11/11/2014

O podświadomości

Tę książkę kupiłam w ubiegłym roku. Byłam ciekawa co podróżniczka może wiedzieć o podświadomości. I jeszcze dostałam książkę z dedykacją. Mam ich kilka, od żyjących autorów.



To jest książka napisana przez osobę, która wiele przeszła, obserwuje życie i wyciąga wnioski. Nie dowiesz się z tej książki definicji podświadomości, skąd się wzięła, czy można ją zobaczyć i czym ona właściwie jest. Dowiesz się jak działa i jak wpływa na twoje życie. Bo to podświadomość chce rządzić nami i to robi. Chyba, że przejmiesz kontrolę nad swoimi myślami i przekonaniami.


Podświadomość troszczy się o nas, bo to nasz najlepszy przyjaciel. I to z miłości przyciąga nieraz do nas kłopoty.


Pracując ze swoimi przekonaniami możemy odkryć, ze one nie zawsze działają na naszą korzyść.


Autorka namawia cię, żebyś codziennie rano powtarzał jedno, wybrane zdanie, w które chcesz uwierzyć. Gdy będziesz to robił wytrwale, to podświadomość uzna, że skoro jesteś tak uparta, to pewnie masz rację i przyjmie twoją wersję. Samo się nic nie zmieni. Człowiek zachowuje się w pewien sposób, ale wcale tego nie chce, bo to komplikuje mu życie. Trzeba to odkryć i to zmienić. Autorka na podstawie własnego życia i własnych doświadczeń pokazuje, że można się zmienić, pokochać siebie i być szczęśliwym.


W książce jest wiele żółtych stron z ciekawymi myślami, jak np. ta:



Więcej takich kartek jest na stronie http://www.beatapawlikowska.com/diary.html


Mam w domu białą tablicę, na której zapisuję kolorowymi pisakami zdania, które mi się podobają, a czuję, że nie do końca jestem do nich przekonana. Często na nią zerkam. A potem zmazuje i pisze kolejne ciekawe zdania.


Na rynku jest wiele książek. Są nawet biografie 20-letnich celebrytów. Tego nie polecam. Ale tę książkę polecam zwłaszcza młodym osobom, które już coś wycierpiały, a nie wiedzą dlaczego i jak to zmienić. Przed nimi cale życie. Z tej książki dowiesz się jak ważne jest dobre mniemanie o sobie. Nie mów o sobie, że jesteś głupia, leniwa, nienawidzisz siebie, jesteś gruba, niska itd. To nie świat jest zły. On jest taki jaki powinien być. Musisz tylko zmienić sposób patrzenia na świat.


Ostatnio poznałam młodego człowieka. Współpracuje z jednym moim klientem, muszę go tolerować. On myśli, że jest najlepszy, zarabia mnóstwo kasy, wynosi informacje z jednej pracy, wykorzystuje je w innej. Wszystko mu się udaje, a jak na czymś się potknie, to podnosi się, otrzepuje i wchodzi w nowe miejsca. Może niedługo zostanie politykiem ;) Dla mnie jest trochę za śliski i rozedrgany. Ale jemu się wiedzie. Bo żyje w zgodzie ze sobą. Jestem pewna, że osiągnie co zechce.


Każdy tak może. Jeśli twoje życie nie układa się po twojej myśli to polecam ci tę książkę, pierwszą z całej serii. Na pewno cię zainspiruje. Tylko zrób pierwszy krok.


I nie wystarczy tylko ją przeczytać. Trzeba popracować, żeby coś się w twoim życiu zmieniło, na lepsze. Sa ludzie, którzy przeczytali wiele poradników jak być pięknym i bogatym, wiedzą wszystko, tylko nic z tą wiedzą nie robią.



Ja akurat niczego nowego o działaniu podświadomości się nie dowiedziałam, ale dowiedziałam się o przeżyciach życiowych Beaty Pawlikowskiej. Wydaje mi się, że ją znam ;)


Nie żałuję, że ją kupiłam. Polecam :)


 


 



03/11/2014

Transerfing powszedni

Minęło właśnie półtora roku od przeczytania pierwszego tomu Transerfingu Rzeczywistości Vadima Zelanda.

Dużo się zmieniło, a głównie moje widzenie świata i życie powszednie.

Dzisiaj jechałam tramwajem do pracy. W pewnej chwili usiadł za mną facet, od którego poczułam alkohol. Miałam świeżą fryzurę, czyściutkie włosy, a on oddychał głęboko na mnie. Nie przestając grać na smartfonie pomyślałam o swoim dyskomforcie. No dobrze, pomyślałam, żeby spadał. Ja byłam pierwsza i nie ja będę uciekała przed nim. Może nie zwymiotuje, ale nie będę sprawdzała. Ktoś by powiedział, że ja wpłynęłam na niego, ingeruję w jego życie. Gdzie tu zasada: pozwól innym być innymi. Ależ ja mu pozwalam żyć, tylko gdzie indziej. A on wstał i przesiadł się na drugą stronę. I widziałam, że tamta strona była dla niego lepsza, on był wyraźnie zadowolony, że się przesiadł. Ja też byłam zadowolona :)

Po pracy zwykle jechałam do banku wpłacać pieniądze. Dziś postanowiłam nie jechać, bo szkoda mi było pół godziny. Może jutro. I zamykając drzwi widzę, że naprzeciwko pojawił się oddział mojego banku. Weszłam. Były dwa wpłatomaty. Okazało się, że mój bank wchłonął inny bank, powiesił swój szyld i ustawił odpowiednie urządzenia. To wyglądało tak jakby mój świat chciał mi ułatwić moje życie i zaoszczędzić mój czas. To dziwne, bo miałam zamiar jechać z kasą do domu. Jednak lepiej, że pieniądze (nie moje) znalazły się na koncie.

Codziennie mam pewność, że wszystko będzie tak jak powinno. To dziwny stan, który nie pochłania energii, a właściwie dodaje, i poprawia humor. Zabawnie jest patrzeć jak się kształtuje świat.

Dlaczego opowiadam dzisiejszy dzień? Bo zmieniło się moje widzenie świata. Obudziłam się, nie śpię i widzę wszystko wyraźnie. Gdy mi coś nie pasuje to wybieram co innego. Nie ma niepokoju, pragnienia czy nadziei, jest tylko pewność, że będzie jak zechcę. Jestem świadoma każdej chwili. Nawet jak gram, czy czytam to widzę co się dzieje wokół.

Bez przerwy podejmuję decyzje. Nie zdaję się na wiatr losu tylko steruję. Nie mówię, że mi wszystko jedno co dostanę do picia, czy usiądę, czy zadzwonię, co myślę, co kupię, w co się ubiorę itd. Nawet jak jest mi wszystko jedno to z premedytacją wybieram jakiś wariant. Mam poczucie, że jestem odpowiedzialna za moje życie. Mogę się pomylić, ale będzie to świadome. Owszem potykam się czasami, drzemię, ale coraz rzadziej. To niebywałe i ciągle się uśmiecham gdy świat daje mi to co chcę – małe przyjemności każdego dnia.

Wahadła mnie mniej zaczepiają, rozpoznaję je z daleka. Kiedyś był to problem numer 1, teraz już nie. Może stałam się pusta i niewidzialna, widzę rzeczy takimi jakie są (oczywiście, że nie wszystkie, jeszcze nie).

A wystarczyło przeczytać kilka książek (9), zrozumieć i stosować w życiu. Jak przeczytasz tylko ostatni tom, to będziesz wiedział, ale czy zrozumiesz? Nie mów potem, że to nie działa.

Są też efekty uboczne. Zdałam sobie sprawę, że przestałam być tolerancyjna. Mogę tolerować wrzód na tyłku przez chwilę. Ale gdy wrzód mówi, że mam szanować jego odrębność i teraz on będzie rządzić i się rozrastać na całe ciało, to mówię nie. Bądź tolerancyjny dla mnie, uszanuj moją normalność. Tolerancja w obie strony. 


Zorientowałam się, że część mojego życia była jak jazda ferrari. Migawka. Pamiętam punkt A i punkt B, ale co pomiędzy to niekoniecznie. Czy to jest życie?

Może pora teraz na coś bardziej spektakularnego? Czy ja jestem już gotowa na większe rzeczy? Czy rok to nie za mało, bo wtedy właśnie zdecydowałam nie spać.

Nie mam jeszcze płaszcza (kupiłam inne potrzebne rzeczy;)), więc jesień nieustająco jest kolorowa i piękna.


01/11/2014

Trefnisie

Parę synonimów: błazen, dowcipniś, figlarz, kawalarz, klaun, komik, pajac, wesołek, żartowniś. To tak, żeby było wiadomo o kogo chodzi.


Są tacy ludzie, którzy wyglądają na szczęśliwych, śmieją się bez przerwy i rozśmieszają innych.


Miałam w liceum kolegę, który właśnie taki był. Wszyscy go lubili. Ciągle sobie stroił żarty. Gdy był nieprzygotowany to tak umiał zbajerować nauczyciela, że wszystko mu uchodziło na sucho. Bez przerwy był uśmiechnięty. Gdy po maturze większość zdała na studia, zrobiliśmy domówkę, żeby pożegnać beztroskie życie. Potem każdy wrócił do domu. Następnego dnia dowiedziałam się, że Konrad się powiesił. To było straszne. Piliśmy do rana, a teraz jednego z nas nie ma. Na pogrzebie była cała szkoła. Każdy mówił, że nie udał mu się ostatni żart. Przyjęliśmy, że to był wypadek. Był pijany i dla żartu chciał kogoś przestraszyć. Ale przypadkiem się udusił. To był dla nas szok. Przecież nie umiera się w wieku 18 lat i w dodatku jak się jest takim fajnym człowiekiem. Do dziś nie wiem co się właściwie stało.


Robin McLaurin Williams urodził się 21-07-1951= 26=8.


To co się rzuca w oczy to bardzo dużo wody, czyli 2 – Księżyc i 7 – Neptun. 21=3x7. I jeszcze 2 w podliczbie 26.


Taka osoba musi bardzo uważać z nałogami, zwłaszcza z alkoholem. Dlaczego nikt mu tego nie powiedział?


W matce – modelce nie miał wsparcia. Próbował ją rozśmieszać, żeby zwrócić jej uwagę. Ojciec – menedżer zakładów Forda, miał dużą intuicję. Oboje rodzice wspierali się w trudnych momentach alkoholem. Wychowywały go nianie, bo rodzice byli nieobecni. Nie miał go kto dopilnować. Brakowało mu stabilnego domu, a to jego karma.


Karma – 51 = 6 – poświęci wszystko dla domu i rodziny. Ludzie go kochali, a on tego nie czuł, ciągle mu było mało. To jest dopiero doświadczenie – pragnął normalnego domu, a rzadko go miał.


Liczba serca (prawdziwa osobowość) = 2 = wrażliwość i empatia


Liczba osobowości (jak działa na innych) = 7+7+8+7 =29=11= 2 = współczucie i zrozumienie, uczuciowy (znowu ta woda, trzy Siódemki)), emocjonalny, bardzo lubiany, szukający kontaktu z innymi.


Liczba przeznaczenia (prezent od Wszechświata, podstawa życia) = 2+1+7+1+9+5+1=26=8 = lubi być podziwiany, wie jak zrobić karierę i pieniądze, korzysta z życia, uczuciowy, nie widzi własnych błędów, otwarty na wszystko. Życie może być nieprzewidywalne.


Dzień urodzenia (talenty) = 21 = najważniejsze są kontakty z innymi ludźmi, potrafi bawić innych, sztuka aktorska, talent naśladowczy, emocjonalny, huśtawki nastrojów. Księżyc i Słońce.


Wszystkie cechy charakteru są zapisane w liczbach. To tylko próbka.


Całe dnie spędzał sam w domu, bo był gruby i koledzy się z niego śmiali. Gdy miał 16 lat rodzina przeprowadziła się do Kalifornii. Jak większość grubasków miał poczucie humoru. Zauważył, że jest lubiany, gdy bawił kolegów. Gdy miał 18 lat został uznany przez kolegów jako najzabawniejszy koleś, a przez nauczycieli – jako ten najprawdopodobniej nie odniesie sukcesu. Zarabiał na życie bawiąc ludzi na stand-upach. W tym był mistrzem. Mógł godzinami improwizować, na dowolny temat. Mówił 6 językami, umiał naśladować głosy innych znanych ludzi. I wtedy, żeby zagłuszyć stres zaczął pić i brać kokainę. Zawsze bawił się świetnie.



Zaczął grać w filmach gdy miał 26 lat. Brał wszystko, nie przebierał. Gdy miał 31 lat zmarł jego kumpel John Belushi (Blues Brothers) – fanka Cathy podała mu złoty strzał, po którym się już nie obudził. A wcześniej Robin balował u niego z Robertem de Niro. Odebrał to jak ostrzeżenie. Rzucił alkohol i narkotyki. Żeby przełamać depresję zaczął jeździć na rowerze. Z pierwszą żoną ożenił się gdy miał 27 lat (!) Wytrzymała z nim 10 lat. Rozwiedli się gdy Robin ją zdradzał. Ożenił się z opiekunka swego syna i byli razem 19 lat. Wtedy zaczął się udzielać charytatywnie i przeznaczał dużo kasy dla ofiar trzęsień ziemi i wspomagał ludzi w potrzebie.


Mój ulubiony film to Good Morning, Vietnam z 1987 r. Ale Oscara dostał wtedy Michael Douglas za Wall Street. Lubiłam też przewidywalny film „Między piekłem a niebem” z 1998 roku za zjawiskowe obrazy.


W 1987 zmarł jego ojciec (81 lat). Kolejna okazja do picia i depresji. Ale też dobra Bawił ludzi śmiejąc się ze swego alkoholizmu. A mnie chce się na tym płakać. On krzyczy - pomóżcie!, a ludzie się śmieją.





W 2000 roku Robin przeprowadził się do Tiburon, ale nie było to dobre dla niego miejsce. Są takie miejsca, które cię odpychają. Brał każdą rolę, którą mu proponowano, żeby coś robić, był nadaktywny. Gdy film nie był dobry, to popadał w depresję i znowu brał byle jaki scenariusz, tak w kółko. W 2001 roku zmarła jego matka (miała 79 lat). W 2004 roku zmarł jego przyjaciel z czasów szkolnych w NY - Christopher Reeve. Od chwili wypadku bardzo go wspierał, rozśmieszał i płacił za jego leczenie. Wcześniej Reeve pomagał mu finansowo na studiach. W 2008 roku rozwiódł się, a w 2009 miał operację zastawki serca. Znowu zaczął grać w serialach. On czuł, że jego dobre lata minęły. Przyjaciele odeszli. Choroby serca "mówią" - nikt mnie nie kocha. On tak to odbiera.


Występował w 2011 dla żołnierzy (100 tys.) w Iraku i za to dziękował mu Obama.



Miał sporo rowerów i często był na Tour de France. Lubił Monthy Pythona (a kto ich nie lubi). Pasjonował się też grami video. 30 lat kariery i 40 nagród. Od 2010 roku nie jadł mięsa. Z jednej strony chciał być zdrowy, a z innej sam się pogrążał.


Całe życie miał silną potrzebę bycia z kimś (26). Nigdy nie powinien zostawać sam, bo wtedy różne myśli przychodziły mu do głowy.


O jego uzależnieniach wiedzieli wszyscy, sam o tym mówił. Tylko wszyscy wiedzieli, a nikt mu nie pomógł. I jeszcze każdy zdziwiony, że Robin Williams odebrał sobie życie. (Niektórzy podli ludzie węszą spiski). Tak jest ze znanymi ludźmi. Udają wesołków, a ich dusza płacze. Nie można im pomóc. Jeżeli człowiek wie, że jest taki, bo tak ma, to wtedy łatwiej się żyje akceptując to co nie można zmienić.


Niektóre osoby mają w swojej dacie urodzenia znak, że sami zdecydują o swoim odejściu. I Robin to miał.


Zdecydował i odszedł.


 




29/10/2014

Zjeżdżalnia

Byłam bardzo zmęczona i wcześnie zasnęłam. Pojawił się sen aktywny ;)


Znalazłam się w pobliżu zjeżdżalni.



Wspięłam się po drabince i zjechałam. Nikogo w pobliżu nie było, bo było pochmurno. I tak zjeżdżałam sobie raz za razem. Potem zauważyłam, że przed zjeżdżalnią płynie rzeka. Taka typowa rzeka z woda ani mętną, ani krystalicznie czystą. Płynęła w odpowiedniej szybkości. Pomyślałam, że gdyby zjeżdżalnia była wyższa to mogłabym do tej rzeki wpaść. Nic by się nie stało. Najwyżej bym była mokra. I dalej zjeżdżałam, jak dziecko. Czyżby mało ruchu w realu?


Potem zobaczyłam, że po przeciwnej stronie rzeki jest identyczna zjeżdżalnia. Tak jak lustrzane odbicie. I zobaczyłam mężczyznę w długim czarnym płaszczu, jak Neo. Nie widziałam jego twarzy. Gdy ja szłam do drabinki to on też. Ale on nie wchodził tylko stał obok. Ja zjeżdżałam, a on stał. Potem odchodził kawałek i znowu szedł do swojej zjeżdżalni, jak ja i gdy ja wchodziłam on stał i patrzył. Powtarzało się to wielokrotnie. Starałam się go rozgryźć, dlaczego niby mnie przedrzeźnia. On ani razu nie zjechał.


I się obudziłam. Trochę poćwiczyłam w nocy :) Nie mam zakwasów ;)





 

27/10/2014

Decyzje

Pisałam już o znajomym, który kupił dom i działkę poza miastem, ale po 5 latach stwierdził, że to nie dla niego. Wszystko sprzedał i wrócił do mieszkania w mieście. Właściwie można powiedzieć, że to był jego cel, bo on o tym marzył. Tylko jego rodzina o tym nie marzyła. Żona była wiecznie zmęczona świeżym powietrzem. Życie towarzyskie nastoletniego syna legło w gruzach. Córka odmówiła wyjazdu i przeprowadziła się do narzeczonego. Ale on apodyktycznie zdecydował i nikt się nie sprzeciwił. Byli nieszczęśliwi jako rodzina. Jeśli jesteś sam jak kołek to realizuj swoje marzenia. Natomiast jeśli masz rodzinę to musisz uzgodnić zmiany, zwłaszcza te drastyczne. Zeland pisze, że „kiedy zaczynasz żyć dla siebie, robić to, co ci się podoba, to pozostałe układa się automatycznie”. Zgadzam się, ale jeśli to „pozostałe” to są sytuacje, a nie ludzie.


Nie każdy będzie szczęśliwy w takim domu.


  http://www.thereadingroom101.com/weirdhouse04.jpg 


Pamiętam jak moja mama chciała zmienić pracę. To wtedy wszyscy usiedliśmy przy stole i wszystko uzgodniliśmy, choć my z siostra chodziłyśmy do liceum. Moja mama zawsze chciała być kelnerką albo sprzedawczynią w sklepie. I taka okazja się nadarzyła – miała pracować w sklepie firmowym. Problemem były godziny pracy. Zamiast od 7 do 15 miała pracować od 10 do 18. I wszyscy się zgodziliśmy, choć to wiązało się z dodatkowymi obowiązkami. Musiałyśmy się z siostrą nauczyć gotować. Mama przygotowywała rano wywar, a potem my gotowałyśmy zupy. Często dzwoniłyśmy, żeby zapytać jak kroić ziemniaki – w kostkę czy jak leci, bo tego nie było na kartce. Ciężko się było przyzwyczaić, że nikogo w domu nie było jak wracałyśmy ze szkoły. Ale dałyśmy radę. Nikt nas nie zmuszał, potraktowano nas jak ludzi. I my podjęłyśmy tę decyzję wspólnie.


W piątek zadzwoniła moja przyjaciółka i powiedziała, że zmienia mieszkanie. OK, każdy może, tylko, że ona 4 lata temu kupiła to mieszkanie jako docelowe. Od początku wszystko szło nie tak, znalazł się dziki lokator, współwłaściciele nie mogli się dogadać co do ceny, wyszło zadłużenie i wiele innych kłód pod nogi. Mówiłam jej, że gdy tak się dzieje to nie jest dla niej, to świat nie chce dopuścić ją do tego mieszkania. Ale ona nic nie słuchała, mówiła, że to takie wymarzone, że się jej przyśniło. Moim zdaniem to jej umysł rządził, a nie serce. Bardzo chciała mieć własne lokum i wzięła pierwsze lepsze. Teraz stwierdziła, że to mieszkanie zabiera jej życie, czuje się nieszczęśliwa, nic się jej nie układa. To gdzie mieszkamy ma duże znaczenie. Często jest tak, że w nowym miejscu np. chorujemy, a wcześniej byliśmy zdrowi. Mieszkanie musi nam pasować energetycznie, bo przecież mamy w nim nabierać sił, a nie umierać. Człowiek to czuje, jak dopuści serce do głosu.


Każdy myślący człowiek codziennie podejmuje decyzje. Nie dotyczy to ludzi, którzy płyną z prądem jak śmieci. Oni zdają się na los, nikt nie steruje ich okrętem życia.


Często moje koleżanki dzwonią i pytają czy coś dobrze zrobiły. A skąd ja mam to wiedzieć. Pewnie, że niektóre rzeczy można przewidzieć, bo są wynikiem wcześniejszych działań. Np. jak zaczniesz pracę w banku, to możesz kiedyś zostać jego szefem.


Aktorzy to mają przerąbane. Często jest tak, że odrzucają role, które weźmie ktoś inny i dostanie Oscara. Zamiast pić czy ćpać z żalu, powinni sobie powiedzieć, że tak miało być. A co by było gdyby to ten właśnie aktor nie odrzucił roli? Może nie zagrał by tak dobrze. Czasem działa Los i ktoś się rozchoruje, złamie nogę, właśnie po to, żeby nas skierować na właściwy tor. Zauważ te znaki i bierz życie we własne ręce. Ale takich znaków nie bierz pod uwagę;)



Dawno temu moja ciotka powiedziała, że ona to by teraz była doktorową i miała dom ze służbą, bo jej były chłopak został lekarzem. Ale ona wybrała wujka. I miała poczucie, że jej los mógłby być lepszy. Takie uczucie niespełnienia, złego wyboru jest wyniszczające.


Czy gdybym wiedziała, że się rozwiodę to bym nie wychodziła za mąż? Wszyscy dookoła mówili, że do siebie nie pasujemy, ale ja byłam głucha. Ale to była moja decyzja. Gdybym jej nie podjęła, to bym się całe życie zastanawiała, że może inni nie mieli racji. A tak przeżyliśmy kilka pięknych lat i kilka złych.


Decyzje każdy podejmuje sam. Może słuchać doradców, podszeptów wrogów czy innych znaków, ale decyzja jest suwerenna. Zwykle wydaje nam się, że wybieramy dobrze, zgodnie z dostępną wiedzą właśnie w tamtym momencie. Potem okazuje się, że jednak powinniśmy dokonać innego wyboru, bo nasza wiedza jest już większa, pewne mechanizmy nie zadziałały, albo zadziałały na naszą niekorzyść. I wtedy trzeba podjąć kolejną decyzję. Albo żyć w poczuciu klęski i niespełnienia życia. Najgorzej to żyć w maraźmie, nie dostrzegać, że to nie nasza droga. Nie szkodzi, że minęło kilka lat. Widocznie było to nam potrzebne. Każdy idzie własną prędkością.



Życie płynie cyklicznie. Raz jesteśmy na górze, a raz na dole. W życiu są dni lepsze i gorsze. Raz mamy katar, a raz czujemy, że świat nas kocha i robi nam przysługi. Dopuść do siebie gorsze dni, bycie non stop happy jest wyczerpujące i z euforii możesz wpaść w depresję. Gdy widzę, że ktoś jest nieustannie "kochający" to robię się czujna.


Każda decyzja jest dobra, jeśli jest twoja.


Jeśli po jakimś czasie okaże się, że to jednak była pomyłka, to podejmij kolejną decyzję, świadomą.


Nie żałuj przeszłości. Ona była taka jak powinna była być.


Zawsze możesz wybrać inną przyszłość.



Czy przyroda podejmuje jakieś decyzje?


Jest nieustannie pięknie i słonecznie, do czasu aż kupię płaszcz na zimę ;)





 

24/10/2014

Synchroniczność

Wczoraj pisałam o muralach (godz. 23.13). Czekałam na profesjonalne zdjęcia. Mówisz – masz. Dzisiaj ukazał się art w lokalnej prasie. (godz. 13.52)





a potem jeszcze tu (godz. 17.58)


Trochę mijają się z prawdą, bo są większe w Europie. Ten jest wyjątkowy. To nie jest zwykły obrazek-portret. Nie są to bliźniacze obrazy, bo nie są jednakowe. To raczej początek historii na 1 muralu i koniec na 2. Uwielbiam twórczość młodych ludzi, bo są tacy nowatorscy. Wiedzą, jaka będzie przyszłość. A na tej fotce w prawym dolnym rogu podpis autorów - artystów.


Widzimy ludzi o małych mózgach, za to ogromnej tuszy, jak idą do swoich pudełek - pracy, niosąc podobne jedzonko w skrzyneczkach. Praca, nie tylko w korporacjach, ale beznadziejnie nudna, podobna do siebie. Kolor zimny – odcienie niebieskiego. Wszędzie kamery. Na górze widać szkielet drzewa, jest nadzieja. Na drugim muralu ludzie wracają, bez jedzonka. To taki obraz beznadziei. Pomarańczowe ubranka mówią o sukcesie, jaki chcieliby ci ludzie odnieść, ale ciągle idą do tej samej pracy i robią to samo. Aż chciałoby się krzyknąć: obudźcie się! Ale oni mają małe główki i małe uszy, nie usłyszą nic. A może to jest zupełnie co innego. Każdy widzi inaczej. I to jest piękne w sztuce.

Co to synchroniczność to chyba każdy wie, albo myśli, że wie.

Ostatnio czytałam o tym w Numerologii chaldejskiej. Autorka Heather Alicia Lagan pisze, że „Energie, które płyną z prądem, a nie pod prąd, w naturalny sposób będą doświadczały synchroniczności.”

Myślę o kimś, chcę do kogoś zadzwonić, a tu niespodzianka – on dzwoni. To nie przypadek. To tylko energia. Kiedy energia płynie w tym samym kierunku. albo ku temu samemu celowi i tą samą drogą, to powstaje synchroniczność. „Im bardziej świadomy się stajesz, tym więcej synchroniczności pojawia się w twoim życiu i tym lepiej dostrojony zaczynasz się czuć”.

Wniosek jest taki, że gdy tego nie doświadczasz to może pora się obudzić?

Można powiedzieć, że wywołałam wilka z lasu. Ktoś też widział te murale i o tym napisał.

Wieczorem stałam na przystanku. Widziałam jak dwie kobiety rozmawiały ze sobą. W pewnej chwili usłyszałam jak jedna mówi: pedał to też człowiek. Kto teraz używa takich słów, dzieci nie wiedzą o kogo chodzi. Nadjechał autobus i wsiadłam.

Nowe pokolenie w mojej rodzinie zaczyna edukację. Byłam na ślubowaniu pierwszych klas. Był tłum ludzi, bo klas było 7. Powinnam się była domyśleć, że to tęczowa impreza (wiadomo kto zawłaszczył symbol tęczy).


Dziwaczna trochę, dzieci tarzały się po podłodze, machały różnymi gadżetami, mówiły wierszyki, których nie można było zrozumieć, bo do mikrofonu mówi się inaczej. Miesiąc ćwiczeń, a dzieci nic nie robiły równo. I tak ma być, bo przecież każde dziecko jest inne. Na koniec szkoły będą już robiły równo. Różnice zostaną wyrównane do średniactwa. Na koniec ślubowały wybrane dzieci i wybrani rodzice. Potem w klasach dostały medale i dyplomy podpisane przez prezydentową miasta. Dziwna jest teraz szkoła. Dzieci mają 3 godz. religii, a jedną w-f. Ja robiłam z żołędzi ludziki i zwierzątka, teraz dzieci robią różańce. Nie pamiętam, żeby taka impreza była gdy ja zaczynałam szkołę, a mój syn też na takiej nie był.

To, że synchroniczność istnieje wiedziałam i doświadczałam. Ale ostatnio wszystko dzieje się szybko. Właściwie można przewidzieć co będzie się działo, a nawet można prowokować pewne sytuacje. Opierając się na synchroniczności można kreować swoją rzeczywistość (jak w transerfingu). Ostatnio pisałam o przekręcie z ebolą, i okazało się, że to nie żadna epidemia, i ludzie zdrowieją zamiast umierać. Dam temu spokój, niech winni się nie ujawniają, ale niech temat zniknie. Nie będę tego drążyć. Synchroniczność zadziałała. W końcu celem jest zdrowie ludzi, a nie karanie winnych.

Proszę spróbować synchronizować wydarzenia w swoim życiu. Np. szukasz czegoś – to znajdziesz, nawet pracę i miłość. Wystarczy tylko skoncentrować myślenie. To potrafi każdy.

Trening czyni mistrza.



23/10/2014

Oczekuj najlepszego

Zadzwoniła przyjaciółka, żeby mnie poinformować, że świat jest do d... Była w szpitalu, a tam wszyscy byli na nie – chorzy, lekarze, pielęgniarki. Chorzy zostawieni sami sobie, personel ma znieczulicę. Nie można się przejmować każdym. Naprawdę dołujące przeżycie. Ale czego się spodziewać w szpitalu?

Kłania się lekcja 6 transerfingu – Bumerang.

Wiadomo jak to działa. Myśli, które wysyłasz w świat, wracają do ciebie. Jeżeli wokół ciebie są tylko ludzie, którzy narzekają, to wcześniej ty ich wywołałeś, oczekiwałeś, że tak będzie.

Gdy złamałam rękę 10 tygodni temu, to ostrzegano mnie przed szpitalem, do którego musiałam iść. Ponieważ jestem czujna, to zastanowiłam się, jak to możliwe, żeby szpital był zły. Przecież to ludzie leczą innych ludzi. OK, mogą być sami mierni, bo przecież podobne przyciąga podobne. Dopuszczam taką możliwość. Ale ja pomyślałam, że jest późno i rzeźnicy poszli do domu, a mnie będzie „składał” młody i zdolny ortopeda. I tak się stało. A na koszulce miał napis Hero ;) Musiało być dobrze.

Co ja mogłam poradzić na jej smutki? Tylko zmianę myślenia. Jeśli czujesz się zdołowany, przyparty do muru, nie możesz się odbić od dna, wszystko się wali, życie nie ma sensu, nikt cię nie kocha – to wyszukaj cokolwiek dobrego w twojej sytuacji, a ignoruj to co złe. Skup się na tym co chcesz osiągnąć i zobacz to oczami wyobraźni.

Możesz też programować się pozytywnie. Powiedz do lustra w łazience przy porannym myciu: ciekawe co dobrego mnie dziś spotka. I obserwować rzeczywistość. W moim złamaniu dobre było to, że to lewa ręka, a nie prawa. I pełna akceptacja. Poznałam też zupełnie innych ludzi, mam nowych znajomych, co jest cenne.

Każdy żyje własnym życiem. Nie da się stosować cudzych rad, jak się samemu tego nie czuje. Ale wystarczy raz czy dwa razy tak pomyśleć, a zaczną się dziać cuda. Ja już nie umiem myśleć inaczej. Takie myślenie wryło się w moją osobowość. Nie potrafię się użalać nad sobą czy innymi. Mogę wskazać rozwiązanie, ale nie mogę żyć za kogoś.

Dzisiaj wracałam z pracy w deszczu. Wysiadłam wcześniej, bo autobus był przepełniony. Lepiej się przejść niż się kisić. I oto co zobaczyłam.




Dwa murale. Powstały dopiero co. Są niesamowite. I takie nieoczekiwane, bo w mojej części miasta nie ma murali. Mural dwuczęściowy, na 2 wieżowcach, ma 1020 m2 i malowało go pięciu polskich artystów: Sepe, Chazme, Proembrion, Tone i Cekas. To prawdziwy obraz i niezwykła opowieść. Trzeba czekać na profesjonalne fotki. Kolory są niesamowite, ale ich nie widać w deszczu. Nie wszystkie szczegóły zauważyłam, ale jak będzie ładniej to się przyjrzę bardziej.

Kolejna dobra wiadomość dzisiaj jest taka, że wróciły wróbelki :) Pisałam kiedyś na blogu, że zniknęły. Coś stuknęło w szybę, potem drugi raz, jak spojrzałam to zauważyłam wróbelka, który chciał do mnie wlecieć. Czyli sroki pozdychały. Mała rzecz, a cieszy. A potem się dowiedziałam, że bliska mi osoba dostała to czego chciała i mam dobry humor. Choć jest buro i ponuro to mnie chce się śpiewać :)

Każdego dnia można doświadczyć czegoś pięknego. Może to być tylko chwila.


jesień z wczoraj

Więc nie myśl źle o sobie, ani o innych. Oczekuj najlepszego :)




17/10/2014

Weloch Boe

Patrząc na taką jesień można by mniemać, że sny będą piękne.



A tu niespodzianka. Dzisiejszy sen był chyba najdłuższy jaki mi się kiedykolwiek śnił. Dużo rzeczy się działo.


Nie potrafię nigdy powiedzieć od czego się zaczyna każdy mój sen. To nieuchwytne.


Sen był odbiciem zwykłego dnia. Byłam najpierw na przystanku, potem w parku, potem w dużym sklepie, potem w jakiejś knajpie. I wtedy spojrzałam w tv, bo u nas w każdej knajpie są tv. A tam pokazano przystanek, na którym byłam rano i ludzi, którzy zostali zabici, chyba zostali zastrzeleni. Po chwili pokazano jatkę w parku. Ludzie, którzy tam byli też zostali zabici. W sklepie, w którym byłam to samo. Poczułam się dziwnie, bo przecież to nie ja. Ale na kamerach na pewno można było mnie zobaczyć. Właściwie to tylko ja przeżyłam, nieważne ile osób było wokoło, wszyscy zginęli. Siedziałam jak skamieniała i zastanawiałam się co robić. I wtedy usłyszałam strzały, ludzie zaczęli spadać z krzeseł. Ukryłam się za jakąś komodą i uciekłam. Wtedy zdałam sobie sprawę, że to mnie ten ktoś goni, że to ja jestem celem. Potem znalazłam się w poprzednim moim mieszkaniu. Ktoś zadzwonił do drzwi, zobaczyłam przez wizjer jakiegoś faceta, który wymachiwał czymś. Wiedziałam, że to morderca. Ale nagle przestałam się bać. Jak chce mnie zabić to przecież nie dam rady uciec, po co to odwlekać. Otworzyłam drzwi i znalazłam bilet lotniczy. Potem już byłam wysoko w samolocie. Przez lornetkę spojrzałam na ziemię. A tam ten facet, który zostawił bilet, jechał kabrioletem i trzymał w reku szarfę z napisem Weloch Boe, taki transparent. Miałam czas, żeby się temu przyjrzeć i dokładnie to zapamiętałam. Facet się uśmiechał i machał mi przyjaźnie ręką!? Wzięłam do ręki smartfon i w guglarkę wpisałam te słowa. Pojawiła się jakaś muzyka wschodnia, ale wyjaśnienia tych słów nie było. Spytałam kobietę, która siedziała obok mnie co mogą znaczyć te słowa, a ona odpowiedziała, że to: zmień swoje życie. Ale to przecież 3 słowa. Skąd znała te słowa? Obudziłam się.


Wzięłam smartfon i w notatce napisałam te słowa. Była 7.19, więc postanowiłam się jeszcze przespać. W końcu śniłam całą noc i byłam zmęczona. Obudziłam się znowu przed 10 i nie mogłam sobie przypomnieć słów ze snu. Dobrze, że zapisałam.


 


Każdy człowiek myśli o sobie dobrze. Nie widzi, że ktoś może czyhać na nasze życie i nie znać powodu. Ktoś kto wydaje się przyjacielem okazuje się wrogiem, a potencjalny morderca chce nam pomagać. Nie oglądam horrorów itp. filmów, bo nic nie wnoszą do mojego życia. A wręcz zakłócają moja energię. Rejestruję oczywiście różne złe informacje, ale przepływają one przeze mnie. Jednak moja podświadomość widać sobie z tym nie radzi i buszuje we śnie. Ostatnio widziałam na ulicy różowego cadillaca i zastanawiałam się co to za typ faceta jeździ takim autem ;) Ale to nie kabriolet. Jesienią nie jeździ się kabrioletami. Właściwie ten sen można wytłumaczyć reakcją na to co się dzieje na wokół mnie.


Zastanawiające są tylko te słowa, nie przypominające żaden język.


Jeśli to anagram, to udało mi się ze wszystkich liter ułożyć tylko: chlew oobe.


A może to nic nie znaczy ;)