22/12/2014

Martwe jedzenie

Kiedyś w „Jodze hormonalnej” przeczytałam, że jedzenie przechowywane w lodówce nie ma żadnej energii – jest martwe. Lepiej jeść suszone niż mrożone. Uwierzyłam, bo to logiczne.

A potem przypomniałam sobie, że w praktyce to niby martwe jedzenie jest pyszne i daje dużo energii. Kilka razy w roku jeździliśmy do rodziny mamy do Chorzowa. Ciotka wyjmowała coś z zamrażarki i gotowała dla nas coś ciepłego do jedzenia. Zanim się umyliśmy i zjedliśmy coś słodkiego, na stole czekało na nas pyszne jedzonko. Właściwie z niczego i w dodatku mrożonego ciotka wyczarowywała naprawdę dobre jedzenie. Gdy tak się nad tym zastanowić, to ważne jest nastawienie w czasie gotowania, a nie same produkty. Ciotka nigdy niczego nie próbowała, ona chciała, żeby smakowało i to wystarczyło. I wszyscy byli szczęśliwi.

Ostatnio nacisk kładzie się na czytanie etykiet. Powstała grupa ludzi, którzy nazywają siebie foodisami. Oni wierzą, że zdrowe jedzenie da im zdrowie. A przecież to zupełnie nie jest ze sobą powiązane. Ci co zdrowo się odżywiali umierają tak samo jak ci co nie zważają na to co jedzą, jak Jobs, Niemen i Braunek.

Oto ich dekalog


Dziwne, że jest taka wiara w słowo pisane. Czy na etykietach było napisane: „sól drogowa”, czy zamiast mięsa wołowego pisało konina? Czy napisano, że w mleku kozim jest mleko krowie? Dlaczego zmuszono producentów do stosowania jajek w proszku, przecież proszek to czysta chemia. Ludzie kochają żyć złudzeniami, że producenci będą pisali prawdę. Przecież liczy się zysk, a nie prawda. A kary są wliczone w koszty. Czy ktoś odpowiedział za ujawnione fałszywki?

Kolejna wskazówka: ilość składników na metce. Co za uproszczenie.

W tv reklamuje się taki makaron – 2 składniki. Czyż ten skład nie jest podejrzany? Co w tym makaronie jeszcze jest, że się nie rozgotuje nigdy, ale tego nie ma na etykiecie.


A ja kupuję taki, z jajkami – 3 składniki, z małej wytwórni ok. 30 km od mojego miasta, z terminem ważności pół roku.


Dalej mamy wystrzegać się cukrów prostych. Zgadzam się, ale to jest niemożliwe. Ostatnio szukałam soku do picia na przyjecie. Na każdym kartonie było napisane: słodzone cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym lub słodzikiem. Nie da się tego pić codziennie, a już dla dzieci powinno to być zakazane.

Teraz wmawia się dzieciom: „jedz owoce i warzywa, a będziesz zdrowy”. Owoce zawierają fruktozę i nie wolno ich jeść dużo. Będziemy mieć dużo grubych i chorych dzieci.



Dalej jest o tłuszczach. Margaryny są trujące, zwłaszcza te udające eko lub zbijające cholesterol, czy „dobre dla serca”. A przecież cholesterol nie jest przyczyną chorób serca. Skupienie na tłuszczach nasyconych jest absurdem. Unikanie tłuszczów nasyconych na korzyść jedzenia o wysokim pułapie tłuszczów omega-6, powoduje epidemię stanów zapalnych naczyń krwionośnych, co prowadzi do chorób serca i innych cichych zabójców. Ludzie powinni jeść tłuszcze zwierzęce, a nie omega-6. A tak dzień po dniu powoli wyniszczają się. Margaryna niszczy śluzówkę, bo zawiera sztuczny kwas masłowy.

Wszyscy rzucili się na oleje i oliwę. Śmieszne jest jak kucharz w tv wlewa oliwę tłoczoną na zimno na patelnię i to podgrzewa. To po co była tłoczona na zimno? Zresztą oliwa jest najbardziej fałszowanym produktem. Oliwki do jej produkcji, gdy są spleśniałe, myje się detergentami. Piszą o tym we włoskiej prasie, i nie tylko.




Dopiero w punkcie 6 mamy sedno dobrego żywienia, czyli nie jedz czegoś po czym źle się czujesz. Próbowałam jeść owoce morza, ale po pół godzinie trzymania w ustach, wypluwałam gluty. Nie mogę i nie będę tego jeść. Nie ma sensu się zmuszać. Teraz jest reklama w tv, w której człowiek zamawia gorącą pieczeń, a dostaje zimne śledzie. Przesłanie: jesteś głupi i nie wiesz co dobre, masz to jeść choć ci to nie smakuje, ja wiem lepiej.

Nie bądź idiotą i nie jedz tego co ci szkodzi.

Potem mamy dobrej jakości potrawy. Czy aby na pewno?

Gdy jesz pomidor z twarożkiem to szybciej się starzejesz i będziesz miał chore stawy. Jakość produktów ci nie pomoże.

Niejedzenie mięsa nie gwarantuje zdrowia. Wegetarianie chorują i umierają.

Kiedyś jako dziecko byłam kilka razy na wsi. Nikt tam nie męczył zwierząt, zabijano je z czcią, nigdy na zapas. A potem płacono hodowcom, żeby już niczego nie hodowali. Zaczęto „produkować” mięso ze zwierząt w wielkich gospodarstwach. I zaczęło się męczenie i torturowanie. Zawsze gdy mam zjeść jakieś zwierzę to błogosławię je i dziękuję, że oddało życie, aby mnie nakarmić. Nie ma nic gorszego niż zabijanie i wyrzucanie. Jak to zabite zwierzątko musi się czuć, gdy jego śmierć poszła na marne. :(

Ryb nie jem odkąd BP zatruło Zatokę Meksykańską (2008), a potem po Fukushimie. Ponieważ woda jest ciągle radioaktywna, to wszystko co w niej żyje także. A ryba też ma oczy i czuje, tylko nie krzyczy.

Na koniec mamy przekąski. Co to w ogóle jest? Człowiek powinien jeść a nie przekąszać. Suszone owoce zawierają dużo siarki, a więc jeden dziennie ci nie zaszkodzi. Powinny być moczone we wrzątku przed zjedzeniem. Orzechy są dodatkiem do potraw, czy ciast, a nie powinny być osobnym posiłkiem. Chyba, że masz nieodpartą na nie ochotę. Może w ten sposób twój organizm daje ci znać, że tego właśnie potrzebuje.

Moja lista jest krótka. Jem to co jest dobre. Znajoma, która piła zielone gluty zmarła, nie pomogło jej na nic, a było niedobre. Po co się tak umartwiała.

Zamiast na składniki patrzę na producenta i omijam te marki.


Lista trochę nieaktualna, Winiary już jest w Nestle.

A tu płyną pyszne świeże owoce i warzywa. Czym jest konserwowany ryż, że nie pleśnieje podczas tak długiej podróży?

Owoce w tych kontenerach nigdy nie widziały światła słonecznego. Za to często kąpią się w chemicznych miksturach. Banany i ananasy są od tego lepsze. Niech żyje chemia i fizyka! A wszystko odkłada się w naszych organizmach.

A tu 7 miesięczne owoce.


Cytryna już się zepsuła, ale grejfrut jeszcze mam. Wyrzucę go, bo po roku niewiele się zmienił. Mogłabym go trochę pomoczyć, żeby nabrał kształtów ;)



CDN.





13/12/2014

Test na człowieka

Na temat człowieczeństwa mogłabym pisać wiele.

Żeby wrócić do domu z pracy, kilka razy muszę się przesiadać. Na jednym takim przystanku, przy mojej byłej uczelni, usłyszałam rozmowę kilkoro studentów nt. człowieczeństwa. Omawiali znany eksperyment więzienny Zimbardo. Tutaj opis sadistic

Ciekawe, że kolejne pokolenie o tym rozmawia i każdy udowadnia, że on postąpiłby inaczej. Skąd ta pewność? W eksperymencie za 15 dolców dziennie młodzi ludzie zgodzili się odgrywać role więźniów i strażników. To była tylko gra, ale oni potraktowali bardzo poważnie swoje role. Mnie raczej ciekawi jaki ten eksperyment miał wpływ na dalsze życie tych młodych ludzi. Przecież już po 6 dniach wszystkim „odbiło”.

30 lat potem w Polsce leśne dziadki śliniąc się wzięli 30 mln dolców, za ułatwienie torturowania ludzi. Okazało się, że ludzie byli niewinni i wszystko wyszło na jaw (za wyjątkiem nazwisk oprawców, ale do czasu). Po kolejnych 12 latach winni czują się świetnie i nie mają sobie nic do zarzucenia. A kasa się rozeszła. A ludzie jak ryby, nabrali wody i siedzą cicho. Z każdej partii.

Czy znęcanie się nad swoim gatunkiem to cecha ludzi? To ja nie jestem człowiekiem.

Politycy są tacy sami. Nie widzę różnicy między prezydentem USA a Rosji. Obama najpierw dostał pokojowego Nobla, a potem wysłał wojsko na wojnę do obcego państwa. Dołączyli do nich jeszcze inni, bo myśleli, że coś zarobią na zabijaniu. A teraz szykanują Putina, bo robi to samo. On nie ma dobrego PR. Obserwowanie jak politycy trzymają się rękami i nogami koryta jest rozweselające. Ciekawe, że jeden wyleciał za zegarek, a inny za samolot nie. Widać rozmiar nie ma znaczenia ;)

Nikt nie jest bezpieczny. O Sikorskim powinni napisać książkę. Najpierw Tusk sprzątnął mu stołek w unii, bo ujawnił taśmy z podsłuchami, teraz kolejne brudy wychodzą na światło dzienne. Czy on nie widzi, że jest skończony. A jego wróg jest blisko. Na każdego polityka są kwity. Nikt nie może spać spokojnie, każdy ma lepkie rączki.

Czy politycy to ludzie czy marionetki? Nie jestem marionetką.

Kiedyś zwalniałam człowieka za kradzież. I ktoś mi powiedział, że ja jestem uczciwa. I ja mu odpowiedziałam, że nic podobnego, ja jestem wyrachowana. Jeśli kraść to dużo. Trzeba wycenić utratę reputacji. Kiedyś myślałam, że nie wzięłabym łapówki. A potem jednak przemyślałam sprawę i wzięłabym tyle ile ma 85 najbogatszy człowiek na świecie. Tyle kosztuje wyjazd na zawsze nad ciepłe morze i leżenie na plaży do końca życia. Bo przecież nikt mnie nie zatrudni ;)

Od premiery Avatara minęło 5 lat (10 grudnia). W dalszym ciągu mi się nie podoba. Obraz nie uratował fabuły. Ludzie są przedstawieni jako mordercy, którzy dla korzyści są w stanie zgładzić każdą formę życia.

Mój ulubiony kiedyś serial „Gwiezdne wrota” też przestał mi się podobać. Gdziekolwiek ludzie się pojawili to zawsze z karabinami wprowadzali swoje porządki. Dziwne, że dałam się na to złapać. Furorę robią filmy propagujące przemoc i zabijanie, jak ostatnio Igrzyska śmierci. Czy ludzkość się cofa w rozwoju i dąży do zagłady?

Każdy wybrałby tę samą pigułkę co Neo. A ja miałam wątpliwości. Przecież każdy woli błogi spokój i nie przeszkadza mu, że jest hodowany. Wybrałabym niebieską, wtedy. Tylko po co mi viagra :) „Ignorance is bliss.” Wszyscy żyjemy w więzieniu umysłów.

Nie identyfikuję się z tymi ludźmi.

Czy każdy człowiek może wpływać na otoczenie? Ja mogę i wpływam. I idzie mi coraz lepiej. O eboli już nikt nie mówi, a wystarczyło tylko wyśmiać tę epidemię.

Miał być orkan, a nie ma najmniejszego wiatru. Zresztą przepowiadacze pogody wzbudzają we mnie dziwne uczucia. Zawsze chcę czegoś przeciwnego niż oni. I mam.

Miało być pochmurno, a było słoneczko.


 
  wczoraj

dzisiaj

Czy niewiara w tv jest normalna? Teraz chyba tak, nie jestem oryginalna.

Czy ja na pewno jestem człowiekiem? Mój ojciec mówił do mnie gadzino. Na pewno dojdę do prawdy. Z całą pewnością wiem, że nie płynie we mnie ani kropelka żydowskiej krwi, bo sprawdziłam swoje pochodzenie do 1771 roku. Będę szukać dalej odpowiedzi na pytanie: czy ja jestem człowiekiem.

Testu nie zdałam, bo nie kręci mnie zabijanie.

Na koniec jeszcze mural.

 to są ludzie

PS dnia 2.10.2021

Okazuje się, że prawie wszystkie badania psychologiczne zostały zmanipulowane.Jeśli została podana metodologia badania to wyniki powinny być takie same. Ten eksperyment usiłowało powtórzyć kilka osób i nie uzyskały takich wyników jak Zimbardo.

Bądź ostrożny, nie wierz we wszystko co podają na tacy. Sprawdź. Wmawiają nam, że w każdym drzemie przestępca i zło. Być może, ale odsetek tych dobrych jest większy niż tych złych.



10/12/2014

Nastawienie

Byłam dzisiaj u lekarza. Lepiej się upewnić, że nie chodzę z grypą. Jak to było z Jamesem Brownem. Przeziębił się jakoś na początku grudnia, ale ciągle pracował, a jak osłabł to okazało się, że ma zapalenie płuc i umarł. Odszedł prawie 8 lat temu 25 grudnia.



Okazało się, że mam zapalenie krtani, a lekarstwem jest niemówienie. Mogę brać jakieś tabletki do ssania, ale one nie leczą. Wzięłam też pastylkę musującą na odkrztuszanie. „Lek” zawiera dużo substancji słodzących i aspartam. Był tak niewyobrażalnie słodki, że musiałam popić to świństwo szklanką wody, dzisiaj popiłam to wódką i zaraz spuszczę to w sedesie. Ciągle popełniam ten sam błąd. Myślę, że w aptece są leki, a tam tylko preparaty, które mają ze mnie zrobić stałego klienta.


W płucach nie ma szmerów, jestem zdrowa. Tylko jak przestać mówić? Będę więcej pisać, aż mi przejdzie.


Moja lekarka rodzinna jest szefem poradni, w której się rehabilitowałam i musiałam jej wyrazić wdzięczność i pochwalić tamtych lekarzy i fizjoterapeutów. Okazało się, że przede mną była pani, która nie była zadowolona właśnie z tamtych zabiegów. A przecież byłyśmy w tym samym miejscu, mniej więcej w tym samym czasie. Dlaczego ona ma inne odczucia niż ja? Każdy pacjent ma swojego terapeutę i czuje się, że oni wiedzą co robią. Nie dość, że są mili to jeszcze fachowcy. Zupełnie inaczej niż w innych ośrodkach, gdzie każdy zabieg prowadzi kto inny.


Te 10 dni zabiegów były bardzo pouczające. Spotkałam wielu ludzi, ale najmniej w moim wieku. Najwięcej było sportowców, aktualnych i byłych z mikrourazami, albo z uszkodzonymi stawami. Sporo było pań 60+ ze zmianami zwyrodnieniowymi. Pojawiają się w przychodni 2 razy do roku, a czasem kończą w piątek zabiegi, a w poniedziałek idą na te same zabiegi do szpitala. Te panie traktują je jak darmowe spa, często nie przychodzą, omijają zajęcia, traktują zabiegi bardziej towarzysko a nie zdrowotnie. Mogą mieć potem jakieś uwagi, że im się nie polepsza. Potem tacy jak ja, z wypadku nie mogą się pilnie dostać. Moje nastawienie było – wyzdrowieć. I było jak u Hitchcocka, najpierw ból, a potem jeszcze większy ból. Oprócz zabiegów, których się nie czuło jak laser, krio i pole, była też manipulacja. Fizjoterapeuta wciskał się między każdą kosteczkę w nadgarstku, rozciągał ścięgna, wymuszał ruchy, które umie zdrowa ręka. Po każdym takim dniu była widoczna poprawa. Teraz rękę mam sprawną w 90%, robię prawie wszystko, a minęło tylko 4 miesiące od złamania, a 11 tygodni od zdjęcia gipsu.


Najwięcej znajomych mam z pola elektromagnetycznego. W małym pokoju są 4 stanowiska i trudno nie gadać przez 15-20 minut i patrzeć się w ścianę. Ludzie naprawdę mają problemy zdrowotne, a takie zabiegi pomagają im jakoś funkcjonować. Po każdej takiej serii zabiegów trzeba zrobić przerwę, bo one nie są obojętne dla naszego organizmu. To nie spa, a leczenie.


Wszystko OK. A jednak inni widzą tę samą rzeczywistość inaczej. Prawda ma różne oblicza. Polecam film „8 części prawdy”. Zanim zacznie się modelować swój świat, trzeba zmienić swoje nastawienie do tego świata, do siebie i innych. To pierwszy krok.


Jeśli przyciągasz nieciekawych ludzi, wikłasz się w nieciekawe sytuacje, to najpierw pomyśl co ty myślisz o sobie i o świecie. Musisz siebie bezwarunkowo lubić, a przynajmniej akceptować i myśleć, że wszystko co cię spotyka jest dla ciebie dobre. Zwykle musi upłynąć trochę czasu zanim w lustrze świata odbije się twoja nowa wizja. Więc nie zniechęcaj się. Myśl tylko o dobrych rzeczach i jak wszystko ku temu zmierza.


A potem gdy pójdziesz np. do lekarza to okaże się, że kolejki są, ale dla ciebie znajdzie się miejsce, a lekarz będzie bardzo pomocny. W pracy współpracownicy będą milsi, a ci z gruntu źli odejdą. Będziesz trafiał na miłych klientów. Na egzaminie spytają cię akurat tego czego się nauczyłeś i umiesz doskonale. Oczywiście będą się zdarzały sytuacje nieciekawe, ale to tylko jako test dla ciebie. Czy ty na pewno zmieniasz swoje myślenie, czy udajesz. Gdy nauczysz się kontrolować swoje nastawienie to już tylko krok od ustalania reguł dla twojego świata.


Bądź szczęśliwy, masz przecież zmysły, możesz czuć wszystko, a duchy tego nie mogą i ci zazdroszczą ;)




I możesz wszystko.


 


 




09/12/2014

Ziemski teatr

Obudziłam się jak było ciemno. W ułamku sekundy, zanim otworzyłam oczy wiedziałam gdzie moja świadomość była w nocy i co robiła … Czas był nieliniowy, wszystko wydarzało się w tej samej sekundzie. Jednocześnie nierealne i jak najbardziej realne.

Udało mi się być świadomym przejścia świadomości między światami. Po prostu ją na tym przyłapałam.

Zastanawiałam się już kiedyś nad tym co robi świadomość gdy opuszcza ciało np. w czasie snu, w czasie upojenia alkoholowego (gdy film się urywa), w czasie narkozy, w czasie odlotu po narkotykach. Świadomości oczywiście nie ma w ciele, ale jest na tyle blisko, że w ułamku sekundy może do niego wrócić.

Tego samego doświadczył Adam Mickiewicz, tylko się domyślam. Pisał w Stepach Akermańskich: „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu ...” Dokładnie tak było, świadomość po prostu płynnie popłynęła do oceanu wszechświadomości. Ocean to nie była woda, tylko wielka masa wibrujących świadomości, połączonych wzajemnie.

W niedzielę straciłam głos. Tak to jest jak się wychodzi na balkon po kąpieli, trzeba za to zapłacić. I we śnie poleciałam się uleczyć. Wiele świadomości podczas snu łączy się z wszechoceanem. Następuje wymiana energii, kto potrzebuje uleczenia to się leczy, kto potrzebuje wiedzy to ją dostaje. Wielu artystów „dostaje” we śnie gotowe dzieła muzyczne, literackie itp. O tym się mówi i nie są to jakieś duchy i zło, tylko wszechświadomość. Wszystko tam jest zapisane, co było, jest i będzie, w każdym wariancie. Wystarczy tylko zachcieć tego, wg zasady mówisz – masz.


Gdy już wracałam z tego oceanu to widziałam dużo osób, które zmarły, a ja je znałam. One nie miały ciał, one wibrowały w konkretny sposób, po którym je poznałam. Sama byłam wibracją i doskonale widziałam te inne wibracje. Gdzieś daleko majaczyły jakieś postacie, trochę fizyczne, ale były bardzo daleko i nie wibrowały jak ja. Przypomniała mi się Teozofia Rudolfa Steinera. Opisywał on jak dusza po śmierci przechodzi przez różne światy, jak odpadają przywiązania materialne itd. Im kto bardziej przywiązany do materii tym dłużej tam siedzi i wibruje wolniutko na szaroburo. Gdy nauczy się odrzucić cały majątek to pójdzie dalej i może trafi do tej masy wszechświadomości. Tylko ja nie umarłam. Widziałam znane mi świadomości osób zmarłych. To, że nie miały ciał było ciekawe, zupełnie mi to nie przeszkadzało w ich identyfikacji. Odeszły niedawno i widocznie miały jeszcze coś do załatwienia. Choć absolutnie nie mogły ingerować w ziemskie życie. To jest niemożliwe właśnie ze względu na wibracje. Jeśli myślisz, że ktoś z zaświatów czuwa nad tobą, to jesteś w błędzie, to tylko twoje pobożne życzenia. Oni mają co innego do roboty niż mieszać się w lepkie sprawy.

To jak z operacjami plastycznymi. Gdy znamy kogoś od zawsze i widzimy jak robi z siebie potwora, to widzimy tylko powłokę, a w środku jest ciągle ta sama osoba. Jak z Donatellą Versace.

Dziwne, ale jest tam spokój i jest on bardzo pociągający. Nie chce się opuszczać tamtych terenów. Tyle się naczytałam o złych duszach, które niewolą ludzi poprzez chanellingi.

Zrozumiałam dlaczego mnie to nie dotyczy. Te dusze lgną do tych, którzy dadzą im ciało materialne. Gdy ktoś ceni sobie materię, gromadzi jej niewiarygodne ilości, często ze strachu, że mu czegoś zabraknie, to zaczyna inaczej wibrować. Właściwie nie ma tam żadnej wibracji, jest tylko lepkość i ciężkość, a to nie pozwala na oderwanie się od ziemi. I takie osoby są podatne na wpływy.

Dla mnie materia jest ważna, bo w końcu bez niej nie jest możliwe życie, ale nie jestem do tego przywiązana. Po prostu mi zwisa i powiewa. Nie dam się zagonić do wyścigu po złote runo ;)

Szkoda, że tylko we śnie mogę tak wibrować. To jest niebywale fantastycznie nieziemskie. Nie umiem znaleźć odpowiednich słów, żeby opisać uczucie, którego doświadczyłam. Ten świat poza jest fascynujący, rozumiem, że ktoś kto tego doświadczył mógłby popełnić samobójstwo, żeby się w nim szybciej znaleźć. Tylko czy na pewno tam by się znalazł?

Gdy wibrowałam w tym oceanie, to starałam się ukryć niżej i głębiej. Jednak „ktoś” o mnie pamiętał, że tam nie pasuję teraz i „wyciągnął” mnie stamtąd. Leżałam sobie jak w spa, a tu wchodzi ktoś i mówi, że czas opłacony minął i pora opuścić lokal. Tak było. Ociągałam się, więc dostałam kopa i usłyszałam, że mam „wracać i robić swoje”. Moja natura buntownika od razu zakwestionowała to zdanie. Jak to, ja mam robić coś ustalonego przez kogoś-coś. Myślałam, że mogę robić wszystko co zechcę. Przecież to ja tworzę swoją rzeczywistość. I dzieje się to co chcę. Wychodzą na jaw gwałty popełniane przez szanowane osoby i w końcu ujrzą światło dzienne dokumenty o torturach w tajnych więzieniach w Polsce. Sprawcy nie muszą umierać w męczarniach, wystarczy tylko wyciągnąć to na światło dzienne. Czy Cosby marzył jako dziecko o gwałceniu młodych kobiet? Może tak, może nie. Wystarczy, że ktoś mi pomoże i też zechce to samo. I ludzie zaczną szanować siebie nawzajem, a nie torturować i zabijać. Tak będzie. Jeśli czekasz na wojnę to musisz poszukać sobie innego świata.

I tak wróciłam na kopach, aby odegrać zaplanowany dla mnie spektakl. Wolna wola jest przereklamowana. Potwierdziło się, że to nie ja sama wybrałam sobie tą ścieżkę życia. To mnie ktoś umoczył w to życie. Przy najmniejszej próbie wyrwania się ze schematu, zostanę wsadzona w ustalone tryby. Coś mam jeszcze do wykonania i muszę to robić. A jak nie, to naprostuje mnie los, czasem delikatnie, czasem boleśnie.

Wszyscy gramy ustalone dla nas role, a często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bez nas ten ziemski teatr przestałby istnieć.

Nie narzekam, ale gdybym miała wybór to zdecydowanie wybrałabym cieplejszy klimat ;)

 

25/11/2014

Dostałam wycisk

I żyję. I czuję się lepiej niż rano.


Byłam na pierwszej rehabilitacji ;)


Najpierw podpisałam 3 oświadczenia i poszłam.


Pierwszy zabieg polegał na omiataniu powietrzem mojego nadgarstka. Podobno zimnym, ale ja nie czułam. Widocznie jest jeszcze w środku stan zapalny. Potem był masaż. Rękę miałam wyginaną we wszystkie kierunki i masowaną. Stawiałam nieznaczny opór, bo przecież nie mam pełnego zakresu. Było bardzo fajnie. Sama nie zrobiłabym takiego masażu. Czułam jak coś w środku odpuszcza.


Potem był laser. Banalne. Przykłada się do ręki miejsce przy miejscu gruby „pisak”, ale on nie pisze. A na koniec włożyłam rękę do takiego koła i przez 15 minut tak siedziałam. Nic nie czułam. Podobno to są jakieś prądy.



Dobrze, że miałam książkę, więc mi się nie nudziło. I tak minęła mi godzina. Gdybym nie złamała ręki, to bym ten czas inaczej zagospodarowała. Nic to.


Dowiedziałam się, że dobrze, że nie złamałam łokcia, bo on się dłużej goi, a rehabilitacja pomaga, ale bardzo powoli. A ja tylko złamałam "dalszą kość promieniową z przemieszczeniem".


Tak więc znowu dobrze trafiłam. Zanim poszłam na zabiegi myślałam, żeby trafić do mistrza świata w rehabilitacji. Ale przecież nie ma takich zawodów ;) Nieważne.


Już po jednym zestawie zabiegów mogę wkręcić żarówkę, a przedtem taka rotacja ręki była niemożliwa. Zadziwiające, że tak pomogło.


Służba zdrowia jest jaka jest, ale jak masz dobre nastawienie to trafiasz akurat do tych dobrych wyjątków.


Mój znajomy skaleczył się w palec. Oczyścili mu na pogotowiu, ale palec był zaogniony. Potem kolejne wizyty i było coraz gorzej. On nie lubi lekarzy, więc w jego lustrze odbija się to czego oczekuje. Gdy palec miał być amputowany, to nie poszedł i moczył go w mieszankach ziołowych, które znalazł w internecie. Wierzył, że internet mu pomoże. I pomógł. Palec ma, tylko trochę krzywy.


W czasie I wojny żołnierze na polu bitwy obsikiwali sobie rany i one się goiły. Wiem to na pewno. Czy to tylko wiara, czy konieczność, a może to naprawdę pomaga.


Jeszcze tylko 9 zabiegów i ręka będzie jak nowa. Bo ja tak myślę. I tak będzie. W końcu potrzebne są mi dwie ręce.


 


 




 






20/11/2014

Znikanie

Przedwczoraj miałam w ręku akt urodzenia w 1992 r. i świadectwo zgonu w 2014 roku tej samej osoby. Nie zdążyłam zobaczyć imion i nazwiska. Kto umiera w wieku 22 lat? Narkomanka. Nie napiszą o niej na pierwszych stronach gazet, nie będą rodzinie współczuli obcy ludzie. Odeszła udręczona młoda dusza. Czy zabił ją złoty strzał? Zabiło ją życie. Bezsensowne życie. Nie dała rady dłużej żyć.


Rodzice: lekarz, adwokat, radny, naukowiec, artysta, polityk – niepotrzebne skreślić.


Do śmierci prowadzi długa droga. Jest czas, żeby się zatrzymać i zastanowić dokąd się zmierza. Dzieci nie sięgają po narkotyki gdy mają szczęśliwy dom. A pusty dom nie jest szczęśliwy. Jest za to dużo kasy na wszystko, tylko nie na czas i miłość rodziców.


źródło: http://truththeory.com 


Możesz mieć miliony znajomych na FB, a czujesz się samotny. Gdybyś siedział obok takiego znajomego w realnym świecie, to nawet byś nie chciał z nim rozmawiać. Bo o czym.


Gdy w szkole nauczyciel cię zdenerwuje, gdy w pracy szef daje wycisk, gdy koledzy śmieją się z ciebie, gdy cię tolerują, bo masz kasę to gdzie udasz się po pomoc? Kto ci pomoże, jak w domu pusto. W zasięgu ręki masz narkotyki, stać cię. Weźmiesz i odlecisz, nic się nie liczy, dusza śpiewa, nic cię nie boli, jesteś w innym świecie, na orbicie Ziemi. Ilu tam ciekawych ludzi, spotykasz zmarłą babcię i ona cię przytuli. W tym innym świecie wszystko jest lepsze, nie boisz się śmierci, śmierć jest wybawieniem. A potem wszystko mija i wracasz do zimnego świata. Czy ktoś się cieszy, że jesteś? Może pies. I wracasz tam gdzie jest ci dobrze. To logiczne. A czasem nie ma już powrotu. Tak było w tym przypadku. Narkotyki to takie opóźnione samobójstwo, a nie lekarstwo na zbolałą duszę.


Pisałam kiedyś o Tatum O'Neal. Ona napisała książkę o swoim dzieciństwie, ale chyba nie ma jej w języku polskim. Gdy dostała Oscara za Papierowy księżyc to ojciec w domu uderzył ją w twarz. Z zazdrości, że on nie dostał. Potem imprezy z kolegami, alkohol i narkotyki, wszyscy odlatują. Co ma zrobić 12 latka, gdy jej najbliżsi ją krzywdzą? Może napisać książkę, a na pewno wszystko zło ujawnić. Tak jak teraz dzieje się z wyczynami Cosbyego. Wszyscy wiedzieli, ale nikt nic nie zrobił. Ofiary mają traumę przez lata.


W kwietniu tego roku zmarła Peaches Geldof. Miała 2 lat, drugiego męża i dwóch synów. Była bardzo wrażliwą młodą kobietą (13-03-1989=17+17=34=7). Jej matka Paula Yates też przedawkowała w 2000 roku. Czy to szczęśliwy dom, w którym ucieka się w używki? Lepiej ratować dzieci w Afryce niż własne. A afrykańskie dzieci ciągle głodują. Omijam toksycznych ludzi z daleka.


Narkotyki to ucieczka. Ludzie znikają i nawet nie ma po nich pustego miejsca.


Teraz tylko skasować konto na FB i osoba znika również ze świata wirtualnego. Czy ktoś to zauważy?


A ja w trudnych chwilach wolałam się zabić szybko. Ale zamiast trafić na drugą stronę to druga strona przyszła do mnie i mnie otrzeźwiła. Z samobójstwa wyszły nici. A myśl, że rodzice będą płakali nad moim grobem była najlepszą rzeczą, którą wtedy czułam. Nie brałam i nie zamierzam. Co złe minęło, wybaczyłam innym i sobie. Tylko nie każdy ma wolę życia mimo wszystko.


Wczoraj byłam u ortopedy. Mam ograniczone zaufanie do lekarzy i wolałam się upewnić, że wszystko jest w porządku z moją ręką. Gdy czekałam w pustej poczekalni, przyszło dwóch panów. Wepchnęli się przede mnie. Właściwie to byli wcześniej, ale poszli kupić leki. Zanim weszli, to najpierw jeden potem drugi porozmawiali sobie przez swoje telefony. Nie znali się, ale byli do siebie podobni, z zachowania. Nie podsłuchiwałam, ale nie dało się nie słuchać, bo rozmawiali głośno i maszerowali mi przed nosem. Zaciekawiło mnie, bo byli rozedrgani (fajne słowo). Wydawali przez telefon instrukcje swoim podwładnym, bo przecież bez nich świat by się zawalił. Nawet u lekarza nie mają spokoju. Ciekawe ile czasu spędzają w pracy. Jeden dostał zastrzyk w kolano, żeby nie bolało i żeby chodzić do pracy, a drugi pan dostał zastrzyk w łokieć, też żeby nie bolało. Szkoda, że ich nigdy nie spotkam, bo powiedziałabym im na co zachorują w przyszłości, jeśli się nie obudzą. Usuwają skutki, a nie przyczynę. A potem ktoś powie, że nagle coś się wydarzyło.


Kiedyś wyjechałam w bardzo ważnej sprawie. Gdy wróciłam to syn siedział mi na kolanach przez dwie godziny. Nie pamiętam tego ważnego powodu wyjazdu, ale to zdarzenie tak.


Dzieci potrzebują bliskości i przytulania przez własnych rodziców, rozmowy i zrozumienia, a przynajmniej wysłuchania. Akcje pt. przytul mnie są bez sensu, bo z obcymi to nie ma takiego znaczenia.


A wracając do lekarza, to za 100 zł dowiedziałam się, że gips miałam „wypracowany”, kości „nawet ładnie się zrosły”, chociaż złamanie było „trudne”. Na 10 zdjęciach rtg wszystko OK, będzie dobrze, a nawet tak jak przed złamaniem. Dusza się uspokoiła i mogę iść na rehabilitację.


Jeśli zniknę to na chwilę ;)


 


 



16/11/2014

Stachura

Niedaleko mojej poniedziałkowej pracy, na ulicy plamistej, otworzyli kolejny antykwariat. Byłam trochę wcześniej więc weszłam. Nie zamierzałam niczego kupować, tylko się rozejrzeć. Wpadła mi w ręce mała książeczka. Więc ją kupiłam, skoro się pcha do mnie. Nie przepadam za poezją. To trauma ze szkoły i z lekcji pt. co poeta miał na myśli. Zupełnie nie trafiałam w gust nauczycieli, bo ja widziałam w wierszach zupełnie inne rzeczy. Widocznie się nie znam.


To wydanie II z 1983 roku. Kto dzisiaj czyta Stachurę, czy ktoś o nim pamięta? W pracy ją przeczytałam, bo to tylko 172 strony. Już w drodze do domu przypomniałam sobie, że mam w domu dżinsowy zestaw 5 ksiąg dzieł Stachury, wydanie II z 1984 r. Po co ja kupiłam kolejną książkę? Może ze strachu przed działaniami Winstona z Roku 1984 ;)



Niestety nie mam 5 tomu, bo pożyczyłam i koleżanka mi nie oddała do dzisiaj, a minęło tyle lat. Nie da się kupić jednego tomu ;)

Widocznie Stachura chciał, żebym o nim napisała ;) A to bardzo ciekawy człowiek. Był.

Utalentowany poeta, pisarz, podróżnik, pieśniarz, tłumacz urodził się we Francji

18-08-1937=37=10=1

jako Jerzy Edward Stachura

O Jedynkach już pisałam, ale one są takie ciekawe. Jedynka jest najbardziej samotną z liczb i on jest świetnym tego przykładem. Miał 2 braci i siostrę, oboje rodziców, ale czuł się samotny. Ta samotność jest raczej wynikiem niezrozumienia. Mało kto może się bezpiecznie zbliżyć do Słońca. A on urodził się ze Słońcem w Lwie, czyli ego rozdęte do niemożliwości, patrzcie ludzie i podziwiajcie mnie.

Ludzie – Jedynki – są indywidualistami, twórczy, niezależni i uparci. Bardziej niż inni doskonalą się wewnętrznie, niechętnie słuchają innych i chcą kontrolować wszystko. Dzieciństwo mają przerąbane, bo który rodzic da sobie radę z takim krnąbrnym dzieckiem? Wiem coś o tym ;)

Sam uważał, że poza jedynką nie ma nic więcej, a każdą liczbę można zapisać przy pomocy jedynek.



Stachura wszystko brał do siebie. Bez przerwy kłócił się z ojcem, w matce też nie miał wsparcia. Uciekał do ciotki, do innych ludzi. Lubił zwracać na siebie uwagę, dziwnie się ubierał – jak to indywidualista. Szukał miłości, której nie zaznał w domu. W szkole lubił nauki ścisłe, a z języka polskiego na maturze miał 3. Chciał studiować malarstwo, ale się nie dostał, choć miał talent. Na studiach miał problemy z pieniędzmi, bo nie dostał akademika ani stypendium. Utrzymywał się grając w pokera i w szachy na pieniądze. Raz mu szło, a raz nie. Ale był zaradny, podejmował różne prace. Biedował, a ojciec nie dał mu ani grosza, nie wspierał go. Nienawidzili się do śmierci.

Brak miłości ojcowskiej rzutował na całe jego życie, ciągle go gnało po świecie. Tak jest gdy nie czuje się korzeni. Czuł się wygnańcem, miotał się po świecie” „ni Francuz, ni Polak, ni Meksykanin”. Odwiedził Jugosławię, Meksyk, Bliski Wschód, Szwajcarię, Francję, Norwegię, Stany Zjednoczone, Kanadę, Węgry. Ale jego podróże nie były zwykłą ucieczką. On tłumaczył tamtejszą literaturę na polski, a polskich autorów na inne języki. Zbierał doświadczenia do kolejnych opowiadań. Poznawał różne kultury i starał się je zrozumieć. Nie tak jak pan C. który obraża wierzenia innych.

Szukał swojej tożsamości. 18 kwietnia 1974 r. urzędowo zmienił kolejność imion na Edward Jerzy. Pierwsze imię emanuje energią społeczną, jest dla ludzi. Drugie imię to energia wnętrza, duszy, nazwisko to energia rodowa, bo zwykle je dziedziczymy po przodkach. A on swoją duszę postawił na pierwszym miejscu. Edward-Jerzy-Stachura = 1 – 3 – 1 – równowaga.

Podpisywał się Sted (Stachura Edward) = 3 – miała mu przynieść szczęście. I przyniosła, bo był uznanym pisarzem i uhonorowanym nagrodami. Był też człowiekiem – nikt, człowiekiem – ja. A w twórczości pomniejszał się (to wbrew sobie), nie chciał się podpisywać na swoich dziełach. Ciągle poszukiwał siebie i eksperymentował na sobie. Nieustannie myślał i może dlatego zainteresował się buddyzmem zen, tao, ja też. Był po kursie dżudo, ja po krav madze, jodze.

Przez 10 lat był żonaty. Rozwód był dla niego porażką. Zyta jest numerologiczną 11, więc to ona powinna rządzić w domu. Która Jedynka się na to zgodzi. Też była spod znaku Lwa. Może by im się udało gdyby pracowali w różnych branżach. A oni oboje pisarze, tłumacze. Dobrze się im rozmawiało, ale żyć w związku to przecież co innego. Data ślubu była kiepska – 5-04-1962=9, zwiastowała rozstanie. Żadne z nich się w tym związku nie realizowało. Ciekawe czy mieli dzieci.

Ostatnio George Clooney wziął ślub też dziwnego dnia 29-09-2014=9, ale po miesiącu wziął kolejny 25-10-2014=6, a wiadomo, że 6 to liczba „domowa”. Ciekawe, która data przeważy.

Stachura miał 35 lat i w tym samym roku zmarł jego ojciec i jego mentor Rafał Urban. W 9 roku osobistym możliwe są odejścia, wszystko się kończy.

Nadszedł 1979 rok. Dla niego to był 7 rok osobisty (18-08-1979). To trudny rok dla każdego, a dla wrażliwego artysty trudniejszy. Człowiek powinien wtedy słuchać intuicji, uczyć się. Mogą być choroby, depresja, a przyszła śmierć.

3.04. wypadek na torach. Stał i czekał o 6:30 aż go pociąg przejedzie, nie mógł się poruszyć. Był zafascynowany pociągami, bo głównie nimi podróżował, i gdy nie miał się gdzie podziać. Stracił 4 palce prawej ręki, został mu kciuk. Wiedział, że nigdy nie zagra na gitarze, ale nauczył się pisać lewą ręką. Stracił wtedy smak życia. Zaczął się leczyć psychiatrycznie. Szkoda, że wtedy nikt mu nie pomógł psychologicznie, zamiast faszerować lekami.

24.07. zażył leki psychotropowe, podciął sobie żyły i się powiesił. Musiał mieć pewność, że mu się uda. Pisał: „nie chciałbym niepostrzeżenie dla samego siebie zestarzeć się w labiryncie czasu czy czasów”.

Kiedy pierwszy raz czytałam Stachurę dałam się nabrać na jego mit – myślałam, że w powieściach opisywał swoje życie. Był doceniany przez krytykę i nagradzany. Po jego śmierci zrobiono z niego idola. Utożsamiano jego życie z twórczością, a on był po prostu dobrym twórcą, wykształconym i prawdziwym. Pisał to o czym wiedział i co przeżywał, nie zmyślał. Miał talent i był inny niż poeci i pisarze w tamtych czasach. Jak to Jedynka – szedł własną drogą.

Wszystko co napisałem – przepisałem z przestworzy.” On wiedział, że wszystko już jest gdzieś zapisane, wystarczy to sobie wziąć.

Bardzo skupiony na sobie i swoich przeżyciach. Szukał siebie i chciał uciec przed rodziną. Grał na gitarze i śpiewał, popularyzował swoją twórczość, pisał w drodze. Ludzie go uwielbiali, zwłaszcza poeci z małych miasteczek i fanki. Pisał: „wszystko jest poezją, każdy jest poetą” i ludzie mu wierzyli.

Chciał słowem zbawiać świat. W 4 tomie pisał „Czy można wytoczyć sprawę o ludobójstwo przez zaniechanie” (s.193 t.4). Nie rozumiał, że można zagłodzić 2 mln (wtedy) ludzi w Afryce. Takie rzeczy fizycznie go bolały. Mnie też.

Opisał też takie zdarzenie z podróży pociągiem. Poczuł boską radość, że nawet zaczął tańczyć. Jakąś godzinę przed Łodzią zauważył białe plamy za oknem. Była połowa października więc za wcześnie na śnieg. Jednak to był śnieg „w środku rudej jesieni”. Pomyślał, że jak dojedzie do Łodzi to śnieg zniknie i zrobiło mu się żal, bo zapragnąłem dotknąć tego śniegu, nabrać go w garść i przytknąć do ust, oczu, skroni – wiecznie rozgorączkowanych. Pomazać się nim. Skromne to pragnienie było silne, ale wcale nie takie, że musiało zostać zaspokojone. I oto pociąg zahamował i stanął wręcz pośrodku pola. Wysiadłem, nabrałem z ziemi garść śniegu, wsiadłem, dziękuję i cały tabor ruszył.” On nie pomyślał, żeby pociąg stanął, a jednak tak się stało. Myślisz – masz. Skąd ja to znam ;) On uważał, że są jakieś siły, które działają wspólnie z siłą człowieka. Czyżby mówił o zewnętrznym zamiarze? Był nieświadomym Transerferem.

Zastanawiał się czy można jednocześnie być i nie być, nad świadomością, nad czasem i wiecznością. Gdy miał 37 lat jakaś 18 letnia dziewczyna spytała go ile ma lat. A on jej odpowiedział, że urodził się w 37 roku i ma 37 lat. A jej koleżanka, że 37 to jej numer buta. Co pomyślał Stachura? Że został zdeptany.

Odszedł, bo zrozumiał istotę życia, wiedział, że śmierć nie jest końcem. Poznał wszystko co było do poznania, więc dalsze życie było bez sensu. Miałby dzisiaj 77 lat (2014), a tak nigdy się nie zestarzeje. Teraz w dobie internetu miałby używanie. Pisałby najbardziej poczytnego bloga w Polsce tak jak wtedy pisał dzienniki. Klikał by w klawiaturę palcami lewej ręki, nie byłby ograniczony ułomnością.

Krytyka zarzucała mu, że nie odniósł się w swojej twórczości do roku 1968 i 1970, a on wiedział, że to nieistotne, polityka to złudzenie. Czy każdy musi angażować się politycznie? Nie. Ja też przestałam odróżniać polityków, bo oni wyglądają, robią i mówią to samo i mało co się zmienia dla dobra ludzi.

O milionerzy i multimilionerzy, akcjonariusze, antykwariusze, wielcy i średni, i pośredni posesorowie, a także wy, drobni posiadacze nieruchomości, oraz ty, wszelka kapitalistyczna i socjalistyczna prywatna inicjatywo- czyż nie słyszycie czasami, jak komunistycznie śmieją się z was w głos atomy przedmiotów, których jesteście właścicielami, a tak naprawdę niby-właścicielami, a tak bardzo naprawdę niewolnikami? Tom 4 s. 263. Ciągle prawdziwe.


Czy musiał umrzeć w wieku 42 lat? Facetom – Jedynkom trudniej pomóc. Intuicyjnie czuł, że musi pracować nad swoim wnętrzem, ale nie wybaczył ojcu, że był jaki był, nie wybaczył matce, byłym przyjaciołom itd. Dużo pisał o sobie, ale nie pozwalał innym dotrzeć do siebie. Paradoks. Jako gnębiony nastolatek nie myślał o samobójstwie, a ja próbowałam. W wieku dorosłym mi przeszło, a jemu nie. Znając numerologię całej rodziny, można spróbować pojaśnić wzajemne relacje, zrozumieć je i zaakceptować. Z każdej drogi można zejść, przebudzić się i iść dalej inną. Nic nie jest przesądzone.

Poeta nic już nie napisze. Przeszedł do historii. Niektórzy będą go pamiętać. Byli lepsi poeci i lepsi pisarze, ale o nich nic nie słychać. Ludzie kochają szczerych ludzi.

Inspirował za życia, inspiruje i dziś.





12/11/2014

nie - ćma

Mejle, smsy, telefony nie zastąpią bezpośredniej rozmowy. I dlatego umówiłam się z przyjaciółką właśnie dzisiaj. Dla niektórych ważny dzień, dla mnie niekoniecznie. Nie lubię hołdować niczemu i nikomu, zwłaszcza świętować czyjąś śmierć.


Do naszej chińskiej restauracji musiałyśmy się przebić przez tłum ludzi i uważać, żeby nie zostać stratowane przez konie.



Niewiele jest miejsc gdzie można w spokoju posiedzieć, zjeść dobre jedzonko. Tam jest dobra energia. Kucharze Chińczycy są uśmiechnięci i spokojnie przygotowują posiłki. Ach, jak ja lubię orientalne grzyby :)



Dziwne, że ludzie, a zwłaszcza dzieci interesują się wojskiem i różnymi metodami zabijania. Bardzo dobrze pamiętam sen, w którym siedziałam z moim przodkiem w okopach wielkiej wojny. On nie rozumiał po co ma zabijać nieznanych sobie ludzi, bo bezsensowne jest każde zabijanie. Żołnierze się maskują, ale zabrane życie i śmierć i tak się do nich przylepia. Nazywa się to stres pourazowy, nerwica bojowa, wyrzuty sumienia, trauma. 




Ludzie w jedną stronę, a my w drugą. Dziwne, że nie ciągnie nas do tłumu. Najdłuższa kolejka była do waty cukrowej ?!


Zdałam sobie sprawę, że przestałam być ćmą, która leci do światła, tłumu. Nie interesują mnie rzeczy, które innych interesują. Nie wchodzę na strony, które odwiedzają miliony ludzi. Za to z uwagą oglądam reklamy, żeby wiedzieć czego nie kupować. Reklamy nie pełnią już roli informacyjnej. Kiedyś reklamowano kawę, którą ja kupowałam. Musiałam być konsekwentna i znalazłam inną kawę, lepszą. A więc warto było.


Gdy wracałam do domu, zobaczyłam 3 wozy strażackie.



Ktoś miał nieudany dzień, bo spaliło mu się mieszkanie. Ludzie z okolicy szli zobaczyć to zdarzenie, a ja szłam w odwrotnym kierunku. Zupełnie mnie nie interesowało kto, co, ile. Nie było karetki, więc nic poważnego. A jednak ludzi to interesuje. Może cieszą się, że to nie u nich.


Kiedyś tak nie było. Szłam jak ćma tam gdzie się coś działo. Nic to nie wnosiło do mojego życia, ale przecież wszyscy tak robili. Nawet nie wiem, kiedy się to zmieniło. Przestałam być ćmą, ale jeszcze nie jestem orłem, który lata dokąd chce.


Świadoma ćma to ja ;)