15/05/2014

Umieranie

Od narodzin każdy zbliża się do śmierci. Nikt tego nie uniknie. Ale jedni odejdą szybciej inni później. Wcale to nie zależy od zdrowia czy choroby.


Dostałam paczkę z nowymi książkami. Wzięłam jedną i przejrzałam. A tam taki cytat:


„Uczyń coś dobrego swemu ciału, aby dusza miała ochotę w nim mieszkać”


Theresa von Avila – mistyczka hiszpańska. Nie znam jej. Ale życie pokazuje, że dusza może mieszkać w najbardziej schorowanym ciele i długo tak może. Człowiek może żyć w chorobie i w zdrowiu długie lata. Najbardziej znanym przykładem jest astrofizyk i kosmolog Stephen Hawking. Oglądałam bardzo ciekawy film biograficzny, choć w wielki wybuch nie wierzę. Od ponad 50 lat choruje na stwardnienie zanikowe boczne. Lekarze dawali mu kilka lat życia, ale on w to nie uwierzył. Wystarczy mieć pasję, jakiś cel i dusza za tym podąża, nawet w chorym ciele.




We wtorek spotkałam się z osobą, która doniosła mi co się dzieje u wspólnej znajomej chorej na raka płuc. Ten rodzaj raka jest bardzo wyniszczający i postępuje szybko. Od zachorowania nie minął rok, a ta kobieta miała 7 albo 8 chemii (chyba ktoś się pomylił w liczeniu). Nie wiedziałam, że można mieć tyle i żyć. A ona żyje, choć wygląda, jakby ją ktoś napompował.


To wręcz książkowy przykład. Płuca zaopatrują organizm w tlen niezbędny do życia komórkom ciała i eliminują dwutlenek węgla. Mają bezpośredni związek z życiem, pragnieniem życia, umiejętnością szczęśliwego życia. Chory ma trudności z przeżywaniem tego, co dzieje się wokół. Brakuje mu wiary i chęci do dalszego życia, czuje się przyduszony przez sytuację lub przez osobę, co nie pozwala mu swobodnie oddychać. Nie ma odpowiedniej przestrzeni by się poruszać. Sytuacja go przerasta. (Lise Bourbeau – Twoje ciało mówi: pokochaj siebie).


I dokładnie tak jest u tej pani. Jej matka od zawsze pije. A pieniądze na alkohol brała od córki. Chora przez całe życie utrzymywała bliższą i dalszą niepracującą nigdy rodzinę, a właściwie finansowała alkohol i papierosy. Wszystko było na jej głowie. Nawet teraz przez dom przewija się pełno różnych ludzi. Każdy coś chce. Ona nie może spokojnie chorować, albo wyzdrowieć. Jej matka gdy przychodzi do mnie to mówi, że córka długo nie pociągnie. A ona ciągnie i żyje. Cały majątek już został rozdzielony. Problem tylko z mieszkaniem, bo nikt nie może się teraz zameldować. Zresztą to nie pomoże im przejąć mieszkanie. Sytuacja jest kuriozalna. Wszyscy czekają na jej śmierć, jak sępy. A chora żyje, jakby na złość. Pewnie robi to specjalnie, żeby im krwi napsuć. Ciekawe co zrobi rodzinka i znajomi jak chora wyzdrowieje. Chyba padną trupem. Chciałabym to zobaczyć. Kibicuję jej.


Gdy wracałam do domu to na przystanku tramwajowym zagadała mnie starsza kobieta. Powiedziała mi, że jedzie do córki, bo jest chora i ma raka. No tak, powiedziałam, dużo osób teraz choruje. A ona, że na pewno zachorowała przez jakąś farbę, którą używała, bo aktorka, która ją reklamowała też zachorowała. Czy ludzie powariowali. Powiedziałam jej, że to niemożliwe, bo przecież to tylko reklama i aktorka na pewno nie stosuje tych farb i od tego raka się nie dostaje. Chyba nie chciała mi uwierzyć, a nie wiedziała jak wytłumaczyć chorobę córki. Jak to możliwe, że dorośli ludzie wierzą w takie rzeczy.


Nie rozumiem dlaczego obcy ludzie mi się zwierzają. Naprawdę nie zaczepiam, ani nie prowokuję ich do zwierzeń. Chciałabym ich o to zapytać. Następnym razem to zrobię. Trochę to dziwne.


W chorobie można długo żyć. Wystarczy wpuścić nadzieję do swego serca i uwierzyć. A reszta dokona się sama.


 


Aktualizacja z dnia 20 maja 2014


16 maja ta pani umarła. Miała 5 chemii, szóstej nie wzięła. Po pierwszej miała przerzut raka z płuc do mózgu, po drugiej przerzut do węzłów chłonnych, po trzeciej przerzut do mózgu, po czwartej do wątroby, a po piątej wszystko miała zaatakowane przez raka. Nie jadła, tylko piła. Nic więcej nie mogła. Umarła zgodnie ze statystyką. Ten rak niszczy człowieka w ciągu roku. I tak było. Czy ten kto wymyślił wpuszczanie trucizny do żył nazywał się Mengele?


Teraz znam tylko jedną osobę, która przeżyła chemię.


W niedzielę była próba włamania do jej mieszkania. To brat chciał się dobrać do kasy. Taka rodzinka. W końcu jej już nic nie potrzeba.


Smutne, ale prawdziwe.


 


Aktualizacja z dnia 4 czerwca 2014


Brat, któremu nie udało się włamanie, nie żyje. Został zadźgany nożem. Kiedyś słyszałam, że zmarli często ciągną za sobą kogoś z żyjących, czasem zwierzęta, a czasem ludzi.




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz