13/02/2014

Miłość platoniczna

Miłość platoniczna to w potocznym rozumieniu miłość niespełniona. Obiekt uczuć nawet nie wie, że ktoś go kocha.


Opowiedziałam mojej przyjaciółce historię rodzinną. Zastanawiałam się dlaczego mój ojciec nie okazuje uczuć. Myślałam, że dlatego, że urodził się przed wojną i nikt nie myślał wtedy o potrzebach dzieci. Potem dowiedziałam się, że mama mojego taty całe życie kochała jakiegoś faceta, bez przerwy mówiła, że z tym kimś byłaby szczęśliwa. Cała rodzina o tym wiedziała. Gdy dziadek wrócił z wojny musiał wysłuchiwać żali mojej babki. Umarł na serce (jakżeby inaczej) gdy mój ojciec miała 22 lata. Co taki chłopak mógł myśleć o kobietach skoro jego matka tęskniła za obcym facetem, który o niczym nie wiedział. Potem umarł, a moja babcia ciągle o nim mówiła. Nie kochała mojego dziadka, ale miała z nim 4 synów. Najstarszy był alkoholikiem i umarł (zapił smutki, że nikt go nie kocha). Najmłodszy umarł w wieku kilku miesięcy. Mój wujek rozwiódł się dla młodszej o 30 lat kobiety – nie wiem czy czuje się kochany, bo zerwał z nami kontakty. Mój ojciec ma problem z wyrażaniem uczuć. Moja mama się przyzwyczaiła, ale jest jej nieraz przykro jak się do niej odezwie jak do służącej. Nie umie się zmienić. W pewnym sensie został zakodowany negatywnie. Całe życie krytykował innych (pracował na kierowniczych stanowiskach, więc mógł) i był zawsze niezadowolony. Dlatego zachorował na raka nerki. Nie zmienił się, a potem zachorował na raka prostaty i dalej pomiata kobietami, może myśli, że tak zachowują się prawdziwi macho. Łatwo znaleźć źródło choroby, ale trudno zmienić swoje myślenie. To, że ojciec jest właśnie taki, nie jest jego winą, a niespełnionej miłości jego matki. Gdyby miał szczęśliwe dzieciństwo to teraz byłby zdrowy. A więc jest to negatywna strona platonicznej miłości. Miłość platoniczna rujnuje rodzinę.


Okazało się, że moja przyjaciółka też była zakochana w jakimś chłopaku. Nawet go śledziła, chodziła za nim, żeby wszystko o nim wiedzieć. A nie miała śmiałości, żeby do niego zagadać. Był starszy i taki nieosiągalny. Idealny do wzdychania ;) W chwilach zwątpienia czasem go teraz wspomina, ale nigdy potem go nie widziała i nie wie co się z nim stało. Można powiedzieć, że to co przeżyła w młodości daje jej siłę obecnie. Czyli miłość platoniczna ją ratuje :)


Nie kochałam nigdy platonicznie, nie w moim stylu. Do nikogo nie wzdychałam. Miałam zdjęcie R. Daltreya z The Who (muzyka do serialu CSI). Nawet nie wiedziałam kim on jest, bo już nie byli popularni. Mama mówiła, jak mogę wieszać na ścianie zdjęcie takiego brzydkiego człowieka. A ja jej na złość właśnie udawałam, że do niego wzdycham.


Miłość platoniczna to w zasadzie nie miłość, to samotność w chmurach marzeń. To chyba strach przed spełnieniem i ewentualnym rozczarowaniem. Po co się oszukiwać i wyobrażać sobie wyimaginowany związek.



 


Jestem za normalną, zwykłą miłością. Nikt nikogo nie oszukuje, nie marzy, ale dzięki drugiej osobie może polecieć w Kosmos i osiągnąć wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz