02/08/2017

Anna Austriaczka

Dopiero co Francuzi świętowali swoje narodowe święto 14 lipca, jakby nie znali swojej historii NCZAS.


A 26 lipca były imieniny Anny. Dobra pora.


 


Moją ulubioną i sławną Anną była Anna Habsburg, zwana Anną Austriaczką, choć urodzona w Hiszpanii – królowa Francji. Przeszła do historii jako matka Króla Słońce, najbardziej znanego króla Francji – Ludwika XIV Burbon.


Z Francją mam dziwne powiązania. Gdy byłam mała odmawiałam noszenia czapek, bo bolała mnie głowa i mówiłam, że „w poprzednim życiu ucięto mi głowę” właśnie we Francji. Nie mam pojęcia gdzie to usłyszałam, ale wykorzystywałam ;)


Ciekawa to rodzina, bo urodzili się we wrześniu – Anna, Ludwik i synowie. A więc mądre matki z dużym wpływem na dzieci.


 


Naprawdę nazywała się Ana María Maurícia de Habsburgo i urodziła się 22.09.1601 = 3



Jak każda Trójka była wesoła i towarzyska, innym dodawała energii (Uran), lubiła dobre towarzystwo. Kochała też teatr, jak jej matka. No i miała szczęście w życiu ;) Nie dała się otruć i musiała intrygować z teściowa Marią Medycejską i kardynałem Richelieu.


Anna była jedną z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów.


Gdy miała 10 lat zmarła jej ukochana matka Małgorzata Habsburg – ur. 25.12.1584=1. Matka miała 14 rodzeństwa, a sama urodziła 8 i zmarła przy ostatnim porodzie. Miała wówczas prawie 27 lat. Małgorzata była opiekunką artystów i miała duży wpływ na życie pałacowe. Jednak miała mniej do powiedzenia niż pierwszy minister. Bardzo kochała swoją pierworodną córkę i dbała o jej wykształcenie. Małgorzata została królową Hiszpanii w wieku 15 lat, a Anna w wieku 14 lat wyszła za mąż za Ludwika XIII.


Małżeństwo Anny było zaaranżowane, żeby zacieśnić stosunki francusko-hiszpańskie. Królewskie rody są bardzo uzależnione od polityki. Nieustannie od wieków po dziś dzień.


25.11.1615=3 odbyły się dwa małżeństwa per procura: Anny z Ludwikiem XIII i młodszej siostry Ludwika XIII – przepięknej Elżbiety Burbon z Filipem IV. Młodzi, bo 14 letni małżonkowie, przybyli do Paryża 11.05.1616=3. Anna miała szczęście do tych dat, bo to ona będzie ważniejsza w związku. Ciekawe kto je ustalił.


Ludwik XIII ur. 27.09.1601=8, był 5 dni młodszy od żony. Mogła trafić na starego, znowu szczęście ;)


Miał zupełnie inny charakter, był poważny i skryty, a żona otwarta i towarzyska.


Jako numerologiczna Ósemka pragnął władzy i pieniędzy. Jako król to miał, ale nie mógł panować nad żoną. Trójka źle znosi krytykę i nie umiała się dostosować do męża. Sama w nowym środowisku, bez matki i wsparcia rodziny, musiała dać sobie radę. Była mądra i kreatywna. Czyż nie jest wkurzająca osoba, która tryska energią i jest pozytywna? Trójki mają to od Losu, za darmo. Nie warto się na to wkurzać. Jedni pracują inni mają.


 


Jej imiona składają się z 27 liter. W królewskich rodach jest to normalka. Dużo imion jest gwarancją, że osoba może robić wszystko. Zwykli ludzie mają z tym problem, bo od nadmiaru możliwości nie wiedzą co wybrać i robić w życiu.


Ana miała wszystkie liczby, żadnych deficytów:


1 – 8


2 – 2


3 – 3


4 – 3


5 – 2


6 – 1


7 – 1


8 – 1


9 – 6


Przy 8 jedynkach nie dała sobą pomiatać. To ona błyszczy, jak Słońce. Była wszechstronna. Nauczyła się 5 języków, miała swoich szpiegów, którzy pomagali jej w intrygach pałacowych. Przy 6 dziewiątkach miała swój rozum i bystry intelekt. Miała tylko jedną 7, ale jej imię – Ana = 7 – więc miała intuicję, mogła planować wszystko co chciała, kupować popleczników, wiedziała na ile może sobie pozwolić, kogo można przekupić, a kto wróg na zawsze.


Gdy nazywali ją Anną to wzmacniali jej szczęście. Anna = 1+5+5+1=3


O taką nieprzeciętną osobowość mąż był zazdrosny i wszczynał kłótnie. Potem się obrażał, a kibicowała mu jego matka. Może to robił specjalnie, bo się nie sprawdzał w sypialni?


Ludwik XIII, jako urodzony we wrześniu, słuchał się matki. Bo taka matka jest mądra, ale nadopiekuńcza. Matkę symbolizuje Dziewiątka, a więc ma wiedzę wszystkich poprzednich liczb. Mając dużą wiedzę łatwo manipuluje dzieckiem, wspiera je, trzyma jego stronę, ale równocześnie przekazuje mu swoje wizje jego życia. Moim zdaniem ta mądrość dziewiątki na planie ziemskim zmienia się w przemądrzałość. Nie da się ochronić dziecka w każdej sytuacji, a wszystkowiedząca matka może zrujnować życie.


Z powodu różnic w charakterach mąż odsunął się od żony w 1622 roku. Podobno przez księcia Buckingham. Tylko, że książę dotarł do Francji w 1625 roku. A plotka żyje do dziś ;)


 


W podstawówce przeczytałam wszystkie książki Aleksandra Dumasa. Pamiętam doskonale wątek „naszyjnik królowej”. Po latach czar prysł gdy okazało się, że został wyssany z palca, więc go nie opowiem. Przekonałam się jaką siłę mają pisarze, potem artyści i teraz celebryci.


Dumas z miernego, ale wpływowego człowieka zrobił bohatera. Do dziś powstają filmy z tamtego okresu, ale będące fikcją literacką. Używa się nazwisk faktycznie żyjących wtedy ludzi, ale przypisuje się im cechy, których nie mieli.


Księcia B. chciano wykorzystać, by zniesławić Annę. Gdy książę Buckingham przybył na dwór to doprowadzono do tego, że został sam w komnacie z Anną. Potem rozpuszczano plotki, że mają romans. To powielana po dziś dzień fikcja. Anna miała wielu kochanków, ale tego akurat nie


George Villiers, książę Buckingham ur. 28.08.1592=8.




A więc można powiedzieć klon męża Anny. Jako bystra kobieta nie byłaby zdolna zainteresować się kimś takim. Był przystojny, ale mało bystry i bez manier. Bo ten George pochodził z nizin. Dla niego liczyła się władza i pieniądze, więc wszystko podporządkował temu celowi. Wychowywała go matka, bo ojciec zmarł wcześnie. Wysłała go do Francji, żeby się uczył. No i uczył się szermierki i tańca, ale języka za dobrze się nie nauczył. Anna znała 5 języków.


Gdy miał 22 lata trafił na dwór króla Jakuba I i został faworytem. Obsypany został deszczem zaszczytów. Dlaczego, skoro nic nie umiał? Miał talent w sypialni, bo król nie chciał się z nim rozstawać i pisał do niego miłosne listy. Historycy nieśmiało wspominają coś o homo czy biseksualiźmie. Bo ten George miał żonę i dzieci, a księciem Buckingham został w 1623 roku. Był też faworytem Karola I. W wyniku jego nieudanych pomysłów zginęło 4 tys. żołnierzy, a gdy planował kolejną wojnę został zamordowany przez fanatyka w 1628 roku, miał 36 lat.


Mierna postać, mierny koniec. Więcej tu George_Villiers


Dzięki niemu nigdy nie będę niczyim fanem.


 


Ana pragnęła dzieci, bo jej liczba duszy to 6 – rodzina.


Wiele razy była w ciąży, ale kilka razy poroniła (może więcej w ciągu 22 lat). Prowadziła stresujący tryb życia. Jej matka miała liczne rodzeństwo, Ana miała 7 rodzeństwa, ale troje umarło w dzieciństwie. Musiała mieć własne dzieci. Miała prawie 37 lat gdy urodziła syna. Była bardzo religijna i jednym z imion, które nadano Ludwikowi XIV Burbon było Louis Dieudonne (dar od Boga). Dziecko jakby wymodlone. Autor bloga zbigniewrabsztyn.blog.onet (polecam) poddaje w wątpliwość ojcostwo (impotencja). Gdyby to wyszło na jaw, to syn nic by nie dziedziczył, a reputacja króla legła by w gruzach. Lepiej kłamać, dla dobra czegoś tam.


Po dwóch latach Anna urodziła drugiego syna Filipa I Burbon.


Ludwik XIII zmarł gdy jego synowie mieli niecałe 5 i 3 lata (zmarł w maju 1643). Znamienne było w tamtych czasach nie respektowanie testamentów. Bo Ludwik XIII wyraźnie zakazał żonie być regentką. Oczywiście nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło coś komuś obiecać, opłacić lojalność i Anna została regentką, czyli rządziła Francją w imieniu małoletniego syna.


 


Anna była bardzo zaprzyjaźniona z Giulio Raimondo Mazzarinim (zw. Jules Mazarini), ur. 14.07.1602=3



Nic dziwnego, bo to pokrewna dusza. Był Włochem nisko urodzonym, ale na regenta wyznaczył go poprzedni kardynał Armand Jean Richelieu. Związek Anny z Julesem musiał być dobrze skrywany. Przetrwały do dziś ich miłosne listy.


Mazarini był doradcą małego króla, a nawet zastępował mu ojca. Plotkowano, że to mógł być jego prawdziwy ojciec. Nie był dobrym doradcą, umacniał rządy absolutne, więc musiało dojść do buntu. Nazywano go kardynałem, ale nie miał żadnych święceń.


Nic się nie zmieniło, teraz też można mieć tytuł dr, a nie kończyć medycyny (jak np. Kinslow).


 


Pierwszy syn Ludwik XIV Burbon ur. się 5.09.1638=5



Był zupełnie niepodobny do ojca, z wyglądu i z charakteru. Dziecko bało się ojca, bo ten chciał go sobie podporządkować. Czy to możliwe z uwielbiającą wolność Piątką? Ludwik miał też złe wspomnienia z dzieciństwa, bo słuchał plotek o romansach matki.


Teraz też nie chroni się dzieci. Celebrytki robią nagie fotki i puszczają do sieci. A potem dzieci dorastają i muszą się zmierzyć z obelgami.


Był prawdziwa Piątką – wolną i uwielbiającą zmiany. Dlatego zmieniał kobiety jak rękawiczki, jakby się odgrywał na kimś. To dobry partner do zabawy (wdał się w matkę). Matka miała na niego duży wpływ (9). Bardzo ją kochał i słuchał. Ale robił też co uważał. Piątka do końca nie da sobą manipulować. Był zawsze głodny. Zawsze wożono za nim kufer jedzonka. Zajadał smutki czy to ze strachu?


Gdy miał 13 lat, czyli był już dorosły, mógłby rządzić samodzielnie. Jednak matka i Mazarini rządzili za niego. Dopiero gdy miał 23 lata odciął pępowinę. Wtedy (1661) zmarł Mazarini. Gdy syn ożenił się w 1660 roku (po raz pierwszy) matka wycofała się z życia publicznego i osiadła w klasztorze Val-de-Grâce. Ludwik miał 28 lat gdy matka zmarła. Ogłosił wtedy pół roczną żałobę narodową. A potem żył jak chciał. Rządził długo i zmarł w wieku 77 lat.


 


Drugi syn Filip I Burbon, bardziej znany jako Filip Orleański ur. 21.09.1701=5




Kolejny syn urodzony we wrześniu i Piątka. A więc pod silnym wpływem matki (9) i bez ojca (21).


Musiał słuchać matki, nie mogło być inaczej. A ona wykombinowała, że młodszy syn nie będzie chciał rządzić gdy będzie gejem. I ubierała syna w sukienki i malowała. A może miał od dziecka ciągoty w inną stronę, a matka to zauważyła? Czy brak wzorca męskiego może mieć wpływ na homoseksualizm?


Jako Piątka lubił zmiany. Miał 2 żony i wielu kochanków. Pierwsza żona została otruta z zazdrości przez jednego z kochanków, a druga była bardziej tolerancyjna. Trudno kobiecie konkurować z facetami o faceta.


Podobno obie sypiały z bratem męża. Ale wtedy każdy z każdym sprawdzał wartość seksualną, a śmierć z otrucia była najczęstszą przyczyną zgonów.


Pozwolił, żeby nieślubna córka brata poślubiła jego syna. Brat rządził nim też. Miał zdolności przywódcze i był dobrym żołnierzem. Brat zazdrościł mu popularności, choć był bardziej uwielbiany przez lud. Każda Piątka uważa się za wyjątkową, i taka jest :) Ale słabo toleruje konkurencję.


Zmarł w wieku 61 lat na apopleksję, po kłótni z bratem, podobno. Tego nie ma zapisanego ;)


W serialach  jest super ;)


 


Anna zmarła 20.01.1666 na raka piersi. Nic dziwnego. Piersi są związane z dziećmi, bo karmi się je piersią. Dlatego chłopcy całe życie ciągną do piersi i do wylotu, z którego wyszli.


Anna poroniła wiele razy, a wtedy w psychice kobiety zostaje pustka, którą trzeba uzdrowić. Nie ważne czy poronienie było samoistne czy celowe. Rany bolą całe życie i objawiają się nowotworem. Gdy coś takiego zaistnieje trzeba wykonać uzdrawianie międzypokoleniowe. Pisałam o tym dawno temu. Trzeba przywołać to stracone dziecko, prosić o wybaczenie, że się dopuściło do straty i prosić o wybaczenie. Anna prosiła Boga o ratunek, zamiast prosić o wskazówki co robić.


Kolejny krok to uzdrowienie relacji matka - synowie. Powinna prosić o wybaczenie, że manipulowała synami, nie pytając co oni czują i chcą. Oczywiście, że ona była mądra, ale czy synowie nie powinni mieć więcej do powiedzenia? Chciała dobrze. Jest taka zasada Transerfingu – „pozwól innym być innymi”. Trzeba szanować uczucia innych i pozwalać im na własne błędy i podążanie własną drogą. Wtedy jesteśmy zdrowi.


 


Wszystkie znane mi kobiety z rakiem piersi miały poronienia. Wybaczanie to jedyny ratunek. Można też uciąć sobie piersi, ale rak pojawi się w innym miejscu, najpóźniej w ciągu 10 lat.


 


Anna Austriaczka przeżyła ciekawych 65 lat życia.


 

25/07/2017

Sen z kontenerem


Obserwowałam kontener na jakimś parkingu. Z wysokości, ale nie mam pojęcia czy na czymś stałam czy siedziałam. Raczej moja świadomość tam była i unosiła się w powietrzu. Czekałam na coś, co miało się wydarzyć. Kontener był trochę oświetlony, ale niewyraźny. Inne kontenery stały dalej. W pewnej chwili przyszedł mężczyzna. Bardzo znany, ze szczytu władzy, wszyscy go znają. Nie podam nazwiska, bo po co. Był sam, bez ochrony. Otworzył drzwi konteneru i zobaczyłam, że tam są kilkuletnie dzieci. Nie widziałam je, ale słyszałam taki szmerek rozmów, jak w przedszkolu. On wszedł zamknął drzwi za sobą. I wtedy struktura konteneru jakby się rozluźniła i widziałam co się dzieje w środku. On się zmienił w zwierzę i zjadł wszystkie dzieci. Zrobiło się cicho. Kontener zgęstniał i dalej nic nie widziałam, więc gdzieś poleciałam.


kontener3
Po obudzeniu poczułam niesmak. Jednak ten sen nie zrobił na mnie dużego wrażenia, chociaż zginęły dzieci. Bardziej mnie zachwyciła umiejętność widzenia przez ścianę kontenera. Bo ona nie zrobiła się szklana, czy przezroczysta, a jakby materia się rozrzedziła, atomy się od siebie oddaliły. Widziałam równocześnie i kontener i to co było w środku.


Sen dziwny i głupi i nie mam zamiaru dochodzić jego znaczenia. Po co.


Najlepsze było potem, w ciągu dnia. Otóż, momentami czułam piękny zapach. Na kilka dni wyjechałam pooddychać innym powietrzem. Bez tv i internetu. Ubrania raczej nie pachniały, a właściwie zalatywały stęchlizną czy wilgocią. Czekają, żeby je wyprać. Szukałam źródła zapachu. Wąchałam różne rzeczy w każdym pomieszczeniu. Wszędzie coś pachniało. Czułam lawendę, cytryny, maciejkę, mydła i proszki w łazience, spoconą rękę, zakurzony koc, pościel czekającą na wypranie, herbatkę owocową, oddech, coś z zewnątrz itp. Nie znalazłam nic co by przypominało ten zapach. Właściwie powinno być czuć bałagan. Czeka mnie kilka dni porządków, więc będzie pachniało, ale jak skończę.


A zapach był świeży, czysty, trochę jak mydło, jak wiatr. Oddychałam tym świeżym zapachem przez cały dzień. Doszłam do wniosku, że pachnie mi wnętrze nosa, te małe włoski, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Chyba, że z innego wymiaru, co jest mało prawdopodobne. Zapach był przy mnie, obojętnie gdzie byłam. Nic co miałam na sobie tak nie pachniało.


Ciekawe jak będzie jutro, czy mi to zostanie na dłużej.







 

21/07/2017

Aloes

3 lata temu dostałam aloes od mojej przyjaciółki. Roślina miała ok. 90 cm, albo więcej. To była jedyna roślina, która jej nie umarła. Nie potrzebuje żadnej pielęgnacji, najlepiej o niej zapomnieć i rzadko podlewać. Trzeba jej jednak znaleźć dobre miejsce w domu. Wtedy rośnie jak szalona. Z tamtego aloesu moja mama zrobiła kilka butelek nalewki. Mam jeszcze jedną w lodówce. Czasem pijemy po łyżce na wzmocnienie, czy odporność. Aloes to bardzo pożyteczna dla człowieka roślina i powinna być w każdym domu.


Mój duży aloes stoi na parapecie w kuchni. Rozrasta się, więc dotyka liśćmi do szyby. 3 miesiące temu zauważyłam, że jeden liść złamał się. Normalnie urwałabym go, ale pomyślałam, że może by go uratować. Chwyciłam w dwa palce miejsce złamania i ciepło pomyślałam. Dałam roślinie impuls do samonaprawienia. Potem zostawiłam ją w spokoju.





Aż dzisiaj przypomniało mi się o niej i sprawdziłam „złamanie”. Zadziwiające, że liść się złączył i jest jędrny na całej długości. Został tylko ślad i jest inny niż pozostałe liście.


Nie wiem co o tym myśleć. Wola życia, to oczywiste. Może chciał, żeby mu zrobić fotkę ;)


Czy jest możliwe „naprawienie” większych złamań. Czy złamaną gałąź też można „naprawić”. Muszę potrenować, bo to bardzo ciekawe. Nie oczekuję, że złamaną nogę człowieka można naprawić bez gipsu, ale coś mniejszego chyba tak. Potrzebny jest czas spokoju, a u ludzi to deficyt. Nikt nie chce pracować nad sobą, bo wszystko trzeba robić szybko. Jakby świat miał się zaraz skończyć. Ja mam dużo czasu, więc potrenuję. :)


Lubię rośliny, bo są ciche i mało wymagające. A dają dużo piękna.


 

18/07/2017

Wola życia

Niedawno rozsadziłam odnóżki aloesu. Odcięłam od matki małe roślinki. Nie miały korzonków. Od razu wsadziłam do ziemi. Podlewałam zwykłą wodą. Była też fotka, ale nie chce mi się teraz szukać.


Po kilku dniach widać było, że się przyjęły. Trzy. Czwarta roślinka miała tylko brązowe liście i była wiotka. Powiedziałam jej: dasz radę. A pomyślałam, że powinnam ją wyrzucić i uszczknąć nową odnóżkę. Po kilku dniach roślinka jakby wiedziała co ją czeka, po prostu wypuściła nowe młode liście. Aloesik musiał podsłuchać moje myśli.



To ta ostatnia doniczka.


Zwykła roślina, a jaką ma wolę życia. Wybrała życie u mnie w doniczce na parapecie, zamiast na śmietniku. A przecież rośliny nie czują, nie rozumieją, nie mówią i nie podsłuchują.


Ze zwierzętami jest podobnie. One wiedzą. Tylko ludzie wybierają, które zwierzęta są do kochania, a które do jedzenia.



Przyszły prezydent George Clooney miał przez 18 lat świnkę, z którą chodził po ulicy i nawet spał. Czy on jadł koleżanki swojej świnki?



Nie jemy świnek morskich i świnki Peppy. Gdy na świnki padnie zaraza to się je zabija i pali. Dobrze, że nie grozi to ludziom. Nie chciałabym, żeby moje cycki leżały na czyimś stole, a piersi kurczaka leżą.


Jedni kochają psy, inni je jedzą.


Moja mama jadła gołębie, jak był głód tuż po wojnie. I do dziś pamięta jak smakowały – „takie podszyte wiatrem”. W mieście nikt nie lubi gołębi, ale ich nie jemy.


Czy rośliny popełniają samobójstwo? Czy zwierzęta chcą umrzeć? A człowiek, najmądrzejsza istota, może się zabić. Ale chyba nie dlatego, że chce być zimny i martwy, ale ze strachu przed życiem.


Nie szanujemy niczego, nawet życia.





Każda istota na ziemi chce żyć. To jest jedyne prawo, obowiązek i zaszczyt. Życie.


 

12/07/2017

Sen z napadem i śniegiem

Muszę uważać co oglądam przed snem.


 


Byłam w jakimś sklepie – butiku. Stałam na środku, bo nie było lady. Pełno półek wokół i lekki półmrok. Ktoś wszedł i kierował się w moją stronę. Gdy był blisko mnie rozpoznałam w nim kogoś podobnego do Johna Travolty. Naprawdę ;)


Wiedziałam, że chce mi zrobić krzywdę. Podszedł bardzo blisko. Zauważyłam, że nie ma noża ani pistoletu i mi ulżyło. Zaciekawiło mnie jak mnie zabije. Może sobie poradzę. Chciał mnie chwycić za gardło, a ja już kombinowałam jakiś unik z krav magi. Wiedziałam, że sobie dam radę. I w tej chwili do sklepu wpadł jakiś koleś, a za nim uzbrojeni i zamaskowani ludzie z sił specjalnych. Powalili Travoltę na ziemię, zakuli w kajdanki i wyszli. Powiedziano mi, że to była pułapka, a ja byłam przynętą. Tylko nic mi nikt nie powiedział. Nikt mnie nie przeprosił, bo przecież nic mi się nie stało. Wszystko było pod kontrolą. Okazało się to był groźny przestępca i wszystkim ulżyło, że już siedzi.


Potem jeszcze musiałam udzielić paru wywiadów i kilka razy opowiadać co się wydarzyło.


Nareszcie mogłam pójść do domu. Z mamą i siostrą poszłyśmy do sklepu. Nic nie kupiłyśmy. Wracałyśmy szeroką ulicą. Było ślisko, śnieg był udeptany. A my trzymałyśmy się za ręce, mama w środku, ja po jej lewej stronie, siostra po prawej. Rozpędzałyśmy się i ślizgałyśmy się po tej ulicy. Było super. Nie wiem jak nam się udało równocześnie ślizgać w jednym rytmie. Było fajnie. O napadzie zapomniałam.


 


Obudziłam się. Było widno. Od razu zachciało mi się śmiać. Bo wczoraj wieczorem, gdy gasiłam telewizor to właśnie leciał film z Johnem Travoltą Punisher. I mnie się przyśniła dokładnie ta scena z filmu. Dobrze, że nie puszczali zwierzęcej kreskówki, bo co wtedy by mi się przyśniło ;) Tylko, że ja przeżyłam.





Nie mam wytłumaczenia na ten śnieg.


W ciągu dnia nic specjalnego się nie wydarzyło. Uciekł mi autobus, bo komunikacja jeździ jak chce. Do pracy dojechałam 2 tramwajami i 4 autobusami. Spóźniłam się tylko 10 minut. Zapomniałam jednego telefonu, którego używam jako radia. Było cicho.


Nie zdarza mi się to. Rozśmieszyło mnie to, bo to ewidentnie „wina” snu. Tak miało być.


Wieczorem wysypałam na podłogę pół puszki groszku. Wyrzuciłam. W sałatce było mniej.


Samo życie. Nikt mnie nie napadł w realu.




11/07/2017

Nikola Tesla

Dzisiaj minęło 161 lat od urodzin Nikoli Tesli. W dniu swoich urodzin (od 1931 r.) urządzał konferencje prasowe, wspominał swoje życie i informował nad czym pracuje. Od 74 lat tego nie robi, bo nie żyje.


Ludzie ekscytują się jego wynalazkami i pomysłami, a nie doceniają go jako człowieka.


Jestem po lekturze jego autobiografii. Akurat teraz ;) Dobra pora.


Tekst książki to jego własne słowa, wywiad opublikowany w czasopiśmie Electrical Experimenter w 1919 roku, gdy wynalazca miał 63 lata.


 


Nie patrząc na jego datę urodzenia można w ciemno powiedzieć, że jego droga to Jedynka – pionier i odkrywca inspirujący innych.


To mnie z nim łączy ;) A w mojej bliskiej rodzinie jest Nikola, ale dziewczynka ;)


 


Nikola Tesla ur. się 10.07.1856 roku w serbskiej rodzinie.



Jedynka jest odważna i ambitna, dumna i twórcza. Dziecko Słońca. Przy takim wsparciu pracował nad swoim charakterem.


Jako dziecko był słabego zdrowia. Tylko dzięki swojej woli zdrowiał. Tak było gdy chorował 9 miesięcy na cholerę. Wyzdrowiał gdy jego ojciec obiecał, że pozwoli synowi na realizację własnych planów życiowych. To taka choroba na życzenie. Nikola chciał umrzeć jeśli nie będzie inżynierem.


Ojciec (10) był duchownym i wojskowym. Dzieci urodzone tego dnia są pod szczególną boską opieką, mają jakąś misję. Planował karierę Nikoli w duchowieństwie, zwłaszcza po śmierci pierworodnego syna. Zupełnie zdawał się nie dostrzegać technicznych uzdolnień syna. Uderzył go tylko raz. Nikola jako dziecko nadepnął na tren pewnej bardzo ważnej kobiecie i suknia się rozdarła. Ojciec ”siny z wściekłości” „delikatnie go spoliczkował” i „była to jedyna kara cielesna, jaką kiedykolwiek wymierzył synowi”. A Nikola w wieku 63 lat, gdy udzielał tego wywiadu ciągle czuł ciepłe policzki. Gdyby Nikola urodził się kilka minut wcześniej, czyli 9 lipca, to na pewno byłoby łatwiej dziecku. Ojciec był oczytany, poetą i pisarzem, a jego kazania wyróżniały się elokwencją. Nikola po nim odziedziczył miłość do poezji i dobrą pamięć. Zmarł nagle gdy Nikola miał 23 lata.


Matka (7) poświęcała się dla dziecka. Pochodziła ze starej i bogatej rodziny. Miała duży wpływ na kreatywność Nikoli. Ćwiczyła z synem odgadywanie cudzych myśli, zapamiętywanie długich sentencji, czy liczenie w pamięci. Codziennie. Przydało mu się to po pożarze jego laboratorium w NY. Odtworzył z pamięci własne notatki, pomysły i nowe projekty.


Często biła syna za różne przewinienia, a właściwie „za całokształt twórczości” (s.50). Jedynka od urodzenia ma swoje zdanie, więc trudno jest ją złamać.


Matka była bardzo pomysłowa, zaradna, wymyśliła wiele przyrządów ułatwiających prace domowe, sama plotła tkaniny i szyła z nich ubrania. Pracowała od świtu do nocy.


Zmarła gdy Nikola miał 36 lat. Czuł, że matka umiera, bo miał wizję. Zobaczył ją na chmurze, która ulatywała do nieba.


 


Pierwsze wewnętrzne dziecko, czyli ważny moment w życiu, miał miejsce w 6 roku życia. Gdy Nikola miał 5 lat w wypadku na koniu zginął jego brat Dane. Ale przeprowadzka w wieku 6 lat zrobiła na nim większe wrażenie. Rodzina przeprowadziła się do miasteczka niedaleko.


„Przeprowadzka była dla mnie niczym przekleństwo. Rozstanie z naszymi gołębiami, kurami … niemal złamało mi serce.” (s.50). To właśnie wtedy ojciec go spoliczkował, podczas drugiej wizyty w kościele. Nie mógł zostać księdzem.


Jako dziecko nie miał wiary w siebie. Wszystko co robił miało zrekompensować rodzicom stratę syna. Ale już ok. 17 roku życia wiedział, że będzie wynalazcą, a nie klerykiem. Od dziecka pojawiały mu się obrazy, które ukazywały mu różne rzeczy. Wizualizował sobie wszystko co chciał. Interesowało go dlaczego kula śniegowa robi się coraz większa, przez co ma większą siłę niszczenia, albo powiązanie błyskawic i deszczu. Był ciekawy praw Natury.


 


Drugie wewnętrzne dziecko (5+6) – w wieku 11 lat nauczył się powstrzymać swoje wizje siłą woli. Panował nad nimi i mógł je dowolnie modyfikować.


 


Liczba ekspresji 11 – misja – praca dla dobra innych. Idealista i marzyciel. Problemy w związkach (Nikola nie był w żadnym związku. Podobała mu się żona przyjaciela, ale była żoną innego). Często żyje w chmurach. Czasem przebija się Dwójka, która przynosi biedę i rozpacz – Nikola przynajmniej 2 razy przeżył załamanie nerwowe. Ale czas „agonii” wykorzystał na rozwój mentalny.


 


Liczba osobowości (jak jesteśmy postrzegani)– 7 – Neptun - zdystansowany, pełen rezerwy, długo się zaprzyjaźnia. Myśliciel i badacz. Otwarty na duchowość. Dlatego dzięki Swami Vivekanandzie (żył 39 lat, 3x13) uwierzył, że wszystko jest energią i całe życie poświęcił na sprowadzenie energii z kosmosu na ziemię dla dobra ludzi.


Miał 1,88 cm wzrostu, fascynujące oczy i ciekawa osobowość.


 


W duszy ma 22 czyli 4 – był praktyczny, surowy, miał talenty mechaniczne i manualne, zdeterminowany i uparty w dążeniu prosto do celu.


 


Miał nałogi, ale umiał je pokonywać. Tak było z hazardem. Namiętnie grywał w karty na pieniądze, aż wyrzucili go ze studiów. Matka go wspierała, mówiła: wiem, że z tym skończysz. I tak się stało. Z dnia na dzień przestał palić. A gdy zaobserwował, że picie porannej kawy może mieć zgubny wpływ na serce to z niej zrezygnował.


Sprawdzał wszystkie swoje nałogi co dało mu wielką satysfakcję. Nie odczuwał tego jako wyrzeczenie czy poświęcenie.


(Gdy o tym czytałam to jakbym czytała o sobie. Opisywałam moje „sprawdzania” na blogu i okazało się, że nie ma niczego co mogłoby mnie uzależnić, nie jestem podatna na nałogi.)


 


Miał dziwne upodobania i fobie (s.34), z których doskonale zdawał sobie sprawę:




  • brutalna niechęć do kolczyków u kobiet,




  • nigdy nie dotykał włosów innych osób,




  • dostawał gorączki patrząc na brzoskwinię




  • dyskomfort na zapach kamfory




  • liczył kroki




  • obliczał objętość talerza zupy, filiżanek kawy i porcji jedzenia,




  • wszystkie czynności musiały być podzielne przez 3. Ostatni pokój w hotelu miał numer 3327.




 


Każdy ma jakieś nawyki, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ja do niektórych zup dodaję zawsze 3 ziarnka ziela angielskiego, a do 3 łyżek płatków owsianych dodaję 9 orzechów laskowych. :) Lubię liczbę 3 :)


 


Nie popierał prohibicji, bo przecież są inne używki bardziej szkodliwe niż alkohol (kawa, herbata, guma do żucia, papierosy). „Wszystkie te używki są wielkimi eliminatorami asystującymi Naturze przy utrzymaniu na jej pokładzie prawa, dzięki któremu przetrwają najsilniejsi” (s.41).


Dbał o siebie. Przez całe dorosłe życie miał jednakową wagę i nosił ten sam rozmiar. (Mój tata też tak ma. Całe życie wygląda i waży tak samo, tylko jest starszy.)


W młodości kilka razy uniknął śmierci, popadał w tarapaty, z których wydostawał się w „magiczny sposób”. Miał silną wolę życia (Słońce rozświetla czarne chmury). Podczas chorób czytał. Kiedyś zafascynował się książkami Marka Twaina, a po 25 latach go spotkał i zaprzyjaźnił się. Czytał Newtona, Paula de Kocka, Goethego, mitologię, wszystko co było w bibliotekach do przeczytania. Jego elokwencja zjednywała mu ludzi. Gdy masz dużą wiedzę ogólną to z każdym można nawiązać kontakt. Prócz pustaków.


Świetnie pływał, ale 2 razy prawie się utopił. W czasie pobytu w Paryżu codziennie pływał w basenie, 27 (9x3) długości, potem szedł godzinę do firmy na „śniadanie drwala”. Lubił jeść, ale z umiarem, nie był wege. Był pracoholikiem.


Miał manię kończenia wszystkiego co zaczął. Na studiach zaczął czytać dzieła Woltera. Był przerażony kiedy dowiedział się, że „ten potwór” napisał prawie sto tomów pijąc dziennie 72 filiżanki czarnej kawy. Skończył czytać wszystko i nigdy więcej tam nie zajrzał.


Jedynki nie są interesowne, ale chcą, żeby płacić za wykonaną pracę. Dlatego gdy Edison go wykiwał to rzucił pracę. Wiele razy był bez kasy. Wtedy brał co było, np. kopał rowy – ciężka fizyczna praca. Jedynki żadnej pracy się nie boją. Ważny jest cel.


Potrzebował pieniędzy na realizację swoich projektów, ale doceniał inne nagrody. Jak np. butelka wina „St.Estephe” z 1801 r. zakopana na ważną okazję. Tesla był tego godny. Dostał raz zamek, ale po co mu on, nie miał rodziny. Miał ciary gdy odkrył obracające się pole magnetyczne. To najlepsza nagroda, niewymierna. Po wykładzie w Londynie posadzono go na krześle Faradaya i delektował się whiskey, którą ten uczony zwykł pijać – przeżycie godne pozazdroszczenia.


 


Miał wzrok i słuch ponadprzeciętny. Słyszał grzmoty z odległości 550 mil, podczas gdy inni ze 150 mil. Po 60 nadal miał dobry wzrok (czyżby znał Bates'a?) i dobre samopoczucie.


Nikola Tesla nie miał własnej rodziny. Miał 3 siostry, ale o nich nie mówił w tym wywiadzie.


Jako naukowiec i pracoholik mieszkanie w hotelu było dla niego idealne. Nie musiał sprzątać ani gotować. A samotność naprawdę lubił, bo był sam ze swoimi myślami i stwarzał rzeczywistość. Lubił też spotkania z przyjaciółmi, wykłady i pokazy, bo mógł wtedy brylować swoim intelektem.


 


Nauczył się, że instynkt przenika wiedzę. On najpierw wiedział, a potem to udowadniał. Tak było np. z prądem zmiennym. Jedynki zawsze mają rację, zwłaszcza gdy się przy czymś upierają. Bo mają intuicję, jakiś wewnętrzny głos. Prosił swojego sponsora Astora, żeby nie wsiadał na Titanica. Ale ludzie robią co jest im pisane. Wsiadł, bo miał zginąć.


Wiele razy go oszukano, ale nie żywił urazy. Po prostu nie spotykał się z „wrogami”. A z niektórymi się procesował. Wielu jego asystentów zostało profesorami uniwersytetów, wielu przywłaszczyło sobie jego pomysły. Nic to – dla dobra ludzkości. Małostkowych i zazdrosnych ludzi określał jako „bakterie okropnej zarazy”. Kto by chciał się z nimi zadawać?


Dlatego nie umarł na raka, ale jego układ krążenia się zatrzymał w wieku prawie 87 lat.



"Blue Portrait PrincessLwoff-Parlahgy 1919


Nikola opisywał swoje życie jako „nieustanny ciąg zachwytu”. Umiał zaprząc siły natury do służby człowiekowi. Czuł, że miał niezwykłe życie. Rozwijał się przez własne myśli. Wiedział, że przejdzie do historii.


Nikola Tesla był wybitnym człowiekiem, wrażliwym i pracowitym. Chciał dać ludziom lepsze życie. Wszystko co go spotkało miało swój sens i cel, każde najdrobniejsze zdarzenie kształtowało jego przeznaczenie.


 


Nikola Tesla wynalazł XX wiek. A kto odkryje XXI wiek?


Wiedział, że obrazy będzie można przesyłać bezprzewodowo z każdego miejsca na świecie, ale słit focie i porno celebrytki to chyba marnowanie jego idei.


W Powrocie do przyszłości były latające samochody i latające lokomotywy. Nikola kochał latać. Cytował fragment Fausta: „Jaka szkoda, że skrzydła, które uniosły mój umysł nie mogą unieść mego ciała”. Latał prawie każdej nocy.


Przewidział GPS i druk 3D. Zgodziliśmy się na sieć anten telefonii komórkowej, a nie zgadzamy się na sieć do przesyłu bezprzewodowej energii.


Kiedy będzie bezprzewodowa elektrownia, którą Tesla zaczął budować w 1900 roku?


Kiedy samoloty będą latały dookoła Ziemi bez tankowania?


Kiedy energia słoneczna będzie kontrolowana do stwarzania jezior i rzek, kiedy nawodnione zostaną pustynie?


Kiedy będą dostępne dla zwykłych ludzi ekrany do wyświetlania myśli na podstawie zdjęć siatkówki?


Kiedy ujawnione zostanie wykorzystywanie promienia śmierci?


Kiedy pogadamy z Marsjanami oficjalnie?


 


Czy ludzie są teraz gotowi na jego wynalazki, czy musimy poczekać jeszcze wiek albo dwa.


Na następnego Teslę.


 




04/07/2017

Sen z gniazdkami

Ktoś przyszedł. Byliśmy w salonie. I ten ktoś powiedział, że trzeba wymienić gniazdka elektryczne. Trzy. Ja wiedziałam, że trzeba, ale jakoś nikt nie miał czasu, żeby to zrobić. Skąd on to wie? Przecież nie są zepsute tylko stare. I dlaczego trzy skoro są dwa i jeden kontakt do światła.. Coś z tym człowiekiem nie tak. O co tu chodzi? Obudziłam się. Bo robiło się dziwnie. Obcy człowiek mówi mi co mam robić.




Wczoraj na kolację było wino. Urodziła się dziewczynka. Trzeba było uczcić.


Stałam się mniej czujna.


Sen o elektryczności. Mamy 5 snów co noc, a ja zapamiętałam właśnie ten.


Trzy miesiące temu pożegnałam mój ostatni czajnik. Elektryczny. Kupiłam zwykły z gwizdkiem, bo ten się nie spali. Miałam kilkanaście czajników, które nagle przestawały działać. Moja mama mówi, że coś ze mną nie tak. Oni mają trzeci w życiu, a ja chyba 15.


To chyba nie o to chodzi.




Popsuł się kabelek do ładowania telefonu, ale działa. Mam inne, ale ten jest wyjątkowo długi. Może powinnam wyrzucić? Czy to ten kabelek chciał zwrócić moją uwagę?


Dostałam 3 miesiące temu dzwonek bezprzewodowy, ale nikomu nie chce się go zamontować. Mamy domofon, więc wiadomo kto wchodzi. Czekam w drzwiach na gościa. Nie musi dzwonić.


Przecież rzeczy martwe nie mogą myśleć, nie mogą same z siebie pojawiać się w snach i czegoś chcieć.


A może to Nikola Tesla przewraca się w grobie. Przeczytałam właśnie Autobiografię Nikoli Tesli. Szybko się czyta, wystarczył jeden dzień.



Chciał zupełnie co innego. Chciał latających maszyn dla każdego i bezprzewodowej transmisji energii. A Elon nie dość, że nazwał swoją firmę Tesla, to jeszcze zamiast latających samochodów stawia na elektryczne auta. Miała być wolna energia, a będą akumulatory, które zatrują ziemię. I jeszcze drąży tunele pod ziemią, zamiast wylecieć w przestrzeń. Czy on ma mózg czy musk?


Nie takie były wizje genialnego wynalazcy.


Sen bez znaczenia.


 


 

01/07/2017

Zmartwienia

Dzisiaj był zwykły dzień.


Wstałam rano. Jak zwykle podziękowałam, że żyję i postanowiłam, że to będzie dobry dzień. Tak robię zawsze. Skoro mam wolny wybór to tak wybieram, codziennie.


Byłam umówiona o 10 w urzędzie. Wczoraj nie dało się czegoś załatwić i miałam to dzisiaj zrobić.


Na przystanku zaczepiła mnie starsza pani. (Muszę mieć coś co skłania ludzi do zwierzania się mi. Odkryję to kiedyś).


Zapytała mnie czy mi nie zimno. Założyłam sukienkę bez rękawów. Było ok. 19 stopni. Odpowiedziałam, że nie jest mi zimno. Rzadko czuję zimno, że muszę się grubo ubrać. A teraz długie rękawy by mi miziały ręce pogryzione przez komary. Pani dotknęła mojej ręki, żeby sprawdzić czy nie kłamię. Spytała czy mam jakiś sweter. Nie mam, ale wzięłam parasolkę. A potem zaczęła się usprawiedliwiać, że ona założyła rajstopy. W zeszłym roku prawie nie straciła palca, bo wdało się zakażenie. Jak zwykle od 50 lat obcinała sobie paznokcie nożyczkami i coś poszło nie tak, że palec zaczął jej gnić. Była osłabiona i schudła 6 kg, to chyba przez nieprzespane noce i zmartwienia. Może śmierć jej zajrzała w oczy. Ludzie umierają z mniejszych urazów. Teraz jest prawie wyleczona, ale musi dbać o stopy. Przed pedikirem moczy nogi w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem obcina paznokcie zdezynfekowanymi nożyczkami. Nie mam pojęcia do czego może mi się przydać ta informacja. Pojechałyśmy tym samym tramwajem, ale już nie było jak rozmawiać.



 


Spóźniłam się 4 minuty. To ciekawe, bo ja się rzadko spóźniam. Myślałam, że klient jak zwykle się spóźni, a on akurat był na czas. Niczego nie można z góry zakładać.


W urzędzie nie byłam specjalnie miła, ale rzeczowa. Wszystko wyjaśniłam. Potem trzeba było coś wpłacić, ale akurat zaczęła się przerwa śniadaniowa. Zupełnie się tym nie zmartwiłam. Najwyżej poczekamy 15 minut. Ale inna urzędniczka sama z siebie powiedziała, że taka sama kasa jest w urzędzie obok. Poszliśmy. Potem trzeba było złożyć papiery, czekały 3 osoby. Nic to poczekamy. I czekaliśmy minute, bo sprawy były szybkie. Nie zdążyłam się zmartwić. Wczoraj zaświadczenie miało być na piątek, a dzisiaj okazało się, że może być już na wtorek. Naprawdę o nic nie prosiłam. To klientowi zależało, żeby było wcześnie, bo akurat w piątek rano ma podpisywać umowę.


Niby te same urzędniczki, a jednak sposób załatwienia sprawy zupełnie inny. Wszystko zależy od ludzi.


Potem było tak samo. 2 i pół godziny u fryzjera minęły szybko. W międzyczasie lało, a ja siedziałam z folią aluminiową na włosach. Włosy mam teraz świetne. Nie ma się czym martwić. Gdy wracałam wyszło słońce. Parasolka okazała się niepotrzebna. To nie powód do zmartwień ;)


Wieczorem w skrzynce znalazłam kopertę. Nie sądziłam, że przesyłka dojdzie tak szybko. Sama przyszła ;) Mam teraz na weekend coś do poczytania. I czekamy na nowe dziecko w rodzinie. Mija termin. Nie martwimy się. Będzie co ma być.


 


Po co się martwić?


Są tylko dwa powody do zmartwień: albo jesteś zdrów albo chory.
Jeśli jesteś zdrów, to nie ma się o co martwić.
Jeśli jesteś chory, są dwa powody do zmartwień: albo wyzdrowiejesz albo umrzesz.
Jeśli wyzdrowiejesz, to nie ma się o co martwić.
Jeśli umrzesz, to są tylko dwa powody do zmartwień: albo pójdziesz do
piekła, albo pójdziesz do nieba.
Jeśli trafisz do nieba, nie ma się o co martwić.
Jeśli trafisz do piekła, to będziesz tak zajęty witaniem się z kumplami,że
nie będziesz miał czasu żeby się martwić.
Więc po cholerę się martwić???


(Znalezione dawno temu w sieci.)


 


Dobry dzień, jak zwykle.




28/06/2017

Mak polny

Było miło. Jak zwykle. Pogoda przepiękna, zamówiona. Jak zwykle.


Łatwo było nie zjeść poziomek. Na początku mnie korciło, ale potem powiedziałam do siebie, że to nie moje i że to prezent. Ochota odeszła. To tak jak mają kasjerki (większość). Przez ich ręce przechodzi sporo pieniędzy, ale na nich nie robi to wrażenia, bo to nie ich.




Maki rosną gdzie chcą. Nikt im nie może zabronić.


Gdyby to był mak niebieski, to może bym się skusiła, bo uwielbiam każdy wypiek z makiem. Nic dziwnego, bo ma magnez, wapń i wprowadza mnie w dobry nastrój. Podobno jest ciężkostrawny, ale nie dla mnie. Nie jest to też mak lekarski, z którego wytwarza się opium. To zwykły mak polny. Z jego płatków można co najwyżej zrobić napar na kaszel albo na sen.


Ale pięknie wygląda w trawach. I jest taki delikatny.





A to już wytwór dzióbków jakichś ptaków. Perfekcyjnie zbudowane gniazdko na niewysokiej choince, ok. 1 m nad ziemią. Ptaki budują gniazda gdzie chcą, nie mają żadnych zezwoleń. Nikt im nie może niczego zabronić. Teraz jest puste, więc spełniło swoją rolę. Małe dorosły i wszystkie ptaki poszły w świat. Nie dbają o dom rodzinny. Zupełnie inaczej niż ludzie, którzy za wypasione chaty zrobią wszystko.


Zresetowałam się :) Choć jestem pogryziona przez komary. Przez kilka dni będę się drapała w różnych miejscach. Lubią mnie komary jeść ;)


 

24/06/2017

Nietzsche

Staram się nie oceniać ludzi, nawet tych zmarłych, ale średnio mi to wychodzi. Dziwnym zrządzeniem losu zamiast jakiegoś filmu nagrałam dokument „Geniusze współczesnego świata”. Rzadko oglądam filmy w czasie rzeczywistym, często nagrywam, żeby obejrzeć je kiedy zechcę. I oto obejrzałam film o filozofie, którego teksty były najbardziej manipulowane w historii i którego określa się ojcem chrzestnym faszyzmu. Widocznie był w tym jakiś cel. Nie ma przypadków.


Ludzie często cytują wypowiedzi znanych filozofów dla pojaśnienia własnych poglądów. Wydaje się, że inni lepiej umieją sformułować to co my czujemy czy myślimy. Sama tak robiłam. Jednak gdy trafiam na cytaty Nietzschego to się wzdrygam. Gdy cytują jego myśl: „Co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym”, mam odruch wymiotny. Bo autor tych słów udowodnił swoim życiem, że to nieprawda. Pomylił się.





Friedrich Wilhelm Nietzsche


urodził się 15.10.1844 roku


Pierwsze co się rzuca w oczy to rok urodzenia, końcówka 44. Czyli w wieku 4 lat musiał przeżyć coś co wpłynęło na jego późniejsze zachowanie. To jest „wewnętrzne dziecko”. Ma je każdy. Ono nas kształtuje, rozwija lub hamuje. Zależy jak do tego podejdziemy.


Nietzsche urodził się w rodzinie luterańskiego pastora. Był bardzo pobożnym chłopcem i cały dom żył chrześcijańską wiarą. I gdy miał 4 lata jego ojciec zachorował na poważną chorobę mózgu. Pastor najpierw oślepł, potem leżał przykuty do łóżka. Cierpiał, a po roku odszedł. Po autopsji stwierdzono, że 1/4 mózgu zniknęła, zżarła go choroba. To była przerażająca śmierć.


Nie dziwi, że zaczął zadawać pytania: dlaczego Bóg, któremu ojciec poświęcił całe życie, dopuścił do niego tak wielkie cierpienie. Utracił wiarę, nie chciał chodzić na nabożeństwa w święta.


Z tego doświadczenia wynikały później jego przemyślenia o Bogu, który „umarł, nie żyje, myśmy go zabili”. Potem mówił, że „Nie mogę uwierzyć w Boga, który chce być chwalony cały czas”, albo „Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od Boga”. „Utrata wiary przynosi pustkę i bezsens ludzkiej egzystencji”. „Nie obowiązują prawa boskie, mamy własne”. Atakował wszystko co chrześcijańskie. Poszukiwał szczęścia w bezbożnym świecie.


Cierpienie ojca prześladowało go przez całe życie.


Ta sytuacja go nie zabiła, więc myślał, że jest wzmocniony.


To przeżycie to był wstrząs. Każdy przeżywa śmierć inaczej. Moja mama ciągle przeżywa śmierć przyjaciółki, ale ona nie obwinia Boga, a ma pretensje do niej. Zadaje pytanie: dlaczego ona wzięła i umarła, jakby miała spytać mamę o zgodę na odejście z tego świata.


Drugie wewnętrzne dziecko, kolejne kształtujące przeżycie, powinno nastąpić w wieku 8 lat (4+4).


Wiemy, że gdy miał 9 lat po raz pierwszy ujrzał Mesjasza Haendla. Chór zrobił na nim piorunujące wrażenie. Odkrył, że warto żyć dla sztuki – muzyki. Potem przyjaźnił się z Wagnerem. Gdy obejrzał Pierścień Nibelunga (14 godz.) to przestał się z nim zadawać. To nie sztuka, to mania wielkości, nacjonalizm.


Hitler też wykorzystywał muzykę do własnych celów. I nadal politycy i rządzący to robią. Dla kasy i sławy są artyści, którzy zrobią wszystko.


Skoro w tak młodym wieku Nietzsche miał takie przemyślenia, to jaką drogą życia podążał?


15.10.1844 = 15+1+9+8= 33


Policzyłam w ten sposób, bo ojciec (dzień ur.) był dla niego ważny. I jestem leniwa, ułatwiam sobie ;)


33 mają trudne życie. To nie są banalne osoby, a obdarzone charyzmą. Czuja jakieś posłannictwo, pracują dla innych, poświęcają rodzinę dla wyższych celów. 33 dziedziczy po matce, a jego matka była 3.


F.W.Nietzsche                      Franziska Nietzsche (matka) (2.02.1826)


droga życia – 33                  droga życia - 3


ekspresja – 1                        ekspresja - 1


osobowość – 8                     osobowość - 2


l. duszy – 2                            l. duszy - 8


 


Kobiety odgrywały w życiu filozofa ogromną rolę. Matka zastąpiła mu oboje rodziców i musiała rządzić w domu (8). Młodsza o 2 lata siostra, Elisabeth, była wpatrzona w niego jak w obraz. Ojca nie pamiętała, a Friedrich był dla niej najważniejszym mężczyzną.





Therese Elisabeth Alexandra Forster Nietzsche


ur. 10.07.1846 = 9


Dziewiątki są najmądrzejsze na świecie, one wiedzą lepiej i wszyscy muszą słuchać.


Jej liczby jako panna = 9 – 8 – 9 – 8, a po ślubie 9 – 1 – 9 – 1, i wszystko jasne.


Pierwsze zdjęcie jest interesujące, chociaż pozowane. Brat wpatrzony w siostrę, a ona oburącz chwyta jego prawą rękę (od kobiet). To zdjęcie jest podpisane: kochająca siostra. To zaborcza miłość.


Gdy brat poznał miłość swego życia, to robiła wszystko, żeby ich rozdzielić, włącznie z donosem do matki.


Gdy miała 39 lat poślubiła Bernarda Förstera, niemieckiego nacjonalistę i antysemitę. Wyjechali do Paragwaju z 14 innymi rodzinami i założyli tam kolonię. Potem z braku kasy musieli wrócić do Niemiec. Mąż popełnił samobójstwo (otruł się).


Siostra odegrała w życiu brata ogromną rolę. Opiekowała się nim w chorobie. Była zwolennikiem Hitlera i robiła wszystko, żeby brat był znany. Dla wzmocnienia swej ideologii naziści wybiórczo posługiwali się pismami Nietzschego, jak np. o nadczłowieku. To właściwie dzięki siostrze Nietzsche stał się sławny. Ale to ona fałszowała jego twórczość, aby pasowała do hitlerowskiej ideologii.


Skala jej fałszerstw wyszła dopiero po jej śmierci w 1935 roku. Umarła mając 89 lat, a na jej pogrzebie był Hitler i wysocy rangą naziści. Np. z kolekcji 505 listów swojego brata, które zostały wydane w 1909 r., było zaledwie 60 oryginalnych wersji, a 32 z nich zostało całkowicie wymyślonych. Była bardzo pomysłowa, zmieniała, dodawała i usuwała treści niezgodne z jej światopoglądem. A brat chorował od 1889 do 1900 roku i nie napisał już nic. W tym czasie ona zapraszała gości, którzy słuchali jego jęków z pokoju na górze. Taka atrakcja. Potem w tym domu powstało muzeum.


Nietzsche uważał, że cierpienie jest warunkiem szczęścia. I ciągle myślał, że złe rzeczy go nie zabiją, a wzmocnią.


Czekało go jeszcze największe rozczarowanie w życiu. Spotkał miłość swego życia Lou Salome, piękną rosyjską arystokratkę i pisarkę, młodszą od niego o 17 lat. Sól w oku siostry.


Louise von Salome ur. 12.02.1861 = 3


Łamała schematy - (3, 8, 3, 5) i wiedziała czego chce. W duszy wolna (5), a w tamtych czasach „wyzwolona”. Była zafascynowana filozofią Nietzschego, a on się w niej zakochał. Żyli w trójkącie z Paulem Ree, pisarzem. (21-11-1849 = 9, 1, 5, 5). Też z wolnością w duszy.



To zdjęcie powstało w Lucernie. Lou pogania biczykiem dwóch swoich kochanków. Jakieś dziwne to zdjęcie, bo sytuacja jest śmieszna, ale nikt się nie śmieje. Tę fotkę wykorzystała Lou jako okładkę swej książki poświęconej Nietzschemu.


Nietzsche gdy się w niej zakochał to poprosił ją o rękę przez Paula. Ona odmówiła. Taka osobowość ja Nietzsche żąda wyłączności. Potem sam ją poprosił, a ona znowu odmówiła, bo chciała być wolna i mieć ich dwóch. On ja fascynował, ale ona go nie kochała, bo czuła jakiś cień między nimi. Jak może postąpić ktoś z Dwójką w duszy? Dwójka jest bardzo emocjonalna, wrażliwa i łatwo ją zranić. Mężczyzna źle to zniósł, (zraniona miłość własna) i odszedł. To go nie zabiło i … osłabiło. Podupadł na zdrowiu.


Potem w Tako rzecze Zaratustra napisał: "Gdy przystępujesz do kobiety, nie zapomnij bata!" Pisał też o różnicach w miłości mężczyzny i kobiety.


Według Nietzschego mężczyźni w miłości są złudni. Kobiety to aktorzy: ich największe umiejętności w miłości polegają na wyglądzie, sztuce i graniach "prawidłowych" ról płciowych.


Wszystko na podstawie własnych doświadczeń, które go nie zabiły.


Lou przez jakiś czas mieszkała z Paulem Ree i traktowała go jako brata. Potem jednak wyszła za mąż, ale nie była szczęśliwa przez 50 lat związku. Zmarła w wieku 76 lat.


Nietzsche gardził masami. Uważał, że jeśli ludzkość miałaby przetrwać to tylko dzięki wybitnym jednostkom. Ludzie powinni dążyć do wielkich celów. Nadczłowiek dąży do celów wyznaczonych przez siebie samego.


Był chory, ale bystry. Lekarze pozwalali mu pisać tylko 20 minut dziennie. Więc pisał zwięźle, stąd tyle aforyzmów wykorzystywanych po dziś dzień.


Całe życie żył w strachu, bolał go brzuch (tam chowa się lęk), miał bóle głowy (za dużo myślał). Bał się, że będzie chory jak ojciec. Mówisz – masz.


W 1889 podobno napisał 4 książki w jedną noc. Czuł się jak Bóg i zaczął się jego upadek. Popadł w obłęd, grał ekstatycznie na pianinie, skakał nago po pokoju, miał halucynacje. Zamknięto go w zakładzie psychiatrycznym w Bazylei, a potem zaopiekowała się nim siostra. I tak przez 11 lat wegetował zanim umarł.


 


Czy tak musiało wyglądać jego życie?


Sprawdzamy lekcję karmiczną, czyli prawo przyczyny i skutku, które odzwierciedla słabe punkty, które blokują drogę do sukcesu. Trzeba pokonać je własnym wysiłkiem. Wystarczy policzyć liczby, których nie ma w imionach i nazwisku. Nietzsche miał sześć Piątek (łaknął wolności i żył na krawędzi) i 6 Dziewiątek (był mądry i uczył innych), a nie miał żadnej Siódemki. Oznacza to, że nie umiał szukać w sobie odpowiedzi (intuicja). Był w nim lęk przed wiarą. Nie miał także umiejętności w badaniu wszystkich okoliczności zanim wyciągnął wnioski. Ktoś z Dwójką w duszy tego nie potrafi. Mężczyźnie trudno to zmienić. Kobiety wychodzą za mąż i zmieniają nazwiska, więc mają szansę uzupełnić braki karmiczne.


Ja np. nie mam 8, więc muszę poznać wartość pieniądza, a karma zmusi mnie do prowadzenia własnej firmy. Każda kolejna praca u kogoś i dla kogoś przybliżała mnie do tego. Wypełniłam lekcję i zaakceptowałam to. Urodziłam się z 8 Jedynkami, a po ślubie mam ich 9. I mam moc, nie brak mi inicjatywy, ambicji, oryginalności i niezależności. Nie boję się podejmować decyzji i zaczynać wszystkiego od nowa. Nietzsche miał tylko jedną Jedynkę i bał się. Bardzo się różnimy.


Zanim oszalał wiedział, że się pomylił. Czuł, że zawiódł jako filozof i stracił szacunek do siebie. Współczuję mu, ale go nie polubię.


A jednak jego filozofia, wynikająca z własnych doświadczeń, przetrwała i ciągle są cytowane jego słowa. To co go spotkało wcale go nie wzmocniło, a zabiło. Żył 56 lat, w tym 11 wegetował.


 

23/06/2017

Poziomki

To ostatnie godziny poziomek.





Jeszcze są na moim balkonie, ale niedługo pojadą do lasu. Dam je w prezencie. Jednym z wielu.


Czy wypada zjeść część prezentu? Mogę powiedzieć, że żadna poziomka nie dojrzała. W udawaniu jestem dobra. Ale nie umiem kłamać i mogę się wygadać ;)


Zjem czy nie zjem – oto jest pytanie.




22/06/2017

Kobieta

Gdy się dzisiaj rozbierałam zobaczyłam na ścianie na wysokości wzroku tabliczkę z napisem:



Uśmiechnęłam się. Wydawało mi się to zabawne. Gdy po kilku minutach ubierałam się to dotarło do mnie, że to stereotyp i to mało zabawny. Najpierw uderzyło mnie słowo „nigdy”. Jest tu zupełnie nie na miejscu, bo to nieprawda. Czytane kłamstwo tysiące razy  udaje prawdę. Nigdy nie pójdę na wybory, nigdy nie obejrzę filmów Polańskiego, Allena czy Cosby'ego i kolejnych pedofilów. To wiem na pewno.


Krótkie zdanie, a ile treści. Kobiety są głupie, bo nic nie wiedzą, ale są też zdeterminowane w swoich działaniach. Czy naprawdę tak bardzo się różnią od mężczyzn? Oczywiście, że tak. Może dlatego wielu mężczyzn zazdrości kobietom i chcą być jak one. Niektórzy dosłownie. Jak to możliwe, że sportowiec Bruce ze 100% testosteronem przemienił się w karykaturę kobiety i stał się Caitlyn? Może i wygląda jak kobieta, ubiera się jak kobieta, ale nie myśli jak kobieta i nie pachnie jak kobieta. Czy on w ogóle myśli? Jakie ma smutne życie. Oczy nie kłamią.


A może to ja za dużo myślę?Ale ciągle się rozglądam i widzę różne rzeczy.


W weekend się wyluzuję ;)