26/02/2014

Wytrącona z równowagi

Wiadomość o czyjejś śmierci wytrąca mnie z równowagi. To takie dziwne uczucie gdy tydzień wcześniej z kimś rozmawiasz, a dzisiaj już go nie ma.

Zmarł facet, z którym przynajmniej raz w miesiącu rozmawiałam. Nic nie wskazywało na to, że tak szybko odejdzie z tego świata. Ponieważ jestem ciekawska to dowiedziałam się wszystkich szczegółów. W walentynki się przeziębił, potem miał gorączkę, która mu przeszła. Potem w poniedziałek znowu gorzej się poczuł, poszedł do lekarza i dostał skierowanie do szpitala. Ale nie chciał karetki tylko poszedł do szpitala następnego dnia. A w nocy o 0.12 zmarł. Teraz robią sekcję, bo nie wiedzą co mu było, a coś muszą wpisać w kartę.

Wiadomo z czego składa się człowiek materialny czyli ciało. Każdym organem umie zająć się jakiś lekarz. Ale żeby człowiek żył, wszystkie te organy muszą wspólnie współpracować.

Rudolf Steiner w Teozofii pisał, że „Dusza stanowi ogniwo łączące ducha człowieka z jego ciałem.” „Duch stanowi centralny punkt człowieka, ciało jest pośrednikiem, poprzez którego duch bada i poznaje świat fizyczny oraz w świecie tym działa. Dusza zaś pośredniczy pomiędzy nimi oboma.” Można w to wierzyć lub nie, ale faktem jest, że coś/ktoś naszym ciałem zarządza. Ciało może być w doskonałym stanie, ale dusza postanawia je opuścić z jakiegoś sobie znanego powodu i opuszcza ciało fizyczne. Mam sąsiadkę, która ma ponad 90 lat, a ciało zniszczone przez alkohol, codziennie prosi Boga o to, żeby ją zabrał, a jej Dusza tego nie robi z jakichś sobie znanych względów. Nie ma żadnej prawidłowości, przynajmniej ja jej jeszcze nie widzę.

Mówi się, że człowiek ”wydał ostatnie tchnienie” albo, że „wyzionął ducha”. To ciało „puszcza” duszę. Można człowieka podpiąć do respiratora, ale tam już nikogo nie ma. Ale zdarzają się przypadki, że dusza postanawia jednak wrócić (błąd systemu?) i człowiek się budzi.

Studiuję teraz Upaniszady (część Wed, które powstały 13 wieków przed narodzeniem Jezusa). Tematyka Wed jest rozległa i dotyka wielu dziedzin. W przypadku śmierci to oddech jest kluczem. Przytoczę tu sugestywny cytat ze strony http://bosmar.fm.interia.pl/upaniszady.htm

 „Kiedy dusza słabnie i umysł się mąci,

Tchnienia się wokół zbierają,

Ona ogarnia te, których miarą jest światło

I do serca je wprowadza”

...”Wtedy rozpala się punkt w jego sercu,

Dzięki temu dusza wychodzi

Przez oko, przez głowę, czy przez inną część ciała,

Za duszą wychodzącą uchodzi oddech życiodajny,

A za oddechem wszystkie tchnienia,

A on staje się poznaniem,

To, co staje się poznaniem, za duszą wychodzi,

A nie opuszczają jej wiedza, uczynki i poprzednie doświadczenia.”

Alex Grey tak to sobie wyobraża

Człowiek może postanowić umrzeć, ale jeśli dusza tego nie chce to nic się nie uda. Tak było ze mną gdy odkręciłam gaz i chciałam umrzeć. Dusza rządzi. Nieważne czy o siebie dbasz, czy się dobrze odżywiasz. Nieraz jest splotem dziwnych zdarzeń jak tu przeznaczenie albo tu cud 2 latka

Wydaje się, że śmierć jest niespodziewana, ale człowiek musi coś czuć. Gdy człowiek ulega wypadkowi to „wyskakuje” z butów. Widziałam kilka wypadków i buty leżące na jezdni, obojętnie czy człowiek żył czy już nie. Buty leżały.

W przypadku tego faceta wszystkie zdarzenia prowadziły go do śmierci: lekceważenie gorączki, lekarka, która nie wezwała karetki, pielęgniarki, które nic nie podały pacjentowi w szpitalu. Zupełnie tak jakby to musiało się stać, bo ktoś/coś o tym zdecydowało.

Gdy wracałam z pracy to gonił mnie bezdomny, wsiadłam do niewłaściwego autobusu, zepsuł się tramwaj, musiałam iść na piechotę kilka przystanków. Aż wszystko wróciło do normy.

Ktoś umarł, ktoś się urodził. Życie toczy się dalej.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz