03/05/2014

Wieczór

Film obejrzałam chyba dwa tygodnie temu w tv. Przedwczoraj znowu był emitowany. To ciekawy film o zmierzchu życia. Taki wieczór ;)


Film z 2007 r. to adaptacja powieści Susan Minot. To historia kobiety, która umiera i wspomina swoje życie. Gra ją Vanessa Redgrave. Wydarzenia sprzed 50 lat zaważyły na jej dalszym życiu. Wtedy był ślub jej przyjaciółki, na którym poznała i zakochała się w Harrisie, zresztą panna młoda też. Harris był lekarzem, ale też synem gosposi. Bo to były wyższe sfery. Taki zakazany owoc. Otóż Ann, czyli główna bohaterka, przez 50 lat rozważa co by było gdyby wtedy sprawy potoczyły się inaczej. Czy byłaby szczęśliwa z Harrisem? Sprawy jednak przybrały niepożądany obrót. Na ślubie Ann była z Buddym, on ją kochał a ona jego nie. Gdy Ann poszła do chatki oddać się Harrisowi, Buddy zginął pod kołami samochodu. Wszystko się rozsypało, każdy wyjechał w swoją stronę.


Ann, niespełniona piosenkarka, miała 2 córki, każdą z innym facetem. Nie umiała znaleźć szczęścia i miłości. Po latach spotkała Harrisa, ale on miał żonę i dzieci i był szczęśliwy, ale o Ann nie zapomniał.


Jedną z córek zagrała Natasha Richardson, prawdziwa córka Vanessy, która zmarła w marcu 2009 r.




Obsada znakomita. Grają jeszcze: Meryl Streep to Lily - przyjaciółka, ale 50 lat później, Glenn Close i Barry Bostwick – rodzice młodej Lily. Gdy grają znakomici aktorzy, to wierzę w to co widzę, umieją przekonać widza do historii. Jeszcze muzyka – znakomita – Jana A.P. Kaczmarka.


Nie wiem na co umiera Ann, ale można się domyślać, że ma raka, bo dostaje silne leki i czuwa przy niej opiekunka. Rak czy inna śmiertelna choroba, nie bierze się znikąd. Gdyby Ann przeszła psychoterapię wtedy, po tych tragicznych wydarzeniach, jej życie mogłoby się ułożyć inaczej. Nie miałaby poczucia winy. Przecież odrzuciła miłość Buddyego. Nie można przecież udawać miłości. Przez lata rozpamiętywała przeszłość, karmiła się iluzjami, ona nie żyła w teraźniejszości tylko w przeszłości. Co to było za życie. Jednak w końcu zrozumiała, że to nie miało sensu. Jedna z córek mówi, że jest w ciąży, ale nie ma pewności czy ojciec dziecka jest tym właściwym mężczyzną. Matka mówi jej, że nie ma czegoś takiego jak błąd. Życie właśnie składa się z takich decyzji. Podejmujemy je każdego dnia i nasze życie toczy się wg tych decyzji. Nie są one ani dobre ani złe, one są. Najgorzej jak ich nie podejmujemy tylko pozwalamy, żeby ktoś za nas je podejmował.


Ten film dobrze pokazuje skąd się biorą choroby (moim zdaniem). Ann dopiero na łożu śmierci zrozumiała swój błąd. Nie można każdego dnia się obwiniać, bo traci się dni i lata. Poczucie niespełnienia rujnuje zdrowie. A w życiu po prostu trzeba żyć tu i teraz. Ann to w końcu zrozumiała. Pouczający film.


Polecam, choć każdy może w nim zobaczyć co innego.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz