08/03/2022

Santa Barbara

W niedzielę w parku widziałam młodą mamę, która prowadziła wózek. Był czarny. Miałam wrażenie, że wyszła na spacer z niemowlęciem w trumience.

Wczoraj widziałam kolejną kobietę z dzieckiem w czarnym wózku (głębokim). Dzisiaj to samo.

Czy czarny kolor nie powinien być zakazany na wszystkie rzeczy dla maleńkich rzeczy? Ludzie nie zdają sobie sprawy, że programują swoje skarby negatywnie. Brakuje im intuicji, albo dobrych rad matek czy babć. Cóż, influenserki są wyroczniami.

Przypadkiem, przeglądając swoje stare zdjęcia (porządkowałam albumy), znalazłam jedno z pierwszych moich zdjęć na tym świecie.


Mój wózek wyglądał jak mały domek, z oknami i przeszklonym sufitem. Jasny i pogodny. Nie przypomina trumienki. Ja byłam raczej przestraszona, bo moje życie w brzuchu mamy było pełne napięcia.

Wózek na pewno był po innym dziecku, które z niego wyrosło. Takie były czasy, że było mało pieniędzy, a taki wózek potrzebny był na krótko.

Ja już wtedy miałam swoje imię.

Imię to ważna nazwa dla człowieka, bo jest z nim przez całe życie. Nawet jak mu się nie podoba i zmienia.

Jest taki traktat Platona z 370 r. pt. KRATYLOS. Jest w internecie scan książki z 1990 r. wydany przez PAN.

To dialogi Sokratesa z Hermogenesem i Kratylosem. To trudny tekst z zakresu językoznawstwa, nie polecam każdemu, bo to jak rozdzielanie włosa na części. Mnie zafascynowały dialogi wielkich mędrców (mam kompleks).

Panowie dyskutują o nadawaniu nazw rzeczom. Kratylos uważał, że rzeczy mają nazwy z natury i że nie każdy człowiek może być twórcą imion. Jak to jest możliwe, że nazwy są prawidłowe? Bo oddają istotę rzeczy, a nie tylko ładnie brzmią. Tworzenie nazw jest sztuką.

Jak w życiu. Czasem spotykam nowa osobę, a ona próbuje ustalić jak mi na imię. Imię powinno oddawać charakter osoby, ale przecież zaraz po urodzeniu nie znamy jeszcze zachowania dziecka.

Imiona nadawane dzieciom w czasach współczesnych nie oddają natury dziecka. Oto kilka przykładów takich imion: piwo, szalik, wzgórze, irytująca, egzotyczny, wschód, zachód, północ, jabłko, a nawet dzieci dostają numery zamiast imion (jak w więzieniu, czy obozie). Brak szacunku do drugiego, małego człowieka).

Każdy z nas ma swoje indywidualne imię duchowe w świecie duchowym, które znają znajomi i bliscy, po którym jesteśmy rozpoznawani. Przynajmniej tak uważają pacjenci dr Newtona, który ich hipnotyzował. Opisane w książkach Przeznaczenie dusz. Próbowałam dowiedzieć jakie jest moje imię duchowe, ale się nie dowiedziałam jeszcze.

Wracając do mnie to, jak już wspomniałam, moja mama była ze mną w ciąży gdy tata miał wypadek. Tata urodził się w Łodzi, ale dostał nakaz pracy i pojechał do Chorzowa do pracy w kopalni. W tamtych czasach codziennie w kopalniach były wypadki. Tylko o śmiertelnych dowiadywał się cały kraj. Tata był elektrykiem i został porażony prądem. Mail poparzone plecy, 3 głębokie rany. Przeżył, ale nerwy były i ja czułam wszystko co czuła mama.

W każdej kopalni jest ołtarzyk świętej Barbary, patronki górników, od nagłej śmierci. Gdy ja się urodziłam to oczywiste było, że dostanę imię kobiety, która uratowała ojca. Wiadomo było, że nie będziemy mieszkać na Śląsku tylko w centrum PL. To też taka pamiątka, żeby nie zapomnieć skąd się pochodzi. Moje ciotki zawsze mi o tym przypominały. Nadanie mi imienia było przemyślane i wyrażało wdzięczność. Gdyby nie było wypadku być może byłabym nazwana innym imieniem.

Imię zostało wybrane zanim się urodziłam. A urodziłam się w dniu z numerologią drogi życia 1. W imieniu Barbara Mam trzy jedynki, w drugim imieniu (3) i nazwisku (2) kolejne, potem w imieniu z bierzmowania kolejne trzy i jeszcze jedynkę w nazwisku po mężu. Czyli mam 12 jedynek plus Jedynkę drogi życia. Takie dziecko nigdy nie będzie posłuszne, a krnąbrne, mające swoje zdanie, nieugięte, rozkojarzone, interesujące się wieloma tematami. W portrecie mam jeszcze cztery Dziewiątki, a reszta po 1 lub 2 lub zero. Imię powinno być spójne z żywiołem dnia urodzenia. W moim przypadku to 7 i 1, czyli żywioł wody – naukowy.


Barbara to Siódemka, albo Jedenastka w innym szyfrze. Sfera duchowa jest ważna. Ciekawe, że Barbra Streisand usunęła z imienia jedno „a” więc numerologia imienia wynosi u niej 6 – czyli liczba artystyczna. Było już o takich liczbach na blogu.

Barbara, która została świętą męczennicą, urodziła się w Turcji w mieście Nicomedia lub w mieście Heliopolis w Fenicji. Daleko. W połowie III wieku. Nie znam wielu imion z tamtych czasów, nie wiadomo czy jakaś inna Barbara była znana. Na pewno. Na pewno w innych krajach to imię brzmiało ciekawie, czyli obco. Barbara oznaczała również „barbarzyńską kobietę”, więc nikt w czasach rzymskich nie nazwałby tak córki.

Jej historia jest tragiczna. Chociaż na jej istnienie jest mało dowodów. Jej matka wcześnie zmarła, a ojciec o imieniu Dioscorus był nadopiekuńczy. Był też zamożnym poganinem.

Była piękna, więc aby ją „chronić”, ojciec zamykał ją w wieży. Mogła spotykać się wyłącznie z pogańskimi nauczycielami. Mimo tych wysiłków Barbara czuła, że bożkowie pogańscy nie są prawdziwymi bogami. Usłyszała od jednego nauczyciela o chrześcijaństwie i Jezusie i potajemnie nawróciła się na chrześcijaństwo. Postanowiła poświęcić się tej religii i żyć w dziewictwie. Ojciec przyprowadzał jej kawalerów, ale ona wszystkich odrzucała. Gdy ojciec zbudował wieżę, ona zmieniła projekt okien. Zamiast 2 były 3, jak św Trójca.

Potem ojciec wyjechał, a gdy wrócił, dowiedział się o planach córki. Wściekł się. Oddał ją siłom rzymskim. Tu jest kilka wersji. Podobno była torturowana, a jej rany codziennie się goiły. Chcieli ją spalić, ale pochodnie gasły. W końcu została zabita (może przez ojca). A potem jej ojciec zginął rażony piorunem. Ludzie wierzą, że to kara boska.

Było to ok. 4 grudnia.

Święta Barbara jest jedną z Czternastu Świętych Wspomożycieli (Pomocników), (łac. Quattuordecim auxiliatores). To grupa świętych czczonych wspólnie przez rzymskokatolickich chrześcijan, ponieważ uważa się, że ich wstawiennictwo jest szczególnie skuteczne, zwłaszcza przeciwko różnym chorobom. Ta grupa Nothelfer (pomocnicy w potrzebie) powstała w XIV wieku w Nadrenii, w czasie epidemii (może dżumy dymienicznej), znana jako Czarna Śmierć. W tej grupie są jeszcze dwie święte: Małgorzata ze smokiem i Katarzyna z kołem. A Barbara jest z wieżą.

W 1969 roku została usunięta z kalendarza katolickiego.


Święta Barbara to patronka:

- od nagłej i gwałtownej śmierci w pracy,

- wzywana przeciwko grzmotom i błyskawicom,

- wszystkim wypadkom wynikającym z eksplozji prochu,

- artylerzyści, płatnerzy, inżynierowie wojskowi, rusznikarze i wszyscy, którzy pracowali z armatami i materiałami wybuchowymi, (armia irlandzka czci ją jako patronkę Korpusu Artylerii)

- górnicy, drążący i inni podziemni robotnicy,

- geolodzy,

- architekci,

- kamieniarze,

- włoskiej marynarki wojennej,

- w branży tuneli – przed rozpoczęciem projektu tunelowania zakładano małą świątynię Santa Barbara (np. w Czechach)

- w USA istnieje honorowe stowarzyszenie wojskowe „Zakon Św. Barbary” – podobno.

W XV wiecznej francuskiej wersji tej historii przypisuje się jej 13 cudów, z których wiele odzwierciedla bezpieczeństwo, które oferowała, że jej wielbiciele nie umrą, zanim zdążą się wyspowiadać i otrzymać ostatnie namaszczenie.

Imię Św. Barbary znane było w Rzymie już w VII wieku. A jednak jej historyczność jest wątpliwa.

Dzień 4 grudnia obchodzony jest na całym świecie, np. przez Brytyjczyków, Australijczyków, Kanadyjczyków, siły zbrojne Nowej Zelandii, USA – Korpus Piechoty Morskiej, marynarki wojennej, w Niemczech na wydziałach geologii organizują corocznie Barbarafests, we Francji, Hiszpanii i Portugalii, Macedonii, Grecji, Włoszech, Rosji itd.

Miast Santa Barbara jest wiele na świecie. W Kalifornii miasto Santa Barbara zostało nazwane przez hiszpańskiego żeglarza Juana Cabrillo. 4 grudnia odkrywca zatrzymał się w określonym miejscu i nazwał je imieniem patronki tego dnia. Pierwszą telenowelą dla tv USA była produkcja Santa Barbara z 1973 r. (nakręcona na Florydzie).



Od imienia Barbara wywodzi się też lalka Barbie. Nie miałam gdy byłam dzieckiem, bo nie wydawała mi się atrakcyjna. Mam ją teraz.


Są też barbiturany, rodzina leków odkrytych przez chemika Adolfa von Baeyer (1864).

Kiedyś nie lubiłam swego imienia. Chyba dlatego, że miało zdrobnienia. Podobały mi się Ewa, Iwona, Laura. Krótkie, bez zdrobnień. Miałam problem jak się przedstawiać, Barbara czy Basia. Potem na studiach wołano na mnie Basieńka. Jak ja tego nie lubiłam. Była przecież studentką, a to przezwisko było dziecinne. Nie dało się tego zmienić. Wie to każdy kto był przezywany. Trzeba przeczekać, albo zmienić środowisko. Skończyłam studia i skończyła się Basieńka.

Nigdy się nie modliłam do mojej patronki, ale jest jakaś więź. Osoby, które mnie w jakiś sposób skrzywdziły, umierały szybko. Pierwszą, która pamiętam był złodziej, który włamał się do naszego mieszkania. Po pół roku w więzieniu zmarł nagle, na coś z wątrobą, nie pamiętam. Zdziwiło mnie to, że tak szybko kopnął w kalendarz. To było dziwne, bo nie życzyłam mu źle. Później był udar, zawał serca i jeszcze kilka osób zmarło w dziwnych okolicznościach. Barbara uratowała mojego ojca, a potem wyrównała moje „krzywdy”. Jest skuteczna.

Wraz z imieniem dostałam wszystko to co miała ona, czyli apodyktycznego ojca. Przez całe dzieciństwo z nim walczyłam, bo on chciał mnie zmienić. Rodzice zwykle mają jakieś wyobrażenia jakie powinny być ich dzieci i usiłują to realizować. Święta Barbara żyła 35 lat i nie miała dzieci, była dziewicą. Ja urodziłam syna, a ojciec żyje nadal i nie mam do niego żalu o nic. Nie byłam torturowana, ale byłam bita. Wszystko minęło. Wszystko wybaczyłam. Teraz, z perspektywy czasu uważam, że to imię pasuje do mnie, oddaje moją istotę (jak w Kratylosie).

Na koniec ciekawostka.

Imię Barbara nosiła znana aktorka Barbara Stanwyck. Wszyscy ją taką pamiętają. A naprawdę urodziła się jako Ruby Stevens.


Data urodzenia to 16.07.1907 = 22 droga życia

Mocna droga życia, ale słabe nazwisko i imię = 8. Ruby = 3, Stevens = 5. Suma samogłosek wynosi 20, tak jak drugiego imienia Katherine = 20. Dwudziestka uczyniłaby ją osobą nieśmiałą, wycofaną i unikającą pokazywania się publicznie. Ósemka jest dobra w biznesie, a nie dla aktorki.

Nowa nazwa (imię i nazwisko) była idealna do osiągnięcia sukcesu a branży artystycznej.

Barbara Stanwyck – suma samogłosek to mistrzowska 11, a przeznaczenie = 6.

Barbara ma sumę spółgłosek 22, więc współgra z drogą życia.

Z jej życiorysu: gdy miała 4 latka zmarła jej mama, a ojciec dwa tygodnie po pogrzebie wyjechał budować kanał panamski i słuch o nim zaginął. Nie dostała imienia Barbara od urodzenia, a jednak do niej pasowało. Zwłaszcza trudne relacje z ojcem, a właściwie jego brak.

Zmarła 20.01.1990 = 22, w wieku 83 lat (= 11). Była na 11 miejscu na liście największych aktorek wszech czasów.

Kiedyś to imię było popularne. Teraz mniej.

Proszę nadawać imiona bardzo rozważnie, żeby nie krzywdzić czy nie ośmieszać drugiego człowieka. I zrobić rozeznanie, kto wcześniej nosił dane imię, jakim był człowiekiem. Proszę wybierać imiona, by mogły pomóc wypełnić przeznaczoną dla dziecka misję.


Słowa mają swe znaczenie, imiona zaś – moc.



04/03/2022

Brygady frajerów

W dziwnych czasach żyjemy.

Rzadko kopiuję cudze teksty, ale ten jest bardzo dobry i warto go przekazać dalej. Wklejam tu tekst ze strony:

https://thelethaltext.me/2021/11/04/7172/

Tłumaczenie jest automatyczne i niektóre słowa są niezrozumiałe. Polecam oryginał bo formatowanie i podkreślenia są moje.
Miałam wkleić wyłącznie cytaty, ale tekst w całości jest lepszy. 😎
Skala oszustwa jest ogromna.
To temat nie dla każdego. Jak nie zrozumiesz pierwszej strony to odejdź.

Zadziwiała mnie skala prania mózgów. Moi wykształceni znajomi mówią teraz dziwnym językiem. Jak wytresowane małpki. 
Więc odpowiedź nadeszła.



"Jesteśmy teraz imperium, a kiedy działamy,
tworzymy własną rzeczywistość”.

Te słowa pochodzą z krótkiej, ale pamiętnej rozmowy, jaką dziennikarz Ron Suskind przeprowadził z Karlem Rove, głównym doradcą politycznym i makiawelicznym „nauczycielem sztuczek” dynastii Bushów. Rove był starszym doradcą i zastępcą szefa sztabu w administracji George'a W. Busha, a także kierował Biurami Spraw Politycznych, Łączności Publicznej i Inicjatyw Strategicznych. Publiczność znała go żartobliwie jako „Mózg Busha”.

Rove miał umiejętność posługiwania się słowami, a te konkretnie były wypowiadane na uboczu, niezupełnie nieostrożnym, ale takim, który potwierdza — w starannie dobranych słowach — to, co obie strony wiedzą.

Doradca powiedział, że faceci tacy jak ja byli „w tym, co nazywamy społecznością opartą na rzeczywistości”, którą zdefiniował jako ludzi, którzy „wierzą, że rozwiązania wyłaniają się z rozsądnego badania dostrzegalnej rzeczywistości”.

Kiwnąłem głową i wymamrotałem coś o zasadach oświecenia i empiryzmie.

Odciął mi. „Świat już tak nie działa”. Kontynuował: „Jesteśmy teraz imperium, a kiedy działamy, tworzymy naszą własną rzeczywistość. I podczas gdy ty studiujesz tę rzeczywistość – rozsądnie, jak chcesz – znowu będziemy działać, tworząc inne nowe rzeczywistości, które też możesz studiować i tak wszystko się ułoży. Jesteśmy aktorami historii… a wy wszyscy będziecie pozostawieni tylko studiować to, co robimy. (Wiara, pewność i prezydentura George'a W. Busha , The New York Times Magazine)

Suskind opublikował swój artykuł w 2004 roku, pozostawiając mówcę bez imienia i nazwiska w oryginalnym artykule, ale później identyfikując go jako Rove. To odkrywcza krótka rozmowa i jesteśmy wdzięczni Suskindowi za przekazanie jej dalej. Imperium, które zaczyna wierzyć, że tworzy rzeczywistość brzmi dla mnie jak pycha z Ozymandii, ale może to branie Rove'a zbyt dosłownie. „Tworzenie rzeczywistości” w sensie politycznym to oczywiście symulowanie jej, w taki sposób, aby większość ludzi akceptowała swoje pierwsze wrażenia jako rzeczywiste. Straszliwa większość może być następnie wykorzystana do prześladowania i oczerniania wątpiących, a ostatecznie do wymuszenia przyzwolenia na oszustwo, zastraszenia ich do uwierzenia lub udawania, że ​​wierzą, lub do milczenia. Jest to „inżynieria” lub „wytwarzanie zgody”, jak nazwał to Edward Bernays – jego definicja roli mediów masowych we współczesnej „demokracji”.

Kiedy działamy, tworzymy własną rzeczywistość.

Albo, jak powiedziałby Baudrillard: Symulakrum jest prawdziwe.

Co jest zarówno postmodernistycznym paradoksem, jak i ostatecznym przykładem orwellowskiego „dwójmyślenia” . Moc kreowania rzeczywistości opiera się na uwarunkowaniu masy, by opierać się „przestępstwom myślowym” i niezdolności populacji do postrzegania sprzeczności w warunkach strachu.

Jeśli chodzi o jego określenie „oparte na rzeczywistości”, jest ono pełne szacunku – co najmniej odświeżająca zmiana z bycia nazywanym „teoretykiem spiskowym”, „prawdą”, „negującym” „antyszczepionkowcem” czy cokolwiek innego. Szacunek także w porównaniu z tym, jak ludzie tacy jak my są postrzegani przez nasze rodziny, kolegów i ogół społeczeństwa.

A jednak, jak dotąd relacja między mapą a terytorium zmierzała już w kierunku „śmierci rzeczywistości”, jest to jednocześnie lekceważenie. We współczesnych warunkach ci, którzy opierają swoje przekonania na zasadzie rzeczywistości, są zupełnie nieistotni, nie rozumiejąc prawdziwego zasięgu władzy. Nie masz urojeń, a jedynie jesteś „oparty na rzeczywistości”.
Ale nie to powiedzą światu. 

„I nigdy nie tolerujmy oburzających teorii spiskowych
 dotyczących wydarzeń z 11 września…”
George Bush w ONZ, Nowy Jork 10.11.01

Ludzi takich jak my, którzy teraz coraz liczniej padali ofiarą „fałszywego pragnienia” wiedzy Baudrillarda, przewidywano i modelowano, a ustalenia zostały dokonane z dużym wyprzedzeniem. „Społeczność oparta na rzeczywistości” nie stanowi zagrożenia dla Imperium. Wiara, że ​„rozwiązania wyłaniają się z rozsądnego badania dostrzegalnej rzeczywistości” jest śmiechu warta w straussowsko-platońskim świecie szlachetnego, imperialnego kłamstwa. Termin „oparty na rzeczywistości” staje się zatem terminem łagodnej pogardy.

Rove uważał, że tych wrogów kłamstwa nie trzeba się bać, ponieważ kłamstwa są tak wielowarstwowe i rozległe, że tworzą pułapkę. Teoretycy spiskowi są tak zafascynowani uważnym rozeznaniem rzeczywistości, że ich to obezwładnia. Ich wnioski są akademickie; nie robią różnicy w świecie stworzonym przez kłamstwo. Zahipnotyzowani wizjami otchłani, są zdumieni, jak można przełożyć wiedzę na władzę polityczną. Ciężar nowej rzeczywistości wystarczy, by wywołać defetystyczny paraliż, a wpatrujący się w otchłań izolują się w społeczeństwie, na które nie mają wpływu. Bez względu na to, jak mocno opiera się ich wiedza, problemy komunikacyjne, zaostrzone przez medialne podstępy i teatr polityczny, praktycznie uniemożliwiają dotarcie do mieszkańców zaczarowanej krainy.

Dla Rove'a, podobnie jak dla Baudrillarda, pojęcie „rzeczywistości” jest przestarzałe; jest to gorzkie trzymanie się terytorium, które już nie przetrwało na mapie, a nawet już ją nie poprzedzało.
Odtąd to mapa tworzy terytorium i […] terytorium, którego strzępy powoli gniją na mapie. To prawdziwa, a nie mapa, której ślady istnieją tu i tam, na pustyniach nie należących już do Imperium, ale do naszych własnych. Pustynia samego prawdziwego.
Jean Baudrillard, Symulakry i symulacje, 1981

Powinieneś zrozumieć, że jest to pustynia, po której będziesz wędrować na zawsze, jeśli ulegniesz fałszywemu pragnieniu poznania.

„Nasz problem polega na tym, że oszustwo stało się zorganizowane i silne; gdzie prawda jest zatruta u źródła; taki, w którym zręczność najsprytniejszych umysłów poświęcona jest zwodzeniu zdezorientowanych ludzi”. [Walter Lippmann, Przedmowa do polityki, 1913]

A co z opinią publiczną, która odrzuca i wyszydza tych, którzy „wierzą, że rozwiązania wyłaniają się z rozsądnego badania dostrzegalnej rzeczywistości”? Ostatnio nasiliły się dyskusje wśród wspomnianej społeczności na temat odpowiednich terminów, których należałoby używać dla bezrozumnych mas. Mamy tendencję do nazywania ich „normami”, „owcami” lub „owieczkami” — tych łatwych do prowadzenia, naturalnych zwolenników, zbyt nieśmiałych, by przełamywać szeregi i zbyt ogłupiałych, by móc wypowiedzieć pytanie lub zauważyć sprzeczność. Lub „NPC” — postacie niegrywalne — tj. postacie, które nie są awatarami graczy, ale zaprogramowanymi artefaktami samej symulacji. Niektórzy uważają, że taka nomenklatura jest nieprzydatna, nie odzwierciedla właściwej postawy wychowawcy, jaką powinniśmy być. Nawet antyteza „przebudzony/śpiący” jest przez niektórych odczuwana jako lekceważąca, a nawet arogancka.

Politycy będą oczywiście schlebiać publicznie masom jako „wielkim Amerykanom” czy kimkolwiek, ale za zamkniętymi drzwiami? Słyszałem, że Rove ukuł własne zdanie: Brygady frajerów.

Społeczeństwo, ludzie, robotnicy, elektorat, którzy myślą, że to oni dają władzę rządom – „brygady frajerów”.

To dowcipna zniewaga, z pewną poetycką ekonomią. Jesteśmy frajerami; jedno z nas rodzi się co minutę i nigdy, przenigdy nie wolno nam dać równej przerwy. Bo tak jest napisane.

Ale dlaczego „brygady”? Wydaje się to sprzeczne z intuicją, ponieważ zbyt zorganizowane, zbyt aktywne… Trudno wyobrazić sobie pasywną, bezkierunkową populację przepychającą się w sztywnych szeregach: „Zdezorientowane stado” Waltera Lippmanna może wydawać się bardziej trafne. Ale ta oksymoroniczna jakość sprawia, że ​jest to tak dowcipne zdanie. W dwóch słowach doskonale oddaje rzeczywistość: łatwość, z jaką frajerów można nakłonić do wyrażenia zgody na okrucieństwo, wzbudzić w nim nienawiść, pomaszerować, by zabijać i umrzeć — albo po prostu, jak teraz, umrzeć.

Tworząc to zdanie, Rove nie mówił nic nowego, po prostu przełożył stary pomysł na nową, mocną formę. Już sto lat temu widać było, że nowe środki masowego przekazu będą świadomie wykorzystywane do zarządzania percepcją, kształtowania postaw i fundamentalnej zmiany natury demokracji. Naukowe badanie ludzkiego umysłu byłoby kluczem do ich skutecznego zastosowania. Edward Bernays, powszechnie uznawany za protoplastę nowoczesnej branży public relations, był siostrzeńcem Zygmunta Freuda, a teoria i praktyka nowoczesnego public relations, reklamy i propagandy opierały się na psychologii Freuda.

Bernays argumentował, że naukowa manipulacja opinią publiczną była konieczna, aby przezwyciężyć chaos i konflikty w społeczeństwie. W czasach, gdy środki masowego przekazu składały się jedynie z radia, gazet, drukowanych plakatów i niemych filmów, już wyobrażał sobie – i dalej udowadniał – że tych narzędzi można użyć do „stereotypowania umysłu publicznego”.
„Jeśli zrozumiemy mechanizm i motywy grupowego umysłu, możliwe jest teraz kontrolowanie i kontrolowanie mas zgodnie z naszą wolą bez ich wiedzy”.
EDWARD Bernays, Propaganda (1928)

Narodowy Socjalizm przyjął te idee i techniki entuzjastycznie i ze skutkiem zmieniającym świat. Choć może być przenośnią stwierdzenie, że Goebbels projektował swoje kampanie propagandowe z otwartą książką Bernaysa na biurku, nie jest to przesadą: naziści byli pod głębokim wrażeniem amerykańskiej propagandy, która ich zdaniem wygrała Wielką Wojnę.

Temat ten był nie mniej gorliwie podejmowany przez postępowych uczonych i teoretyków w USA. Dziennikarz i guru mediów Walter Lippmann zbadał teorie percepcji, aby pokazać, w jaki sposób system medialny może być używany do standaryzacji, kontrolowania i kontrolowania grupowego umysłu. Lippmann był doradcą ds. public relations rządu i kolegą Bernaysa z Komisji Creel, która generowała propagandę mobilizującą amerykańską opinię publiczną do przystąpienia do I wojny światowej, udowadniając, że wojna może być sprzedawana w taki sam sposób, jak Coca Cola czy Lucky. Uderzenia. Przekonywał, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji wyspecjalizowana klasa musi kierować sprawami, analizując i wykonując, podejmując decyzje i sprawując kontrolę poprzez systemy polityczne, ekonomiczne i ideologiczne. Specjaliści zajmują się myśleniem i planowaniem oraz „zgodą na produkcję” (fraza Bernays, nie Chomsky'ego) za ich plany poprzez środki masowego przekazu. W swojej bardzo czytelnej książce z 1922 r. Opinia publiczna Lippmann rozwija wyrafinowaną teorię stereotypów jako podstawy – i środka kontroli – ludzkiej percepcji.

I tak XX wiek stał się wiekiem propagandy. Guru ruchu neokonserwatywnego, profesor Leo Strauss z Uniwersytetu w Chicago, przekonywał, że zwykli ludzie nie są wystarczająco silni, by spojrzeć w otchłań, i dlatego muszą być chronieni przed rzeczywistością poprzez konstrukcję „systemu złudzeń”. W tym właśnie argumentował z Platonem: w jego wizji większość populacji ogranicza się do nowoczesnej wersji Jaskini , gdzie środki masowego przekazu projektują mur platońskich „szlachetnych kłamstw”.
„Strauss […] uważał, że zwykłych ludzi nie należy wystawiać na rozum. Polegać na rozsądku to patrzeć w otchłań, ponieważ rozum nie dostarcza żadnych pocieszających absolutów, by chronić przed pustym niebem. Strauss sprzeciwiał się nie samemu rozumowi, ale rozumowi pozbawionemu tajemnicy. Powód jest dla nielicznych, a nie dla wielu. Oświecenie, demaskowanie rozumu, było początkiem katastrofy”.
„ Killing Democracy The Straussian Way”, Michael Doliner

W takim systemie ci, którzy są wystarczająco silni, aby zajrzeć w otchłań, muszą zostać odrzuceni przez masę i uważnie monitorowani przez system. Muszą być zinfiltrowane, zidentyfikowane i wymienione; ostatecznie, gdy jest to konieczne, należy je zaokrąglić i zniknąć. A jednak, jak odzwierciedla charakterystyczna terminologia Rove'a, nawet wtedy będą bardziej godni szacunku niż głupie bydło, które ustawia się w uporządkowane kolejki przed (j)rzeźnią i maszeruje posłusznie z urwiska w samą otchłań, której istnieniem są nauczony zaprzeczać.

Δ

Lippmann, nieco bardziej uprzejmie niż Rove, nazywa naiwną publiczność „zdezorientowanym stadem”. Rolą stada w demokracji jest bycie widzami, nieuczestniczącymi, z wyjątkiem sytuacji, gdy okresowo zezwala się im na głosowanie na jednego lub innego członka wyspecjalizowanej lub rządzącej klasy w wyborach. Klasa rządząca i jej wyspecjalizowana biurokracja muszą wykorzystywać środki masowego przekazu do kontrolowania opinii publicznej, „aby każdy z nas mógł żyć bez deptania i ryku oszołomionego stada”. ( Opinia publiczna, 1922)

To znaczy, dopóki nie zostanie postanowione, że odrobina szaleństwa i deptania służy interesom klasy rządzącej. Kiedy potrzebna jest moc stada do niszczenia, odwracania uwagi i eskalowania podziału, zostanie wykorzystana. Jeśli „naukowa manipulacja opinią publiczną” może przezwyciężyć chaos i konflikty w społeczeństwie, wynika z tego, że w razie potrzeby można jej użyć do uwolnienia tego samego. Siłą napędową oligarchii jest przecież heglowska dialektyka tworzenia konfliktów i zarządzania nimi.

Lippmann kpi z naiwności publiczności, która wyznaje absurdalne przekonanie, że dokładny obraz świata można uzyskać pasywnie i bez najmniejszego wysiłku. 

„Za dolara możesz nie dostać nawet naręcza cukierków, ale za dolara lub mniej ludzie oczekują, że rzeczywistość lub przedstawienie prawdy spadnie im na kolana”.
Walter Lippmann

To, co mamy zamiast tego, można bez przesady nazwać straussowskim „systemem złudzeń”. Istnieją ogromne gałęzie przemysłu, które manipulują opinią publiczną. Rządy zatrudniają firmy PR do tworzenia fałszywych raportów „wiadomościowych”, które są emitowane przez organizacje informacyjne bez przypisywania ich autorom, zamiast autentycznego dziennikarstwa. Pentagon i NASA mają własne studia filmowe. W 2012 roku prezydent Obama podpisał ustawę o autoryzacji obrony narodowej (NDAA) znoszącą prawne zakazy zabraniające agencjom wywiadowczym używania tych samych technik propagandowych we własnych granicach, co za granicą. System medialny na Zachodzie należy właściwie postrzegać jako ramię kompleksu wywiadowczego. Infiltracja przez CIA zarówno mediów informacyjnych, jak i fabularnych od lat 60. nosiła kryptonim MOCKINGBIRD, a w 1981 r. dyrektor CIA William Casey przechwalał się Ronaldowi Reaganowi: „Będziemy wiedzieć, że nasza kampania dezinformacyjna dobiegła końca, gdy wszystko, w co wierzy amerykańska opinia publiczna, jest fałszywe”. Jeśli ktoś wątpi w zmowę między agencjami wywiadowczymi a agentami mediów w celu kontrolowania narracji, powinien wziąć pod uwagę spotkanie, które odbyło się w hotelu Clinta Murchisona 21 listopada 1963 r. – wieczór przed zabójstwem Kennedy’ego – w którym uczestniczyli dziennikarze, a także przyszli prezydenci, mafiosi i oficerowie CIA (jak ujawniła kochanka LBJ, Madeleine Duncan Brown ).

Świadomość tego poziomu infiltracji i kontroli mediów narasta już od dłuższego czasu. We wpływowym eseju z 1996 roku autor Alex Constantine napisał:

„Zaczyna świtać rosnąca liczba fotelowych rzeczników praw obywatelskich, że publiczna prasa donosi o wiadomościach z równoległego wszechświata – takiego, który nigdy nie słyszał o zabójstwach motywowanych politycznie, kradzieżach bankowych CIA i mafii, kontroli umysłu, szwadronach śmierci, a nawet agencjach federalnych z tajnymi budżetami utuczonymi przez sprzedaż kokainy – miejsce opanowane przez samotnych bandytów, gdzie CIA i mafia zwykle zachowują się jak najlepiej. W tej idyllicznej krainie najpoważniejszym wykroczeniem, jakie może popełnić urzędnik, jest zatrudnienie służącej bez (drżenie) bez statusu rezydenta.

Ta nieprawdopodobna kraina zaklęć jest dziełem MOCKINGBIRD ”.

Ten poziom oszustwa i tworzenia rzeczywistości obejmuje nie tylko relacje narracyjne i starannie dobrane obrazy, ale także wydarzenia odgrywane na scenie rzeczywistości, łączące w różnych proporcjach fikcję i rzeczywistość, aby zrealizować koncepcję teatru globalnego Marshala McLuhana w erze technologii satelitarnej. McLuhan przewidywał, że satelity komunikacyjne zamykają Ziemię w środowisku stworzonym przez człowieka – lub „pseudo-środowiskiem”, by użyć określenia Lippmanna – w którym rzeczywistość może być teraz kształtowana zgodnie z wolą technokratów. W jego wizji satelita komunikacyjny „kończy „Naturę” i zamienia kulę ziemską w teatr repertuarowy do zaprogramowania”. (Od kliszy do archetypu , s. 9)

Otrzeźwiająca jest refleksja, że ​​technologie masowego oszustwa ewoluowały w takim samym tempie, jak technologie masowego rażenia. Wdrożona przez kompleks informacyjno-rozrywkowy, w którym rząd, korporacje i agencje wywiadowcze mogą odgrywać swoje szlachetne kłamstwa w dynamicznych, trójwymiarowych dramatach na żywo, technologia znacznie rozszerzyła możliwości wydarzeń teatralnych, aby przejąć kontrolę nad dyskursem publicznym. Gdy panoramiczny zasięg sieci oszustwa, udawania i symulacji staje się jasny, obserwator musi zacząć dostrzegać coś bardzo podobnego do „precesji symulakrów” Jeana Baudrillarda; stajemy teraz w obliczu swoistej Osobliwości symulacji, wywołanej (i przywołanej) przez Baudrillardowski paradoks „śmierci rzeczywistości”.

Projekcja przednia ustąpiła miejsca zielonemu ekranowi… zdalnie sterowane samoloty ustąpiły miejsca CGI … rozprzestrzenili się aktorzy kryzysowi… Internet umożliwił zupełnie nowy zakres psychologicznych operacji i eksperymentów: opinię publiczną można było podzielić za pomocą samonapędzających się baniek w mediach społecznościowych, psychologia społeczna i cybernetyka badane w ramach propagowania kampanii Kony 2012, granice łatwowierności testowane przez intensywną promocję teorii Płaskiej Ziemi, pamięć zbiorowa kwestionowana przez „Efekt Mandeli”… Prawda może zostać zagłuszona przez dezinformację, setki dzikich teorii spiskowych rozpowszechniały się, by spienić wodę za każdym razem, gdy umykała jakaś prawda. Z biegiem czasu przeciążony umysł publiczny można było uzależnić od wiary, że sama prawda jest przestarzała.

Wraz z pojawieniem się oprogramowania Facial Re-enactment nastąpił znaczący postęp w technologiach symulacji, umożliwienie „przechwytywania i rekonstrukcji twarzy w czasie rzeczywistym”. W połączeniu z technologią klonowania głosu i wyrafinowanym mapowaniem twarzy, wizerunek prawdziwej osoby może sprawiać wrażenie przemawiającego w niezwykle naturalistycznej formie zaawansowanego technicznie brzuchomówstwa. Technika ta zapewnia całkowicie realistyczną i kontrolowaną symulację mowy i mimiki twarzy. Teledyski Bin Ladena, które były publikowane sporadycznie przez lata po 11 września, aż do jego słabo symulowanej „śmierci” w 2011 roku, były przezroczystymi fałszerstwami, wykorzystującymi różne głosy i dialekty oraz bardzo kiepskie „podobieństwa”. W ostatnich miesiącach administracji Obamy okazało się, że Pentagon zapłacił Bell Pottinger, brytyjskiej firmie PR, za nakręcenie „terrorystycznych” filmów – z których żaden nie był zbyt przekonujący. W przyszłości, wraz ze wzrostem wykorzystania nowych technologii symulacji,
Potencjał tworzenia rzeczywistości za pomocą oprogramowania do odtwarzania twarzy w przyszłości jest ogromny, od sabotażu głosów dysydentów po tworzenie całkowicie fikcyjnych mózgów terrorystów lub przywódców politycznych. „Dżentelmeni” Straussa, wyszkoleni, by wyglądać jak przywódcy, ale nie robiący i nie mówiący nic, czego nie napisali „Filozofowie” – stały lub rząd cieni – właśnie zostali zdigitalizowani.

Historia „szlachetnego” czy propagandowego kłamstwa jest tak długa, jak historia literatury czy filozofii; widzieliśmy, jak ewoluował przez fazy formy narracyjnej, od narracji autorskiej do polifonii i odgrywania, od poezji epickiej do zaawansowanego technologicznie multimedialnego teatru globalnego. Nic więc dziwnego, że stado jest zdezorientowane. Sto lat zarządzania percepcją i psychologicznego uwarunkowania stworzyło populację, która przypomina, mówiąc intelektualnie, tasujących pracowników Metropolis Fritza Langa.

Byłem jednym z nich, dopóki nie opuściłem swojej ojczyzny w 2001 roku i zaledwie miesiąc później oglądałem w telewizji na żywo dwie ogromne wieże, chociaż minęło kolejnych sześć, zanim miałem jakiekolwiek pojęcie o sprzecznościach związanych z tym wydarzeniem. Przez chwilę tam też maszerowałem. Może nadal jestem. Jaskinia Platona, we współczesnej postaci, składa się z jaskiń w jaskiniach, zagnieżdżonych razem jak rosyjskie lalki.

Od czasu do czasu wydawane są nowe amulety słowne – „fałszywe wiadomości”, „rosyjskie hakowanie”, „zaprzeczanie klimatowi”; „antyszczepionkowca” – nowe dzwonki zawieszone na szyjach bydła. Zdezorientowani i zdezorientowani, zapominają o kropkach, zanim zdążą je połączyć.

Swoim moralnym tchórzostwem stado usprawiedliwia pogardę kryminalnej elity dla mas i usprawiedliwia pokrętną etykę drapieżników. Zgodnie z logiką, świadomie niewidomi nie są lepsi od drapieżników, którzy się nimi żywią; zasługują na to, co ich czeka, moralni tchórze świadomie ignorują holokaust niewinnych; przez swoje wygięcia, aby uniknąć prawdy, robią z siebie potwory.

Żyjemy teraz w przeciwstawnych moralnych wszechświatach, które stają się sobie coraz bardziej obce. Mówiąc z własnego doświadczenia, prawie niemożliwe stało się przekazanie czegokolwiek ważnego przez ten podział, ponieważ jeden obóz obsesyjnie poszukuje dostrzegalnej rzeczywistości, a drugi ucieka od niej w stanie histerycznego zaprzeczania, kurczowo trzymając się wymyślonych mitów. Stoję na innym kontynencie; trudno jest prowadzić jakąkolwiek sensowną rozmowę o świecie po drugiej stronie tej ziejącej przepaści. Dla nich, bez względu na to, czy powiedzą mi to w twarz, czy nie, jestem wariatem, „teoretykiem spiskowym”. Coś we mnie umarło. Żyję w alternatywnej rzeczywistości.

Podczas gdy oni, dla mnie, maszerują — maszerują i salutują — w Brygadach Suckerów. 


Podobnie jak Truman Burbank, żyją w wyobrażonej przeszłości, statycznej chwili, w której wszystko jest takie, na jakie wygląda. Podczas gdy postmodernistów można uwieść sprytnym gadaniem o liminalizmie i postprawdzie, al Dajjal, Antychryst, jest już tutaj, na każdym ekranie, w każdej kieszeni, tkając wokół nas Matrix. Bez zdyscyplinowanego krytycznego myślenia, wzajemnej krytyki i debaty, nikt nie będzie obdarzony przywilejem lub przekleństwem ucieczki przed sztuczną rzeczywistością.

Jedno jest jasne: jeśli nie jesteś teoretykiem spiskowym, maszerujesz w brygadach frajerów.

Słyszałem, że okultyści nazywają resztę z nas „niezaczętymi” lub po prostu „umarłymi”. Mówią, że co minutę rodzi się kolejny frajer. Ty, albo moje dwudziestowieczne ja, możesz sprzeciwić się, że ciężej cię oszukać. Mówisz, że nie urodziłeś się wczoraj.

To prawda, nie byłeś. Urodziłeś się dzisiaj. Bez logiki, pamięci i historii, które mogłyby cię bronić, dryfujesz w morzu zdekontekstualizowanych wydarzeń, urodziłeś się przed minutą.




Uwagi moje.
Przypominam, że termin „teorie spiskowe” został wymyślony przez pismaków w 1964 roku po zabójstwie JFK. Było wielu naocznych świadków, którzy nie zgadzali się z narracją rządową. Zostali uciszeni na zawsze. A dokumenty zostały zniszczone.

Nie mam pojęcia dlaczego nie uległam ogólnemu „zauroczeniu”. Mam własne zdanie. Chyba jestem z warstwy frajerów od Mandeli.

Wszystkie media używają takich samych określeń w podawaniu jedynych słusznych pseudoinformacji, wyciągają z ludzi ich mroczne strony, podjudzają, rzucają oszczerstwa, napuszczają, zachęcają do nagonki. Ten zły jest dobry, a dobry jest zły. Wszyscy w to wierzą bezwarunkowo. Wrogowie udają przyjaciół.

Skala nieprawdy jest ogromna. Jednak ludzie niczego nie kwestionują i idą grzecznie na rzeź. Jeśli kiedyś się obudzą będzie płacz i zgrzytanie zębów. Raczej do tego nie dojdzie.

Stare struktury odchodzą, ale z hukiem, przy okazji zabierając ze sobą co się da. To fakt. W takich ważnych momentach historycznych cierpią zwykli ludzie. 
Już są przygotowana nowa broń biologiczna na ludzi i nowe zastrzyki.

Nikt z duszą nie może krzywdzić drugiego człowieka.

A może tu chodzi o nasze dusze.

Ponad 100 lat temu Rudolf Steiner (ciągle go czytam i nie mogę rozgryźć) pisał:

”W przyszłości wyeliminujemy duszę za pomocą medycyny. Pod pretekstem „zdrowego punktu widzenia” pojawi się szczepionka, dzięki której organizm ludzki zostanie potraktowany jak najszybciej bezpośrednio po urodzeniu, aby człowiek nie mógł rozwinąć myśli o istnieniu duszy i Ducha.

Materialistycznym lekarzom zostanie powierzone zadanie usunięcia duszy ludzkości. Tak jak dzisiaj ludzie są szczepieni przeciwko tej chorobie lub chorobie, tak w przyszłości dzieci będą szczepione substancją, którą można wyprodukować właśnie w taki sposób, aby ludzie dzięki temu szczepieniu byli uodpornieni na poddanie się „szaleństwo” życia duchowego. Byłby niezwykle mądry, ale nie rozwinąłby sumienia, a to jest prawdziwy cel niektórych kręgów materialistycznych.

Dzięki takiej szczepionce możesz łatwo uwolnić ciało eteryczne w ciele fizycznym. Gdy ciało eteryczne zostanie oddzielone, związek między wszechświatem a ciałem eterycznym stałby się niezwykle niestabilny, a człowiek stałby się automatem, ponieważ fizyczne ciało człowieka musi być wypolerowane na tej Ziemi wolą duchową. Tak więc szczepionka staje się rodzajem arymanicznej siły; człowiek nie może już pozbyć się danego materialistycznego uczucia. Staje się materialistą konstytucji i nie może już wznieść się do duchowości”.


On mówił o dzieciach, bo one zawsze są głównym celem. A teraz mamy dorosłych zachowujących się jak zombi. To są ludzie bez-duszni, nie mający własnego zdania, idący za stadem. To iluzja, że w stadzie nie ma odpowiedzialności jednostkowej. Smutne jest to, że ten proces jest nieodwracalny.

Są na świecie ludzie, którzy protestują i walczą o wolność. W Kanadzie i USA, w Australii i Nowej Zelandii, w Paryżu, Berlinie i Wiedniu. Oni walczą w imieniu wszystkich frajerów. Jestem im wdzięczna i modlę się za nich.

Nie angażuj się w wojnę nocy z ciemnością. Tam nie ma dobrych. Ludzie nie chcą wojny, to elitom jest ona potrzebna do kreowania swojej rzeczywistości.

Może pora by to frajerzy zaczęli tworzyć przyjazną nam rzeczywistość, bo „elyty” to też ludzie. Nie czytajmy ich informacji, wyłączmy telewizory.

Wiedza to potęga. Ludzie w strachu nie mają czasu szukać prawdy.
 

A dzisiaj przeczytałam, jak co dzień, myśl dnia ze strony sathyasai.org.pl
Lubię taką synchroniczność. 

4.03.2022 r.

'So-ham' (ja jestem Nim) głosi tożsamość człowieka i Boga (ja jestem Nim). Człowiek nie zrozumie tej tożsamości, dopóki będzie tkwił w szponach świata materialnego. Taka jest prawda o Bogu. Jeśli ktoś zapyta: "Gdzie jest Bóg", odpowiedź znajduje się w XVIII rozdziale, 61. strofie Bhagawadgity. Kriszna oznajmił: "Iśwara sarwa bhutanam hriddese (Pan mieszka w obszarze serca wszystkich istot)". Studiujemy Gitę, otaczamy ją czcią, recytujemy każdego dnia, lecz nie stosujemy jej w praktyce w codziennym życiu. Ten, kto uświadomi sobie swoją tożsamość z Bogiem, nie wyrządzi nikomu krzywdy. Służba dla społeczeństwa jest prawdziwym oddawaniem czci Bogu. Boska moc przenika wszystko. Nasza podróż odbywa się od indywidualnego do Uniwersalnego, od 'swam' (moje) do 'So-ham' (jedności z Bogiem), od 'ja' do 'my'. - Dyskurs z 11.02.1983 r.



Żyję w alternatywnej rzeczywistości. Jak niewielu.

Kto ma Boga w sercu przetrwa. A właściwie przetrwa jego dusza.


25/02/2022

Modlitwa

Są ludzie, którzy przeżywają życie zupełnie nie interesując się duchowością. I dobrze, jeśli wszystko idzie jak należy. Z doświadczenia, a nie badań naukowych, wiem, że najlepsza jest równowaga. Do czego prowadzi zbytni materializm pokazują nam bogacze, którzy mają wszystko, a nikt ich nie lubi. Brakuje duchowości, połączenia z duszą

Człowiek żyje na ziemi pod niebem. Jest jakby pośrednikiem. Dostaje inspirację z nieba i manifestację na ziemi.

Ładnie to opisuje mnich buddyjski. Mówi o tym co ja robię na co dzień 😄 o indywidualnych pragnieniach i o przeznaczeniu, o charakterze i silnej woli. Wystarczy wyłączyć tv i być samemu ze sobą.

Wszystko przebiega bez wysiłku.


Gdyby na wysokich stanowiskach urzędowali buddyści, na świecie zapanowałby pokój i dobrobyt.

Znam kilku wykładowców, profesorów fizyki i ludzi biznesu, którzy są buddystami.

Są takie chwile w życiu każdego człowieka, gdy przypomina sobie o duchowości, bo coś idzie nie tak. Z bezradności szuka pomocy u Siły Wyższej. I nie tylko.

Miesiąc temu dostałam sms od znajomej, że ma ciężko chore roczne dziecko. Jest ono w szpitalu, stan ciężki, sepsa, zapalenie opon mózgowych itd. Zdziwiłam się, bo dawno się nie widziałyśmy. Zapytałam czego ode mnie oczekuje. A ona, że medalika lub kamieni. Zdębiałam. Znam wszystkie techniki”wróżebne, może dlatego pomyślała, że dam jej jakiś gadżet, powiesi na łóżeczku i wszystko będzie Oki. Tak się nie dzieje. Choruje dziecko to trzeba najpierw uleczyć matkę. Tu nie było czasu. Powiedziałam, że modlitwa pomoże, a ona, że nie jest wierząca. To ciekawe, skąd się wzięła na tym świecie. Więc pomodliłam się ja. Dostałam wiadomość, że jest lepiej, ale nie wiem co to znaczy. Jak trwoga to do Boga.

Nigdy nie uczestniczę w zbiórkach na leki. Kiedyś chciałam, ale dostałam tyle znaków, że odstąpiłam od tego. Nie wnikam dlaczego, choć to dziwne, że nikt nie dożył tych kosztownych uleczeń.

Zdrowie nie jest najważniejsze. Naprawdę. Trzeba realizować swoje przeznaczenie, a zdrowie samo przyjdzie. Jak fizyk Stephen Hawking. Przeżył 76 lat, ożenił się (2x), miał 3 dzieci. A lekarze, gdy miał 21 lat, powiedzieli, że zostało mu 3 lata życia. Wpadł w depresję, pił, a potem ożenił się i zaczął inne życie. Nie wyzdrowiał z ALS, ale choroba ustabilizowała się i mógł się realizować i stworzyć "teorię wszystkiego". 😎

Z pomocą trzeba być uważnym. To ingerencja w przeznaczenie. Dlatego gdy ktoś rzuca się bezmyślnie do rzeki, by ratować tonącego, często sam ginie. Rachunek się zgadza, miał ktoś umrzeć. W Chinach ktoś kto uratował komuś życie, jest za niego odpowiedzialny do końca życia. Naprawdę trzeba najpierw pokochać siebie, by umiejętnie pomagać innym, najlepiej obcym.

Oglądałam relacje z konwoju w Ottawie. Zobaczyłam, że tam w nocy jest -18 stopni. Zrobiło mi się ich szkoda, bo spali w tych ciężarówkach. Więc wyraziłam życzenie, żeby zrobiło się im cieplej.

Po 2 dniach temperatura zrobiła się +6. Ale wcale nie było dobrze. Padał deszcz i topniał śnieg. Nie tego chciałam. Odwołałam szybko to życzenie i wróciły ujemne temperatury. Muszę bardzo uważać co posyłam do „realizacji”.

Bardzo odczuwałam determinację tych ludzi, bo 41 lat temu sama strajkowałam. Było to 41 dni (od czwartku 8.01 do 18.02.1981). Spaliśmy na uczelni, na stołach. Był to najdłuższy strajk okupacyjny w tamtym czasie. Było łatwiej, bo wiele osób nas wspierało. Moje koleżanki często przychodziły na widzenia, bo one by tak nie umiały. Na koniec miałam obawy, czy wszystkie listy osób, które strajkowały zostały spalone. Bo na tym strajku straciłam zawodowo. Studia zostały przedłużone o pół roku, nie zdążyłam obronić pracy. Potem był stan wojenny. Miałam później przebłyski, że może jestem gdzieś na jakiejś liście, bo miałam dziwne problemy z pracą.

Ciekawe, że 10 lat wcześniej, od 10 lutego 1971 r. był w Łodzi strajk włókniarek. Trwał tylko 5 dni. Moja babcia pracowała w Marchlewskim i właśnie przeszła na emeryturę. Wspierała koleżanki. Nasłuchałam się jako dziecko o Kunickim. Dziwiło mnie, że ona go nie znała, a go nienawidziła. Nie wiedziałam kto to. Znałam Jaroszewicza czy Gomułkę. A Kunicki to był minister przemysłu lekkiego. Władza była zaskoczona "buntem", więc szybko kobiety dostały co chciały. Cofnięto podwyżki. Ale po 20 latach zamknięto i rozkradziono wszystkie fabryki i nie było już przemysłu lekkiego.

Protestowanie mam w genach, po mieczu. W duszy mam współczucie dla słabszych i krzywdzonych. Nic nie mogę na to poradzić.


Modlitwa 🙏 jest jak medytacja, czy uważny oddech.

To wykład o energii modlitwy. Wykład zaczyna się od 19 minuty, jak ktoś ma mało czasu na naukę.


 https://www.youtube.com/watch?v=VJXNyd3wTVc

Moje modlitwy nie wymagają specjalnych przygotowań, ani póz. Od niedawna.

Po prostu gdy zachodzi potrzeba odczuwam to co czuje druga osoba, jej ból, cierpienie i pragnę jak najszybciej jej pomóc lub chociaż ulżyć. Wysyłam pragnienie do Stwórcy, a on zajmuje się resztą.

To proste, ale niełatwe. Najważniejsze to mieć czystą duszę. Do sprawiedliwych jeszcze mi daleko, ale lata pracy nad sobą przynoszą efekty. Trenuję na małych rzeczach, wtedy widać efekty. Rośnie pewność siebie i chęć dalszej pomocy współmieszkańcom ziemi, którzy cierpią. Nie ma wtedy oceniania. To bardzo pomaga w sprawianiu, że ten świat staje się odrobinę lepszy.

Współczucie to droga.

Są ludzie, którym nie można pomóc, bo nie mają naczynia na to duchowe światło. Próbować można.

Jest dużo przepisów na skuteczną modlitwę. Każdy może sobie wybrać co mu w duszy gra.

modlitwa

modlitwa-wg-rs

mantra-i-kolano

modlitwa-panska

modlitwa-o-pokoj


Nie wspieram Ukrainy. 

Nie wspieram żadnego państwa, bo nie opowiadam się po żadnej stronie.

Nie wspieram rządów, które niszczą własnych obywateli, zmuszając ich do wojny.

Nie wspieram sankcji, bo one uderzają w zwykłych ludzi. 

Nie wspieram dostaw broni. Modlę się, żeby się psuła jak najczęściej.

Przez ostatnie tygodnie prasa szczuła Rosję, prowokowała do wojny. Karma wraca, kiedyś bandy upa, a teraz bandycki napad. Protesty nic nie pomogą, bo wszystko zostało zaplanowane. To spektakl.

To nie nasza wojna.

Nie wyrażam zgody na ingerencję w sprawy innych państw. Oczekuję, że obce wojska opuszczą nasz kraj i wrócą do domu, bo tam czeka na nich rodzina. Ciągle przydarzają się im dziwne wypadki, nikt normalny ich tu nie chce. To znaki. Dlaczego oni tu są?

Wspieram wyłącznie zwykłych biednych ludzi.


14/02/2022

Sen z pociągiem i słoniami

Wczoraj wieczorem w łóżku przeczytałam artykuł zmarłego w styczniu Thaya, mistrza zen. Podziwiam nieustannie jak niektórzy dobrzy ludzie mają łatwość w wyrażaniu swoich myśli.

Artykuł pochodzi z tej strony cultivating-compassion

Oczywiście go wydrukowałam (8 stron), bo w sypialni nie ma komórek.

To artykuł o praktykowaniu współczucia i miłości. To medytacja metty, czyli miłującej dobroci. Praktykuję ją niemal codziennie, bo wystarczy „powiedzenie jednej linijki medytacji metty by przynieść światu więcej współczucia i uzdrowienia”.

Wbrew wszystkim, którzy wywołują wojnę.

Czytałam z myślą, że skoro czytam miłe rzeczy to będę miała miły sen.

Mówisz – masz.


Podróżowałam z grupą znajomych. Byliśmy piękni i młodzi. Nie mieliśmy bagażu, bo nic nam nie było potrzeba do szczęścia. Było ciepło i słonecznie. Postanowiliśmy gdzieś pojechać. Pojawił się pociąg. Więc wszyscy wsiedliśmy do niego. Tylko na dachu było miejsce, więc tam usiedliśmy, a niektórzy się położyli. Pomyślałam, że jesteśmy w Indiach, bo tam tak ludzie podróżowali kiedyś. Było pięknie. Czy coś nam było potrzeba więcej do szczęścia? Nie, wszystko było idealnie. Jechaliśmy przez jakiś wąwóz. I nagle pojawiły się słonie, które biegły po dachu pociągu w przeciwnym kierunku do jazdy.

Każdy z nas musiał się położyć i tak manewrować ciałem, aby żaden ze słoni nas nie nadepnął. Te słonie też delikatnie biegły, nie zrobiły nam krzywdy. Same też były zdrowe. Po prosty przebiegły po dachu pociągu i zniknęły.

A nasza paczka pojechała dalej, nieuszkodzona.


Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Odlotowy sen. Po prostu miły sen, wedle życzenia. Sama bym czegoś takiego nie wymyśliła. 😎

Po raz kolejny przekonałam się, że swoje życzenia trzeba poprawnie formułować. Moja podświadomość jest zabawowa i taki mi miły sen zafundowała.

W tym nowym roku chińskim zaplanowałam kilka rzeczy do zrobienia. I część już wykonałam. Zapisałam się do biblioteki, na zajęcia fizyczne i zapłaciłam już za warsztaty manualne. Teraz w każdą sobotę wstaję o 7 rano, żeby ćwiczyć.

W sobotę rozmawiałam przez telefon. Chodziłam po mieszkaniu, i w pewnej chwili spojrzałam w niebo, a tam księżyc, prawie w pełni. Była godzina 15:30.

Zapytałam rozmówcę czy u niego też widać księżyc. A on, że nie, bo u nich (UK) jest zachmurzone niebo. Na komputerze miałam włączony YT na żywo z Tokio. I tam też był księżyc, tylko była noc. Dokładnie na tej samej wysokości na niebie co u mnie. W Tokio była 23:30.

Na kompasie kierunki się nie zgadzały z tym co widać na niebie.


Nie mogłam zrobić fotki, bo zanim zdążyłam uruchomić obraz w telefonie i zrobić zrzut ekranu, to w Tokio nadciągnęły chmury, które zakryły księżyc.

Byłam bardzo zmęczona po ćwiczeniach, bolały mnie mięśnie, których wcześniej nie odczuwałam. Jak ciało zmęczone to głowa źle pracuje. Wydawało mi się dziwne, że księżyc wygląda tak samo w dwóch miejscach na ziemi oddalonych od siebie o 8686 km.


Może faktycznie ziemia jest płaska.

U mnie w domu wiosna na całego. Kwitnie kroton, ZZ i sansewieria.






Obym była spokojna i szczęśliwa.

Obym była bezpieczna.

Obym była wolna.

Niech mój umysł będzie wolny od złości, chciwości i ignorancji.

Niech moje serce będzie wypełnione miłością,

a mój umysł znajdzie spokój.



11/02/2022

Sen z ogórkami

Była noc. Szłam ulicą. Spotkałam mężczyznę, który sprzedawał ogórki. Takie małe, idealne do kiszenia. Było dziwnie, ciemno, a wokół mgła. Chciałam od niego kupić te ogórki. Miał mi sprzedać 1 kg, ale miał 3 kg, więc dał mi je za cenę 1 kg. Dołożył jeszcze liście chrzanu i dużo koperku. Było mi głupio, że mało zarobił. Ogórki były jasnozielone, dziwne. Powiedział mi, że to dlatego, że jest środek zimy i mało światła. Zabrałam te zakupy i poszłam do domu. Facet też poszedł, bo nie miał czym handlować.


Ten sen sprawił, że poszłam na targ i kupiłam kg kiszonych ogórków. Były pyszne. Człowiek tęskni za dobrym jedzeniem.

Dziwny to był dzień. Pokazywałam mamie filmy z YT z Ottawy. Podobno mamy niezależną tv, gdzieś, a zwykli ludzie nic nie wiedzą co się naprawdę dzieje ważnego na świecie. Wirus przestraszył się ciężarówek i opuścił to piękne miasto. To już 2 tygodnie jak ludzie koczują na ulicach, nie ma żadnego zagrożenia. Chcą wolności i są spokojni. Pojawiła się policja. Jak to się skończy?

Najpierw była godzina 11:11, potem 12:12 i 14:14. Potem przestałam zerkać na zegarek. To tylko cyfry. Dla mnie nic nie znaczą. Gdyby to były godziny na zegarze wskazówkowym, to nie zwracałyby na siebie uwagi. 

Mam już nowy telefon i nowy numer. Bateria jest doskonała. Postanowiłam, że nie będę przenosić wszystkiego, tylko będę pojedynczo wpisywać numery osób, z którymi chcę mieć kontakt. Stary telefon ma pełno śmieci, starych numerów, nawet osób zmarłych, i zdjęć, nikomu niepotrzebnych.

Mam znajomych, którzy mają od samego początku telefonów komórkowych, ciągle ten sam numer. A ja mam już 3 numer i to łatwy do zapamiętania. 😎

Czas na porządki. Czas na zmiany 😀