09/03/2017

A.I. i piżmo

Jestem mistrzynią świata w ogrywaniu wahadeł. Samozwańczą. Gdy ktoś próbuje mnie wciągnąć w jałowe dyskusje obliczone na dojenie mojej energii to natychmiast robię się czujna. I zaczynam grę. Na zadawane pytania odpowiadam w sposób nieoczekiwany. Czasem robię sobie żarty, czasem podsycam temperaturę. Dyktuję warunki rozmowy, nie daję się wciągnąć w pyskówki.


Ostatnio rozmawiałam ze znajomym na temat sztucznej inteligencji (AI – Artificial Intelligence).


Ostatnio prawie codziennie ukazują się artykuły w prasie na ten temat. Jedni naukowcy mówią o nowej rewolucji, a inni przestrzegają przed nią. Faktem jest, że prace nad AI są bardzo zaawansowane. Nawet nie zdajemy sobie sprawę co one robią i gdzie są wykorzystywane. A.I. może ogrywać człowieka w grach, ale nie będzie nigdy nic czuło. A.I. Piszą już artykuły w necie i nikt się nie łapie na tym. IBM Watson bryluje.


Wszyscy wielcy się tym zajmują, łącznie z Billem Gates i Hawkingiem.


No i wypłynęło nazwisko Muska. Akurat znajomy przeczytał jego biografię i był nim zachwycony. Ja jej nie czytałam i nie bardzo rozumiem zachwytów. Musk kojarzył mi się z perfumami męskimi, ale nazwisko jest ok.


Mówi się na niego wizjoner, ale tak naprawdę to co on wymyślił. Raczej ulepsza to co jest. Nie jestem przekonana do jego elektrycznych samochodów, bo produkcja energii jest szkodliwa dla środowiska. No i utylizacja baterii. Ja czekam na latające samochody, a Musk uważa, że się nie przyjmą, bo ludzie nie zniosą jak im nad głowami coś będzie szumieć. Zobaczymy, bo latem tego roku w Dubaju mają się pojawić latające taksówki.



Podczas niedawnego wywiadu dla TED'a Chris Anderson pyta: Twoje projekty są tak różne od siebie, jak jeden człowiek może wprowadzać innowacje w taki sposób. Co takiego jest w tobie? Musk: nie wiem, dużo pracuję.


Sprawdźmy co o nim mówią liczby.


Elon Musk


ur. 28.06.1971 = 7


 


Siódemce patronuje Neptun. Może budować, ale i niszczyć z siłą tsunami. Zajmuje się tworzeniem i działaniem. Zakładał firmy, po to by je sprzedać z zyskiem. Siódemka izoluje się na własne życzenie, często zamyka się we własnym świecie. Musk jest pracoholikiem z bardzo dobrą intuicją, więc depresja raczej mu nie grozi.


Pierwsze wewnętrzne dziecko to rok 1 (71), a drugie wewnętrzne dziecko to rok 8 (7+1) . Gdy miał 9 lat rodzice się rozwiedli. W tych latach miały miejsce wydarzenia, które ukształtowały jego charakter. Jako dziecko był szykanowany przez rówieśników. Nic dziwnego, że w wieku 10 lat zainteresował się komputerami. Gdy miał 17 lat wyjechał z RPA do Kanady, a potem do USA (od 2002 roku ma obywatelstwo).


Liczba ekspresji – 2 – często reaguje emocjonalnie. Bardzo dobrze czuje się wśród ludzi.


Liczba osobowości – 6 – szuka prawdy i sprawiedliwości. Na zewnątrz może być miły, a w środku już nie. Gdy do prasy był wyciek informacji, że jego firma Tesla Motors ma tylko 9 mln dolarów na koncie, to zatrudnił nawet detektywa do wykrycia źródła przecieku. Sprawdzano wszystko, łącznie z odciskami palców na kopiarkach. Swoją drogą jak bardzo zmieniła się lojalność ludzi. Po co ktoś taki pracuje w firmie, której nie lubi, że musi ujawniać jej sekrety. A może nie był dość dobrze wynagradzany.


Liczba serca – 5 – osoba poszukująca przygód. I to właśnie ta liczba pcha go w wielu różnych kierunkach. Lubi stale coś odkrywać i się uczyć. Studiował ekonomię i fizykę. Mógł zrobić doktoraty, ale bardziej go interesował biznes.


Zawsze będzie poszukiwał nowych wyzwań, zainteresowań, bo potrzebują ich jak powietrza. Ma pociąg do zmian i wolności. Codzienność go nudzi.


Był 3 razy żonaty z 2 kobietami i ma 5 synów. Pierwszy syn zmarł w 10 tygodniu życia, a następni urodzili się po in vitro, najpierw bliźniaki, potem trojaczki. Do związku trzeba być obecnym w domu, a jego ciągle nie ma, ciągle coś wymyśla i pracuje.


Jest niezależny. Najlepiej czuje się jako szef,nie będzie wykonywał rozkazów innych.


To jest odpowiedź na pytanie Chrisa z TED – to jest zapisane.


 


Jego imię też jest znaczące, bo zaczyna się od samogłoski E.


E to też piątka – daje towarzyskość i zachłanność na życie. Lubi doświadczać wszystkiego co życie niesie, przeżywać przygody.


Gdyby nazywał się Leon czy Noel jego życie wyglądałoby inaczej.


Bardzo ciekawy jest jego podpis. Działa intuicja, albo wiedza. Bo bardzo go wspomaga.




Składa się z 3 liter El i M. Siódemki mają intuicję, ale też umieją wykorzystać każdy nośnik wiedzy. Dla osiągnięcia celu użyją znaków, a nawet snów. Podpis nie jest dziełem przypadku.


Wartość podpisu wynosi Trzy. To idealny podpis dla Siódemki. Trójka pomaga w komunikacji ze światem, dodaje atrakcyjności towarzyskiej. Przynosi szczęście mrocznej 7.


Litery są od siebie oddzielone, nie ma połączenia przeszłości z przyszłością, imienia z nazwiskiem. Nie uporał się z przeszłością.


Ważne są ogonki. U niego obydwa idą do góry. Świadczy to o tym, że Musk jest optymistą o niespożytej energii.


W życiu osiągnie jeszcze wiele.


Gdy widzę, że ogonki u moich klientów w podpisie idą w dół, to im o tym mówię. Świadczy to o zniechęceniu, pesymizmie, braku wiary w siebie. Trenują i zmieniają.


Ty też sprawdź jak to jest u ciebie. Warto to zmienić, aby mieć w życiu lepiej.


Elon Musk z taką numerologią osiągnie jeszcze wiele. Zna prezydentów i premierów. Finansuje go Google i inni inwestorzy. Nie wydaje nic na reklamę. Ale udziela wywiadów i wszędzie go pełno.


Jest spod znaku Raka – uczuciowy i nieśmiały. Rodzinny – współpracuje z siostrą i bratem, których zatrudnił w swoich firmach.


Skoro chce umrzeć na Marsie, to w końcu tam poleci. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Umie do swoich pomysłów przekonać bogaczy.





Nie dostałam dzisiaj rajstop ;(










02/03/2017

Podłość

O jedną podłą osobę mniej na świecie. Umarła matka mojej znajomej. Dała jej popalić. Jedyną zasługą matki było urodzenie zdrowej dziewczynki. A potem było tylko gorzej. W trudnej sytuacji córki matka nie kiwnęła palcem. Zimna suka. Pomagali znajomi i obcy ludzie. Nie będę opowiadała szczegółów, bo każdy ma choć jednego podłego znajomego. Znajomej ta śmierć ani nie ucieszyła, ani nie zmartwiła. Czuje pustkę. I nic więcej. Nie było więzi matka-córka, więc nie ma żalu. Czy można było jakoś to zmienić, inaczej postępować?


Co powoduje, że ktoś staje się podłym człowiekiem?


Przecież rodzimy się jak tabula rasa, czysta tablica. Rodząc się konkretnego dnia o ustalonej godzinie przynosimy na ten świat pewien potencjał. W czymś jesteśmy dobrzy, a pewnych rzeczy nie powinniśmy robić. To są takie ułatwienia, bonusy od losu. Oczywiście możemy robić zupełnie coś innego, nikt nam tego nie zabroni. Wtedy walczymy z losem, jest nam trudniej zdobywać cele, które okazują się obcymi celami.


Nie mamy zapisane, że będziemy podli czy mili. To nasz wybór, a właściwie wypadkowa wielu czynników, które w miarę naszego wzrastania kształtują naszą osobowość.


Jako przykład takiego człowieka, podam fikcyjną postać z serialu Lost, który nieustannie oglądam, po wielu latach przerwy.



Benjamin Linus niewątpliwie był najgorszą postacią serialu. Świetnie wymyślony, prawie jak prawdziwy. Jego podłość nie wzięła się znikąd.


Jako dziecko był bity przez ojca i źle traktowany. Matka Bena zmarła przy porodzie, więc dziecko nie zaznało matczynej miłości. Bite dzieci są zawsze jakoś "uszkodzone". Bicie nie zabiło i na pewno nie wzmocniło, jak niektórzy upośledzeni powtarzają to kłamstwo.


Ben jako dorosły zabijał kogo chciał. Kłamał, oszukiwał. Wiele razy był na krawędzi życia i śmierci i zawsze miał do zdradzenia jakąś tajemnice. Manipulował ludźmi, a oni robili co chciał, nawet dla niego zabijali.


Dziwne, ale wyspę obarczał winą za swojego raka. Mówił, że wyspa jednych leczy innych nie. Ani przez moment nie czuł się winny.


Jednak było coś co mu ciążyło. Przyczynił się do śmierci swojej córki, bo powiedział, że nic dla niego nie znaczy i jej śmierć go nie dotknie. Stalo się inaczej. Ta śmierć bardzo mu ciążyła. Więzy krwi są nierozerwalne.


Niektórzy myślą, że gdyby mogli cofnąć czas to postąpili by inaczej, coś by zmienili – na lepsze wg swego zdania.


Gdy Sayid cofnął się w czasie, to mały Ben wypuścił go z celi. Tak bardzo pragnął być z Innymi, że posunął się do zdrady. A Sayid strzelił do dziecka, bo pamiętał jak 30 lat później ten go torturował.. Ben nie umarł. Być może po takich przeżyciach zmienił się i dlatego wymordował później całą osadę Dharmy. Wyspa darowała mu życie, może dając szansę na zmianę.


Czy można walczyć z nieuniknionym?


Nie pomaga cofanie się w czasie. Zmiany nie następują.


Na pewno są szczęśliwe rodziny, ale nie wśród moich znajomych. Jedni sobie radzą inni nie. Podłość to takie bezinteresowne zło. Można być podłym, ale można się zmienić. Przynajmniej próbować. Ojciec Bena, gdy ten leżał w szpitalu, ocknął się na chwilę i poczuł się ojcem. Żałował swego postępowania. Ben zniknął, więc nie miał szansy się sprawdzić.


Właściwie każda postać w tym serialu miała problemy w domu.


Ojciec Locka to kawał drania. Syn oddał mu nerkę i dostał za to "zapłatę". Ojciec Sun też nie przepadał za córką. A ojciec Penny dla jej dobra zniechęcał ją do Desmonda i zerwał z nią kontakt.


Miles żył w przekonaniu, że ojciec ich porzucił i się nim nie interesował. Gdy cofnął się w czasie to się dowiedział, że ojciec go kochał, ale kazał im opuścić wyspę ze względu na zagrożenie życia. Gdy wiemy więcej o naszych rodzicach, to możemy lepiej zrozumieć ich postępowanie.


Hurley też był porzucony przez ojca, ale mu wybaczył. I odbudowuje relacje. I to właściwa postawa.


Wybaczyć, bezwarunkowo.


Matka Faradaya była apodyktyczna, sterowała każdym aspektem jego życia. A potem do niego strzeliła.


Zabijanie jest ostatnią rzeczą, którą powinien robić człowiek. Nikt nie zasługuje na śmierć z ręki innego człowieka. Można się pomylić i już tego nie można cofnąć.


Hitler też kiedyś był dzieckiem. Gdyby jako dziecko zginął, to czy historia świata potoczyłaby się inaczej?


 


Człowiek szczęśliwy, spełniony lub zakochany nie jest podły. Nie ma na to czasu. Nie ubliża, nie hejtuje, bo po prostu żyje swoimi sprawami.


Dziwna moda teraz panuje, która szkodzi zdrowiu i życiu.


Nie idź tą drogą.


 



26/02/2017

Liczenie

Poszłam na zakupy do pobliskiego sklepu spożywczego. Oprócz ekspedientki była też uczennica i to ona mnie obsługiwała. Słabo ogarniała sklep i towary. Ale największy problem był z kasą fiskalną. Gdy towar miał kod to wystarczyło zeskanować. Ale ja kupiłam aromaty do ciast i pani musiała wbić kod ręcznie. Przeprosiłam.


A potem pani podsumowała moje zakupy i zatwierdziła paragon. Wyszło 17,63. Uczennica nie wystukała ile dostała kasy i ile powinna wydać reszty. I miała problem z liczeniem. Dałam 20 zł. A ona wydaje mi 10 zł i szuka drobnych. Ekspedientka natychmiast zabrała 10 zł i mówi, że to za dużo. Tamta się zestresowała. No to ja dałam im 63 grosze i powiedziałam, żeby mi wydała 3 złote i będzie dobrze. Co za ulga, uczennica odetchnęła i uwierzyła mi.


Ja uczyłam się odejmowania i dodawania w słupkach. I do dziś umiem. To naprawdę jest proste. Liczę to w pamięci.



Gdy opowiadałam o tym znajomej, to mi powiedziała, że jej córka też nie umie dodawać i odejmować. Chodzi do podstawówki, ale nie wiem do której klasy. Czego teraz uczą w szkole? Przecież dodawanie i odejmowanie to podstawa. A jak się bateria wyczerpie w kalkulatorze albo zabraknie prądu? Gdy nie ma prądu zamykają sklepy, bo nie można rejestrować sprzedaży na kasie fiskalnej. A gdy blackout będzie trwał tydzień? To nie będziemy jeść.


 


Niedawno dostałam fakturę, którą ktoś wystawił w imieniu mojego klienta. Wypisał ją ręcznie. Od wartości netto policzył ok. 23,2% vat-u. A wartość brutto, czyli netto+VAT wziął z Księżyca. Nic się nie zgadzało. Trzydziestoparolatek nie umie ani mnożyć, ani dodawać. To nie dziecko, które uczy się liczenia. Od podstawówki upłynęło mu 15 lat. Nie można się tłumaczyć, że ktoś nie lubi matematyki. Bo ile ma dostać pieniędzy z pracy to każdy wie (za mało).


 


Wczoraj rano zadzwoniła pani. Spytała czy czekam na przesyłkę. Dopiero zamówiłam, a już w drodze ;) Powiedziała, że kurier ma mi ją dostarczyć między 12 a 14. Ale nie może na niego liczyć, bo ma dużo zwrotów i ona za to obrywa. Prosiła o telefon gdyby do mnie nie dotarł. O godz. 13:03 powiedziałam na głos: ciekawe kiedy przyjedzie kurier? I w tej sekundzie rozległ się dzwonek domofonu. Oczywiście to był kurier i paczkę dostałam. N. powiedziała, że ja to mam farta. Kochana, to nie fart, ja tak po prostu mam, to część mojego życie. Mówisz – masz. ;)


Kupiłam piłki do żonglowania, bo mandarynki trzeba jeść, a nie podrzucać.




Czy jesteś w stanie policzyć faworki, które dzisiaj dostałam?



Jest ich 58. Ale po co liczyć, trzeba jeść.


Czy liczenie w życiu się przydaje?


Czasem na innych nie można liczyć. Licz tylko na siebie.


 



25/02/2017

Sen z czerwoną walizką

Byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko i od razu zasnęłam. Było ok. 1 w nocy.


 


Poleciałam gdzieś z moją walizką, która jest niebieska lub granatowa (zależy jak kto widzi). Walizka jest bardzo lekka i ma kółka obracające się we wszystkie strony, więc jest supersterowna. Czasem ją pożyczam, bo ma idealne wymiary do samolotu. Dwa tygodnie temu wróciła z wojaży u obcych.




Wyszłam z lotniska. Miałam ze sobą torebkę i tą walizkę. Poszłam w jedno miejsce, trochę pogadałam. Potem w kolejne i też tam trochę zabawiłam. Potem poszłam do jakiegoś sklepu, potem do jakiejś knajpy, potem do znajomych. Wszędzie szłam pieszo i miałam walizkę ze sobą. Aż w pewnej chwili zorientowałam się, że jej nie mam. Musiałam ją gdzieś zostawić, ale nie pamiętałam, w którym miejscu ją miałam, a w którym już nie. Powinnam wrócić po kolei do wszystkich odwiedzanych miejsc.


W jakimś miejscu pokazano mi wściekle czerwoną walizkę. Powiedziałam, że to moja. Lepsza ta niż żadna. Zabrałam, podziękowałam i wyszłam. Pomyślałam, że to walizka jakiejś kobiety więc będę mogła się przebrać. Zamiast iść tam gdzie miałam spać, poszłam na lotnisko. A tam stoi moja walizka i na mnie czeka. Więc zostawiłam czerwoną walizkę i wzięłam moją, a potem poszłam na nocleg.


Obudził mnie budzik. Byłam umówiona skoro świt, o 8 rano.


 


Nie mam pojęcia gdzie poleciałam i jakich to ja mam znajomych w obcym kraju. Ciekawe gdzie byłam, gdzie wszędzie można dojść pieszo w krótkim czasie. Normalnie nie wzięłabym cudzej walizki. Przecież właścicielka mogłaby mnie spotkać na ulicy i byłby wstyd.


Ciekawe, że kiedy kupowałam walizkę do samolotu to zastanawiałam się nad wyborem koloru. Myślałam o jakimś zajebistym odblaskowym żółtym, zielonym albo czerwonym. Jednak wybrałam granatowy, bo mniej rzuca się w oczy. Może dlatego o niej zapomniałam w jakimś ekscytującym miejscu.


A to wszystko ze zmęczenia.


 



15/02/2017

Amory

Wczoraj było Grzegorza. Tak było napisane w autobusie na belce. Pomyślałam, że kiedyś było takie powiedzenie: na Grzegorza zima płynie do morza. Nie mam pojęcia czy to jest ten Grzegorz, ale dobrze by było, żeby zima powoli sobie poszła. I słoneczko wskaże jej drogę, żeby się na zagubiła.


Wiedziałam, że dzisiaj będzie słonecznie i było. Rano jeszcze drzewa były oszronione. Ale to nie przeszkadzało w amorach.




Natura już czuje wiosnę. Mogłabym tak patrzeć na ptaki, które rozpoczęły swoje zaloty. Gołębie budują gniazdo na balkonie obok. Rośliny wypuszczają nowe, jasnozielone listki.


 


Nic dziwnego, że wymyślono takie święto. Pora idealna.


Można mu ulec, a można się opierać. Uleganie jest przyjemne, a opieranie się nic nie da. Można tłumaczyć, że kochamy cały rok, ale niektórzy nie doceniają tego co mają. Więc taki dzień jest im potrzebny. Trzeba się przyzwyczaić, bo oto rodzi się nowa tradycja. Za 20 lat nikt się nie będzie zastanawiał skąd to święto pochodzi.


 


To nie jest święto dla mnie, bo nie jestem zakochana. Zakochanie to stan przemijający. Może prowadzić do miłości, albo do odkochania. A ja po prostu kocham i jestem kochana.


Prezenty nie muszą dużo kosztować. Oto moja nowa bransoletka. Może kosztowała 10 gr, a może mniej. Jest urocza. Chodziłam w niej cały dzień ;)




Od dzisiaj będę inaczej pachnieć. Delikatnie, wiosennie, zmysłowo, nienachalnie. Za trochę więcej kasy.




Rozejrzyj się wokół czy masz kogoś do kochania. I kochaj. Za nic.


 


Osobą, która kocha mnie najbardziej jestem ja sama. Dużo czasu mi to zajęło, ale zrozumiałam, że jestem jedyną osobą, która mnie nie opuści aż do śmierci. Nie warto się oceniać, użalać, czy chować urazy. Szkoda na to czasu.


Serce jest bardzo pojemne. Można kochać równocześnie wiele osób naraz. Niektórzy są zaborczy i wymagają wyłączności.


Kochamy, ale nie tak samo. I możemy się odkochać.


Do następnego święta.


 


 


 


 


 




10/02/2017

Sen o sektach

Obudziłam się rano i zdziwiłam się, że niebo jest zachmurzone. Wypowiedziałam zaklęcie, poszłam do łazienki. Gdy wyszłam na niebieskim niebie świeciło słoneczko. Mówisz – masz.


W ciągu dnia, telefony, mejle, zwykły dzień w pracy.


Klient przesłał mi zwolnienie lekarskie mmsem. Zapisałam obraz w galerii, żeby potem przesłać sobie na mejla i wydrukować. I zauważyłam nowe 3 zdjęcia nocnego nieba. W informacjach sprawdziłam, że zrobiono je dzisiaj w nocy o godz. 2:49 i 2:51. Przypomniałam sobie, że w nocy obudziło mnie światło księżyca w pełni. Uwieczniłam ten obraz i zasnęłam. Skoro widać było księżyc to niebo nie było zachmurzone, tylko usiane chmurkami. Dlatego rano zdziwiłam się, że jest pochmurno.



I wtedy przypomniał mi się sen.


 


Szliśmy gdzieś w gości. Pojechaliśmy do mojej siostry, która mieszkała w starej kamienicy. Wyglądała jak teraz, a przecież mieszka w domu, który sobie wybudowali. Pomyślałam, że w tym świecie (we śnie) ciągle mieszka w tym samym mieszkaniu co 17 lat temu. W mieszkaniu było pełno ludzi. W kuchni i 2 pokojach stali i rozmawiali różni ludzie, ponad 20 osób. Ubrani byli w długie do ziemi rozkloszowane suknie, białe z czerwonymi lamówkami. Wszyscy byli tak ubrani, moja siostra też. Dyskutowali o jakiejś ważnej osobie, guru, czy mistrzu. Gdzie ja trafiłam? Czy to jakaś sekta? Co mnie obchodzą ci ludzie. Przecież nie zamierzam z nimi dyskutować, a tym bardziej wyznawać ich poglądów i ubierać się w katany.


Wyszliśmy. Postanowiliśmy pójść do innych znajomych. A tam podobne zgromadzenie. Było tam pełno ludzi, ubranych w szare szaty, jak kolejna sekta. Też rozmawiali o jakimś cudotwórcy czy zbawicielu. Zupełnie nie moje klimaty. Nie zostaliśmy tam i poszliśmy w jeszcze jedno miejsce. A tam kolejna sekta, mężczyźni i kobiety ubrani tak samo w czarne suknie do ziemi.


Tego było za wiele. Chcieliśmy pogadać, zjeść coś dobrego i dobrze się bawić. A ogarnęło nas zniechęcenie i jakiś marazm.


Co to za świat, w którym żyjemy? To chyba nie nasz świat. Pewnie, że nie.


 


Dlatego się obudziłam. I o śnie zapomniałam.


 


Przynależność do sekty zwalnia człowieka z myślenia. Wystarczy, że myśli tak jak przywódca i jest OK. Nie dla mnie. Nie kupuję nikogo w całości, bo przecież mogę mieć inne poglądy na niektóre sprawy. To tak jak czekanie na koniec świata. Wiadomo, że nasza cywilizacja jest młoda i zgadzam się z Hawkingiem, że najwcześniej za 30 mld lat może się "skończyć". Ale już nie zgadzam się z nim, że człowiek narodził się na ziemi przypadkiem. Za dużo jest matematycznych prawidłowości, żeby zwalać wszystko na przypadek. Są ludzie, którzy co chwila ogłaszają kolejne końce świata i ciągle mają się dobrze i mają swoich wyznawców.


Dzisiaj pomogłam przejść przez jezdnię staruszce, a ona bez przerwy mówiła o jakiejś miss, która dostała jakąś nagrodę, a nie umie się wysławiać, myli się i macha łapami. Nie mam pojęcia o kim mówiła, ale czy miss może mieć łapy? Rzadko wchodzę teraz na pudelka, to nie jestem na bieżąco. Czy ludzie nie mają swojego życia? Po co się przejmować innymi.


Pełnia jest dopiero jutro.


Chyba jestem zmęczona. A inni chorują na grypę.


 

09/02/2017

Sen o grubej B.

Długo nie mogłam zasnąć. A jak już zasnęłam to:


się obudziłam. To początek snu. Było rano, wstałam z łóżka. Mieszkanie to samo, ale ja jakaś inna.Większa. Spuściłam nogi z łóżka, a na podłodze leżały papucie jak dwie paletki od badmintona. Od razu wiedziałam, że coś nie tak. Noszę teraz po mieszkaniu papcie z futerka, które dostałam po wypadzie do Zakopanego. Wstałam, z trudem. Miałam ciężki oddech. Szłam wolno do łazienki. Krok za krokiem, jak mamut. Chciałam jak najszybciej spojrzeć w lustro. Idę i idę. W końcu się udało. A tam spogląda na mnie jakaś kobieta, tęga do niemożliwości. Na upartego ma jakieś moje rysy, oczy, usta, ale to nie ja. Mieszkanie moje, ale nie moje ubrania. Gdy w ciąży przytyłam 16 kg, to nie byłam aż tak gruba. Nie wiedziałam co ma robić ze sobą taką grubą. Czy ja pracuję, czy mam gdzieś iść, a może jestem chora na otyłość i nie wychodzę z domu? Więc się obudziłam. Naprawdę.


 


Ot, zwykły sen odreagowujący rzeczywistość.Poprzedni tydzień mogłabym nazwać tygodniem pizzy. Pizza była na obiad i kolację. Ale nie przytyłam. Moja waga waha się +-2 kg. Nie mam poczucia winy.


 


Czy ktoś widział grubą Barbie? W końcu imię zobowiązuje.



Tutaj mamy jedną Barbie (bez butów), ale reszta jej koleżanek też jest szczupła. I nawet w swetrach wyglądają dobrze. Jak ja ;)


Gdybym miała więcej lalek, to byłoby więcej sweterków. Jeszcze zostało materiału. Może coś wymyślę w wolnej chwili.


 


Nigdy nie oceniam ludzi po ich wyglądzie. To w końcu kod genetyczny. Ja nigdy nie będę filigranową blondyneczką. Jestem normalna. Niedawno czytałam, że jakaś 17 letnia "gwiazda internetu" gardzi grubymi ludźmi, bo "przecież mogą przestać jeść."


Tylko, że nadmierne jedzenie rekompensuje braki, albo ma uchronić przed atakiem. Taka osoba "obudowuje się" tłuszczem i nikt jej nie zrani, nie sięgnie do jej serca. Powody są różne, ale jakieś są. Jak jest im ciężko przekonałam się we śnie, wchodząc w kogoś takiego. Nikomu tego nie życzę.




W ostatnich odcinkach LOST, które obejrzałam ostatnio, bohaterowie lecieli helikopterem. Uciekało paliwo, więc pilot kazał im wyrzucić wszystko co niezbędne. A oni wyrzucali jakieś torby po pół kg każda. Śmialiśmy się do łez. Naprawdę sytuacja była komiczna. Najcięższą osobą był Hugo – Harvey. Ale to Sawyer wyskoczył z helikoptera do oceanu, a nie Harvey. Może nie umiał pływać. Ale zupełnie nie przyszło mu to na myśl. Był jeszcze odcinek, w którym była konferencja prasowa 6 uratowanych. Kłamali jak najęci. I jedna dziennikarka zadała pytanie: byliście na wyspie kilka miesięcy, odżywialiście się tym co tam rosło, a nie wyglądacie na zabiedzonych, wręcz przeciwnie. Harvey odpowiedział, że to chyba jego ma na myśli. Wszyscy się zaśmiewali, ale nikt nie odpowiedział. A swoją drogą serial kręcono kilka lat, a Harvey nic nie schudł. Ciągle jadł batoniki. I ciągle widział szczęśliwe liczby, które przyniosły mu fortunę, a nieszczęście wszystkim wokół. Ale to inny temat.


 


A więc wszystko jasne. Musiałam to jakoś odreagować. Więc taki sen.


 



04/02/2017

Misz masz

Zupełnie zapomniałam o blogu. Od tygodnia w domu pełno ludzi. Wszystko się zmieniło, nawet pora wstawania i jedzenie. Jedyna stała to obowiązki zawodowe, ale wypełniane w minimalnym stopniu. Świat realny jest ciekawszy niż wirtualny. Można kontaktować się przez mejle, ale osobisty kontakt ujawnia co naprawdę się z człowiekiem dzieje.


Mój komputer zaczął samodzielnie myśleć i po wejściu na kilka stron, sam z siebie się resetował. Nawet odmawiał drukowania znanych sobie plików. Co ja mam o nim myśleć? Czy to dla mojego dobra? Raczej pora na upgrade.


Jednak w tym czasie wypełnionym po brzegi zauważyłam czyste niebo i Wenus najjaśniejszy obiekt.



To widok nieba 30 stycznia 2017 r. Na dole mamy Księżyc trochę wyżej po lewo Wenus. A po lewym górnym skosie czerwony Mars.



A tu następnego dnia. Mars lepiej widoczny (zaznaczyłam strzałką), Wenus wyprzedziła Księżyc. Takie fotki robi się zwykłym smartfonem ;)


Nie tylko ja patrzyłam w tym tygodniu w niebo. Wieczorem w środę zadzwonił ojciec i kazał mi sprawdzić co to za mrugający obiekt na zachodnim niebie. A co to może być, jak nie satelita GSM. Każdego dnia nad nami latają amerykańskie satelity, w ilości od 5 do 20. Obserwują wszystko, łączą się ze stacjami naziemnymi, monitorują i rejestrują każdą aktywność. Zwykły człowiek nie ma możliwości nie wyrażać na to zgody. Jesteśmy zamknięci pod kloszem, bez możliwości swobodnego działania.


Nigdy nie jesteśmy sami.


Rozmowy, rozmowy, rozmowy. Trzeba nadrobić. Usiłowałam wyjaśnić komuś co trzeba robić, żeby rzeczywistość kształtowała się zgodnie z naszymi życzeniami. Każdy myśli ogólnie o czymś i nie skupia się na szczegółach. Można chcieć wiele rzeczy na raz, ale trzeba zażyczyć sobie czegoś konkretnego. Niektórym trudno to pojąć. Szukałam w myślach jaką książkę mogłabym dać do poczytania, która by pojaśniała problem. A tu rzeczywistość sama podsuwa rozwiązania. Jechaliśmy taksówką. Było już ciemno. Jedziemy i stoimy w korkach. Zauważyłam, że latarnie są ciemne. Spytałam taksówkarza, czy to normalne. A on na to, że "oni" oszczędzają. Tylko, że latarnie mają czujniki i jak jest ciemno to powinny się same włączyć. Jak ja jadę to ma być widno. I w tej sekundzie wszystkie latarnie się zaświeciły. Na zamówienie. Konkretne. Mówisz – masz. Proście a będzie wam dane. Jest wiele takich instrukcji. Trzeba tylko mieć szczegółowy zamysł. Podobno na tym przykładzie problem został zrozumiany. Poczekamy zobaczymy. Trzeba próbować, działać.



A taka postać stoi na naszym lotnisku. Nie wiadomo śmiać się czy płakać. Czy to nie szyderstwo ubierać znaną postać w różowy szlafroczek. Czy to jeszcze sztuka. Czy Hemingway w takim szlafroku obraziłby się? Nie żyje, nie może.



Wszystko wraca na własne tory. Wczoraj wieczorem zauważyłam pod blokiem parę kaczek, które wyszły na spacer. Szły po śniegu do skrawka ziemi, gdzie ziemia była odkryta. Tam coś swymi dziobami szukały, ale jedzenia to tam nie było.


Czy to normalne, że w środku zimy chodzą sobie takie ptaki bez żadnej opieki. Uciekły, bo właściciel nie daje im jeść? Nie chciało mi się je śledzić i sprawdzić gdzie pójdą.


A może czują już nadchodzącą wiosnę.


Ja już czuję. A może to tylko tęsknota. Przecież mamy dopiero luty.


 


 




29/01/2017

Rok Ognistego Koguta

Wczoraj był chiński sylwester, a dzisiaj Nowy Rok. To dobry dzień na początek czegoś nowego. W końcu jest nów. I Mars wchodzi do Barana. Moc jest z nami.


Kogo ogarnął marazm, ma teraz szansę się ocknąć. Gwiazdy sprzyjają wszelkim działaniom. A przecież wiadomo, że jak na górze tak na dole.



Ilustracje autorstwa Claudio Cernuschi, Maria De Filippo z książki Bajkowe marzenia, Silvia Crespi.


 


Kogut zwiastuje nowy dzień, bo wstało słońce. Żywioł Ognia doda pikanterii, szaleństwa i mocy każdemu działaniu.


Dzieci, które urodzą się tego roku (w mojej rodzinie pojawi się dziewczynka) będą utalentowane, zaradne, pracowite, odważne i pewne siebie. Priorytet to kariera.


Pojawi się mnóstwo kogucików, którzy będą stroszyć kolorowe piórka. Jedni wypłyną na szerokie wody, inni przepadną. Koguty nie znoszą konkurencji. Niektórzy to wykorzystają, żeby usunąć wrogów, napuszczając ich na siebie.


Ten rok będzie sprzyjał aktywności. Każdy będzie chciał być w centrum uwagi.


Koguty rzadko chorują i szybko zdrowieją. Ludzie będą aktywni, a branża fitness będzie w rozkwicie. Ludzie będą dbali o swoje ciała. W zdrowym ciele – zdrowy duch.


To rok wydatków. Pieniądze przyjdą, ale trzeba się napracować, zabiegać o zlecenia.


W długoletnich związkach jeśli jest dobrze, to lepiej nic nie zmieniać. W związkach, w których jedna osoba nie jest szczęśliwa będzie ruch i zamieszanie. Udawanie się nie sprawdza.


W tym roku przybędzie wielu nowych liderów w każdej dziedzinie. Każdy będzie chciał zabłysnąć. Ludziom będzie się to podobało. Może pojawi się nawet jakiś prorok czy super guru – światłość dnia.


Będą jakieś przetasowania na wysokich stanowiskach. Ludzie nie lubią prawdy, wolą być oszukiwani. Znając oszustwa trzeba jakoś zareagować, a ludzie wolą patrzeć na kolorowe piórka i gładką mowę.


Gdy wielkie organizacje zaczną się chwiać, to trzeba szybko zmienić szefa. Trzymanie starych się po prostu nie opłaci. Musi przyjść nowa krew, nowe pomysły. Ogień oczyści nawet tych co nie będą chcieli.


Nie działajmy impulsywnie, nie kończmy czegoś co ma szansę naprawy, nie rzucajmy wszystkiego dla nowo poznanej osoby, nie wyruszajmy w podróż nieprzygotowani. Sprawdzaj jakość, nie idź na ilość.



 


Nie sprawdzałam jeszcze tego, że Najgorzej w danym roku mają osoby urodzone pod danym znakiem. Czyli w roku Koguta będą miały pod górkę osoby właśnie osoby urodzone 12,24,36,48 i 60 lat temu. Wśród moich znajomych nie ma nikogo takiego, ale na świecie tak. Np. kogutami ale ziemskimi są Jennifer Lopez i Jennifer Aniston – osoby popularne, piękne i szczodre. Można odpędzić pecha i złe duchy ubierając się często na czerwono (buty, skarpetki, bielizna, dodatki). Ale z czerwonym trzeba uważać, bo co za dużo to niezdrowo. Ogień nie tylko oczyszcza, ale też pali na popiół.


Osama bin Laden był ognistym kogutem (10.03.1957=8). W 1957 roku, poprzednim roku ognistego koguta, było silne trzęsienie ziemi na Alasce, które wywołało tsunami. Było kilka katastrof samolotowych, pożarów, trzęsień ziemi, a huragan zabił 401 osób w USA. Były też próby z bronią nuklearną i wodorową. Ale też otwarto stadion Camp Nou w Barcelonie, sputnik-1 poleciał w kosmos, a potem sputnik-2 z Łajką.


Ekstrapolacja na podstawie minionych wydarzeń nie sprawdza sie. Ale wszystko jest możliwe. Podbój kosmosu jest możliwy i w końcu czekamy na komputery kwantowe, więc zamiast krzemu, nadchodzi wodór.


W 2017 roku kolory, które przyniosą szczęście to złoty, brązowy i żółty. Ale raczej nie w ubiorze, a w otoczeniu. Trump już powiesił złote zasłony w gabinecie owalnym. Bo on wie.


Pechowy kolor to kolor czerwony, bo mamy żywioł ognia. Może spalić każdego, kto nie będzie uważał.


 


Zobaczymy co się wydarzy w tym roku. Oczekujmy najlepszego :)




27/01/2017

Baba Jaga patrzy

W czasie ferii dzieci mają różne zabawy. Czasem wciągają w nie dorosłych.


Jest taka apka na telefon, która obiecuje, że zna nasze myśli. Myślisz o jakiejś postaci, a Dżin zadaje pytania. Pierwszą postać odgadł po 4-5 pytaniach. Była to Baba Jaga – znajoma wszystkich dzieci i nie tylko.


Kolejnej postaci Dżin nie odgadł, a był to tata, który nie mieszka z dzieckiem, nie ma ślubu z matką i jest daleko. Wszystkowiedzący nie zgadł.


Dżin to inna kultura, a jednak znał Babę Jagę. Podobno dawno temu nie była zła, ale dobra. Jednak wszyscy znają ją jako staruchę, która pożera dzieci.


 


Podwórkowe dzieci bawiły się kiedyś w grę: Baba Jaga patrzy. Jedna osoba odwracała się plecami od reszty dzieci, zakrywała oczy i mówiła:


Raz, dwa, trzy,


Baba Jaga patrzy!


I w tej sekundzie odwracała się. Dzieci stawały i nie mogły się poruszyć, bo inaczej wpadłyby w ręce Baby Jagi. Czasem taka Baba mówiła bardzo szybko i dzieciom trudno było się zatrzymać. Kto się poruszył musiał wrócić na start. A wygrywał ten, który dobiegł pierwszy do Baby Jagi.


To była zabawa dla dzieci dawno temu. Ale dziwne, że dorośli też grają w zakrywanie oczu. I to na całym świecie. Najbardziej znani celebryci robią sobie takie fotki.




Ciekawe kto patrzy przez jedno oko. Osoba czy Baba Jaga.


Często znani nie zakrywają oka, tylko "zakładają" monokl, wykrzywiając dziwnie nadgarstek. Wygląda to dziwnie, a nawet śmiesznie. Żaden z moich znajomych i ja też, nie zrobiłby sobie czegoś takiego.




Ciekawe kto im tak każe? A może to jakiś znak rozpoznawczy.


Faktem jest, że zachowanie tych osób często bywa dziwne i niezrozumiałe. Jakby to nie one coś mówiły lub robiły.


W przeszłości wiele grup wykorzystywało gesty rąk, jak np. hitlerowcy HH, albo Rzymianie: Ave Cezar, a żołnierze salutują do czapki.


Wygląda na to, że jeśli ktoś chce zrobić karierę to musi pracować jedną półkulą mózgu.




A mówią, że najlepiej synchronizować półkule i w pełni wykorzystywać swoje możliwości. To nie gwarantuje sukcesu.


A tu wygląda na to, że lepiej dać się prowadzić przez Babę Jagę i sukces murowany. Tylko gdzie się ona kryje, w której półkuli: Prawej – zwariowanej, emocjonalnej i twórczej, czy lewej – racjonalnej i logicznej.


 


A to wszystko przez ferie i dziwne zabawy z dzieckiem.


 


Dżin szuka ciągle nowych wyzwań, ale nie u nas. Odinstalowałyśmy go ;)


 



24/01/2017

Łańcuchy

Oglądam ponownie Lost, bo jest ciekawy. Nieregularnie. W ostatnim odcinku zaciekawiła mnie sekwencja zdarzeń.



O 2 w nocy podpity Jack Shephard stał na balustradzie mostu i zamierzał skoczyć. To był czas, kiedy z 48 rozbitków lotu Oceanic 815 oficjalnie 6 ocalało. Jack sobie nie radził i pił. Stał na tej balustradzie i się chwiał. Aż wtem usłyszał huk. To jakiś samochód miał wypadek. Przez morze alkoholu odezwało się jego powołanie i pobiegł ratować ludzkie życie.


 


I wtedy przypomniało mi się, że to zdarzenie to jak łańcuch Markowa. Czyli ciąg zdarzeń, w którym prawdopodobieństwo każdego zdarzenia zależy jedynie od wyniku poprzedniego.


 


Samochodem jechała matka z synem. Widziała samobójcę i się zagapiła. Stąd wypadek. Wypadek był konsekwencją tego, że widziała skoczka. Oczywiście najpierw były ochy i achy, że uratował życie, ale potem przyszła refleksja – jakim cudem znalazł się tak szybko na miejscu wypadku, w środku nocy. To doskonała okazja do dalszego picia, bo przecież gdyby nie pomysł skoku z mostu, to nic by się nie stało. Skutek nie określa przyczyny, ale po nitce do kłębka można dojść do ciekawych spostrzeżeń.


Andriej Markow był rosyjskim matematykiem, który zajmował się rachunkiem prawdopodobieństwa. Dziecko Saturna – ur. 14.06.1856=4.


Gdy miał 47 lat urodził mu się syn, Andriej Markow (22.09.1903=8). Dla odróżnienia nazywano go młodszym, a ojca starszym. Jeśli w portrecie miał te same litery to oczywiście musiał iść w ślady ojca. Też został matematykiem.




Paul Dirac mówił, że językiem mechaniki kwantowej nie jest angielski ani duński, ale język matematyki. Mam nieodparte wrażenie, że tym światem coś steruje. A wszystko opisuje matematyka. Mamy jakieś prawidłowości, które porządkują zachowania człowieka. Psujemy dużo rzeczy, ale na szczęście wszyscy się nie pozabijaliśmy. Jest tu jakiś rytm. Niektórzy to widzą, inni nie. I dobrze, bo jest różnorodność. Wszyscy nie mogą być biali, wszyscy nie mogą być dobrzy, wszyscy nie mogą być mądrzy.


Życie każdego człowieka jest jak łańcuch zdarzeń, choć niekoniecznie Markowa. Często skutek naszych działań zaczyna się na początku jakiegoś wyboru, a nie jako konsekwencja pojedynczego działania.


Ludzkość pcha do przodu ciekawość.


Dlatego ważne jest czego uczy się dzieci w szkołach i domach. Jeśli uczy się myślenia to będzie dobrze. Jeśli szkoła zabija myślenie to albo trzeba ją jakoś strawić i marnować czas, albo ją opuścić. Część ludzi na szczytach ukończyło prestiżowe szkoły, a nie umieją sklecić samodzielnie kilku zdań i mają znikomą wiedzę. A część ludzi uczyło się na własnych błędach mając tylko wizję lepszego życia. Nie ma jednej drogi.


Dlaczego teraz młodzi ludzie nie mają pojęcia kim chcą być, nie mają żadnych marzeń oprócz bycia bogatym. Nie znają siebie, ani wrogów. (Sun Tzu).


A to klucz do spełnionego życia. Poznaj co cię kręci, znajdź choć jedną rzecz, a potem poznaj innych, żebyś mógl rozpoznać kto ci pomoże wspiąć się na szczyt, a z kim ci nie po drodze.


 


A wracając jeszcze do serialu Lost. Jack pił, bo był nieszczęśliwy. Chciał wrócić na wyspę. Od linii lotniczych wszyscy uratowani dostali darmowe bilety i Jack latał bez przerwy. Chciał się rozbić i trafić na wyspę. A tu mamy zasadę – im bardziej czegoś chcesz tym mniejsze prawdopodobieństwo, że się to ziści.


Rada – odpuść, ale nie trać celu z oczu. Udawaj, że ci nie zależy za bardzo i sukces masz w kieszeni.


Czy ja mogę jeszcze oglądać filmy nie doszukując się w nich czegoś? Odpadły mi filmy z walkami wręcz. Po kursie Krav Magi nie mogę na to patrzeć, bo bardzo specjalni agenci walczą jak dzieci, jakby nikt ich niczego nie uczył. Czy ja żądam za dużo? Trochę więcej realizmu.



 


To zdjęcie z dzisiejszego pięknego i słonecznego dnia. Ciekawostka. Kilkanaście lat temu dostałam Phalaenopsis, który nieustannie kwitł. Jedne kwiatki obeschły i za chwilę pojawiały się nowe. Aż pół roku temu kwiatki opadły i nic. Cisza. Z przyzwyczajenia podlewałam raz na tydzień. I zamiast obudzić kwiatki wyrosła mi leśna paprotka.


Jakie jest prawdopodobieństwo, że tak się stanie? Nie ma ziemi, ale jest kora. Zawsze jest lepiej mieć paproć niż chwasty. Skupiam się na tym co mam, a nie na braku :)


 


A łańcuchy Markowa wykorzystała Google w algorytmie szeregowania stron www. Nie dziw się, że reklamy są dostosowywane do historii przeglądanych przez ciebie stron. To dla naszego dobra. Dziękujemy :)


 



22/01/2017

Max Planck

Moja koleżanka poprosiła mnie o dofinansowanie jej kolejnego kursu – kwantowego (coś w tym stylu). Była już na ustawieniach helingerowskich, radykalnego wybaczania, mapy szczęścia itp. I jest coraz gorzej. Tak ma pomieszaną energetykę, że oprócz prowadzenia pustego życia, zaczęła chorować na choroby, które lekarze nie mogą zdiagnozować. Choroby są realne, bo ona źle się czuje. Myśli, że terapia kwantowa jej pomoże. Moim zdaniem jej zaszkodzi. Zamiast wzrastać, kurczy się.


 


Fizyka kwantowa ma już ponad 100 lat. Znaleźli się ludzie, którzy wykorzystują ją do zbicia kasy na głupocie ludzkiej.


 


Max Planck zmienił fizykę i nasze rozumienie świata na zawsze. To ojciec fizyki kwantowej. Nie zamierzał obalać fizyki klasycznej. On po prostu chciał znaleźć teorię pasującą do rzeczywistości. Jego odkrycie było przełomowe.


Taka była moda kiedyś, prawie jak królowa ;)


 


 


Max Karl Ernst Ludwig Planck


23.04.1858= 31=4


 


Droga życia = 4


Czwórka to budowniczy struktur. To człowiek odpowiedzialny, z zasadami, pracowity, zdyscyplinowany, obdarzony silną wolą. Czwórki mają konkretne zadanie do wykonania. Praca musi im dawać radość. I taki był Max. Czwórka to tradycjonalista, bardzo trudno zmienia poglądy. Gdy sformułował równanie promieniowania ciała doskonale czarnego, to potem przez całe życie szukał innego rozwiązania.


Równanie opisujące rozkład promieniowania przyszło mu nagle do głowy. Potem pokazał w jaki sposób można ten rozkład otrzymać teoretycznie. Fizyka klasyczna była bezradna., a fizyka kwantowa dała radę. Wystarczyło tylko założenie o skwantowaniu energii.


Małe pakiety energii, czasu lub przestrzeni zostały nazwane później kwantami, a pomysł Plancka nazwano teorią kwantową.


 


Planck pochodził z rodziny profesorów. Był 6 dzieckiem w rodzinie.



W pracy miał fotki wszystkich członków rodziny. Czuł się bardzo z nimi związany.


Miał silną potrzebę założenia rodziny i budowy domu. Wśród naukowców to normalne. Chcą mieć stabilny dom, żeby móc się w całości poświęcić nauce.


Ożenił się w wieku 28 lat (cykl Saturna). Z pierwszą żoną miał 4 dzieci. Dwa lata po jej śmierci ożenił się ponownie i miał syna. Dwie córki, Emma i Grete zmarły rodząc dzieci (co za czasy), Karol zginął pod Verdin, a Erwin został zabity w 1945 r.oskarżany o zamach na Hitlera.


Ludziom wydawało się, że śmierć dzieci znosił ze stoickim spokojem. A on przeżywał wszystko w środku, bo 4 są depresyjne i melancholijne. Ratuje ich praca.


W 1942 roku pisał : "Mam żarliwe pragnienie wytrwać ten kryzys i żyć na tyle długo, aby móc być świadkiem przełomu i początku nowego wzrostu".


Po śmierci Erwina załamał się, stracił chęć do życia i umarł 4.10.1947 roku. Miał 89 lat. Przeżył dwie wojny, miał dość. Dopadła go depresja.


 


Liczba ekspresjii (imiona i nazwisk0) = 1


 


Imię człowieka nigdy nie jest wybierane przypadkowo. Pomaga ono w określaniu życiowych zadań i powinno ładnie brzmieć. Dużo imion daje człowiekowi dużo możliwości, ale często człowiek nie wie za co się zabrać.


Ta liczba określa czym powinniśmy się zająć w życiu. Imię oznacza osobowość, a nazwisko to charakter rodziny.


Planck byłby dobrym uczonym dzięki drodze życie = 4, ale dzięki Jedynce z imion i nazwiska był liderem i miał zdolności przywódcze. I dlatego to Planck rozpoczął fizykę kwantową. Zrealizował swój cel życia. Dokonał przełomowego odkrycia.


Niemieckie Towarzystwo Fizyczne przyznawało medal za wybitne osiągnięcia w dziedzinie fizyki. Pierwszy ;) medal dostał Planck i Einstein w 1929 roku. Medal ten nazwano potem medalem Maxa Plancka. I bardzo dobrze, bo to on zapoczątkował nową erę.


Liczba osobowości (spółgłoski) = 8


 


Jak nas postrzegają inni i czego od nas oczekują.


Ósemki mają autorytet, emanują siłą, władzą i sukcesem. Ósemki dają z siebie wszystko i tego oczekują od innych.


Rodzina Plancka przeprowadziła się do Monachium gdy Max miał 9 lat. Poszedł do gimnazjum dla zdolnych dzieci. W wieku 16 lat Planck rozpoczął studia, a w wieku 22 lat zrobił habilitację. Ciekawe, że profesorowie, którzy zadawali mu pytania nie zrozumieli jego pracy. Zorientował się o tym właśnie po pytaniach jakie zadawali.


Został nauczycielem akademickim – wykładał fizykę teoretyczną. Studenci go uwielbiali, a on lubił nauczać. Nigdy nie miał notatek, ale też nigdy nie popełniał błędów. Przez studentów uznany został za najlepszego wykładowcę. Ale ciągle był skromnym człowiekiem. Był podziwiany, a nawet czczony, bo cechowała go naukowa rzetelność, uczciwość, dobroć, skromność i tolerancja.


Był utalentowanym muzykiem, grał na fortepianie, pisał opery. Osoby uzdolnione matematycznie zwykle są uzdolnione muzycznie. Ale nie była mu pisana kariera artysty. Wybrał dobrze, choć jego profesor Philipp von Jolly powiedział mu, że wszystko w fizyce jest już odkryte, poza kilkoma białymi plamami (w 1874). Nie dał się zepchnąć z drogi, którą postanowił iść. Był zdecydowany studiować fizykę.


Był zawsze szanowany przez wszystkich. Znakomite są te stare zdjęcia. Same sławy. Nie robią ryjków do fotek.



 


Liczba duszy (serca) (samogłoski) = 2


 


To taki prezent z nieba, wewnętrzny napęd. To prawdziwa osobowość i ukryty potencjał.


Energia Dwójki towarzyszy czynom i działaniom w życiu. Planck był empatyczny i wrażliwy. Umiał wymieniać się wiedzą z innymi, inspirował ich, dodawał im odwagi. Wyczuwał drugiego człowieka. Jako pierwszy zorientował się (w 1905 r. gdy E. pracował w urzędzie patentowym), że Einstein jest genialny i opublikował jego pierwsze artykuły nikogo nie pytając o zgodę. Nie ze wszystkim się zgadzał, ale dostrzegł to coś. Długo przekonywał innych fizyków, że Einstein jest genialny. Ściągnął go do Berlina i przez 20 lat byli przyjaciółmi i liderami społeczności naukowej, mimo zamętu politycznego i gospodarczego.


 


Dwójka kieruje się intuicją, a Planck jej słuchał. Dzięki takiej liczbie serca miał szczęście do ludzi. Znał wszystkich. Zaprzyjaźnił się z jednym z pierwszych nauczycieli Hermanem von Heimholtzem. Uczył wszystkie późniejsze sławy z dziedziny fizyki. Promował dwóch przyszłych noblistów: Maxa von Laue (1914) i Walthera Bothe (w 1954 roku wraz z Maxem Bornem). Max z Maxem zawsze się dogada.


Planck objął katedrę fizyki na uniwersytecie w Berlinie po Gustavie Kirchhoffie, a po Plancku przyszedł Erwin Schrodinger. Idealna ciągłość naukowa.


Zawsze miał szczęście do ludzi (2).


Gdy zaczynał edukację to trafił na nauczyciela, matematyka Hermanna Mullera, który dawał mu dodatkowe lekcje astronomii i mechaniki. Nauczył go wizualizować prawa matematyki w swoim umyśle.


Max Planck dostał Nobla w 1918 roku.


Nie narzucał swego zdania.


"Nowa naukowa prawda nie triumfuje poprzez przekonywanie jej oponentów i sprawianie by zobaczyli światło, ale bardziej ponieważ jej oponenci w końcu umierają, a wyrasta nowe pokolenie, które jest z nią zapoznane."


 


W 1900 roku rozpoczęła się fizyka kwantowa i zaczęli rodzić się przyszli nobliści i zdolni fizycy - Pauli (1900), Heisenberg (1901), Dirac (1902) – moi ulubieni. Mieli ciekawe życie, może kiedyś o tym napiszę. Nowe pokolenie. Każdy z nas jest istotą energetyczną i z jednymi ludźmi jest koherentny z innymi nie.


Nie czuję, ale doceniam wkład do nauki Einsteina i Schrodingera, ale nadają na innych niż ja falach. Obaj kwestionowali i krytykowali mechanikę kwantową, która powstawała gdy byli już znani. Pan S wyśmiewał paradoks obserwatora w swoim słynnym eksperymencie z kotem. E. nie uznawał splątania cząsteczek czy oddziaływania na odległość, które potwierdzono eksperymentalnie. Wkurzał się, że rzeczywistość nie zachowuje się zgodnie z jego równaniami. O świadomości też nie chciał słyszeć. A wiadomo, że świadomość podróżuje szybciej niż światło.


Nic nie jest stałe i absolutne.


 


"Prawa fizyki nie mają szacunku dla ludzkich zmysłów; opierają się na faktach, a nie na oczywistość faktów." pisał Planck w 1931 roku. Rzetelny do bólu.


 


Wszyscy naukowcy, którzy byli związani z mechaniką kwantową otrzymali swoje równania kompletne i nagle, w niewytłumaczalny sposób. Niektórzy artyści też otrzymują przekazy, zwykle jak zaćpają. A potem nie mogą przestać.


Einstein też zobaczył równanie, a potem przez 2 lata je wyprowadzał teoretycznie. Gabriele Veneziano miał przebłysk podczas podróży. Itd.


Przebłysk geniuszu, albo myśl z górnego świata trafiła na podatny grunt. Gdy człowiek jest gotowy to pojawia się nauczyciel. Tylko to nie znaczy, że nauczyciel mieszka na ziemi. Ten nauczyciel może każdemu pokazać okno na świat, odsłonić roletki, pokazać to co już jest. Prawdziwy nauczyciel przychodzi do ucznia, który wibruje inaczej i jest gotowy na wiedzę. Nowa wiedza pochodzi od Nauczycieli spoza ziemi, z górnego świata. Za tą wiedzę się nie płaci. Zanim uczeń dostanie nową wiedzę musi wykonać własną pracę, energetyczną, aby zrozumieć przekaz. Kto nie jest gotowy przekazu nie zrozumie. Tak jak ludzie nie widzą znaków. Na początku XX wieku było wielu uczonych samodzielnie myślących. Często niezależnie dochodzili do tych samych wniosków. Byli otwarci na nowości.


 


Dlatego nie pożyczyłam koleżance pieniędzy. Wiedza powinna być przekazywana przez mądrych ludzi. Płacenie, jak kogoś na nią nie stać, to forma odcięcia. Gmeranie w polu drugiego człowieka jest nieetyczne. Trzeba mieć na to zgodę. A zapłata jest taką zgodą. I tacy ludzie noszą przez życie swoje sprawy i dodatkowo karmę "samozwańczych nauczycieli", ich choroby i problemy. Na początku zwykle jest lepiej (działa euforia), żeby potem gruchnąć o dno. Każdy człowiek musi sam wykonać pracę nad sobą. Inni są po to, żeby przeszkadzać, hamować rozwój. Ja w tym nie przeszkadzam


Dlatego nie dałam jej kasy (choć mogłabym).