktoś jest wyjątkowy czy wybrany to robię się czujna, nawet we śnie. Oczywiście wzięłam to coś, ale nikt nie zażył tego tam na imprezie tylko zabrał do domu. Miałam jakieś niemiłe przeczucia i nie wzięłam od razu. Pomyślałam, że skoro nigdy niczego nie brałam to może mi to nie tylko zaszkodzić, ale i zabić. Ostatnio czytałam jak to zmarł turysta po zażyciu ayahuasca. Chciałam się pozastanawiać, poczytać co to takiego mam brać itd. Nie zdążyłam, bo się obudziłam.


źródło


A dzisiaj znowu obudziłam się o 7 rano, ale tylko po to, żeby sprawdzić godzinę i trochę pospać. Przecież nie muszę nigdzie iść i nic robić.


Było to dokończenie snu wczorajszego. Rzadko tak mam, że jest dalszy ciąg. Otóż gdy chciałam spróbować tego patyczka to zadzwonił telefon. Potem znowu w wolnej chwili znów wzięłam go do ręki i przyszedł mejl, żeby wystawić i wysłać fakturę. Potem jeszcze przejrzałam pocztę i zapomniałam. Przez cały dzień ciągle coś mi przeszkadzało.


Na jawie jestem czujna i jak kiedyś szłam do przodu jak burza, tak teraz zanim coś zrobię co inni mi każą to się zastanawiam, czy będzie to dla mojego dobra. Dziwne, że stan z jawy przeniósł się do snu. Miałam tę samą cechę – uważność. Okazało się, że również we śnie nie śpię i jestem czujna. Jak coś chcę i na drodze do osiągnięcia są przeszkody to nie idę dalej. Po prostu robię zwrot i nie brnę w coś przed czym Los mnie ostrzega. Bardzo dobrze na tym wychodzę. Ciekawe, że nawet we śnie to się pojawiło. Sen to inna rzeczywistość (może) i gdybym wzięła to coś co dostałam od osoby z tv, to może nie obudziłabym się w tym świecie? Nie będę sprawdzać, bo ten świat znam i jest póki co nie wybieram się gdzie indziej.


Siódemka w tym śnie (2 razy obudziłam się o 7 i 7 patyczek był przeznaczony dla mnie) przede wszystkim zapewnia znakomite zdrowie. 7 to strzała, łucznik, kijanka. Ostrzega przed zbytnim główkowaniem  i zachęca do ćwiczeń oddechowych. Jeśli wczujesz się w akt oddychania to poczujesz, że nie oddychasz sam, ale ktoś oddycha za ciebie. Może czeka mnie wybór czegoś, a na pewno zmierza do mnie jakaś wiadomość. Zabawne, bo ja mam tak cały czas. Taki mam charakter pracy, że ciągle się coś dzieje.


To czego ten sen mnie nauczył, a właściwie uświadomił, to to, że nie ma różnicy miedzy snem a jawą. Jawa wydaje się nam realna, a może to tylko kolejny sen, tylko tego sobie nie uświadamiamy. Cieszę się, że nawet we śnie nie śpię i nie robię głupot, nie szkodzę sobie i innym. To bardzo budujące :)




30/04/2014

Inspiratorzy = 1

Każdy człowiek jest niepowtarzalny. Każdego dnia rodzi się wielu ludzi, jednak ich drogi życiowe są bardzo różne. Daty urodzenia są łatwo dostępne, więc łatwo możemy się dowiedzieć jaką drogą życiową podążają spotykani ludzie, co jest dla nich ważne.


Mam nadzieję, że po poprzednim wpisie z numerologii o wizjonerach sprawdziliście daty urodzenia swojej rodziny i znajomych, a może też kolegów z pracy :) Czyli już wiecie jaką każdy idzie drogą. Suma cyfr w dacie urodzenia daje nam liczbę drogi życia. Tych głównych dróg jest 9. Są też wibracje mistrzowskie kiedy w czasie sumowań pojawia się nam liczba 11, 22, 33 … Moim zdaniem nie ma znaczenia sposób sumowania, bo to też mówi coś o człowieku. Można sumować dzień urodzenia jeśli składa się z 2 cyfr, to samo dotyczy miesiąca i roku. Np. tak jak to liczyłam pisząc o B. Springsteenie. Wg N.Czarmińskiej (guru numerologii) jest to nieprawidłowe, ale nie mogę z nią dyskutować, bo nie żyje.


Przedstawię teraz kilka Jedynek, które wg mnie inspirują innych. Myślę, że to jest ich główna cecha. Tak myślę.


O jedynkach możemy jeszcze powiedzieć, że są aktywne, przebojowe, kreatywne i otwarte na nowości, niezależne, otwarte, komunikatywne, inteligentne, przedsiębiorcze. Jedynka to Słońce, czyli przyciągają uwagę w każdy możliwy sposób.


Jedynki potrafią uruchomić możliwości twórcze drugiego człowieka, dlatego zajmę się właśnie takimi Jedynkami.


Zastanawiałam się w jakiej kolejności o nich pisać, więc zacznę od ekonomisty, bo sama jestem ekonomistą.


Jeremy Rifkin ur. 26.01.1945 = 28=10=1




Bardzo znana osoba, często występuje w CNN jako ekspert, ma osobliwe poglądy zmuszające do myślenia. Obecnie jest doradcą Angeli Merkel. Napisał kilkanaście książek, w tym kilka bestsellerów. Największe na mnie wrażenie zrobiła książka z 1995 roku, a w Polsce wydana w 2001 roku „Koniec pracy”. On już 20 lat temu wiedział, że pracy będzie coraz mniej, że pewne zawody znikną (to oczywiste, bo wiąże się z postępem, nie ma już konduktorów i woźniców, bo jeździmy samochodami). Pogłębi się rozwarstwienie, już mamy przepaść między bogatymi i biednymi. Głosi odważne poglądy. Proszę przeczytać art z 2001 roku oraz wywiad z 2005 r a także art z 2012 żeby wiedzieć co to za człowiek. W końcu też jestem 1, więc inspiruję ;) Wrażenie na mnie zrobił jego opis przyszłych pokoleń. To młodzi ludzie głodni sukcesów, emigrujący do innych krajów, osiągających tam sukcesy. Odcinają się od swych korzeni, utożsamiają się z państwem, w którym akurat pracują. Na emigracji są jeszcze Polacy, ale za chwilę nie będą się przyznawać do kraju przodków, a już na pewno nie ich dzieci i wnuki. I to się dzieje już teraz. Rifkin mówi nam o III rewolucji przemysłowej i o zwrocie ku energii z odnawialnych źródeł. To właśnie robią teraz Niemcy. I jak „zgaśnie„ światło oni będą górą.


Isaac Newton ur. 4.01.1643 = 19=10=1


Fizyk, wybitny matematyk, astronom, alchemik, optyk. Był naprawdę bardzo mądrym człowiekiem. Ma ogromny dorobek naukowy. Jest jest uważany za „największego i najbardziej błyskotliwego naukowca i jedną z najbardziej wpływowych osób w całej historii”.


Przeczytałam wiele o nim, ale nie sposób tego wszystkiego przerobić i zrozumieć. Uważam go za niewątpliwego inspiratora.


Giordano Bruno ur. w styczniu 1548 = 19=10= 1


Wiem, że trochę naciągane, ale pasuje ;)


Miał otwarty umysł, kwestionował dogmaty wiary. Mówił o wieloświatach, w co teraz nie każdy jest gotów uwierzyć. Pierwszy człowiek, który został zamordowany przez „świętą” Inkwizycję za poglądy. Wyprzedził swoje czasy, bo teraz jego poglądy są prawdą i oczywistością. Więcej o nim tu Rzecz o Giordano Bruno A teraz ma pomnik:



Steve Jobs ur. 24.02.1955 = 28=10= 1


Wszyscy go znają. Inspirował przede wszystkim młodzież. Jego wystąpienie z 2005 r. na uniwersytecie Stanforda przeszło do historii.




Carl Sagan ur. 9.11.1934 = 28 = 10 = 1


To profesor astronomii i nauk kosmicznych. Autor wielu książek (np. sfilmowany Kontakt z Jodie Foster). Jego imieniem nazwano planetoidę. Prowadził program Kosmos, który teraz prowadzi jego uczeń; a produkuje jego 3 żona Ann Druyan. Bardzo ciekawy, polecam.




Szaleństwa ludzkości to: wojny, uprzedzenia, niszczenie natury, przesądy, porwania przez UFO, propaganda polityczna, nacjonalizm. Palił marihuanę. Zmarł w wieku 62 lat. Nadal jest jego kult w Stanach. Są strony internetowe, na których ludzie dyskutują i tęsknią za nim. Wybitna osobowość.


Michio Kaku ur. 24.01.1947 = 28 = 10 = 1



Jest profesorem fizyki teoretycznej, jednym z twórców strunowej teorii pola. Wydał kilka książek i pojawia się w każdym filmie jako ekspert od światów równoległych, innych wymiarów, futurolog. To popularyzator nauki. Można się z nim nie zgadzać, ale pobudza do myślenia, inspiruje.


Napoleon Bonaparte ur. 15.08.1769 = 37 = 10 = 1


Cesarz Francuzów. To postać kontrowersyjna. Dla jednych to wybitny mąż stanu, przywódca, strateg i reformator, a dla innych to tyran. Bo Jedynki mają też negatywne cechy. Mogą być wybuchowe, zarozumiałe, żądne władzy, leniwe, cyniczne. Mogą manipulować innymi. Ale zawsze będą inspirować innych.



Lech Wałęsa ur. 29.09.1943= 37 = 10 = 1


Im starszy tym więcej cech negatywnych. Jest taki świetny, że nikogo nie potrzebuje, odwrócił się od żony i rodziny, która go wspierała, gdy inspirował innych. Nie umie słuchać, współpracować i kochać. Już przeszedł do historii, więc nie musi nic.


Osho ur. 11.12.1931 = 19 = 10 = 1


Określany jest jako guru i nauczyciel duchowy. On mówił o sobie gawędziarz. Moim zdaniem był raczej inspiratorem bo często był niekonsekwentny. Prowokował, np. wydał książkę z pustymi kartkami. Raz mówił jedno a potem coś innego. Zaprzeczał sam sobie. Chciał, żeby ludzie myśleli samodzielnie. Uwielbiał burzyć ludziom spokój. Drwił ze wszystkich świętości. Przez 3,5 roku milczał. Oryginał, którego zniszczyła Ameryka. I te oczy!



Książki firmowane przez niego spisali jego uczniowie, Osho zmarł (miał 59 lat), a książki są nadal wydawane. To prawdziwy inspirator ;) Jego poglądy są mi dalekie, dostałam jego książkę ale nawet do niej nie zajrzałam. Ale interesująca postać.


Prawda, jakie to ciekawe. Wymienione wyżej osoby są tak różne, mają jednak pewne wspólne cechy – inspirują innych. Jedni przez swoją mądrość inni przez głupotę, kontrowersję i prowokację.


Czy znasz jakąś Jedynkę? Co o tym myślisz?







27/04/2014

Wielka Wojna

Nie lubiłam historii. Na 3 roku studiów w ostatnim podejściu zdałam historię myśli ekonomicznej i to dzięki chorobie wykładowcy. To było takie bez sensu uczyć się co ktoś powiedział. Zresztą media zwracały uwagę na rzeczy nieważne, a ważne przemilczały. Ludzkość jako całość nie wyciąga wniosków z przeszłości i popełnia te same błędy.


Dla mnie najważniejszym wydarzeniem w XX wieku była I wojna światowa. W tym roku 28 lipca minie 100 lat od jej wybuchu. Więc cały rok powinien być poświęcony temu wydarzeniu, a tak nie jest. Wojna zakończyła się 11.11.1918 o godz. 11, a w Polsce o godz. 17. I nikt nie zwyciężył, a zginęło 9,5 mln ludzi albo 22 mln i byli to głównie żołnierze.


Trafiłam na wywiad prof. z UJ Andrzeja Chwalbe 1 wojna Czyli oprócz mnie są jeszcze ludzie, którzy doceniają doniosłość tego Wielkiego Wydarzenia w Europie. Początek końca chwały Europy.


Pan profesor opowiada o przyczynach tej wojny. Czy winna był Wlk. Brytania, nacjonalizm czy artyści. „Zniechęcano jedne narody do drugich, tworząc między nimi nienawiść”, „awangarda jest współodpowiedzialna za ten konflikt, bo wychowywała ludzi do ... przemocy i zbrodni.”


Profesor ma rację. Modne jest szukanie swoich przodków. Chyba to oczywiste, że bez korzeni nie sposób dobrze żyć. W mojej rodzinie jest kuzyn, który się tym zajmuje i przesłał mi zdjęcia grobu naszego przodka ze strony ojca mojej mamy. Josef Mehlig poległ we Francji i został pochowany w Verlinghem niedaleko Lille i granicy belgijskiej. W miasteczku, które liczy ok. 2 tys. mieszkańców są ludzie, którzy opiekują się grobami poległych. To jest właśnie człowieczeństwo. Bardzo ciepło o nich myślę i dziękuję im z całego serca.




Była to wojna o nic, liczyło się tylko, żeby zabić jak najwięcej wrogów. Dziwna historia jest z tym związana. Otóż w dzieciństwie opowiadałam mojej śląskiej babci, że rozmawiałam z moim prapradziadkiem i to on mi właśnie powiedział, że nie rozumie po co ma zabijać ludzi, którzy mu nic nie zrobili. Moja babcia mówiła, że to niemożliwe, bo on nie żyje. A ja się upierałam, że siedziałam z nim w okopie i słyszałam jak to "wrogowie" coś krzyczą do nas, pozdrawiają się, tak żeby przetrwać noc, a potem nie zginąć. Ci żołnierze żyli w strasznych warunkach, spali w rowach, nie myli się, mało jedli. Nie wiem co o tym myśleć, bo to było realne i ja byłam przekonana, że tam rzeczywiście byłam. Zbyt realne na sen.


A tu fragment książki o Polakach w armii kajzera Autor potwierdza to, że powołani do wojska Polacy wcale nie byli szczęśliwi z tego powodu, a jednak byli lojalni. Gdyby moja rodzina nie mieszkała na Górnym Śląsku to może by nas ta wojna tak nie dotknęła. Zwykli ludzie cierpią najbardziej. Dlatego życzę przywódcom państw, żeby poczuli czym jest wojna i zastanowili się zanim wywołają kolejną.


Jeśli ktoś zupełnie nie kojarzy tej wielkiej wojny to zapraszam na film. Tytuł mówi wszystko - Śmierć chwały.  Druga część jest bardzo poruszająca, bo ukazuje cały bezsens wojny. Młodzi wykształceni ludzie wcale nie musieli umierać. Upadła wiara w ludzką mądrość.




Cześć ich pamięci!

23/04/2014

Diagnostyka karmy 7 tom

Wpadła mi w ręce ta książka, gdy robiłam porządki na półkach. Kupiłam, a nie czytałam. Wcześniejsze tomy przeczytałam i pożyczyłam, nie mam ich w domu. Został tylko ten, więc go zaczęłam czytać.



We wstępie autor napisał, że zmienia ludzi, a sam się nie zmienia. Ma problemy z osądzaniem ludzi, pychą i zazdrością. Innym mówi co mają robić, a sam tego nie robi i choruje. Łazariew stworzył system diagnozowania, który pomaga zrozumieć przyczyny choroby. Ma świadomość, że nieumiejętnie odnosi się do ludzi. Pacjenci irytują go i go nie rozumieją. Przez to sam choruje, czasem bardzo.


Tu się różnimy. Kiedyś usiłowałam mówić ludziom co mają robić, żeby nie chorowali. Szybko się przekonałam, że mało ludzi naprawdę chce wyzdrowieć. Wiec po co tracić czas. Zaproponowałabym mu zasadę z Transerfingu: pozwól innym być innymi. Mnie nie irytuja już ludzie, którzy myslą i robią coś inaczej jak ja. Ja nie mam patentu na wszechmądrość, każdy idzie własną drogą. Ja jestem zdrowa, a Łazariew choruje (pisał w 2001 roku)


Dalej autor pisze, że jak czegoś chce to pragnienia się rozpadały. Jeśli gdzieś jechał i liczył na dobrą pogodę, to robiło się pochmurno, a potem lało. Gdy jechał na grzyby to nic nie znalazł.


Zupełnie tego nie rozumiem. Eksperymenty z ustalaniem pogody robię od kilku lat. U mnie działa to tak: mówisz i masz. I to może każdy. Ostatnio ktoś z domowników zapytał mnie kilka dni temu: jaką chcesz pogodę (a było pochmurno rano). Odpowiedziałam, że ma być słońce, a ona na to, że ma być burza, a ja, że słońce, a ona, że burza i deszcz. I tak jeszcze kilka razy. A potem właśnie taka była pogoda. Lało i wychodziło słoneczko, na przemian. Na święta zapowiadali burze, deszcze, ochłodzenie i grad. Krótka burza była w 1 dzień świąt, jak akurat jedliśmy obiad w gościach. Więc mi to nie przeszkadzało. W 2 dzień było słonecznie, a na dziś zamówiłam nie tylko słoneczko, ale i miało być ciepło. I było, w słońcu 31 stopni ;)


Pomyślałam, czego się mogę nauczyć od kogoś kto tak się różni ode mnie. Ale czytałam dalej.


Potem autor pisał, że zdrada rodziców może doprowadzić do śmierci dzieci lub ciężkiej choroby. Nie mam w tym względzie doświadczenia i nie znam nikogo, kto miałby chore dzieci, żeby sprawdzić tę teorię.


Dalej pisał, że na podstawie zachowania, światopoglądu i charakteru człowieka można prognozować na co on zachoruje. Z wiekiem wzrasta znaczenie prawidłowego światopoglądu. I to ma wpływ na choroby.


Tu się znowu nie zgadzam, bo co to znaczy „prawidłowy światopogląd”? Podłe miernoty żyją w luksusach, nie chorują i żyją krzywdząc innych długie lata. Wszyscy pamiętamy potwora, który trzymał w piwnicy swoją córkę i ją gwałcił przez 24 lata. Czy jego światopogląd był prawidłowy? On sobie robił dobrze. Oprawcy niemieccy z wodzem, po zakończeniu wojny udali się do ciepłych krajów i żyli w spokoju prawie do setki. U nas to samo. Ci, którzy walczyli o wolność, byli torturowani, żyli w chorobie i niedostatku kilka lat, a ich prześladowcy żyją nadal, mają wysokie dochody i wszystko czego zapragną. Coś tu się nie zgadza z teorią Łazariewa. Moim zdaniem kluczem do chorób jest sumienie. Ci co go nie mają będą żyli długo i szczęśliwie. A ci, którzy się przejmują to chorują i umierają, wcześniej niż ci źli.


Potem jeszcze przeczytałam, że autor analizuje pole danego człowieka i prognozuje przyszłe choroby, samą możliwość ich wystąpienia. Nawet wcześniej niż można wykryć diagnostyką medyczną czy nawet chińską. Tego już było za wiele jak dla mnie. Co mnie obchodzą hipotetyczne choroby. Są ludzie, którzy mają podobne przeżycia, ale chorują na zupełnie inne choroby. To mi przypomina jak to kobiety macają swoje piersi w poszukiwaniu guzów. W końcu je znajdą. Przecież w życiu nie o to chodzi. Kto jest wyrocznią w sprawie prawidłowych myśli i światopoglądu? Praktyka pokazuje coś zupełnie innego niż podaje Łazariew.


Przestałam czytać, przekartkowałam tylko i trafiłam na jego zachwyt filmem American Beauty. I to przeważyło. Obejrzałam ten film raz i o jeden raz za dużo. Nie podobał mi się i nie rozumiem za co dostał nagrody.


Nie mogłam dalej czytać, bo niczego się nie dowiem więcej niż wiem. Wsiadłam do pociągu, a Łazariew został i drąży, grzebie w polu. Ciekawe, bo pierwsze 3 tomy bardzo mi się podobały. Pożyczyłam 6 książek mojej przyjaciółce i one uratowały ja gdy była w szpitalu. Tak mi powiedziała. Dały jej nadzieję na wyzdrowienie. I niech tak zostanie. Dam jej ten tom i na tym koniec tej lektury.




13/04/2014

Gorączka

Mam w domu chorą 6 latkę. Miała wysoką gorączkę i nic poza tym. Dostałam zestaw różnych medykamentów bez recepty. Dawałam, ale nic nie pomagało. Poszłam do apteki po pyralginę w czopkach. Dawno temu stosowałam i pomagało natychmiast. Dziecko łapało oddech i nie było takie gorące. Okazało się, że już tego nie ma. Dawno nie chorowałam więc nie jestem na bieżąco. Teraz chodzi o co innego. Chory ma wybór: albo idzie do lekarza i dostaje antybiotyk, albo idzie do apteki i kupuje różne szajsy udające leki.


Jak np. ten lek o smaku truskawkowym o działaniu przeciwgorączkowym. Dzieci to lubią, bo jest słodki. Ulotka ma 60 cm i jest obustronnie zadrukowana. Skład poraża. Na drugim miejscu jest składnik stosowany w okulistyce, tzw. sztuczne łzy. W ulotce podano, że są możliwe zaburzenia widzenia, ale niezbyt często. Jest też zagęstnik - guma ksantan, konserwanty i pełno środków słodzących.


Wszystko w dopuszczalnych dawkach. Tylko, że te wszystkie wypełniacze są w każdym produkcie udającym leki, jedzenie i picie. Stosowanie aspartamu czy paracetamolu u dzieci już powoduje objawy chorobowe. Wycofanie, SCT , słaba pamięć i opóźnienie w rozwoju nie bierze się znikąd.


W tym leku jest też E211 czyli benzoesan sodu (oczywiście w dopuszczalnej dawce), wg starych badań uszkadza kod genetyczny, powoduje degenerację komórek, a z czasem może doprowadzić do choroby Parkinsona czy marskości wątroby. Benzoesan sodu w połączeniu z witaminą C tworzy związek rakotwórczy – benzen. Wystarczy wziąć tabletkę przeciwbólową, wypić „zdrowy” soczek owocowy lub warzywny, zjeść kanapkę, pożuć trochę gumę i już mamy w sobie substancję rakotwórczą, a potem dziwne choroby rujnujące system odpornościowy. To nie bierze się znikąd.


A tu syrop z benzoesanem i vit. C jako uzupełnienie do leku na gorączkę.





Odstawiłam wszystko. Dwie noce stosowałam zimne okłady, dawałam do picia herbatki z dzikiej róży i malinową, smarowałam klatkę piersiową maścią rozgrzewającą. Zmieniałam mokre piżamy. I gorączka odeszła, dziecko jest wesolutkie, choć trochę jeszcze kaszle. Jeszcze 2 dni w domu i po infekcji nie będzie śladu. Nie będzie też żadnych słodzików i konserwantów.


Uważajmy zwłaszcza co podajemy dzieciom. Wszystko co ma podejrzany skład proszę wyrzucić. Co chwila dowiadujemy się, że coś jest trujące i trzeba to oddać lub wyrzucić. Ostatnio podejrzany był rutinoscorbin i bardzo drogie szczepionki. Perfidia polega na tym, że nie podają o co dokładnie chodzi, co mogą uszkodzić te niby leki. Nikt nie zostaje ukarany za wprowadzenie trucizny do obrotu. A będzie tego jeszcze więcej. Szkoda tylko dzieci. Chcesz być zdrowy to omijaj apteki, które już nie sprzedają leków, a stały się drogeriami – sprzedają drogie marzenia o zdrowiu.


Jeśli sam o siebie nie zadbasz to nikt tego nie zrobi. Bo nie ma w tym interesu.




09/04/2014

Wiosenna podwójna tęcza

Piękny słoneczny dzień, a po południu krótka burza. I pojawił się niezwykły widok. Podwójna tęcza. Akurat byłam w pracy. Fotka z godz. 17.03.



Czyż to nie cudny widok? Oczywiście nie zmokłam, choć nie miałam parasolki. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale wyobrażenie sobie parasola nad głową wystarcza. Inni mokną a ja nie.


Ciągle patrzę w niebo i zapisałam się na kurs podstaw astrologii. Wiem już co nieco o planetach i znakach zodiaku. Nie wierzę, że planety mogą na nas jakoś wpłynąć. Jednak tak się dzieje. Ciekawe, gdyby nie było Księżyca to nie byłoby przypływów i odpływów mórz.


Starożytni patrzyli w niebo i obserwowali planety, zauważali pewne prawidłowości. Im było to potrzebne, bo nie mieli kalendarzy. Budowali różne obserwatoria i widzieli więcej ciał niebieskich niż my w XXI wieku. Neptuna „odkryto” dopiero w XIX wieku, Plutona w latach 30 XX w. Jeszcze jest planetoida Ceres wyznaczona matematycznie. Jest to niebywale ciekawe. Na tablicach sumeryjskich są jeszcze inne dziwne rzeczy, których my nie rozumiemy. Obecny układ planet na niebie sprzyja temu co się dzieje. Kwadratura Urana i Plutona chce zmian totalnych, na które nie ma się wpływu. I to się teraz dzieje. Pytanie: czy to planety mają taki wpływ na naszą rzeczywistość, czy to człowiek wykorzystuje te układy planetarne.


A tu fotka z 6 kwietnia godz. 22.13. Nad Księżycem widoczny jest Jowisz (ta malutka kropka)



A tu 7 kwietnia godz. 22. Jowisz już jest bardziej po prawo.



Teraz na niebie oprócz ciał niebieskich są jeszcze satelity.


Europejskie satelity w styczniu posiadały na orbicie: Rosja – 1465 , Francja – 57, Niemcy – 47, Wlk.Bryt. - 33, Włochy – 23, Hiszpania – 16, Szwecja – 11, Ukraina – 6, Norwegia – 3, Polska, Grecja, Szwajcaria i Austria po 2, Rumunia, Litwa i Białoruś po 1.


Jak jest dobra widoczność to widać zagęszczenie satelitów. Ciągle obserwują nas i inne planety, zależy jakie mają zadania. A ludzie dają się nabrać, że ogromny samolot może gdzieś zniknąć bez śladu. To jest niemożliwe. Jest w tym ukryty cel. Wiadomo wywiad. Stacja ISS gdy przelatuje nad Oceanem Indyjskim to znika obraz, nie ma widoczności tego terenu. Można sprawdzić, jak ktoś ma czas to obserwować. Umieściłam link w bocznym panelu.


Co takiego jest w Kosmosie, że ludzkość tak się tym interesuje? Czy już Ziemia jest poznana, czy wiadomo wszystko o oceanach, o wnętrzu Ziemi?


A może właśnie to jest odwrócenie naszej uwagi. Dlaczego nakładem ogromnych sił i środków człowiek eksploruje Kosmos. Przecież w oceanach drzemie kolosalna energia. Czy wszyscy wiedza jak odsalać wodę, żeby nie było braków wody pitnej? Wszystko potrzebne do życia mamy na naszej planecie. Chyba, że czegoś nie wiemy.


 




02/04/2014

Dziadek

Kilka dni temu w autobusie usłyszałam jak ojciec tłumaczył dziecku co to jest dziadek do orzechów. Wydawałoby się, że to wie każdy. A jednak ktoś dawno temu musiał nam o tym powiedzieć, bo niby skąd to wszyscy wiemy. Małe dzieci zawsze potrafią sprowadzić mnie na ziemię. One są takie twórcze i szczere. Do pewnego wieku, bo potem przejmują gry dorosłych i udają emocje jak wszyscy.



A dzisiaj przyśnił mi się mój dziadek, który nie żyje od 20 lat. Był zupełnie inny fizycznie niż w rzeczywistości. Prawdziwy dziadek był grubokościsty, a więc duży, choć nie gruby. A ten ze snu szczupły opalony, taki sprawny, jak młody a nie 75 letni mężczyzna. Rozmawialiśmy na różne tematy, jakby to nie był sen, a ja nie jego wnuczką tylko dobrą znajomą. On z wnuczkami nie rozmawiał tylko nas podglądał. Trochę się wstydziłyśmy z siostrą, ale babcia nie żyła, więc nikogo nie krzywdził. Natomiast dom, do którego przyjeżdżaliśmy prawie się nie zmienił. Rozkład pokoi był taki sam, ale podłogi odnowione i tak było czysto, lśniąco i widno. Mało mebli, jak lubię. Nowocześnie. Nigdy tam tak ładnie nie było. A może jak ktoś odchodzi z tego świata, to w nowym świecie wygląda jak chce, mieszka jak chce i robi co chce? Może oni żyją w świecie równoległym.


Nie ma pojęcia dlaczego akurat mój dziadek mi się przyśnił, bo zupełnie o nim nie myślałam. Sen był optymistyczny o szczęśliwym człowieku. Być może ta sytuacja wspomniana na początku wywołała w moim mózgu to skojarzenie.


Właściwie to powinno mi się przyśnić co innego, bo gdy zasypiałam to pomyślałam, jak by to było piękne, gdyby choć jednego dnia popsuła się całą broń używana w Afryce. Ludzie by odetchnęli, choć na chwilę. A jakie by było zdziwienie :) Piękne marzenie. Świetnie mnie usypia. Ciekawe po jakim czasie to marzenie się spełni. Chyba wtedy gdy ustalę je jako cel do osiągnięcia. Warto spróbować.


Może ktoś się dołączy?




01/04/2014

Było w marcu

Nie zajmuję się rzeczami, na które nie mam wpływu. Ale okazało się, że na pogodę mam wpływ. Ona kształtuje się tak jak ja postanowię. Dziwne, ale prawdziwe. Jak w TR. Wybieram i mam.


Postanowiłam, że w marcu żaden wulkan nie wybuchnie, tzn. nie wyleje się lawa, że ludzie będą uciekać. Banalnie proste. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie wielką płachtę czegoś czym przykryłam całą ziemię. Tak było łatwiej, bo nie musiałam się skupiać na żadnym konkretnym wulkanie. I w tamtej chwili poczułam, jak ta granatowa płachta się unosi, to ja do niej mówię: cicho, spokój. I ona opadła i przykryła całą ziemię. Czasem tylko musiałam ją poprawić i wydać polecenie, żeby się uspokoiła. To było bardzo dziwne.


1 marca wulk Pacaya w Gwatemali - erupcja popiołu na wys. 4 km. Para poszła w gwizdek. Nie było lawy. Skoro w luty ziemia się trzęsła, to uzbierało się trochę gazów, które musiały gdzieś ujść.


Wzrosła aktywność wulk Merapi . wulk Bezimiennyj Kamczatka też wyrzucił popiół. Potem jeszcze wulkan Slamet i kamczacki-wulkan-karymsky i wulkan copahue-w-chile i wulk Hekla . A dzisiaj obudził się Yellowstone i Ubinas w Peru. Ludzie zamiast się bać powinni zmienić swoje myślenie.


Nie było żadnej erupcji lawy, która jest groźna dla ludzi. Wyrzut popiołów przeszkadza tylko samolotom, ale ostatnio nawet piękna pogoda im nie pomaga.


Sprawdziłam teorię, że człowiek może kształtować pogodę własnymi myślami. Pod warunkiem, że nie chce za bardzo. Traktowałam to jako zabawę, więc gdyby coś poszło nie tak, nie czułabym zawodu.


Nie mogę oglądać pogody w tv, bo zawsze chce czegoś innego niż to co oni prognozują. Tak na przekór. Gdy rano jest pochmurnie to wystarczy, że powiem: gdzie jesteś słoneczko, zapraszam i po 15 minuta już jest. Ostatnio nawet stęskniłam się za deszczem i padał kiedy tego sobie zażyczyłam. Przestał kiedy musiałam wyjść z domu.


Brzmi to dziwnie. Zdaję sobie z tego sprawę. Muszę teraz bardziej uważać co myślę, bo ktoś może to usłyszeć ;)


Być może to nie są moje myśli, tylko ktoś mnie „inspiruje” w jakimś celu.


Znowu oglądałam film o morderstwach na wyspie Utoya w Norwegii.



Piękna wyspa kształtem przypomina Polskę. Przejmujące są relacje osób, które przeżyły. Jedna dziewczyna, która była tam ze swoją przyjaciółką powiedziała, że jest jakaś siłą, która mówi: ty pójdziesz tu, a ty tam, ty zginiesz tu, a ty ocalejesz. Pewne rzeczy muszą się wydarzyć. Jej przyjaciółka zginęła jako ostatnia. Ocalała też dziewczyna z Ugandy, która schroniła się w toalecie z dwójką innych. Ona też nie wie co jej kazało iść akurat w tamtą stronę. Coś jest takiego, że musimy gdzieś iść, albo coś zrobić i sami nie zdajemy sobie sprawy dlaczego to zrobiliśmy.


Może jesteśmy sterowanymi androidami, a tylko nam się wydaje, że stanowimy o sobie i możemy robić co chcemy.


Nawet sami nie możemy zdecydować o własnej śmierci, jeśli ta siła się na to nie zgadza. Tak było ze mną kiedy miałam 10 lat i odkręciłam gaz. Cieszyłam się, że moi bliscy będą płakać nad moim grobem, niech żałują to co stracili. I wtedy pojawiła się postać, która mi powiedziała, że moja mama przyniesie mi płaszczyk, który ma bardzo ładne guziki. Zwyciężyła ciekawość. Ta postać niczego mi nie zakazywała, tylko powiedziała coś co dotarło do dziecka. Kiedyś nie pamiętałam wielu szczegółów z tego zdarzenia. Ale im więcej czasu upłynęło, tym lepiej pamiętam. Nie ma też już we mnie tamtych emocji, które wtedy kazały mi odkręcić gaz.


Pewne rzeczy muszą się wydarzyć i nic nie można na to poradzić.Lepiej to zaakceptować. Wtedy łatwiej się żyje. Albo umiera.