01/11/2017

Dla przodków

Nie mam specjalnie dużo grobów do odwiedzenia w mieście. Mam większość daleko i nigdy nie jeżdżę. Z reguły na lokalnym cmentarzu zapalam kilka zniczy pod krzyżem ogólnym. Jednak tam jest pełno lampek i ogrom czarnego dymu.


W tym roku postanowiłam zapalić lampki w domu.



To są specjalne lampiony zrobione ze słoików i przystrojonych firankami i koronkami po babciach. Takie nawiązanie do przeszłości. Ręczna robota. Połączyłam też wodę z ogniem, żeby było miło.


Zaświeciłam je z intencją: jeśli dusze moich przodków rzeczywiście gdzieś się błąkają, to niech idą gdzie chcą. Cokolwiek wybiorą to ja ich wspomagam. Raczej w to nie wierzę, bo moi przodkowie odeszli pogodzeni i nie mają co tu robić.


Zupełnie inaczej jest z osobą, która umarła kilka dni temu. Była zła do szpiku kości. Jej celem życiowym było manipulowanie ludźmi, sprawianie im bólu, strat materialnych i wszystkiego złego. Karmiła się nieszczęściem innych. Oczywiście była chora na wszystkie możliwe choroby, paliła paczkę papierosów dziennie. Ostatnie godziny jej życia były ciekawe. Jej świadomość znikała, oczy zrobiły się mętne, a jej twarz wykręcała się w dziwnych grymasach, robiła się czarna i miejscami szara i sina. To wyglądało jakby coś z jej wnętrza chciało wyjść. To chyba demon, który ją opętał. Zmarła po kilku godzinach w szpitalu. Podczas identyfikacji jej twarz była normalna. Osoba wyglądała pięknie, skóra lekko różowa, jakby nigdy nie paliła. Zło ją opuściło. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Odeszła na zawsze, choć nie było jeszcze pogrzebu jej ciała. Niech jej ziemia lekką będzie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz